8(729)

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

KOMENTARZ NACZELNEGO
Muzeum głupoty
Tydzień temu pisałem o szczytach bezczelności i złodziejstwa w kontekście najwyższych dostojników państwowych – ministra Kultury Zdrojewskiego i prokuratora generalnego Seremeta. Pominąłem przedstawicieli Kościoła, ponieważ pełnią oni raczej rolę paserów – zlecają kradzież państwowego lub samorządowego mienia. Jednym z ideologów tej bandy jest ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, najbardziej poczytnej gazety kościelnej. W ostatnim numerze ten młody kapłan o mentalności krzyżackiego komtura z pogranicza zawrzał świętym gniewem wobec tych, którzy ośmielają się kwestionować jakiekolwiek dotacje dla Kościoła. Stwierdził, że daniny przeznaczone na Świątynię Opatrzności Bożej (ŚOB) są skandalicznie niskie w porównaniu z dotowaniem przez Urząd Miasta Warszawy oraz resort min. Zdrojewskiego Muzeum Historii Żydów Polskich (320 mln zł) czy też Muzeum Historii II Wojny Światowej w Gdańsku (358 mln), na co jednak pieniądze zbiera fundacja. Tak na marginesie to Polska musi być bardzo bogatym krajem, skoro powstają u nas tak przeogromne muzea. Widać inne, bardziej przyziemne potrzeby mają już Polacy w pełni zaspokojone. Ksiądz redaktor jest zdania, że Muzeum JPII i kardynała Wyszyńskiego to absolutny priorytet. Jak do tej pory mogliśmy bez niego żyć?! Mimo że innych, pomniejszych muzeów i izb pamięci JPII jest w Polsce ponad 100, zaś ulic, skwerów, placów, szkół i rond – z grubsza 100 tysięcy. Ale Gancarczyka trzeba zrozumieć. Gdyby do tej pory trwała u nas okupacja hitlerowska, to jakiemuś niemieckiemu żołdakowi też mogłoby się wydawać, że pomników Adolfa jest wciąż za mało. To porównanie jest tylko na Oko chybione, bo przecież ks. Stefan Wyszyński, bohater nr 2 muzeów, ulic, placów i pomników, był wielkim apologetą Adolfa Hitlera.

GORĄCE TEMATY
O, JeZUS!
Czy blisko 600 milionów złotych publicznych pieniędzy Zakład Ubezpieczeń Społecznych wydał niezgodnie z prawem? Wokół sprawy – jak to często w Katolandzie bywa – roznosi się zaduch klerykalnych powiązań.

KOŚCIÓŁ RZYMSKO-PEDOFILSKI
Kochankowie naszych dzieci
W realiach polskiego Kościoła hasło „zero tolerancji dla pedofilów” oznacza ojcowski klaps dla ponad 100 przestępców i współczucie na pokaz dla tysięcy ofiar.
Pojawiające się co rusz „pojedyncze przypadki” występnych zachowań obyczajowych kleru szybko ulegają zapomnieniu, dzięki czemu biskupi mogą wmawiać opinii publicznej, że w temacie pedofilii są nieubłagani, a sprawców łatwo policzyć na palcach. Dla ścisłości rachunków prezentujemy zestawienie przypadków tylko tych znanych nam i najbardziej aktualnych, przed którymi warto chronić dzieci. Oto co Kościół chce zasłonić „ideologią gender”.

PATRZYMY IM NA RĘCE
Minister kultu(ry)
W sumie ponad 20-milionowa dotacja na Świątynię Opatrzności to tylko niewielka część pieniędzy, jakie Ministerstwo Kultury przekazuje w rozmaity sposób Kościołowi.

BOHATEROWIE PO POLSKU
Potrójny agent
Pojawienie się w kinach bajki o słynnym szpiegu Ryszardzie Kuklińskim i dziesiąta rocznica jego śmierci wywołały kolejną falę dyskusji, jak uhonorować człowieka, który współpracował kolejno ze stalinowską Informacją Wojskową, peerelowską WSW, amerykańskim CIA, a prawdopodobnie również z radzieckimi służbami specjalnymi...

POD PARAGRAFEM
Cierp w imię Boże
Polska jest zobowiązana prawem międzynarodowym do ograniczania cierpień osób umierających i doświadczających silnego bólu. Ale niewiele sobie z tego robi.

A TO POLSKA WŁAŚNIE
Szpitale na bezdomność
Zima stanowi śmiertelne zagrożenie dla bezdomnych. W tym czasie współcześni koczownicy wygłodzeni i schorowani trafiają do szpitali. Zamiast zapobiegać bezdomności, płacimy fortunę za jej skutki.

A TO POLSKA WŁAŚNIE
Ekopodziemie
Konsumenci uparcie poszukują tak zwanych dawnych smaków. Żywności z niewielkich, rodzinnych gospodarstw, bez konserwantów i polepszaczy.

 Str. 21
 Str. 3
 Str. 12
 Str. 11
ISSN 1509-460XINDEKS 356441
http://www.faktyimity.pl Nr 8 (729) 27 LUTEGO 2014 r. Cena 4,20 zł (w tym 8% VAT)
 Str. 9
KUKLIŃSKI–POTRÓJNYAGENT
ISSN 1509-460X
 Str. 6-7
Polskich klerykałów zgorszyła decyzja parlamentu
Belgii dopuszczająca skracanie cierpień
konającym dzieciom. Kościół i prawica nie
wyobrażają sobie wprowadzenia w Polsce
eutanazji pod żadną postacią i dla nikogo.
Uważają bowiem, że cierpienie jest dopustem
bożym, że uszlachetnia i niesie z sobą wielką
„wartość”. Ale Komisja Europejska może zmusić
naszych rządzących do rezygnacji z uporczywego
leczenia pacjentów.
2 KSIĄDZ NAWRÓCONY Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Opluwana jak żadne inne igrzyska zimowe olimpiada w Soczi
przyniosła Polsce rekordową liczbę złotych medali. Brukowce
znalazły już powód tych sukcesów – modły naszych sportow-
ców. To dotąd się nigdy nie modlono?
Marszałek Ewa Kopacz postanowiła zapełnić sejmowe ławy,
które świecą pustkami, bo obrady nakładają się na posiedze-
nia komisji sejmowych. Dlatego marszałek proponuje, by se-
sje sejmowe były co tydzień, a nie co dwa tygodnie. Proponuje,
bo i tak wie, że to nie przejdzie.
PO i PiS znów chcą się Polakom narzucać jako dwie jedyne
możliwe do wybrania opcje polityczne. Ma temu służyć projekt
debaty telewizyjnej Tuska i Kaczyńskiego. Za tym pomysłem
stoi TVP, która zamiast służyć interesowi publicznemu, chce
umacniać szkodliwy dwupartyjny monopol. I tak to właśnie
wygląda „misja mediów publicznych” w Polsce.
Donald Tusk brylował na pogrzebie córeczki sportowca
Krzysztofa Bonka, która zmarła z powodu zaniedbań lekarzy.
Osobliwa sceneria do zbijania kapitału politycznego. Dla więk-
szego efektu premier mógł zabrać na pogrzeb swojego
Arłukowicza.
Jarosław Gowin chwali się, że program jego partii – Polski
Razem – jest „nowoczesny i wolnorynkowy”. Nowoczesny?!
Mieszanka thatcheryzmu w ekonomii i obłudnej, kruchtowej
moralności rodem ze średniowiecza!
Kler nadwiślański znalazł sobie nowego diabła po potworze
„Dżęderze”. Zwierzęta! A konkretnie animal studes, czyli
badania nad relacjami ludzko-zwierzęcymi, nad tym, jak ludzie
widzą i traktują zwierzęta, oraz nad tym, jak postrzegają sie-
bie jako gatunek… Kościół także w tej dziedzinie nie ma
czystego sumienia. I dlatego najgłośniej będzie krzyczał: łapać
złodzieja!
Oto jak „rewolucja Franciszka”, czyli tzw. skromny Kościół,
znajduje zastosowanie w Polsce. Księża z archidiecezji łódzkiej
pod dyktando biskupów pomocniczych robią zrzutkę na złoty
krzyż na pierś arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Ma to być
„owoc roku wiary”. Wiary w magiczną moc złota!
W Łodzi powstanie pomnik Lecha Kaczyńskiego, który z tym
miastem nie miał nic wspólnego. Ten propagandowy sukces
radnych miejskich PiS był możliwy dzięki byłym radnym PO
(grupa związana z szefem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim)
i radnym… SLD, którzy nie wzięli udziału w głosowaniu. Jak
widać, cicha koalicja PiS-SLD jest już namacalna.
Antyklerykałowie z Krakowa po raz kolejny zorganizowali na
Rynku Głównym manifestację z okazji Dnia Pamięci Ofiar
Kościoła Katolickiego. Dzień ten jest obchodzony w rocznicę
śmierci Giordana Bruna, włoskiego filozofa zamordowanego
przez inkwizycję.
Kobieta z Torunia, którą już raz sądownie ukarano naganą za
niepokojenie sąsiadów głośnym słuchaniem Radia Maryja,
została w innym procesie uniewinniona z podobnych zarzutów.
Co ciekawe, policja, która zgłosiła sprawę do sądu, nie wnio-
sła apelacji. Czyżby Radio Maryja uruchomiło swoją sieć po-
wiązań w Toruniu?
W Obrzycku pod Szamotułami nie milknie oburzenie na księ-
dza, który uderzył dziecko („FiM” 7/2014). Wściekli są nie
tylko jego rodzice, ale i inni mieszkańcy, którzy zebrali 500
podpisów za odwołaniem księdza. Powinni być ostrożni. Bo
jak następny będzie pedofil…
Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź chwali się w mediach, że
papież osobiście przyniósł mu szklankę wody w czasie narady
z polskimi biskupami w Rzymie. A może Głódź nie do końca
zrozumiał sens tego gestu? Chyba Franciszek chciał mu po-
wiedzieć: „Pij wodę i TYLKO WODĘ, bo wali od ciebie jak
z gorzelni!”.
Słynna wystawna rezydencja miejscowego biskupa z Limburga
(zawieszony do wyjaśnienia zarzutów rozrzutności) została
zbudowana m.in. z funduszu, który miał wspierać biedne ro-
dziny wielodzietne. A poza tym biskup to człowiek biedny.
Przecież zawsze ma za mało pieniędzy.
Kolejny wstrząs sądowy w USA. Sąd federalny w stanie
Wirginia orzekł, że stanowy zakaz małżeństw tej samej płci
nie jest zgodny z amerykańską konstytucją, bo dyskryminuje.
Jeśli ten werdykt się utrzyma w kolejnych instancjach, to na
całym konserwatywnym i religijnym Południu trzeba będzie
takie zakazy poznosić. A Polacy znowu będą za Murzynami.
Opozycja ukraińska dokonała nieudanego szturmu na parla-
ment i inne budynki rządowe, co rozpętało falę przemocy
i kontratak władz. Kiedy zamykaliśmy ten numer, było już
około 30 zabitych po obydwu stronach konfliktu. Chyba pol-
scy politycy, którzy podburzali do rewolty (m.in. Kaczyński),
mają się teraz z pyszna.
Rząd Danii zakazuje rytualnego uboju zwierząt. Na falę kry-
tyki ze strony środowisk religijnych tamtejszy minister rolnictwa
Dan Jørgensen odpowiedział krótko: „Prawa zwierząt są waż-
niejsze od religii”. Dodajmy, że słowa te wypowiedział urzęd-
nik państwa, które jest krajem oficjalnie chrześcijańskim –
ewangelickim.
FA K T Y
Muzeum głupoty
Tydzień temu pisałem o szczytach bezczelności i złodziej-
stwa w kontekście najwyższych dostojników państwo-
wych – ministra Kultury Zdrojewskiego i prokuratora ge-
neralnego Seremeta. Pominąłem przedstawicieli Kościoła,
ponieważ pełnią oni raczej rolę paserów – zlecają kradzież
państwowego lub samorządowego mienia.
Jednym z ideologów tej bandy jest ks. Marek Gancarczyk,
redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, najbardziej poczytnej
gazety kościelnej. W ostatnim numerze ten młody kapłan
o mentalności krzyżackiego komtura z pogranicza zawrzał świę-
tym gniewem wobec tych, którzy ośmielają się kwestionować
jakiekolwiek dotacje dla Kościoła. Stwierdził, że daniny prze-
znaczone na Świątynię Opatrzności Bożej (ŚOB) są skanda-
licznie niskie w porównaniu z dotowaniem przez Urząd Miasta
Warszawy oraz resort min. Zdrojewskiego Muzeum Historii
Żydów Polskich (320 mln zł) czy też Muzeum Historii II Wojny
Światowej w Gdańsku (358 mln), na co jednak pieniądze
zbiera fundacja. Tak na marginesie to Polska musi być bardzo
bogatym krajem, skoro powstają u nas tak przeogromne mu-
zea. Widać inne, bardziej przyziemne potrzeby mają już Polacy
w pełni zaspokojone. Ksiądz redaktor jest zdania, że Muzeum
JPII i kardynała Wyszyńskiego to absolutny priorytet. Jak do
tej pory mogliśmy bez niego żyć?! Mimo że innych, pomniej-
szych muzeów i izb pamięci JPII jest w Polsce ponad 100,
zaś ulic, skwerów, placów, szkół i rond – z grubsza 100 ty-
sięcy. Ale Gancarczyka trzeba zrozumieć. Gdyby do tej pory
trwała u nas okupacja hitlerowska, to jakiemuś niemieckiemu
żołdakowi też mogłoby się wydawać, że pomników Adolfa
jest wciąż za mało. To porównanie jest tylko na Oko chybio-
ne, bo przecież ks. Stefan Wyszyński, bohater nr 2 muzeów,
ulic, placów i pomników, był wielkim apologetą Adolfa Hitlera.
Obydwaj z Wojtyłą tyle razem zrobili dla swojej ukochanej,
watykańskiej ojczyzny, wszystko tak pięknie poustawiali.
Pochodne konkordatu – jednostronnego zobowiązania polskie-
go państwa do dogadzania Watykanowi – przynoszą klerowi
około 10 miliardów złotych dochodów rok w rok. Grupa prze-
stępcza o nazwie Komisja Majątkowa zrabowała majątek wart
24 miliardy. Ale największe zasługi dla fałszywej Stolicy
Apostolskiej mają ci dwaj „wielcy Polacy” w kwestii kształ-
towania katolickiej świadomości, czyli utrwalania głupoty
i znieczulicy. Niedawno w telewizji pokazywano sondaż ulicz-
ny, w którym dziennikarz zadawał pytanie: czy wolałbyś dać
pieniądze Owsiakowi na chore dzieci, czy na Kościół. Jakaś
1/4 badanych wybrała Kościół. Nic dziwnego, że ks.
Gancarczyk, redaktor największego katolickiego medium, może
potem pisać: „Jak to się stało, że w różnego rodzaju wnio-
skach o dofinansowanie mogą się znaleźć różne potrzeby,
z wyjątkiem religijnych. Nie rozumiem, dlaczego ze środków
publicznych mogą być finansowane boisko, orkiestra dęta czy
kurs obsługi wózka widłowego, ale pieniędzy na budowę
kaplicy jako miejsca modlitwy przekazać nie można. Można
się starać o dotacje na kościół jako zabytek, ale nie jako
miejsce kultu”. Wyobrażacie sobie? Ksiądz wprost apeluje:
rząd powinien stawiać kaplice i tym samym wydawać mniej
pieniędzy na sport, kulturę i szkolenia zawodowe. Bo przecież
środki są ograniczone. Na świątynię pychy kleru w Wilanowie
wydaliśmy już rękami min. Zdrojewskiego ponad 20 mln zł
i drugie tyle decyzją marszałka woj. mazowieckiego Struzika.
My, Polacy – antyklerykałowie, ateiści, agnostycy, innowier-
cy i te 25 procent nawiedzonych katolików, których bardziej
cieszą złocone klamki w kościele, wypasiony brzuch probosz-
cza i jego nowe auto niż zdrowie i życie polskich dzieci. To
oni też zapewne będą pielgrzymować do wilanowskiego be-
tonu. Co w nim zobaczą? Między innymi replikę (!) telefonu,
z którego papież dzwonił do prymasa, wejściówkę na pl. św.
Piotra w dniu pogrzebu JPII oraz fotografie z tej uroczystości.
A w części multimedialnej
prawdziwe „kąski”, które
tak opisała projektantka
Barbara Kłaput: „Będzie
można usłyszeć papieskie
homilie, cichą modlitwę
kard. Wyszyńskiego, wy-
powiedzi świadków pa-
pieskich pielgrzymek do
Warszawy, usłyszeć strza-
ły na pl. św. Piotra…”.
A wszystkie te cudeńka
26 metrów nad ziemią
(całkowita wysokość ŚOB
to 67 m), w gigantycznym
pierścieniu okalającym ko-
pułę tego bunkra.
No cóż, Egipcjanie też
budowali świątynie z fun-
duszy państwowych. W ich piramidach, podobnie jak w ŚOB,
też były grobowce. Ale to było, do cholery, kilka tysięcy lat
temu! Czy na tym etapie jest teraz Polska i Polacy?
Cała nadzieja w tym, że kiedyś ten makabryczny bunkier
przerobimy na jedno wielkie muzeum okupacji watykańskiej
w Polsce, w którym jednak bilety będzie kasować miła pani
zatrudniona przez Ministerstwo Polskiej Kultury, a nie zakon-
nica, jak obecnie w Katedrze na Wawelu. Nikt nie ma tylu
eksponatów co my! Całe zbrojownie krzyży, monstrancji i kro-
pideł. Przepastne archiwa aktów nadania, dotacji, ulg, zwol-
nień podatkowych, celnych i innych wyłudzeń. Dowody wy-
rzucania Polaków z ziem zagarniętych przez Komisję Majątkową.
Wozy bojowe episkopatu z „papieskim śmigłowcem” na cze-
le. Podobizny zdrajców polityków i dziennikarzy. Pomnik kobiet,
które zmarły podczas pokątnych aborcji, sala pamięci dzieci
zgwałconych przez księży itp., itd. A dla dzieci odwiedzających
– sala multimedialna z rogatymi diabłami, latającymi na miot-
łach czarownicami i ryczącym dżęderem w skali 1:1. Za 50
i 100 lat będą do nas zjeżdżać turyści z całego świata, żeby
to wszystko zobaczyć.
Pod jednym wszelako warunkiem – że samodzielnie my-
ślący Polacy w końcu ruszą swoje tyłki i dadzą czynny
odpór zabobonom – bez patrzenia jeden na drugiego. W tej
chwili wygląda to marnie. Dlaczego na manifestacji naro-
dowców i kiboli 11 października było około 100 tysięcy
ludzi, a na naszej w ostatnią sobotę tylko 300 osób? To
kpina z patriotyzmu i wyrzut sumienia dla tych, którzy wolą
gnić w fotelu przed telewizorem, zamiast wesprzeć pionie-
rów, którzy próbują walczyć z największą polską patologią
– klerykalizmem. Jak tak dalej pójdzie, to sami wylądujemy
jako eksponaty w Muzeum Opatrzności Glempa. Pod hasłem:
„Ostatni poganie na ziemiach polskich włączonych do
Watykanu”. JONASZ
PS Zdjęcia z Marszu „FiM” i TR oraz petycje złożone przed
Ministerstwem Kultury i pałacem abpa Nycza można do
23 lutego zobaczyć na naszym portalu – www.faktyimity.pl.
KOMENTARZ NACZELNEGO
3GORĄCE TEMATYNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Utrzymanie i konserwacja sieci
Kompleksowego Systemu Informa-
tycznego – taki przetarg (popularnie
zwany przetargiem na informatyzację)
zakończył się w październiku ubiegłe-
go roku. Zleceniodawcą był Zakład
Ubezpieczeń Społecznych. Kwota,
jaką podatnicy zapłacili zwycięzcy, to
niewyobrażalne niemal 600 mln zł. Ta-
kie sumy zobowiązują do nadzwyczaj-
nej przejrzystości – twierdzą specjali-
ści z zakresu zamówień publicznych.
Tymczasem przetargowi ogłoszonemu
przez ZUS – jak ujawnili dziennikarze
Faktów TVN – tej transparentności
zabrakło. Wątpliwości budzi na przy-
kład to, że w warunkach przetargu
ściśle wyszczególniono nawet oczeki-
wane doświadczenie oraz wykształce-
nie… 87 specjalistów, a z uwagi na te
wyśrubowane (wcześniej dogadane?)
kryteria zgłosiła się tylko jedna firma.
Konkurs wygrało Asseco Poland.
Fundamentalną kwestią jest jed-
nak to, że po stronie ZUS-u w ko-
misji przetargowej uczestniczyli m.in.
Dorota Mielnik oraz Kamil Wą-
sowicz. Asseco Poland była re-
prezentowana przez Sławomira
Szmytkowskiego oraz Mirosława
Fundowicza. Pojawia się w tym
rozdaniu także powołany do kon-
troli nad prawidłowością procedur
Urząd Zamówień Publicznych. Tutaj
posadę radcy generalnego w depar-
tamencie prawnym piastuje Izabela
Rzepkowska (z domu Fundowicz).
Czy wyżej wymienieni dokonali
gwałtu na ustawie o zamówieniach
publicznych, która mówi jasno, że
„osoby wykonujące czynności w po-
stępowaniu o udzielenie zamówienia
podlegają wyłączeniu, jeżeli pozosta-
ją z wykonawcą w takim stosunku
prawnym lub faktycznym, że może
to budzić uzasadnione wątpliwości
co do bezstronności tych osób”, sko-
ro – według informacji zawartych
w Krajowym Rejestrze Sądowym
– wszyscy są członkami Rady
Nadzorczej Fundacji Fundowi-
czów ze Starachowic?
Powołana w 2009 roku Fundacja
zajmuje się – według statutowych
zapisów – wspieraniem dzieci i mło-
dzieży w nauce, rozwoju edukacji
i kultury, wspieraniem dostępu do
dóbr kultury i działalności artystycz-
nej. W tym celu dwa razy do roku
organizuje ogólnopolskie konkursy
piosenki. Fundacja prowadzona jest
przez księdza Sławomira Fundowi-
cza (na zdjęciu), kierownika Katedry
Prawa Administracyjnego KUL, no
a prywatnie… brata Mirosława, który
w imieniu Asseco ubiegał się o kon-
trakt z ZUS. Okazało się przy okazji,
że ksiądz profesor fundację prowadzi
dość niedbale. Wymaganych prawem
sprawozdań z jej działalności do MEN
nie składa. Wyjaśnia też, że rada nad-
zorcza jest, ale… zdezorganizowana.
Na okoliczność ujawnionych infor-
macji złożył natomiast oświadczenie,
w którym czytamy: „Fundacja Fun-
dowiczów nie ma nic wspólnego
z »przetargami informatycznymi« ZUS,
a działalność jej organów statutowych
nie mogła mieć żadnego wpływu na
jakiekolwiek czynności w tym zakresie.
Tworząc Fundację w 2009 r., może zbyt
pochopnie zbudowaliśmy Radę Nad-
zorczą i Zarząd. Chcieliśmy po pro-
stu zacząć działać. We wrześniu 2010
r. dwoje członków Rady Nadzorczej
złożyło rezygnację z pełnionych funkcji.
Wydawało nam się, że skoro w Radzie
pozostaje trzech członków, to nie po-
trzeba wprowadzać zmian w KRS. To
był jednak błąd, za który przepraszam
zainteresowane osoby. Osoby te od mo-
mentu złożenia rezygnacji (a w zasa-
dzie od marca 2010 r.) nie uczestniczyły
w żadnych pracach Fundacji. Zresztą
cała Rada Nadzorcza, po zawiązaniu,
zaprzestała spotkań”.
  
Jeremi Mordasewicz, członek
Rady Nadzorczej ZUS, mówi, że nie
można dopuszczać do sytuacji, w któ-
rej przedstawiciel zamawiającego zna
się z reprezentantem oferenta, i za-
powiada, że meandry tej znajomości
będą wyjaśniane na najbliższej radzie
nadzorczej, a więc 26 lutego bieżą-
cego roku.
Kontrolę w ZUS-ie prowadzą
urzędnicy Najwyższej Izby Kontro-
li. Panujące tam standardy bada też
Kancelaria Premiera. Politycy zapo-
wiadają powołanie specjalnej Komi-
sji Śledczej. Janusz Palikot chce,
aby przy okazji wyjaśnić, jaką rolę
odegrał w sprawie przetargu członek
Opus Dei, prezes ZUS-u Ryszard
Derdziuk.
Zanim kulisy przetargu oraz po-
wiązania pomiędzy ludźmi ZUS-u,
Asseco i Kościoła rozwikłają powo-
łane do tego organa, prześcigają się
w oświadczeniach główni bohatero-
wie. I tak:
 Kamil Wąsowicz, dyrektor De-
partamentu Eksploatacji Aplikacji
ZUS, twierdzi, że był, owszem, ale
w radzie programowej Fundacji Fun-
dowiczów. Rezygnację z członkostwa
w Radzie Nadzorczej FF napisał kilka
lat temu. Podobnie jak Dorota Miel-
nik. Aktualne KRS-y temu przeczą.
 Izabela Rzepkowska (panień-
skie nazwisko Fundowicz) zapewnia,
że ludzi zasiadających z nią w zarzą-
dzie fundacji ks. Sławomira widziała
na oczy może dwa razy w życiu. Nie
kojarzy ich i nie zna.
Izabela Jakubowska pełniąca
obowiązki prezesa Urzędu Zamó-
wień Publicznych zapewnia z kolei,
że kompetencje Rzepkowskiej w ża-
den sposób nie wpływają na podej-
mowanie decyzji, jeśli chodzi o po-
stępowania przetargowe.
 Sławomir Szmytkowski, dy-
rektor zarządzający Asseco Poland,
tłumaczy, że zasiadał, owszem, ale
w nieaktywnej już radzie nadzorczej
fundacji dobroczynnej.
Rzecznik ZUS Jacek Dziekan
oświadczył natomiast, że przetarg był
jawny, zaś dokumentację przekazy-
wano na bieżąco organom kontro-
lującym. Poza tym – czytamy w jego
oficjalnym piśmie – „pracownicy ZUS,
tj. Pani Dorota Mielnik oraz Pan Ka-
mil Wąsowicz, złożyli w formie pisem-
nej rezygnacje z zasiadania w Radzie
Nadzorczej Fundacji Fundowiczów
w dniu 20 września 2010 roku. W dniu
21 września 2010 roku – tj. prawie na
3 lata przed rozpisaniem przez ZUS
przetargu – oświadczenia o rezygnacji
zostały przyjęte przez przedstawiciela
Zarządu Fundacji”.
Jak rzecznik tłumaczy dziwną,
drobiazgową specyfikację przetar-
gu? „Procedury związane z przetar-
giem na utrzymanie największego
w Polsce systemu informatyczne-
go KSI ZUS, obsługującego po-
nad 2 miliony firm, 20 milionów
ubezpieczonych oraz wiele milio-
nów świadczeniobiorców, wymaga-
ły określenia wysokich wymagań
wobec podmiotów uczestniczących
w przetargu”. Wierzymy…
WIKTORIA ZIMIŃSKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Czy blisko 600 milionów złotych publicznych
pieniędzy Zakład Ubezpieczeń Społecznych
wydał niezgodnie z prawem? Wokół sprawy
– jak to często w Katolandzie bywa
– roznosi się zaduch klerykalnych powiązań.
O, JeZUS!
Gender bynajmniej nie przytłumiło prob-
lemu pedofilii w Kościele. Za to paste-
rze mają plany, żeby zakazać owieczkom
obcowania ze złymi mediami.
Zakończył się wreszcie uprawiany od ty-
godni chocholi taniec organów ścigania wokół
księdza Wojciecha G., do niedawna misjonarza
polskiego Kościoła w Dominikanie (patrz też
str. 6–7). Tamtejsze media obnażyły pedofilskie
skłonności naszego rodaka. Księdzu G. proku-
ratura zarzuca cztery czyny pedofilskie, w tym
dwa popełnione w Polsce. Śledczy zwrócili się
do sądu z wnioskiem o tymczasowy areszt.
Duchowny w telewizji tłumaczył doniesienia
z Dominikany zemstą gangów narkotykowych,
z którymi rzekomo walczył... Mówił, że sytuacja
sprawia mu ogromny ból. Z bólem serca pa-
trzyli także rodacy na to, jak organa ścigania
cackają się z aresztowaniem amatora ministran-
tów. Generał michalitów powiedział o ks. Wojt-
ku: „To tamten klimat tak zmienia człowieka”.
A jaki jest klimat wśród internautów?
 Obawiam się, że w sprawie księdza
„Gie” prokuratura zrobi wielkie „gie”... (C742);
 Mam nadzieję, że ksiądz G. dostąpi
łaski osadzenia w zakładzie karnym. I to
pod celą pełną starych zgredów. W różny
bowiem sposób zwykł doświadczać nas Pan
(Bob 202);
 90 proc. księży chciałoby się żenić z chłop-
cami w wieku 10–12 lat. Pozostałe 10 proc. z ko-
legami z parafii (VAl Govrylo);
 Ten margines społeczny nie powinien
być kojarzony z Polską, powinni z chwilą otrzy-
mania szatańskiego wyświęcenia otrzymywać
obywatelstwo Watykanu i ten powinien przej-
mować pełne konsekwencje, a nie obciążać tym
normalnych obywateli poszczególnych krajów,
którzy nad tymi pedofilami nie mają jakiejkol-
wiek kontroli, a zostają przez ten margines spo-
łeczny ośmieszani, nadmieniam jednocześnie,
że jestem katolikiem (Zak).
  
Częstochowski metropolita Wacław Depo,
szef Rady Episkopatu ds. Środków Społeczne-
go Przekazu chce ratować wiernych. I to by-
najmniej nie przed sutannowymi pedofilami,
ale przed wpływem złych mediów. – Zgłoszę
propozycję, by episkopat zachęcał i zobowią-
zywał wiernych do odpowiedzialności za to, co
wybierają w mediach, co jest ich codziennym
medialnym pokarmem, żeby robili z tego rachu-
nek sumienia – oświadczył w słusznej „Niedzie-
li”. Każdy, kto choćby zerknie do takich „FiM”,
będzie się musiał z tego spowiadać! Odgrzanie
średniowiecznego indeksu mediów zakazanych
podoba się katolickim biskupom. A ludowi?
 Proponuję jeszcze zakazać nauki czyta-
nia i pisania. A osoby z biedniejszych rodzin
zagonić do pasania gąsek u wielebnego (Faja);
 Będą się katolicy do tego stosować jak
do Dekalogu (Remek Dąbrowski);
 Religijne zidiocenie Polski bije kolejne
rekordy absurdu. Boże... chroń Polskę przed
klerem (Maria Pawlik);
 O! To jest bardzo dobry pomysł! I klą-
twa. Do siódmego pokolenia! (Asia Malak);
 Jestem w stanie przyjąć, że wszystkie-
mu winny zniewalający zapach kadzidła. Coś
jednak w tych ziołach jest! (0013);
 Bóg dał ludziom wolną wolę, ale biskupi
chcą to naprawić (emi);
 Niech wprowadzą czarną listę, matki
za aborcję na stos, a Depo będzie grabarzem
Kościoła w Polsce. Oby tak dalej! (ateista);
 Zastanawiam się, co Wy jeszcze wymy-
ślicie, księża arcybiskupi i biskupi, aby nas,
katolików, do reszty z kościołów powyganiać
(ando);
 A ministranci mają przychodzić w su-
kienkach, bo z tymi guzikami przy rozporkach
to krzyż pański (abp).
JULIA STACHURSKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Trybuna(ł) Ludu
4 Z NOTATNIKA HERETYKA Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Polska jest jedynym krajem w Europie, który się zbroi na potęgę. I bardzo
dobrze! (Igor Zalewski, publicysta prawicowy)
  
Polscy biskupi uraczyli papieża Franciszka opowieścią o Kościele w Polsce.
Papież przyjął ją do wiadomości i pobłogosławił episkopatowi. Oczekiwanie
od Franciszka jakiejś kościelnej rewolucji jest pobożnym życzeniem.
(Adam Szostkiewicz, publicysta)
  
ONZ skierowało atak na Kościół, jedyną instytucję, która od kilku lat wpro-
wadza jasne i wyraziste standardy postępowania w przypadku pedofilii.
(Tomasz Terlikowski, publicysta katolicki)
  
Chrześcijaństwo i polskość to rzecz dla twardzieli, którzy nie boją się
przyjąć kolejnych dzieci. (jw.)
  
Przy pomocy OFE – w białych rękawiczkach – eksploatuje się takie kraje
jak Polska, niemające siły, by przeciwstawić się naciskom zagranicznych
instytucji finansowych i krajowych grup interesu. Stworzono natomiast na
dziesięciolecia źródło zysków dla koncernów finansowych.
(prof. Leokadia Oręziak, ekonomistka)
  
Nie dziwię się, że ministerstwo daje na to [Świątynię Opatrzności Bożej]
pieniądze. Dziwię się, że tak mało i że wywołuje to protesty w niektórych
środowiskach. To dopiero jest niepokojące.
(Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej)
  
