Siedem grzechów głównych to zachowania, które prowadzą do popełniania innych grzechów. Ich liczba jest jednak stanowczo za mała, by podsumować działalność polskiego Kościoła w czasie, kiedy wydajemy „Fakty i Mity”.

„Chrystus dał Apostołom władzę rządzenia, nauczania oraz uświęcania, której wszyscy muszą się podporządkować…” – czytamy w piśmie z 1956 r. hiszpańskiego jezuity o. Joachima Salaverriego.
Hierarchowie kościelni, czyli współcześni apostołowie, aż nadto wzięli sobie te słowa do serca. Przekonani, że wszyscy bez wyjątku muszą się im podporządkowywać, żyją w naszym kraju jak feudalni monarchowie. W Polsce, krainie egzorcyzmów, z mieszkańcami miłującymi się w rytuałach, obrzędach i pokropku, utożsamiającymi księży z Bogiem, nie wymaga to zbytniej finezji. Wszystkich grzechów Kościoła, wypierającego się instytucjonalnej odpowiedzialności za pedofilię podwładnych, wspierającego faszystów, niestającego w obronie pokrzywdzonych, zajętego wymyślaniem coraz to nowych powodów, by piętnować każdego, kto nie podporządkuje się jego władzy, szczującego i zohydzającego wiarę, budującego społeczne podziały, nie sposób wyliczyć. Dlatego zniekształcone twarze hierarchów jak w lustrze odbijają się w polskim Kościele, trawionym grzechami, które sam wymyślił.

Pycha

„Pycha to postawa i zachowanie człowieka, który jest zbyt pewny siebie, uważa się za lepszego od innych. Bardzo często także od Boga. Według wiary katolickiej pycha jest grzechem, ponieważ często prowadzi do agresji i buntu przeciwko wartościom najwyższym” – to katechizmowe wyjaśnienie grzechu możemy śmiało przypisać całemu Kościołowi polskiemu, którego twarzą (nie bez przyczyny to on wygłosił wielkanocne orędzie na antenie telewizji publicznej) i uosobieniem jest abp Marek Jędraszewski, metropolita krakowski, zastępca przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.

Fatalna rola w sprawie abp. Paetza, któremu zarzucano molestowanie kleryków, niczego go nie nauczyła. Wówczas Jędraszewski, jako biskup pomocniczy w Poznaniu, organizował wśród księży akcję przymusowego podpisywania listów poparcia dla Paetza. Podczas watykańskiej konferencji o pedofilii i nadużyciach seksualnych abp Marek Jędraszewski jako jedyny z hierarchów kościelnych nie przedstawił żadnych danych o nadużyciach w polskim Kościele. Zareagował dopiero, gdy papież otrzymał raport z nazwiskami ponad 20 polskich hierarchów, w tym jego, którzy chronili księży pedofilów i natychmiast wydał oświadczenie sygnowane przez krakowską kurię. Nie kajał się i nie przepraszał. Raport nazwał kłamliwym i zmanipulowanym, choć powstał na bazie potwierdzonych doniesień i wyroków sądowych.
Kiedy ksiądz Edward Staniek, były rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej, z rozbrajającą szczerością wyznał, że modli się o śmierć Franciszka, ze strony Jędraszewskiego nie spotkała go żadna kara. Kiedy w połowie marca tego roku wśród laureatów Nagrody Tischnera znaleźli się o. Ludwik Wiśniewski i małżeństwo Owsiaków (WOŚP), sekretarz metropolity nagle poinformował, że arcybiskup Jędraszewski nie odprawi mszy za patrona nagrody, mimo że kilka dni wcześniej wydarzenie to widniało w jego kalendarzu. W rocznicę śmierci Jana Pawła II metropolita krakowski nie wpuścił na dziedziniec rezydencji biskupów krakowskich dziennikarzy „lewicowych” mediów, którzy chcieli zrelacjonować przebieg uroczystości. Zatrzymali ich Rycerze Jana Pawła II, ochraniający wydarzenie.
Jędraszewski przeszedł samego siebie podczas odbywającego się w Krakowie Europejskiego Kongresu Samorządów, zabierając głos w panelu mierzącym się z pytaniem „Czy religia jest jeszcze człowiekowi potrzebna?”. Nawiązując do wyroku australijskiego sądu w sprawie pedofila kardynała Pella, zauważył: „Tam są łamane prawa człowieka. Chrześcijaństwo zawsze było prześladowane”.
Określenie arcybiskupa mianem konserwatywnego to daleko idące uogólnienie i niepotrzebna grzeczność. Jego wypowiedzi nie są głosem duszpasterza, a raczej działacza politycznego. Jędraszewski uwielbia pochlebstwa i przyjmuje je bez zażenowania. „Intelekt, klasa i żarliwe serce” to tytuł jednego z tekstów, umieszczonych na stronie archidiecezji krakowskiej z okazji drugiej rocznicy przejęcia przez niego urzędu.
Wybór Jędraszewskiego na następną kadencję zastępcy szefa Konferencji Episkopatu Polski wskazał kierunek, w którym idzie polski Kościół.

Chciwość

„Chciwość jest oznaką nieufności względem Boga, który obiecał nad nami czuwać: Nikt nie może dwóm panom służyć: Bogu i mamonie” – tłumaczy na swojej stronie salezjanin ks. Marcin Kozyra.
Twarzą tego grzechu nie może być nikt inny, jak Tadeusz Rydzyk. Jak wylicza Sławomir Neumann na stronie Dlugwdziecznosci.pl, przez trzy lata rząd PiS przekazał mu już ponad 165 mln zł z publicznych pieniędzy. Uczelnia, własne media, ciepłownia geotermalna w budowie – to podstawy wartego fortunę imperium toruńskiego zakonnika. Rydzyk wiele razy znalazł się na liście najbogatszych Polaków, opracowanej przez tygodnik „Forbes”. Jednak ciągle mu mało.

„Pomóżcie nam kształtować jeszcze lepiej, religijnie i patriotycznie, wasze dzieci i młodzież” – mówił na antenie Radia Maryja, prosząc o odpisywanie na jego fundację „Nasza Przyszłość” 1 proc. podatku. Stary, sprawdzony sposób i tym razem zadziałał. W ubiegłym roku z rozliczeń podatkowych otrzymał 4,3 mln zł, z czego 1,57 mln zł przeznaczono na film opowiadający historię św. brata Alberta „Nędzarz i madame”.

Tadeusz Rydzyk nie ustaje w budowaniu swojego finansowego imperium. Jego Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu w październiku tego roku ma otworzyć nowy kierunek – pielęgniarstwo. Do tej pory kształciła absolwentów dziennikarstwa, kulturoznawstwa, politologii i informatyki. Przy obwieszczaniu tej cudownej wieści Rydzyk wyraził nadzieję, że „znajdą się bogate firmy i zostaną patronem określonego kierunku studiów”. Oprócz ewentualnego wsparcia, uczelnia prawdopodobnie będzie pobierać czesne, np. za jeden semestr stacjonarnej politologii trzeba zapłacić 1 800 zł. Do tego należy doliczyć subwencje od państwa. A to wierzchołek góry
lodowej.

Nieczystość

„Nieczystość jest niezgodnym z naturą popędu seksualnego ze stanem życia korzystaniem z własnej seksualności” – czytamy na stronie MarcinKozyra.salezjanie.pl.
Chcąc opisać wszystkie przypadki „nieczystości” w wykonaniu pracowników Kościoła, należałby poświęcić kilkaset stron. Skupimy się tylko na Juliuszu Paetzu, arcybiskupie seniorze diecezji poznańskiej. Oskarżenia kierowane pod jego adresem, dotyczące molestowania kilkunastu kleryków oraz księży, ujrzały światło dzienne w 2002 r. dzięki publikacji „Faktów i Mitów”. Paetz zaprzeczał wszystkim oskarżeniom, jednak ostatecznie złożył rezygnację, a Jan Paweł II ją przyjął. Stolica Apostolska nałożyła na arcybiskupa zakaz udzielania sakramentów, święceń i bierzmowania, głoszenia kazań, konsekrowania kościołów i ołtarzy, przewodniczenia publicznym uroczystościom, a z czasem także udziału w nich. Niewiele to znaczy dla polskiego hierarchy. Kiedy w 2016 r. duchowny zapowiedział swój udział w uroczystościach z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski, Watykan wydał w tej sprawie oświadczenie: „Ojciec Święty zdecydowanie ponawia zaproszenie do życia w odosobnieniu, w postawie skruchy i modlitwy” – przekazał wówczas nuncjusz apostolski w Polsce abp Celestino Migliore.

