„My też cuchniemy. Cuchniemy grzechem. Kiedy w nas nie ma życia bożego cuchniemy grzechem. (…) Cuchniemy grzechem homoseksualizmu. Cuchniemy grzechem LGBT i tak dalej, i tak dalej…” – mówił abp Wojda na mszy odprawionej w białostockiej katedrze.

O metropolicie białostockim abp Tadeuszu Wojdzie szersze grono Polaków usłyszało w ub.r. gdy apelował do mieszkańców Białegostoku by przeciwstawili się uczestnikom marszu równości organizowanego w tym mieście.

„Nie możemy pozwolić, aby wyśmiewano wartości dla nas najświętsze i bezkarnie obrażano nasze uczucia religijne. Nie bądźmy wobec tego faktu obojętni! (…) Jak można się było przekonać w innych polskich miastach, uczestnicy marszu swoją niecenzuralną postawą i strojem dawali gorszący przykład innym, korzystającym z przestrzeni publicznej, a zwłaszcza dzieciom i młodzieży” – nawoływał duchowny w liście, który odczytano we wszystkich białostockich parafiach w niedzielę poprzedzającą datę marszu. Dając tym samym ciche przyzwolenie na to co stało się później czyli pobicia, obrzucanie kamieniami i wyzwiska.

Teraz arcybiskup znów ma swoje pięć minut. Treści jakie przekazuje hierarcha w gruncie rzeczy pokrywają się z nauką kościoła, bo mimo tego, że popełniamy różne grzechy Bóg i tak nas kocha. Szkoda tylko że Wojda tzw. „słowo boże” ubiera w mowę nienawiści w czystej formie. O tym, że wszyscy „cuchniemy grzechem homoseksualizmu, LGBT i pedofilii” dowiedzieliśmy się dzięki nagraniu z mszy, które jeden z internautów wrzucił na facebooka. Nie wiadomo jednak czy biskup mówił o grzechach wszystkich wiernych czy tylko kleru. Bo jeśli tak, to moglibyśmy podrzucić mu kilka ostatnich numerów „FiM”. Zapewne znalazł by w nich inspirację by wyliczyć jeszcze kilka takich „cuchnących” sprawek swoich kolegów po fachu.

Facebook Comments
Poprzedni artykułPodniebny różaniec do walki z wirusem
Następny artykułKwarantanna nieliczona
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).