Nie wierzę w życie po śmierci. Istnienie Boga w naszych głowach bywa
przeszkodą w tym, żeby wziąć pełną odpowiedzialność za własną egzy-
stencję tu i teraz. (Maria Peszek, piosenkarka i aktorka)
Wybrali: AC, PPr, SH
MYŚLI NIEDOKOŃCZONE
Na wódkę do hali sportowej starosta gry-
ficki zaprosił policjantów, strażaków, woj-
skowych i leśników. Wszyscy zjechali na doroczną odprawę służb mundu-
rowych. Było hucznie. Do tego stopnia, że przyjechali też inni – niezaproszeni
na imprezę policjanci. Tyle że na interwencję. Na hali był zakaz picia alkoholu,
ale pan starosta na zagrodzie ustawił na stołach aż 250 butelek!
W jednym z miejscowych lokali 42-letnia
bielszczanka zepsuła zabawę byłemu mężo-
wi. Nie chciała bowiem, aby przepuszczał pieniądze, które powinien przeznaczyć
na alimenty. Zadzwoniła więc na policję z informacją, że w lokalu jest bomba.
Ewakuowano obsługę i klientów, w sumie 50 osób. Mąż będzie miał teraz
nieco luzu, bowiem żonie za fałszywy bombowy alarm grozi nawet 8 lat paki.
Pewien mieszkaniec Kłobucka przypalił ziem-
niaki, a przy okazji jego poszukiwany listem
gończym kumpel wpadł w ręce policji. Wszystko przez czujnych sąsiadów,
którzy na widok wydobywającego się z okien dymu wezwali policję. Ta oprócz
garnka ze spalonymi ziemniakami znalazła w mieszkaniu przestępcę.
Chełmianka Agnieszka R. ma 33 lata i wy-
rok, który nie pozostawia wątpliwości.
Zatłukła na śmierć współlokatora, bo w pijackim widzie sądziła, że zjadł cukierki,
które należały do jej dzieci. Dostała 6 lat odsiadki. Cukierki się znalazły…
Nieoznakowane policyjne auto buchnęli
z terenu komendy w Augustowie nieznani
sprawcy. Zawstydzeni policjanci są w słowach oszczędni i mówią tylko, że
wóz był błękitny.
Wojciech N., choć utracił mandat radnego
(w powiecie ciechanowskim) za jazdę po pi-
jaku, przez kilka miesięcy wciąż przychodził na posiedzenia, no i inkasował za swoją
pracę diety. Do ich zwrotu obliguje teraz pana radnego lokalna prokuratura.
Sylwester M., mieszkaniec Białegostoku,
siedzi w areszcie i czeka na decyzję sądu,
który ma zdecydować o jego losie. A zawinił pan Sylwek tylko tym, że się
ożenił. Po raz drugi. Kłopot w tym, że z pierwszą żoną zapomniał się rozwieść.
Opracowała WZ
Pro­win­cjał­ki
WŁADZA SIĘ BAWI
KTO POD KIM DOŁKI KOPIE
NIE ŚWIĘCI GARNKI PALĄ
SŁABA PŁEĆ
KRADZIEŻ DOSKONAŁA
ZBIERAŁ NA GRZYWNĘ?
ROZTARGNIONY
Parlamentarzyści PiS bez zażenowania lobbują na
rzecz koncernu medialnego Tadeusza Rydzyka. Inni
politycy przynajmniej udają, że nie są zwykłymi
lobbystami, ale PiS nie ma takich zahamowań.
Elżbieta Kruk to posłanka PiS słynna głównie
z tego, że nie zawsze występuje publicznie na trzeźwo.
Po jej ostatnim występie też można odnieść wrażenie,
że tuż przed pojawieniem się na wizji coś mocnego
spożywała. Ta była sze-
fowa (sic!) Krajowej
Rady Radiofonii i Te-
lewizji (organ nadzo-
rujący media publicz-
ne) oświadczyła, że
„główny nurt mediów
w Polsce jest nieprzychylny wartościom społeczeństwa
polskiego”, że właściwie to nie ma u nas polskich me-
diów. Jakie zatem rozkazy wykonywała sama szefowa
KRRiT? Niemieckie, rosyjskie czy – nie bójmy się tego
słowa – żydowskie? Wszak w języku polskiej prawicy
„niepolskie” oznacza zwykle „żydowskie”. Skoro sama
nadzorowała niepolską Telewizję Polską (i Radio), to
ma się rozumieć, że uczestniczyła w tym podłym spi-
sku. No chyba, że jest niewinna, bo nie tylko okazyjnie,
ale przez cały czas sprawowania funkcji publicznej była
nawalona jak stodoła...
Oczywiście pani Kruk nie chciała powiedzieć tego,
co właściwie powiedziała. Ona tylko pragnęła sprawić
przyjemność sponsorowi medialnemu swojej partii i wy-
znać wiarę w to, że tylko pod znakiem Radia Maryja,
tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Pola-
kiem. Tego typu tezy obśmialiśmy już na naszych łamach
dawno. Ale może warto przypomnieć, czym faktycznie
jest rzekomo arcypolskie Radio M. Otóż jest to formal-
nie własność zakonu redemptorystów. To założona we
Włoszech międzynarodowa korporacja religijna działa-
jąca w 77 krajach. Redemptoryści siedzibę mają – jak
większość wielkich zakonów – w Rzymie. Szefem kor-
poracji jest obecnie Kanadyjczyk – ks. Michael Brehl.
Co można powiedzieć o firmie działającej w 77
krajach? Czy jest ze swej natury polska? To źle po-
stawione pytanie. Jej celem, jak każdej korporacji,
jest pozyskiwanie środków z prowadzonej działalno-
ści i ciągłe jej posze-
rzanie. Ostatecznym
właścicielem całej tej
firmy jest wszakże Wa-
tykan. Przypomnijmy,
że nie można w całym
Kościele dokonać żad-
nej transakcji o wartości powyżej 5 mln euro (20 mln
zł) bez wyraźnej zgody Watykanu. Zatem gdy redemp-
toryści w Polsce pożyczali niedawno Rydzykowi (TV
Trwam) 68 mln zł (!!!) niewiadomego pochodzenia,
musieli mieć na to zgodę Watykanu. Ten ostatni chy-
ba wiedział, że to zapewne pieniądze Rydzyka, który
chce je drogą „pożyczki” zalegalizować. A co na taką
pożyczkę polska skarbówka? Czy domaga się 2 procent
podatku od czynności cywilno-prawnych? Ależ skąd!
Pani Kruk być może rozumie, że Kościół jako potęż-
na firma transnarodowa, a także jako osobne państwo,
ma własne interesy, dla których Polska nie jest celem,
ale narzędziem ich osiągnięcia. Jesteśmy tylko owcami
do ostrzyżenia, polem uprawnym do skoszenia, a osta-
tecznie – bandą frajerów do nabrania. A jaka w tym
rola posłanki? Cóż, zarabia na asystowaniu przy tym,
aby strzyżenie odbywało się spokojnie i bez zbędnego
wierzgania, a owce stawiały się chętnie i licznie. Dlatego
Kruk czarnemu krukowi oka nie wykole…
ADAM CIOCH
Kruk krukowi...
RZE­CZY­PO­SPO­LI­TE
Jak trwoga, to do Boga – stare
porzekadło ma się dobrze. A szpi-
tale to miejsca cudów jakich
mało.
W ostatnich dniach spektaku-
larnie i medialnie nawróciła się ak-
torka Anna Przybylska. Nawróce-
nie – pochwalone przez katolickich
komentatorów – przyszło do niej
wespół z chorobą nowotworową.
Aktorka wyspowiadała się pierw-
szy raz po 13 latach i – cytat za
„Frondą” – „jest na etapie powro-
tu do zagubionego Wiecznego Ojca.
Brawo”. Ustaliła nawet – co częste
przy okazji chorobowych nawróceń
– że zachorowała „po coś”. Znaczy
się – Bóg tak chciał, miał w tym
swój cel i na pewno wszyscy na
tym dobrze wyjdą. Wyzdrowie-
nia życzyli aktorce „Frondowi” re-
daktorzy, którzy już dobrze na tym
wyszli, bo kolejny raz mogli ogłosić,
że niebiosa zwyciężyły.
Choroby często sprawiają,
że ludzie zaczynają wierzyć
w cuda. A fakt, że na-
wet zdeklarowani ate-
iści wzywają „boga”
w sytuacjach najtra-
giczniejszych, jest
kolejnym dowo-
dem na to, skąd
bierze się wiara
w stwórcę – głów-
nie ze strachu.
Poza tym często, kiedy woła się
jakieś „łoranyboskie”, to bez od-
niesień do żadnego boga. Ot, przy-
zwyczajenie nabyte w dzieciństwie.
Niektórzy rzucają „kurwami”, a inni
boskimi „łoranami”.
Odnośnie tematu – ostatnio ob-
chodziliśmy Światowy Dzień Cho-
rego. Z tej okazji media katolickie
rokrocznie prezentują przykłady
cudownych uzdrowień. Oczywiście
wszystkie dzięki ingerencji boskiej,
a nie na przykład lekarskiej. Okazuje
się, że wiara we wszystkich świętych
i Zawsze Dziewicę nie tylko leczy
z tego, co nieuleczalne, ale nawet…
zapewnia bezpie-
czeństwo na drodze.
Przykład z nawiedzo-
nego magazynu
„Szum z nieba”,
wydawanego
przez nawiedzoną Odnowę
w Duchu Świętym. O swoim
cudownym ocaleniu opowia-
da tam niejaka Grażyna.
A było tak… Pani ta
uczestniczyła
w Rekolekcjach Maryjnych w Og-
nisku Bożego Pokoju i wraz z inną
panią, Małgosią, musiały wracać
samochodem. Ponieważ zawsze boi
się pobytu za kółkiem, odpowiednio
się zabezpieczyła. Najpierw włoży-
ła do portfela zdjęcie swojego „du-
chowego ojca Józefa”, prosząc go
o opiekę. Później „rozpoczęłyśmy
podróż od modlitwy – zawierzenia
całej drogi Opatrzności Bożej, Ma-
ryi, św. Krzysztofowi i o. Józefowi” –
opowiada. I opłaciło się! Najechał na
nich inny kierowca, taki niezabezpie-
czony „opatrznościami”. „W ułamku
sekundy wezwałam pomocy o. Józe-
fa. Dokładnie w tym momencie przy
kierownicy i przy siedzeniu pasażera
otworzyły się białe poduszki powietrz-
ne jak skrzydła aniołów…” – rela-
cjonuje pani Grażyna. Cud prawdzi-
wy! A kierowca, który był świadkiem
tego wydarzenia, zadzwonił po pogo-
towie, które – nie uwierzycie – wzięło
i przyjechało. Wezwano też policję.
I też przyjechali! Obrażenia okazały
się mało poważne, co przecież nigdy
się nie zdarza. „A po pierwszym, na-
turalnym w takich sytuacjach szoku
– mnie i Małgosi towarzyszył głęboki
pokój. Obydwie trwałyśmy w dzięk-
czynieniu za uratowane życie”. I kon-
kluzja: uwaga, niewierzący, poduszki
powietrzne w waszych samochodach
zamontowane są tylko dla picu!
JUSTYNA CIEŚLAK
POLKA­POTRAFI
Pacjenci marnotrawni
5NA KLĘCZKACHNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
POLACY W DEPRESJI
Przerażające dane przedstawili
uczestnicy ogólnopolskiej kampa­
nii społecznej „Forum przeciw de­
presji”. Z dokumentacji ekspertów
wynika, że w Polsce codziennie 15
osób podejmuje próbę samobój­
czą, a 11 z nich odbiera sobie ży­
cie. W 2012 r. zabiło się 4177 osób,
natomiast w wypadkach drogowych
– 3571, czyli o 606 mniej! Członko­
wie Polskiego Towarzystwa Psychia­
trycznego od lat uświadamiają, że
depresja jest najczęstszą przyczy­
ną samobójstw. „To nie stan, któ­
ry mija, ale ciężka choroba, którą
można i trzeba leczyć”. ASz
OSTATNI MOHIKANIE
Ileż to kilkudniowego hała­
su było w Polsce z powodu losu
nieszczęsnych ponoć polskich mi­
sjonarzy w Republice Środkowo­
afrykańskiej. Już się wydawało,
że minister Sikorski zbombar­
duje stolicę – Bangi – w obronie
„naszych”, czyli Watykańczyków.
A tymczasem katolicki „Gość Nie­
dzielny” niechcący demaskuje ten
cały teatr grozy. Okazuje się, że
misjonarze nie przebywają z za­
grożonymi owieczkami, lecz w bez­
piecznych miejscach, za wysokimi
murami. Na dodatek ochraniają ich
wynajęci ochroniarze. Bojówkarze
muzułmańscy nie czyhają na życie
i wiarę polskich sług bożych, ale na
ich samochody, pieniądze, kompu­
tery, drukarki… – przekonuje cyto­
wany w „Gościu” polski misjonarz,
ojciec o nazwisku – nomen omen
– Pączek. MaK
REKLAMA
ZGUBĄ PiS
Nieznany sprawca wynajął bill­
boardy w Lublinie i pod osłoną nocy
oplakatował miasto niecodziennymi
„reklamami” PiS. Na każdej z nich
pojawia się podobizna prominen­
tnej postaci partii i hasło przewod­
nie. Mamy więc „Jarosława gende­
rystę”, „Antoniego niezłego agenta”
oraz „Krystynę mowę nienawiści”.
Wściekli PiS­owcy twierdzą, że to
z pewnością opozycja, której brak
innych argumentów, ale nie potrafili
przy tym obalić zarzutów z billbo­
ardów. ASz
PiSBULTERIER
Daniel Olbrychski ocenił, że
Jarosław Kaczyński przemawia
jak Władysław Gomułka i ma
do tego świetny talent aktorski.
Rzecz w tym, że czasie debaty PiS
na temat kultury perorował Jerzy
Zelnik i plótł przy tym bzdury. „Ja
bym parsknął ze śmiechu, a pre­
zes zachował powagę” – powie­
dział Olbrychski. Słynnego aktora
natychmiast zaatakował za te słowa
poseł Joachim Brudziński, wyty­
kając, że filmowy Azja porównuje
Jarosława do Gomułki, a sam „okla­
skiwał PRL­owskich dygnitarzy na
pochodach 1 maja”. Pisowski hipo­
kryta nie dodał jednak, że na tych
samych pochodach szła większość
aktywu PiS – pupilków ówczesnej
władzy, na przykład niedawna kan­
dydatka na senatora z ramienia PiS,
Katarzyna Łaniewska. ASz
ARTYSTYCZNE
WIZJE PIS
Prezes Jarosław Kaczyński
zaprezentował w Warszawie nowy
program PiS. Wśród pomysłów go­
spodarczych znalazło się trochę pro­
pozycji, a raczej życzeń, z którymi nie
sposób się nie zgodzić – nowe miej­
sca pracy, rozwój gospodarczy. Choć
nie bardzo wiadomo, kto miałby za
nie zapłacić ponad 1 bilion złotych!
Niestety, pojawiły się tam także zapo­
wiedzi takie jak rewizja pakietu ener­
getyczno­klimatycznego (klepnięte­
go przez Lecha Kaczyńskiego…)
oraz ideologiczna reforma telewizji.
A także walka z „antypolonizmem”
i… „beztalenciem w kulturze”. Miej­
my nadzieję, że prezes – po ewen­
tualnym przejęciu władzy – okaże
artystom łaskę i pozwoli „antypol­
sko nastawionym beztalenciom” na
spokojną emigrację. MZB
PRZEJECHAŁ SIĘ
NA AUTOSTRADZIE
Premier Donald Tusk odwołał
Lecha Witeckiego, p.o. dyrektora
GDDKiA. Postąpił tak na wniosek
wicepremier Elżbiety Bieńkow-
skiej, która wytknęła „budowni­
czemu autostrad” błędy, opóźnie­
nia i fatalną atmosferę w pracy.
Wicepremier uważa, że GDDKiA
potrzebna jest świeża krew i nowe
siły, będące w stanie „sprostać wy­
zwaniom związanym z realizacją
inwestycji” finansowanych z nowe­
go budżetu UE na lata 2014–2020.
Dodajmy, że te „nowe siły” zapew­
ne będą się też musiały zmierzyć
z przedsiębiorcami, którzy zban­
krutowali w trakcie realizacji in­
westycji finansowanych ze starego
budżetu UE. Prawdopodobnie ci
ludzie wywalczą teraz odszkodo­
wania sfinansowane z naszych po­
datków. MZB
NAWIEDZONY
ROZWIEDZIONY
Cezary Pazura, były mąż Wero-
niki Marczuk (patrz str. 14 „FiM”),
powiedział, że nie zagłosuje na byłą
żonę w nadchodzących wyborach do
europarlamentu i stwierdził: „To
absurd. Zastanawiam się, gdzie po­
działa się odpowiedzialność i zdrowy
rozsądek”. Nie będziemy namawiać
aktora do oddania głosu na kogo­
kolwiek, ale chcemy przypomnieć,
że jako zadeklarowany katolik i słu­
chacz „Radia Maryja” jest obecnie
w trzecim związku małżeńskim, a do
tego żyje ostatnio z naciągania eme­
rytów na kupowanie niebotycznie
drogich garnków. Czy to Weronika
straciła zdrowy rozsądek, czy Cezary
nigdy go nie miał? ASz
KTO CZYTA,
TEN GRZESZY
Arcybiskupowi Wacławowi
Depie zależy na tym, by katolicy
czytali „właściwe” książki i czaso­
pisma (patrz str. 3 „FiM”). Zapro­
ponował więc na łamach „Niedzie­
li” stworzenie listy preferowanych
i zakazanych mediów. Nie mamy
wątpliwości, że Depo umieści „Fak­
ty i Mity” na swojej czarnej liście.
A może by tak jeszcze wysmażył ja­
kiś „list pasterski” w sprawie „FiM”
i klątwę jakąś? MZB
EDU(PO)KACJA
Arcybiskup Józef Michalik,
znany z tego, że zażarcie przed laty
chronił księdza pedofila ze swo­
jej diecezji, ogłosił jako pierwszy
w swoim księstwie specjalne szko­
lenie dla księży dotyczące wyko­
rzystywania seksualnego dzieci.
Nie chodzi na szczęście o szkole­
nie z molestowania. Archidiecezja
przemyska wyedukuje duchownych
w rozpoznawaniu ofiar pedofilii
oraz udzieli lekcji na temat afer
pedofilskich w Europie Zachod­
niej i USA. Ciekawi nas bardzo,
czy będzie też kurs rozpoznawania
księży pedofilów, czy byłoby to zbyt
krępujące dla uczestników? MaK
7 LAT OPÓŹNIENIA
Dziennikarz „Newsweeka”
odwiedził katolicki ośrodek lecze­
nia homoseksualistów „Odwaga”
w Lublinie. I zrobił z tego news
na całą Polskę. I bardzo dobrze,
bo śmiechu nigdy nie za dużo. Dla
porządku przypominamy jednak, że
w lubelskim ośrodku, gdzie panie
z diakonii stałej Ruchu Światło­
­Życie wspomagane przez księży
terapeutów „pomagają lesbijkom
i gejom w przejściu procesu zdro-
wienia i dojrzewania obejmujące-
go wszystkie sfery ich życia”, nasza
dziennikarka zagościła już 7 lat
temu. Dowiedziała się wówczas
m.in., że w oczach Pana Boga jest
księżniczką, zaś pociąg do kobiet
można zmienić, „stać się taką, jaką
Pan Bóg chciał”. I być szczęśliwą. Jak
ma tego dokonać zdeklarowana les­
bijka? „Musi pani odnaleźć swojego
Boga, który powołał panią do życia
i powiedział: »Oto poczęła się dziew­
czynka«. Pan Bóg nie powiedział:
»Oto poczęło się coś, co się będzie
męczyć i nie będzie wiedziało, kim
jest, jaką rolę w życiu odgrywa«”…
Cały artykuł pt. „Jestem lesbijką”,
obnażający metody terapii w katoli­
ckiej „Odwadze”, można przeczytać
w „FiM” 5/2007. OH
KABARET LALKOWY
W Olsztyńskim Teatrze Lalek,
wystawia się m.in. „Balladynę” –
spektakl dla dorosłych. Ponieważ
pojawia się w nim postać księdza
(lalka w koloratce) pijącego alko­
hol, kilku widzów podniosło raban,
że „spektakl jest antyklerykalny”.
Przerażony dyrektor zmienił sce­
nariusz tak, że ksiądz pije mniej
alkoholu i nie chodzi już chwiej­
nym krokiem. I tak domniemany
antyklerykalizm został w Olsztynie
ocenzurowany. Bo jak wiadomo,
księża z natury swej piją wyłącznie
niewiele i chodzą tylko sprężystym
krokiem. MaK
PSYCHIATRA
DO PSYCHIATRY
Dziennikarka Paulina Mły-
narska nagłośniła fakt zaprasza­
nia przez katolickie Radio Plus do
studia psychiatrów, którzy chwalą
się religijnym molestowaniem pa­
cjentów. Wmawiają im na przykład,
że za depresją, nerwicą i podob­
nymi schorzeniami stoi diabeł.
Na przykład dr Skrok-Wolska –
z publicznej placówki służby zdro­
wia w Świeciu! – wysyła pacjentów
na mszę i do spowiedzi, a czasem
również do egzorcysty. Najbardziej
niesamowita diagnoza tej pani to
stwierdzenie, że problemy psychicz­
ne pacjentki wynikają z tego, że
nie zorganizowała… katolickiego
pogrzebu dla męża. Pracodawcy
lekarki twierdzą, że „poglądy są
jej prywatną sprawą”. Doprawdy?
W publicznej poradni?! MaK
KSIĄDZ SIĘ
NAWRÓCIŁ
Od jakiegoś czasu wiadomo,
że prawicowa „Gazeta Polska Co­
dziennie”, której skończyły się po­
mysły na zamach smoleński, ma
duże kłopoty finansowe. W związ­
ku z tym współpracę z „Codzienną”
zakończył ks. Tadeusz Isakowicz-
-Zaleski. Ogłosił to na swoim blo­
gu, pisząc, że redakcja uchyla się
od płacenia honorariów. To zda­
niem duchownego nie jest jedyny
powód zakończenia współpracy.
Drugą przyczyną było opowiedze­
nie się gazety po stronie „pseudo­
rewolucji na Majdanie”, gdzie silną
pozycję mają hołdujący zbrodnia­
rzowi Banderze ukraińscy nacjo­
naliści, z którymi ostatnio zbratał
się Jarosław Kaczyński. Duchow­
ny dodaje jeszcze, że gazeta nie
grzeszyła, jeśli idzie o rzetelność
i obiektywność. Jak widać, i ksiądz
może się nawrócić. Księża – ducha
nie gaście! MZ
MITOMANIA KWITNIE
Przyboczny dziennikarz Jaro-
sława Kaczyńskiego, Tomasz
Sakiewicz, ogłosił w „Gazecie
Polskiej”, że przykładem dla współ­
pracy polsko­ukraińskiej może
być… Rzeczpospolita Szlachecka.
Tak jawne brednie rzadko pojawia­
ją się nawet w prasie pisowskiej.
Należy bowiem rozumieć, że Sa­
kiewicz chciałby przywrócić czasy
polskiej kolonizacji, wyzysku i uci­
sku na Ukrainie, a potem oglądać
nowe powstanie Chmielnickiego,
czyli „Ogniem i mieczem” w rea­
lu. Jeśli to jest program polityki
zagranicznej PiS, to strach się bać.
MaK
6 KOŚCIÓŁ RZYMSKO-PEDOFILSKI Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
W realiach polskiego Kościoła hasło
„zero tolerancji dla pedofilów” oznacza ojcowski
klaps dla ponad 100 przestępców i współczucie
na pokaz dla tysięcy ofiar.
Pojawiające się co rusz „pojedyn-
cze przypadki” występnych zachowań
obyczajowych kleru szybko ulegają
zapomnieniu, dzięki czemu biskupi
mogą wmawiać opinii publicznej, że
w temacie pedofilii są nieubłagani,
a sprawców łatwo policzyć na pal-
cach. Dla ścisłości rachunków prezen-
tujemy zestawienie przypadków tylko
tych znanych nam i najbardziej aktu-
alnych, przed którymi warto chronić
dzieci. Oto co Kościół chce zasłonić
„ideologią gender”.
I. Sprawy na etapie sądowym
i wykonawczym:
 W Lubaniu toczy się utaj-
niony proces ks. Jana M., byłego
proboszcza w Henrykowie Lubań-
skim (diec. legnicka), oskarżonego
o molestowanie 13-latki i posiadanie
pornografii dziecięcej. W śledztwie
ustalono, że całował dziewczynkę,
wymuszał dotykanie w miejsca in-
tymne, a nawet żądał stosunku, do
czego ostatecznie nie doszło. „Kazał
mi się rozbierać i tańczyć nago, a gdy
odmawiałam, wpadał w furię. Mówił,
że liczył na więcej, że jednak go nie
kocham. Wciąż mnie szantażował, ba-
łam się. Groził, że rozpowie, że jestem
kurwą i się z nim przespałam” – ze-
znała ofiara;
 Za zamkniętymi drzwiami
szczecińskiego sądu trwa proces ks.
Andrzeja D., byłego dyrektora Og-
niska św. Brata Alberta i kilku szkół
katolickich. Jest oskarżony o doprowa-
dzanie małoletnich podopiecznych do
„innej czynności seksualnej” poprzez
„nadużycie stosunku zależności lub
wykorzystanie krytycznego położenia”.
„Miałem wtedy 15 lat. Gdzieś dwa lub
trzy miesiące po przybyciu do ogniska
ks. Andrzej zaprosił mnie do pokoju,
kazał mi się położyć do łóżka. Byłem
wystraszony i sparaliżowany lękiem.
Zaczął mnie obmacywać, dotykać po
genitaliach, nakłaniał mnie, żebym ja
też go dotykał (...). Takich kontaktów
seksualnych w czasie mojego pobytu
w ognisku było dużo więcej, kilkadzie-
siąt. Wszystkie wyglądały podobnie” –
twierdzi wychowanek ks. Andrzeja;
 Do sądu w Inowrocławiu
wpłynął akt oskarżenia przeciwko ks.
Markowi M., byłemu wikariuszowi
miejscowej parafii (archidiec. gnieź-
nieńska). Prawdopodobnie obędzie się
bez procesu, bowiem duchowny przy-
znał się do zarzucanych mu czynów
(posiadanie oraz rozpowszechnianie
pornografii dziecięcej) i wyraził chęć
dobrowolnego poddania się karze;
 W Wałbrzychu trwa proces
franciszkanina (prowincji Wniebo-
wzięcia NMP mającej swoją centra-
lę w Katowicach-Panewnikach) ojca
dr. Huberta S., jednego z najznako-
mitszych w Polsce specjalistów z dzie-
dziny muzyki kościelnej. Zakonnik
jest oskarżony o doprowadzenie
chłopca w wieku 10 lat do podda-
nia się tzw. innym czynnościom sek-
sualnym oraz nakłanianie SMS-ami
innego 13-latka do obcowania płcio-
wego. Jego ofiary były wychowanka-
mi domu dziecka w Nowym Siodle;
 Ksiądz Robert Sz., były kape-
lan szpitala i rezydent parafii w Ko-
szalinie wciąż jeszcze pozostaje na
wolności, bowiem Sąd Okręgowy
w Słupsku uchylił wymierzoną mu
karę 2 lat bezwzględnego pozbawie-
nia wolności za tzw. pedofilię inter-
netową. Sprawę skierowano do po-
nownego rozpatrzenia;
 Przed Sądem Okręgowym
Warszawa-Praga rozpoczął się proces
Jacka S. (w końcowej fazie śledztwa
poprosił władze kościelne o zwolnie-
nie z kapłaństwa, na co uzyskał bły-
skawiczną zgodę papieża Fran-
ciszka i z dniem 31 maja 2013
r. przestał być księdzem), by-
łego kapelana wojskowego
z Legionowa. Jest oskarżony
o gwałt, pedofilię, nakłanianie
do usunięcia ciąży, „seksualne
wykorzystanie zależności” wo-
bec osoby dorosłej oraz nie-
letniej (w sumie 12 ofiar);
 We Wrocławiu
ruszył proces ks.
Pawła K. oskar-
żonego o wy-
korzystywanie
seksualne co
n a j m n i e j
trzech nielet-
nich chłop-
ców oraz
o utrwalanie
i posiadanie
materiałów por-
nograficznych
z udziałem dzieci.
Ksiądz Paweł był
już wcześniej skaza-
ny za taką pornografię na rok po-
zbawienia wolności w zawieszeniu (w
śledztwie osobiście poręczył za nie-
go ówczesny metropolita wrocławski
kard. Henryk Gulbinowicz);
 Sąd Okręgowy w Zamoś-
ciu rozpozna apelację ks. Wojcie-
cha S., wikariusza w Wożuczynie
(diec. zamojsko-lubaczowska), ska-
zanego na rok pozbawienia wolno-
ści w zawieszeniu oraz na grzywnę
za sprowadzanie, posiadanie i roz-
powszechnianie zdjęć pornograficz-
nych z udziałem małoletnich;
 Odwołanie do drugiej instancji
zapowiada ks. kanonik Sławomir S.,
były proboszcz parafii w Szczukach
(diec. łowicka), skazany przez sąd
w Rawie Mazowieckiej na 8,5 roku
więzienia za wykorzystanie seksual-
ne pięciu chłopców, którzy w chwili
popełniania przestępstwa mieli od 13
do 15 lat;
 Rozpoczął odbywanie kary ks.
Zbigniew R., były proboszcz parafii
w Kołobrzegu, skazany na 2 lata po-
zbawienia wolności za co najmniej
dziesięciokrotne molestowanie sek-
sualne Marcina K. i – jednorazowe
– Piotra K. w okresie, gdy ci doro-
śli już dzisiaj mężczyźni byli dzieć-
mi (odpowiednio: 12 i 14 lat). „Gdy
masturbował się, musiałem uklęknąć
i czekać. Wytrysku dokonał na moją
twarz, a później kazał mi iść się umyć”
– to jedno z niewielu nadających się
do publikacji wspomnień Marcina;
 Wobec uprawomocnienia
wyroku 3 lat pozbawienia wolności
wezwanie do stawiennictwa w zakła-
dzie karnym otrzymał już ks. Wal-
demar B., który będąc wikariuszem
w Bydgoszczy, molestował 9-letniego
chłopca, ocierając się o jego nagie
ciało oraz filmując tę scenę.
II. Sprawy na etapie śledztwa:
 Ojciec Maciej Sz. z warszaw-
skiej prowincji kapucynów pozostaje
w areszcie pod zarzutem wykorzy-
stywania seksualnego 14-letniego
ministranta – uczestnika rekolekcji
w Centrum Duchowości „Honora-
tianum” przy klasztorze w Zakroczy-
miu. Sprawa jest rozwojowa. „Poja-
wia się więcej osób pokrzywdzonych
przez podejrzanego” – podkreśla
Emilia Krystek, szefowa Prokura-
tury Rejonowej w Nowym Dworze
Maz.;
 Wyrok skazujący ks. Grzego-
rza K., byłego proboszcza z Tarcho-
mina (diec. warszawsko-praska), na
rok więzienia w zawieszeniu za mole-
stowanie 11-letniego ministranta nie
oznacza końca kłopotów duchowne-
go, bowiem prokuratura w Wołomi-
nie wszczęła śledztwo z zawiadomie-
nia jego kolejnych ofiar. „W pierwszej
szufladzie biurka ksiądz K(...) miał
zeszyt. Za imieniem i pierwszą literą
nazwiska stało kilka, kilkanaście, lub
kilkadziesiąt plusików. Liczba plusi-
ków przy mojej osobie zgadzała się
z liczbą odbytych stosunków” – ujaw-
nił były ministrant;
 Ksiądz Andrzej W.
ze zgromadzenia Misjona-
rzy Oblatów jest podejrza-
ny o „prezentowanie treści
pornograficznych mało-
letniemu poniżej lat 15”.
Pracował w Kędzierzynie-
-Koźlu, gdzie opiekował
się ministrantami i nie-
pełnosprawnymi dziećmi
ze Środowiskowego Domu Samopo-
mocy oraz nauczał religii gimnazjali-
stów. Ksiądz Andrzej pozostaje pod
dozorem policji;
 Za czyny popełnione za gra-
nicą odpowiedzialność karna grozi
słynnemu już ks. Wojciechowi Gi-
lowi ze zgromadzenia michalitów
(wykorzystywanie seksualne dzieci
w Dominikanie) i o. Andrzejowi
Urbaniakowi z warszawskiej pro-
wincji franciszkanów konwentualnych
(pedofilia internetowa na placówce
w USA). Ksiądz Gil został właśnie za-
trzymany decyzją prokuratury w War-
szawie. Były nuncjusz apostolski
abp Józef Wesołowski korzysta na-
tomiast z azylu w Watykanie.
III. Po odbyciu kary lub po wy-
rokach w zawieszeniu cieszą się
wolnością:
 Ksiądz Roman B. z zakonu
chrystusowców – 4 lata więzienia za
seks i znęcanie się nad dziewczynką,
z którą zaczął „chodzić”, gdy miała
12 lat. Po odsiadce oczekuje obecnie
w klasztorze na oddelegowanie do
Brazylii lub Anglii;
 Ksiądz Ryszard Ś., fran-
ciszkanin konwentualny z prowincji
krakowskiej – rok więzienia w zawie-
szeniu za rozpowszechnianie treści
pornograficznych z udziałem dzie-
ci i zwierząt. „Miałam 5–6 lat, gdy
przychodził w nocy do mojego pokoju,
wkładał rękę pod kołdrę oraz usiłował
obmacywać. Zaciskałam kurczowo
nogi, żeby nie wkładał dalej i wtedy od-
chodził” – zeznała pod przysięgą bra-
tanica ks. Ryszarda. Wątek ten został
umorzony z powodu przedawnienia;
 Brat Seweryn (w cywilu
Krzysztof P.) z klasztoru w Pako-
ści podległego poznańskiej prowincji
Zakonu Braci Mniejszych-Francisz-
kanów – 4,5 roku więzienia za wyko-
rzystywanie seksualne niepełnospraw-
nego ministranta. Dzieciak miał
zaledwie 10 lat, gdy mnich zaczął
go deprawować, obiecując czekolad-
ki, jeśli będzie posłuszny i pozwoli
się nago fotografować oraz dotykać.
– Gdy zwróciliśmy się do prowincja-
ła, żeby ufundowali choćby skromne
stypendium oraz wyprawkę szkolną,
może jakiś komputer, bowiem nas na
takie ekstrawagancje nie stać, a syn
po tych wszystkich przejściach musi
się teraz uczyć indywidualnie, odpo-
wiedzieli, że to problem Seweryna –
mówi matka chłopca;
 Ksiądz Jacek W. (diec. dro-
hiczyńska) – za uwiedzenie 15-letniej
uczennicy z tzw. nadużyciem zaufania
skazany na rok więzienia w zawie-
szeniu. Biskup Antoni Dydycz na-
kłaniał matkę dziewczyny, żeby nie
wywoływała rozgłosu, bo „skruszony
ksiądz jest na drodze do nawrócenia”.
W tzw. ostatnim słowie „nawrócony”
twierdził, że „padł ofiarą spisku”;
 Brat Dominik (w dowodzie
osobistym Czesław Z.) z klasztoru
franciszkanów w Katowicach-Panew-
nikach – rok i 4 miesiące w zawiesze-
niu za udostępnianie pomieszczeń do
orgii pedofilskich;
 Archidiecezja gdańska: ks.
Wojciech Cz., były wikariusz z Gdyni
– 3,5 roku więzienia za molestowa-
nie dwóch 12-letnich chłopców, ks.
Krzysztof K., były proboszcz w Me-
chowie, obecnie rezydent parafii
w Ch. – 3,5 roku za seks z dziewczyn-
ką poniżej 15 roku życia. Ksiądz ka-
nonik Mirosław B., były proboszcz
w Bojanie, obecnie szef Katolickiego
Ośrodka Kolonijnego koło Wejhero-
wa – rok i 4 miesiące w zawieszeniu
Kochankowie naszych dzieci
Grzegorz K.
Paweł K.
7KOŚCIÓŁ RZYMSKO-PEDOFILSKINr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
za molestowanie i rozpijanie 15-lat-
ki. Na otarcie kanonikowi łez abp
Sławoj Leszek Głódź mianował
go członkiem ekskluzywnej Kapitu-
ły Kolegiackiej Staroszkockiej;
 Ksiądz Michał M., były pro-
boszcz z Pszczyny-Piasku (archidiec.
katowicka) – 2 lata więzienia w za-
wieszeniu i pięcioletni zakaz pracy
z dziećmi za poddawanie trzech
małoletnich dziewczynek „innym
czynnościom seksualnym”. Pracuje
obecnie jako rezydent jednej z parafii
w Jastrzębiu-Zdroju;
 Archidiecezja krakowska: ks.
Łukasz K. jako wikariusz parafii
w Łętowni zwabiał 12-letnią dziew-
czynkę na plebanię, całował ją „z ję-
zyczkiem”, ściągał bluzkę i dotykał
w miejscach intymnych – dwa lata
w zawieszeniu i rok zakazu pracy
w charakterze katechety. Obecnie jest
duszpasterzem w rektoracie kościoła
na Cmentarzu Rakowickim. Ksiądz
Andrzej Z., niegdysiejszy wikariusz
ze Skawicy – 10 miesięcy w zawie-
szeniu za robienie pornograficznych
zdjęć 6-letniej dziewczynce. Pracu-
je obecnie w B. jako kapelan Domu
Pomocy Społecznej i dyrektor Domu
Księży Emerytów. Ksiądz Andrzej
F., były wikariusz w Trzebini – rok
w zawieszeniu za pornografię dzie-
cięcą. Odbył krótką rekonwalescencję
w Domu Księży Chorych w Krako-
wie-Swoszowicach, jest teraz wikariu-
szem parafii Ł.;
 Archidiecezja lubelska: ks.
Mirosław W., będąc wikariuszem
w Trawnikach, „wkładał nogę dziecka
pod sutannę i onanizował się jego
stopą”. Dobrowolnie poddał się ka-
rze, uzgadniając z prokuraturą wyrok
pięciu lat pozbawienia wolności. Po
wyjściu z więzienia dostał posadę re-
zydenta parafii w Lublinie i kapela-
na DPS. Ksiądz Krzysztof Cz., były
sędzia Lubelskiego Sądu Metropo-
litalnego – skazany za pedofilię in-
ternetową na pół roku w zawiesze-
niu i dożywotni zakaz jakiejkolwiek
pracy z dziećmi. Obecnie na etacie
w kurii;
 Ksiądz Wincenty P., były pro-
boszcz w Witonii (diec. łowicka) –
zwabiał na plebanię małych chłop-
ców, wymuszając na nich współżycie
seksualne, oraz nagrywał te sceny na
wideo, aby rozpowszechniać je póź-
niej w internecie, a nawet wypożyczał
„swoje” dzieci innym księżom, Po od-
byciu kary 3 lat więzienia oddelego-
wany na Ukrainę, gdzie też dostał
probostwo;
 Ksiądz Zbigniew P., były pro-
boszcz w Jarnołtówku (diecezja opol-
ska) – sprowadzał sobie 11–13-letnich
chłopców z domu dziecka oraz „cało-
wał ich w usta, obmacywał po udach,
pośladkach i narządach płciowych,
a jednego z nich onanizował”. Dostał
rok w zawieszeniu; obecnie pracuje
w Caritasie;
 Ksiądz Władysław Ł., były
proboszcz z Lututowa (diec. kali-
ska) – zainkasował rok i 8 miesięcy
w zawieszeniu i czteroletni zakaz na-
uczania religii za molestowanie sek-
sualne dwóch dziewczynek przygo-
towywanych do Pierwszej Komunii.
Po wyroku ewakuowany do archi-
diecezji poznańskiej, obecnie jest
rezydentem w parafii B.;
 Ksiądz Piotr T., były proboszcz
z Dębnicy (diec. pelplińska) – ska-
zany na 4 lata więzienia za mo-
lestowanie seksualne 15-let-
niego ministranta, gwałt,
rozpijanie małoletniego
oraz jego dwóch kolegów,
namawianie nastolatków
do samobójstwa i poda-
wanie im narkotyków;
 Archidiecezja prze-
myska: ks. Michał M.,
były proboszcz w Tylawie,
molestował sześć dziew-
czynek, m.in. wkładał
ręce pod ich bluzki, do-
tykał ich krocza, całował,
wkładał palec do pochwy.
Skazany na dwa lata wię-
zienia w zawieszeniu. „Bio-
rąc pod uwagę zmęczenie
Księdza Prałata prowadzo-
ną przeciw niemu kampa-
nią, Ksiądz Arcybiskup
Metropolita Przemyski
(Józef Michalik – dop. red.)
udzielił mu urlopu” – ogło-
siła wówczas kuria. Ksiądz
Michał jest już na emeryturze.
Ksiądz Tomasz G., były wika-
riusz w Wysokiej koło Łańcuta – pięć
lat więzienia za „powtarzające się ob-
cowanie płciowe z małoletnią poni-
żej lat 15”. Pracuje za granicą, stara
się o inkardynację do innej diecezji;
 Ksiądz Stefan S. jako rezy-
dent parafii we wsi Kraśnica koło
Opoczna (woj. łódzkie, diecezja ra-
domska) zgwałcił niepełnospraw-
nego 16-latka. Po wyroku w zawie-
szeniu przebywa w domu księży
emerytów;
 Ksiądz Roman J., były pro-
boszcz ze wsi Mała oraz dyrektor i za-
łożyciel Katolickiego Radia Rzeszów
– 2,5 roku więzienia w zawieszeniu
i 4 lata zakazu wykonywania zawodu
nauczyciela za molestowanie uczen-
nicy. Prokuratura oskarżała go po-
nadto o molestowanie trzech innych
dziewczynek, ale postępowanie w ich
sprawach umorzono;
 Ksiądz Eligiusz D., były wi-
kariusz w Łoniowie (diec. sandomier-
ska), i ks. Jarosław N. z Caritasu
diec. płockiej – po roku w zawiesze-
niu za pornografię dziecięcą;
 Ksiądz Zbigniew Sz., były
proboszcz w Połoskach (diec. sied-
lecka) – 2 lata bezwzględnego po-
zbawienia wolności za „wielokrot-
ne doprowadzenie pięciu nieletnich
uczennic szkoły podstawowej do pod-
dania się innym czynnościom seksu-
alnym”. Obecnie jest rezydentem pa-
rafii we wsi O.;
 Ksiądz Andrzej S. jako wi-
kariusz parafii w Szczawnicy (diec.
tarnowska), „działając czynem cią-
głym, doprowadzał przemocą mało-
letnią poniżej 15 lat do obcowania
płciowego ”. Tak orzekł sąd, wymie-
rzając sprawcy karę 5 lat więzienia
za uwiedzenie 13-letniej dziewczynki.
Po apelacji i ponownym procesie sta-
nęło na dwóch latach w zawieszeniu.
Duchowny jest dzisiaj rezydentem
parafii Sz. i kapelanem miejscowe-
go klasztoru żeńskiego;
 Archidiecezja warmińska: ks.
Roman K. – dostał 9 miesięcy wię-
zienia (minimalny wymiar kary wo-
bec przyznania się do winy) za gwałt
na nieletniej podczas okazjonalnych
rekolekcji w USA. Duchowny jest te-
raz proboszczem parafii w O. Ksiądz
Antoni W., były proboszcz w Olszty-
nie-Dywitach – 3,5 roku do odsiadki
za płatny seks z chłopcami (14 i 16
lat). Mieszka w Konwikcie Kapłanów
Warmińskich;
 Ksiądz Piotr D., były pro-
boszcz we wsi Werdun (archidiec.
warszawska) – skazany na dwa lata
więzienia za molestowanie seksual-
ne 9-letniego chłopca. W apelacji
Sąd Okręgowy w Radomiu zawie-
sił karę. Wyrok odwieszono, gdy ks.
Piotr wpadł po raz kolejny;
 Archidiecezja wrocławska: ks.
Edward P., były proboszcz parafii
w Brożcu – 1,5 roku w zawiesze-
niu za molestowanie ministrantów.
Ksiądz Marek K., były proboszcz
z Przeworna – dwa lata w zawiesze-
niu za doprowadzenie 14-letniego
ministranta do „poddania się innej
czynności seksualnej”, co faktycznie
polegało na onanizowaniu chłopca.
W komputerze kapłana policja zna-
lazła ponad 240 filmów i zdjęć por-
nograficznych z udziałem dzieci. K.
obecnie jest rezydentem parafii w G.;
 Ksiądz Marek B. jako wi-
kariusz parafii Miłosierdzia Bożego
w Głogowie (diec. zielonogórsko-go-
rzowska) upił i wykorzystał seksualnie
nieletniego ministranta – 6 miesięcy
pozbawienia wolności w zawieszeniu
na 2 lata. Jest teraz rekolekcjonistą
z zameldowaniem w Domu Księży
Emerytów;
 Ksiądz Jacek Cz. z archidiec.
szczecińsko-kamieńskiej – skazany
na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu
oraz ukarany pięcioletnim zakazem
wykonywania zawodu nauczyciela
za molestowanie niepełnosprawne-
go chłopca. Obecnie na parafii w P.
jako „pomoc duszpasterska”.
IV. Podejrzani lub skazani nie-
dawno zmarli:
Ksiądz Dariusz S., były wikariusz
w Nowym Stawie (diec. ełcka), po-
wiesił się na plebanii po przedstawie-
niu mu przez prokuraturę zarzutów
dotyczących molestowania 9-letnie-
go ministranta; tuż przed rozpoczę-
ciem procesu popełnił samobójstwo
ks. Bogusław P., były proboszcz
w Turce (archidiec. lubelska), któ-
rego prokuratura oskarżyła o mole-
stowanie 11-letniego chłopca; śmier-
cią naturalną zmarł ks. Jerzy U., były
proboszcz ze Słowina (diec. koszaliń-
sko-kołobrzeska) skazany na 2 lata
w zawieszeniu za onanizowanie się
przy dzieciach, zmuszanie ich do
obnażania i obmacywanie.
  
