Artykuły

Grudniowe święta światła

Chrześcijanie świętują Boże Narodzenie, Żydzi Chanukę, buddyści – dzień oświecenia Buddy. Grudzień to miesiąc łączący wyznawców różnych religii. Choć część z nich zupełnie nie zdaje sobie z tego sprawy.

Są na pewno tacy, którzy stwierdzą, że nie ma co na siłę doszukiwać się podobieństw. Tymczasem dawno, dawno temu zadecydowali o tym nasi przodkowie. Wszystko za sprawą… Słońca i światła.

Słońce to światło, światło to życie. Ludzie zawsze obserwowali niebo, bo byli zależni od przyrody. Nic więc dziwnego, że tak wiele świąt przypada w grudniu, miesiącu zimowego przesilenia. Rodzi się nadzieja, że powracające Słońce zagwarantuje bezpieczeństwo. Najkrótszy dzień w roku według kalendarza gregoriańskiego to na północnej półkuli Ziemi 21 lub 22 grudnia. Czyli tuż przed chrześcijańskimi świętami Bożego Narodzenia. Słońce świeci wtedy od świtu do zmierzchu zaledwie około ośmiu godzin.

W starożytnym Rzymie w tym czasie obchodzono Saturnalia, w Persji – narodziny Mitry (bóstwa Słońca). Ludy germańskie miały swój Jul, a Słowianie Święto Godowe, zwane też Szczodrymi Godami. W naszej współczesnej tradycji bożonarodzeniowej jest wiele elementów zaczerpniętych z Jul, np. strojenie choinki, zdobienie domostw ostrokrzewem czy jemiołą.

Na początku naszej ery przesilenie zimowe wypadało, według kalendarza juliańskiego, 25 grudnia. Stąd też data święta Bożego Narodzenia, które wyparło tradycyjne wierzenia. Elementy kultu solarnego odnajdziemy w największych religiach monoteistycznych: w chrześcijaństwie, judaizmie i islamie. (…)

Zartosht no-diso

26 grudnia według naszego kalendarza zaratusztrianie, czyli wyznawcy najstarszej monoteistycznej religii świata, obchodzą rocznicę śmierci proroka Zaratusztry. Rozpamiętując to wydarzenie, wierni gromadzą się w świątyniach ognia, gdzie odmawiają specjalne modlitwy.

Zaratusztrianizm jest kojarzony z kultem ognia. Jego wyznawcy uważają, że zarówno woda, jak i ogień to symbole czystości. Oba te żywioły obecne są w ceremoniach oczyszczających i podczas obchodów zaratusztriańskich świąt. Są w każdej świątyni. Pilnuje się, by ogień nigdy nie zgasł.

To z zaratusztrianizmu chrześcijaństwo „wzięło” takie pojęcia, jak: piekło, niebo, czyściec, mesjasz czy wolna wola. Religia ta, niegdyś potężna, liczy teraz ponad 150 tys. wyznawców, którzy mieszkają głównie w Indiach, USA i Iranie. Z rodziny hinduskich zaratusztrian wywodził się lider Queen Freddie Mercury, który naprawdę nazywał się Farrokh Bulsara. (…)

Pancha Ganapati

Między 21 a 25 grudnia w Indiach obchodzona jest ceremonia Pancha Ganapati. To hinduskie święto organizowane jest dla upamiętnienia Ganesh. Bóg ze słoniową głową, zwany też Ganapati, jest jednym z najpopularniejszych w wielomilionowym induskim panteonie. Przynosi szczęście i radość, uważany jest za patrona sztuki.

