Artykuły

Lewoskrętni

Dla Kościoła są niewygodni: zbyt niezależni, zbyt otwarci lub zbyt „nowocześni”.

Poza zmarłym niedawno bp. Tadeuszem Pieronkiem można z grona rodzimego duchowieństwa wyłuskać jeszcze kilka postaci, które wymykają się szablonowi klechy z klapkami na oczach.

Polska otwarta na uchodźców
Postulował to bp Pieronek, postulują też jemu podobni. Dla jezuity, teologa i publicysty ks. Wacława Oszajcy to kwestia niepodlegająca dyskusji. „Chrystus był uchodźcą, migrantem, uciekinierem. Naszym obowiązkiem jest zadbanie o to, by człowiek, zwłaszcza kiedy jest krzywdzony, mógł liczyć na nas, że staniemy w jego obronie” – mówi. „Chrześcijanina poznaje się po tym, jak traktuje ludzi zmarginalizowanych, ludzi biednych, potrzebujących pomocy” – dodaje.

Podobnie sądzi inny duchowny ks. Wojciech Lemański, czasowo zakneblowany przez Kościół za swoje poglądy. „Ilu jeszcze uchodźców musi utonąć, żeby polski Kościół zrobił to, do czego namawia papież Franciszek?” – pytał, gdy Polaków podzieliła kwestia otwarcia granic dla imigrantów. „Nasi polscy biskupi czujnie strzegą doczesnych dóbr Kościoła, publicznie i głośno występując w ich obronie. Szkoda, że nie zabrzmiał ten głos równie dobitnie w obronie ludzi wypędzanych z domów, pozbawianych dorobku całego życia, rozkułaczanych, nacjonalizowanych, przesiedlanych, odzieranych z własności i godności, poniewieranych przez okupantów tej czy innej maści. Wtedy odwaga naprawdę kosztowała, a odważnych trudno było usłyszeć. Dziś w obronie własnych przywilejów gotów przemawiać każdy, choć już dalece nie każdy ma ochotę tego słuchać” – mówi.

Podobnie twierdzą Szymon Hołownia, niegdyś prawie dominikanin, a dziś teolog i publicysta, oraz ks. Adam Boniecki, redaktor „Tygodnika Powszechnego”, który podzielił los Lemańskiego. „Zdanie Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie nie odnosi się tylko do Polaków szukających lepiej płatnej pracy w Anglii, ale również do owych wykpiwanych hord młodych, zdrowych mężczyzn, koczujących na europejskich dworcach” – twierdzi Hołownia, dodając, że przyjęcie do Polski uchodźców byłoby szansą dla polskiego Kościoła, by wreszcie zrobił coś pożytecznego i przy okazji znalazł odpowiedź na pytanie: czym ma być w Polsce XXI w.

„Jak można maszerować i publicznie krzyczeć chcemy Boga!, a jednocześnie zamykać przed Nim drzwi, kiedy On w osobie potrzebującego stoi i kołacze? Chcecie mnie? – Bóg odpowie – przecież byłem u was… przybyszem, a wy mnie nie przyjęliście” – mówi ks. Boniecki.

Pieronek, Oszajca, Lemański, Hołownia. Gdyby to oni mieli decydować, Polska byłaby otwarta dla przybyszów z innych państw.

In vitro i inne „bezeceństwa”
„Nie każdy, kto dokonał aborcji należy do grupy morderców” – mówił w jednym z wywiadów ks. Boniecki. Ksiądz redaktor myśli nieszablonowo. Dla niego wystąpienie na wspólnym zdjęciu z Nergalem, kontrowersyjnym antyklerykalnym artystą, czy z kartką promującą hasło: „LGBT jest ok” to nic zdrożnego. To także on pochylał się nad postacią Piotra Szczęsnego i obok bp. Pieronka i Wojciecha Lemańskiego uczestniczył w jego uroczystościach pogrzebowych. Gdy inni kapłani zarzucali, że „z samobójcy robi świętego”, powiedział: „Nie jestem od ogłaszania świętych. Myślami stoję – i myślę, że wszyscy stoimy – tam, na placu, pod Pałacem Kultury. I pytam: kim ja jestem, żeby osądzać czyn mego bliźniego, tak dramatyczny czyn?”. Boniecki dla Kościoła okazał się jednak zbyt nowoczesny w swoich poglądach, zbyt liberalny. To dlatego Zgromadzenie Księży Marianów, do których należy, zamknęło mu usta i nie pozwoliło na publiczne wypowiadanie się na żadne tematy.