W powyższym zestawieniu
uwzględniliśmy 53 pedofilów
„certyfikowanych” formal-
nymi oskarżeniami lub wyro-
kami. Księży, którzy z różnych
powodów pozostali bezkarni (zazwy-
czaj przedawnienie zbrodni lub nie-
zgłoszenie jej z osobistych motywów
ofiar, brak twardych dowodów przy
słowie przeciwko słowu, nierzadko
ukręcenie śledztwa), znamy drugie
tyle! Z braku miejsca pokażemy tylko
kilkunastu wybranych:
Ksiądz Andrzej S., były pro-
boszcz z Mszany (diec. toruńska),
skorzystał z przedawnienia za mole-
stowanie 12–13-letnich ministrantów.
„Bałem się taty, bo chyba by mnie
zabił za to, że ksiądz mnie obmacywał
i nie tylko, a ja komuś o tym powie-
działem” – tłumaczy jedna z ofiar.
Ksiądz kanonik Marian Sz., pro-
boszcz parafii w Szczecinie-Dąbiu,
bohater głośnej afery z uwięzieniem
francuskiej ekipy telewizyjnej na ple-
banii – wobec upływu lat jest już bez-
karny. „Miałem niespełna dziesięć
lat, gdy zaczął uczyć mnie religii i po
zajęciach wzywał pod byle preteks-
tem do mieszkania, gdzie dopuszczał
się brutalnego molestowania, a raz
doszło nawet do gwałtu” – twierdzi
były uczeń ks. Mariana.
Dalsze pozycje listy: ks. Piotr
F. (archidiec. częstochowska) – seks
z uczennicą katolickiego gimnazjum
został mu przez śledczych odpusz-
czony, ponieważ oboje nie przyzna-
li się do skonsumowania romansu;
ks. prałat Jan G. (diecezję musi-
my zachować w dyskrecji, bowiem
jest łatwo rozpoznawalny) zgwał-
cił w pierwszych latach kapłaństwa
dziecko. „Później przepraszał, tłu-
maczył, że nie mógł się opanować,
bo jestem taka śliczna. Zagroził karą
boską, jeśli komukolwiek o tym opo-
wiem” – zeznała Ewa z Gorzowa
Wlkp., skąd ks. Jan uciekł na drugi
koniec Polski. W diecezji pelpliń-
skiej: ks. Krzysztof Sz. był wi-
kariuszem w Czersku, gdy uwiódł
15-latkę. Został oddelegowany na
placówkę w Austrii; ks. proboszcz
Sylwester D. łowił 16-letniego
chłopca na seks za pieniądze. Po
opublikowaniu przez nas nagrań
rozmów biskup przeniósł plebana
do innej parafii; ks. W.P. najpierw
zgwałcił upojonego alkoholem li-
cealistę, a następnie doprowadził
go do homoseksualnej prostytucji.
„Pieniądze na zamknięcie mi ust dał
ksiądz W(...), ale w pertraktacjach
bezpośrednio uczestniczył proboszcz
z T(...). Mówił, że na polecenie sa-
mego biskupa, który za jego po-
średnictwem zobowiązuje mnie do
zachowania w tej sprawie najści-
ślejszej tajemnicy” – ujawnił „FiM”
nastolatek.
W diecezji płockiej po wybuchu
afery z molestowaniem małoletnich:
ks. dr Dariusz K., były sekretarz kra-
jowy Papieskiej Unii Misyjnej – wy-
słany na przeczekanie do Mołdawii,
ks. Ryszard P., były duszpasterz mi-
nistrantów – obecnie kapelan sióstr
klarysek kapucynek z B.; ks. dr Ce-
zary B., były referent Duszpasterstwa
Harcerek i Harcerzy – straciliśmy go
z oczu.
– Kiedy miałem dziewięć lat
i byłem ministrantem, po porannej
mszy ksiądz proboszcz z uroczystą
miną położył rękę na moim ramie-
niu i powiedział: „Lechu, wydarzy
się ważna rzecz, chciałbym coś waż-
nego ci przekazać, czy jesteś gotów
do tajemnicy, to jest sprawa między
mną, tobą i panem Bogiem”. Spytał
się, czy tata sprawdzał, czy się do-
brze rozwijam. Nie wiedziałam, o co
mu chodzi. Wtedy mnie obnażył i za-
czął masturbować – wspomina Le-
sław Juszczyszyn, pastor Kościoła
Chrystusowego. Skądinąd wiemy, że
owym proboszczem był ks. Hubert
S., dzisiaj utytułowany kapłan diec.
opolskiej.
„Obrócił mnie siłą, rzucił na łóż-
ko. Ściągnął bluzkę, długo nie mógł
odpiąć stanika. Ściągnął mi spodnie
i majtki. Byłam naga. Z półki zdjął
słoik z jakimś olejem. To był zwykły
olej słonecznikowy, ale mówił, że jest
święty i mi pomoże. Zapytałam, dla-
czego to robi. Odpowiedział, że Duch
Święty mu nakazuje. Wcierał we mnie
ten olej. Szczególnie długo w piersi.
Dotykał wszystkich miejsc intymnych.
Przy tym drugą ręką grzebał intensyw-
nie w kieszeni habitu. Był przy tym wy-
raźnie podniecony. Dyszał. Trwało to
wszystko bardzo długo, ze dwie godzi-
ny. Kiedy skończył, zmęczony usiadł
na krześle. Kazał mi się ubrać. Powie-
dział: »Nie chciałem tego, ale Duch
Święty kazał, więc musiałem. Nigdy
nikomu nie możesz powiedzieć, co
tutaj się stało, bo i tak nikt ci nie
uwierzy«. Wyszedł z pokoju, a ja za
nim” – wspomina dzieciństwo Ka-
tarzyna. Duchowny, który miał ją
cudownie uzdrowić, to o. Melchior
Cz. z prowincji poznańskiej francisz-
kanów. Wciąż bardzo aktywny...
Episkopat zapowiada „białą księ-
gę” pedofilii w Kościele. Chętnie
wspomożemy biskupów naszą „czar-
ną księgą” zawierającą ponad 100
nazwisk, daty i okoliczności zbrodni
oraz aktualne funkcje sprawców. Inni
wciąż pozostają bezkarni…
ANNA TARCZYŃSKA
Melchior Cz.
8 PATRZYMY IM NA RĘCE Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Uwaga, zagraża nam nowy podatek – opłata
audiowizualna! Juliusz Braun, prezes konającej
TVP, chce z nas ściągnąć aż 1,3 mld zł rocznie.
„Fakty i Mity” dotarły do „Strate-
gii rozwoju i planów stabilizacyjnych
TVP po cyfryzacji”. Plany bazują na
przychodach z powszechnej i obo-
wiązkowej opłaty audiowizualnej. Za-
kładają uzupełnienie domniemanych
wpływów o zyski ze sprzedaży reklam,
powtórnej emisji audycji, a także re-
strukturyzacji, tj. wyprzedaży majątku
trwałego, na przykład nieruchomości
w Poznaniu, Szczecinie oraz w War-
szawie. Firma liczy też na oszczędno-
ści rzędu 15 mln zł rocznie uzyskane
dzięki „outsourcingowi”, czytaj: zwol-
nieniu blisko 500 twórców – dzienni-
karzy, montażystów, grafików, cha-
rakteryzatorów itd.
Ta strategia to mrzonki, ponie-
waż wprowadzenie podatku audiowi-
zualnego w roku wyborczym graniczy
z cudem. Który z polityków zaryzykuje
utratę wyborców? Telewizyjne wpły-
wy z reklam spadają z roku na rok
(w 2013 r. były aż o 10,7 proc. niższe
niż w 2012 r.), sprzedaż nieruchomo-
ści idzie jak po grudzie (firmie uda-
ło się sprzedać kilkanaście mieszkań
i niezabudowaną działkę w Poznaniu),
zaś plany przeprowadzenia outsour-
cingu doprowadziły do wojny między
zarządem a związkowcami. Ta ostatnia
wybuchła po tym, jak w maju ubiegłe-
go roku szefem komisji przetargowej
został Szymon Badura, prezes fir-
my Eger Kompetencje, którą wcześ-
niej kierowała Ewa Ger – obecnie
kadrowa TVP. Konfiguracja sprowo-
kowała pytania o konflikt interesów
na linii nadawca publiczny–prywatna
firma. Rozwiał je rzecznik Jacek Ra-
kowiecki, twierdząc, że nie ma kon-
fliktu, bo Ger zrezygnowała z funk-
cji prezesa, zanim przeszła do TVP,
zaś „Badura jest fachowcem i wiąże
go z TVP umowa cywilna”. Wkrót-
ce potem pojawiły się informacje, że
w przetargu wystartują agencje pracy
tymczasowej, m.in. Work Service, zało-
żona przez Tomasza Misiaka, byłego
senatora PO. Wściekli związkowcy za-
grozili strajkiem. Wybuchła taka awan-
tura, że TVP musiała prosić ABW
oraz CBA o nadzór nad przetargiem.
W efekcie z konkursu wycofali się...
wszyscy uczestnicy. W grudniu 2013 r.
rozpisano kolejny przetarg. Tym razem
związkowcy poszli na noże – w stycz-
niu zorganizowali pierwszy w historii
strajk. Zarząd uznał go za nielegalny,
ale „na razie” nie wyciągnął sankcji
wobec strajkujących. Związkowcy na-
zwali działania zarządu „niegodziwymi
i niezgodnymi z prawem”. Złożyli też
na ręce marszałek Ewy Kopacz in-
terpelację do Donalda Tuska, w któ-
rej lamentowali nad fatalną kondycją
spółki i pytali, czy premier rozważa
plany zupełnej likwidacji telewizji pub-
licznej oraz Polskiego Radia. Te pyta-
nia nie są nieuzasadnione – wszak to
szef rządu wzywał społeczeństwo do
niepłacenia abonamentu…
Biorąc pod uwagę fakt, że media
publiczne stanowią część polskiego
dziedzictwa narodowego, oraz to, że
łatwiej niszczyć, niż budować, chcie-
libyśmy zasugerować Tuskowi, Ko-
pacz oraz przedstawicielom sejmowej
Komisji Kultury i Środków Przekazu
kilka propozycji, które wprawdzie
nie wyciągną publicznej z dołka,
ale za to być może usprawnią jej
działania. Oto one:
 Redukcja liczby prezesów:
obecnie firmą zarządza ich trzech,
czyli Juliusz Braun (kojarzony
z PO były dziennikarz kościelnej
„Niedzieli”); Marian Zalewski
(kojarzony z PSL oraz m.in. ko-
ordynacją medialnej obsługi piel-
grzymki JPII do Polski) oraz
Bogusław Piwowar (kojarzony
z SLD). Jak wiadomo, gdzie pre-
zesów trzech, tam ciężko podjąć
wiążące decyzje. Kilka lat temu
spółka rozważała ograniczenie
liczby prezesów do jednego, ale
na tym się skończyło.
 Ograniczenie liczby an-
ten: w ramach TVP funkcjonu-
je ich aż 14 (a np. w BBC – 10).
Zdaniem Rakowieckiego „roz-
wój oferty kanałów tematycz-
nych umożliwił zahamowanie spad-
ku udziałów oglądalności kanałów
TVP”. To znaczy, że telewizja traci-
ła widzów, więc tworzyła nowe kana-
ły, żeby ich zatrzymać. Brzmi pięk-
nie, ale ze względu na brak środków
spółka musiała ograniczyć zarówno
produkcję, jak i zakupy. W efekcie
bazuje na powtórkach, przez co traci
reklamodawców i widzów (ramów-
ki anten TVP Seriale i TVP HD są
niemal identyczne, a emitują głównie
„nowości” takie jak „Ranczo”, „Oj-
ciec Mateusz”, „Rodzinka” itd.) Dwa
kanały – TVP Polonia oraz Biełsat
– skierowane są poza granice. Czy
stać nas na utrzymanie tylu kanałów?
 Likwidacja redakcji ekume-
nicznej oraz katolickiej, bo to skan-
dal, żeby w świeckim państwie me-
dia publiczne służyły jakiejkolwiek
religii, na przykład poprzez emisję
programu „My, wy, oni”, który – tu
cytaty z opisu – „udziela duchowego
wsparcia”, istotną „częścią programu
są świadectwa ludzi, którzy doświad-
czyli Boga”, zaś jego zwieńczeniem
są „cotygodniowe spotkania z Ojcem
Świętym Franciszkiem”.
 Wzmocnienie roli biura ko-
ordynacji programowej. U konku-
rencji takie biuro zajmuje się opra-
cowaniem wieloletnich strategii;
planów rozwoju, produkcji, sprze-
daży licencji oraz zakupów; analiz
programowych itd. W TVP – niemal
wyłącznie zatwierdzaniem ramówek,
czyli sprawdzaniem, czy poszczegól-
ne anteny nie emitują równocześnie
tych samych programów. Tymcza-
sem opracowanie strategii na lata
umożliwiłoby nadawcy publiczne-
mu korzystanie z funduszy europej-
skich. Obecnie jest to niemożliwe, bo
w większości unijne programy rozpi-
sane są na lata, zaś w publicznej pla-
ny zmieniają się jak w kalejdoskopie
i nikt nie wie, czy decyzje podjęte
jesienią będą wiążące zimą. Efekty
są fatalne: w ciągu ostatnich lat TVP
stworzyła – a raczej koprodukowała –
zaledwie kilka istotnych fil-
mów, w tym „Chce się żyć”
czy „Królika po berlińsku”.
 Nawiązanie współ-
pracy z zagranicznymi na-
dawcami publicznymi. Skoro
polskiego nadawcy nie stać
na samodzielną twórczość,
logiczne byłoby nawiązanie
współpracy z partnerami za-
granicznymi i finansowanie –
przynajmniej częściowe – pro-
dukcji ze środków unijnych,
tak jak na przykład podpro-
gram Media „Wsparcie na
rzecz rozwoju publiczności”
czy „Wsparcie dla międzynaro-
dowych funduszy koprodukcji
filmowej”; dotacje z tych pro-
gramów wynoszą od 200 tys.
euro do 2 mln euro. Tyle że
taka działalność wymaga istnie-
nia sprawnego biura współpra-
cy międzynarodowej, zaś w tym
TVP-owskim pracują dwie osoby, zaj-
mujące się głównie oprowadzaniem
wycieczek zagranicznych.
TVP nie da się utrzymać w obec-
nej postaci. Polaków nie stać na mo-
locha, w którym rośnie liczba anten
i dyrektorów, ale za to spada liczba
twórców oraz jakość audycji. Lepiej
inwestować w polskie kino niż w pol-
ską biurokrację. MZB
Wizje telewizji
W sumie ponad 20-milionowa dotacja na
Świątynię Opatrzności to tylko niewielka
część pieniędzy, jakie Ministerstwo Kultury
przekazuje w rozmaity sposób Kościołowi.
Pod koniec 2013 r. minister Bogdan
Zdrojewski zapowiedział, że „2014 r. będzie
kolejnym okresem bardzo poważnego inwe-
stowania w infrastrukturę kultury”. Spraw-
dziliśmy, czy wydawanie przez niego pienię-
dzy faktycznie – jak sam wspomniał – jest
poważne. Okazało się, że wiele dotowanych
przez ministerstwo projektów nigdy nie miało
z powagą nic wspólnego, a jedyne, co łączy
je z kulturą, to dramat i kabaret w jednym.
Od lat Ministerstwo Kultury prowadzi
program „Promocja literatury i czytelnictwa”.
W związku z tym finansuje rozmaite wydaw-
nictwa oraz czasopisma za upowszechnianie
coraz mniej modnego czytania książek czy
gazet. Na liście dotowanych instytucji znajdu-
ją się takie wykwity nietolerancji i ksenofobii
jak „Fronda”, której wydawca w najbliższych
trzech latach dostanie od resortu kultury
300 tys. zł! Jak bardzo betonowo-katolicka
„Fronda” „ukulturalnia” i promuje czytelni-
ctwo, widać już po pierwszych tytułach arty-
kułów jej wydania internetowego: „Homo-
terror w praktyce, czyli ZHP tłumaczy się
z normalności”, „Genderyzm jest jak komu-
nizm” czy „Gejowski zamordyzm w prakty-
ce”. „Kulturalni” redaktorzy „Frondy” zaję-
li się również sprawą duńskiej żyrafy, którą
w jednym z ogrodów zoologicznych zabito
na oczach dzieci, a później poćwiartowano
na kawałki. Tę tragiczną historię okraszono
tytułem… „Nie płakałem po żyrafie z duń-
skiego zoo!”.
Kolejne 50 tys. zł trafi w tym roku z mi-
nisterstwa do Fundacji Świętego Benedykta,
odpowiedzialnej za wydawanie katolickiego
pisma „Christianitas”. Te pieniądze nie pójdą
jednak na poprawę jakości gazety, a na sfi-
nansowanie w całości jej czterech numerów.
Zatem Bogdan Zdrojewski z państwowych
funduszy wydaje kościelne pisemko, które –
podobnie jak „Fronda” – z kulturą ma nie-
wiele wspólnego. Czego bowiem możemy
dowiedzieć się z tej lektury? Na przykład,
że egzorcyzmy są ochroną dla życia albo że
lepiej wspierać Caritas niż fundację WOŚP.
„Fronda” dostaje jeszcze kilkadziesiąt ty-
sięcy złotych na książki, które wydaje. Ostat-
nio na przykład w ręce katolickich redakto-
rów wpadło 40 tys. zł za ente już „dzieło”
hagiograficzne o żołnierzach wyklętych, któ-
rzy mają na sumieniu ponad 5 tys. zamordo-
wanych cywilnych ofiar. Mówimy wyłącznie
o 2014 r.! W poprzednich latach płynął do
nich podobny strumień gotówki.
W związku z tym, że Bogdan Zdrojewski
ochoczo wyrzuca pieniądze na katolicką an-
tykulturę, postanowiliśmy go sprawdzić i do
programu „Promocja literatury i czytelnictwa”
zgłosić „Fakty i Mity”, a dokładnie nasze ar-
tykuły historyczne z cyklu „Przemilczana hi-
storia” – zupełnie nowatorskie i edukacyj-
ne zresztą. Po kilku tygodniach od złożenia
wniosku dostaliśmy odpowiedź z ministerstwa:
„Wniosek został oceniony jako błędny formal-
nie z powodu niezgodności projektu z zakresem
kwalifikujących się zadań (…). Zadanie tego
priorytetu polega przede wszystkim na wspiera-
niu najbardziej znaczących ogólnopolskich cza-
sopism kulturalnych. W związku z tym, iż wnio-
sek został oceniony na etapie analizy formalnej
jako błędny formalnie, nie został on poddany
ocenie ekspertów i instytucji zarządzającej”.
Niestety, w klimacie III RParafialnej za
„najbardziej znaczące czasopisma kultural-
ne” uważa się homofobiczne artykuły i stra-
szenie genderem w niszowych pisemkach,
a nie pisma wysokonakładowe, traktujące
na przykład o prawdziwej historii świata
i naszego kraju.
Zresztą Zdrojewski, dając 6 mln zł na
Świątynię Opatrzności – nikomu oprócz
kleru niepotrzebną – pokazał, co napraw-
dę myśli o kulturze świeckiej i niezależ-
nej, głównie od papieskiego Kościoła. Aby
ten fakt jeszcze bardziej wszystkim przybli-
żyć, sprawdziliśmy, jak wygląda finansowe
wspieranie przez podległy mu resort in-
nych „kluczowych” projektów, do których
należą m.in.:
 klasztor Zakonu Braci Mniejszych
(bernardyni) w Leżajsku (30,8 mln zł);
 rewaloryzacja zespołu opactwa cyster-
sów wraz z otoczeniem w Krzeszowie – oko-
ło 30 mln zł;
 dom rodzinny Ojca Świętego Jana Pa-
wła II w Wadowicach (500 tys. zł) i zorgani-
zowanie czasowej wystawy o błogosławionym
Janie Pawle II podczas Światowej Konferencji
UNESCO” (280 tys. zł).
Jaki minister, taka kultura…
ŁUKASZ LIPIŃSKI
Minister kultu(ry)
Juliusz Braun
9BOHATEROWIE PO POLSKUNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Na szczyt cymbalstwa wspię-
li się posłowie z Komisji Kultu-
ry i Środków Przekazu, którzy siłą
głosów PO, PiS oraz „ziobrystów”
(przy sprzeciwie Twojego Ruchu
i SLD) przeforsowali 5 lutego pro-
jekt uchwały oddającej Kuklińskie-
mu cześć i „najwyższe uznanie dla
działań pułkownika, którego poświę-
cenie przysłużyło się obaleniu w Pol-
sce komunizmu i utrzymaniu świato-
wego pokoju”.
O szpiegowskiej karierze Ku-
klińskiego wiadomo jedynie tyle,
ile opowiadał o niej on sam oraz
prowadzący go oficerowie CIA, zaś
światło dzienne ujrzały tylko doku-
menty starannie wyselekcjonowane
przez Agencję pod kątem budowania
legendy „samotnego bohatera”, któ-
ry zdradził, by z pomocą dzielnych
towarzyszy amerykańskich uratować
świat przed zagładą. Przyjrzyjmy
się kilku epizodom z życia naszego
„zbawcy”...
Kukliński (rocznik 1930) zaraz
po II wojnie światowej rozpoczął ak-
tywność zawodową w Miejskiej Stra-
ży Ochrony Obiektów we Wrocła-
wiu (od 17 września 1945 r.), gdzie
m.in. pilnował fabryki mydła. Straż
była źródłem, w którym Urząd Bez-
pieczeństwa i Informacja Wojsko-
wa (oba organy ściśle wówczas kon-
trolowane przez służby radzieckie)
łowiły współpracowników. 7 marca
1946 r. Kukliński został zatrzyma-
ny i osadzony w areszcie śledczym
pod zarzutem napadu rabunkowego
z użyciem broni palnej. Uwolniono
go już 13 kwietnia (bez następstw
w postaci wyroku skazującego), co
dla ludzi pamiętających zamierzchłe
czasy i stosowane wówczas „meto-
dy śledcze” nie jest żadnym cudem,
lecz oczywistością, że 16-letni chło-
pak został zwerbowany w areszcie
przez UB.
1 października 1947 r. małolet-
ni Ryszard (nie miał jeszcze ukoń-
czonych 18 lat) rozpoczął naukę
w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1
we Wrocławiu. Należy podkreślić,
że jeśli faktycznie był wcześniej
agentem, to UB musiało automa-
tycznie przekazać go „na kontakt”
właściwej merytorycznie Informacji
Wojskowej.
Wiosną 1950 r., na ostatnim
roku trzyletnich studiów, Kukliński
został relegowany z uczelni , a tak-
że wydalony z PZPR. Nie byłoby
w tym nic nadzwyczajnego, gdyby
nie fakt, że decyzję podjął osobiście
Szef Sztabu Generalnego WP gen.
broni Władysław Korczyc (uczest-
nik rewolucji październikowej, póź-
niej czerwonoarmista oddelegowa-
ny do służby w Polsce, odwołany
do ZSRR w 1954 r.). Co zbro-
ił nasz bohater i dlaczego o losie
niewiele znaczącego podchorążego
(jeden spośród ponad tysiąca słu-
chaczy OSP nr 1) rozstrzygano na
najwyższym szczeblu? Badacze tego
nie wiedzą, a Kukliński konsekwen-
tnie ów epizod pomijał w swoich
licznych, często istotnie różniących
się między sobą zdawkowych bio-
grafiach. Powód musiał być jednak
na tyle istotny, że nie zaliczono mu
lat pobytu w OSP i skierowano do
odbycia zwykłej służby zasadniczej
w Okręgu Wojskowym nr IV (póź-
niejszy Śląski Okręg Wojskowy).
Stał się wówczas cud: po upły-
wie 2 tygodni od podpisania decyzji
o wyrzuceniu Kuklińskiego z uczel-
ni ten sam gen. Korczyc (wówczas
także wiceminister obrony narodo-
wej) nakazał przyjąć go z powrotem,
a Centralna Komisja Kontroli Par-
tyjnej przy KC PZPR błyskawicznie
zwróciła mu legitymację partyjną.
Wspomina gen. dyw. w st. spocz.
dr Franciszek Puchała, analityk
i strateg wojskowy, który w końcowej
fazie aktywności szpiegowskiej Kukliń-
skiego pracował na równorzędnym
stanowisku w Sztabie Generalnym:
– Do akt jego sprawy były dołączo-
ne dokumenty Informacji Wojskowej.
Casusem Kuklińskiego zajmował się
też Główny Inspektor Szkolenia gen.
broni Stanisław Popławski (czer-
wonoarmista, wrócił do ZSRR w li-
stopadzie 1956 r. – dop. red.), który
otrzymał stosowne pismo. Na polece-
nie gen. Popławskiego przewodniczący
Państwowej Komisji Egzaminacyjnej
MON płk Pawluczenkow dopuścił
Kuklińskiego do egzaminów.
Niektóre zdał, inne mu zaliczo-
no i 1 września 1950 r. prezydent
Bolesław Bierut awansował Ku-
klińskiego na pierwszy stopień ofi-
cerski (chorąży). Zaraz po promo-
cji nie został tak jak jego koledzy
skierowany do któregoś z Okręgów
i do „zielonego garnizonu”, lecz tra-
fił bezpośrednio do dyspozycji De-
partamentu Personalnego MON (re-
sortem kierował Bohater Związku
Radzieckiego marszałek Konstanty
Ksawerowicz Rokossowski), skąd
dopiero po dwu miesiącach wysłano
go do pułku piechoty w Pile, gdzie
objął stanowisko dowódcy plutonu.
Komu był potrzebny w centrali
i co tam robił?
Generał Puchała zauważa, że
przez dwa miesiące Kukliński mógł
odbyć szkolenie specjalne w cen-
tralnym ośrodku Informacji Woj-
skowej (w Wesołej pod Warsza-
wą), ściśle kontrolowanej przez
dowódców radzieckich w polskich
mundurach, z płk. Dmitrijem Wo-
zniesienskim na czele. Dodatko-
wą przesłanką świadczącą o wyso-
kim prawdopodobieństwie odbycia
kursu jest niezaprzeczalny fakt, że
karierę Kuklińskiego ratowali ludzie
wywodzący się z tej właśnie ekipy –
najbardziej zaufani współpracownicy
ministra Rokossowskiego.
Cud drugi: na przełomie 1952
i 1953 roku ktoś zniszczył tecz-
kę personalną chor. Kuklińskiego.
Gdy ją w 1958 r. odtwarzano, nigdzie
nie odnaleziono podania o przyję-
cie do OSP nr 1 (przypuszczalnie
z rekomendacją), zaś w aktach
PZPR-owskich brakowało ponad
20 dokumentów. Choć we wroc-
ławskich archiwach zachowała się
teczka z okresu jego pracy w Straży
Ochrony Obiektów, ślady śledztwa
dotyczącego napadu rabunkowego
zostały starannie zatarte.
Generał Waldemar Skrzyp-
czak, były Dowódca Wojsk Lą-
dowych, w książce „Moja wojna”:
„Ciekawym epizodem w życiu mojego
taty był kontakt z Kuklińskim. Służy-
li w jednym garnizonie. Ojciec i jego
koledzy zachowali złe wspomnienia
na jego temat. Uważali, że żył ponad
stan. Wypominali, że kiedy wszystko
było na przydziały, jemu starczyło np.
na kupienie kutra, przerobienie go
na jacht i pływanie. Kiedy inni mieli
pustą kieszeń, on na swoje imieniny
spraszał wszystkich oficerów garnizo-
nu. Ich zdaniem o tym, że Kukliński
już w latach 50. pracował dla sowie-
ckiego wywiadu”.
O aktywnej współpracy Kukliń-
skiego ze specsłużbami PRL świad-
czy jego karta operacyjna pro-
wadzona przez Wojskową Służbę
Wewnętrzną (powstała w 1957 r.
w miejsce Informacji). Takie akta
zakładano m.in. osobom, które „ze
względu na zajmowane stanowi-
sko bądź charakter wykonywanych
obowiązków” wymagały szczególnej
kontrwywiadowczej troski. Kukliń-
ski zasłużył na nią dopiero w 1974
r., gdy pracował już w Sztabie Ge-
neralnym, ale w karcie znalazły się
też zapiski dotyczące lat wcześniej-
szych. „Był wykorzystywany operacyj-
nie od 1962 r. (studiował wówczas
w Akademii Sztabu Generalnego
WP – dop. red.) przez Zarząd II
Szefostwa WSW”; „Oficer pozytyw-
nie do nas ustosunkowany. Informuje
nas chętnie. W 1964 r. razem z ofi-
cerem kontrwywiadu mjr. Kominkiem
z Zarządu II SWSW płynął do Szwe-
cji swoim jachtem, maskując w ten
sposób wykonywane przez nas zada-
nie”; „W okresie 1967/1968 był wy-
korzystywany przez nas w Międzyna-
rodowej Komisji Nadzoru i Kontroli
w Indochinach” (przebywał tam od
2 listopada 1967 r. do 25 maja 1968
r. – dop. red.); „Wykorzystywany przez
nas jako OZ” (Osoba Zaufana – dop.
red.) – to kolejne adnotacje w rub-
ryce „Charakterystyka”.
Polscy twórcy legendy Kukliń-
skiego nie kwestionują faktu ko-
operacji z WSW, bo zaprzeczyć jej
nie sposób, ale znaleźli piękne wy-
tłumaczenie. „Zdawał sobie spra-
wę, że dla bezpieczeństwa gry, którą
prowadził od 1972 r. (data nawiąza-
nia współpracy z CIA według wer-
sji oficjalnej – dop. red.) niezwykle
istotne było zneutralizowanie tajnych
służb” – przekonuje dr Sławomir
Cenckiewicz.
Innymi słowy: Kukliński był wi-
zjonerem i zaplanował zdradę z co
najmniej 10-letnim wyprzedzeniem!
W artykule pt. „Pułkownika Ku-
klińskiego udział w grze wywiadów
wielkich mocarstw” („Wojskowy Prze-
gląd Historyczny” nr 4/2012) gen.
Puchała wskazuje szereg przesłanek
świadczących o tym, że CIA zwerbo-
wało Kuklińskiego jeszcze w Wiet-
namie, a… radzieckie GRU trzy-
mało rękę na pulsie tej operacji.
Godna odnotowania ciekawost-
ka: przed wyjazdem do Azji Kukliń-
ski posiadał już jacht pełnomorski,
a po powrocie kupił luksusowego na
tamte czasy opla; w 1974 r. rozpo-
czął budowę domu przy ul. Rajców
11 (ścisłe centrum stolicy) zakończoną
cztery lata później i był właścicielem
10-hektarowego sadu z maszynami
do jego pielęgnacji oraz działki re-
kreacyjnej pod Warszawą. Oficjalnie
zarabiał równowartość prawie 200
dolarów, a na utrzymaniu miał żonę
(urzędniczka w fabryce obrabiarek)
i dwóch uczących się synów.
Wcześniejsze zwerbowanie Ku-
klińskiego przez GRU potwierdził płk
Jurij Ryliow, były attaché wojskowy
w Warszawie, w wywiadzie z 2001 r.
dla tygodnika „Niezawisimoje Wojen-
noje Obozrienije”. Ryliow wspomniał
o „skomplikowanej, błyskotliwie za-
planowanej i pomyślnie przeprowa-
dzonej” kombinacji GRU kryptonim
Kukłowod (Lalkarz), która zainicjo-
wała konszachty naszego „bohatera
narodowego” z CIA. Ze szczegółów
ujawnił jedynie tyle, że w 1974 r. Ku-
kliński przeszedł szkolenie w GRU.
Czekała go generalska kariera, ale
wydarzenia 1981 r. w Polsce zmusi-
ły „radzieckich” do zmiany planów...
Generał Puchała: – Znamienny
był brak reakcji Kremla na ucieczkę
Kuklińskiego. Pamiętam, że wiado-
mość o jego dezercji z zadziwiającą
beztroską przyjął nawet marsz. Wik-
tor Kulikow podczas wizyty w War-
szawie po 7 listopada 1981 r., a więc
już po dezercji agenta.
Pułkownik rez. prof. Julian Ba-
bula (ponad 25 lat służby w Szta-
bie Generalnym WP, przez dwa
lata podwładny Kuklińskiego): –
Po odkryciu szpiega w tak ważnej
instytucji zawsze „leciały głowy”.
Odpowiedzialni (przełożeni) byli ob-
jęci śledztwem, a następnie sądzeni
i skazywani na wieloletnie więzienie
lub degradację i wydalenie z woj-
ska. W przypadku Kuklińskiego nie
było śledztw, spraw sądowych ani
kar, a prawie wszyscy przełożeni
„bohatera” największej po wojnie
afery szpiegowskiej w krótkim cza-
sie awansowali na wyższe stopnie
lub stanowiska służbowe. Ze strony
radzieckiej nie wprowadzono żad-
nych istotnych zmian w opracowa-
nych wcześniej planach operacyjnych
i specjalnych, a także obowiązują-
cych systemach dowodzenia.
Bo i po cóż...
MARCIN KOS
Współpr. T.S.
PS Za tydzień odpowiemy, dlaczego
kontrwywiad przymykał oczy, a Kremla
ucieczka agenta nie zmartwiła.
Pojawienie się w kinach bajki o słynnym szpiegu
Ryszardzie Kuklińskim i dziesiąta rocznica
jego śmierci wywołały kolejną falę dyskusji,
jak uhonorować człowieka, który współpracował
kolejno ze stalinowską Informacją Wojskową,
peerelowską WSW, amerykańskim CIA,
a prawdopodobnie również z radzieckimi
służbami specjalnymi...
Potrójny agent
10 POD PARAGRAFEM Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Demokratyczny świat jest zszokowany skalą
instytucjonalnej homofobii w Rosji i potępia to
państwo za dyskryminacyjne przepisy zakazujące
„gejowskiej propagandy”, a będące instrumentem
represji wobec rosyjskich homoseksualistów,
biseksualistów i osób transpłciowych
i transgenderycznych.
Do fali potępienia dla Rosji przy-
łączyli się politycy, sportowcy i artyści.
Przyłączył się także biznes – w dniu
inauguracji igrzysk olimpijskich w So-
czi wyszukiwarka Google przybrała
tęczowe barwy i przypomniała zasadę
niedyskryminacji, zawartą w Karcie
olimpijskiej. Prezydent Obama wy-
znaczył do pięcioosobowego składu
amerykańskiej delegacji na otwar-
cie igrzysk dwoje homoseksualnych
sportowców – Panią Cailtin Cahow
i Pana Briana Boitano – nie poje-
chał natomiast żaden członek ame-
rykańskiego rządu. Komisarz UE ds.
praw człowieka Pani Viviane Reding
stanowczo potępiła rosyjskie usta-
wodawstwo i ogłosiła swój bojkot
olimpiady.
Polskie władze, tradycyjnie już,
zademonstrowały maluczkość i brak
dojrzałości. Strony internetowe Kan-
celarii Prezydenta, Kancelarii Pre-
miera i Ministerstwa Sprawiedliwo-
ści milczą w sprawie naruszeń praw
człowieka osób LGBT w Rosji. Mi-
nisterstwo Sportu namawia do „ki-
bicowania Polakom”, natomiast nie
wspomina nawet, że w Rosji docho-
dzi systematycznie do wspieranych
przez państwo aktów terroru wobec
mniejszości seksualnej. W stanie cią-
głej opresji żyje tam mniejszość li-
cząca tyle osób, ilu mieszkańców ma
Austria. Obywatele LGBT są bici,
poniżani, dyskryminowani w życiu
publicznym i zawodowym, spycha-
ni poza nawias społeczeństwa. Pol-
skim politykom, dumnym ze swoich
„demokratycznych” osiągnięć, to nie
przeszkadza. Pan Minister Biernat
najwyraźniej uważa, że można „ki-
bicować biało-czerwonym” i nie wy-
miotować na myśl o obrzydliwości
rosyjskiego „prawa”, prześladujące-
go obywateli LGBT. Są ludzie, któ-
rzy mogą pocałować Krystynę Pa-
włowicz albo obejrzeć inaugurację
olimpiady w Soczi i nie zwrócić po-
siłku – te dwie czynności są równie
apetyczne, jeśli pamięta się przy ich
wykonywaniu o prawach człowieka.
Do takich osób należy najwyraźniej
Pan Andrzej Biernat, pozbawiony
jakiejkolwiek refleksji nad prawa-
mi człowieka, były „menedżer base-
nu” z podłódzkiego Konstantynowa.
„Sorry, taki mamy” rząd.
W historii Polski zdarzyło nam
się kilku wielkich przywódców, jak
choćby kontrowersyjny, ale jednak
wielki Józef Piłsudski. Każdy z nich
wyróżniał się tym, że miał odwagę.
Obecnie panuje w tym względzie to-
talna posucha. Politycy mniemają, że
ich rolą jest wsłuchiwanie się w vox
populi. Tymczasem rolą polityka nie
jest, jak uważa Pan Donald Tusk,
dostarczanie ciepłej wody w kranach,
gdyż współcześnie zajmują się tym
zarządzane przez menedżerów przed-
siębiorstwa. Rolą tą jest natomiast
kreacja i „sprzedaż” idei. Nie są nam
potrzebni w polityce specjaliści od
ciepłej wody. Potrzebujemy wielkich
umysłów, które pociągną nas ku lep-
szej przyszłości dla wszystkich Pola-
ków. Lepsza przyszłość z pewnością
nie polega na dyskryminowaniu ja-
kiejkolwiek grupy naszych obywateli
i na odmawianiu im ich praw. Lepsza
przyszłość to Polska, w której dobrze
się będzie wieść wszystkim jej oby-
watelom, a także i zamieszkałym tu
cudzoziemcom. Wszystkim, to znaczy
również osobom homoseksualnym,
których liczba mniej więcej odpowia-
da liczbie mieszkańców Warszawy.
Żeby taką wizję mieć i realizować,
trzeba jednak mieć coś więcej niż tyl-
ko chęć zachowania stołka dla siebie
i kolegów z boiska. Pan Donald Tusk
przekona się o tym boleśnie, kiedy
wyborcy podziękują mu za ciepłą
wodę w kranach i wybiorą polityków
obdarzonych wizją. Wśród nich jest,
niestety, również karłowaty konku-
rent Pana Tuska, a że jego wizja to
majaczenia frustrata i paranoika, to
już inna rzecz.
Do ludzi obdarzonych odwagą
należy natomiast Pan Bogdan Zdro-
jewski, minister kultury. Po tym, jak
NIK w 2013 r. wytknął Jego resor-
towi naruszanie prawa polegające na
przyznaniu dotacji na budowę katoli-
ckiego kościoła, dla niepoznaki uzna-
wanego za muzeum poświęcone jed-
nemu z klero-polityków, Pan Minister
solennie obiecał, że „w swoich działa-
niach Ministerstwo Kultury i Dziedzi-
ctwa Narodowego dołoży starań ma-
jących na celu (…) wyeliminowanie
przypadków udzielania dotacji na za-
dania objęte mecenatem państwa dla
podmiotów nieuprawnionych”. Mężny
Pan Zdrojewski postanowił jednak
nie dokładać wzmiankowanych sta-
rań i w 2014 roku ponownie przyznał
6 milionów na budowę kościółka.
Ochrona prześladowanego Kościoła
katolickiego i jego interesów finanso-
wych zaiste wymaga wielkiej odwagi.
Dużo większej niż doniesienie na re-
sort, które złożył do prokuratury Pan
Leszek Jażdżewski, łódzki dzienni-
karz i wydawca magazynu „Liberté”.
Pan Redaktor oskarżył ministerstwo
o przestępstwo z art. 231 Kodeksu
karnego, czyli przekroczenie upraw-
nień na szkodę interesu publicznego.
Oj, brzydko, Panie Redaktorze! Czyż
nie dostrzega Pan – w odróżnieniu
od polityków kleproprawicy – skali
prześladowań, z jakimi spotyka się
nasz biedny Kościół? Nie widzi Pan,
że prawo pełne jest zakazów chwa-
lenia Kościoła katolickiego i jego
„przedmiotów kultu”, nakazując
jednocześnie „obrażanie uczuć” ka-
tolików? Czy tak trudno dostrzec,
że od 25 lat Kościół jest nieustająco
obrabowywany z nieruchomości? Że
nie dostaje żadnych publicznych pie-
niędzy, za to płaci ogromne podatki
od swojej działalności gospodarczej?
Dobrze, że znalazł się jeden odważny,
Bogdan Zdrojewski z Wrocławia, któ-
ry jest przekonany o zgodności z pra-
wem i moralnej słuszności sypnięcia
grosiczkami (o wadze kilku ton) na
budowę kościółka w pozbawionej
świątyń stolicy.
Muszę wyznać, że nie potrze-
buję oglądać inauguracji olimpiady,
żeby wywołać w sobie torsje. Wystar-
czy mi widok bandy spoconych pol-
skich polityków, bojących się stanąć
w obronie prawa i polskich intere-
sów oraz przeciwstawić kościelnej
okupacji państwa. Zastanawiam się,
czy ci chłopaczkowie pamiętają, że
jeden z najwybitniejszych Polaków
w historii, socjalista Józef Piłsudski,
przeszedł na protestantyzm i konse-
kwentnie blokował kościelne rewin-
dykacje majątkowe po odzyskaniu
niepodległości. O ludziach pokroju
„odważnego” Pana Bogdana Zdro-
jewskiego mógłby pewnie powiedzieć
„wam kury szczać prowadzić, a nie po-
litykę robić”. Kiedy zaś patrzy się na
nikczemną postawę polskich władz
wobec naruszeń praw osób LGBT
w Rosji albo wysłuchuje klerykalnych
oracji kolejnego nawiedzonego po-
sła szaleńca, przypomina się inny
cytat z Marszałka: „Rzeczpospolita
to wielki burdel, konstytucja to pro-
stytutka, a posłowie to kurwy”. Wiel-
ki Polak w ostrych słowach wyraził
to, co w tych dniach czuje tak wie-
lu Polaków, którym drogie są prawa
człowieka.
Miłego oglądania olimpiady, dro-
dzy Rodacy.
JERZY DOLNICKI
Olimpiada, Kościół i Piłsudski
Wytrawny specjalista od kaczek dzien-
nikarskich oraz utytułowany historyk
dokonali przed kilkoma dniami sensa-
cyjnego odkrycia. Wytropili arcybiskupa
agenta, którego zdemaskowaliśmy…
9 lat temu.
Niedawny festiwal wokół postaci Ryszar-
da Kuklińskiego stanowił dla niektórych
mediów okazję do „odgrzania kotleta”, czy-
li przypomnienia, że ów szpieg przyspieszył
ucieczkę z Polski, bowiem do Warszawy do-
tarł sygnał z Watykanu o „krecie” działają-
cym w Sztabie Generalnym WP.
„Wtyka wywiadu PRL w Watykanie to abp
Janusz Bolonek – ujawnił Cenckiewicz. Po-
twierdził to później na Twitterze Cezary Gmyz,
który w tygodniku »Do Rzeczy« opisał działal-
ność tego agenta” – triumfowały 10 lutego
portale internetowe prawicowych ultrasów.
„Z dokumentów, do jakich dotarł tygodnik »Do
Rzeczy« i historyk prof. Sławomir Cenckiewicz,
wynika, że był tajnym agentem komunistów
w Watykanie” – zabębnił w tarabany tabloid
„Fakt” (11 lutego).
A teraz fragment naszego tekstu z czerw-
ca 2005 roku pt. „Tajne – zniszczyć przed
przeczytaniem!”, który to tytuł Gmyz z Cen-
ckiewiczem wzięli chyba zbyt dosłownie: „Bo-
lonek został zwerbowany w latach 60., krót-
ko przed wyjazdem na studia w Gregorianum
(Papieski Uniwersytet Gregoriański). Wtedy
paszport był na wagę złota i stanowił cenę
za wejście w układ (…). Później wziął go na
kontakt Departament IV i został przekazany
Departamentowi I (wywiad). Gdy Bolonek
był na swojej pierwszej placówce dyploma-
tycznej i objął stanowisko sekretarza Nuncja-
tury Apostolskiej w Nikaragui, bodajże w la-
tach 1971–1975, to jeszcze pracował dla SB”
(„FiM” 23/2005 str. 7).
Przytoczyliśmy też meldunek warszaw-
skiej rezydentury KGB do centrali w Mos-
kwie z 16 czerwca 1980 r. o treści następują-
cej: „Nasi przyjaciele (Służba Bezpieczeństwa
– dop. red.) dysponują silną pozycją operacyj-
ną w Watykanie, co umożliwia im bezpośredni
dostęp do papieża i do kongregacji rzymskiej.
Oprócz doświadczonych agentów, do których
Jan Paweł II jest osobiście dobrze nastawiony
i którzy mogą uzyskać audiencję w dowolnym
momencie, nasi przyjaciele pozyskali zasoby
agenturalne wśród przywódców katolickiego
ruchu studenckiego, którzy są w stałych kon-
taktach z kołami watykańskimi i mają możli-
wości operacyjne w Radiu Watykańskim oraz
w sekretariacie papieskim”.
Cztery lata później w artykule pt. „Rów-
ny, równiejszy, biskup” podpowiedzieliśmy
ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu
(był wówczas na etapie zawziętego tropienia
ludzi nieboszczki bezpieki w łonie Kościo-
ła), iż poszukiwany przezeń „najgroźniejszy
agent” jest nuncjuszem apostolskim w Bułga-
rii, więc wystarczyło zerknąć do wyszukiwarki
inter-
netowej, żeby
przekonać się, że mowa o abp. Bolonku.
Gmyz to ten od trotylu jako czynnika
sprawczego katastrofy smoleńskiej, a Cen-
ckiewicz jest w dziedzinie historii tym, kim
Antoni Macierewicz w polityce. Zbyt wiele
więc od nich w kwestii rzetelności nie oczeku-
jemy i tylko dla porządku przypominamy, kto
oraz kiedy sprawę jako pierwszy ujawnił…
ANNA TARCZYŃSKA
(nie)DoRzecznicy INDEKS 356441
ISSN 1509-460X
Nr 23 (275) 16 CZERWCA 2005 r. Cena 2,80 zł (w tym 7% VAT)
http://www.faktyimity.pl
Ojciec Hejmo to pikuś. W Watykanie było czterech polskich TW, wśrod nich...
Ojciec Konrad Hejmo nie był jedynym ani najważniejszym konfidentem bezpiekiw Watykanie. Oprócz niego szpiegowską sieć tworzyli agenci o pseudonimachLew, Hrabia, Bombelek i Rajfur. „Nasi przyjaciele (SB – dop. red.) dysponują sil-ną pozycją operacyjną w Watykanie, co umożliwia im bezpośredni dostęp do pa-pieża” – meldował warszawski rezydent KGB do centrali w Moskwie...
ARCYBISKUP BOLONEK – AGENT SBARCYBISKUP BOLONEK – AGENT SB
Ü Str. 7
Ü
INDEKS 356441
Nr 23 (275) 16 CZERWCA 2005 r. Cena 2,80 zł (
http://www.faktyimity.pl
Ojciec Hejmo to pikuś. W Watykanie b
Ojciec Konrad He
w Watykanie. Op
Lew, Hrabia, Bom
ARCYBISKUP BOLONARCYBISKUP BOLON
CO W PRAWIE PISZCZY
11POD PARAGRAFEMNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
O
d stuleci prawnicy spie-
rają się o to, czy ści-
gać osoby pomagające
innym w popełnieniu
samobójstwa w przypadku nieule-
czalnej choroby, czyli eutanazji.
Klerykałowie próbują całą dysku-
sję zakrzyczeć hasłami o masowym
mordowaniu i utylizacji słabszych.
W komentarzu publicysty „Rzecz-
pospolitej” Filipa Mechnesa czy-
tamy, że przyczyną przyzwolenia na
legalną eutanazję jest „postępujące
deprecjonowanie wartości cierpie-
nia”… A to zdaniem Aleksandra
Kłosa z kwartalnika „Opcja na
Prawo” jest… „następstwem bez-
stresowego wychowania”. W efek-
cie „coraz więcej ludzi nie radzi so-
bie z własnym i cudzym cierpieniem,
gdyż nastawieni są wyłącznie na uży-
wanie życia”. W opinii Kłosa zwo-
lennicy eutanazji rzekomo „hamują
rozwój medycyny, gdyż taniej jest za-
bić niż szukać nowych skutecznych
leków, technik operacji i zabiegów”.
Zapomniana historia
Udało im się skutecznie wyprzeć
z debaty publicznej informację, czym
tak naprawdę jest eutanazja i skąd
się wzięła, choć znali ją już staro-
żytni Grecy i Rzymianie. Słowo to
bowiem oznacza po grecku „dobrą
śmierć bez zbędnego długotrwałego
bólu i cierpienia”. Prawo starożyt-
nych Aten i Rzymu nie przewidywało
karania ludzi pomagających innym
w popełnieniu samobójstwa, o ile sa-
mobójstwo było udowodnione. Przez
wieki nie ścigano także lekarzy prze-
rywających ciąże. Tylko w państwach
chrześcijańskich eutanazja uchodziła
za zbrodnię. Takie podejście złamali
dopiero w XVI wieku filozofowie, le-
karze i pisarze. Wtedy to w różnych
miejscach Europy powstały pierw-
sze zrzeszenia na rzecz dobrej śmier-
ci, oczywiście skutecznie zwalczane
przez fundamentalistów katolickich
i protestanckich. Po wojnie do argu-
mentów sprzeciwu wobec legalizacji
eutanazji dodano nazistowskie akcje
mordowania chorych psychicznych
oraz niepełnosprawnych. Manipula-
torzy świadomie zestawili dobrowol-
ną śmierć z ludobójstwem. Zbitka ta
wbiła się w społeczną świadomość
na wiele lat. Udało się ją przełamać
dopiero w 1969 roku holenderskie-
mu psychiatrze i filozofowi Jano-
wi Hendrikowi van den Bergowi.
W swojej pracy „Medyczna potę-
ga i medyczna etyka” napisał, że
„pacjent ma prawo usłyszeć prawdę
o swoim stanie zdrowia w każdym do-
wolnym momencie. Lekarz ma obo-
wiązek powiedzieć mu, co stwierdził,
co myśli i co jest w stanie zrobić”.
Medycy natomiast nie mają prawa
prowadzić terapii, której jedynym ce-
lem jest „przeciąganie życia chorego
bez jego wiedzy i zgody”. Zwolennicy
takiego podejścia zrzeszeni w Holen-
derskim Stowarzyszeniu Dobrowol-
nej Eutanazji (NVVE) doprowadzili
w 2001 r. do zmiany prawa karnego.
Parlament i królowa zgodzili się
wtedy na odstąpienie „od karania
przez państwo lekarza, który podał
pacjentowi na jego prośbę środki far-
makologiczne skracające życie lub
odłączył aparaturę medyczną”. Co
ważne, wola odejścia z tego świata
powinna być wyraźna, dobrowol-
na, starannie rozważona. Cierpie-
nie chorego musi być nie do znie-
sienia i bez szansy na poprawę. Ma
on otrzymać dokładne informacje
o swoim stanie zdrowia i o pro-
gnozach na przyszłość. Orzeczenie
o bezskuteczności dalszego lecze-
nia musi być potwierdzone przez
medyka niezależnego od lekarza
prowadzącego. Przebieg eutana-
zji nadzoruje prokurator. Podob-
ne rozwiązania wprowadzono także
w Szwajcarii, Luksemburgu i Belgii.
W tym ostatnim państwie od mar-
ca tego roku o pomoc w samobój-
stwie mogą także poprosić dzieci
cierpiące na nieuleczalną, śmiertel-
ną chorobę. Ich wniosek musi być
poparty zgodą rodziców oraz dwóch
niezależnych od siebie lekarzy.
Polscy hipokryci
Przeciwnicy wprowadzenia
w Polsce eutanazji twierdzą, że
nasi pacjenci mają zbyt mało wiedzy
o stanie swojego zdrowia. Problem
w tym, że często rzeczywiście tak
jest, tyle że odpowiedzialność za ten
stan rzeczy ponoszą sami klerykało-
wie. To oni od ponad 18 lat blokują
ratyfikację „Konwencji Rady Euro-
py o ochronie praw człowieka i god-
ności istoty ludzkiej wobec zastoso-
wań biologii i medycyny”, zwanej
konwencją bioetyczną. W grupie jej
inicjatorów znajdziemy jednak pol-
skich dyplomatów, którzy w trakcie
debat dodali do dokumentu reguły
dotyczące standardów zabiegów in
vitro i przechowywania zarodków.
Konwencja skupia się na prawie pa-
cjenta do otrzymania pełnej, rzetel-
nej i zrozumiałej informacji o sta-
nie jego zdrowia, stosowanej terapii,
podawanych lekach, rokowaniach
oraz o możliwych powikłaniach.
Przeciwnicy ratyfikacji wspo-
mnianej konwencji dowodzą, że
polskie regulacje w wystarczający
sposób chronią prawa pacjenta do
pozyskiwania informacji. Tymcza-
sem to nieprawda. Otóż Kodeks
etyki lekarskiej pozwala medykom
na zatajenie danych w przypadku
niepomyślnego rozpoznania. Wy-
starczy, że „lekarz będzie głęboko
przekonany, iż jego ujawnienie spo-
woduje bardzo poważne cierpienie
chorego lub inne niekorzystne dla
zdrowia następstwa”. Wobec takich
osób prowadzona jest następnie
tzw. uporczywa terapia. O zaniecha-
nie tej praktyki apelują od ponad 20
lat anestezjolodzy oraz onkolodzy.
Z badań Pawła Andruszkiewicza,
doktora nauk medycznych z Uni-
wersytetu Medycznego w Białym-
stoku, wynika, że w przypadkach
chorych w stanie terminalnym po-
nad 60 procent lekarzy pozoruje
„działania ratunkowe”, mimo że
wiedzą, iż „zabiegi nie mają sensu”,
ale jednocześnie „boją się prokura-
tora, który może im postawić zarzut
nieudzielenia pomocy”.
Podręczniki medycyny uporczy-
wą terapię definiują jako „działa-
nia medyczne (zabiegi, terapie lub
podawanie leków) mające na celu
podtrzymywania funkcji życiowych
nieuleczalnie chorego, które prze-
dłużają jego umieranie, wiążą się
z naruszeniem godności pacjenta,
w szczególności z nadmiernym cier-
pieniem”. Tymczasem Zgromadze-
nie Parlamentarne Rady Europy już
w 1999 r. zaleciło rządom państw
członkowskich „respektowanie woli
chorych proszących o zaniechanie
terapii”. W sytuacjach, gdy wola
pacjenta nie jest znana, należy zda-
niem ekspertów wystrzegać się sto-
sowania uporczywej kuracji przedłu-
żającej jedynie proces umierania.
Państwa członkowskie Rady Europy
powinny także „dopuścić różne typy
leczenia przeciwbólowego, nawet gdy
prowadzą one do skrócenia życia”.
Lekarze mają zaś obowiązek prze-
kazać chorym paliatywnie wszyst-
kie informacje o stanie ich zdrowia
oraz możliwych sposobach łagodze-
nia bólu.
Zgromadzenie Parlamentarne
Rady Europy nie wprowadza tutaj
żadnych ograniczeń wiekowych. Psy-
chologowie pracujący w hospicjach
dla dzieci, z którymi rozmawialiśmy,
zwracają uwagę, że „ich mali pa-
cjenci w stanie terminalnym cierpią
niewyobrażalny ból. Ból, który nie
zawsze da się uciszyć (…). Wiedzą
zaś, że (…) nie mają już innej drogi
niż śmierć. Szykują się na nią, żeg-
nając się z rodzicami, którym jest
równie trudno albo jeszcze trudniej
(…)”. Ich obserwacje potwierdza-
ją wyniki badań dorosłych i dzieci
chorych na nowotwory, przeprowa-
dzone w latach 2010–2013 przez
najlepsze ośrodki socjologiczne.
Ich wysłannicy przepytali 9 tys. pa-
cjentów z 27 państw UE. Ponad
71 proc. respondentów oświad-
czyło, że przedkłada komfort ży-
cia podczas terapii nad jego wy-
dłużenie. Polskie prawo nakazuje
jednak lekarzom stosowanie wobec
chorych w stanie terminalnym upor-
czywej terapii.
Unio, pomóż!
Opinie Zgromadzenia Parla-
mentarnego Rady Europy podzie-
lają także eksperci Światowej Or-
ganizacji Zdrowia. Według nich
„pozbawianie odpowiedniego lecze-
nia bólu stanowi naruszanie pod-
stawowych praw człowieka”. Od lat
80. XX wieku mamy na świecie
naprawdę dobrych specjalistów
od leczenia bólu i dosyć skutecz-
ne sposoby jego uśmierzania. Co
ciekawe, najwięcej z tych specja-
listów praktykuje w państwach,
które zalegalizowały eutanazję,
a także tych, które finansują spe-
cjalny europejski program badania
i leczenia bólu o nazwie ATOME.
Polska – podobnie jak Bułga-
ria, Rumunia i Malta – do nie-
go nie przystąpiła. Władze tych
państw do zmiany postępowania
może zmusić Komisja Europejska.
W lutym tego roku Parlament Eu-
ropejski wezwał ją do wszczęcia
postępowania dotyczącego lecze-
nia bólu oraz zaniechania upor-
czywej terapii w państwach Wspól-
noty. Raport w tej sprawie ma być
gotowy pod koniec czerwca tego
roku. MC
Polska jest
zobowiązana prawem
międzynarodowym do
ograniczania cierpień
osób umierających
i doświadczających
silnego bólu.
Ale niewiele sobie
z tego robi.
Cierp
w imię Boże
12 A TO POLSKA WŁAŚNIE Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Sprawa ustalenia alimentów niemal zawsze budzi
emocje. Co dopiero, gdy się okazuje, że wcale nie
trzeba mieć dziecka, aby musieć na nie płacić!
Jacek i Agnieszka rozwiedli się
po 9 latach małżeństwa. Sąd węzeł
małżeński rozwiązał, uznając, że bez
cienia wątpliwości winną takiego
stanu rzeczy jest Agnieszka, która
zdradzała męża. Jej też przypad-
ła opieka nad dzieckiem (wówczas
8-letnim Łukaszem*), ale i zasą-
dzone na jego konto alimenty. Jacek
nigdy się od nich nie migał. Regu-
lował co do grosza także wówczas,
gdy wyjechał za chlebem na Wyspy.
Nie było go długo, a kiedy wrócił
i pojechał odwiedzić syna, zdębiał.
Chłopak oświadczył mu bowiem, że
ma się z nim nie kontaktować, bo…
nie jest jego ojcem.
Jacek długo zastanawiał się,
co z tym fantem zrobić, aż pewne-
go dnia zapakował gumę do żucia
i szczoteczkę do zębów syna i poje-
chał z tym „towarem” do Instytutu
Genetyki Sądowej w Bydgoszczy.
Przeprowadzone na tej podstawie
badania DNA, za które zapłacił nie-
mal 2 tys. zł, nie pozostawiały złu-
dzeń: „W świetle uzyskanych wyni-
ków hipoteza, iż domniemany ojciec
jest biologicznym ojcem dziecka, jest
niemożliwa”.
Z tymi rewelacjami Jacek do
prokuratury poszedł dopiero 2 mie-
siące później. Musiał się otrząsnąć,
a poza tym – jak mówi – liczył na
jakiś ruch ze strony byłej żony. Na
wyjaśnienia. Prokuratura po zbada-
niu okoliczności skierowała do sądu
sprawę o zaprzeczenie ojcostwa.
Ani była żona Jacka, ani jego syn
nie zgodzili się wówczas na zlecone
przez sąd badania DNA. Sąd pierw-
szej instancji, opierając się na ze-
znaniach świadków oraz wynikach
badań genetycznych z Bydgoszczy,
orzekł, że Łukasz jego dzieckiem
nie jest.
Jacek, mając taki wyrok w ręku,
przestał więc płacić zasądzone
wcześniej alimenty. Wydawało mu
się to logiczne, że nie płaci na nie
swoje dziecko. Okazało się, że po-
stąpił pochopnie, bo wkrótce do-
robił się na swoim koncie komor-
nika, który skrupulatnie podliczył
mu wszystkie zaległości (spłaca je
zresztą do dziś). Tymczasem była
żona Jacka wyrok sądu I instan-
cji zaskarżyła, argumentując, że
jest pewna, iż nikt inny, tylko Ja-
cek jest ojcem jej syna. Na badania
DNA dziecka się jednak nie zgodzi-
ła. Wytłumaczyła biegłej psycholog,
że „syn jest akurat przed operacją,
więc ona nie chce go dołować”. Syn
z kolei, chłopak wówczas 16-letni,
odmowę motywował tak: „Chcę, aby
ojciec był moim ojcem, żeby było
tak jak dawniej, żebym miał ojca,
tęsknię za nim”.
Biegła psycholog uznała, że
„małoletni cierpi z powodu sy-
tuacji związanej ze sprawą o za-
przeczenie ojcostwa. Czuje się od-
rzucony i oszukany przez ojca”.
Tyle że to matka powiedziała mu
o wszystkim…
Na tej podstawie Sąd Okręgowy
doszedł do wniosku, że w sytuacji,
gdy małoletni nie wyraża zgody na
badania DNA, należy się trzymać
litery prawa. A ono mówi, że „je-
żeli dziecko urodziło się w czasie
trwania małżeństwa albo przed upły-
wem trzystu dni od jego ustania lub
unieważnienia, domniemywa się, że
pochodzi ono od męża matki” (Ko-
deks rodzinny i opiekuńczy). Sę-
dzia orzekł, że Jacek na powrót ma
syna. – Jestem na straconej pozy-
cji. Pobranie materiału do badań
DNA nie jest inwazyjne, a jednak
sąd nie może wykorzystać jedyne-
go stuprocentowego narzędzia, aby
zbadać, czy to moje dziecko. Matka
korzysta z prawa. Ja jestem w sy-
tuacji bez szans – mówi „domnie-
many ojciec”.
Dla porządku zaznaczyć wypa-
da, że „małoletni” żadnego kontaktu
z ojcem nie szuka ani też zaintereso-
wania jego losem nie wykazuje. – Od
trzech lat nie mam z nim kontak-
tu, nic o nim nie wiem. Jedyne, co
mnie wiąże z byłą żoną i jej synem,
to fakt, iż płacę jej 500 zł alimentów.
Będę pisał do Strasburga, bo czuję
się dyskryminowany. W Polsce jest
tak, że jeśli mężczyzna nie stawia
się na badania DNA, to sąd orzek-
nie, że jest ojcem. Jeśli matka badań
odmawia – również – mówi Jacek.
Napisał do Rzecznika Praw
Obywatelskich, ale ten nie do-
strzegł podstaw do podejmowania
interwencji. Przyznał jednak, że nie
ma w polskim sądownictwie właś-
ciwych regulacji w sprawie badań
DNA na potwierdzenie bądź za-
przeczenie ojcostwa.
  
