Strona główna Felietony #Halo, tu Kuba Wątły (2)

#Halo, tu Kuba Wątły (2)

160

No to już wiemy! Robert Biedroń został namaszczony na kandydata sejmowej lewicy na strażnika żyrandola.

Na szczęście ten zaszczyt mu nie zagraża (12 proc. w badaniach zamówionych przez Lewicę), w związku z czym brukselski spokój i pieniądze nie są zagrożone. Dużo na ten temat pisałem tydzień temu, więc dziś wspomnę jedynie, że Andrzej Duda idzie po drugą kadencję i tak mu chyba zostanie. Wiem, że trochę lub nawet bardzo się to państwu nie podoba, ale w Polsce 2020 r. nadal rządzi Kościół i jego trochę tępawi wierni.

Co do Kościoła, szczególnie tego katolickiego, to kolejny już raz czytałem, że jego rwandyjska wersja przeprasza za to, że „brała udział w ludobójstwie”. Zaraz, chwila: jeśli jakakolwiek organizacja brała udział w ludobójstwie, to wystarczy swoiste „sorry” i sprawa będzie załatwiona? Nikt nie zadaje tego pytania i nikt nie rozkłada tych przeprosin na czynniki pierwsze, że oto ludobójstwa nie dokonał kościół w sensie „budynek”, ale Kościół w sensie „ludzie” – wspólnota… Bardzo często ludzie bardzo konkretni, którzy mając na sobie sutanny, czyli ciesząc się zaufaniem ludu, otwierali drzwi kościoła, gdzie jedni chcieli się schronić, po czym je zamykali i wskazywali drugim, kogo mogą mordować. Kobiety, dzieci, starcy – klasyka tamtejszego Kościoła katolickiego z maczetami w świętych dłoniach. Gdzie jest zdrowy rozsądek? Gdzie jest logika, która nakazuje bezwzględnie pociągnąć do odpowiedzialności księży, biskupów, czy cywili, którzy dziś rzucają słowo „przepraszam”?

Nieprawdopodobne jest, że gdy Kościół morduje, to magiczne słowo wystarczy. Jednak gdy morduje jakiś Kowalski czy Nowak, to normą jest proces. Ten patologiczny schemat braku odpowiedzialności przerabiamy od lat nad Wisłą, nad którą dzieci można właściwie gwałcić do woli, o ile zawodowo nosi się sutannę. Jedyne, co grozi facetowi w sukience na 33 guziki, to nowy teren łowów w miejscu, gdzie jego poprzednik na parafii był jakiś popieprzony i dzieci nie gwałcił. Kiedy ksiądz rozdziewiczy Wam już dziecko, to, niejako przy okazji, pokropi Wam mieszkanie zatęchłą wodą, która może mieć w sobie liczne bakterie coli czy innej czerwonki. Nie za darmo oczywiście ksiądz będzie Wam to mieszkanie kropić, tylko za minimum kilka stów. Potem powinniście całować księdza po rękach, które są właściwie „dłońmi Chrystusa” – jak twierdzi dyżurny sutannik Telewizji Republika, bo święcenia załatwiają sprawę i z rąk zwykłego Polaka robią ręce Chrystusa Króla Polski.
Z pewnością ów Król Polski natchnął niedawno jednobrewego Krzysztofa Bosaka, który „otwiera Ruch Narodowy na społeczność LGBT”, o ile przedstawiciele tej społeczności nie będą „czynni”. Oznacza to tyle, że będą zamknięci, z czego część chrystusowych Polaków byłaby pewnie zadowolona. Radość taka bierze się zazwyczaj z własnych ograniczeń, które nie wiedzieć czemu wśród polskich nacków i szurofoliarzy skupiają się na kwestii łóżka i tego, co w nim można robić, wyłączając spanie, jedzenie, umieranie i oglądanie Netfliksa. Przykładem takiego właśnie postrzegania świata jest redaktor Stanisław Janecki, który Marsz Tysiąca Tóg widział jako „wielką masturbację na ulicach Warszawy. I jak to w onanizmie, chodziło o samozaspokojenie”. Koniec cytatu. Ha! Że też ręka nie drgnęła redaktorowi, gdy pisał te słowa. A właściwie nie drgała – jeśli mam być nieco bardziej złośliwy, bo biorąc pod uwagę jego fizis i fakt, że tylko ślepa desperatka mogłaby na niej zawiesić swoje niewidzące oko, owo samozaspokajanie się pewnie mu od dawna pozostaje.

Cóż… skoro jestem już złośliwy, to jako bonus dorzucę jeszcze małostkowość. Cecha ta ujawniła się we mnie podczas ostatniego Finału WOŚP. I zaprawdę napiszę Wam, że nie ma w niej chyba niczego zdrożnego, bo okazuje się, że ta moja małostkowość jest może jednym z tych czynników, które będą nas trzymać przy zdrowych zmysłach pomiędzy poszczególnymi finałami Orkiestry. Pewnie to bardzo małostkowe, ale to w sumie dobrze, że choć raz w roku, choćby przez moment, nawet w marnym procencie, ale jednak, najbardziej nienawistni wyznawcy polskiego Kościoła katolickiego, a wraz z nimi różne inne intelektualne męty, które na co dzień mają gęby wypchane frazesami o miłości i miłosierdziu, czują się tak, jak ja czuję się przez pozostałe dni w roku, żyjąc wśród nich, w chlewni, którą nie dość, że sami tworzą, to jeszcze uparcie nazywają perfumerią.

Chwilo trwaj! A teraz na koniec: minął nam właśnie rok od mordu politycznego dokonanego na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu. Zbrodnia ta od początku była inspirowana zarówno przez część polityków, jak i część mediów. Ani jedni, ani drudzy nie wzięli za nią odpowiedzialności. I pewnie nie wezmą, bo tak jak Kościół katolicki może mordować ludzi i przepraszać lub nie, tak media i politycy mogli zamordować człowieka, bo ten, który miał nóż w dłoni był jedynie cynglem pociągającym za spust. To nie była ostatnia śmiertelna ofiara słów w Polsce. Im bliżej będzie PiS do czasu, w którym ono będzie sądzone, im bliżej będzie większości skompromitowanych polityków wszystkich opcji do politycznego niebytu, tym więcej łez, krwi i żałoby zagości nad Wisłą. Najgorsze emocje wyzwoli w nas rozkręcający się kryzys ekonomiczny i ci, którzy będą chcieli na nim najwięcej skorzystać.

Facebook Comments