Święto rozpowszechniono w 1985 r. jako hinduską alternatywę Bożego Narodzenia. Wymyślił je Satguru Sivaya Subramuniyaswami, założyciel magazynu „Hinduism Today”. Przyjęło się wśród lubiących świętować mieszkańców Indii. Podczas tych pięciu dni rodziny skupiają się na duchowej dyscyplinie. W centralnym punkcie domu przygotowuje się ołtarzyk, na którym króluje Ganesha. Wokół stoją tace ze smakołykami – owocami i słodyczami. Codziennie zmienia się kolor dekoracji, kolejno są to: żółty, niebieski, czerwony, zielony i pomarańczowy. Symbolizują pięć mocy i pięć oblicz Ganesha. Każdego dnia śpiewa się piosenki i odmawia modlitwy. Koło ołtarza rośnie stosik prezentów, które można odpakować dopiero 25 grudnia…

Aut. Marianna Rolla
Więcej: efaktyimity.eu

50 twarzy Henryka

Gdyby Hitler powstał z grobu i przyszłoby mu przed sądem odpowiedzieć za swoje zbrodnie, mógłby liczyć na uniewinnienie. Przynajmniej w Polsce.
Ludzie wierzą w to, w co chcą, a chcą tego, co akurat im wygodne. Można więc odnieść wiarę do kategorii konformizmu. Jest to dość proste w przypadku religii: jest Bóg czy Go nie ma – kto to wie? Ale co mi szkodzi deklarować wiarę w Niego, jeśli mogę coś z tego mieć? A nuż się kiedyś do czegoś przyda? Dokładnie ten sam mechanizm działa w drugą stronę, czyli w stronę „budowanie niewiary”. Tu jest jeszcze prościej, bo wystarczy tylko nie przyjmować czegoś do wiadomości. Najprostsze jest to w przypadku religii – Boga nie ma i już…

Przykład wiary lub niewiary w sferze duchowości bez problemu da się przenieść na życie „świeckie”, czyli normalne. Pasuje komuś wierzyć w zamach pod Smoleńskiem? – proszę bardzo, niech zostanie wyznawcą Macierewicza! Woli kierować się rozumem – jego sprawa. Wierzy Kaczyńskiemu? – proszę bardzo. Ale jeśli ktoś zamiast tej wiary wybiera rozum, też dobrze (chociaż wstyd).

Tak naprawdę rzecz polega na wyborze wygodnej dla siebie wiary. Nie bulwersuje mnie to specjalnie, ale wkurza, doprowadzając do torsji, gdy pada jakiś mit (dogmat) czyjejś wiary i gdy któryś z jej wyznawców, nie mogąc zaprzeczyć faktom…

Aut.Dariusz Cychol
Więcej:

Kraj radiem płynący

„Nie jest ważne, czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt – najważniejsze, aby Polska była katolicka”.

Te słowa, wypowiedziane przez wicepremiera Henryka Goryszewskiego w lutym 1993 r., podczas mszy w Rudce koło Brańska, to dokładnie to, czego oczekuje Kościół od popieranych przez siebie ugrupowań politycznych. Niestety, sformułowanie „katolicka” ostre nie jest. Żeby dowiedzieć się, co ono dla przykościelnych polityków znaczy od już 30 lat, warto przyjrzeć się, co przez ten czas wygadywali.

Pinochet z krzyża zdjęty

Na początek dowiedzmy się może, czym ma być katolicka Polska na arenie międzynarodowej. Najlepiej ujął to były szef Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Marian Piłka. „Najpierw kibicujemy Polakom, potem krajom katolickim, wreszcie chrześcijańskim. I tu wolimy prawosławie niż heretyków. Jeśli nie grają chrześcijanie, kibicujemy monoteistom. A na końcu wszystkim, byle nie Niemcom”.

Jak Niemcy, to i Unia Europejska. Czyli zło. Dlatego umiłowany przez Radio Maryja Antoni Macierewicz mówił: „Okrągły Stół nie stał się drogą do niepodległości, był sposobem na przeprowadzenie Polski z podległości sowieckiej do podległości neosocjalistycznej Unii Europejskiej”. Nieco inaczej ujęła to wystawiana do wyborów przez Rydzyka posłanka Gabriela Masłowska: „Likwidacja suwerenności polskiej po akcesji do Unii Europejskiej odbywała się w bardzo wielu dziedzinach”. Na razie niewiele z tym można zrobić, ale Masłowska wie co: „Polska powinna mieć własny bank centralny i własną walutę. Polska powinna się starać w obrębie Unii Europejskiej o klauzulę output, czyli wyłączenie z członkostwa w strefie euro”.