Przez kilkanaście lat alimenty
nie na swoje dziecko płacił Da-
riusz, mieszkaniec Lubania. Tak
się złożyło, że w czasie, gdy sąd,
przed którym odbywała się spra-
wa o ustalenie ojcostwa, wyzna-
czył badanie DNA, Dariusz był
już w Niemczech, gdzie zarabiał
na życie (na badanie i tak pienię-
dzy nie miał). Za-
oczny wyrok za-
padł, a Dariusz
z jego sentencji
dowiedział się, że
ma córkę. Sąd usta-
lił również alimenty na
jej utrzymanie. Sumiennie
z konta Dariusza ściągał
je komornik. Pięć lat
później mężczyzna
podjął kolejną pró-
bę ustalenia, kim
faktycznie jest dla
latorośli, na
którą co miesiąc
przekazywał pieniądze. Tym razem
wysupłał złotówki potrzebne na ba-
danie DNA i w pełnej gotowości
udał się do miejscowej prokura-
tury. Zgodę na badanie genetycz-
ne dostał, a jego wynik absolutnie
go nie zaskoczył. Okazało się, że
w żadnym razie ojcem nie jest.
Triumf? Nic z tych rzeczy! Wynik
badania mógł sobie Dariusz w ram-
ki oprawić i nad łóżkiem powiesić.
Zgodnie z prawem wzruszenie wy-
roku o ustalenie ojcostwa po upły-
wie kilku lat nie jest możliwe, je-
żeli postępowanie zakończyło się
prawomocnie w pierwszej instan-
cji, a Dariusz faktycznie od wyro-
ku sądu się nie odwołał. Pomocy
Ojcowie mimo woli
Zima stanowi śmiertelne zagro-
żenie dla bezdomnych. W tym
czasie współcześni koczownicy
wygłodzeni i schorowani trafiają
do szpitali. Zamiast zapobiegać
bezdomności, płacimy fortunę za
jej skutki.
– Zima to dla nas fatalna pora
roku, i to niezależnie od tego, czy
jest ciepła, czy mroźna. Paradoksal-
nie może nawet gorzej, kiedy jest
ciepło i wilgotno, bo w takich wa-
runkach łatwo za dnia przemoczyć
buty i odzież, a wieczorem nabawić
się odmrożeń – powiedziała „FiM”
Anna Łazarska, pielęgniarka spo-
łeczna ze stołecznego szpitala przy
ul. Grenadierów. Bezdomni z od-
mrożeniami lądują w szpitalach. –
Z roku na rok jest ich coraz więcej,
zarówno kobiet, jak i mężczyzn, co
świadczy o narastającym ubożeniu
społeczeństwa. Nie jestem w stanie
podać precyzyjnych liczb, bo jedne-
go tygodnia mamy siódemkę takich
pacjentów, a innego – jednego czy
dwóch. Ci, którzy do nas przyjeż-
dżają, są coraz młodsi. Prawie nikt
nie ma ubezpieczenia, większość
przyjeżdża w zawszonych ubraniach,
które nadają się wyłącznie do spa-
lenia. Szpital musi udzielić im kom-
pleksowej pomocy, począwszy od
wyrobienia ubezpieczenia zdrowot-
nego (umożliwia pokrycie kosztów
leczenia, najczęściej z opieki spo-
łecznej), przyznawanego na 90 dni
tym, których dochody nie przekra-
czają 542 zł miesięcznie (w przypad-
ku singli, ewentualnie 456 zł na jed-
ną osobę w rodzinie). A następnie
ubrać od stóp do głów i wreszcie
postawić diagnozę. Spycha się więc
na szpitale opiekuńcze obowiązki
państwa, podobnie jak na właści-
cieli mieszkań i kamienic zrzuca się
kłopoty osób, które nie mają za co
opłacić wynajmu.
Bezdomni trafiają do szpitala
w fatalnym stanie. Są wyniszczeni,
zaniedbani, nieprzystosowani do ży-
cia w społeczeństwie. Na przykład
59-letni Janusz Sarajewski (na
zdjęciu) przyjechał z odmrożenia-
mi na rękach i nogach. – Dzieciaki
mnie napadły, któryś kopnął mnie
w nogę. Ta zaropiała, ja to zanie-
dbałem i w końcu wylądowałem na
Grenadierów – opowiadał „FiM”
Sarajewski, który od pięciu lat nie
ma adresu. – Pochodzę z Mogilni-
cy. Pewnego dnia żona sprzedała
mieszkanie, rozstała się ze mną
i tak straciłem dom. Przyjechałem
do Warszawy, nocowałem po kole-
gach albo na ulicy, zarabiałem, zbie-
rając złom – wspominał Sarajewski.
Gdy trafił na Grenadierów, był tak
głodny, że dosłownie jadł oczami.
Wstrząśnięta opiekunka pacjenta
leżącego na sąsiednim łóżku kupi-
ła mu pieczywo, warzywa, słodycze
– chory dosłownie się na nie rzucił.
Dokładnie w tym samym czasie pa-
cjentów z opisywanej sali odwiedził
duchowny z Caritasu. Ksiądz wrę-
czył im święte obrazki i poszedł. –
Gdy widziałam tę scenę, aż szczęka
mi opadła – opowiada opiekunka.
Personel medyczny docenia
wysiłki ludzi wielkiego serca, pro-
si jednak, by nie kupować chorym
jedzenia. – Nie zapominajmy, że
Szpitale na bezdomność
13A TO POLSKA WŁAŚNIENr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Co trzeci Polak deklaruje w sondażach, że
jest gotów wydać na nią więcej pieniędzy, byle
tylko zjeść z apetytem. Mamy więc triumf pro-
duktów tradycyjnych. To jedna strona medalu.
A druga? W myśl ustanowionego przez rząd
prawa rolnicy i gospodarze nie mogą bezpo-
średnio sprzedawać konsumentom swoich prze-
tworzonych płodów. Rolnik może sprzedać
jabłka, powideł już nie. Kapustę, owszem,
ale nieszatkowaną. Ogórka tak, byle nie kor-
niszonka, a mleko w żadnym razie pod po-
stacią sera.
Co ciekawe – obrotu przetworami nie zabra-
nia Unia Europejska. Wspólnotowe prawo na-
kazuje tylko, by poszczególne kraje uregulowały
tego typu handel. Polski rząd ustanowił w tym
zakresie przepisy najbardziej restrykcyjne
w całej Wspólnocie.
Dziś rolnicy czy drobni producenci żywności
„eko” mogą wytwarzać oraz sprzedawać – bez ko-
nieczności rejestrowania działalności gospodarczej
i płacenia podatku dochodowego od osób fizycz-
nych – jedynie nieprzetworzone produkty roślin-
ne i zwierzęce. Na liście produktów zakazanych
znajdują się soki, dżemy, przeciery, kasze, mąki,
chleb domowy, mięso surowe i jego przetwory,
oleje, masło, sery. Absurd, prawda? Tym bardziej
bolesny, że dla wielu małych gospodarstw możli-
wość handlu przetworami to jedyna szansa na prze-
trwanie. A te duże i tak się nie będą w to bawiły.
Absurdów jest jednak więcej. Bo jeśli do
gospodarstwa agroturystycznego pani Zosi zja-
dą goście, może ich karmić swoimi powidłami,
które przygotowała z rosnących w jej sadzie śli-
wek. Gdyby któryś z turystów chciał słoik zabrać
ze sobą do miasta – gospodyni sprzedać go nie
może. Oczywiście teoretycznie, bo gospodarstwa
agroturystyczne sprzedają. Po co więc ta fikcja?
Aby pani Zosia mogła handlować nadwyżka-
mi ze swojej spiżarni (podreperuje jej to budżet,
a letnikom zapewni niezapomniane chwile, któ-
rych nie przeżyją z żadnym dżemem zakupionym
w supermarkecie), musi założyć działalność go-
spodarczą, płacić podatki i składki oraz spełniać
takie normy sanitarne jak wielka przetwórnia.
To się z kolei naszej pani Zosi nie kalkuluje, bo
opłaty na rzecz państwa znacznie przewyższyłyby
jej dochód z kilkudziesięciu sprzedanych słoików.
Sprzedaje więc w ekologicznym podziemiu. Tak
samo robią tysiące drobnych producentów żyw-
ności ekologicznej w Polsce. I narażają się tym
samym na ogromne kary (do 120 tys. zł).
Sprawę w tym zakresie miały rozwiązać regu-
lacje dotyczące możliwości prowadzenia działal-
ności marginalnej, lokalnej i ograniczonej (tzw.
MOL). Skorzystać z niej mogą właśnie mali re-
gionalni producenci. Kłopot w tym, że obostrze-
nia sanitarno-weterynaryjne są na tyle duże, iż
przy sezonowej produkcji koszty zdecydowanie
przekraczają zyski. Edyta Jaroszewska-Nowak
ze Stowarzyszenie Ekoland tłumaczy, że przepisy
powinny się ograniczyć do tego, aby sprawdzić
stan kuchni, w której pani Zosia robi swoją su-
perkonfiturę wiśniową. Wszak jeśli wyjdzie jej
50 słoików, część zostawi sobie, a resztę zechce
sprzedać, to wiadomo, że nie będzie w tym celu
budowała specjalnego pomieszczenia, bo jej się
to nie opłaca. Tego, by wyjątkowo dziś restryk-
cyjne przepisy sanitarne dostosować do skali
produkcji, domagają się członkowie organizacji
ekologicznych i rolniczych.
Jarosław Naze, zastępca Głównego Leka-
rza Weterynarii, zasłania się bezpieczeństwem
konsumenta. No a poza tym podkreśla: – Trwają
prace legislacyjne dotyczące złagodzenia albo
rozszerzenia wachlarza produktów, które mogą
być wytwarzane w gospodarstwach.
Rzeczywiście. Senacki projekt ustawy o zmia-
nie ustawy o podatku dochodowym od osób fi-
zycznych oraz ustawy o swobodzie działalności
gospodarczej powstał w połowie ubiegłego roku.
Ma na celu umożliwienie rolnikom nieopodatko-
wanej i odformalizowanej produkcji i sprzeda-
ży własnych przetworzonych produktów rolnych
w niewielkim zakresie. Dopuszcza do obrotu oka-
zjonalnego towary przetworzone rolno-spożywcze,
pod warunkiem że:
 odbiorcami są indywidualni konsumenci,
a nie firmy;
 przetwarzaniem zajmuje się sam rolnik
lub jego domownicy;
 produkcja jest dokonywana z własnych
surowców;
 sprzedaż odbywa się w miejscu wytwa-
rzania, a więc w gospodarstwie, ewentualnie na
targowisku czy – okazjonalnie – na festynie;
 rolnik zgłosi produkcję do odpowiedniej
inspekcji, uzyska akceptację technologii produk-
cji oraz terminów przydatności do spożycia przez
laboratorium żywnościowe.
Limit dopuszczalnych nieopodatkowanych
przychodów ze sprzedaży senatorowie ustalili
na 7 tys. zł rocznie. Nad nowelizacją pracuje
specjalna sejmowa komisja. Problem w tym, że
ciągle daleko do konkretnych rozwiązań.
WIKTORIA ZIMIŃSKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konsumenci uparcie poszukują
tak zwanych dawnych
smaków. Żywności
z niewielkich, rodzinnych
gospodarstw, bez
konserwantów i polepszaczy.
Fundacja „Partnerstwo dla Środowiska” wraz z Małopolską Izbą Rolniczą prowadzi kampanię
Legalna Żywność Lokalna. Ma ona na celu zwiększenie dostępu do żywności pochodzącej
od małych wytwórców i z małych gospodarstw. – To wszystko wpłynie też na rozwój go-
spodarczy polskiej wsi – przekonuje prezes fundacji Robert Serafin.
W ramach kampanii jego fundacja postuluje m.in., by:
 zalegalizować sprzedaż z pierwszej ręki zarówno nieprzetworzonych, jak i przetworzonych
produktów żywnościowych w ograniczonych ilościach;
 wprowadzić możliwość legalnego wytwarzania serów twarogowych, serów twardych oraz
masła i jogurtów z mleka niepasteryzowanego bezpośrednio przez hodowców w ramach
już prowadzonej działalności rolniczej;
 legalnej sprzedaży chleba wypiekanego w domu w oparciu o tradycyjne i regionalne re-
ceptury, na bazie mąki oraz innych surowców pochodzących z własnego gospodarstwa;
 wprowadzić możliwość legalnej sprzedaży z pierwszej ręki mięsa surowego, rozebranego ze
zwierząt pochodzących z własnej hodowli;
 wprowadzić możliwość legalnej sprzedaży własnych nalewek, win i cydrów wytworzonych
w gospodarstwie w oparciu o tradycyjne i regionalne receptury, wytwarzanych z surow-
ców pochodzących z własnego gospodarstwa, z zachowaniem limitu sprzedaży.
Petycję dotyczącą zmian prawnych, które umożliwią zwiększenie legalnej produkcji
i sprzedaży żywności lokalnej z pierwszej ręki, od rolników i innych małych rodzinnych
wytwórców żywności, można podpisać w internecie: http://www.petycjeonline.com/
legalna_ywno_lokalna
Ekopodziemie
szukał u Rzecznika Praw Obywa-
telskich, ale bez skutku.
  