Arcybiskup senior ma jednak słabą pamięć, bo w styczniu 2019 r., w towarzystwie przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski Stanisława Gądeckiego i biskupa pomocniczego Grzegorza Balcerka, koncelebrował mszę w czasie pogrzebu ks. prałata Mariana Lewandowskiego. Kiedy o sprawie poinformowały media, zdjęcia z pogrzebu zniknęły ze strony internetowej poznańskiej kurii. Fotografie z uroczystości pogrzebowych nadal widnieją jednak na Twitterze abp. Gądeckiego.

Zazdrość

„Zazdrość to rodzaj głębokiego smutku, który odczuwamy na widok dobra, które zauważyliśmy u innych” – naucza ks. Kozyra.
Życie zmarłego w 2010 r. prałata Henryka Jankowskiego pokazuje, że bliżej mu było do celebryty i biznesmena niż duchownego. Najwyraźniej zazdrościł im popularności i kasy. Jankowski uwielbiał otaczać się bogactwem, chodził w smokingach, obwieszał się medalami, stołował w najdroższych lokalach. W 1993 r. znalazł się na 80. miejscu na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”.
„Gdyby Chrystus Pan żył za naszych czasów, też jeździłby mercedesem” – mówił w wywiadzie dla miesięcznika „Sukces” w 1997 r. „Lubię luksus. A kto go nie lubi? Każdy lubi, tylko nie wszyscy się do tego przyznają” – zapewniał dekadę później na łamach „Super Expressu”.
Do żadnej działalności biznesowej jednak się nie przyznawał.
„Pochodzę z rodziny kupieckiej, ale nigdy o karierze biznesmena nie marzyłem. Nigdy biznesu żadnego nie uprawiałem” – przekonywał w mediach.

Jeśli proboszcz parafii św. Brygidy w Gdańsku nie był biznesmenem, to z pewnością był sprawnym organizatorem. Udowodnił to, gdy w latach 80. na plebanię szerokim strumieniem płynęła pomoc z Zachodu – dary i pieniądze przeznaczone dla najbardziej potrzebujących. Jankowski pomagał domom dziecka, szpitalom i represjonowanym opozycjonistom, ale o przejrzystych rozliczeniach finansowych nie było mowy. Konspiracja przed służbami PRL i zaufanie do bohaterskiego prałata nie skłaniały jednak do zadawania pytań. Jego luksus zaczął kłuć w oczy w czasach III RP. U progu nowego wieku Jankowski postanowił wcielić w życie pomysł budowy największego na świecie bursztynowego ołtarza. Aby dopiąć swego, w 2002 r. ściągnął do kościoła św. Brygidy ówczesnego premiera Leszka Millera, którego miał namówić do pomocy w uzyskaniu koncesji na wydobycie bursztynu. Przedsięwzięcie to było niezwykle kosztowne, dlatego Jankowski postanowił sięgnąć po tradycje rodzinne i jako cegiełki na budowę ołtarza zaczął sprzedawać wino „Monsignore” z własną podobizną na etykiecie. Był to bardzo burzliwy okres w życiu ks. Jankowskiego. Pod koniec 2004 r. za antysemickie wypowiedzi dostał zakaz głoszenia kazań i stracił funkcję proboszcza, a prokuratura wszczęła wobec niego dochodzenie w sprawie molestowania seksualnego ministranta.
Mimo to nie zamierzał chować się w cień. W 2005 r. stworzył Instytut im. ks. Henryka Jankowskiego, którego celem miało być zbieranie dokumentów dotyczących roli Kościoła katolickiego w PRL. Instytut sponsorowały SKOK, Optimus oraz Ryszard Krauze, wtedy jeszcze jeden z najbogatszych polskich biznesmenów. We wrześniu 2006 r. instytut Jankowskiego wypuścił na rynek wodę mineralną z jego podobizną. Rok później zakupiono kawiarnię koło Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie (dziś stoi tam Stadion Narodowy), a instytut przymierzał się do stworzenia sieci kilkunastu klubokawiarni w całej Polsce. Pomysł jednak nie został zrealizowany. Niepowodzeniem zakończył się także najbardziej ekstrawagancki plan uruchomienia sieci komórkowej pod roboczą nazwą Prałat Mobile. Telefony z wizerunkiem ks. Jankowskiego miały działać w sieci Orange, a Prałat Mobile miał sprzedawać pod własną marką startery i karty prepaid. Wśród unikalnych usług Prałat Mobile miało być zamawianie esemesem cytatów z Pisma Świętego i informacji o mszach świętych odprawianych przez ks. Jankowskiego. Sieć miała zacząć działać w wakacje 2008 r., ale przedsięwzięcie załamało się, zanim dostało szansę weryfikacji rynkowej.

