Gdy Biały Dom oskarża „ekstremalną lewicę”, skrajna prawica korzysta z okazji i dolewa oliwy do ognia.

Kiedy wybuchają antyrządowe rozruchy, pierwszą reakcją rządzących, zwłaszcza w ustroju autokratycznym, jest usiłowanie negatywnego zdefiniowania demonstrantów. Polacy przerabiali to wielokrotnie pod rządami realnego socjalizmu, gdy „zdrowy trzon” klasy robotniczej przeciwstawiano „wichrzycielom”, „elementom antysocjalistycznym” – wcześniej – „syjonistom” i „rewizjonistom”. Tak reagując, władze pragną przeciągnąć na swoją stronę większość społeczeństwa, odwrócić uwagę od istoty działań i zdemaskować rzekomego wspólnego wroga, którego należy zniszczyć.

W demokracjach na ogół się to na szerszą skalę nie zdarza. We Francji odbywają się od miesięcy gwałtowne demonstracje „żółtych kamizelek”, jednak władze, choć je zwalczają, nie piętnują manifestantów jako sił antyfrancuskich. Gdy Amerykę ogarnęły niedawno powszechne protesty przeciw brutalności policji wobec Afroamerykanów i demonstracje poparcia dla ruchu „Życie czarnych się liczy”, pierwsze co zrobiła ekipa Trumpa i jego Partia Republikańska były próby zohydzenia protestujących, przedstawienia ich jako ropiejącej narośli na patriotycznym ciele narodu.

Lewica kozłem ofiarnym

Po wstępnym okresie zaskoczenia rozmiarami i impetem demonstracji, władze przyjęły narrację ignorowania zasadniczego motywu protestów (wzburzenie notorycznym i bezkarnym zabijaniem Afroamerykanów przez policję), skoncentrowały się natomiast i jęły rozdmuchiwać niszczenie aut policyjnych, podpalanie budynków i rabowanie sklepów – akty wandalizmu i przemocy, które miały miejsce szczególnie w pierwszych dniach rozruchów. Rychło tuba rządowej propagandy uświadomiła opinię publiczną, że te czyny są dziełem „ekstremalnej lewicy”.

Z powtarzających się relacji reporterów i świadków wynikało co innego: protesty czarnych i białych obywateli wykorzystały jako parawan grupy przestępczości zorganizowanej. Co istotniejsze, atakowanie policjantów, niszczenie mienia i ogołacanie sklepów było także dziełem białych, ultraprawicowych nacjonalistów i neofaszystów, pragnących zdyskredytować i oczernić demonstrantów protestujących przeciw rasizmowi. Szczególnie aktywny w tych akcjach był skrajny ruch o nazwie Boogaloo Movement, którego celem (obłąkanym) jest wzniecenie wojny domowej, ponownie na podłożu rasowym.

Ujawnienie tożsamości ideowej prawdziwych sprawców nie wchodzi w rachubę, to trzon bazy wyborczej Trumpa. Do roli kozła ofiarnego wytypowano więc Antifę: luźne ugrupowanie antyfaszystowskie, którego członkowie nie wahają się czasem angażować w fizyczne konfrontacje z prawicowymi ekstremistami. Pod koniec maja Trump zaliczył Antifę do organizacji terrorystycznych. Formalny prokurator generalny i szef Departamentu Sprawiedliwości William Barr (w praktyce pełniący funkcję adwokata Trumpa) w oświadczeniu dla organów ścigania zagroził, że jego urząd będzie „identyfikował ugrupowania kryminalne oraz podżegaczy, którzy przechwycili protesty. Przemoc prowokowana i praktykowana przez Antifę spotka się z należytą odpowiedzią”. 2 lipca w Departamencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego krążył tweet ostrzegający, że Antifa gromadzi cegły, których użyje, by zradykalizować demonstracje i sprowokować reakcję policji. Okazało się, że wieść była autorstwa prawicowego wielbiciela Trumpa o pseudonimie Wolfman.

W przemówieniu podczas Święta Niepodległości 4 lipca Trump zapewniał o swej determinacji obrony flag Konfederacji, uznawanych przez Afroamerykanów za symbol niewolnictwa. Mówił: „Jesteśmy obecnie w trakcie rozgramiania radykalnej lewicy, marksistów, anarchistów, agitatorów i szabrowników, ludzi, którzy w wielu wypadkach nie wiedzą, co robią”. Trump doskonale wiedział, co robi, szczując opinię publiczną na wyimaginowaną „ekstremalną lewicę”, bezczelnie kłamał bez mrugnięcia okiem.

Jeszcze przed wszystkimi tymi antylewicowymi enuncjacjami i groźbami organa ścigania w tajnych memorandach informowały władze, że pod ruch „Życie czarnych się liczy” podszywa się prawicowa ekstrema. Właśnie wyszło to na jaw: portal Intercept opublikował ponad 300 przechwyconych dokumentów i tajnych raportów kierowanych przez organy ścigania do władz politycznych.