Płaci też Wiesław. Sąd uznał
jego ojcostwo w stosunku do dwójki
dzieci wyłącznie na podstawie ze-
znań ich matki. Nie było badań
DNA. Nie zostały przeprowadzone
dlatego, że jego nie było na to stać.
– Matka nie chciała, abym utrzymy-
wał z dziećmi kontakty. Nie chciała
ze mną zamieszkać, w końcu wypro-
wadziła się ponad sto kilometrów
dalej – opowiada. Mimo to podjął
kilka prób widzenia. Za każdym ra-
zem bez efektu. W końcu zaniechał
tych bezcelowych podróży. Poukła-
dał sobie życie na nowo. Z obecną
partnerką długo, ale bezskutecznie,
starali się o dziecko. Za jej namową
poszedł na badanie morfologii na-
sienia. Okazało się, że cierpi na te-
ratozoospermię (bardzo niski odse-
tek zdrowych plemników w męskim
nasieniu – dop. red.). Schorzenie,
przy którym naturalne zapłodnienie
graniczy niemal z cudem. W tym
kontekście zaczął więc Wiesław roz-
patrywać posiadanie dwójki dzieci
rzekomo poczętych w pierwszym
związku. Stawił się w prokuraturze,
aby ta wystąpiła o zaprzeczenie oj-
costwa. Nie udało się jednak pro-
kuratora przekonać. Matka dzieci
teraz już na badania się nie godzi.
Wiesław stoi pod ścianą i jest ska-
zany na długie jeszcze lata płacenia
alimentów na dwójkę – jak mnie-
ma – nie swoich dzieci. – Dlacze-
go w kraju, o którym się mówi, że
jest demokratyczny, nie mam szans
podważyć wyroków i wznowić spra-
wy? Staram się płacić te alimenty,
chociaż nie mam stałej pracy i do-
chodów, ale nikogo to nie obchodzi
– mówi zrezygnowany.
OKSANA HAŁATYN-BURDA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
* Imiona matki i syna
zostały zmienione
lekarze muszą postawić diagnozę,
przebadać na czczo. Ci, którzy do
nas trafiają, są bardzo schorowani.
Zdarzają się ludzie z zaawansowa-
ną, nieleczoną cukrzycą, a dla nich
nawet jeden batonik stanowi śmier-
telne zagrożenie – powiedziała Ła-
zarska. – Zawsze przyda się odzież:
bielizna, skarpety, buty, bluzy, swe-
try, spodnie – dodała. Wyekwipo-
wani i podleczeni bezdomni sami
decydują o własnym losie. Mogą
albo wrócić na ulicę, albo trafić do
specjalistycznego schroniska z pro-
gramem wychodzenia z bezdom-
ności. Sęk jednak w tym, że te
placówki pękają w szwach i za-
leczeni bezdomni czekają w szpi-
talach na miejsce.
Rząd Tuska wiele mówi o po-
trzebie oszczędzania. Warto więc
zapytać, co będzie nas, podatników,
mniej kosztować: przetrzymywanie
bezdomnych w kosztownych szpita-
lach i schroniskach czy podniesie-
nie dodatku mieszkaniowego oraz
przeznaczenie pustostanów na lo-
kale socjalne? MZB
Fot.IdaFotografuje
14 ZAMIAST SPOWIEDZI Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Ma być nadzieją SLD na dobry wynik
w eurowyborach. Chce zerwać z dotychczasowym
wizerunkiem telewizyjnej gwiazdy i pokazać
polityczne kompetencje. O swojej nowej roli
i starcie do europarlamentu z list wyborczych SLD
opowiada „FiM” Weronika Marczuk.
– To Pani nalegała na miej-
sce na liście SLD do europarle-
mentu czy zabiegał o to Leszek
Miller?
Dostałam propozycję, ale
nie widzę nic złego w zabieganiu
o możliwość reprezentowania Po-
laków w świecie polityki, to wielkie
wyróżnienie i odpowiedzialność
–DługosięPanizastanawiała?
– Długo. To była trudna decy-
zja, ponieważ wiedziałam, że zmie-
ni ona całe moje życie. Wszystko
dokładnie musiałam przeanalizo-
wać i upewnić się, że jestem gotowa
pracować dla społeczeństwa, o ile
zostanę wybrana, aby reprezento-
wać Polskę w Europie.
– Dlaczego zgłosił się do
Pani Leszek Miller?
– Zarówno Leszka Millera, jak
i środowisko SLD znam od lat.
Dużo działam w organizacjach
i inicjatywach pozarządowych,
w związku z czym nasze drogi wie-
lokrotnie się przecinały. W wielu
płaszczyznach mamy po drodze.
– W lewicowych poglądach
również?
– Nie zgodziłabym się być na
liście partii, której poglądy były-
by mi obce. Lewica jest mi bliska,
zwłaszcza lewica międzynarodo-
wa, bo nie angażowałam się w we-
wnętrzną politykę kraju.
– Dlaczego?
– Czym innym jest reprezento-
wać dany region w Sejmie, a czym
innym swój kraj w europarlamen-
cie. Tam nie ma miejsca na obrzu-
canie się błotem, tam każdemu za-
leży na dobru Polski, przynajmniej
powinno. W moim sercu międzyna-
rodowość tkwi od urodzenia. Wy-
chowałam się w dwóch językach,
w czasach, kiedy Związek Radzie-
cki był międzynarodowy. Na osied-
lu, na którym się wychowałam, było
21 różnych narodowości. Od 22
lat już w Polsce, jako prawnik i or-
ganizator międzynarodowych pro-
jektów, wiem jak ważne są umie-
jętności zjednywania sobie ludzi,
wiem jak budować dobre stosunki
pomiędzy przedstawicielami róż-
nych kultur. Multikulturowość jest
we mnie i myślę, że to jest jeden
z powodów, dla którego SLD zwró-
ciło się do mnie.
– Jednak jest Pani bardziej
postrzegana jako celebrytka, co
wielokrotnie jest wytykane So-
juszowi. Ratuje się, wybierając
znane nazwiska z telewizji.
– Przykro mi, że media tak to
ujmują, na szczęście nie wszystkie.
Będąc już wiele lat panią mecenas
i panią prezes, staram się na ze-
wnątrz nie tytułować się bez po-
trzeby. Wystarczy mi że moi kon-
trahenci mi ufają, merytoryczni
dziennikarze zapraszają do tele-
wizji jako eksperta, a nie dziew-
czynkę, która śpiewa albo tańczy,
choć uważam, że to niczemu nie
ujmuje.
Rzetelność wymaga sprawdze-
nia kwalifikacji, a nie spraw, któ-
re nie mają na nie najmniejszego
wpływu. O tym, jak jestem postrze-
gana, zdecydują wyborcy. Teraz
jest czas, by pokazać mój praw-
dziwy wizerunek. Prężnie działam
w województwie łódzkim, z któ-
rego startuję. Poza kampaniami
społecznymi, uczestniczę w de-
batach i panelach dyskusyjnych.
Spotykam się z wyborcami i cieszę
się, że widzą we mnie fachowca,
a nie celebrytkę.
– Przed ogłoszeniem list wy-
borczych była Pani związana
z Łodzią?
– Czuję się związana z ludźmi
i miejscem, które jest mi bliskie.
Województwo łódzkie jest jednym
z nich. Bywałam tu częściej niż
gdzie indziej, znam ludzi i prob-
lemy, prowadziłam tu przedsię-
biorstwo. Poseł w europarlamen-
cie może zadbać o swój region nie
zależnie od tego, skąd pochodzi,
tylko od tego ile pracy poświęci na
jego rzecz. 70 proc. Polaków nie
zna żadnego nazwiska europosła
i to trzeba zmienić.
– W połowie 2013 roku SLD
złożył projekt ustawy o likwida-
cji Centralnego Biura Antyko-
rupcyjnego. Ministrowie oczy-
wiście natychmiast go odrzucili.
Pani jako jedna z wielu ofiar
CBA zapewne podziela stano-
wisko Sojuszu w tej sprawie?
– Uważam, że nadmiar służb,
a zwłaszcza służb, które zostały
powołane w celach politycznych
jest bezsensowny. Prawda sama się
broni, choć moi oprawcy na pew-
no mają swoich wielbicieli, któ-
rzy mimo to będą wciąż wrzucać
informację, że byłam zamieszana
w jakąś aferę a nawet przy oka-
zji pytać się o moją kandydaturę
agenta Tomka. To przecież kpina.
Co on ma odpowiedzieć?
– Agent Tomek, dziś poseł
Tomasz Kaczmarek, do tej pory
twierdzi, że prokuratura zro-
biła błąd, umarzając śledztwo
w pani sprawie.
– Prokuratura długo pracowa-
ła nad sprawą i chociaż w jakimś
stopniu naprawiła błąd CBA. Mało
tego, śledczy prowadzą teraz spra-
wę przeciwko panom Kaczmarkowi
i Kamińskiemu. Ja jestem ofiarą
bezprawnej akcji służb, na co jest
mnóstwo dowodów i świadków. Nie
chcę już zajmować się tą sprawą,
wolę teraz pomagać innym, którzy
tak jak ja kiedyś są dziś bezradni
wobec mechanizmów państwa.
– Czym będzie się Pani zaj-
mować w europarlamencie?
– Europosłowie muszą sobie
wybrać dwie komisje i dwie dele-
gacje, w których będą pracować.
Chciałabym się zajmować polity-
ką regionalną i zatrudnieniem;
bezrobocie dziś jest ogromnym
problemem.
– Od dwóch kadencji w eu-
roparlamencie pracuje prof. Jo-
anna Senyszyn znana z walki
o prawa kobiet oraz o rozdział
państwa i Kościoła. Jak Pani
odnosi się do tych spraw?
– Z ogromnego szacunku do
Polaków nie chciałabym się wypo-
wiadać na tematy światopoglądo-
we. Co do praw kobiet, to jest to
dziedzina, w której się udzielam
i nie zostawię tego także jako eu-
roposłanka. Jest dużo do zrobienia
w kwestiach nierównego traktowa-
nia kobiet, jest problem w powro-
cie do pracy po urodzeniu dziecka,
problemy z przemocą. Bardzo ki-
bicuję pani profesor Senyszyn, bo
to, co robi, robi świetnie i mam
nadzieję móc z nią współpracować.
– Zatem ważna będzie dla
Pani ratyfikacja Karty praw
podstawowych?
– To jest koniecznością, mamy
też inne akty prawne, które mogą
pomóc rozwiązać istniejące prob-
lemy, ale niestety czekają i czekają.
– Będzie Pani ambasadorem
Ukrainy w Unii Europejskiej?
– Symbolicznie można tak po-
wiedzieć, bo faktycznie, jeśli cho-
dzi o pochodzenie mogę zostać
pierwszą Ukrainką w Unii. Przede
wszystkim jednak będę reprezen-
tować Polskę i nie chcę, żeby mnie
postrzegano pod względem naro-
dowości i sugerowano, że będę zaj-
mowała się tylko Ukrainą.
– Jak Pani ocenia obecną
sytuację na Ukrainie?
– Tragicznie. Bo ludzie stoją
już ponad dwa miesiące, a roz-
wiązania nie ma. Właśnie wróci-
łam z Kijowa, gdzie byłam z de-
legacją PES. Odbyliśmy siedem
oficjalnych spotkań ze wszystkimi
stronami konfliktu. Sprawy wyglą-
dają tam inaczej, niż my widzimy je
stąd. Wszystko jest o wiele bardziej
niejednoznaczne. Sama definicja
Majdanu to nie grupa ludzi, tylko
Ukraina w miniaturze, stosująca
bezpośrednią demokrację i mają-
ca wyraźną pozycję i organizację.
Każda z partii opozycyjnych sza-
nuje i współpracuje z Majdanem,
a jednocześnie jest w parlamencie.
Rząd z kolei się tłumaczy ze swoich
decyzji co do UE, zapewniając że
to była konieczność i że Rosja ura-
towała gospodarkę. A swoją drogą
najbardziej niepokojąco wygląda
właśnie przyszłość kraju ze wzglę-
du na przestój i brak planu gospo-
darczego. Tu może pomóc Polska,
Unia, wysyłając ekspertów.
– Według licznych sondaży
prawie połowa Ukraińców jest
przeciwko integracji europej-
skiej i popiera obecnego pre-
zydenta. Co z ich zdaniem?
– Oczywiście bardzo dużo ludzi
nie wierzy, że Unia pomoże Ukra-
inie. Dzieje się tak między innymi
dlatego, że wschód tego kraju jest
odcięty od rzetelnych informacji,
a ludzie partii regionów sieją tam
ogromną propagandę. Mam tam
rodzinę i doskonale wiem jak to
wygląda. Obraz jest prosty. Majdan
to rzekomo sami ekstremiści chcą-
cy zamordować wspaniałego Janu-
kowycza. Poza tym wiele osób nie
chce oddzielić się od Rosji, bo są
mentalnie z nią związani. Przecież
na wschodzie Ukrainy żyje mnó-
stwo Rosjan, ale czy w takim wy-
padku Ukraińcy mieszkający w Pol-
sce mogliby żądać przyłączenia jej
części do Ukrainy?
– Polska powinna ingerować
w wewnętrzne sprawy Ukrainy?
– Uważam, że tak, oczywiście
dyplomatycznie i z pozycji star-
szego brata.
– Jednak SLD nie popiera
przywódców Majdanu, zwłasz-
cza tych z partii Swoboda.
– Wiem o tym. Rozumiem tych,
którzy obawiają się nacjonalistycz-
nych ruchów, ale powinniśmy w tej
sprawie zaufać Ukraińcom, to par-
tia opozycyjna w parlamencie, nie
uliczni krzykacze.
– Już raz zaufaliśmy poma-
rańczowej rewolucji.
– I coś się stało?
– Chociażby to, że prezydent
Wiktor Juszczenko odznaczył
Stepana Banderę tytułem Bo-
hatera Ukrainy, wyniósł go na
sztandary.
– Pomarańczowa rewolucja
i rządy Juszczenki zrobiły bardzo
wiele dobrego dla kraju. Może
faktycznie ówcześni przywódcy
zawiedli w niektórych sprawach,
ale nie porównujmy tego z obecną
sytuacją, bo przez ostatnie 2 lata
na Ukrainie jest prawie carat.
– Wracając do Swobody…
– Według mojej wiedzy szef tej
partii Ołeh Tiahnybok nie zamie-
rza rozbijać protestów ani kiero-
wać ich w jakimś niebezpiecznym
kierunku.
– A Bandera i gloryfikowa-
nie weteranów UPA?
– Wolałabym tę kwestię zo-
stawić historykom. Tamtejsi naro-
dowcy są przekonani, że Bandera
chciał ocalić ukraiński naród i uczy-
nić go wolnym. Oczywiście to nie
jest dobry bohater, ale oni innego
nie mają. Nie przekreślajmy tym
tych istotnych rzeczy, które dzieją
się na Majdanie. Dlaczego znowu
historia ma nas dzielić? Niech nas
połączy to, co dziś Polacy robią dla
Ukrainy, to na pewno zostanie do-
brą kartą w historii obu narodów.
Rozmawiał
ARIEL KOWALCZYK
Weronika Marczuk:
Pochodzi z Kijowa. Ukończyła
prawo i administrację na
Uniwersytecie Warszawskim.
Była jurorką programu TVN
„You Can Dance
– Po prostu tańcz”
oraz prowadzącą w TVN Style
program „Miasto kobiet”.
Nie jestem celebrytką!
15BEZ DOGMATÓWNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Patrzenie na świat i proce-
sy w nim zachodzące z punktu
widzenia trwania jednego ludz-
kiego życia jest perspektywą zu-
pełnie naturalną i absolutnie
błędną. W zestawieniu nie tylko
z długością istnienia świata, ale
nawet trwaniem naszego gatun-
ku ludzkiego pojedyncze trwanie
jest zaledwie chwilą. Jedno ludz-
kie pokolenie (25 lat), to zaledwie
około 0,01 proc. trwania gatunku
ludzkiego i ponad 2 proc. dotych-
czasowych dziejów historii Polski.
Warto o tym pamiętać, kiedy
patrzymy na to, co się dzieje na
naszych oczach. Często jesteśmy
niecierpliwi i popadamy w znie-
chęcenie, bo oczekiwane przez nas
zmiany społeczne nie nadchodzą
albo postępują – w naszym mnie-
maniu – zbyt wolno. Efektem ta-
kiego myślenia jest zniechęce-
nie, frustracja, wreszcie bierność.
W końcu w nic nie wierzymy,
niczego się nie spodziewany, bo
świat wydaje się ciągle taki, jaki
był, albo nawet gorszy. I na ko-
niec umieramy w poczuciu, że nie
ma już żadnej nadziei na zmianę.
Smak ludzkiego mięsa
Spójrzmy na świat i własne ży-
cie z właściwej perspektywy dzie-
jowej, aby trochę lepiej zrozumieć,
gdzie właściwie wszyscy jesteśmy.
Nabierzmy dystansu do patrzenia
na ludzkość lub Polskę z perspek-
tywy własnego życia, czyli z punktu
widzenia własnego pępka. A więc
do dzieła!
Na początek przyjmijmy pewne
podstawowe założenie. Nie wiado-
mo dokładnie, jak długo trwa nasz
gatunek, ale być może nie będzie
wielkim błędem, jeśli przyjmiemy,
że pojawiliśmy się jakieś 200 tys.
lat temu. Tak podpowiada nam ar-
cheologia. To jakieś 8 tys. pokoleń.
Jak z tej perspektywy wyglądają
takie rzeczy jak wynalazek pis-
ma, początek filozofii, dzieje na-
uki, prawa człowieka, powszechna
edukacja, świeckość itp.?
Nietrudno zauważyć, że ludz-
kość, istniejąc – niby długo – od
owych 8 tys. pokoleń, jest ciągle
w cywilizacyjnych powijakach.
Nasz gatunek cieszy się wynalaz-
kiem pisma od jakichś 5 tys. lat.
To znaczy tyle, że mamy pismo
od mniej więcej 1/4 proc. naszych
dziejów. To tyle co pyłek. A jesz-
cze bardziej wstrząsające jest to,
że wśród naszych Czytelników
są tacy, za których życia znaczą-
ca część populacji w Polsce (1/4
przed drugą wojną światową) była
analfabetami.
Cóż z tego, że prawa człowieka
jako ideologia funkcjonują szerzej
od Wielkiej Rewolucji Francuskiej,
czyli od jakichś 9 pokoleń (tylko
1 promil trwania ludzkości!), sko-
ro do niedawna większość ludzi
nie miała o nich pojęcia. A i te-
raz tzw. zdobycze cywilizacyjne są
często dostępne w bardzo okrojo-
nym zakresie. Czy wiecie – zapy-
tam przy okazji – że wśród ludzi
współczesnych żyją stosunkowo
liczne osoby pamiętające jeszcze
smak ludzkiego mięsa? Nie dlate-
go, że są jakimiś zwyrodnialcami
lub że znaleźli się w ekstremalnych
warunkach, w których kanibalizm
zadecydował o ich przeżyciu. Cho-
dzi o osoby, dla których jedzenie
ludzkiego mięsa stanowiło część
naturalnej diety.
Takie społeczności postkani-
balskie żyją do dziś na Nowej Gwi-
nei i wspominają fronty II wojny
światowej z pewnym rozrzewnie-
niem. Wszak zawsze trafił się jakiś
zabłąkany (lub świeżo zastrzelo-
ny) Japończyk, Australijczyk czy
żołnierz amerykański – dostarczy-
ciel pożywnego białka ludzkiego.
A my się wściekamy, że nam jesz-
cze w Polsce pełna świeckość nie
nastała, że Europa jest znów – po
prospołecznym epizodzie powo-
jennym – mało socjalna. Tymcza-
sem wśród współczesnych ludzi
mamy jeszcze – podstarzałych już
wprawdzie, ale zawsze – najpraw-
dziwszych kanibali! Ludzi epoki
kamienia łupanego. To jest miara
przepaści nie tylko pomiędzy po-
szczególnymi społeczeństwami, ale
także ziejącej w poprzek danego
narodu. Przecież nawet w Polsce
obok ludzi świetnie wykształco-
nych, mamy i takich, dla których
sztuka pisania sprowadza się nie-
mal wyłącznie do podpisania się
i rozpoznawania cyfr na bankno-
tach. Wiem to także dlatego, że
osobiście z takimi przypadkami się
spotkałem. Trudno od tych ostat-
nich oczekiwać umysłowego wyra-
finowania, choć – bądźmy szcze-
rzy – samo wykształcenie też nie
gwarantuje niczego, nie musi też
iść w parze z inteligencją. À pro-
pos analfabetyzmu – mamy w Unii
Europejskiej kraj o ciągle sporym
odsetku analfabetów. To nie jest
Rumunia, o której zapewne wielu
z Was teraz pomyślało. To daw-
ne katolickie mocarstwo – Portu-
galia, która ma jeszcze 10 proc.
mieszkańców nieumiejących czytać
i pisać. Nic chyba dziwnego, że
tzw. cuda fatimskie przytrafiły się
akurat w tym kraju…
Przypomnijmy, że jeszcze za ży-
cia stosunkowo młodych osób nie
wszyscy ludzie mieli równe prawa ze
względu na rasę (RPA, część USA),
a 4 pokolenia temu kobiety w zasa-
dzie wszędzie traktowane były jako
istoty ludzkie jakby umysłowo nie-
dorozwinięte. Nie miały przecież
prawa do studiów wyższych, nie po-
siadały praw wyborczych. W niby
postępowej Francji pełne równo-
uprawnienie płci nastąpiło dopie-
ro w latach 70. XX wieku. Teraz
kobiety w wielu krajach są bardziej
wykształcone niż mężczyźni i lepiej
sobie radzą na rynku pracy. Ale to
wszystko mamy jakby od wczoraj,
a stosunki damsko-męskie są nadal
obciążone niezliczonymi komplek-
sami i uprzedzeniami – wszak dzie-
dzictwo dyskryminacji trwa w ludz-
kich głowach.
Raczkujemy
coraz żwawiej
Jeśli przyjąć, że historia Polski
trwa ponad 1050 lat, czyli ponad 42
pokolenia, to niemal we wszystkich
kwestiach praw człowieka jesteśmy
na początku drogi. Oto garść przy-
kładów. Prawo głosu dla kobiet ist-
nieje od czterech pokoleń (10 proc.
historii naszego społeczeństwa),
prawo do legalnej aborcji istniało
tylko przez czas niec odłuższy od
trwania jednego pokolenia (sic!).
Prawo do rozwodu jest powszech-
nie dostępne zaledwie od późnego
międzywojnia, czyli od trzech po-
koleń. Podobnie niekaralność ho-
moseksualizmu. Prawo do pełnej
wolności sumienia i wyznania
oraz równouprawnienia świa-
topoglądów nie istniało w Pol-
sce właściwie nigdy. Także obec-
nie prawo państwowe faworyzuje
w edukacji i mediach „wartości
chrześcijańskie”, w konstytucji
jest odniesienie do Boga i nakaz
przyjaźni z Watykanem (potrzeba
zawarcia konkordatu). W okresie
PRL z kolei wprawdzie formalnie
była wolność sumienia, ale nie dla
wszystkich – nie dla członków rzą-
dzącej partii, a związki wyznaniowe
miały szereg ograniczeń, na przy-
kład wydawniczych. Generalnie
także, choć z różnym nasileniem,
oficjalnie propagowano światopo-
gląd marksistowsko-leninowski.
Zatem w kwestii zupełnie pod-
stawowych praw jesteśmy czasem
jakby w punkcie „0” albo jeszcze
gorzej (aborcja). I to po z górą
tysiącleciu istnienia państwowości
polskiej! Zatem w sytuacji, w któ-
rej całe ostatnie pokolenie wyrosło
pod presją nasilającej się kleryka-
lizacji, można uznać za niebywały
sukces fakt, że ostatnie 10 lat ozna-
cza przyśpieszone zeświecczenie.
Przypomnijmy, że w okresie mię-
dzywojnia wyznanie było wpisane
do dowodu osobistego, a niektóre
społeczności religijne były urzędo-
wo prześladowane lub ogranicza-
ne. Jeszcze dawniej – za sam fakt
nieochrzczenia dziecka można było
mieć przykre spotkanie z policją,
proces i karę państwową. To było
zaledwie cztery pokolenia temu!
Podobnie było zresztą z pod-
daństwem chłopów, czyli większo-
ści społeczeństwa – chłopstwo nie
miało nawet prawa do wielu wolno-
ści osobistych. Publiczne, bezkar-
ne bicie dorosłych mężczyzn (choć
wynikające z obyczaju, a nie pra-
wa) przez „dziedzica” było spoty-
kane jeszcze w okolicach II wojny
światowej. Trudno od społeczno-
ści wyrosłych w tym duchu ocze-
kiwać szczególnie silnego poczucia
własnej wartości, czy też osobistej
godności i przekonania, że ma się
życie we własnych rękach.
Wszystko przed nami
Zatem nie oglądajmy się, ale
raczej patrzmy do przodu, bo je-
steśmy na samym początku drogi.
Oczywiście, może się nam jako ga-
tunkowi przytrafić to, co dzieje się
czasem z obiecującymi młodzieńca-
mi. Jako nastolatki wsiadają na mo-
tor i zderzają się z drzewem. Mimo
że całe życie było przed nimi, to
szybko się skończyło. Nie wyszli
poza to, że byli bardzo obiecujący.
Podobnie ludzkość, która wyprodu-
kowała tyle śmiercionośnych zaba-
wek i ciągle ma krwawe, brutalne
nawyki, może się sama skutecznie
zniszczyć.
Gdybyśmy ten etap jednak
przetrwali, to naprawdę nie żałuj-
my niczego z przeszłości. Profe-
sor Jerzy Drewnowski zauważył,
że prawdziwej filozofii i strategii
emancypacyjnej jeszcze właściwie
nie wynaleziono – ona jest tylko
w zarysach. Wprawdzie zachodnie
państwo socjalne, które po raz
pierwszy w dziejach świata stwo-
rzyło powszechny dobrobyt, jest
w kryzysie, ale przecież ono ist-
nieje zaledwie od 2 pokoleń. Ma
prawo do zasłabnięć i kryzysów. Na
szczęście jego zasadnicze zręby są
na razie nienaruszone.
Podobnie jest ze świeckoś-
cią i wolnością światopoglądową.
Dopiero zaczynamy! Nie istnieją
w zasadzie jeszcze kraje absolut-
nie świeckie, bo nawet wzorcowa
laicka Francja ma swoją Alzację
i Lotaryngię, gdzie przepisy o roz-
dziale Kościoła i państwa – z przy-
czyn historycznych – częściowo nie
obowiązują. A cóż dopiero powie-
dzieć o innych krajach!
Piszę o tym ku rozwadze wszyst-
kich zniecierpliwionych, którzy już
dzisiaj chcieliby widzieć Polskę
wolną, równoprawną oraz socjalną,
Sejm wolny od klerykałów i świe-
cką szkołę. Przecież jeszcze niemal
przedwczoraj mieliśmy państwowy
terror katolicki i pańszczyznę!
MAREK KRAK
Im dalej posuwamy się w latach, tym większą
mamy skłonność do wyobrażania sobie, że
wszystko, co dobre, wzniosłe i postępowe,
już było. A teraz czeka nas tylko regres,
a w najlepszym przypadku – marne trwanie.
To dopiero
początek
Papuaska kobieta rytualnie okaleczona dla upamiętnienia zmarłych krewnych
16 ZE ŚWIATA Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
NEKROPARTY W SYNAGODZE
Rosyjscy Żydzi pozazdrościli kato-
likom biznesowych sukcesów,
takich chociażby jak ostatnia mini-
sterialna dotacja na Świątynię
Opatrzności Bożej. Okazuje się
jednak, że nie wszystkie pomysły
da się bezpiecznie skopiować.
Rosyjski Kongres Żydów zorga-
nizował wielką imprezę tematyczną
w synagodze na Pokłonnej Górze
w Moskwie i wywołał gigantyczny
międzynarodowy skandal. War-
to wyjaśnić, że Pokłonna Góra to
wielki kompleks zwany parkiem
Zwycięstwa, mieszczący m.in. po-
mnik Zwycięstwa, Centralne Mu-
zeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej
lat 1941–1945, cerkiew, meczet oraz
feralną synagogę, w której mieści
się Muzeum Holokaustu. Otóż kon-
gres zorganizował w niej 20 urodzi-
ny swojego głównego sponsora, czyli
banku PIR. Organizatorzy zadbali,
by na imprezie było smacznie i we-
soło: zrobili grilla, zamówili orkie-
strę oraz morze alkoholu. Pomy-
śleli o wszystkim, m.in. o tym, że
prezentowane w muzeum zdjęcia
wychudzonych więźniów obozów
koncentracyjnych mogą popsuć bie-
siadnikom apetyt. Postanowili więc
zakryć je białymi płachtami. Oka-
zało się jednak, że to nie był naj-
lepszy pomysł, bo te ocenzurowane
zdjęcia wprawiły gości w stan szoku.
Sprawą zainteresowały się rosyjskie
media. Zarówno prawosławni, jak
i Żydzi uznali organizację przyjęcia
urodzinowego w świątyni za „bluź-
nierstwo”. Benny Briskin, szef Ro-
syjskiego Kongresu Żydów, nie ro-
zumie, o co tyle hałasu. W końcu
nie pierwszy raz wynajmował syna-
gogę na rozmaite imprezy, na przy-
kład zorganizował w niej festiwal
jazzowy. Nigdy przedtem nie było
skarg. MZB
HARCERKI BEZ BOGA
Kościół anglikański rozpętał
wojnę z harcerkami, które wyrzu-
ciły Boga ze swej przysięgi.
W zeszłym roku Girlguiding UK,
brytyjski ruch harcerski dziewcząt
z ponadstuletnią tradycją, zamie-
nił fragment tekstu o treści: „Zro-
bię wszystko, by kochać Boga” na:
„Pozostanę wierna swoim przeko-
naniom i będę je rozwijać”. Podob-
nie uczyniła organizacja The Scouts,
zrzeszająca chłopców, co umożli-
wiło ateistom pełne członkostwo
w grupie. Istnieje jednak zasadni-
cza różnica – organizacja męska
daje możliwość dodania odwołania
do Boga do tekstu roty, natomiast
ruch harcerek – nie. Złamanie stu-
letniej tradycji rozsierdziło hierar-
chów Kościoła Anglii.
Wielebny Michael Nazir-Ali,
były biskup Rochester, stanął mu-
rem za grupą harcerek z Harroga-
te, które zbuntowały się i zapowie-
działy stosowanie starej, religijnej
roty przysięgi. Podobnie ksiądz
Brian Hunt, który wyraził zdzi-
wienie, że organizacja mło-
dzieżowa zabiera dziewczętom
możliwość wyboru. W Irlandii
Północnej tamtejszy Kościół
udzielił poparcia buntownicz-
kom. Organizacji Girlguiding
UK realnie zagraża rozłam,
gdyż znaczna liczba drużyn
harcerek wyraziła sprzeciw
wobec decyzji centrali, a jedna
z nich właśnie przechodzi proce-
durę wydalenia z szeregów ruchu.
W lutym nad sprawą ma się po-
chylić Synod Generalny Kościoła
Anglii.
Girlguiding UK, organizacja
zrzeszająca 540 tys. członkiń, prze-
prowadziła w zeszłym roku szero-
kie konsultacje społeczne. Znacząca
większość z 44 tys. ankietowanych
osób wyraziła pogląd, że rezygnacja
z odwołania do Boga będzie mieć
skutek jednoczący grupę oraz bę-
dzie wyrazem szacunku dla dziew-
cząt ze środowisk niereligijnych.
BritG.
SŁOŃCE NA SERCE
Nadciśnienie tętnicze, jeśli nie
jest bardzo duże, może być sku-
tecznie leczone środkami natu-
ralnymi.
Do obniżenia ciśnienia przyczy-
nia się picie herbaty z hibiscusa oraz
soku z buraków. Badacze z uniwer-
sytetów w Edynburgu i Southamp-
ton stwierdzili, że pozytywny wpływ
na ciśnienie krwi ma też światło sło-
neczne. Już 20 minut przebywania
na słońcu powoduje wyraźny spadek
ciśnienia, bo stymuluje wydzielanie
związku chemicznego rozszerzają-
cego naczynia krwionośne. Tłuma-
czy to, dlaczego mieszkańcy krajów
północnych, na przykład Szkoci czy
Skandynawowie, częściej umierają
z powodu chorób serca.
„Jesteśmy zaniepokojeni – mó-
wią naukowcy – częstymi ostrzeże-
niami przed zagrożeniem, jakie sta-
nowi ekspozycja na słońce. Może
ona prowadzić do statystycznie nie-
wielkiej liczby przypadków śmierci
z powodu nowotworu skóry, jed-
nocześnie jednak unikanie słońca
spowoduje znaczniejszy wzrost licz-
by zgonów z powodu ataków serca
i udarów mózgu, które są efektem
nadciśnienia”. CS
RAK W BUTELCE
Napoje gazowane nie mają do-
brej opinii u naukowców. Dotąd
było wiadomo, że można od nich
niebezpiecznie utyć. Teraz wyszło
na jaw, że można także dostać raka.
Stwierdzono, że karmel używa-
ny do nadawania niektórym z tych
napojów brązowego koloru zawie-
ra substancję rakotwórczą o nazwie
4-methylimidazole. Wywołuje ona
nowotwory u myszy laboratoryj-
nych, w związku z czym w Kalifor-
nii wprowadzono prawo nakazujące
producentom napojów zawierają-
cych więcej niż 29 mikrogramów
tego związku umieszczanie ostrze-
żeń na nalepkach. Największą jego
zawartość wykryto w Pepsi: w jed-
nym z testów odnotowano aż 174
mikrogramy. Jej konkurent, Coca-
-Cola, zawiera jej znacznie mniej,
podobnie jak Sprite. CS
TYTONIOWE ZNISZCZENIA
Wiadomo powszechnie, że pale-
nie tytoniu często kończy się
rakiem płuc i przyczynia się do
chorób układu krążenia. Ale to
nie wszystko, niestety…
Amerykańscy naukowcy uzu-
pełnili właśnie listę chorób spowo-
dowanych przez papierosy o kilka
nowych pozycji: cukrzyca, choroba
reumatyczna, impotencja, degene-
racja struktury oka powodująca śle-
potę. Do listy nowotworów katalizo-
wanych paleniem dopisano też raka
wątroby i jelita grubego.
W Stanach minęło właśnie 50
lat od rozpoczęcia kampanii zwal-
czającej palenie. Przyniosła ewiden-
tne efekty. Kiedy ją rozpoczynano
w roku 1964, paliło 42 proc. Ame-
rykanów. Dziś tylko 18 proc. doro-
słych. Ale to wciąż o wiele za dużo,
bo szacuje się, że w tym roku tylko
w Stanach umrze pół miliona lu-
dzi na schorzenia związane z pale-
niem. 5,6 mln nieletnich dziś ludzi
w USA umrze przedwcześnie z po-
wodu papierosów. Od chwili roz-
poczęcia kampanii antynikotynowej
zmarło zbyt szybko 20,8 mln palaczy
– 10 razy więcej niż na wszystkich
wojnach toczonych przez Amerykę.
Zmarło też 2,5 mln ludzi, którzy
nie palili, ale wdychali cudzy dym.
Lansowane od niedawna papierosy
elektroniczne nie są chyba rozwią-
zaniem problemu, bo lekarze mają
obawy co do ich długofalowych kon-
sekwencji zdrowotnych.
Wielu ludzi pali, bo po prostu
nie jest w stanie rzucić nałogu, który
jest równie uzależniający jak kokai-
na. W Stanach właśnie wykryto, że
nie jest to tylko sprawa słabej woli
i braku chęci. Okazuje się, że w la-
tach 1999–2011 producenci papiero-
sów zwiększyli o 15 proc. zawartość
uzależniającej nikotyny. „Młodzi lu-
dzie mogą wpaść w nałóg już po
kilku papierosach” – ostrzega Tho-
mas Land, dyrektor ze stanowego
departamentu zdrowia w Massachu-
setts. Ci, którzy nie są w stanie się
odzwyczaić, umierają średnio 13 lat
wcześniej. ST
ZADŻUMIENI
Wystarczy się im przyjrzeć.
Wyglądają jak w transie lub hip-
nozie – oczy wlepione w ekran,
palce naciskają guziczki. Nic, co
poza ekranem, do nich nie dociera.
Kiedy wreszcie odrywają się,
a właściwie zostaną oderwani od
gry, chodzą sztywnym, chybot-
liwym krokiem lunatyków, mają
szklane oczy, spóźnione reakcje.
Są w innej rzeczywistości – wir-
tualnej. Nie trzeba być psycholo-
giem, by się domyślić, że ta zaba-
wa przekracza granice rozrywki,
że nie może wyjść na zdrowie. Na-
ukowcy to potwierdzają. Właśnie
wypowiedzieli się badacze z kil-
ku światowych uczelni. Kanadyj-
scy badacze z Uniwersytetu On-
tario przeanalizowali odpowiedzi
13–14-latków w kwestii gier kom-
puterowych. Okazało się, że gra
w nie 88 proc., a ponad połowa
– codziennie. Najpopularniej-
sze są gry, w których się zabija,
okalecza, ścina głowy lub tortu-
ruje. Normalny proces kształto-
wania ocen moralnych przebiega
u młodego człowieka w czterech
fazach. Stwierdzono, że u regu-
larnie grających nastolatków ten
proces rozwojowy jest opóźnio-
ny. Wiąże się to z opóźnieniem
całego rozwoju emocjonalnego,
trudnością odróżnienia dobra od
zła. Szwankuje empatia – gracze
nie ufają innym i nie potrafią wi-
dzieć rzeczywistości z ich perspek-
tywy. Mają znacznie ograniczony
kontakt z realnym, zewnętrznym
światem, co pociąga za sobą wiele
szkodliwych konsekwencji.
Uczeni jednego z belgijskich
uniwersytetów dokonali z kolei
innego odkrycia, badając mózgi
graczy. Ich struktura przypomina
mózgi nałogowych hazardzistów,
bo gra w gry komputerowe staje się
nałogiem. Tak jak hazardziści mają
rozbudowany „ośrodek nagrody”
powodujący przyjemne samopoczu-
cie jako nagrodę za określone za-
chowania. Mózgi tych, którzy grają
na komputerze więcej niż 9 godzin
tygodniowo produkują więcej do-
paminy, substancji dającej poczucie
przyjemności. Tak jak u hazardzi-
stów – wydziela się ona niezależnie
od tego, czy wygrywają, czy prze-
grywają: dlatego nie są w stanie
przerwać. U graczy wytwarza się
niebezpieczny mechanizm psycho-
logiczny – są nagradzani dobrym
samopoczuciem, gdy uczestniczą
aktywnie w aktach wirtualnej prze-
mocy. Naukowcy patrzą sceptycz-
nie na twarde zakazy, doradzając
raczej skierowanie uwagi małola-
tów na inne rozrywki. Łatwo po-
wiedzieć... KP
CAŁUJMY SIĘ!
Pisanie o przyjemności całowania
to wyważanie otwartych drzwi.
Lecz informowanie o pożytkach,
w dodatku dla zdrowia, to cał-
kiem inna sprawa.
Amerykańska Academy of
General Dentistry zapewnia, że
całowanie zapobiega ubytkom
w zębach, bo stymuluje wydzielanie
śliny, która chroni zęby niemal tak
dobrze jak ich szczotkowanie. Ślina
zawiera jony mineralne, niwelują-
ce małe ubytki i pęknięcia szkliwa.
Całowanie zwiększa też odczuwa-
nie szczęścia, bo wyzwala wydzie-
lanie do krwi odpowiedzialnych za
jego doznawanie hormonów do-
paminy, serotoniny i oksytocyny.
Całowanie wpływa pozytywnie na
stan… finansów: niemieckie bada-
nia wykazały, że mężowie, którzy
przed wyjściem do pracy otrzymu-
ją namiętne pocałunki żon, zara-
biają więcej pieniędzy niż żegna-
ni chłodno. Całowanie jest także
formą gimnastyki mięśni. Podczas
tego aktu pracuje 30 mięśni twarzy
i karku. W rezultacie skóra nie ob-
wisa, nie robią się zmarszczki i nie
trzeba wydawać majątku na opera-
cję plastyczną. ST
BEZ DZIECI LEPIEJ?
Brytyjski Open University przyno-
si wiadomość złą i co więcej –
głęboko niesłuszną. A nawet
wnerwiającą, zwłaszcza dla
rodziców…
Po przeprowadzeniu badań na
pięciu tysiącach ludzi badacze do-
szli do wniosku, że bezdzietne ko-
biety i mężczyźni mają bardziej sa-
tysfakcjonujące relacje z życiowymi
partnerami niż obciążeni (uszczęśli-
wieni?) potomstwem. Są też wyżej
cenieni przez partnera. Ta konsta-
tacja dotyczy wszystkich – niezależ-
nie od wieku, statusu, wykształcenia
i orientacji seksualnej. Jednocześnie
jednak matki twierdzą, że są szczęś-
liwsze niż kobiety bezdzietne. Dwu-
krotnie częściej niż ojcowie twier-
dzą, że najważniejszą osobą w ich
życiu jest dziecko. Dla panów naj-
ważniejsza jest partnerka... PZ
17KOŚCIÓŁ POWSZEDNINr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Ręka w rękę z nimi idzie sprzeciw i oburzenie wo-
bec propozycji ustawodawczych, które charakteryzuje
powiew zdrowego rozsądku. Wprawdzie w USA nie zda-
rzają się parlamentarne zadymy wywołane wieszaniem
krzyży w Kongresie lub ustanawianiem Boga wszech-
mogącego królem Ameryki, ale nie znaczy to, że za
oceanem brakuje fantazji.
Ci kongresmeni stanowi w Ohio, którzy zaliczają
się do gatunku homo sapiens z naciskiem na to drugie
słowo, uchwalili prawo zakazujące łgania w reklamach
podczas kampanii politycznych. Liczba kłamstw rośnie
zastraszająco, jest ich coraz więcej w każdej kampa-
nii przedwyborczej. Są z reguły zuchwałe, bezczelne
i kompletnie bezkarne. Nawet jeśli polityk, którego
umazano kłamliwym pomówieniem przedwyborczym,
wytoczy sprawę w sądzie i wygra – jest po herbacie.
Oszczerstwo dotarło do wyborcy i zrobiło swą brudną
robotę elekcyjną.
Ustawa egzekwująca prawdomówność wywoła-
ła oburzenie, protest i natychmiastową reakcję dwu
ugrupowań politycznych. Trzeba dodawać, że prawico-
wych? Ustawa gwałci Pierwszą Poprawkę do konsty-
tucji, gwarantującą wolność wypowiedzi! – rozległ się
wrzask z amerykańskich okopów św. Trójcy. Nożyce
odezwały się bezbłędnie, bo to właśnie republikań-
sko-konserwatywna propaganda rutynowo posługu-
je się kłamstwem i pomówieniem, by przechwycić
władzę. Dwa ugrupowania wystąpiły do najwyższe-
go stanowego sądu z żądaniem anulowania ustawy.
Mają argumenty. Najmocniejszy jest taki: teraz boimy
się kłamać, bo inna grupa prawicowa została przy-
łapana na kłamstwie i to jest nie fair. 11 stycznia
Sąd Najwyższy Ohio oświadczył, że przyjmuje sprawę
do rozpatrzenia. Znając historię jego wcześniejszych
werdyktów (jest okupowany przez konserwę), entu-
zjaści prawdy kampanijnej mają podstawy do obaw,
że zakaz kłamania zostanie uznany za sprzeczny
z konstytucją.
Nie zasypiają gruszek w popiele legislatorzy z Ari-
zony – stanu, gdzie konserwatywny zamordyzm ma wy-
miary patologiczne. Republikańscy kongresmeni w tym
stanie są na finiszu forsowania ustawy legalizującej
prawnie dyskryminację nie tylko homoseksualistów,
ale także niezamężnych panien i niechrześcijan. Inicja-
tor ustawy, senator republikański Steve Yarborough,
utrzymuje, że jest ona niezbędnym uzupełnieniem i po-
twierdzeniem wolności religijnej. Asumptem i inspiracją
ustawy stała się potrzeba chronienia wolności religijnej
cukierników i fotografów. Została ona brutalnie po-
gwałcona, gdy „lewacki i ateistyczny” sąd wydał wyrok,
że nie mogą oni odmawiać sprzedaży tortów na śluby
par jednopłciowych ani pokazywać wała w odpowiedzi
na propozycję zrobienia im fotki na ślubnym kobiercu.
Jeśli ustawa stanie się prawem, to triumfować będą
nie tylko pobożni cukiernicy i fotografowie, ale także
właściciele moteli – koniec z wynajmowaniem pokoi
parom bez ślubu.
Może te amerykańskie akcje nie mają śmiałego
wymiaru Macierewiczowskiego tupolewa, ale pokazują,
że ideowi pobratymcy zza Atlantyku też nieźle potra-
fią odfrunąć na drugi krąg. Świry wszystkich krajów…
Kuba Podżegacz
Czego chcą wierni?
Do sądu za nawrócenie
Interesujące wyniki przyniosła tzw. ankieta Franciszka rozesłana
do kilku Kościołów w Europie. Papież pytał wiernych, czego
oczekują od współczesnego Kościoła.
Ankiety zebrali biskupi. Du-
chowni belgijscy podsumowa-
li, że tamtejsi katolicy oczekują,
aby Kościół otworzył swe podwo-
je dla wszystkich łącznie z osoba-
mi rozwiedzionymi i homoseksu-
alistami. Wierni z Luksemburga
uważają, że Kościół, czyli kler,
jest niekompetentny, jeśli idzie
o problemy w życiu rodzinnym.
Niemiecki episkopat zwraca uwa-
gę, że istnieje zbyt duży dystans
pomiędzy instytucją, jego nauką,
a takimi sprawami jak seks przed
ślubem, kontrola narodzin czy an-
tykoncepcja. Odmowę udzielania
sakramentów dla rozwiedzionych
uważa się tam za „nieusprawied-
liwioną dyskryminację”. Kościół
w Szwajcarii natomiast akcentu-
je, by rozwiedzionych dopuścić
do sakramentu komunii. Ponadto
60 procent tamtejszych katolików
uważa, że Kościół winien uznać
związki homoseksualne.
  
Podobną sondę przeprowadzi-
ła wśród katolików w wielu krajach
hiszpańskojęzyczna telewizja Uni-
vision z USA. Jej wyniki są nie
mniej zatrważające dla hierarchów
niż efekty ankiety papieskiej, bo
dowodzą, że nauczanie Kościo-
ła jest powszechnie lekceważone
przez katolików świeckich. Na
przykład w Ameryce Łacińskiej,
Hiszpanii i Francji ponad 90 proc.
katolików popiera stosowanie an-
tykoncepcji. Tylko mniejszość (od
19 do 30 proc.) zgadza się na dys-
kryminację rozwiedzionych. Więk-
szość także chce zniesienia celi-
batu – we Francji nawet 86 proc.
wiernych. We Francji i Hiszpanii
– około 80 proc. wiernych chcia-
łoby widzieć kobiety na stanowi-
skach duchownych.
Jeśli wspomniane proce-
sy będą postępować, to wkrótce
zwolennicy dogmatów i linii Wa-
tykanu będą wśród katolików sta-
nowić odsetek na poziomie błę-
du statystycznego. Czy to będzie
oznaczało koniec tej opresyjnej
i irracjonalnej dyktatury?
MZ, MaK
WWielkiej Brytanii dojdzie do ciekawego procesu – pozwanym
jest lider Kościoła mormońskiego Thomas Monson. Zarzuca
mu się głoszenie kłamstw w celu osiągnięcia korzyści majątkowych.
Pozew wystosował Tom Phi-
lips – były biskup tego Kościo-
ła, który dziś prowadzi portal
internetowy krytykujący mormo-
nów. Zgłosiło się do niego dwu
byłych wiernych, Stephen Bloor
i Christopher Ralph, którzy „zo-
stali oszukani” przez rezydujących
w Wielkiej Brytanii mormońskich
misjonarzy. W ramach głoszenia
doktryny swojego Kościoła mor-
moni przekonali ich, że Księgę Ab-
rahama przetłumaczył mormoński
prorok John Smith; że amerykań-
scy Indianie są potomkami Izraeli-
tów, a człowiek żyje na Ziemi od
około 6 tys. lat i każdy z nas ma
wspólnego praprzodka – Adama
i Ewę. Dodatkowo, na podstawie
uznania tych twierdzeń, pokrzyw-
dzeni – już po nawróceniu – zostali
przymuszeni do płacenia składki
na Kościół w wysokości 10 proc.
ich dochodów.
Jakkolwiek wydaje się mało
prawdopodobne, aby mieszkający
w USA Monson zechciał pofaty-
gować się do Wielkiej Brytanii na
rozprawę, to jednak pozew wyglą-
da na poważny, a opiera się na
ustawie obowiązującej na Wyspach
od 2006 r. Sąd może więc skazać
oskarżonego na 10 lat więzienia za
uzyskanie korzyści finansowej na
podstawie fałszywych twierdzeń.
Strona pozywająca ma nadzieję,
że w sądzie stawią się przynajmniej
brytyjscy liderzy Kościoła i podej-
mą się obrony prawdziwości swych
dogmatów.
Gdyby udało się udowodnić li-
derom Kościoła winę oszukiwania,
stworzyłoby to bezprecedensową
sytuację. Przecież nie tylko Koś-
ciół mormonów zbija majątek na
rozpowszechnianiu „prawd wiary”
o wątpliwej wiarygodności...
BritG.
Podobne instytucje. Dwa krańce
świata. Te same metody, iden-
tyczny sadyzm i bestialstwo. Ten
sam deklaratywny związek
z Bogiem.
Rządowa komisja badająca prze-
stępstwa ludzi Kościoła w Australii
ma obecnie na tapecie 4 domy po-
prawcze prowadzone przez Armię
Zbawienia w latach 1966–1977. To,
co tam wyprawiano, było absolutnie
sprzeczne z poprawianiem, a spraw-
cy nie ponieśli żadnej odpowiedzial-
ności. Jedyna nadzieja, że nie zo-
staną zbawieni. Piątka oskarżonych
nokautowała dzieci ciosami pięści,
rzucała nimi o ściany, biła rózgami
i kijami. Lawrence Wilson gwałcił
podopiecznych doodbytniczo. Kiedy
wpadł w szał, toczył pianę z pyska.
Dzieci bywały tak głodne, że jadły
trawę. Jedno za ucieczkę ukarano
wsadzeniem gumowego węża do
odbytu i zamknięciem na tydzień
w klatce na werandzie. Ofiary były
przypalane papierosami, wlewano
im do gardła gospodarcze płyny
do odkażania, zmuszano do zjada-
nia wymiocin, do seksu oralnego.
Rzecznik Armii Zbawienia mówi
dziś, że jego instytucja wyraża głę-
boki żal. Ofiarom wypłacono od-
szkodowania – od 50 do 100 tys.
dolarów.
Irlandia Północna. Domy po-
prawcze; państwo powierzyło ich
prowadzenie zakonom katolickim.
Obiekty prowadzone przez zakon
sióstr nazaretanek cieszyły się naj-
gorszą sławą. To było jak gułag
albo obóz koncentracyjny – mó-
wią „wychowankowie”. Donegal
został zgwałcony przez zakonnicę,
gdy miał 6 lat. Inne dzieci gwałcili
odwiedzający dom księża. Wszyst-
kie były maszynami do katorżni-
czej pracy i modlitwy. O żadnej
szkole nie było mowy. Kąpano je,
oblewając płynem do odkażania
obiektów gospodarczych, co po-
równuje się z cyklonem B. Na-
zaretanki przysłały komisji prze-
prosiny, ale odszkodowania płacą
podatnicy. Siostra z kierownictwa
nazaretanek wyjaśnia, że zakon-
nice były zapracowane i przemę-
czone, więc miały prawo stracić
cierpliwość i postąpić niewłaści-
wie. „Siostry zawsze starały się za-
pewniać podopiecznym najlepszą
opiekę i najlepsze warunki, jakie
się dało” – zapewnia. CS
Pobożne piekło
Porąbani o świcie
Identycznie jak w Polsce (świry
wszystkich krajów, łączcie się!)
konserwatywna prawica w Stanach
Zjednoczonych jest niewyczerpaną
krynicą szurniętych inicjatyw
legislacyjnych.
Steve Yarborough
18 CZYTELNICY DO PIÓR Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Jestem kobietą z osiemnastolet-
nim stażem małżeńskim. Sześć lat
temu nasze zainteresowanie religią
i światopoglądem rozdzieliło nas na
stronę prawą i lewą. W takim mał-
żeństwie od tamtej pory trwamy.
Wcześniej byliśmy niepraktykują-
cymi chrześcijanami, niezajmujący-
mi się na co dzień religią. Tak jak
większość nie zastanawialiśmy się,
czy wierzymy w Boga. Mąż wywodzi
się ze środowiska prawosławnego,
a ja zostałam ochrzczona w Koś-
ciele katolickim.
Nie było między nami nigdy
spięć na tle religijnym lub na ideo-
logicznym. Mąż jednak wykazywał
zainteresowanie antysemityzmem,
którym próbował zarazić i mnie.
Czytał książki antysemickie i na-
cjonalistyczne pisane przez histo-
ryka, adwokata nacjonalistę i pró-
bował udowodnić mi, że całe zło,
które dzieje się na świecie i w kra-
ju, to sprawa Żydów i komunistów.
Powoli i ja stawałam się antysemit-
ką, nacjonalistką – mało brakowało,
a przeciągnąłby mnie całkowicie na
swoją stronę. Jednak poprzez naby-
tą w dzieciństwie ciekawość i do-
ciekliwość na czas wyzwoliłam się
od wszelkich stereotypów i anty-
patii. Po wielo-, wielomiesięcznej
weryfikacji, czytaniu różnych ksią-
żek – od filozoficznych, historycz-
nych, naukowych, powieściowych,
po religijne, po doszukiwaniu się
przyczyn sporów etnicznych i na ko-
niec po wielu dogłębnych przemy-
śleniach – doszłam do wniosku, że
nic nie wygląda tak, jak to przed-
stawia mój małżonek i autor jego
książek. Stałam się kobietą wolną
od uprzedzeń.
Od tego momentu zaczęłam
stawiać opór irracjonalnym tezom
i półprawdom, jakimi posługiwał się
nieświadomie mój mąż. Zaczęła się
wojna światopoglądowa i gdybym
nie ocknęła się na czas, gdybym
nie zmieniła swojego postępowa-
nia, konflikt ten doprowadziłby do
rozwodu. Mój małżonek, zagorzały
megaloman narodowy, prawie szo-
winista, antysemita, konserwatysta,
zwolennik teorii spiskowych i prze-
sadnie wierzący, i ja, liberałka, femi-
nistka i ateistka, a pośrodku trójka
naszych ledwie nastoletnich dzieci,
które musiałam chronić przed in-
doktrynacją religijną i ideologiczną
męża. Chronię je nadal, podając im
racjonalne argumenty i przedsta-
wiając sprawy w sposób rozumny
– w przeciwieństwie do tych, które
podaje im ich ojciec.
Napiszę tak – ogólnie jest bar-
dzo trudno utrzymać taki związek
w szyku i harmonii. Konflikty na tle
religijnym i ideologicznym, mniej-
sze czy większe, zawsze będą w nim
istnieć. Jak nie ma obustronnej wy-
rozumiałości i poszanowania dla in-
nego światopoglądu, to obojętne,
co pozytywnego by jedna ze stron
robiła – taka niezgoda w każdej
chwili może doprowadzić do roz-
padu związku. Moja recepta, wy-
nikająca z osobistych przeżyć, jest
następująca: jeśli współmałżonek
jest nachalny i natrętny w swoich
światopoglądowych wypowiedziach,
chce być zawsze górą, narzucając
wciąż uporczywie swoją wiarę czy
ideologię innym domownikom, i je-
śli nie da się z nim normalnie dys-
kutować, to najlepiej jest nie wda-
wać się w żadną polemikę. Dla
dobra swojego i dobra dzieci należy
unikać rozmów i dyskusji na tema-
ty sporne dla obu stron, gdyż one
prawie zawsze prowadzą do awan-
tur domowych, a te z kolei do in-
nych problemów małżeńskich, gdzie
niepotrzebnie świadkami starć ro-
dziców są właśnie dzieci. Jeśli taka
osoba dalej zawzięcie nalega, to
pozostaje tylko przytakiwanie jej,
nie dając się zarazem sprowokować
i wciągnąć w wymianę poglądów.
Na początku jest trudno po-
wstrzymać się od wszelkich reak-
cji, ale to kwestia dojrzałości emo-
cjonalnej i czasu oraz pogodzenia
się ze zmienionymi relacjami oboj-
ga partnerów. Celem jest wprowa-
dzenie równowagi i zgody w domu.
Rozmawiać powinno się tylko na
tematy neutralne – takie, które
mają łączyć, a nie dzielić, oma-
wiać problemy dotyczące spraw
osobistych, rodzinnych, dzieci,
znajomych, lub pracy, może sztu-
ki. Druga strona też musi to przyjąć
do świadomości. Często w trakcie
omawiania neutralnego bezstron-
nego tematu może wedrzeć się do
rozmowy problem światopoglą-
dowy i w takim przypadku trzeba
dyskretnie go z dyskusji wyłączyć.
Inaczej postąpić nie można, jeśli
chce się razem żyć.
W moim przypadku ta metoda
skutkuje. Na początku moje nowe
zachowanie wywoływało u małżon-
ka złość, ale moje opancerzenie
i brak reakcji z mojej strony na
wszelkie prowokacje nie dawały
mu podstaw do wszczęcia kłótni.
Najgorsze mam za sobą, ale nadal
stosuję tę strategię, gdyż małżo-
nek przyzwyczaił się wprawdzie do
mojego nowego zachowania wzglę-
dem niego, ale on pozostał taki
sam – skory w każdej chwili zrobić
z igły widły, czeka tylko na naj-
mniejszą okazję, której staram się
mu nie dawać. Tak więc stabil-
ność w domu zależy wyłącznie
ode mnie.
Może moja taktyka przyda się
Słuchaczowi, a może inni Słucha-
cze i Czytelnicy w podobnej sy-
tuacji mają lepsze pomysły i do-
świadczenia, które i ja chętnie bym
wypróbowała… Katarzyna
Trudne
związki
Jak zamieścić bezpłatne ogłoszenie?
Do listu z własnym anonsem (krótki i czytelny)
należy dołączyć znaczek pocztowy (luzem) za
1,60 zł i wysłać na nasz adres z dopiskiem
„Anons”.
Jak odpowiedzieć na ogłoszenie?
1. Wybierz ofertę(y), na którą(e) chcesz
odpowiedzieć.
2. Napisz czytelny list z odpowiedzią i podaj
swój adres (lub e-mail).
3. List włóż do koperty, zaklej ją, a w miej-
scu na znaczek wpisz numer oferty, na którą
odpowiadasz.
4. Kopertę tę wraz ze znaczkiem za 1,60 zł
(liczba znaczków musi odpowiadać liczbie
odpowiedzi) włóż do większej koperty i wy-
ślij na nasz adres. Oferty bez załączonych
znaczków (luzem) nie będą przekazywane
adresatom.
Pani pozna Pana
Sympatyczna, z poczuciem humoru, 64-letnia czy-
telniczka „FiM”, puszysta, stanu wolnego, pozna
Pana bez rażących nałogów w celu wspólnego
przeżycia drugiej połowy życia. Legnica (1/a/8)
Dokąd idziesz, idę przez dolinę miłości, szukać
drogi sprawiedliwości. Czy ją znajdę, czas poka-
że. Będę szukać. Całe życie szukam i nie mogę
znaleźć. Mam nadzieję, że znajdę i będę szczęś-
liwa. Poznam odpowiednią osobę do lat 75.
Katowice (2/a/8)
Samotna 77-latka, warszawianka o podlasko-
-nadburzańskich korzeniach, wyznawczyni „FiM”
od ich zarania, pozna niezależnego, kulturalnego,
uczciwego Pana o podobnym „wyznaniu”. Sie-
miatycze (3/a/8)
Wolna 73-latka, prawdopodobnie przystojna,
szczupła ateistka z wadami i zaletami, wykształ-
cona i pogodna, bez nałogów, pozna tylko wolne-
go Pana ze Śląska, bezkonfliktowego, przyjaciela
na dobre i złe (4/a/8)
Wdowa, 64 l., niezależna finansowo i mieszka-
niowo, średniego wzrostu, bez nałogów, pozna
Pana dobrego serca i w odpowiednim wieku.
Woj. łódzkie (5/a/8)
Pan pozna Panią
Samotny 61-latek, renta inwalidzka (po tracheo-
tomii, mówię szeptem), sprawny fizycznie, niepa-
lący, uczynny, szczery (hobby: malowanie obra-
zów, rower, romantyczna muzyka, wędrówki po
górach), pozna Panią w wieku 55–60, szczupłą,
życzliwą, opiekuńczą przyjaciółkę na resztę ży-
cia, z poglądami zbliżonymi do „FiM”. Majętność
nie odgrywa roli, najważniejsze jest serce. Będę
wdzięczny, jeśli będę mógł zamieszkać u Pani.
Woj. lubuskie (1/b/8)
Niezależny finansowo 61-latek, rencista,
własny dom, pozna Panią, która go pokocha
i z nim zamieszka. Woj. warmińsko-mazurskie
(2/b/8)
Emeryt, 72/164/80, spokojny domator, bez na-
łogów, bez mieszkania, pozna Panią do lat 80,
nie materialistkę, nie fanatyczkę religijną. Cel po-
ważny, łącznie z małżeństwem. Woj. kujawsko-
-pomorskie (3/b/8)
Wolny emeryt, 75/160/70, pozna Panią stanu
wolnego, materialnie niezależną, kurpulentną,
w odpowiednim wieku. Szklarska Poręba (4/b/8)
Poznam Panią do lat 40, na dobre i złe, w spadku
ofiaruję mieszkanie. Woj. świętokrzyskie (5/b/8)
Samotny 40-latek, młody duchem, 188 cm wzro-
stu, z poczuciem humoru, obecnie w ZK Płock,
pozna Panią w wieku 26–45 lat, z którą stworzy
związek oparty na prawdziwej miłości. Płock (6/b/8)
Mężczyzna koło 50., wykształcenie humanistycz-
ne, natura wyrozumiała i czuła, typ sentymen-
talno-romantyczny, pozna Panią, którą pokocha
z wzajemnością, więc oferty wyłącznie poważne.
Woj. śląskie (7/b/8)
Inne
Ateista, germanista, wiek średni, przejściowo
zamieszkały w Brzegu Dolnym koło Wrocławia,
szuka przyjaciół wszystkich płci z obszaru języka
niemieckiego (1/c/8)
Czy wśród czytelników „FiM” znajdzie się życz-
liwy prawnik, który gratis zostanie prawnym
opiekunem rencisty, który z powodu choroby
łatwo ulega manipulacji? Szczecin (2/c/8)
Chciałabym się odnieść do wypowiedzi Słuchacza
Radia „FiM”, który w jednej z audycji zwrócił się
z pytaniem o to, jak zapobiec rozpadowi
małżeństwa ateistyczno-religijnego.
Chyba mogłabym udzielić rady.
Nasz Czytelnik Pan Michał pozdrawia
z rezerwatu żółwi olbrzymich w Zan­
zibarze
19SZKIEŁKO I OKONr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Skromne: przepraszam
Katooszołom Ryszard Legutko
opublikował w „Gazecie Wyborczej”
i „Gazecie Wrocławskiej” przepro-
siny za nazwanie Zuzanny Niemier
i Tomasza Chabinki „rozwydrzony-
mi smarkaczami”. Ci dzielni, młodzi
ludzie w 2009 roku jako maturzy-
ści zażądali usunięcia krzyży katoli-
ckich z wrocławskiej szkoły, do której
uczęszczali. Wobec nich ciężkie dzia-
ła wytoczyła skrajna, radiomaryjna
prawica, dowodzona przez Legutkę
właśnie. Młodzi stawili czoła dewo-
tom, nie odpuścili radiomaryjnemu
politykowi i wygrali. Wyrok sądu
jest łagodny. Dlaczego radiomaryjny
profesor nie został zmuszony do za-
mieszczenia przeprosin w katolickiej
prasie, na portalach sączących jad dla
przygłupawych czytelników? Dlacze-
go nie odczyta ich w TV Trwam czy
w Radiu Maryja? Skromne te prze-
prosiny, od których zresztą Legutko
migał się jak mógł. Nadzieja, że ten
pisowski spec od nauki zrozumiał, że
publiczne głoszenie kłamstw i obraża-
nie ludzi o innym niż katolicki świa-
topoglądzie nie popłaca. Rozwydrze-
ni smarkacze? Bzdura! To świadomi,
rozumni i bez obaw wyrażający swoje
zdanie obywatele polscy. Nie zdjęli
cichcem (w Polsce krzyże na ścianach
zawieszane są w taki właśnie sposób)
krzyża, lecz zasugerowali, by symbol
religii katolickiej ze ściany zdjąć. Czy
podjął ktoś z nimi merytoryczną dys-
kusję? Nie! Zorganizowano ustaw-
kę, która nie miała nic wspólnego
z debatą, a na zakończenie katolicki
ksiądz wręczył maturzystom pluszo-
wego misia i pistolety zabawki. Gdy-
bym spotkał klechę na ulicy, to zapy-
tałbym, czy dla wieszających krzyże
ma przygotowane wiaderka i łopatki
do zabawy w piaskownicy?
Paweł Krysiński
Obiecanki cacanki
Prezes Jarosław Kaczyński ogło-
sił, co zamierza zrobić, jak dojdzie
do władzy. Przedstawiony program
przewiduje między innymi zlikwi-
dowanie NFZ, powrót do 8-letniej
szkoły podstawowej i 4-letniego li-
ceum, przywrócenie wieku emerytal-
nego 65 lat dla mężczyzn i 60 lat dla
kobiet, odbudowa przemysłu, a tym
samym zmniejszenie bezrobocia,
jak również zatrudnienie w każdej
szkole stomatologa. Są to postulaty
na pewno zgodne z oczekiwaniami
większości obywateli, którzy mają
już dość służby zdrowia, bezrobocia
i ciągłych eksperymentów w szkolni-
ctwie itp. Warto przypomnieć entu-
zjastom tego programu, że obiecanki
Jarosława Kaczyńskiego nie mają po-
krycia w rzeczywistości. Swego cza-
su zarzekał się, że dopóki Lech Ka-
czyński będzie prezydentem, to nie
ma mowy, aby on został premierem.
Obiecywał też wybudowanie trzech
milionów mieszkań... Podobnie bę-
dzie, gdy dojdzie do władzy, czego
nie można wykluczyć. Przedstawiony
program jest zwykłą kiełbasą wybor-
czą, która ma na celu uzyskanie jak
największego poparcia. Jednego tylko
można być pewnym, że prezes, będąc
już przy władzy, na pewno zacznie bu-
dować nie domy, ale muzea i inne in-
stytucje kulturalne, których – jak był
łaskaw powiedzieć – jest stanowczo
za mało. Wskazane jest z pewnością
utworzenie jeszcze kilku lub kilkuna-
stu izb pamięci JPII, który niebawem
zostanie świętym. Można pomyśleć
o budowie pomnika Kuklińskiego –
wzorowego patrioty. Ivo
Katolik na obczyźnie
Mam za sobą małą przygodę. To,
co katolicy wyprawiają w Anglii, to się
w pale nie mieści – zdrady i imprezy
na okrągło – może dlatego, że nikt ich
tam nie zna i mają kasę, więc robią,
co chcą. Ale najgorsze jest to, że co
niedzielę ze złożonymi rączkami lecą
do kościoła i gorliwie się modlą. Bo
jak to? Ja, Polak, mam nie chodzić
do kościoła?! Co pomyślą inni, szcze-
gólnie w tak małej społeczności – Po-
lonia?! Modlitwa modlitwą, a potem
jest wielka impreza: chlanie, ćpanie
itp. i mają w tyłku kościół i swojego
bożka. Po co taka obłuda? Pamiętam,
jaką konsternację wywołało, kiedy
powiedziałem znajomym, że jestem
ateistą. Ludzie, jak chcecie robić to,
co robicie, to róbcie, ale nie udawaj-
cie, że Bóg jest waszym przyjacielem
od imprezy do imprezy.
Zbigniew z Torunia
Czas na protesty
W książce „Szachinszach” Ry-
szard Kapuściński napisał: „Potrzeb-
na jest świadomość biedy, świadomość
ucisku, przekonanie, że bieda i ucisk
nie są naturalnym porządkiem świa-
ta”. Cytat ten dotyczył Iranu i walki
Irańczyków o obalenie szacha. Szacha
obalili, ale do władzy doszedł ajatol-
lah Chomeini, czyli Irańczycy spadli
z deszczu pod rynnę.
W Polsce obecnie też mamy bie-
dę i kapitalistyczny ucisk, dlatego nie
powinniśmy się na taką sytuację po-
kornie godzić. Najwyższy już czas
– nie ma na co dłużej czekać, żeby
podjąć walkę o lepszy byt w Polsce
dla wszystkich obywateli, a nie tyl-
ko wybrańców. Drogą ewolucyjną do
lepszej sytuacji nie dojdziemy, o czym
świadczy minione 25 lat od obalenia
komuny.
Potrzebne są ostre protesty i po-
wiedzenie DOŚĆ propagandzie suk-
cesu Tuska. Polsce potrzebna jest
porządna socjaldemokracja na
wzór szwedzki, która obejmie wła-
dze i zrobi reformy, aby z pracy
rąk i głów móc godnie żyć. Skłóce-
ni Miller i Palikot tego nie zrobią.
Polski indywidualizm jest tego przy-
czyną. Ludzie, obudźcie się! Czas na
protesty już nadszedł.
Waldemar Szydłowski, Gdańsk
www.bezboga.pl
Nie rozumiem…
Dlaczego nie możemy się do-
czekać zmiany prawa kanonicznego
albo jakiejś ustawy o statusie praw-
nym Kościoła katolickiego w Polsce?
Czy nie może być tak, jak chociażby
w Danii, gdzie Kościół funkcjonuje
na zasadzie stowarzyszenia i nie rzą-
dzi państwem? Dlaczego w Polsce
zawsze było pod górkę? Nawet akt
apostazji jest niezwykle długotrwa-
łą procedurą – a przecież mogło-
by być tak: nie wierzę w Boga lub
zmieniłem wyznanie, jestem dorosły
i proszę o wykreślenie mnie z tych
śmiesznych ksiąg kościelnych, i do
widzenia. Dlaczego klechy pozwa-
lają sobie na coraz więcej i czują
się bezkarnie, a ewentualną karą
jest przeniesienie ich do innej pa-
rafii lub do stanu świeckiego? Bo
zagorzałe mohery potrafiłyby zabić
kogoś, kto mówi źle o klechach?
Kler zaczął akcję gender, bo chce
odwrócić uwagę od afer pedofilii
w Kościele. Dlaczego w szkołach
jest religia zamiast dużo bardziej
przydatnej etyki, którą można wy-
korzystać w życiu? Dlaczego prze-
brzydła baba w okularach zza
sejmowego mikrofonu wygaduje
bzdety o jałowych związkach? Dla-
czego opieka medyczna w naszym
kraju jest tak kiepska, a terminy na
zabiegi i operacje tak długie? – Nie
masz pieniędzy na prywatne lecze-
nie, to umieraj na ulicy. Dlaczego
jest tak duże bezrobocie, a ludzie
muszą szukać kawałka chleba za
granicą, podczas gdy miliony zło-
tych są fundowane kościelnej ście-
mie? Dlaczego jak kobieta usunie
ciążę z powodu gwałtu albo ciąża
zagraża zdrowiu kobiety, to katolic-
cy dziennikarze nazywają ją dziwką?
Dlaczego partie o lewicowym cha-
rakterze nie są dopuszczane do gło-
su, a ich projekty są odkładane na
bok? Dlaczego nikt nie chce słuchać
ludzi, którzy mają coś mądrego do
powiedzenia i zrobienia? Dlaczego
mamy mieć wybór między Tuskiem
a Kaczyńskim? Dlaczego niektórzy
nie chcą uświadomić sobie tego, że
po tych zmianach w Polsce byłoby
lepiej? Zbigniew z Torunia
Partia, ale jaka?!
Po reformacji w 1989 roku lewica
została rozproszona na drobne ugru-
powania. Trzeba było czasu, aby się
one dogadały. Wiemy, że duży może
więcej, dlatego też potrzebne jest
w kraju silne lewicowe ugrupowanie.
W swoich artykułach Roman Kotliń-
ski nawoływał, aby wsiąść do pociągu
stojącego na peronie. Zgadzam się
z nim całkowicie, że każdy popełnia
błędy. Błędy popełnione nieświado-
mie można jakoś wybaczyć, ale te
robione ze świadomością stoją ością
w gardle. Taką ość od wyborów do
parlamentu mamy w okręgu nr 18.
Zwróciłem się do pana Palikota, aby
wpłynął na pana Leona K. zmienia-
jącego kolejność nazwisk na liście
wyborczej. Jak się okazało, miałem
100-procentową RACJĘ; pan, który
zdobył mandat, odszedł, „wypiął” się
na Partię i jej program, ale… w partii
pozostał. Teraz, kiedy połączyliśmy
siły, nie mamy swojego przedstawi-
ciela w polskim parlamencie. Dla-
tego nie mamy pomieszczenia na
spotkania i działalność. Kiedy zor-
ganizowałem spotkanie, przyszła do-
słownie „garstka” osób, które jeszcze
chcą działać. Zastanawiam się, czy
tak ma wyglądać zjednoczona lewi-
ca??? Czy człowiek, który doprowa-
dził do rozbicia partii, powinien być
dalej jej członkiem? Jestem człowie-
kiem lewicy „od zawsze”, uczestni-
czyłem w szkoleniach prowadzonych
przez lewicę francuską i niemiecką.
Ze swojego doświadczenia wiem,
że partia powinna być budowana
od podstaw. Silne fundamenty dają
poczucie stabilizacji partyjnej. Czło-
wiek, który prowadzi krecią robo-
tę, nie zasługuje, aby znajdować się
w jej szeregach.
Marian Kozak, Siedlce
Cuda na kiju
Chciałbym się odnieść do tekstu
Marka Kraka o popularnych w XX
wieku pseudoproroctwach („Dzi-
wy spod kruchty” – „FiM” 6/2014),
w które w Polsce wierzyły miliony
ludzi. Otóż wierzy się w nie nadal!
Kiedy wydarzy się coś spektakular-
nego na świecie, moi bardzo religijni
i katoliccy rodzice mają w zwyczaju
mówić: „To już zapowiadała Królo-
wa z Saby” albo przeciwnie – mó-
wią: „Tego nawet Michalda nie prze-
widziała”. Ale to nie wszystko! Pod
wpływem tych „proroctw” moi rodzi-
ce wierzą także, że „Polska będzie od
morza do morza”, stanie się potęgą,
a nawet zbawi świat! Zatem naiwna
bajka puszczona w obieg przed stu-
leciem żyje własnym życiem i wciąż
znajduje wyznawców.
Kamil z Bełchatowa
Pornograficzne „FiM”
Kupując 15 lutego 2014 r. naj-
nowszy numer „Faktów i Mitów”
w legnickim Kauflandzie przy ul.
Iwaszkiewicza, przeżyłem ciekawą
przygodę. Otóż pani przy kasie po
zeskanowaniu kodu paskowego gaze-
ty zaczęła się śmiać i zapytała mnie,
czy mam ukończone 18 lat.
Mam ukończone znacznie wię-
cej lat, więc nie tylko pani kasjerka
śmiała się z pytania, które ukazało
się w komputerze kasowym. Zrobiło
mi się głupio, bo ludzie obok pomy-
śleli, że kupuję gazetę pornograficz-
ną. Kiedy jednak wyjaśniłem, że jest
to gazeta antyklerykalna, zostało to
przyjęte z pełnym zrozumieniem.
W związku z powyższym zasta-
nawiam się, czy wspomniane ogra-
niczenie jest wymysłem sieci Kau-
fland, czy może jakiegoś katolika
nadgorliwca z legnickiego sklepu?
A może to wynik interwencji Koś-
cioła i tak jest w całej Polsce?
Jan Raczek
Dzięki. My też jesteśmy ciekawi…
Redakcja
LISTY
Ra­dio­„FiM”­na­da­je!
Szu­kaj­cie­nas­i­włą­czaj­cie­na­stro­nie­
www.fak­ty­imi­ty.pl.­Jak­zwy­kle­moż­
na­ nas­ słu­chać­ w­ czwart­ki­ i­ piąt­
ki­ od­ go­dzi­ny­ 12.00­ do­ 13.30.­ Te­
le­fo­nuj­cie­ do­ nas­ pod­czas­ trwa­nia­
au­dy­cji­ pod­ nu­mer­ ­ 695­ 761­ 842­
i­pisz­cie­na­Ga­du­­Ga­du:­23105300­
lub­ad­res­e­­ma­il:­ra­dio@fa­ky­imi­ty.pl.­
 Zapraszamy!
Nasz­no­wy­por­tal!
Za­pra­sza­my­do­ko­rzy­sta­nia­z­no­we­
go­mul­ti­me­dial­ne­go­por­ta­lu­„Fak­tów­
i­ Mi­tów”.­ Naj­now­sze­ in­for­ma­cje­
z­kra­ju­i­ze­świa­ta­uzu­peł­nia­ne­fe­lie­
to­na­mi­na­szych­pu­bli­cy­stów,­ar­ty­ku­
ła­mi­o­eko­lo­gii,­fo­rum­dys­ku­syj­nym,­
omó­wie­nia­mi­ bie­żą­cych­ nu­me­rów­
„FiM”­i­go­rą­cy­mi­te­ma­ta­mi­na­szych­
dzien­ni­ka­rzy­–­to­wszyst­ko­pod­sta­
łym­ad­re­sem­www.fak­ty­imi­ty.pl.­Por­
tal­dzia­ła­tak­że­na­te­le­fo­nach­ko­mór­
ko­wych­i­ta­ble­tach.­ Redakcja
20 PRZEMILCZANA HISTORIA Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
P
oczątek 1968 roku (704 lata
po kaliskim edykcie) obfito-
wał w Polsce w burzliwe wy-
darzenia. W ich tle partyjny
establishment czekał na odpowiedni
moment, by skoczyć sobie do gardeł
i walczyć o władzę, a jednym z ele-
mentów politycznej rozgrywki miała
być ostateczna rozprawa z resztka-
mi zamieszkujących Polskę Żydów.
Zdjęcie z afisza Teatru Narodowego
Mickiewiczowskich „Dziadów” w re-
żyserii Kazimierza Dejmka pod za-
rzutem antyrosyjskich akcentów, a ra-
czej prowokacyjne obwieszczanie tej
decyzji z dużym wyprzedzeniem
przez Ministerstwo Kultury, które-
mu przewodził wtedy ówczesny kie-
rownik Wydziału Kultury KC PZPR
Wincenty Kraśko (dziadek znane-
go klerykalnego prezentera telewi-
zyjnego Piotra Kraśki), wywołało
irytację wielu środowisk. Protestował
Związek Literatów Polskich, a Stefan
Kisielewski nazwał ówczesny apa-
rat władzy dyktaturą ciemniaków.
Jednak największe protesty wyszły
ze środowisk akademickich, głównie
z Uniwersytetu Warszawskiego, któ-
rego studenci zorganizowali 8 marca
wielki protest zakończony interwen-
cją milicji i robotniczego aktywu.
Pośród buntujących się orga-
nizacji młodzieżowych szczególną
aktywnością wyróżniały się Mło-
dzieżowy Klub „Babel”, działający
przy Towarzystwie Społeczno-Kul-
turalnym Żydów w Polsce (dzieci
TSKŻ-etu), oraz tak zwani koman-
dosi – polityczno-towarzyska grupa
akademicka, w której wyróżniał się
student historii UW Adam Mich-
nik. Zważywszy, że w obu tych gru-
pach dominowali ludzie żydowskie-
go pochodzenia, stały się one celem
harcującej od początku lat 60. frak-
cji „partyzantów”, na czele której
stał marzący o przywództwie w kra-
ju szef MSW Mieczysław Moczar.
„Partyzanci” forsowali tezy, że za
plecami studentów kryje się wielki
spisek żydowskich elit. Miał o tym
świadczyć fakt, że podczas studen-
ckich zamieszek zatrzymano dzie-
ci przywódców TSKŻ, między in-
nymi dwóch synów wieloletniego
przewodniczącego tej organizacji
Grzegorza Hersza Smolara – to
jest Aleksandra Smolara (obecnie
prezes Fundacji im. Batorego) oraz
jego brata, Eugeniusza Smolara,
a także Leona Sfarda, syna sekre-
tarza TSKŻ.
Kiedy udało się wywołać niepo-
koje społeczne, przywódca kraju –
Władysław Gomułka – 19 marca
1968 roku w Sali Kongresowej Pa-
łacu Kultury wystąpił z przemówie-
niem, które zmieniło życie tysięcy
polskich obywateli. „Nie ulega wąt-
pliwości – mówił – że obecnie znaj-
duje się w naszym kraju określona
liczba ludzi, obywateli naszego pań-
stwa, którzy nie czują się ani Polaka-
mi, ani Żydami. Nie można mieć do
nich o to pretensji. Nikt nikomu nie
jest w stanie narzucić poczucia naro-
dowości, jeśli go nie posiada. Z ra-
cji swych kosmopolitycznych uczuć
ludzie tacy powinni unikać dziedzin
pracy, w których afirmacja narodowa
staje się rzeczą niezbędną”.
Wystąpienie to wywołało duże
oburzenie i rozgoryczenie środowisk
żydowskich. Z drugiej też strony,
enigmatyczny termin „syjonista” mógł
być przypisany w zasadzie każdemu,
kto nie uchodził za zdeklarowane-
go nacjonalistę, najlepiej z obo-
zu moczarowych „partyzantów”.
Syjonistyczną kartą rozgrywano
różne prywatne interesy i dawne
animozje. Za syjonistę, a w dal-
szej konsekwencji Żyda, można
być uznanym, oprócz oczywiście
deklarowanego światopoglądu,
na podstawie wyglądu zewnętrz-
nego (rysy twarzy) czy nazwiska.
Znany był przypadek, kiedy jeden
z delikwentów posądzony o „nie-
słuszne pochodzenie” i zagrożo-
ny utratą pracy tłumaczył się, że
jego rodzina nie mogła mieć nic
wspólnego z żydostwem, gdyż
jego ojciec w czasie wojny był…
folksdojczem. Oczywiście ten
argument przekonał i zadowo-
lił szacowną komisję. Komentu-
jąc zaistniałą sytuację, znany ży-
dowski pisarz January Grzędziński
stwierdził: „Kto ma być uznany za
syjonistę, określa Gomułka sam, tak
jak w Rzeszy, kto jest, a kto nie jest
Żydem, określał sam Hitler”.
W polowaniu na syjonistów
i podsycaniu atmosfery niebagatel-
ną rolę odegrali dziennikarze zwią-
zani z Moczarem oraz Stowarzy-
szeniem Katolików Świeckich PAX
Bolesława Piaseckiego. Nazywani
sarkastycznie ułanami z Rakowie-
ckiej (od ulicy, gdzie mieściła się
siedziba MSW) mieli dostęp do ra-
portów i pracy operacyjnej milicji,
dzięki czemu prześcigali się w publi-
kacjach na temat rzekomego spisku
przeciwko socjalistycznej Polsce, za
którym stali „chłoptysie i dziewcząt-
ka z tatusinych limuzyn, wyhodowani
w cieplarnianych warunkach »poszu-
kiwacze sprzeczności«, wyznawcy nihi-
lizmu narodowego”. Spośród „typowo
aryjskich” dziennikarzy szczególnie
zajadłym piórem wyróżnił się Ry-
szard Gontarz ze swoim słynnym
cyklem artykułów w „Sztandarze mło-
dych” pt. „Szargam świętości”. Kroku
dotrzymywał mu również Tadeusz
Walichnowski na forum partyjne-
go biuletynu historycznego „Z pola
walki” czy Janusz Kolczyński, a na-
wet przyszła posłanka PO Iwona
Śledzińska-Katarasińska.
Frakcja Moczara kreująca się na
oddanych patriotów i „prawdziwych
Polaków”, odkurzając przedwojen-
ne hasło „Polska dla Polaków”, sku-
tecznie wzniecała w społeczeństwie
antysemickie nastroje, licząc na wy-
wołanie politycznej lawiny, która
w konsekwencji miała ich wynieść na
szczyty władzy. W zakładach pracy
organizowano antysyjonistyczne wie-
ce. Osobom o korzeniach żydowskich
(często tylko domniemanych), a na-
wet filosemitom stawiano zarzuty re-
wizjonizmu i kosmopolityzmu oraz
ukrytej niechęci do Polski. Oczywi-
ście za hasłami antysyjonizmu kryła
się czystka w szeregach PZPR oraz
w urzędach i instytucjach państwo-
wych, na co Moczar jako szef MSW
był doskonale przygotowany. Zaczęło
się typowe polowanie na czarowni-
ce i ówczesne czystki objęły wszyst-
kie grupy społeczne. Wprowadzono
cenzurę na wypowiedzi wielu na-
ukowców i twórców żydowskiego
pochodzenia, zastosowano embargo
na wszelką pomoc ze strony zagra-
nicznych organizacji dla społeczności
żydowskiej w Polsce, co przyczyni-
ło się do upadku wielu żydowskich
instytucji działających głównie pod
patronatem TSKŻ. Taka postawa
władzy wyzwoliła wśród części spo-
łeczeństwa antysemickie nastroje
wyrażane w codziennym życiu. Pi-
sarka Janina Bauman (żona prof.
Zygmunta Baumana), która prze-
żyła warszawskie getto, wspominała:
„Czuliśmy się jak przed pogromem,
ogarniał nas strach. Za chwilę spot-
kanie się skończy, aktyw partyjny
pójdzie pić, czerń wylegnie na ulice
Warszawy, żeby z pełnym błogosła-
wieństwem Partii rozprawić się z sy-
jonistami. Wprawdzie nie znajdą ży-
dowskich sklepów do plądrowania ani
pejsatych przechodniów do bicia, ale
poradzą sobie inaczej. Pierwszy se-
kretarz podał listę nazwisk, w każdej
ulicznej budce jest książka telefonicz-
na, będą mogli rozliczać się z każdym
syjonistą indywidualnie”.
Wiele osób nie wytrzymywało tej
presji i postanowiło opuścić Polskę.
Zdarzały się również przypadki samo-
bójstw, jak na przykład śmierć Rafa-
ła Glücksmana, znanego wydawcy
albumów poświęconych malarstwu.
8 kwietnia 1968 r. Biuro Politycz-
ne opracowało instrukcję w sprawie
wyjazdu z Polski obywateli pocho-
dzenia żydowskiego. Emigranci po-
zbawiani byli obywatelstwa polskiego
i opuszczali kraj nie z paszportem,
lecz z tzw. dokumentem podróży,
upoważniającym do wyjazdu z Polski
bez możliwości powrotu. Formalności
załatwiano w ambasadzie holender-
skiej, która po zerwaniu przez Polskę
stosunków dyplomatycznych z Izrae-
lem reprezentowała państwo żydow-
skie. Tam otrzymywano promesę wizy
izraelskiej; należało również zrzec się
mieszkania (przekazywano je zasłu-
żonym moczarowcom) i w niektórych
przypadkach zwrócić koszty studiów.
Krążył wtedy dowcip: „Jak społecz-
ność żydowska uczci zbliżający się V
Zjazd Partii? Oddając dziesięć tysię-
cy mieszkań”. Jednak opuszczającym
Polskę „syjonistom” nie było do śmie-
chu. Na wyjazd z kraju mieli tylko
miesiąc, więc wyprzedawali lub roz-
dawali wszystko to, czego nie mogli
zabrać ze sobą, gdyż procedura celna
w ich przypadku była bardzo suro-
wa. Z warszawskiego Dworca Gdań-
skiego udawali się do Wiednia. Dalej
miał być już Izrael, lecz trafiło tam
raptem około trzech tysięcy emi-
grantów. Wielu z nich praktycznie
nic nie łączyło z państwem żydow-
skim, nie znali hebrajskiego ani tam-
tejszej kultury. Inni udali się głównie
do Szwecji, USA lub innych krajów
zachodnich.
Emigracja pomarcowa odbywa-
ła się w latach 1968–1971. W tym
okresie opuściło Polskę około 13 tys.
niechcianych obywateli, w tym dzieci.
Było wśród nich 944 studentów, 371
lekarzy, blisko 500 naukowców, 200
dziennikarzy (w tym 15 redaktorów
naczelnych lub ich zastępców), ponad
60 pracowników radia i telewizji, bli-
sko 100 muzyków, aktorów i plasty-
ków – w tym 23 aktorów i reżyserów
Teatru Żydowskiego z dyrektorką Idą
Kamińską oraz 26 filmowców. W su-
mie pośród tych osób przeszło dwa
tysiące posiadało wyższe wykształce-
nie, co w tym okresie stanowi-
ło niepowetowane straty. Nasz
kraj opuścili wtedy naukowcy:
Leszek Kołakowski i Krzysz-
tof Pomian (filozofia), Wło-
dzimierz Brus (ekonomia),
Bronisław Baczko (historia),
Zygmunt Bauman i Maria
Hirszowicz (socjologia), Bro-
nisław Buras (fizyka), Mieczy-
sław Maneli (historia doktryn),
Jerzy Toeplitz (rektor łódzkiej
filmówki); reżyserzy: Ida Kamiń-
ska i Aleksander Ford oraz pi-
sarze i poeci: Jan Kott, Arnold
Słucki, Witold Wirpsza, Hen-
ryk Grynberg, Natan Tenen-
baum, Stanisław Wygodzki
oraz Jan Gross czy wspomniana
Janina Bauman. Wyjeżdżającym
zwykle towarzyszyła obojętność
dawnych przyjaciół i sąsiadów, a cza-
sem i wrogość otoczenia. Znikome też
były słowa otuchy i odruchy poparcia,
co jeden z publicystów zobrazował
metaforycznym stwierdzeniem: „My-
ślicie, że to oni jadą na Zachód? Nie,
to my się cofamy na Wschód”.
Reakcja światowej opinii publicz-
nej na to wydarzenie była zdecydo-
wanie negatywna i umacniała tezę
o nieuleczalnym antysemityzmie Po-
laków. Rok 1968 w zasadzie położył
kres siedemsetletniej historii Żydów
polskich. Jednak część ich ducho-
wego dziedzictwa pozostała tutaj na
zawsze. Polska, po hebrajsku Polin,
czyli miejsce, gdzie można odpocząć,
dla żydowskiej świadomości nigdy
nie będzie zwyczajnym krajem. W ży-
dowskiej prasie natrafiłem na odda-
jący tę myśl fragment: „Tu, w tych
Szettlach, wszystko się zaczęło i to
tu, w hitlerowskich obozach zagłady,
zgasło żydowskie życie”. A 1968 rok
był tylko smutnym epizodem dopeł-
niającym tego dzieła.
PAWEŁ PETRYKA
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Przerwana historiaW połowie XIII wieku piastowski książę Bolesław
Pobożny udzielił schronienia europejskim Żydom
prześladowanym z inspiracji Państwa Kościelnego,
sankcjonując ich prawa w Polsce specjalnym
statutem kaliskim, potwierdzanym później przez
kolejnych polskich monarchów. Przez 700 lat
bytności społeczność ta wrosła w polską tradycję
i kulturę – aż do XX wieku, kiedy to na skutek
decyzji politycznych przestał istnieć żydowski
świat w naszym kraju.
ŻYDZI POLSCY (14)
Warszawa, 8 marca 1968 r.
21OKIEM BIBLISTYNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Warto zauważyć, że żadna
z Ewangelii kanonicznych nie bu-
dzi wśród chrześcijan takiego zain-
teresowania jak właśnie Ewange-
lia Jana. Potwierdzeniem zaś tego
jest m.in. fakt, że Ewangelia ta jest
najczęściej wydawana (kieszonkowy
format) i na nią też najczęściej po-
wołują się chrześcijanie przy obro-
nie boskości Chrystusa.
Niestety, niewielu wierzących
uświadamia sobie, że Ewangelia ta
zawiera także teksty kontrowersyj-
ne i antysemickie. Jest tak jednak
tylko dlatego, że większość ewange-
licznych chrześcijan w ogóle nie do-
puszcza do siebie myśli, by w Ewan-
geliach oprócz objawionych prawd
wiary znajdowały się również teksty
celowo zdeformowane, a nawet do-
dane. Przyjrzyjmy się zatem bliżej
niektórym takim wersetom, które
nie tylko budzą wiele kontrower-
sji, ale także zawierają twierdzenia
antysemickie oraz świadczą o inge-
rencji osób trzecich w ewangeliczne
przesłanie Jana.
Antysemickie akcenty
Pierwsze takie akcenty znajdu-
jemy już w prologu, w którym czy-
tamy: „Zakon został nadany przez
Mojżesza, łaska zaś i prawda stała
się przez Jezusa Chrystusa” (1. 17).
Czytając bowiem te słowa, można
odnieść wrażenie, że autor celowo
umniejszał znaczenie Tory (Pięcio-
ksiąg Mojżesza), która przecież była
i nadal jest fundamentem judaizmu.
Zauważmy, że Jezus nigdy tego nie
czynił. Przeciwnie, podkreślał nie-
zmienność Tory i ostrzegał przed
lekceważeniem jej przykazań: „Nie
mniemajcie, że przyszedłem rozwią-
zać zakon albo proroków (…). Bo
zaprawdę powiadam wam: Dopóki
nie przeminie niebo i ziemia, ani jed-
na jota, ani jedna kreska nie prze-
minie z zakonu, aż wszystko to się
stanie. Ktokolwiek by tedy rozwiązał
jedno z tych przykazań najmniejszych
i nauczałby tak ludzi, najmniejszym
będzie nazwany w Królestwie Nie-
bios; a ktokolwiek by czynił i na-
uczał, ten będzie nazwany wielkim
w królestwie Niebios” (Mt 5. 17–19).
Z przytoczonego tekstu wynika
więc, że Jezus jako Żyd i nauczyciel
koncentrował się głównie na Torze
i pozostałych Pismach hebrajskich,
które traktował jako źródło Bożego
objawienia. Tymczasem przytoczo-
ny werset z Ewangelii Jana wyraź-
nie przeciwstawia „łaskę i prawdę”
Torze. Odnosi się wrażenie, jako-
by stały się one dostępne dopie-
ro z przyjściem Jezusa. A przecież
„łaska i prawda” obecna jest nie tyl-
ko w Torze, ale także w pozostałych
Pismach hebrajskich (por. Wj 34.
6; Ps 17; 7–8; 19. 8–12; 111. 4–9).
Wszak „całe Pismo przez Boga jest
natchnione i pożyteczne do nauki,
do wykrywania błędów, do poprawy,
do wychowywania w sprawiedliwo-
ści” (2 Tm 3. 16). Czytamy też, że
„cokolwiek przedtem napisano, dla
naszego pouczenia napisano, abyśmy
przez cierpliwość i pociechę z Pism
nadzieję mieli” (Rz 15. 4).
Ponadto Pisma, o których mó-
wią powyższe wersety, to właśnie
Biblia hebrajska, jedyna święta
księga, zanim powstał Nowy Te-
stament. Jest zatem mało prawdo-
podobne, by apostoł Jan, prawo-
wierny Żyd, tego nie wiedział i by
spod jego ręki wyszły te słowa.
Podobnie dziwnie brzmiałyby
w ustach Żyda następujące słowa:
„A takie jest świadectwo Jana, gdy
Żydzi z Jerozolimy wysłali do niego
kapłanów i lewitów, aby go zapyta-
li: Kim ty jesteś?” (J 1. 19). Natu-
ralne byłoby, gdyby zamiast słowa
„Żydzi” autor użył słowa „zwierzch-
nicy” lub „przełożeni”. Z taką bo-
wiem misją kapłanów i lewitów mo-
gli wysłać tylko przełożeni. Poza tym
czyż apostoł Jan i Jan Chrzciciel nie
byli Żydami?
Także sformułowanie „a gdy
zbliżała się Pascha żydowska”
(J 2. 13) ma wydźwięk pejora-
tywny, bo Paschy przecież nie ob-
chodzili Rzymianie czy Grecy. Nie
było zatem potrzeby nazywać ją
„żydowską”. Tym bardziej że we-
dług Księgi Kapłańskiej nie jest
to święto ustanowione przez Ży-
dów, ale przez Boga Izraela. Czy-
tamy bowiem: „Te są uroczystości
świąteczne Pana [JHWH], w któ-
re będziecie zwoływać święte zgro-
madzenia. Te są moje święta” (23.
2). Wszystkie święta, które Księga
Kapłańska wymienia w tym roz-
dziale, nazywa więc Bożymi świę-
tami, a nie żydowskimi. Tymcza-
sem ewangelista za każdym razem
– wręcz obsesyjnie – nazywa je ży-
dowskimi (2. 13; 5. 1; 6. 4; 7. 2;
11. 55), jakby żydowskiemu apo-
stołowi zarówno Żydzi, jak i wy-
mienione święta były obce.
Kolejny werset: „Wtedy doszło
do sporu między uczniami Jana
i Żydami o oczyszczenie” (J 3. 25).
Także to zdanie ma negatywny
wydźwięk. Można bowiem od-
nieść wrażenie, że nie tylko au-
tor, ale również Jan Chrzciciel
i jego uczniowie nie byli Żyda-
mi. Czyżby autor nie zdawał so-
bie z tego sprawy? Przecież mógł
sformułować to zdanie następują-
co: „Wtedy doszło do sporu między
uczniami Jana i uczonymi w Piśmie
oraz faryzeuszami”. Tym bardziej
że Ewangelie synoptyczne, mówiąc
o przeciwnikach Jezusa, za każdym
razem mówią o uczonych w Piśmie,
faryzeuszach, saduceuszach, star-
szyźnie, kapłanach, arcykapłanach
i herodianach, ewentualnie o tłu-
mie podburzonym przez religijnych
przywódców. Nigdy zaś nie przypi-
sują tej wrogości wszystkim Ży-
dom, chociażby z tego powodu,
że Jezus miał wielu zwolenni-
ków wśród Żydów.
Niestety, czwarta Ewan-
gelia, jak żadna inna, zawiera
sporo negatywnych twierdzeń o Ży-
dach i wiele wskazuje na to, że były
one z góry zamierzone, aby napięt-
nować ich jako wrogów nie tylko
Jezusa, ale także samego Boga. Wy-
raźnie świadczą też o tym kolejne
teksty, które mówią, że: „Żydzi prze-
śladowali Jezusa” (5. 16, por. 6. 41);
„Żydzi (…) starali się o to, aby go
zabić” (5. 18, por. 7. 1); „Nikt o nim
nie mówił jawnie z obawy przed Ży-
dami” (7. 13); „Rzekli mu Żydzi:
Teraz wiemy, że masz demona” (8.
52); „Żydzi znowu nazbierali kamie-
ni, aby go ukamienować” (10. 31).
Czytamy też, że to Żydzi wywarli
presję na Piłata, aby skazał Jezusa
na śmierć (19. 7, 14–15).
Mało tego, według Jana Je-
zus miał też nazwać Żydów dziećmi
diabła: „Ojcem waszym jest diabeł
i chcecie postępować według pożąd-
liwości jego” (8. 44).
Ewangelista użył co prawda
kilka razy słowa „Żyd” w znacze-
niu neutralnym, a nawet stwier-
dził, że „zbawienie pochodzi od
Żydów” (J 4. 22), nie zmienia to
jednak faktu, że większość werse-
tów (jest ich znacznie więcej, niż
przytoczyłem w artykule) celowo
przedstawia Żydów w złym świet-
le. Wniosek ten zresztą wynika nie
tylko z antysemickich akcentów
zawartych w Ewangelii Jana, ale
także z porównania jej z Ewan-
geliami synoptycznymi, w których
nie znajdziemy określeń, które
mogłyby wytworzyć w czytelniku
niechęć i nienawiść do Żydów.
Uzasadnione zatem staje się py-
tanie: kto jest autorem owych
antysemickich twierdzeń: apostoł
Jan czy ktoś zupełnie inny?
Problem autorstwa
Wiadomo, że większość chrześ-
cijan, przynajmniej ewangelicznie
wierzących, uważa, że autorem
czwartej Ewangelii jest apostoł
Jan. Powszechnie też uważa się,
że Ewangelia ta w całości powsta-
ła z boskiego natchnienia i dlatego
ani jedno jej zdanie, a nawet wyraz,
nie mogą zostać zakwestionowane
czy też podlegać jakiejkolwiek kry-
tycznej analizie.
Warto jednak przypomnieć, że
sprawa powstania i autorstwa Ewan-
gelii, a szczególnie czwartej Ewange-
lii, nie jest bynajmniej taka prosta.
Wiadomo przecież, że zanim która-
kolwiek z nich została napisana, naj-
pierw ich przesłanie było głoszone
ustnie. Dopiero po kilkudziesięciu
latach od śmierci Jezusa powsta-
ły pierwsze Ewangelie, przy czym
Ewangelia Jana powstała najpóźniej,
około 100 roku n.e. Poza tym cho-
ciaż bibliści ewangeliccy i katoliccy
zgodnie twierdzą, że Ewangelia Jana
nawiązuje do nauki głoszonej przez
apostoła, to jednak przyjmują rów-
nież, że w znacznej części jej treść
pochodzi od jego uczniów. Ksiądz
Józef Kudasiewicz pisze o tym tak:
„Ewangelia Jana ma dwie warstwy:
pierwsza, pióra Jana Zebedeuszowe-
go, powstała w r. 43 lub 60, druga zaś
jest dziełem uczniów Jana i powsta-
ła w końcu I wieku w Efezie” („Bi-
blia, historia, nauka”, Wydawnictwo
Znak, Kraków 1978, s. 252).
Co więcej, za tym, że Ewangelia
ta jedynie nawiązuje do nauki głoszo-
nej przez Jana, przemawia również
charakter tej księgi oraz różnice za-
chodzące między nią a Ewangeliami
synoptycznymi. Oto niektóre z nich.
Według Ewangelii Jana pierw-
szym uczniem Jezusa został naj-
pierw Andrzej i inny uczeń Jana
Chrzciciela, a dopiero później Piotr
(J 1. 35–42). Natomiast w Ewange-
liach synoptycznych wspomina się
najpierw Piotra i Andrzeja (Mt 4.
18–20; Mk 1. 16–18; Łk 5. 1–11).
Według synoptyków to Piotr
uznaje Jezusa za Mesjasza i Syna
Bożego (Mt 16. 16; Mk 8. 29; Łk 9.
20), natomiast w czwartej Ewangelii
Jezusa nazywa tak już Jan Chrzci-
ciel (1. 34), Andrzej (1. 41) oraz
Natanael (1. 49).
Synoptycy ani jednym słowem
nie wspominają o cudzie w Ka-
nie Galilejskiej, podczas które-
go Jezus „objawił chwałę swoją,
i uwierzyli weń uczniowie jego”
(2. 11). Dlaczego? Czyżby
uznali ten cud za mało istotny?
To niemożliwe. Był to przecież
pierwszy cud, przez który Jezus
„objawił chwałę swoją”, i to dzięki
temu – jak podkreślił ewangelista
– uczniowie uwierzyli w Jezusa. Ta-
kich zatem rzeczy się nie zapomina.
A jednak synoptycy nie uznali za sto-
sowne o tym zdarzeniu wspomnieć
ani jednym słowem.
I jeszcze jeden przykład. Według
Ewangelii Jana Jezus wypędził prze-
kupniów ze świątyni jerozolimskiej na
początku swojej działalności (2. 13–
17), natomiast synoptycy umieścili to
zdarzenie pod koniec jego działalno-
ści. Ono też przesądziło o skazaniu
Jezusa na śmierć (Mt 21. 12–13; Mk
11. 15–19; Łk 19. 45–48). Czyżby apo-
stoł Jan o tym nie wiedział lub celowo
deformował fakty? A jeśli nie on, to
skąd owe rozbieżności?
Wśród badaczy panuje po-
wszechna opinia, że wynikają one
z wpływu różnych środowisk religij-
nych. Tak uważa m.in. ks. Józef Ko-
zyra. Pisze: „Środowiska religijne i fi-
lozoficzne końca I w. w Azji wpłynęły
na specyficzne ujęcie i terminologię tej
Ewangelii, która chciała uzasadnić
naukę o Jezusie Chrystusie, broniąc
ją przed błędną interpretacją grożącą
ze strony prądów gnostyckich i doke-
tycznych, przeczących ludzkiej natu-
rze Chrystusa” („Geneza Ewangelii”,
wyd. II, poprawione i uzupełnione,
Katowice 2005, s. 142).
Mamy więc odpowiedź. Szkoda
tylko, że nie zmieni ona faktu, że
czwarta Ewangelia na zawsze już
kojarzyć się nam będzie z antysemi-
tyzmem oraz z niepewnością co do
jej treści – tak różnej od Ewangelii
synoptycznych.
BOLESŁAW PARMA
Czytając książkę „I znowu zapiał kur”
(Karlheinz Deschner, t. 1, s. 65), natknąłem się
na stwierdzenie, że „czwarta Ewangelia stanowi
najbardziej antysemicką część Nowego Testamentu”.
Pytam się zatem, czy to prawda? Czy to możliwe,
żeby apostoł Jan, Żyd z krwi kości,
zamieścił w Ewangelii wrogie dla judaizmu akcenty?
A jeśli tak, to które konkretne teksty na to wskazują?
Antysemityzm w Ewangelii?
PY­TA­NIA­CZY­TEL­NI­KÓW Rzeźba­przedstawiająca­Jana­Apostoła
22 OKIEM SCEPTYKA Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Przed tygodniem opublikowaliśmy list
Czytelniczki, która prosi nas o publikowa-
nie porad psychologicznych, jak „prowadzić
rozmowy z ludźmi, którzy nie dopuszczają do
siebie innego sposobu myślenia niż ten, który
preferuje PiS i środowisko kościelne”. Nie
jestem wprawdzie psychologiem, ale mogę
chętnie podzielić się spostrzeżeniami płyną-
cymi z doświadczenia wielu lat spędzonych
na różnego rodzaju debatach i rozmowach
światopoglądowych. Mam nadzieję, że będą
one przydatne.
Sprawa debat o światopoglądzie i polityce
jest z jednej strony wielopłaszczyznowa, a z
drugiej – dosyć prosta. Na pytanie zadane
przez Czytelniczkę można wszak odpowie-
dzieć jednym zdaniem: z osobami, które nie
dopuszczają do siebie innego sposobu myśle-
nia niż ten ulubiony, nie warto rozmawiać,
bo to strata czasu. Ten czas można poświęcić
efektywniej na rozmowę z innymi ludźmi, bar-
dziej otwartymi. Wszyscy będą z tego mieli ko-
rzyść – stracimy mniej nerwów, przysporzymy
sobie mniej wrogów, a osoba naprawdę po-
trzebująca rozmowy znajdzie odpowiedzi na
swoje wątpliwości, bo my nie będziemy zajęci
kłótniami z jakimś zwolennikiem PiS.
Rozumiem jednak, że taka zwięzła odpo-
wiedź nie musi satysfakcjonować, bo przecież
życie sprawia, że przez takie fanatyczne oso-
by bywamy zaczepiani, czasem prowokowani.
Czasem żyjemy z nimi pod jednym dachem.
Co w tedy zrobić? Jak się zachować?
Przede wszystkim wszystko zależy od
tego, kim jest dla nas zacietrzewiona oso-
ba, z którą mamy do czynienia. Jeśli to jest
ktoś najbliższy – współmałżonek, partnerka,
dziecko lub rodzic, to szczerze polecam me-
todę, jaką prezentuje w swoim liście pani Ka-
tarzyna na str. 18 bieżącego wydania „FiM”.
Opowiada w nim o życiu w swojej własnej
rodzinie, o związku ateistki i prawicowego
gorliwca religijnego. Przyjęta przez nią stra-
tegia ratowania relacji i – koniecznej w tej
sytuacji – rezygnacji (tymczasowej?) z debaty,
wydaje mi się bardzo rozsądna i wyważona.
Bliskie więzy międzyludzkie to sprawa zbyt
poważna i zbyt delikatna, aby je lekkomyśl-
nie rozsadzać poprzez kłótnie światopoglą-
dowe. No chyba, że ktoś uzna, iż nie zależy
mu na związku lub utrzymywaniu dobrych
stosunków z członkami rodziny. Żeby było
jasne – nie jestem zwolennikiem tzw. nad-
stawiania drugiego policzka w jakichkolwiek
okolicznościach. Chodzi mi jedynie o trzeźwą
ocenę naszych priorytetów i nieatakowanie
