Andrzejkowe disco pod Świętym Krzyżem

Podobno Kościół katolicki w Polsce zakazuje obchodzenia pogańskiego zwyczaju andrzejek. Mieszkańcy Śródmieścia w Warszawie mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
(…) Kościół dolny bazyliki mniejszej przy Krakowskim Przedmieściu jest pełen ludzi, jednak nikt się nie bawi. Wszyscy są nad wyraz skupieni i poważni. Myślę – trafiłem idealnie, ale mimo wszystko dziwi mnie aż tak patriotyczny nastrój andrzejek. W zaproszeniu napisano przecież, że czeka nas wyśmienita, chrześcijańska i roztańczona impreza. Tu nikt nie podryguje w takt muzyki, ba nawet nie tupie zmarzniętą nogą w bucie. Atmosfera jest grobowa i trochę przygnębiająca, choć w sumie idealna na wieczór wróżb i lanie wosku.

– To są andrzejki? – nieśmiało pytam szeptem zasłuchaną, stojącą pod ścianą siostrę miłosierdzia. – Nie, balanga jest z tyłu – zrozumiałem z ruchu warg i szerokiego gestu ręką wskazującego drogę. Balanga? – zdziwiłem się.

Wewnętrznymi schodami wchodzę na zakrystię. Akurat kończy się koncert chóru Sursum Corda, którego w kościele głównym słucha garstka melomanów muzyki pasyjnej. Gdyby nie otwierane co chwila ciężkie, dębowe drzwi na parking, krążyłbym po bazylice jeszcze przez kilka minut w poszukiwaniu właściwego adresu. Właśnie przez uchylane drzwi dociera do mnie muzyka, która zupełnie nie pasuje do miejsca i sytuacji. To dźwięki disco, czyli impra andrzejkowa! Zakonnica miała rację – faktycznie, balanga odbywa się z tyłu kościoła. Bezbłędnie trafiam na miejsce.
Z otwartych okien budynku Zgromadzenia Księży Misjonarzy dudni na całą okolicę muza w stylu „umpa, umpa”. Pod napisem „Domus Congregationis Missionis Fundata A.D. 1651” kłębi się tłumek ludzi. W większości to studenci Duszpasterstwa Akademickiego. W torbach dostrzegam ciasta, sałatki, paluszki, ale także słyszę dzwoniące o siebie butelki zmrożonego, złocistego płynu. Sprawdzana jest lista obecności i pobierana opłata w wysokości 10 zł od osoby.

Andrzejkowiczów wita z otwartymi ramionami ksiądz Artur. Patrzy także na mnie i z chrześcijańską wrażliwością, bez ogródek pyta:
– Co pan tu robi i czego chce?…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Artykuł pochodzi z numeru 47/2019 tygodnika Fakty i Mity