Wyłączenie się całkowite z Unii ma sens jeszcze większy. Jest…

Aut. Stefan Płonicki
więcej: efaktyimity.eu

FiM 50/2018

Co w najnowszym, 50. numerze Faktów i Mitów? Jak zwykle intrygujnące, interesujące i sprawdzone informacje!

– Bestia od św. Brygidy
– Ścigany przez „Kler”
– Świecący różaniec
– Damska biblia
– Pop pedofil
– Rowerem do nieba
– Raport o stanie świata

Nie musicie czekać do poranka! Jeszcze dziś możecie zakupić najnowszy numer w aplikacji lub na stronie efaktyimity.eu!
Zapraszamy!

Skandal: ambasador USA ingeruje w religię!

Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce, interesuje wszystko, co może być ważne dla interesów jej kraju, także to, by niekoniecznie dobrze działo się jego wrogom. Tym razem padło na prawosławnych w Polsce.

 

Na Ukrainie działają aż trzy duże Cerkwie, z tym że ta największa, Ukraińska Prawosławna Cerkiew (UPC),  z największym majątkiem i liczbą wiernych, nie ma pełnej samodzielności i na prawach autonomii pozostaje w kanonicznej jedności z moskiewskim patriarchatem. Dla ukraińskich polityków i ich amerykańskich przyjaciół jest to jednoznaczne ze statusem rosyjskiej agentury, realizującej politykę Władimira Putina.

Opiniotwórczy „Przegląd Prawosławny” pisze wprost: „Prezydent Petro Poroszenko i większość deputowanych Werchownej Rady postanowili utworzyć jeszcze jedną „nową”,autokefaliczną” Cerkiew (…)”.

Skończyło się to zerwaniem stosunków z patriarchatem konstantynopolitańskim przez największe kościoły prawosławne w świecie, w tym i Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, drugie co do w wielkości wyznanie chrześcijańskie w Polsce. Według naszych informacji, Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce, kilkakrotnie próbowała wpłynąć na zwierzchnika polskiej Cerkwi metropolitę Sawę, żeby zmienił stanowisko w kwestii działań Poroszenki. Arcybiskup pozostał nieugięty, mimo że, tu ciekawostka, sam jest z pochodzenia Ukraińcem, urodzonym w Polsce w 1938 r. Przez kilka tygodni próbowaliśmy uzyskać komentarz ambasady amerykańskiej w tej sprawie. Bezskutecznie. Odpowiedzi odmówiła też „Faktom i Mitom” kancelaria arcybiskupa. Ale żadna ze stron nie zaprzeczyła aktywności G. Mosbacher w tej sprawie.

Na oficjalnej stronie polskiej Cerkwi można znaleźć komunikat, który – według naszych informatorów – odnosi się do działań pani Mosbacher. „Osoby pozbawione święceń biskupich i kapłańskich nie mogą być liderami przy wprowadzaniu pokoju w Prawosławnym Kościele Ukraińskim. Ich działania powodują jeszcze większy zamęt i zgorszenie. Jedynie przestrzeganie dogmatyczno-kanonicznych norm Kościoła oraz zachowywanie wiekowych tradycji uchroni prawosławie przed trudnymi konsekwencjami eklezjalnymi w skali międzynarodowej. Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny wznosi gorące modlitwy o jedność Świętego Prawosławia i pokój Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego. Święty Sobór Biskupów zabrania duchownym Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego wchodzenia w liturgiczno-modlitewne kontakty z duchownymi tzw. Patriarchatu Kijowskiego i tzw. Autokefalicznej Cerkwi, które w dotychczasowych działaniach uczyniły wiele zła” – piszą polscy prawosławni.

Wojny są w amerykańskiej polityce zagranicznej czymś tak normalnym, jak w Polsce jesienny deszcz. Wojna religijna, która na Ukrainie wisi w powietrzu, nie poczyni szkody Amerykanom. Wskutek podziałów ucierpią „maluczcy”, ale kto by się nimi przejmował…

 

Wacław Jerzy Koniecpolski

Kronika wstydu

10 maja 2010 r. Do grupy modlących się przed krzyżem przy Pałacu Prezydenckim w Warszawie przemawia Jarosław Kaczyński. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że zapoczątkuje to ośmioletnią tradycję miesięcznic, a już na pewno nikomu nie wpadnie do głowy, że może to mieć coś wspólnego z setną rocznicą odzyskania niepodległości.

11 listopada 2010 r. Rusza pierwszy Marsz Niepodległości. Obok organizacji narodowych idą w nim pod nazwą „Solidarni 2010” uczestnicy miesięcznic. Organizatorzy marszu doliczyli się 10 tys. uczestników. Policja 10 razy mniej. Poza skandowaniem antylewackich haseł nic szczególnego się nie działo.

11 listopada 2011 r. Marsz Niepodległości, firmowany przez ONR, Młodzież Wszechpolską, Obóz Wielkiej Polski i Solidarnych 2010 liczy około 10 tys. uczestników. Jego bilans to 210 zatrzymanych, zniszczone samochody i zdewastowane ulice. Do szpitali trafiło 21 uczestników, rannych zostało 12 policjantów. Grupa zamaskowanych młodych ludzi zniszczyła samochód TVN Meteo. W płomieniach stanął wóz transmisyjny TVN24, uszkodzono też samochody Polsatu i Polskiego Radia. – Donald Tusk odpowiada za piątkowe zamieszki – stwierdził Jarosław Kaczyński.

26 listopada 2011 r. „Stanę na czele przyszłorocznego wspólnego marszu w Święto Niepodległości” – deklaruje prezydent Bronisław Komorowski.
11 listopada 2012 r. Komorowski idzie na czele marszu „Razem dla Niepodległej”, w którym brak ludzi z PiS oraz tych, którzy właśnie zbierają się na Marsz Niepodległości.

11 listopada 2012 r. Ośmioro rannych policjantów oraz ponad sto osób zatrzymanych. W kierunku funkcjonariuszy leciały kamienie. A policja odpowiadała strzałami z broni gładkolufowej. Użyła też gazu łzawiącego i skorzystała z armatki wodnej. Policja oszacowała liczbę uczestników tej edycji Marszu Niepodległości na 15 tys. osób.

11 listopada 2013 r. Komorowski znowu w marszu o niezrozumiałym tytule „Razem dla Niepodległej”.

11 listopada 2013 r. Niektórzy uczestnicy Marszu Niepodległości poszli na ulicę Skorupki, gdzie był „Skłot Przychodnia”. Rzucali w okna kamieniami, kostką brukową i butelkami. Do burd doszło w pobliżu budynku ambasady rosyjskiej, gdzie m.in. podpalono budkę wartowniczą i samochód ambasady. Według szefa CBA Pawła Wojtunika, prowokacja ta została zorganizowana przez byłego ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Zatrzymano 72 osoby, tradycyjnie zniszczono też kilka samochodów. Poszkodowanych zostało 19 osób, 14 przewieziono do szpitali. W marszu brało udział o 10 tysięcy osób więcej niż rok wcześniej.

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

 

Rząd zrywa z kościołem

Przez część mediów prześlizgnęła się nieśmiało pewna informacja: Grecja zrywa z finansowaniem swojego narodowego kościoła. Informacja w Polsce nie zdobyła popularności – zbyt mocno skłania do refleksji.

„Premier Grecji Aleksis Tsipras i arcybiskup Aten Hieronim II zawarli umowę, na mocy której grecki rząd nie będzie już zatrudniał prawosławnych duchownych w służbie cywilnej. Dotychczasową miesięczną pensję zastąpi coroczna dotacja w wysokości około 200 mln euro. To krok w stronę rozdziału Kościoła i państwa” – pisze na stronie internetowej swojej polskiej edycji amerykański tygodnik „Newsweek”. „Warunek? Kościół ortodoksyjny nie będzie sprzeciwiał się przekształceniu Grecji w państwo świeckie, a także nie będzie zgłaszać roszczeń do nieruchomości zabranych przez państwo w 1952 r. Zostanie także utworzony wspólny fundusz zarządzający spornymi nieruchomościami, a zyski i koszty mają być dzielone po połowie pomiędzy rząd i Cerkiew” – informuje pismo.

Ewentualny entuzjazm zwolenników państw świeckich studzi dalszymi szczegółami katolicki portal Deon.pl: „Aby bardzo silny i wpływowy w tym kraju Kościół prawosławny nie sprzeciwiał się za bardzo proponowanym zmianom, rząd zapewnił, że nadal będzie opłacał około 9 tys. duchownych i inne osoby zatrudnione w różnych instytucjach kościelnych. Jednocześnie szef rządu oznajmił, że z chwilą wprowadzenia nowych przepisów księża przestaną być pracownikami publicznymi, jak to jest dotychczas, choć nadal będą otrzymywać pensje państwowe. Na ich utrzymanie i niektóre inne publiczne wydatki Kościoła państwo przeznacza rocznie ok. 189 mln euro ze specjalnego funduszu przeznaczonego na ten cel”.

Ograniczenie skali finansowania greckiego Kościoła prawosławnego przez państwo to jeden z wymogów wierzycieli długu Grecji

Aut. Dariusz Cychol
Więcej: efaktyimity.eu

Hiszpania: Haniebne milczenie kleru

Hiszpański episkopat milczy jak głaz w sprawie pedofilii wśród księży, mimo że do mediów regularnie trafiają bulwersujące relacje pokrzywdzonych, jak sprawa gangu zboczeńców spod Grenady – pisze dziennik „El País”. Gros przypadków zamiata się „pod sutannę”, zaś ofiary pozostawiane są same sobie.

– Molestujący mnie ksiądz nadal odprawia msze w tamtej wiosce – mówił w rozmowie z BBC Emiliano Álvarez z Borrenes, który był wykorzystywany seksualnie przez księdza w szkole z internatem w La Bañeza. – Ściągnął ze mnie kołdrę, później spodenki. Nie pamiętam więcej z „pierwszego razu”, ale potem działo się to prawie każdej nocy – dodaje mężczyzna, który w 2017 r. zgłosił sprawę do sądu kościelnego w Astordze.

Młyny boże mielą wolno. Równie powolny jest proces otwierania się hiszpańskiego Kościoła katolickiego na problem, który w 2018 r. stał się dla tej instytucji tematem numer 1. Lawinę rozliczeń z duchownymi pedofilami uruchomiły w sierpniu br. władze Pensylwanii. Ich śladem poszły inne amerykańskie stany (m.in. Teksas) oraz niemiecki episkopat, zaś w wielu innych krajach dziennikarze i działacze społeczni postanowili obnażyć skalę patologii wśród kleru oraz bezkarności, jaką latami cieszyli się kapłani. W Hiszpanii to jednak ciągle niełatwy temat, dużo trudniejszy niż w Polsce. Dziennik „El País” pisze, że przez dziesięciolecia hierarchowie ukrywali sprawy, jak tę z udziałem Álvareza, albo próbowali rozliczyć je przed sądami kościelnymi z minimalną szkodą dla sprawców. (…)

Aut. Michał Kostur
Więcej: efaktyimity.eu

Skazana na religię

Czy w Polsce można sądownie zmuszać kogoś do praktyk religijnych? Ależ oczywiście!

Pan Adam W. i jego partnerka Ewa mieszkają w Grodzisku Mazowieckim. Wspólnie wychowują troje dzieci, w tym córkę pana Adama, dziewięcioletnią Wiktorię. Matką Wiktorii jest jego była żona.

Pan Adam jest ateistą od 13. roku życia. Jak mówi, wierzy w naukę, nie w gusła. Nie dyskutował, kiedy żona i jej matka postanowiły ochrzcić Wiktorię, urodzoną jako wcześniak – miał ważniejsze sprawy na głowie. Kiedy córka miała sześć lat, małżeństwo się rozpadło. Zgodnie z wyrokiem rozwodowym, Wiktoria zamieszkała z tatą, a władzę rodzicielską sprawowali oboje rodzice.

Kiedy dziewczynka poszła do zerówki, matka – wówczas za zgodą ojca – zapisała ją na religię. Wkrótce Wiktoria powiedziała ojcu, że nie chce chodzić na te lekcje. Pan Adam wypisał córkę. Matka ponownie ją zapisała. I tak kilka razy. Chodząc pod przymusem, dziewczynka odmawiała uczenia się religii i przynosiła z niej same jedynki (choć nie wiedzieć czemu na koniec roku wyszła jej piątka). Na początku III klasy ojciec poinformował szkołę, że nie wyraża zgody, aby Wiktoria chodziła na te zajęcia. Dołączył podpisane przez córkę oświadczenie, że jest niewierząca i zgodnie z art. 194 kodeksu karnego (dotyczącym wolności sumienia i wyznania) nie wolno jej zmuszać do uczestnictwa w religii.