Prowokatorzy i podżegacze

Policja od dawna wie, że za prowokacjami i przemocą podczas antyrasistowskich demonstracji stoi ekstremalna prawica. Jeszcze przed oskarżeniami Antify przez władze przechwycono zaszyfrowane teksty z kanału Telegram na YouTube, używanego przez 3400 białych separatystów. Nawołują do infiltrowania i wykorzystywania do własnych celów protestów antyrasistowskich. „Użycie broni palnej wpłynie na intensyfikację demonstracji” – pisze w Telegram prawicowe ugrupowanie. Nawołuje do przerywania kordonów policyjnych, używania łańcuchów i koktajli Mołotowa. „Grabienie sklepów to świetny pomysł i biali powinni to częściej robić. Jeśli prawo nie jest po naszej stronie, nie wahajmy się go łamać dla naszej korzyści. Jeśli nie chce wam się czegoś kupować, kradnijcie. Jeśli kogoś nie lubicie, dajcie mu wycisk”.

29 maja były komandos Steven Carrillo, członek ruchu Boogaloo, z premedytacją zastrzelił w Oakland policjanta, drugiego zranił. Na stronie swej grupy facebookowej pisał wcześniej, że protesty są idealną okazją do zabijania funkcjonariuszy. „Idźcie na rozruchy i działajcie dla naszej korzyści. Użyjcie ich gniewu, by wzniecić nasz ogień. Wykorzystajmy gniew tłumu do naszych korzyści”.

„W ujawnionych przez Intercept dokumentach widać, że agencje antyterrorystyczne używają ekstremizmu jako środka do nasilania protestów – konstatuje Hina Shamsi, dyrektor z Amerykańskiej Ligi Praw Obywatelskich. – Biali ekstremiści są zawsze traktowani ulgowo; gdy są wątpliwości, interpretuje się je na ich korzyść. Gdy czarni protestują przeciw bezprawiu władz, wykorzystuje się przeciwko nim wszelkie poszlaki”. Michael German, były agent FBI, obecnie analityk taktyki organów ścigania w Brennan Center for Justice, mówi: „Wywiad policyjny został podporządkowany celom politycznym w stopniu zagrażającym uczestnikom protestów i samej policji”. Władze stosują to samo podejście wobec wszelkich protestów, mimo że tylko prawicowi terroryści zabijają ludzi. To jedna z najniebezpieczniejszych cech współczesnych organów ścigania Ameryki – podkreśla German. „Ultraprawicowi ekstremiści od pokoleń biorą na cel i zabijają członków społeczeństwa i funkcjonariuszy organów ścigania. Pokazują to dokumenty rządowe. Lecz Trump i Barr przygotowują się do zgniecenia lewicy” – konkluduje Intercept.

Demokratyczni kongresmeni Raja Krishnamoorthi i Peter Welch skierowali list do kierownictwa CIA i FBI: domagają się informacji w sprawie rozsiewania fałszywych danych dotyczących Antify. Chcą wiedzieć, co organa ścigania robią, by takie fałszywki zdemaskować i ukrócić. Kongresmeni zaznaczają, iż z ich informacji wynika, że oszczercze pogłoski są celowo nagłaśniane, „co wydaje się akcją mającą na celu wzniecanie strachu i sianie podziałów w lokalnych społecznościach na terenie kraju”.

Michael German podczas składania zeznań w Kongresie mówił, że „infiltracja agencji policyjnych przez białych suprematystów to stary problem”. Apelował, że „krytycznie ważne jest zrozumienie, jak język prezydenta jest interpretowany w społeczności organów ścigania. Jego retoryka, wzmacniana przez prokuratora generalnego Barra, nie trafia w próżnię. Wywiad organów ścigania od dłuższego czasu demonizuje anarchistów oraz protestujących przeciw przemocy policji, traktuje ich jako największe zagrożenie. Wobec aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa (bez użycia siły) stosuje się brutalne metody, zaś białych ekstremistów traktuje się łagodnie i w rękawiczkach. To trzeba pilnie zmienić”.

17 lipca demokratyczna gubernatorka Oregonu Kate Brown zwróciła się do Trumpa, który bez jej wiedzy i zgody przysłał do stanu zamaskowanych, nieidentyfikowalnych funkcjonariuszy agencji federalnych z rozkazem patrolowania ulic i pacyfikacji demonstrantów. „Polityczny teatr prezydenta Trumpa nie ma nic wspólnego z publicznym bezpieczeństwem” – pisze gubernatorka. – „Prezydent nie jest w stanie przewodzić narodowi. Wysłanie federalnych funkcjonariuszy do patrolowania Portland jest jaskrawym aktem przemocy ze strony rządu federalnego. Powinien usunąć ich z naszych ulic. Obecność nieidentyfikowalnych agentów ma na celu prowokowanie konfrontacji do celów politycznych. Przyczynia się do zagrożenia bezpieczeństwa obywateli Oregonu i lokalnych władz porządkowych. Trump dąży do konfrontacji w Oregonie, by zbierać polityczne punkty w stanach Iowa i Ohio”.

Facebook Comments