naszych najbliższych, zwłaszcza bez wyraź-
niej konieczności. W mojej własnej rodzinie
najwięcej dobrego zdziałałem wtedy, kiedy
odpowiadałem o moich przekonaniach, gdy
mnie o to pytano i nie wykazywałem zbyt-
niej zapalczywości w przekonywaniu bliskich
do moich racji. Nadgorliwość i zapalczywość
w tej dziedzinie zwykle obracała się prze-
ciwko mnie – nie tylko wychodziłem z tego
poobijany, ale na dodatek niczego nie osią-
gałem, żadnej skuteczności w przekonywaniu
do moich racji. Rodzina to wszak emocjonal-
ne pole minowe, na którym łatwo o urazy
i obrazy, w tym te stare i pozornie zapomnia-
ne. Argumenty racjonalne zwykle na nic się
tu zdają, bo liczą się zależności, stereotypy
i hierarchie dominacji oraz walka o nią.
Co do innych osób, z którymi przycho-
dzi nam dyskutować, to warto zadać sobie
pytanie o cel takich debat. Czego właściwie
oczekujemy po takiej rozmowie? Jeśli naszym
rzeczywistym celem jest powalenie przeciw-
nika argumentami, ośmieszenie jego irracjo-
nalnych przekonań (zwłaszcza publiczne),
zmiażdżenie go, okazanie naszej wyższości,
to może lepiej od razu darujmy sobie taki
wysiłek. Nikogo w ten sposób nie przekona-
my. Raczej wyhodujemy sobie wroga. Oczy-
wiście jeśli lubimy mieć wrogów i stać nas na
ich mnożenie, to powinniśmy iść w tę stronę.
Człowiek atakowany w naturalny sposób się
broni, więc atak jest najgorszą z form prze-
konywania. Natomiast jeśli naprawdę zależy
nam na tym, aby kogoś pozyskać dla naszych
racji, wówczas powinniśmy przyjąć zupełnie
odmienną strategię, w której liczy się sku-
teczność. O tym napiszemy już za tydzień.
MAREK KRAK
Lubelszczyzna była od drugiej
połowy XVI w. jednym z najważniej-
szych ośrodków kalwinizmu i aria-
nizmu. Jeszcze przed wystąpieniem
Marcina Lutra działał na tym te-
renie antyklerykał Biernat z Lubli-
na, renesansowy poeta i bajkopisarz
zajmujący poczesne miejsce nie tyl-
ko w dziejach literatury polskiej, ale
także myśli postępowej XVI w. Od
1557 r. mieszczanie lubelscy i oko-
liczna szlachta uczestniczyli w sy-
nodach kalwinistów małopolskich
w Pińczowie, natomiast w 1560 r. od-
był się w Bychawie pierwszy na Lu-
belszczyźnie synod kalwiński. W XVI
w. istniało na wspomnianym terenie
37 zborów kalwińskich i był to, obok
Kielecczyzny, najsilniejszy ośrodek
tego wyznania w I Rzeczypospolitej.
Wśród kalwinistów lubelskich sze-
rzył się arianizm. Lubelski duchow-
ny kalwiński Stanisław Paklepka,
który był antytrynitarzem, doprowa-
dził w 1565 r. do utworzenia w Lubli-
nie aktywnego zboru ariańskiego, na
którego czele sam stanął. Pierwszą
siedzibą tego zboru (wraz ze szkołą)
była kamienica starosty Tęczyńskie-
go lokalizowana obok lubelskiej kate-
dry. Głównymi ideologami ariańskimi
na Lubelszczyźnie stali się Marcin
Czechowic i Jan Niemojewski, któ-
rzy głosili radykalne poglądy spo-
łeczne oraz unitarianizm (unitas –
po łac. jedność), doktrynę, wedle
której jedynym Bogiem jest Bóg
Ojciec. Szczególnego znaczenia na
Lubelszczyźnie nabrał zbór ariański
w Lewartowie (obecny Lubartów)
wraz ze słynną szkołą.
Miejscowość ta, obecnie miasto
powiatowe w województwie lubel-
skim, założona została w 1543 r.
przez wojewodę lubelskiego Piotra
Firleja herbu Lewart (stąd począt-
kowa nazwa Lewartów, zmieniona
w 1743 r. na obecną
– Lubartów). Miasto
uzyskało sławę za czasów
Mikołaja Firleja, syna Pio-
tra, kalwina, wodza innowier-
ców małopolskich. Po śmier-
ci Mikołaja gród przeszedł
pod rządy Mikołaja Ka-
zimierskiego – ariani-
na, który założył tam
zbór ariański i prze-
kształcił szkołę
kalwińską w ariań-
ską. Organizato-
rem i rektorem tej
placówki został Wojciech z Kalisza
(zm. 1601 r.), humanista, pacyfista
i antymilitarysta, absolwent Aka-
demii Krakowskiej, nieprzeciętny
pedagog, miłośnik dzieł Cycerona
oraz Erazma z Rotterdamu. Pod-
czas pobytu w Niemczech, w Stras-
burgu, Wojciech z Kalisza poznał
głośnego pedagoga Jana Sturma.
Wzorując się na jego zreformowa-
nym szkolnictwie, Wojciech opraco-
wał program oraz metody nauczania
oparte na założeniach humanizmu,
które realizował w szkole lubartow-
skiej. Stworzył nowoczesną uczelnię
związaną z życiem publicznym i po-
lityką, którym podporządkował na-
uczanie innych przedmiotów,
zwracając szczególną uwagę na ła-
cinę, retorykę, przedmioty przyrod-
nicze i naukę języków nowożytnych.
W swoim dziele „Schola Levartovia-
na restituta”, w którym zamieszczo-
ne zostały „Prawa szkoły lewartow-
skiej”, polski reformator wymienił
nauki w jego przekonaniu niezbęd-
ne dla rozwoju umysłu ludzkiego –
religię, etykę, ekonomię, politykę,
fizykę, medycynę oraz nauki mate-
matyczne. Do listy dodał również
arytmetykę, astronomię z astrologią,
geometrię, muzykę i architekturę.
Szkoła lubartowska była pięciolet-
nim gimnazjum humanistycznym
i wykraczała daleko poza strasbur-
ski system. Zrywała niemal całkowi-
cie z celem wychowania stawianym
przez Sturma, czyli „uczoną i wy-
mowną pobożnością”.
Największy nacisk kładziono
tam na praktyczną użyteczność na-
uczanych przedmiotów. Wojciech
z Kalisza podkreślał bowiem przy-
datność jeszcze
innych nauk
poza religią.
Na dowód
słuszności
tego stano-
wiska wy-
mieniał przy-
kładowo etykę
jako przedmiot
o wielkich wartoś-
ciach wychowaw-
czych, zachęcający
ludzi do pięknych
czynów, ukazują-
cy im znaczenie
cnót w życiu. Stanowi-
sko Wojciecha z Kalisza
było zgodne z dążenia-
mi kultury Odrodzenia,
która w oparciu o „Ety-
kę nikomachejską” Ary-
stotelesa zmierzała do
sekularyzacji zasad moralnych, poj-
mowania ich jako reguł ułatwiają-
cych człowiekowi życie społeczne,
a nie jako zbioru prawideł prowa-
dzących do pośmiertnej szczęśliwo-
ści. Wraz z nauczaniem etyki jako
całkowicie świeckiej dziedziny wie-
dzy nauczano w szkole lubartowskiej
ekonomii, która dawała umiejętność
gospodarowania i zasady zarządza-
nia majątkiem.
Bardzo oryginalnym dorobkiem
tej uczelni było również wywyższe-
nie polityki do poziomu królowej
wszystkich nauk i postawienie jej na
miejscu, które oddawano zazwyczaj
teologii. „Człowiek jest stworzeniem
politycznym – uzasadniał kaliszanin
wielką rolę polityki – zrodzonym nie
tylko dla siebie, lecz także dla wie-
lu innych ludzi. Dlatego niezwykle
użyteczną, a nawet wprost konieczną
jest nauka polityki, która wyjaśnia
zasady życia publicznego i wskazu-
je sposoby zarządzania państwem”.
Z nauką polityki łączyła się ściśle
i uzupełniała ją nauka prawa. Ogól-
ne wnioski Wojciech z Kalisza uj-
mował w trzy najważniejsze zasa-
dy: żyć uczciwie, nie robić nikomu
krzywdy, oddawać każdemu, co mu
się należy.
Wszystko to było powodem
ogromnej popularności szkoły lu-
bartowskiej. Przybywała tam na
studia młodzież z całej Lubelszczy-
zny i wszystkich ziem polskich,
a nawet z Rygi i Dorpatu – róż-
nowiercy i katolicy. Szkoła istniała
w latach 1588–1598. Zakończyła
swój żywot wraz z likwidacją zbo-
ru ariańskiego w Lubartowie po
śmierci patrona Mikołaja Kazi-
mierskiego. Do likwidacji zboru,
a wraz z nim słynnej uczelni, do-
prowadził czołowy fanatyk kontr-
reformacji ksiądz Piotr Skarga.
ARTUR CECUŁA
POLAK NIEKATOLIK (81)
Szkoła lubartowskaAriańska szkoła w Lubartowie była
w I Rzeczypospolitej jedną z najbardziej
postępowych uczelni. Uczęszczała do niej także
młodzież kalwińska i katolicka,
a twórcą i rektorem szkoły był humanista
Wojciech z Kalisza.
ŻYCIE PO RELIGII
Z
anim zastanowimy się nad tym,
jak rozmawiać z ludźmi, którzy
prezentują światopogląd odmien-
ny od naszego, zadajmy sobie pytanie,
po co właściwie chcemy z nimi dysku-
tować.
No to pogadajmy
23PRZEMILCZANA HISTORIANr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
W
Ewangeliach za-
chowało się kilka
wzmianek dotyczą-
cych apostoła Jaku-
ba, zwanego Większym lub Jakubem
Starszym, chociaż oczywiście biografii
się z tego nie ułoży. Zaczynają się,
podobnie jak w przypadku większo-
ści apostołów, sceną powołania. Oto
Jezus zwrócił się do dwóch rybaków
z Kafarnaum nad Jeziorem Galilej-
skim, Jakuba i Jana, synów Zebede-
usza, aby poszli za nim i stali się ry-
bakami ludzi (Mk 1. 19 n.). Jakub był
starszym bratem Jana Apostoła (zwa-
ny Janem Ewangelistą). Jezus nazwał
ich Boanerges – Synami Gromu. Obaj
wraz z Piotrem wyróżniali się spośród
uczniów Jezusa (m.in. jako świadko-
wie Przemienienia na górze Tabor czy
modlitwy Jezusa w Ogrójcu). Jakub
– podobnie jak jego brat – był gwał-
townego usposobienia i popędliwego
charakteru. Obaj chcieli, aby piorun
spadł na pewne miasto w Samarii,
które odmówiło kwatery dla Jezu-
sa pielgrzymującego wraz z uczniami
do Jerozolimy (Łk 9. 55 n.). Ewan-
geliczny proces idealizacji, w trakcie
którego coraz bardziej wywyższano
i oczyszczano postać Chrystusa, ob-
jął również apostołów, w tym oby-
dwu synów Zebedeusza. Najstarsza
Ewangelia – św. Marka – pozwala,
żeby synowie Zebedeusza sami wy-
powiedzieli świadczącą o próżności
prośbę o to, aby mogli zasiąść po
prawicy i po lewicy Pana, natomiast
Mateusz w swojej Ewangelii chroni
obydwu apostołów przed zarzutem
próżności, przypisując owo wyprasza-
nie ich matce – Salome (Mk 10. 35;
Mt 20. 20). U kolejnego ewangelisty
ta tendencja do ukazywania w bar-
dziej pozytywnym świetle jest jeszcze
wyraźniejsza, bowiem Łukasz w ogó-
le przemilczał próżną prośbę synów
Zebedeusza.
Dzieje Apostolskie wspominają
o Jakubie dwa razy: kiedy wymieniają
go na liście apostołów (Dz 1. 13) oraz
przy informacji o jego męczeńskiej
śmierci (Dz 12. 1n). Apostoła Jakuba
uwięziono i ścięto mieczem na roz-
kaz króla Judei, Heroda Agryppy I,
siostrzeńca Heroda Antypasa, który
sądził Jezusa. Zatem Jakub stracony
około 44 r. był pierwszym męczenni-
kiem spośród apostołów, ale drugim
w ogóle – po diakonie Szczepanie.
Historyk Euzebiusz z Cezarei na
początku IV w. zanotował ubarwio-
ną legendą wersję jego śmierci: „Otóż
człowieka, który go oddał pod sąd, na
widok jego męczeństwa takie ogarnę-
ło wzruszenie, że sam wyznał, iż jest
chrześcijaninem. Obydwu tedy razem,
powiada, prowadzono na stracenie.
W drodze prosił Jakuba o przebacze-
nie. Jakub przez chwilę pogrążył się
w myślach, a potem rzekł: »Pokój to-
bie«, i ucałował go. Tak obydwaj zo-
stali ścięci”.
Milczenie źródeł w sprawie
bardzo mało prawdopodobnego
iberyjskiego epizodu działalności
apostoła Jakuba trwało aż do VII
w. Zresztą pogłoskę na ten temat
zakwestionował w tym samym
stuleciu Julian z Toledo, też póź-
niejszy święty, sytuując działalność
apostoła wyłącznie w Judei. Kiedy
jednak Arabowie w VII w. zajęli
Palestynę, a następnie w 711 r. pół-
nocną Afrykę i Półwysep Iberyjski,
ogromne stało się zapotrzebowa-
nie na tak znamienitego świętego
i zaczęto rozpowszechniać legendę,
przypisując Jakubowi misję w Hi-
szpanii. Uwierzono też, że po po-
wrocie do Judei Jakub zażyczył so-
bie przed śmiercią, aby pochowano
go w ukochanej Hiszpanii. Pozo-
stało tylko zlokalizować jego grób.
„Odnaleziono” go w 829 r.
w hiszpańskiej Galicji. Oto mnich
Pelayo – w cudowny sposób pro-
wadzony promieniem gwiazdy – do-
tarł na teren nazywany Compostela
(od campus stellae – pole gwiazdy)
i zobaczył marmurowy sarkofag
z relikwiami apostoła Jakuba. Wia-
domość o „odnalezieniu” sarkofa-
gu rozgłosił Teodomir, biskup die-
cezji Iria Flavia, na której terenie
znajdowała się Compostela. Po tym
wydarzeniu Alfons II Cnotliwy,
ówczesny król Asturii, razem
z biskupem zorganizował pierw-
szą pielgrzymkę do grobu świę-
tego. W tym miejscu, dzisiejszym
Santiago de Compostela, Alfons
II kazał wybudować sanktuarium,
które pod koniec IX w. stało się
jednym z najważniejszych miejsc
pielgrzymkowych średniowiecznej
Europy. Muzułmańskie utrudnia-
nie dostępu do Jerozolimy oraz
konflikty papieży i cesarzy oraz
ich koterii w Rzymie sprawiły, że
Santiago de Compostela – drugi
po domniemanym grobie apostoła
Piotra grób apostolski w Europie –
stał się w istocie jednym z trzech
głównych celów średniowiecznego
pielgrzymowania.
Ale Zebedeuszowy syn odwoła-
ny przez Jezusa od rybackich sieci
został nie tylko uhonorowany wiel-
ką ilością pątników. Pośmiertnie
został też zmilitaryzowany, bo stał
się patronem walecznych, którzy
w Europie, Azji, Afryce i w Nowym
Świecie zabijali niewiernych, pogan
i heretyków. Fanatyczne przekona-
nie, że św. Jakub ukazał się w zbroi
na czele wojsk chrześcijańskich
w bitwie z muzułmanami w 844 r.,
uczyniło go patronem rekonkwi-
sty – zbrojnych walk chrześcijan
w VIII–XV w. o odzyskanie Pół-
wyspu Iberyjskiego, opanowanego
przez muzułmanów. „San Jago” –
tak brzmiało wojenne zawołanie
rycerstwa krucjatowego, formo-
wanego za papieskim wezwaniem
przez przybyszów z wielu krajów.
Powstały liczne zakony mnichów
rycerzy, m.in. Świętego Jakuba od
Miecza, czyli Santiago.
Natomiast od XI w. zaczę-
to przedstawiać św. Jakuba jako
chrześcijańskiego rycerza, pogrom-
cę Maurów – w zbroi, na koniu, ga-
lopującego pośród odciętych głów
ubranych w turbany, z lancą lub ze
sztandarem w dłoni. Wyobrażenie to
kontynuowali Hiszpanie w epoce kon-
kwisty, czyli iberyjskich wypraw zbroj-
nych w celu podboju Nowego Świata.
Szaleństwo to napędzało „widywanie”
św. Jakuba, który ukazywał się jakoby
podczas kolejnych bitew.
ARTUR CECUŁA
ROZLICZ SIĘ Z FUNDACJĄ „FiM”
Pod linkiem: www.bratbratu.pl/1procent znajduje się nasz darmowy program rozliczeniowy PIT 2013
Fundacja pod nazwą „W człowieku widzieć brata”, której prezesem jest Roman Kotliński – Jonasz, redaktor naczelny „FiM”, ma za zadanie nieść wszelką możliwą pomoc ludziom znajdującym się w trudnej
sytuacji życiowej: chorym, samotnym, uzależnionym, niepełnosprawnym, bezdomnym, dzieciom i młodzieży z domów dziecka. A także pomagać w upowszechnianiu edukacji, kultury i zasad współżycia z ludźmi.
Nasza fundacja ma status organizacji pożytku publicznego i w związku z tym podlega pełnej kontroli organów państwa. Nie ma też kosztów własnych, gdyż pracują w niej społecznie dziennikarze
i pracownicy „Faktów i Mitów”. W ten sposób wszystkie wpływy pieniężne i dary rzeczowe trafiają do potrzebujących.
Zachęcamy przedsiębiorców, osoby prowadzące działalność gospodarczą, które mają możliwość odliczenia darowizny, oraz wszystkich ludzi dobrej woli do wsparcia szczytnego celu, jakim jest bezinte­
resowna pomoc podopiecznym naszej fundacji. Tych, którzy zechcą wesprzeć naprawdę potrzebujących naszej pomocy, prosimy o wpłaty na poniżej wskazane dane: Misja Charytatywno-Opiekuńcza
„W człowieku widzieć brata”; ul. Zielona 15, 90-601 Łódź. ING Bank Śląski, nr konta: 87 1050 1461 1000 0090 7581 5291; KRS 0000274691, www.bratbratu.pl, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Według Dziejów Apostolskich Jakub był pierwszym
męczennikiem spośród apostołów. Jednak dopiero
w VII w. zaczęła się jego hiszpańska kariera
pośmiertna, a domniemane relikwie czczone są
w Santiago de Compostela.
Święci
nieświęci(7)
Albrecht Dürer – „Ścięcie św. Jakuba”
24 GRUNT TO ZDROWIE Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
B
ardzo ważne jest nie tylko
to, co „łykamy”, ale tak-
że nasza codzienna die-
ta, ponieważ może ona
wpływać na znaczące upośledzenie
przyswajania leczniczych substancji,
niwecząc terapię i przyczyniając się
do dalszego rozwoju choroby. Nie
wystarczy zaopatrzyć się w zalecane
nam przez lekarza lub farmaceu-
tę specyfiki, aby kuracja odniosła
skutek. Należy też posiąść pew-
ną elementarną wiedzę na temat
możliwych interakcji spożywanych
produktów żywnościowych z suple-
mentami diety oraz lekarstwami.
Podstawową sprawą jest prze-
czytanie (ze zrozumieniem!) ulo-
tek informacyjnych umieszczonych
przez producenta na medykamen-
tach. Pierwszą istotną zasadą jest
wiedzieć, kiedy należy przyjmować
dany lek. Reguła „przed” czy „po”
jedzeniu oznacza przynajmniej pół
godziny przed lub po posiłku. Każ-
de odstępstwo od tego spowoduje
upośledzenie przyswajania specyfi-
ku, to znaczy zbyt niskie (lub zbyt
wysokie) stężenie substancji czyn-
nych w ustroju.
Używki i soki
Kolejna czynność, która nie-
uchronnie musi nam przyjść na myśl
w związku z przyjmowaniem medy-
kamentów, to ich „popijanie”. I tutaj
czyha na nas sporo zasadzek. Pierw-
szą z nich jest bez wątpienia alkohol.
Z substancją tą nie powinniśmy łą-
czyć nie tylko antybiotyków, ale nie-
mal żadnego leku. Taka mieszanka
prawie zawsze wywołuje niepożąda-
ne skutki uboczne. W przypadku an-
tybiotyków zdecydowanie osłabia ich
działanie oraz może wywoływać uczu-
lenia osłabiające nasz układ immuno-
logiczny. Przełoży się to niechybnie na
marny skutek terapeutyczny oraz na
konieczność zastosowania kolejnych
wyniszczających medykamentów. Al-
kohol wraz z lekami przeciwcukrzyco-
wymi powoduje przedłużający się stan
hipoglikemii, zaś spożywany z lekar-
stwami nasercowymi może spowodo-
wać niebezpieczny spadek ciśnienia
krwi. Specyfiki przeciwdepresyjne,
uspokajające oraz nasenne łączone
z trunkami wyskokowymi mogą powo-
dować zawroty i bóle głowy, senność,
zmęczenie, depresję oddechową,
a nawet śpiączkę. Natomiast połącze-
nie alkoholu z paracetamolem poskut-
kuje przekształceniem go w niezwykle
toksyczną substancję grożącą poważ-
nym uszkodzeniem wątroby. Nawet
popularna i wydawałoby się niegroźna
aspiryna (zawiera kwas acetylosalicy-
lowy) wzmaga działanie alkoholu aż
o 40 proc., przyczyniając się na do-
datek do uszkodzenia błony śluzowej
żołądka. Łączenie tego leku z „pro-
centami” naraża nas na ryzyko wy-
stąpienia choroby wrzodowej.
Nie należy popijać jakiekolwiek
medykamentu sokami z owoców cy-
trusowych, a zwłaszcza grejpfruto-
wym. Nektar z tych owoców zawie-
ra flawonoidy hamujące pracę układu
enzymatycznego w wątrobie i jelicie
cienkim. Prowadzi to do niebezpiecz-
nej kumulacji niewchłoniętych leków
we krwi. Dotyczy to w szczególno-
ści preparatów obniżających poziom
cholesterolu, przeciwhistaminowych
oraz uspokajających. Popijanie napo-
jami cytrusowymi cyklosporyny (lek
hamujący reakcje immunologiczne)
wywołuje ryzyko nagłego napadu
drgawek i niepokojących spadków
ciśnienia. Podobnie dziać się może
w przypadku lekarstw nasercowych.
Działanie takie może wywołać wypi-
cie nawet jednej szklanki soku grejp-
frutowego. Aby tego uniknąć, nie
powinno się pić napojów tego typu
przez cztery godziny przed i po za-
życiu farmaceutyków.
Nawet zwykła herbata czy kawa,
a także napoje energetyczne, mogą
niekorzystnie wpływać na przyswa-
janie niektórych medykamentów.
Dzieje się to za sprawą m.in. kofe-
iny, która występuje również w nie-
których lekach przeciwbólowych oraz
preparatach z zawartością teofiliny
(przeciwko astmie oskrzelowej). Po-
pijanie wyżej wymienionych specyfi-
ków, a także preparatów z zawartoś-
cią kwasu acetylosalicylowego (np.
Aspiryna), czy aminofenazolu (np.
Pabialgina) może wywołać bóle gło-
wy, bezsenność i kołatanie serca. Inną
substancją czynną zawartą w herba-
cie jest teina – garbnik zaburzający
wchłanianie żelaza. Dlatego należy
unikać herbaty w sytuacjach niedo-
krwistości wywołanej upośledzeniem
przyswajania tego pierwiastka. Pre-
paraty z zawartością żelaza powinny
być podawane wraz z witaminą C oraz
cynkiem, ułatwiającymi jego wchłania-
nie. Podczas suplementacji żelazem
należy unikać przyjmowania miedzi.
Korzystne będzie natomiast popijanie
suplementów żelazowych samodziel-
nie świeżo wyciśniętym sokiem poma-
rańczowym, bogatym w witaminę C
i kwas foliowy. Dobrze jest też ogra-
niczyć wówczas spożycie mleka i jego
przetworów, ponieważ zawarty w nich
wapń utrudnia wchłanianie żelaza.
Nabiał i warzywa
Skoro doszliśmy do mleka i na-
biału, przyjrzyjmy im się bliżej. Pro-
dukty te, bogate w wapń, upośledzają
działanie antybiotyków. Wapń zawar-
ty w produktach mlecznych tworzy
bowiem z wieloma z nich nierozpusz-
czalne w wodzie sole wapnia. Efek-
tem jest znaczne upośledzenie lub
wręcz uniemożliwienie wchłaniania
się leków. Dotyczy to w szczególności
antybiotyków zawierających tetracy-
kliny oraz bisadokyl. W przypadku
mlecznych przetworów zachodzi tu
pewien paradoks, ponieważ te prze-
fermentowane zawierają niezbęd-
ne podczas kuracji antybiotykowej
pożyteczne bakterie odbudowujące
naszą wyniszczoną florę bakteryjną.
W związku z tym produkty mlecz-
ne powinniśmy spożywać dopiero
po upływie około dwóch godzin
od przyjęcia antybiotyku.
Odradza się popijanie preparatów
przeciwko osteoporozie kefirem, jo-
gurtem albo mlekiem, gdyż mogą one
zmniejszyć przyswajanie tych leków
nawet o połowę. Również suplementy
magnezu powinno dzielić od mlecznej
przekąski co najmniej dwie godziny.
Istnieje więcej produktów spo-
żywczych niezbędnych w naszej
prawidłowej diecie, a wchodzących
w szkodliwe interakcje z medykamen-
tami. Prawidłowość ta sprawdza się
w przypadku zielonych warzyw, któ-
re należy ograniczyć podczas stoso-
wania leków przeciwzakrzepowych,
bowiem zawarta w nich witamina K
osłabia ich działanie. Osoby choru-
jące na żylaki czy choroby serca po-
winny więc ograniczyć jedzenie bro-
kułów, brukselki, szpinaku czy sałaty
na rzecz czerwonych warzyw, takich
jak buraki czy pomidory.
Także zdrowy skądinąd błonnik
usprawniający nasze trawienie po-
trafi obniżyć przyswajanie niektórych
specyfików. Dotyczy to trójpierście-
niowych lekarstw antydepresyjnych
(np. Anafranil, Imipiramina, Doxe-
pin, Hydiphen, Petylyl) oraz naser-
cowych glikozydów naparstnicy (np.
Bemecor, Digoxin), w przypadku któ-
rych może dojść do bardzo groźnego
zaostrzenia niewydolności krążenia.
Zwolennicy tłustej diety mają
również powody do niepokoju.
Zwłaszcza jeśli przyjmują preparaty
przeciwko duszności na bazie teofi-
liny. Z tłustych kotletów zmuszone
są też zrezygnować osoby leczące się
antydepresantami z grupy adrenoli-
tyków (np. Metocard).
Czekolada i banany zawierają ty-
raminę, która w połączeniu z lekami
stosowanymi przy zakażeniach prze-
wodu pokarmowego oraz specyfikami
przeciwgruźliczymi i antydepresyjnymi
może prowadzić do nudności, wymio-
tów, stanu nadmiernego pobudzenia,
bólów i zawrotów głowy oraz kołata-
nia serca.
Opisane powyżej przypadki to
najczęściej występujące interakcje.
Ważne jest, abyśmy sami zapobie-
gali wszelkim możliwym kłopotom,
dokładnie czytając ulotki informa-
cyjne leków i preparatów ziołowych
lub informacje o prawidłowej diecie
zawarte w podręcznikach o dietetyce.
ZENON ABRACHAMOWICZ
Złe towarzystwoKażdego dnia miliony
ludzi na całym świecie
łykają witaminy,
minerały oraz leki
mające za zadanie
poprawić ich stan
zdrowia. Może się
jednak zdarzyć, że
skutek takich działań
będzie mierny
albo zgoła żaden…
Co niszczy witaminy w organizmie?
Antybiotyki niszczą witaminę A, te z grupy B (B3, B6, B12), K,
żelazo, magnez, wapń, kwas foliowy oraz pożyteczną florę bakteryj-
ną przewodu pokarmowego.
Leki przeczyszczające przyczyniają się do wydalania z naszego
organizmu witaminy A, D, E i K. Natomiast preparaty moczopędne
wypłukują witaminy z grupy B oraz cynk, magnez i potas. Środki
nasenne zaburzają wchłanianie witamin A, B9, C i D i dodatkowo
obniżają poziom wapnia w organizmie. Medykamenty przeciwdrgaw-
kowe zaś obniżają poziom witamin D i K oraz kwasu foliowego.
Omeprazol, Bioprazol i inne leki z grupy inhibitorów pompy pro-
tonowej, stosowane w celu zmniejszenia wydzielania kwasów żo-
łądkowych w terapii choroby wrzodowej, zmniejszają wchłanianie
witaminy B12, którą z kolei najlepiej suplementować w postaci
zastrzyków, bo ta w tabletkach jest bardzo słabo przyswajalna. Z ko-
lei tabletki antykoncepcyjne, zastępcze preparaty estrogenu i korty-
kosteroidy zmniejszają poziom witamin z grupy B w organizmie,
w tym kwasu foliowego oraz cynku.
Niewiele osób wie, że szkodliwe używki powodują gigantyczne
spustoszenie wśród naszych zapasów witamin i biopierwiastków.
Alkohol niszczy witaminy: A, B1, B2, B3, B6, B9 oraz potas, magnez,
żelazo, wapń. Kofeina zaś – B1, B6, PP, K, magnez, żelazo, potas,
wapń, cynk. Nikotyna – A, C, E i selen. Jeden papieros niszczy od
25 do 100 mg witaminy C. Palacze wypalający dziennie paczkę pa-
pierosów tracą jej każdorazowo aż do 40 procent.
Witaminę K oraz te z grupy B i C niszczy też aspiryna oraz inne
leki zawierające kwas acetylosalicylowy. Długotrwałe zaś przyjmo-
wanie paracetamolu powinno być równoważone zwiększoną podażą
antyoksydantów.
REKLAMA
25TRZECIA STRONA MEDALUNr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Co to jest prywatyzacja? To przekazanie
decyzją polityczną prywatnym osobom
lub firmom majątku produkcyjnego wytwo-
rzonego wysiłkiem całego społeczeństwa.
Profesor Sławomir Kozłowski, ekonomi-
sta z UMCS, wygłosił na moją prośbę wykład
dla pracowników jednej z lubelskich fabryk
pod tytułem: „Prywatyzacja, szanse i zagro-
żenia”. Rozpoczął swoją przemowę od słów:
„Prywatyzacja niesie ze sobą szanse i zagro-
żenia. Szanse dla 5 proc. społeczeństwa, za-
grożenia dla pozostałych 95 proc.”.
Na początku transformacji nie było w Pol-
sce ludzi dość bogatych, aby kupować fabryki.
Wymyślono więc ustawę o prywatyzacji, która
pozwoliła je de facto rozdać. Po czym benefi-
cjenci tego procesu rozdawnictwa zaczęli naj-
głośniej krzyczeć przeciwko „rozdawnictwu”
polegającemu na wypłacaniu zasiłków osobom
ubogim. Pewien biznesmen został właścicie-
lem fabryki Drumet we Włocławku i zapłacił
za nią pieniędzmi, które potem znalazł w ka-
sie zakładu. Bardzo często fabryki sprzedawa-
no na raty. Gołodupiec brał zakład i spłacał
raty z jego zysków. O tym, kto korzystał na
prywatyzacji, decydowała przynależność par-
tyjna i skłonność do finansowania kampanii
wyborczych ugrupowań, które potem rozda-
wały majątek narodowy swym dobroczyńcom.
Najczęściej spotykaną formą była prywaty-
zacja likwidacyjna. Na przykład zagraniczny
konkurent kupował zakład, by go zamknąć
i zalać nasz rynek swoimi produktami. Albo
prywatny właściciel, który nie potrafił fabryki
prowadzić i nie miał na to kapitału, dopro-
wadzał do upadłości, po czym wyprzedawał
teren oraz maszyny. Doprowadziło to dein-
dustrializacji kraju. O tym, że proces ten nie
był konieczny, świadczy przykład Białorusi,
gdzie państwowe zakłady nieźle prosperują,
zapewniając Aleksandrowi Łukaszence sze-
rokie poparcie społeczne i możliwość utrzy-
mywania się u władzy.
Zanim jednak zniszczono przemysł,
uwłaszczając wąską grupę obdarowanych,
trzeba było się pozbyć największej moim zda-
niem zdobyczy Sierpnia ’80 – ustawy o samo-
rządzie pracowniczym. Ustawa ta pozwalała
inżynierom i technikom w wielu zakładach –
zwłaszcza opartych na wysokiej technologii,
jak choćby warszawska Unitra CEMI – prze-
jąć stery kierowania przedsiębiorstwem z rąk
niedouczonych dyrektorów z nomenklatury
PZPR i prowadzić je ku nowoczesności. Jed-
nak pracownicy nie byli skłonni godzić się na
prywatyzację, więc w ramach tzw. komercja-
lizacji przedsiębiorstw Leszek Balcerowicz
wyeliminował samorząd pracowniczy.
O tym, że akcja likwidacji państwowe-
go przemysłu była akcją polityczną, pisze
w swej znakomitej książce profesor Jacek
Tittenbrun: „Restrykcje narzucone przed-
siębiorstwom publicznym były więc starannie
przemyślane i celowo – z punktu widzenia nad-
rzędnego zadania ustrojowej przebudowy – do-
brane. Podwójny nelson popiwku i dywidendy
pchał je do przekształceń własnościowych, gdyż
oba te podatki obciążały jedynie przedsiębior-
stwa państwowe. Gdyby zaś mimo wszystko nie
miały na taką transformację ochoty, pompy
ssące polityki fiskalnej i kredytowej miały je
wyniszczyć do stanu, w jakim mógłby na nich
położyć rękę likwidator. Ułatwieniu zaś jego
działań poprzez osłabienie załóg, z których opo-
rem się liczono, miała posłużyć akcja Urzędu
Antymonopolowego, jaki z 290 wielkich przed-
siębiorstw utworzył 966 nowych podmiotów
gospodarczych. Cel owej akcji określił J. Szom-
burg jasno współpracujący z J. Lewandow-
skim: »(…) Przedsiębiorstwa te są zbyt słabe
politycznie, aby nie pozwolić się zlikwidować«”.
Dziś większość społeczeństwa już wie, że
prywatyzacja likwiduje miejsca pracy, obniża
zarobki, prowadzi do regresu cywilizacyjnego
kraju. Dlatego ludzie w swej masie, a zwłasz-
cza ludzie pracy najemnej, są jej zdecydowanie
przeciwni. Jednak na scenie politycznej – ani
w koalicji rządzącej, ani w opozycji – nie ma
liczących się ugrupowań, które odrzucałyby
dogmat prywatyzacji. Tę lukę spróbujemy za-
pełnić, tworząc Ruch Sprawiedliwości Spo-
łecznej. W nadziei, że również w tej kluczo-
wej kwestii większość zdoła wreszcie wygrać
wybory i przeprowadzić swą wolę.
Jednak po ćwierćwieczu niszczenia i gra-
bieży samo wstrzymanie prywatyzacji może
się okazać niewystarczające. Dlatego warto
przyjrzeć się procesowi prywatyzacji pod ką-
tem jego legalności i możliwości ewentualnej
renacjonalizacji części naszego wspólnego ma-
jątku. Postulat zrewidowania procesu prywa-
tyzacji wysunęli ostatnio zbuntowani przeciw
miejscowej oligarchii mieszkańcy Bośni i Her-
cegowiny. Oto fragment Deklaracji z Tuzli:
„Rozwiązanie w trybie pilnym kwestii prawid-
łowości prywatyzacji firm »Dita«, »Polihem«,
»Gumara« i »Konjuh«, i to tak, aby: zapewnić
robotnikom zaliczenie stażu pracy i ubezpiecze-
nie zdrowotne; wszcząć postępowanie w sprawie
popełnionych przestępstw gospodarczych wobec
wszystkich, którzy się ich dopuścili; odebrać
nielegalnie przejęte mienie; anulować umo-
wy prywatyzacyjne; zrewidować prywatyzacje;
przywrócić fabryki robotnikom i oddać je pod
kontrolę władzy publicznej w celu ochrony in-
teresu publicznego oraz uruchomić produkcję
w tych fabrykach, w których jest to możliwe”.
Słowem – nie wszystko stracone. Wystar-
czy przegłosować prywatyzatorów.
PIOTR IKONOWICZ
Na zeszłorocznym jesiennym
Forum Ekonomicznym w Krynicy
jednym z gości specjalnych był
prof. Richard Wilkinson, współ-
autor (wraz z Kate Pickett) słyn-
nej i od niedawna dostępnej
również po polsku książki „Duch
równości”.
Dowody empiryczne są nieza-
przeczalne – im więcej nierówno-
ści, tym więcej chorób, przemocy
i wszelkich patologii społecznych.
Wbrew pozorom bieda sama w so-
bie nie prowadzi do nieszczęść w ta-
kim stopniu, jak istnienie obok siebie
skrajnej nędzy i skrajnego bogactwa.
USA są bogate, lecz cierpią na różne
społeczne plagi w stopniu większym
niż niejeden kraj średniozamożny,
w tym Polska. My jesteśmy w środku
stawki, lecz nierówności stale u nas
rosną. Warto podjąć próbę zatrzy-
mania tego trendu, bo nierówności
bardzo wiele kosztują – ekonomicz-
nie, społecznie i etycznie.
Socjaldemokratom, których men-
torem jest m.in. Wilkinson, nie cho-
dzi o zniesienie wszelkich nierówno-
ści, lecz o znalezienie optimum, przy
którym istniejące nierówności mo-
bilizują biedniejszych do podejmo-
wania wysiłków, aby podnieść swój
status. Gdy bogaci wyzyskują bied-
nych, wyrwanie się z tej biedy staje
się prawie niemożliwe, a między kla-
sami społecznymi narasta nienawiść,
znajdująca upust w przestępczości,
zamieszkach i rewolucjach. Z dru-
giej strony, zbytnia „urawniłowka”
i opiekuńczość państwa sprawia,
że w ludziach gaśnie duch przed-
siębiorczości, bo skoro nie można
dorobić się majątku, to mało komu
chce się na siłę dorabiać i męczyć
z prywatną firmą. Tak czy inaczej
w społeczeństwie wielkich nierówno-
ści narasta frustracja i gniew, a wiel-
kie obszary biedy stanowią o niższej
jakości życia także tych zamożniej-
szych. Brak porządku, harmonii,
mała wiarygodność państwa, niski
poziom praworządności zwykle to-
warzyszą skrajnym nierównościom
materialnym. Na tym się jednak nie
kończy. Okazuje się, że nierówności
to także problem epidemiologiczny
– w krajach, gdzie są szcze-
gólnie duże,
ludzie żyją znacznie krócej i częś-
ciej chorują. Więcej jest też narko-
manii, niechcianych ciąż i w ogóle
wszelkie wskaźniki mierzące jakość
życia i poziom szczęśliwości (tak, tak
– to się mierzy!) wyglądają marnie
w porównaniu z taką na przykład
Skandynawią, gdzie podatki są wyso-
kie i progresywne, spłaszczenie do-
chodów znaczne, za to jakość usług
publicznych bardzo wysoka.
Wszystko to jest ważne i godne
pilnej uwagi polityków. Warto jed-
nak spojrzeć na te kwestie również
z punktu widzenia etycznego. Nie
chodzi przecież wyłącznie o racje
pragmatyczne, czyli o to, że w bar-
dziej zrównoważonym dochodowo
społeczeństwie wszystkim żyje
się lepiej i ogólny dobrostan jest
wyższy. Chodzi również o to, co
jest sprawiedliwe, a co nie. A nie
jest sprawiedliwe, gdy jedna część
społeczeństwa z pokolenia na poko-
lenie żyje sobie zamożnie i wygod-
nie, a pracuje na to druga część tego
społeczeństwa – większa, znacznie
uboższa i ubóstwo to z pokolenia
na pokolenie dziedzicząca. Żadna
własność nie jest aż tak święta, aby
usprawiedliwiony był system ciągną-
cej się przez pokolenia nierówności
szans. Oczywiście w polskim, tj. wa-
tykańskim, Kościele nie usłyszymy
o tym na kazaniu…
Jeśli w wielu społeczeństwach
istnieją skrajne nierówności, to dla-
tego, że w jakiejś mierze są tam ak-
ceptowane. Aby rzeczywiście mogło
dojść do zmiany, trzeba przekonać
ogół ludzi, w tym również warstwy
wyższe, że nędza jednych i skrajne
bogactwo innych to sytuacja moral-
nie nieakceptowalna. Tymczasem
bardzo wielu ludzi sądzi inaczej.
Twierdzą, że każdy ma to, na co
zasłużył, albo to, co zesłali mu bo-
gowie. Urodziłeś się tym, czym je-
steś, i musisz zaakceptować swój los.
A jeśli chcesz go zmienić – pracuj na
to tak ciężko, jak to konieczne. Nie
ma powodu, żeby ktoś ci coś dawał
za darmo.
Otóż to! Ci, którym powodzi się
znakomicie, najczęściej bardzo wiele
dostali za darmo – od swoich zamoż-
nych rodziców. I to nie tylko w posta-
ci pieniędzy, lecz również wykształ-
cenia, obycia. Ich start jest o wiele
łatwiejszy, a ciężka praca, którą wkła-
dają w zdobycie bogactwa – o wiele
bardziej produktywna. Ciężka pra-
ca syna właściciela firmy zaprowa-
dzi go co najmniej na miejsce jego
ojca, a ciężka praca syna robotnika
zaprowadzi go również w to samo
miejsce co ojca – na stanowisko pracy
w fabryce. Poza tym bogactwa, któ-
rymi się cieszymy, zawsze są dziełem
wielu rąk. Zapłacenie za kupowane
przedmioty nie zmienia tego faktu.
Zresztą nawet i pieniądz, cały obrót
gospodarczy, wszystko, co pozawala
zarabiać i wydawać, stanowi dzieło
kolektywne. Dlatego ci, którzy mó-
wią, że to, co należy do nich, jest
absolutnie i nienaruszalnie ich włas-
nością, są bardzo podobni do komu-
nistów, którzy twierdzą, że własność
jest kradzieżą. Prawda leży pośrodku.
A społeczeństwa, które ten środek
znajdują, są szczęśliwe i zasobne.
JAN HARTMAN
Mieć równo pod sufitem
FI­LO­ZO­FIA­STO­SO­WA­NA
Nie chcemy prywatyzacji!
GŁOS­OBU­RZO­NYCH
26 RACJONALIŚCI Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
14 lutego 2014 r. w Teatrze
Groteska w Krakowie od-
była się XIV Reality Shopka
Show. Tytuł spektaklu,
„Srebrne wesele”, nawią-
zywał do 25 rocznicy zmia-
ny ustrojowej i transfor-
macji polskiej gospodarki.
Naśmiewano się z Tuska,
jego rządu i rządów,
z Kaczyńskiego, Palikota,
Schetyny, Hoffmana, agen-
ta Tomka. Z klimatu
Bieńkowskiej, szczawiu
Niesiołowskiego, zegar-
ków Nowaka i smoleń-
skich oszustw Rońdy. Z na-
rodowców, kiboli i kleru.
W spektaklu prezen-
towane były wszystkie op-
cje polityczne oprócz PiS.
Może dlatego, że takie
śpiewające gwiazdy jak
Tadeusz Cymański, Be-
ata Kempa i Jacek Kur-
ski opuściły łono preze-
sa-pana i są w Solidarnej
Polsce. Także shopkowa ekipa PO
była mocno przerzedzona. Posło-
wie Godson i Żalek to już Ruch,
czy jak mu tam, Gowina. Poza
wymienionymi, na scenie mniej
lub bardziej brylowali: Robert
Biedroń, Zbigniew Ćwiąkalski,
Andrzej Dera, Dariusz Joń-
ski, Jacek Majchrowski, Joan-
na Mucha, Janina Paradowska,
Ireneusz Raś, Bogusław Sonik,
Róża Thun, Jerzy Wenderlich,
Andrzej Zoll i już po raz siódmy
Wasza stała felietonistka Joanna S.
Jak co roku tekst, który wygłosi-
łam, był ostry i nie zostawiał suchej
nitki na ubiegłorocznych głupotach
objawionych przez Episkopat Pol-
ski, z jego przewodniczącym abp.
Michalikiem na czele, przy aktyw-
nym wsparciu biskupów Dziwisza,
Pieronka i Ryczana; księży de
Bériera i Oko oraz wielu innych
ścigających się z posłanką Pawło-
wicz w mówieniu bzdur. Ponieważ
nie znacie, to poczytajcie.
PRZEŚWIĘTA INKWIZYCJA
Tekst: P. Szumiec, A.Weltschek
Czas już najwyższy, już święta pora!
Więc niech świat cały tę wieść
usłyszy:
Że przed obliczem inkwizytora,
Stawi się wreszcie jędza Senyszyn!
Giordano Bruno przy niej to malec,
Joanna D’arc jest niewinną panną –
Ja tę Senyszyn za kłamstwa spalę,
By nie bluźniła przeciw sutannom!
By w nas nie pluła dżenderofobią,
Mówiąc, że dżender nam w głowach
śmieci,
Bo przecież u nas dżendery robią
Księża i bracia już od stuleci.
Nim dżender w świecie wreszcie
zagościł,
Nim Grodzka jęła roztaczać wdzięki,
Już przed wiekami, dla płci
równości,
Księża wkładali czarne sukienki.
Tak episkopat ten dżender widzi,
Więc to jest dogmat, i tak być musi!
Więc niech Senyszyn z kleru
nie szydzi,
Kłamiąc, żeśmy są głupi i głusi.
Bo czyż idioty ta myśl jest godna,
Że gdy się dziecko z in vitro
zdarzy,
Każdy dzieciaczka tego rozpozna,
Bo szpetną bruzdkę ma gdzieś
na twarzy?
To ksiądz de Bérier tę
mądrość stworzył.
Ksiądz, co jest wiernym rozumu
synem.
Tak!! Wiedźma kłamie, bo ten
syn Boży
Jest profesorem, a nie kretynem!
Dziś trzeba bronić sióstr oraz braci –
Wiedźma i dżender ich imię kala!
I dziesięciny nie chcą nam płacić,
Więc niech się od nas trzymają
z dala!
Łże jak najęta Senyszyn, kiedy
Nam brak ubóstwa stale wytyka.
U nas ubóstwa nikt się nie boi!!!
Bo przed nim… drzwi się u nas
zamyka
Senyszyn twierdzi, że papież prosi:
„Aut drogich żeby u nas nie było”.
Niech powie wiedźma – czym by
się całe
Kolędowanie nasze skończyło.
A tak w ogóle co to za papież.
Rację ma święty Wojciech Cejrowski –
Że papież w butach zbyt starych
człapie,
I że zbyt ludzki jest, a nie boski.
Skażę też za to Senyszyn hardą,
Że nam zarzuca, iż seksafery,
U nas się chowa za jakąś gardą,
I że w tych sprawach Kościół
nieszczery.
A czyż nie szczerze nasz arcybiskup
Michalik wyznał, że to przez dzieci
Dorosły grzeszy grzeszną miłością,
I z winy dziecka do piekła leci?
Bo u nas wszystko jest jawne, zdrowe,
My zawsze chcemy iść z duchem
czasu!
Naród z Kościołem, Kościół
z narodem!
Kościół nie robi przy tym hałasu.
Gdy naturalny przyrost maleje
I polski naród się kurczy w oczach
To tylko księża z… gospodyniami
Wspólnie tyrają… w łóżkach!
Po nocach.
Lecz polski klecha jest postępowy.
I na kobietach nie poprzestaje.
Dzisiaj w zaciszu księżej alkowy
Z chłopami seksik też się udaje!!!
Więc w inkwizycji świętej imieniu,
Ogłaszam wyrok, niech pisze prasa:
Senyszyn będzie odtąd skazana
Na życie wieczne w wiecznych
zawiasach!
Wśród biskupobojnych widzów
mój występ wywołał niejakie zmie-
szanie. Nie bardzo wiedzieli, czy mają
się śmiać, czy płakać nad mizerią pol-
skiego Kościoła i umysłowym pozio-
mem jego hierarchów. To odwieczny
problem ludzi, którzy nie potrafią od-
dzielić swojej wiary od realnej oceny
ziemskich urzędników pana B. Niby
wszystko prawda, ale przecież gdzieś
tam w głowie zakodowane, że świę-
tości nie szargać, a uczuć religijnych
nie obrażać. Problemu nie mieli an-
tyklerykałowie. Śmiali się i bili bra-
wo, a po spektaklu mówili, że było
za delikatnie, bo czarnej mafii trzeba
przykładać jeszcze ostrzej.
JOANNA SENYSZYN
senyszyn.blog.onet.pl
senyszyn.natemat.pl
senyszyn.eu
PS Moi Kochani Czytelnicy!
Bardzo dziękuję za dotychczaso-
we głosy w plebiscycie na najbar-
dziej wpływową kobietę Małopol-
ski. Plebiscyt trwa do końca lutego.
Jeśli ktoś jeszcze chciałby mnie
poprzeć, niech wyśle na nr 72355
SMS (koszt 2,46zł z VAT) o treści:
KOBIETA.35
KATEDRA PROFESOR JOANNY S.
Reality Shopka Show
To już bodaj trzecie wybory, w któ-
rych trwa debata nad tym, czym
powinna być debata w kampanii
wyborczej i pomiędzy kim powin-
na być prowadzona.
Dwadzieścia pięć lat po upad-
ku komunizmu wciąż dyskutujemy
o elementarnych rzeczach. Otóż jest
czymś zawstydzającym, że premier
i szef głównej partii opozycyjnej klu-
czą w kwestii tego, czy powinni ze
sobą dyskutować. Tym, co jednak
najbardziej zdumiewa, jest całkowita
bezsilność społeczeństwa, które nie
potrafi od nich tego wyegzekwować.
Jak to możliwe? Przecież jest czwar-
ta władza, a więc media! To jest siła
uzależniona od widzów, czyli od oby-
wateli, i dlaczego nie potrafi zmu-
sić polityków, pracujących w służbie
ludu, do takich decyzji? I pojawia
się nie mniej ważne pytanie – dla-
czego miałoby dyskutować tylko tych
dwóch panów? Czy taki scenariusz
nie jest po to, aby zmarginalizować
resztę sceny politycznej? Zmargina-
lizować trwale…
Być może przez te kwestie widać
najbardziej, jak jeszcze niedorosła jest
polska demokracja. Jak jest słaba.
Nie możemy pozwolić, żeby taki cyrk,
taki teatr uchodził płazem. Dlatego
będę stawiał się niczym nieproszony
gość na kolejne debaty i zakłócał ten
scenariusz POPiSu. Będę wzywać też
Leszka Millera do debaty na temat
lewicy. Skoro prawica nie potrafi dys-
kutować, to my to pokażmy. Spokoj-
nie, merytorycznie, ale też politycz-
nie, pokażmy różnice między nami
i zakwestionujmy monopol POPiSu.
Byłaby to swoista lekcja demokracji
dla prawicy i jestem pewien, że bez
względu na to, kto wygra, byłaby to
debata z korzyścią dla SLD i Euro-
py Plus – Twojego Ruchu. Lewica
na tym zyska.
Dlaczego więc „nie”, panie pre-
mierze Miller? Wydaje się też, że
wynik debaty na lewicy byłby natu-
ralnym tytułem do debaty z liderem
prawicy. Jeśli Kaczyński oddaje to
walkowerem, to – jak rozumiem –
premier Tusk gotów jest spotkać
się ze zwycięzcą debaty na lewicy.
Wspaniała konstrukcja! Uważam to
za wielką szansę dla nas wszystkich.
JANUSZ PALIKOT
Debata
o debacie
„Sensacyjna monografia
Marka Szenborna
»Czarownice i heretycy.
Tortury, procesy, stosy« burzy
miłe, ułatwiające życie przekonanie
o dobroci i szlachetności ludzkiej
natury.
To literatura faktu,
a raczej faktów
niewygodnych
dla Kościoła”
– prof. Joanna Senyszyn
Zamówienia:
Telefonicznie
i przez internet
REKLAMA
27ŚWIAT SIĘ ŚMIEJENr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Rozwiązanie krzyżówki z numeru 6/2014: „Nie chcieli”. Nagrody otrzymują: Marek Kardasz ze Swarzędza, Jolanta Pilarska z Kalisza, Franciszek Burakiewicz z Płotów. Aby wziąć udział w losowaniu
nagród, wystarczy w terminie 7 dni od ukazania się aktualnego numeru „FiM” przesłać hasło krzyżówki e-mailem na: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub pocztą na adres redakcji podany w stopce.
Warunki prenumeraty: 1. Prenumerata redakcyjna – 52 zł za II kwartał 2014 r., 100 zł za II połowę 2014 r. Wpłaty (przekaz pocztowy) dokonywać na adres: BŁAJA NEWS Sp. z o.o., 90-601 Łódź, ul. Zielona 15 lub przelewem na rachunek bankowy ING Bank Śląski: 76 1050
1461 1000 0023 0596 2777. 2. W Polsce przedpłaty przyjmują: a) Urzędy pocztowe i listonosze. Cena prenumeraty – 52 zł za II kwartał 2014 r., 100 zł za II połowę 2014 r.; b) RUCH S.A.: Zamówienia na prenumeratę w wersji papierowej i na e-wydania można składać bezpośrednio
na stronie www.prenumerata.ruch.com.pl. Ewentualne pytania prosimy kierować na adres e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub kontaktując się z Telefonicznym Biurem Obsługi Klienta pod numerem: 801 800 803 lub 22 717 59 59 – czynne w godzinach 7.00–18.00. Koszt połączenia
wg taryfy operatora. 3. Prenumerata elektroniczna: a) informacje na stronie internetowej http://www.faktyimity.pl/presssubscription/. Prenumerator upoważnia firmę BŁAJA News Sp. z o.o. ul. Zielona 15, 90-601 Łódź, NIP: 725-00-20-898 do wystawienia faktury VAT
na prenumeratę tygodnika „Fakty i Mity” bez podpisu. b) www.egazety.pl 4. Prenumerata w Niemczech: Verlag Hübsch & CO., Dortmund, tel. 0 231 101948, fax 0 231 7213326, http://www.prenumerata.de. 5. Dystrybutorzy w USA: New York – European Distribution Inc., tel. (718) 782 3712;
Chicago – J&B Distributing c.o., tel. (773) 736 6171; Lowell International c.o., tel. (847) 349 1002. 6. Dystrybutor w Kanadzie: Mississauga – Vartex Distributing Inc., tel. (905) 624 4726. Księgarnia „Pegaz” – Polska Plaza Wisła, tel. (905) 238 9994.
TY­GO­DNIK­FAKTY i MITY­(ISSN­356441);­Pre­zes­za­rzą­du­i­re­dak­tor­na­czel­ny:­Roman Kotliński (Jonasz);­Za­stęp­ca­red.­na­czel­ne­go:­Adam Cioch;­Se­kre­tarz­re­dak­cji:­Paulina Arciszewska-Siek;­Dział­reportażu:­
Wiktoria Zimińska,­Ariel Kowalczyk­–­tel.­(42)­639­85­41;­Dział­historyczno-religijny:­Bolesław Parma,­e-mail:­Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ;­Redaktor­graficzny:­Tomasz Kapuściński;­Dział­promocji­i­reklamy:­tel.­(42)­630­73­27;­
Dział­łączności­z­czytelnikami:­(42)­630­72­33;­Adres­redakcji:­90-601­Łódź,­ul.­Zielona­15;­e-mail:­Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ,­tel./faks­(42)­630­70­65;­Wydawca:­„BŁAJA­News”­Sp.­z­o.o.;­Sekretariat:­tel./faks­(42)­630­70­65;­
Druk:­POLSKAPRESSE­Sp.­z­o.o.,­Oddział­Poligrafia,­Drukarnia­w­Łodzi.­Redakcja­nie­zwraca­materiałów­niezamówionych­oraz­zastrzega­sobie­prawo­do­adiustacji­i­skracania­tekstów.
Poziomo: 1) dzięcioł w szkole, 6) prawie jak figa z US, 9) medy-
cyna środka, 10) światowa lala, 11) krwiożercze potwory ze
sfory, 13) śmieci w sieci, 14) masuje, póki się nie zepsuje,
18) pozytywny znak, 20) Jennifer z ekranu, 21) dur – medycz-
ny, nie muzyczny, 23) świta, nie tylko rano, 24) siekierka
z porem, 27) w przerwie między pozycjami wchodzi na ante-
nę, 28) ma dwa dzioby, do prucia fal, a nie ozdoby, 30) policja,
która ściga bezgranicznie, 31) ta pani dobrze się prowadzi,
32) policyjna suszarka, 34) rejestruje dźwięk taśmowo, 37) ciast-
ko dla bonapartystów, 40) nie jest rumakiem, lecz kucykiem
z silnikiem, 41) miętówka, która rozpływa się w ustach,
42) wystarczy uroczystości śledź, aby zamęt mieć, 46) gość
za stołem, 50) ojciec Piętaszka i Robinsona, 51) niezmierny
wierny, 53) parowanie, 54) ubezpieczeniowy kask samocho-
dowy, 58) kwiat z siebie rad, 60) nie miał nosa do kłamania,
61) radzieckie limuzyny jak łodzie lub ptaszyny, 62) uzbrojony
kosztuje więcej, 63) najtrwalsza telewizja świata, 64) ściana
z morza widziana, 66) dla psa kiełbasa, 69) zakaźna choroba
w żłobach, 70) bywa żywiołowa, 71) był tym, który założył
Rzym, 72) funkcja w szkole, 73) celowa firanka, 74) jeszcze
nie rządzi w elektrowni.
Pionowo: 1) blagierowi się zadaje, 2) alpaga z ABC, 3) nie
srebro, nie złoto, 4) styropianowy zbiór wartości, 5) służy do
bicia, 6) jaki produkt w środku bryka?, 7) kusa potrawa,
8) zjazd do wody w slipkach, 10) kurs żeglarski, 12) wkoło
jądra lata, 13) głupie naśladownictwo, 15) gra w powietrzu
pierwsze skrzypce, 16) cegiełka materii, 17) radiowa ciecz,
19) wyjmowana z kołczana, 20) doktor House prywatnie,
22) między słowami, 25) baran z narzędziem do równania
ścian, 26) co na znak protestu robi się z barana?, 28) barwne
zestawienie, 29) odprawiane bez kwitka, 32) kto podróżuje,
to jazdy studiuje, 33) do tego zdolna jest amunicja, 35) zbroj-
ne ramię narodu, 36) dźwięczne szesnastki, 38) na co ci kopyt-
ka?, 39) szarobure obydwa – po aaa, a przed dwa, 42) płyną
z niego dźwięki piosenki, 43) na początku pracy musi zapalić,
44) tam to jest życie, 45) narciarski, działkowy lub ogórkowy,
46) strażacki sprzęt bez butów?, 47) o biegłości w twórczo-
ści, 48) jedzie na dłużej do Stanów z Watykanu, 49) pomar-
szczona bibuła, 52) co jest, gdy w kasie za dużo ma się?,
53) on nam pokazał Wilka z Wall Street, 55) Turner, 56)
gigantyczna firma kosmetyczna, 57) służą do oddzielania
złota od błota, 59) rozkosz bogów, 61) w paczkach z wiel-
błądami, 65) w tej oponie czegoś brak, 67) nie oszustwo,
ale kant, 68) gaz w masce, 69) gorszy niż inne chwasty, bo
kolczasty.
K U J O N E O F I K U S
Ł A I N T E R N A U L
B A R B I E O Ę B E S T I E
S P A M C M A S A Ż E R K P L U S
N K L O P E Z T T Y F U S E T
O R S Z A K T O P O R E K S P I K E R
B Z U K A T A M A R A N A T Z
I N T E R P O L C B T A N C E R K A
Z A I L R A D A R B J O Ł
M A G N E T O F O N N A P O L E O N K A
R U R Z Ż Ż B O
M O T O R Y N K A P E P E R M I N T
I K S Ł N Ń A K
G A L I M A T I A S B I E S I A D N I K
Ł A A Y D E F O E T R U R
O R T O D O K S Z S S W A T A N I E
Ś A R A U T O C A S C O Y C P
N A R C Y Z P I N O K I O C Z A J K I
I N T E R E N T T R W A M U N
K L I F M R A R Y T A S M O S P A
K L Ę S K A A L E N E A S Z
A T T A N G E N S L E
K R A T A T N E L E K T
- M I T E Ż , A L E J A S I Ę L E C Z Ę
K U J O N E O F I K U S
Ł A I N T E R N A U L
B A R B I E O Ę B E S T I E
S P A M C M A S A Ż E R K P L U S
N K L O P E Z T T Y F U S E T
O R S Z A K T O P O R E K S P I K E R
B Z U K A T A M A R A N A T Z
I N T E R P O L C B T A N C E R K A
Z A I L R A D A R B J O Ł
M A G N E T O F O N N A P O L E O N K A
R U R Z Ż Ż B O
M O T O R Y N K A P E P E R M I N T
I K S Ł N Ń A K
G A L I M A T I A S B I E S I A D N I K
Ł A A Y D E F O E T R U R
O R T O D O K S Z S S W A T A N I E
Ś A R A U T O C A S C O Y C P
N A R C Y Z P I N O K I O C Z A J K I
I N T E R E N T T R W A M U N
K L I F M R A R Y T A S M O S P A
K L Ę S K A A L E N E A S Z
A T T A N G E N S L E
K R A T A T N E L E K T
- M I T E Ż , A L E J A S I Ę L E C Z
Kłótnia małżeńska po rannym powrocie męża.
– I nie wmawiaj mi, że nocowałeś u swego przyjaciela, Andrzeja!
Ja nocowałam u Andrzeja i ciebie tam nie było!
  