„Szczerze, to ja mam gdzieś komunie i inne gusła. Gdyby córka chciała chodzić, tobym ją zaprowadzał do plusika [kościoła – przyp. red.]. Cały biznes polega na tym, że Wikusia nie wierzy i nie chce chodzić na religię” – pisze pan Adam na Facebooku.

Matka nie odpuściła. Twierdzi, że Wiktoria musi chodzić na katechezę, żeby mogła pójść do komunii. Zwróciła się do sądu o ustalenie opieki naprzemiennej, wnosząc przy tym o „rozstrzygnięcie w istotnych sprawach dziecka”. 28 listopada br. sędzia Sądu Rejonowego w Grodzisku Mazowieckim Agnieszka Banaszczyk wydała postanowienie w trybie zabezpieczenia, w którym upoważniła matkę Wiktorii do posłania jej na religię i do komunii bez zgody ojca. W uzasadnieniu sędzia argumentuje, że wiek i stopień rozwoju Wiktorii nie pozwalają jej podjąć autonomicznej decyzji w kwestiach religijnych. Na zdrowy rozum, powinno to być raczej argumentem za trzymaniem dziewczynki z dala od kościelnej machiny propagandowej. Niestety, decyzje pani sędzi Banaszczyk nie mają nic wspólnego z takim tokiem rozumowania. Jest ona za to piewczynią konformizmu: „W ocenie Sądu małoletnia wobec Jej trudności interpersonalnych z rówieśnikami nie powinna być stawiana w sytuacji bycia odmienną. Uczęszczanie na lekcje religii może pomóc Jej w integracji z pozostałymi dziećmi w klasie, a w konsekwencji podnieść umiejętności interpersonalne z rówieśnikami”. Nieważne, że w rozmowie z sędzią dziewczynka powtórzyła swoje stanowisko, a przez dwa lata nie nauczyła się ani jednej modlitwy; nie umie się nawet przeżegnać.

Decyzja sądu dziwi także dr. hab. Pawła Boreckiego z Zakładu Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji UW. Uważa on, że w tej sytuacji sędzia powinna postąpić zgodnie z wolą dziecka, nawet jeśli ma ono dziewięć lat:

– Dziwię się sądowi, że nie kierował się dobrem dziecka. Zgodnie z konwencją praw dziecka, powinien uwzględnić to, że dziewczynka nie chce chodzić na religię i byłaby do tego przymuszana. W istocie rzeczy, zdecydował głos matki, niemniej decyzja sądu jest wiążąca. Problem polega na tym, że nie uregulowano jednoznacznie zasad rozstrzygania sporów w takiej sytuacji. W mojej opinii w momencie, kiedy rodzice nie mogą dojść do porozumienia, głos dziecka powinien być decydujący. Droga, którą wybrała matka, z formalnego punktu widzenia jest prawidłowa, natomiast jest to katastrofa pod względem wychowawczym. Nie wiem, na jakiej podstawie sąd uznał, że opinia Wiktorii nie jest wyrazem jej przekonań, moim zdaniem ojciec powinien się odwoływać do sądu wyższej instancji – powiedział nam dr Borecki.

Ciekawym aspektem sprawy jest to, że matka Wiktorii nie jest bynajmniej zagorzałą katoliczką, zalicza się do „wierzących niepraktykujących”. Gdy widuje się z córką, nigdy nie zabierała jej do kościoła – teraz też dziewczynka miałaby tam chodzić z babcią. Na komunizacji małej zależy natomiast ciotce Wiktorii, która jest jej matką chrzestną.

Batalia sądowa trwa dalej. Pan Adam jest zdecydowany walczyć o wolność religijną dla córki.

Joanna Zaleska

V Kolumna 50/2018

Wyścig dewotów

Urzędowa dewocja szerzy się jak zaraza. Prof. Magdalena Środa kpi na Facebooku: „Myślę, że warto wrócić do pomysłu urządzenia kaplic w supermarketach, jak również – chętnie odstąpię ten pomysł jakiemuś posłowi PiS, który jeszcze nie zrobił kariery – chrztów na Poczcie Polskiej. To obecnie bardzo prokościelna instytucja (a do tego narodowa i patriotyczna), gdzie po ochrzczeniu noworodka można go od razu zaopatrzyć na nową drogę życia wydawnictwami pocztowymi dotyczącymi relikwii, żywotów świętych i wypieków siostry Alicji. (…) Sama Polska jak wiadomo już od dawna jest królestwem Jezusowym (bez zgody samego zainteresowanego)… no to konkurs: kto wymyśli większy absurd?”. Co do nas, głosujemy na taneczne pląsy premiera i ministrów na spędzie u Rydzyka.

Ekspansja

Rozrasta się toruńskie imperium. Jak donosi Onet.pl, Ojciec Dyrektor wkrótce wprowadzi na rynek nowy miesięcznik – trzeci tytuł prasowy w jego koncernie multimedialnym, obok gazety „Nasz Dziennik” i miesięcznika „W Naszej Rodzinie”. Niedługo zostanie też otwarty Park Pamięci Narodowej, gdzie Rydzyk chce upamiętnić około 40 tys. nazwisk Polaków, którzy ratowali Żydów („Przecież Polacy to nie są antysemici, prawda?” – cytuje go Onet). Sponsorem Radia Maryja był stary żydożerca z Urugwaju Jan Kobylański, samo radio zaś w latach 90. kolportowało czarną listę polityków, którym przypisywano pochodzenie żydowskie, w tym Polaków z dziada pradziada, których Rydzyk nie lubił. Od tego czasu dojrzał: oficjalnie odżegnuje się od antysemityzmu, a nawet spotyka się z ambasadorem Izraela (sondując, czy jego kraj nie sypnie groszem na jakieś „dzieło”?). Tak się robi politykę – i biznes.

Spór o pomnik

Gdy wyszło na jaw, że kapelan Solidarności ks. Henryk Jankowski miał na sumieniu gwałty i molestowanie seksualne młodzieży płci obojga, pojawiły się żądania likwidacji jego pomnika. Pisowcy są przeciw. Poseł Janusz Śniadek na Twitterze: „Mamy ikony Solidarności dużo bardziej kontrowersyjne od księdza prałata” (Śniadek zapewne ma na myśli Wałęsę, choć jemu nikt nie buduje pomników i nie stawia kryminalnych zarzutów). Pomnik Jankowskiego oblano czerwoną farbą, odbywają się tam protesty przeciw pedofilii kleru. Prezydent Adamowicz najpierw chciał zostawić decyzję Kościołowi, w końcu jednak oświadczył, że dla tego pomnika nie ma miejsca w przestrzeni publicznej. Ekscesy Jankowskiego długo tolerował nieżyjący już abp Gocłowski, a gdy go wreszcie pozbawił funkcji proboszcza parafii św. Brygidy (za wyskoki antysemickie, nie za pedofilię), następca Gocłowskiego, abp Głódź, przywrócił prałata na stanowisko. Może by się z tego wytłumaczył?

Koniec świeckiej szkoły

Tuszów Narodowy na Podkarpaciu. Jak już informowaliśmy, pisowski wójt Andrzej Głaz postanowił udekorować szkoły publiczne marmurowymi tablicami z Dekalogiem, aby chronić uczniów przed „złem, które wdziera się z Europy” (rodzimego, prapolskiego zła według katoli nie ma). Wywołało to awanturę. Wójt Głaz bronił się nieporadną polszczyzną: „W związku z różnymi komentarzami dotyczącymi założenia tablic z Dekalogiem na szkołach w Gminie, pragnę oświadczyć, że 10 Przykazań Bożych dane są dla dobra człowieka, co jest tak oczywiste, że nikt uczciwy i będący przy zdrowych zmysłach nie jest w stanie temu zaprzeczyć, aby się nie wystawić na pośmiewisko i na skompromitowanie”. Interweniowała fundacja „Wolność od religii”. A oto odpowiedź podkarpackiego kuratora oświaty Małgorzaty Rauch: „Nie znajduję podstaw do podjęcia działań nadzorczych w sprawie tablic z dekalogiem na budynkach szkół w Tuszowie Narodowym”. Konstytucja RP nie jest dla pani Rauch „podstawą do podjęcia działań”.

