Amen?

Przez siedem dni Warszawa terroryzowana była przez wyznawców Jezusa Chrystusa z różnych kościołów ewangelicznych. Były nieznośne koncerty i pseudouzdrowienia przed dworcem PKP, nocne kazania, spektakle nad Wisłą oraz napastliwe paramsze w parkach. Wszystko zwieńczył dziwoląg pod nazwą „Marsz dla Jezusa”, który przetoczył się ukradkiem ulicami stolicy.
Ciekawe, co by się stało, gdyby przez tydzień ze swoimi hasłami bezczelnie obnosili się po Warszawie wierni Polskiego Kościoła Latającego Potwora Spaghetti, wyznawcy Polish Churh of Satan, czy zwykli ateiści? Pewnie byłaby wielka awantura na całą Polskę i wnioski do sądów o obrazę uczuć religijnych. Tymczasem ewangelizatorzy Jezusa robili w stolicy co chcieli. Miasto należało do nich. Tak na marginesie: jak to jest, że w katolickim kraju nawracaniem i przekonywaniem do powrotu tubylców na łono Kościoła muszą się zajmować pasterze z Białorusi, Stanów Zjednoczonych i Kanady? Czyżby w Polsce brakowało wykwalifikowanych pracowników Pana Boga i jego syna? Tak właśnie było podczas „Tygodnia Jezusa”.

Indoktrynacja rozpoczęła się samym sercu warszawskiej Pragi, przed Dworcem Wileńskim. Całymi dniami, do późnego wieczora, grupka ewangelizatorów zaczepiała przechodniów mówiąc: „Nie bój się. Wszystko jest z tobą w porządku”. Wystarczyło spojrzeć na twarze napastowanych osób, by stwierdzić, że takie opinie rzucane w stronę zmęczonych robotą ludzi, spieszących do pociągu, są raczej nie na miejscu. W tym czasie na scenie trwał karnawał muzyki chrześcijańskiej, składający się z granych w kółko monotonnych piosenek. Na dłuższą metę było to nie do zniesienia…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 35/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *