Artykuły

FiM 49/2019

Co tydzień, od piątku do czwartku w sprzedaży tygodnik „Fakty i Mity” – pismo baaardzo nieklerykalne.
W najbliższym numerze znajdziecie:

– „Urząd Ochrony Kościoła i księży” – dlaczego państwo, a dokładnie UOKiK nie walczy z monopolistycznymi praktykami kościelnego biznesu?;
– „Rycerze Przedmurza” – kościół się zbroi! W warszawskiej świątyni uczą bicia pałką;
– „Statystycznie szczęśliwi” – między Morawieckim a rozumem, czyli prawda o szczęśliwości Poaków;
– „Kościelne warsztaty manipulacji” – „czarni” inwestują w PR i doszkalają swoich rzeczników;
– „Matka Boska Kolosalna” – Trzymetrowy pomnik mamy Chrystusa stanie przy wjeździe do Warszawy;
– „Jajo i drzwi” – Uniwersytet Wrocławski zafundował sobie cieciówę. Za 1,5 mln. zł.!!!
– „Rekordy religijności” – polscy wierni w Księdze Rekordów Guinessa.

Poza tym: wyjaśniamy, które z popularnych zabawek powstały rękoma szatana; opowiadamy jak PRL walczyła z… Pomnikiem Wdzięczności Armii Czerwonej; Wątły pastwi się nad Hołownią, Senyszyn nad Rydzykiem, Gadzinowski zachwyca Werblanem, a Cychol marzy o życiu na w kosmosie.
„Fakty i Mity” znajdziecie w kioskach, salonikach prasowych i na efaktyimity.eu.
Ostrzegamy: pismo dla odważnych i samodzielnie myślących, ale czytanie go uzależnia…

Nieświęty Mikołaj

Obecnie św. Mikołaj kojarzony jest z dobrotliwym starcem rozdającym podarki. Od tego prawdziwego, zmarłego w IV w., można było dostać… po mordzie. Wiele wskazuje, że jego kult, w tym mikołajki, stał się zasłoną prastarych pogańskich wierzeń.

Św. Mikołaj, ulubieniec dzieci i handlowców, pozostaje jedną z najbardziej zmitologizowanych i tajemniczych postaci chrześcijaństwa. Długobrody dziadek z reklam, będący amerykańskim wymysłem, ma z nim niewiele wspólnego. Chodzi o prawdziwego świętego, greckiego biskupa, który choć kojarzony ze szczodrością i cudami, miał na koncie kilka wybryków. Za napaść na antytrynitarza Ariusza w czasie soboru nicejskiego trafił do kozy. Legendy przypisują mu również niszczenie świątyń Artemidy, której z jakichś powodów szczególnie nienawidził. Uczeni do dziś nie są pewni, dlaczego zyskał taką popularność w Europie, choć niewykluczone, że jego kult przejął wiele pogańskich wątków, których Kościół nie był w stanie wykorzenić z umysłów i mentalności świeżo upieczonych chrześcijan.
(…) Św. Mikołaj miał przygody nawet po śmierci. Jego ciało złożono w krypcie kościoła w Mirze, która w ostatnim ćwierćwieczu XI stulecia znalazła się pod panowaniem Turków seldżuckich. Śmiała wyprawa kupców z włoskiego Bari wykradła kości świętego i w maju 1087 r. umieściła je w klasztorze benedyktynów, a potem w bazylice, która do dziś jest najsłynniejszym ośrodkiem jego kultu. Jakiś czas później resztę kości wywieźli Wenecjanie. Popularność relikwii wiązała się z pogłoską, że miały one emitować wonną „mirrę”, a nawet „mannę”. Rozczłonkowane z czasem rozproszyły się po całej Europie wraz z kultem świętego…

Autor Michał Kostur
Więcej efaktyimity.eu

Atrakcyjne strony armii

Duda i Błaszczak chwalą się gdzie mogą, że Polska jako jeden z nielicznych krajów NATO wydaje na obronę 2 proc. PKB. Tylko po co?

Naród polski kocha polskie wojsko. I jest dumny z naszych żołnierzy. No chyba, że jest w KFC między Grójcem i Warszawą i spożywa kawałki kurczaka pod lufami karabinów. Wtedy naród polski rękami swoich przedstawicieli śle do internetu fotki, w których umundurowanych jegomości z bronią w knajpie odsądza od należnej im czci i wiary w zwycięstwo.

„Kuchnie polowe diabli wiedzą gdzie”*
Oczywiście sprawą głodnego wojska szybko zajęły się media, a tuż potem kadra oficerska naszych sił zbrojnych. A właściwie jej piątego koła, czyli Wojsk Obrony Terytorialnej. Albowiem to reprezentujący jej barwy wojacy wpadli na szybkie jedzenie. Kadra w osobie rzecznika WOT stwierdziła, że zgłodnienie żołnierzy jest naturalne i wymagało zaspokojenia. W związku z czym ich wizyta w KFC była rzeczą normalną. Zaś fakt niepozostawienia przez nich broni w samochodzie, którym jechali, jak też jej przewieszenie przez ramiona z lufą skierowaną w dół, jest wyrazem przestrzegania przez weekendowe wojsko prawa i obowiązujących standardów. Szczególnie, że byli w podróży służbowej w związku z braniem udziału w zmianie warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

O takie drobiazgi, jak to po co ciągać ludzi w celu nieistotnej celebry wiele kilometrów, nikt rzecznika nie spytał. Tak samo jak o to, dlaczego w wojsku nie zadziałały stosowne procedury aprowizacyjne, które winny spowodować, żeby wojacy nie byli cały dzień o suchym pysku…
Autor Stefan Płonicki
Więcej efaktyimity.eu

#Halo, tu Kuba Wątły

Rada Języka Polskiego stanęła po stronie normalności. Cóż to oznacza? Oznacza to, że żeńskie końcówki można tworzyć bez opamiętania od rana do wieczora, a argumenty przeciwko ich powstawaniu są „pozbawione podstaw”. I tu Rada sama się podłożyła. Otóż podstawą wszystkiego w Polsce są Bóg Honor i Ojczyzna, a najprzód Kościół święty. I końcówki żeńskie nie mieszczą się ani w ramach Boga, ani Honoru, ani nawet Ojczyzny. O Kościele świętym to nawet nie wspomnę, bo tam mają znaczenie jedynie końcówki męskie, najczęściej w ustach lub odbytach dzieci.
***
Były premier Leszek Miller, obecnie europoseł, a wcześniej specjalista od torturowania ludzi w tajnych więzieniach CIA i spec od praw człowieka, stwierdził, że jest przeciwny temu, by osoby LGBT mogły adoptować dzieci. Opinia ze środowiska PZPR-SdRP-SLD-Samoobrono-Obecnego jakoś specjalnie nas nie interesuje. Znacznie bardziej interesuje nas wciąż przeciągane śledztwo w sprawie tajnych więzień. Pytanie, co na to szef SLD Włodzimierz Czarzasty bądź jego koalicyjni partnerzy? Pewnie nic. Przecież są już w Sejmie. A tylko o to chodziło.
***
Cały felieton dostępny: efaktyimity.pl

FiM 48/2019

– „Waga kupy z 10 kremówek” – To nie żart: Jan Paweł II staje się patronem …polskiej matematyki!;
– „Konsulat polsko – kościelny” – jesteś prawosławny i starasz się o Kartę Polaka? Zapomnij…;
– „Diabły w Chrystusowym królestwie” – wiecie jak rozmawiać z duchami i jak odróżnić dusze czyścowe od mamienia piekielnego? Jeśli nie – szkodzicie Polsce;
– „Atrakcyjne strony armii” – w czym tkwi potęga polskich sił zbrojnych? Podobno w ich stronach internetowych…;
– „Kłopotliwt sukces Cyganki” – sukces 12-letniej Viki w konkursie Eurowizji obnażył to co najpodlejsze – polską ksenofobię;
– „Armia Boga w polskiej werscji” – nowe twarze Episkopatu gadają starymi ustami.
Poza tym: Bardzo nieświęte było życie prawdziwego Św. Mikołaja; „Kościół rodzinny biznes” – kościelne urzędy przekazywane z ojca na syna; „wiara czyni czuba”, czyli historia duchownego, który w ramach pokutnej głodówki – zagłodził się na śmierć… I nie śmiejcie się z niego! – przynajmniej nie oszukiwał.
„Fakty i Mity” znajdziecie w kioskach, salonikach prasowych i na efaktyimity.eu.

Szmaty z „Lewackiej Szmaty”

„Polonia Christiana” próbuje zastraszyć sklep odzieżowy. Wszystko przez to, że wydał linię produktów krytykujących Kościół katolicki.
„Lewacka Szmata” jest internetowym sklepem z odzieżą i gadżetami. Firma specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i sprzedaży ciuchów opatrzonych lewicowymi hasłami i symbolami. W kolekcji możemy znaleźć odzież z motywami odwołującymi się do ruchu socjalistycznego i jego bohaterów (m.in. Karol Marks, Stefan Okrzeja i Kazimierz Pużak) oraz związane z aktualnymi wydarzeniami i trendami (wsparcie dla osób LGBT, feminizm, ekologia). Sklepowe nowości – koszulki, kubki i torby – opatrzone hasłem „La unica iglesia que ilumina es la que arde” (jedyny kościół, który oświeca to ten, który się pali – przyp. red.) i motywem z płonącą świątynią wywołały u redaktorów „Polonii Christiania” napad szału. Katoliccy dziennikarze zasugerowali, że działalnością sklepu powinna zająć się prokuratura.

O komentarz poprosiliśmy Doro z Kolektywu Lewacka Szmata. Zdementowała informacje, że – jak sugerowała „Polonia Christiana” – nowa linia produktów gloryfikuje ataki na katolickie świątynie we Francji i w Chile.

– Wspomniane produkty nie są związane z ostatnimi wydarzeniami. Hasło na koszulkach jest starym hiszpańskim sloganem, który odnosił się do współpracy reżimu gen. Franco i Kościoła katolickiego. Tak się składa, że hasło jest dalej aktualne i dlatego je publikujemy…
Autor Norman Tabor

Andrzejkowe disco pod Świętym Krzyżem

Podobno Kościół katolicki w Polsce zakazuje obchodzenia pogańskiego zwyczaju andrzejek. Mieszkańcy Śródmieścia w Warszawie mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
(…) Kościół dolny bazyliki mniejszej przy Krakowskim Przedmieściu jest pełen ludzi, jednak nikt się nie bawi. Wszyscy są nad wyraz skupieni i poważni. Myślę – trafiłem idealnie, ale mimo wszystko dziwi mnie aż tak patriotyczny nastrój andrzejek. W zaproszeniu napisano przecież, że czeka nas wyśmienita, chrześcijańska i roztańczona impreza. Tu nikt nie podryguje w takt muzyki, ba nawet nie tupie zmarzniętą nogą w bucie. Atmosfera jest grobowa i trochę przygnębiająca, choć w sumie idealna na wieczór wróżb i lanie wosku.

– To są andrzejki? – nieśmiało pytam szeptem zasłuchaną, stojącą pod ścianą siostrę miłosierdzia. – Nie, balanga jest z tyłu – zrozumiałem z ruchu warg i szerokiego gestu ręką wskazującego drogę. Balanga? – zdziwiłem się.

Wewnętrznymi schodami wchodzę na zakrystię. Akurat kończy się koncert chóru Sursum Corda, którego w kościele głównym słucha garstka melomanów muzyki pasyjnej. Gdyby nie otwierane co chwila ciężkie, dębowe drzwi na parking, krążyłbym po bazylice jeszcze przez kilka minut w poszukiwaniu właściwego adresu. Właśnie przez uchylane drzwi dociera do mnie muzyka, która zupełnie nie pasuje do miejsca i sytuacji. To dźwięki disco, czyli impra andrzejkowa! Zakonnica miała rację – faktycznie, balanga odbywa się z tyłu kościoła. Bezbłędnie trafiam na miejsce.
Z otwartych okien budynku Zgromadzenia Księży Misjonarzy dudni na całą okolicę muza w stylu „umpa, umpa”. Pod napisem „Domus Congregationis Missionis Fundata A.D. 1651” kłębi się tłumek ludzi. W większości to studenci Duszpasterstwa Akademickiego. W torbach dostrzegam ciasta, sałatki, paluszki, ale także słyszę dzwoniące o siebie butelki zmrożonego, złocistego płynu. Sprawdzana jest lista obecności i pobierana opłata w wysokości 10 zł od osoby.

Andrzejkowiczów wita z otwartymi ramionami ksiądz Artur. Patrzy także na mnie i z chrześcijańską wrażliwością, bez ogródek pyta:
– Co pan tu robi i czego chce?…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Precz z andrzejkami!

Andrzejki są kolejnym świętem wyklętym przez Kościół katolicki. Księża nie pozostawiają złudzeń – katolik nie może ich obchodzić.

(…) Wielu katolickich „specjalistów” wskazuje na pogańskie pochodzenie święta, które jest rozpowszechnione niemal w całej Europie Środkowo-Wschodniej (m.in. w Niemczech, Austrii, Polsce, Słowacji i Rumunii) i – ich zdaniem – wywodzi się od kultu Frejra, bóstwa fallicznego z wierzeń starogermańskich. Czciciele bożków mieli przeniknąć do czasów chrześcijańskich i po prostu dostosować pierwotne święto do obchodzonego przez katolików dnia św. Andrzeja. Elementy magiczne i „okultystyczne” praktykowane tego dnia przeniknęły więc prosto z religii politeistycznych i stanowią przejaw oddawania czci demonom.

Tego zdania jest m.in. o. prof. Aleksander Posacki SJ, który uważa, że andrzejkowe wróżby są zwykłymi czarami. Ojciec Posacki wie, co mówi – od lat tropi wszelkie demony nad Wisłą i w całej Europie. Zakonnik jest m.in. autorem publikacji „Harry Potter i okultyzm”, w której dowodzi, że J.K. Rowling napisała książkę o charakterze „satanistycznym”, „ezoterycznym”, „inicjacyjnym” i „okultystycznym”. Posacki o andrzejkach pisał w felietonach często publikowanych w katolickiej prasie.
„Kultywacja andrzejek oznaczałaby także jakąś reaktywację pogaństwa, którego odradzanie się widzimy – zwykle w kontekście antychrześcijańskim – na całym świecie” – stwierdził w listopadzie 2008 r. na łamach rydzykowego „Naszego Dziennika”. To jednak nie wszystko: duchowny wskazuje, że andrzejki są przejawem „propagandy wróżbiarstwa”, wspieranej przez „instytucje państwowe” i „międzynarodowe organizacje”.

Andrzejki – jak wskazuje o. Posacki – propagują ponadto grzech bałwochwalstwa i są najlepszą drogą do spętania naszych dusz w okowy szatańskiego zniewolenia. „Wróżbiarstwo jest zawsze związane ze spirytyzmem oraz reklamuje błędną ideologię fatalizmu opartą o koncepcję przeznaczenia. Oprócz grzechu idolatrii, mamy tu więc ryzyko otwarcia na opętanie przez duchy, połączone z uzależnieniem psychologicznym. Cały problem Harry’ego Pottera, święta Halloween oraz obyczaju andrzejek polega na niezrozumieniu zagrożenia grzechem idolatrii oraz niebezpieczeństwa mediumizmu, który jest istotą wszelkich praktyk okultystycznych i może prowadzić do opętania demonicznego” – opowiedział w Radiu Maryja, jednym tchem porównując andrzejki do całej plejady innych „czarodziejskich zagrożeń”…

Autor Norman Tabor
Więcej efaktyimity.eu