Konkurencja dla Grzybka

Coraz prężniej rozwija się w Polsce największa na świecie telewizja katolicka, amerykańska EWTN. Na razie jest dostępna w internecie, lecz wkrótce trafi do kablówek i na platformy cyfrowe. W październiku EWTN nadała z wrocławskiego studia pierwszy program. W ramówce będą transmisje mszy z Polski i z Watykanu oraz własne produkcje. Dyrektorem programowym został Krzysztof Kunert, do niedawna pracownik pisowskiego portalu wPolityce.pl, finansowanego przez senatora Biereckiego, ojca chrzestnego SKOK. Dziennikarze Wirtualnej Polski odkryli, że politycy PiS sondują możliwość współpracy z nową katotelewizją. Musi to strasznie wkurzać Ojca Dyrektora – konkurencja na jego podwórku?!

 

 

Bractwo Miłosierdzia

„Dziennik Wschodni” opisuje aferę w Bractwie Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie. W latach 2017–2018 prezes tej szacownej organizacji Monika S., działając wspólnie z księgową Dominiką S. i skarbniczką Magdaleną W., podprowadziła 220 tys. zł, które miały trafić do ubogich, chorych i bezdomnych. Pani prezes była tak bezczelna, że nie siliła się na jakieś skomplikowane przekręty, tylko zwyczajnie przelewała sobie pieniądze z konta bractwa. Księgowa i skarbniczka skromnie skubnęły tylko 15,5 tys. Wszystkie trzy mają prokuratorskie zarzuty, a Monika S. została aresztowana na trzy miesiące. Jak czytamy na stronie Bractwa św. Brata Alberta, od 1983 r. wspiera ono osoby potrzebujące pomocy. Najwyraźniej szefowa z podwładnymi wzięły sprawę we własne ręce i postanowiły same sobie pomóc.

Kto kogo pobił

Katole z Ordo Iuris skierowali do sądu prywatny akt oskarżenia wobec Sławomira Nitrasa, posła PO. Według nich Nitras naruszył nietykalność osobistą prolajfera nazwiskiem Dawid Wachowiak, który brał udział w pikiecie antyaborcyjnej 22 listopada w Warszawie. W wersji Ordo Iuris „w trakcie pikiety do demonstrantów zbliżyła się kobieta i w zamiarze zakłócenia zgromadzenia odłączyła kable zasilające nagłośnienie. (…) Funkcjonariusze przystąpili do legitymowania kobiety. Wtedy Sławomir Nitras usiłował zakłócić ich interwencję. (…) Jednocześnie w trakcie zdarzenia poseł naruszył nietykalność cielesną pokrzywdzonego, szturchając go, popychając i uderzając”. Inaczej widzi to Nitras: „Przechodziłem ulicą, kiedy usłyszałem wołanie o pomoc. Starsza pani wołała do mnie: Panie pośle, proszę mi pomóc! Trzymało ją dwóch wyrostków. (…) Oczywiście zareagowałem. Uwolniłem ją i uniemożliwiłem im szarpanie tej pani”. Wyrok zależy od tego, w jakim stopniu „dobra zmiana” opanowała sądy.

Na kurs!

Obóz „dobrej zmiany” ma nowy pomysł: skoro część nowożeńców poprzestaje na ślubie cywilnym, to trzeba ich zmusić do odbycia „cywilnych kursów przedmałżeńskich” na wzór kursów kościelnych – aby, jak piszą „Sieci”, „małżonkowie mieli szansę na dobre przygotowanie się do założenia rodziny”. Wywołało to oczywiście lawinę szyderczych propozycji, kto powinien te kursy prowadzić. Posłowie Pięta i Zbonikowski, senator Bonkowski, prezes Kurski, o ile znajdzie czas? A może sam Nadprezes?