Przed egzaminem student pyta studenta:
– Powtarzałeś coś?
– Ta.
– A co?
– Będzie dobrze, będzie dobrze!
Litery z pól ponumerowanych w prawym dolnym rogu utworzą rozwiązanie – dokończe-
nie scenki.
Trwa egzamin. Profesor chodzi po sali i sprawdza, czy nikt nie ściąga. Nagle mówi:
– Wydaje mi się, że słyszę jakieś szepty.
Na to głos z sali:

28 JAJA JAK BIRETY Nr 8 (729) 21–27 II 2014 r.
Rys.TomaszKapuściński
ŚWIĘTUSZENIE Ukrzyżowan i popieszczon Skazani na śmierć Amerykanie
mają prawo do ostatniego
obiadu i ostatnich słów.
 17-letni Johnny Frank Gar-
rett zgwałcił i zamordował 76-letnią
zakonnicę. Obrońcy praw człowie-
ka przytomnie stwierdzili, że chło-
pak musi mieć coś z głową, więc
nie powinno się go uśmiercać. Nie-
wiele wskórali. Johnny, już 28-letni,
przed ostatecznym the end uroczyście
oświadczył: „Chciałbym podzięko-
wać mojej rodzinie, że mnie kochała
i dbała o mnie. A cała reszta świata
może mnie pocałować w dupę”.
 Prośbę o pocałowanie w dupę
miał też John Wayne Gacy. Tym
razem całować miał tylko kat, który
przed zastrzykiem z trucizną zadał
standardowe pytanie: „Czy chce pan
coś powiedzieć?”. Wcześniej Gacy –
uznany działacz społeczny zaangażo-
wany w pomoc dzieciom – zgwałcił
i zamordował 33 nieletnich chłopców.
 „Lubię dzieci. Dzieci są smacz-
ne” – wyznał przed śmiercią Ha-
milton Howard „Albert” Fish,
jeden z najbardziej znanych seryj-
nych morderców XIX wieku. Tak
zwany Wilkołak z Wisterii spe-
cjalizował się w gwałceniu ma-
łoletnich i pożeraniu ich zwłok.
 „Z dziewczyny zostaje na-
prawdę dużo, nawet jak nie ma
głowy” – pouczył bliźnich Edmunt
Kemper, fachowiec od polowań
na autostopowiczki. Zawoził je
w opustoszałe miejsca, ciął na kawał-
ki i seksualnie wykorzystywał zwłoki.
Największą frajdę sprawiała mu „za-
bawa” z odciętymi głowami.
 Życiowa partnerka Jamesa
Lewisa Jacksona chciała się z nim
rozstać. Kobieta miała dwie nasto-
letnie córki z poprzedniego związ-
ku, które rozżalony Jackson zapytał
o zdanie w tej sprawie. Jedna powie-
działa, że wszystko jej jedno, byle ro-
dzicielka była szczęśliwa. Druga wsta-
wiła się za nim. James zabił i jedną,
i drugą, a potem ich matkę, jak tylko
wróciła do domu. Przez rok spędzony
w celi śmierci być może przemyślał
swoje winy, bo egzekucji... nie mógł
się doczekać. „Czas zacząć tę impre-
zę!” – popędzał wszystkich sadzają-
cych go na krześle elektrycznym.
 „Nie dostałem właściwego
spaghetti. Chcę, żeby prasa o tym
wiedziała...” – pożalił się na koniec
Thomas J. Grasso, skazany na
śmierć za uduszenie staruszki lamp-
kami choinkowymi. Chodziło o ostat-
ni zamówiony posiłek, który – jego
zdaniem – był nie taki jak trzeba.
 Oba Chandler zwabił na łód-
kę, po czym ogłuszył i zgwałcił trzy
kobiety – matkę i jej dwie nastoletnie
córki. Później poprzywiązywał kobie-
tom betonowe płyty do ciał i wrzucił je
do morza. Przed egzekucją Chandler
nie był rozmowny, ale – jak się później
okazało – zostawił liścik. „Dziś zabili-
ście niewinnego człowieka” – napisał.
 Nie wiadomo, co Aileen
Wuornos, morderczyni 7 mężczyzn,
powiedziała przed egzekucją. Do me-
diów przedostały się za to, „życze-
nia”, jakie złożyła sędziemu, który
ogłosił wyrok. „Oby twoja żona
i dzieci zostały wyruchane w dup-
ska” – z całego serca życzyła mu
Aileen. JC
Wolność słowa
CU­DA­-WIAN­KI

Aby otrzymać 7 dniowy dostęp do przeglądania artykułów zamieszczonych na stronie faktyimity.pl, wyślij SMS'a na numer 73068 o treści: AP.MLR0 lub AP.IBS4 lub AP IBS4. W SMS'ie zwrotnym otrzymasz hasło, dzięki któremu będziesz mógł się zalogować
i już bez przeszkód korzystać z całego serwisu. Twój kod będzie aktywny przez 7 dni.

Koszt SMS'a wynosi 3 zł (netto).

Usługa dostępna w sieciach komórkowych na terenie kraju. Serwis SMS obsługuje dotPay.pl.

Aby skorzystać z tej usługi na terenie Niemiec prosimy wysłać SMS o treści:
MOAP KUU9 na numer: 46645, w tym wypadku, dostęp kosztuje 1.99 euro, a kod dostępujest aktywny przez 7 dni.


<




Proszę wpisać kod!

Skomentuj

Komentuj jako gość

0 / 1000 Ograniczenie ilości znaków
Twoja wiadomość powinna zawierać mniej niż 1000 znaków
warunki użytkowania.
  • Brak komentarzy

Antyklerykalny Twitter









@Designed by Tomkapa

All Rights Reserved

Kopiowanie i powielanie treści bez zgody zabronione

Błaja News Sp. z o. o. ul. Zielona 15, 90-601, Łódź

wpisana do KRS w Łodzi pos numerem 0000152053

kapitał zakładowy 300 000,00 wniesiony w całości

NIP: 725-00-20-898


SaNdCo@2013