Effatha24 to wymyślona i stworzona przez księży aplikacja dla niesłyszących. Nie ma jednak pomóc w codziennym życiu. Ma poszerzyć zakres kościelnej indoktrynacji.

„Tarnowski ksiądz wymyślił pierwszą w świecie aplikację dla chrześcijan niesłyszących” – zachwyca się katolicki „Gość Niedzielny”. Aplikacja Effatha24 zawiera m.in. „liturgię słowa na każdą niedzielę, modlitwy i katechezy w języku migowym”. Ma przypominać niesłyszącym o godzinie i miejscu nabożeństw, pomóc w organizacji Ogólnopolskiego Duszpasterstwa Niesłyszących oraz przybliżać życiorysy świętych.

– Pragniemy wykorzystać tę aplikację do celów organizacyjnych naszego duszpasterstwa niesłyszących w Polsce, ale i w poszczególnych diecezjach, aby promować i informować o planowanych pielgrzymkach, spotkaniach i innych działaniach dedykowanych niesłyszącym chrześcijanom w Polsce – tłumaczy „GN” ks. Damian Migacz z diecezji tarnowskiej, pomysłodawca aplikacji.

Patronatem honorowym aplikację objęli m.in.: abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, abp Wiktor Skworc, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Konferencji Episkopatu Polski, bp Andrzej Jeż, ordynariusz diecezji tarnowskiej.

Projekt został sfinansowany z darowizn i na razie jest bezpłatny. Na razie.

Facebook Comments
Poprzedni artykułWychowanie po katolicku
Następny artykułBoże owieczki
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).