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu

Zdaniem katolickiego portalu Deon.pl osoba popełniająca ten grzech „nie szanuje granic umiaru i rozsądku”. Te słowa idealnie opisują metropolitę gdańskiego Sławoja Leszka Głódzia, który jest postacią legendarną. Jednak nie ze względu na dokonania duszpasterskie, a raczej wpływy i wystawne imprezy, które zwykł organizować. Upodobanie metropolity do alkoholu i wystawnych przyjęć sprawiło, że na dobre przylgnął do niego przydomek „Flaszka”. W szczególności wśród wojskowych krążą legendy o mocnej głowie i narzucanym przez ówczesnego ordynariusza polowego tempie picia. Gdy biskup generał opuścił wojsko i otrzymał pod opiekę archidiecezję gdańską, w Trójmieście szybko dał się poznać tutejszym samorządowcom i restauratorom. Wśród gdańskich duchownych nastał wówczas spory popłoch.

W 2013 r. tygodnik „Wprost” napisał, że duchowny po spożyciu nie kontroluje się. Pijany arcybiskup potrafił budzić w środku nocy swojego kapelana, żeby ten zagrał na akordeonie. Innym razem, gdy hierarcha zgłodniał podczas imprezy, wysyłał podwładnego, by na mieście znalazł jego ulubioną kiełbasę. Abp. Głódzia niezwykle irytowało też rozlewanie alkoholu. Wtedy w kierunku sprawcy, zazwyczaj księdza, leciały wyzwiska. Po beztroskim życiu czeka go jeszcze bardziej beztroska emerytura w rodzinnej wsi Bobrówka. Ma tam kupowaną po kawałku w latach 90. dwudziestohektarową posiadłość z pałacem. Sama ziemia jest warta około miliona złotych, budynki i ich wyposażenie nawet trzy razy tyle. Część ziemi, z drzewami i paśnikami, jest ogrodzona siatką, przez którą widać pasące się daniele.

Gniew

Według jezuity o. Jarosława Kuffla,gniew „przeradza się w nienawiść, a nie w wybaczenie, gniew jest noszony w sercu przez lata”. Henryk Hoser, arcybiskup senior diecezji warszawsko-praskiej, ma gniew wypisany na twarzy. „Nadworny ginekolog episkopatu” przede wszystkim budzi gniew kobiet.

Komentując protesty Polek w ramach Czarnego Poniedziałku, stwierdził, że w czasie gwałtu „stres jest tak silny, że do zapłodnienia dochodzi rzadziej”, a tym samym zgwałcona kobieta nie ma potrzeby walczyć o prawo do aborcji. Arcybiskup Hoser przez dwie dekady promował w Rwandzie naturalną metodę regulacji urodzeń, zwaną metodą Billingsów, która jest odmianą kalendarzyka małżeńskiego. Był w tym czasie, podobnie jak cały rwandyjski episkopat, częścią rządowego establishmentu Hutu. To właśnie ten rząd doprowadził do jednego z najstraszniejszych ludobójstw w dziejach świata, kiedy wiosną 1994 r. w ciągu stu dni zamordowano prawie milion ludzi. Była to hekatomba na tle etnicznym. Hutu wyrzynali Tutsi maczetami. Henryk Hoser wyjechał z Rwandy krótko przed ludobójstwem, a wrócił tuż po jego zakończeniu, mianowany na wizytatora apostolskiego pełniącego obowiązki nuncjusza papieskiego. Według raportu ONZ „prawie każda Tutsi powyżej 12. roku była zgwałcona, bo gwałt był regułą, a jego nieobecność wyjątkiem”. Z danych raportu wynika, że zgwałcono od 250 do 500 tys. kobiet. 70 proc. z nich zostało zarażonych HIV, bo gwałtów dokonywały specjalne brygady, rekrutowane przez rząd z chorych na AIDS.

Arcybiskup Hoser wiele razy dał się poznać z kontrowersyjnych poglądów. Szczególnie w kontekście praw kobiet, płodności, przemocy czy antykoncepcji. W przemówieniu wygłoszonym z okazji 50. rocznicy powstania encykliki „Humanae vitae” papieża Pawła VI, poświęconej „zasadom moralnym w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego” powiedział: „Profetyczny głos encykliki ostrzega co do skutków antykoncepcji. Tego rodzaju postępowanie otwiera szeroką drogę zarówno niewierności małżeńskiej, jak i ogólnemu upadkowi obyczajów” – grzmiał Hoser, wyciągając wniosek, że pokłosiem antykoncepcji są gwałty i molestowanie.

Lenistwo

„Lenistwo to nie tyle bierne leżenie, nicnierobienie, ile może przede wszystkim złe wartościowanie spraw, których w tym czasie możemy dokonać” – przekonuje jezuita, o. Jarosław Kuffel.
W świetle tej tezy lenistwem można określić cały pontyfikat Jana Pawła II, który choć wiedział o pedofilii swoich pracowników, ukrywał to. Sprawa wyszła na jaw dzięki „pewnej anegdotce” papieża Franciszka z konferencji prasowej 5 lutego 2019 r.
Franciszek opowiedział dziennikarzom, że gdy Joseph Ratzinger pokazał Janowi Pawłowi II dowody na nadużycia seksualne i finansowe zgromadzenia Legionistów Chrystusa i ks. Maciela Degollado, papież Polak kazał mu zatuszować sprawę. „Daj to do archiwum, wygrała druga strona” – miał powiedzieć sekretarzowi. Choć skargi o molestowanie dzieci przez Degollado systematycznie dochodziły do Watykanu, Jan Paweł II hołubił go do końca swojego życia. Podobna relacja łączyła Wojtyłę z innym zbrodniarzem, kardynałem Hansem Hermannem Groërem. Według dziennikarzy śledczych, Groër, wykorzystując stosunek zależności, mógł molestować i gwałcić nawet 2000 chłopców i młodych mężczyzn. Ten niepozorny austriacki duchowny cieszył się nadzwyczajnym uznaniem papieża Polaka, który powierzył mu godność kardynała.

Metoda na przeczekanie

Kościół skutecznie podkopuje swój autorytet, szczególnie jako strażnik moralności. Język ludzi Kościoła, wszechobecność w życiu publicznym i wciąż nowe zakazy już odbijają się Kościołowi czkawką. Polacy nie lubią, kiedy czegoś się im kategorycznie zabrania lub coś nakazuje.

Nie trzeba rewolucji, wystarczy poczekać, aż nadejdzie pokolenie, które nic dobrego Kościołowi nie zawdzięcza. Sprawy, które mają się dokonać, dokonają się, i to za sprawą samych panów w sukienkach. Kiedy? Zapewne w trakcie wydawania kolejnego tysiąca numerów „Faktów i Mitów”, do których lektury już dziś Państwa zachęcamy.

Facebook Comments
Poprzedni artykułPrawda nas wyzwoli
Następny artykułPiąta kolumna 18/2019
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).