Burza u nas była. Zalało piwnice, chociaż nasz blok zbudowano na wzgórzu. W spółdzielni nam powiedzieli, że w temacie wody umywają ręce, gdyż to broszka prywatnej firmy i to ona ma umowę serwisową.

Okazało się, że to firma księdza Oktana, proboszcza naszej parafii. Udaliśmy się zatem do niego. Przyjął nas z jowialnym uśmiechem na pulchnej twarzy. Wyłuszczyliśmy sprawę. Przemiana z doktora Jekylla w mistera Hyde’a trwała nanosekundę. Pogonił nas i obrzucił świętymi przekleństwami.

Ponowna wizyta w spółdzielni. Tam nam powiedziano, że firma ma 31 dni na reakcję i dopiero po tym czasie mogą nadać bieg sprawie. Zadzwoniliśmy do burmistrza. Po wysłuchaniu naszych racji, poradził mam zgłoszenie się do kurii. Udaliśmy się do kurii – ta poleciła nam zwrócić się do burmistrza. A woda stała. Wspólnie zakupiliśmy pompę i na zmianę osuszaliśmy piwnicę.

W parę dni dokonaliśmy dzieła. Następnego dnia wszyscy lokatorzy dostali nowy rachunek. Wyższy o 150 zeta od łba.

– Zgłoszono zalanie? – zapytał prezes spółdzielni, gdy krzyki w jego gabinecie umilkły. Potwierdziliśmy.

– Piwnice osuszono? – dopytywał.

– Nie da się ukryć – odpowiedzieliśmy.

– No to o co wam jeszcze chodzi? Firma ma płatną umowę serwisową, piwnice są osuszone, to i zapłacić trzeba! – rzucił na odchodne, trzaskając nam drzwiami przed nosem. Po chwili je otworzył. – I pompę księdzu oddajcie. Lepiej na przyszłość zostawić to specjalistom!

Zawstydziliśmy się. Jakże my, amatorzy, możemy pchać się do biznesu bez podstawowej wiedzy o jego podstawach!

Facebook Comments