We współczesnej Polsce nie brakuje obrońców zbrodniarzy. Dla rodzimych fundamentalistów bohaterami są krzyżowcy, inkwizytorzy i konkwistadorzy.

Kościół katolicki od wieków próbuje wybielić swoją zbrodniczą historię. Bardzo pomocni są w tym prawicowi publicyści i nierzetelni historycy, których nie brakuje zwłaszcza w naszym kraju. Plejada „obrońców wiary” jest w stanie wybielić każdego zbrodniarza. Warunkiem jest tylko to, że musi być związany z wiarą katolicką.

Zbrojne pielgrzymki

Największą popularnością współczesnej prawicy cieszą się tzw. zbrojne pielgrzymki. Chodzi oczywiście o krwawe wyprawy krzyżowe, skierowane przeciwko „niewiernym” na Bliskim Wschodzie, w krajach nadbałtyckich i w południowej Francji. Nowością na rynku wydawniczym jest quasi-historyczna pozycja „W obronie wypraw krzyżowych” Bartosza Ćwira. Twórca tego „dzieła” jest absolwentem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i fanatykiem gier wideo (prowadzi kanał na YouTube, gdzie zajmuje się „bęcaniem” w produkcje online). Pisarz amator postawił sobie za cel obronę krucjat, podważając przy tym osiągnięcia naukowe znanych i poważanych na całym świecie historyków. W jednym z wywiadów dla ultrakatolickiej Polonii Christiana próbował obśmiać trzytomową pracę „Dzieje wypraw krzyżowych” sir Stevena Runcimana, który zapisał się na kartach historii jako znamienity znawca dziejów Azji Zachodniej oraz Cesarstwa Bizantyjskiego. Ćwir szydzi z opinii słynnego badacza na temat złupienia Konstantynopola w 1204 r. (Brytyjczyk nazwał je „największą zbrodnią w historii ludzkości”) i próbuje usprawiedliwić rzymskokatolicką agresję przeciwko prawosławnemu imperium. Autor podkreśla przy tym, że krucjaty były organizowane „w obronie chrześcijaństwa”. Czy rzeczywiście tak było?

Do najokrutniejszych ekscesów doszło na ziemiach chrześcijańskich i były wymierzone w wyznawców Jezusa Chrystusa. Krzyżowcy dopuścili się wielu masakr na Węgrzech, w Serbii i na terenie Bizancjum. Tego niestety nie dowiemy się z kart „W obronie wypraw krzyżowych”. Autor usprawiedliwia ponadto rzeź Jerozolimy w 1099 r., uznając, że wydarzenie zostało rozdmuchane przez nierzetelnych historyków (w rzeczywistości w masakrach wybito ok. 70 tys. osób, w tym niemal wszystkich chrześcijańskich mieszkańców metropolii).

Historyk przemilczał, że ekspansja muzułmańska została w XI w. zahamowana przez chrześcijańskich władców i nie było najmniejszej potrzeby prowadzenia antyarabskich wypraw. Tereny, na które uderzyli chrześcijanie, były zresztą niemal zupełnie zislamizowane i znajdowały się pod rządami tolerancyjnych władców, akceptujących obecność niemuzułmańskich mniejszości religijnych. Dopiero neokolonialna agresja sprowokowała nową falę dżihadu i spowodowała definitywną porażkę chrześcijan. W kolejnych stuleciach katoliccy i prawosławni władcy utracili potężne połacie ziemi na rzecz Turków, Timurydów i plemiennych władców Złotej Ordy. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że chrześcijanie utracili wszystkie posiadłości w Azji Mniejszej i na Bliskim Wschodzie, to można stwierdzić, że krucjaty przyniosły całkowicie odwrotny skutek i były gwoździem do trumny chrześcijaństwa w regionie.

Innymi znanymi obrońcami „pielgrzymek zbrojnych” są ks. prałat Roman Kneblewski (sugerował, że nie należy za nie przepraszać), poseł Grzegorz Braun (twierdził, że były „wojnami sprawiedliwymi”) i związany z Instytutem Pamięci Narodowej Ryszard Mozgol (jego hagiograficzne artykuły przeczytać można w skrajnie nacjonalistycznych portalach internetowych). Żaden z przywołanych „mędrców” nie poruszył najbardziej kontrowersyjnych kwestii, takich jak masowe pogromy Żydów (krzyżowcy zaczęli zabijać już na Starym Kontynencie), całkowicie nieudane krucjaty dziecięce (ich uczestnicy zostali porwani i sprzedani w niewolę) i kanibalizm (praktykowany wśród chrześcijańskich najeźdźców). Jedynym realnym sukcesem krucjat, które wychwalają współcześni apologeci, jest śmierć trzech milionów mieszkańców Bliskiego Wschodu (nie wspominając o milionie ofiar wypraw przeciwko albigensom i niemal całkowitej zagładzie ludów bałtyckich).

Święta Inkwizycja

Inkwizycja to kolejna zbrodnicza instytucja, która jest darzona szacunkiem przez współczesnych fundamentalistów. Mistrzem w peanach ku chwale inkwizytorów jest dr Roman Konik, filozof i sympatyk radykalnej prawicy. Naukowiec popełnił poczytną książkę „W obronie Świętej Inkwizycji”, do dziś uchodzącą za swoistą biblię obrońców Kościoła. Autor nawet nie próbował być neutralny, przedstawiając wyłącznie „pozytywne” aspekty działalności Świętej Inkwizycji, a właściwie jej wyidealizowany przez konserwatystów obraz. Katoliccy oprawcy, zdaniem Konika, stworzyli najbardziej humanitarny system średniowiecznej Europy i byli pionierami humanizmu. Prawicowiec oszczędził czytelnikom opisów brutalnych inkwizycyjnych tortur i śledztw, twierdząc, że za okrucieństwa odpowiadali wyłącznie świeccy (co jest bzdurą, od lat głoszoną przez jemu podobnych).

„W obronie Świętej Inkwizycji” zawiera szereg gaf, które ciężko wytłumaczyć, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Konik podaje się za znawcę historii. Potencjalny czytelnik może dowiedzieć się, że „od VI do XI wieku, z wyjątkiem nielicznych przypadków (…) heretycy nie ulegają prześladowaniom”, choć właśnie w wymienionych wiekach doszło do masowej walki z herezją monofizytyzmu. Autor w wielu miejscach usprawiedliwia liczne przestępstwa kleru, podając przy tym nieprawdziwe informacje. Konik twierdzi, że śmierć św. Piotra z Werony z rąk heretyków doprowadziła do wybuchu krucjaty katarskiej. W rzeczywistości św. Piotr (notabene inkwizytor) zginął w 1252 r., wojny rozpoczęły się natomiast 43 lata wcześniej… Śmierć katolickiego kapłana była więc konsekwencją brutalnej kampanii, rozpoczętej z inicjatywy Państwa Kościelnego i zakończonej zagładą setek tysięcy „kacerzy”. Podobnych (celowych?) błędów jest mnóstwo i często są one powielane przez innych obrońców Świętej Inkwizycji.

Wśród naśladowców Romana Konika wymienić można Grzegorza Brauna, który marzy o ustanowieniu „Dnia Świętej Inkwizycji” i odsyła swoich zwolenników do lektury – jak to ujął – „książeczki” wspomnianego wyżej filozofa. Fanem Konika musi być także prałat Kneblewski. Ksiądz udzielił wywiadów przekonując w nich, że Święta Inkwizycja była rajem dla pospolitych kryminalistów. Przestępcy mieli okłamywać wymiar sprawiedliwości, żeby tylko trafić przed sąd kościelny, otrzymać dobre warunki pobytu w celi i niski wyrok. Więźniowie, zdaniem ks. Kneblewskiego, mieli otrzymywać od inkwizytorów wszelkie produkty codziennego użytku (łącznie z alkoholem) i długoterminowe przepustki na wolność; warunkiem była współpraca i solenna obietnica poprawy. Zbliżone tezy głosili redaktor Rafał Ziemkiewicz i związany z IPN prof. Marek Jan Chodakiewicz.

Chrystianizacja Ameryki

Ludobójcza chrystianizacja Ameryki przyniosła śmierć dziesiątków milionów ludzi. Podbój imperium Azteków pochłonął 24 mln istnień ludzkich, wojna z Inkami 8 mln, a podbój zamieszkanego przez Majów Jukatanu blisko 1,5 mln. Liczby te nie robią wrażenia na katolickich „specjalistach”. „Kłamstwem jest przypisywanie XVI- i XVII-wiecznym ewangelizatorom Ameryki Łacińskiej ludobójstwa dokonanego na Indianach” – napisał w Opoka.org.pl (oficjalny portal Kościoła w Polsce) Jacek Borkowicz. Ten sam historyk stwierdził, że księża nie uczestniczyli w zbrodniach, lecz pomagali uciskanym Indianom. Podobne argumenty przytoczył autor „Czarnych kart Kościoła” Vittorio Messori, historyczny negacjonista, który upierał się, że  znacznie gorszych zbrodni dopuścili się protestanci w Ameryce Północnej (autor przemilczał, że około jednej trzeciej osadników na terenie trzynastu kolonii stanowili katolicy).

Zupełnie innego zdania był J.R. Grigulewicz, autor księgi „Heretycy – czarownice – inkwizytorzy. Historia inkwizycji w Europie i Ameryce Łacińskiej”, który szczegółowo opisał działania Świętej Inkwizycji w koloniach portugalskich i hiszpańskich. Kościół, zdaniem rosyjskiego pisarza, nie zrobił nic, aby ograniczyć bezkarność kolonizatorów i powstrzymać wyniszczenie prekolumbijskich kultur. Wątpliwości co do zbrodniczego charakteru katolickiej ewangelizacji Ameryki nie miał nawet nieżyjący już ks. prof. Jan Kracik. Duchowny w „Nawracaniu w cieniu konkwisty” podał, że tylko w Meksyku zniszczono około 500 politeistycznych świątyń i 12 tys. idoli. Większość przywołanych w tekście autorów nie widzi w tym nic złego, w końcu Kościół od zawsze nauczał miłości do Chrystusa mieczem.

Facebook Comments
Poprzedni artykułKoronadramat globalny. Ameryka na łopatkach.
Następny artykułPrawica przeciw katolikom
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).