O krok od podobnej kary często bywa inny kościelny sługa ks. Kazimierz Sowa. Gdy po słowach papieża Franciszka, skierowanych do księży, a dotyczących kwestii rozgrzeszania wiernych z aborcji, Polskę zalała zajadła dyskusja, a gros księży czerwieniało ze złości, on odważył się mówić: „Wszyscy mówią o rewolucji Franciszka, która ma (jakoby) polegać na przedłużeniu upoważnienia księży do rozgrzeszania z aborcji. A tymczasem prawdziwa rewolucja jest w innej części listu Misericordia et misera. Zwłaszcza w tym fragmencie, kiedy papież mówi wprost: nie ma żadnego grzechu, którego nie mogłoby objąć i zniszczyć Boże miłosierdzie”.

Gdy część polskiego kościoła haseł „gender” i „feminizm” boi się jak diabeł święconej wody, były ksiądz, prof. Stanisław Obirek, jeszcze w czasie gdy był jezuitą nie widział nic strasznego w byciu wykładowcą na gender studies i uczeniu tam teologii feministycznej. Dziś Obirek stanowi cenny głos nie tylko w sprawach gender, ale w wielu innych kwestiach, w których Kościół zatrzymał się na etapie średniowiecza i gdzie mariaż państwa z Kościołem przybiera karykaturalne formy. „Dajmy sobie spokój z łączeniem wiary i religii z czymś, co jest ciągle przedmiotem ustaleń. Dzisiaj każdy jest ekspertem od in vitro, od początku życia. Dajmy sobie spokój wreszcie i pozwólmy to ustalić w gabinecie, w zaciszu, bez emocji, politycznych zwłaszcza”.

Gdy z kolei opinię publiczną dzieliły kwestie nauczania religii w szkołach, głośno mówił: „Bardzo wyraźnie widać skutek wprowadzenia religii do szkół, jego nienegocjacyjny charakter i brak przygotowania większości katechetów do prowadzenia religii w kontekście pluralizmu kulturowego, jakim jest szkoła”.

Jego zdanie podziela inny były ksiądz, dominikanin prof. Tadeusz Bartoś. „Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. (…). Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna”.

W Polsce Bonieckiego, Sowy, Obirka czy Bartosia gender nie stanowiłoby problemu, in vitro byłoby dofinansowane, prawo aborcyjne niezaostrzone, a lekcje religii odbywały się poza szkołą.

Kościół bez celibatu, Polska bez PiS
Według Tadeusza Bartosia „Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas wieczne potępienie. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa” – mówi.

Dodatkowo, zdaniem prof. Stanisława Obirka: „Jesteśmy w sercu Kościoła średniowiecznego, gdzie teokracja była przyjętą formą polityczną, gdzie polityka ma pokrywać się z Kościołem. To jest kuriozalne, ale też niebezpieczne, bo to prosta droga do schizmy” – prognozuje.

„Marzę o polityce wolnej od bezpośredniej obecności w niej Kościoła. Nie tylko od patologii w rodzaju finansowo-medialnych gier ojca Rydzyka z rządem. Bo nie rozumiem też np. eucharystii w roli okrasy państwowych obchodów. Nie rozumiem mszy na inaugurację kadencji prezydenta: Kaczyńskiego, Komorowskiego czy Dudy, czy tych przeróżnych pompatycznie oprawianych pielgrzymek” – wyznaje Szymon Hołownia, a Wacław Oszajca dodaje:

„Kościół nie musi być cały czas taki, jakim go znamy. Może powstaną niewielkie grupy ludzi, którzy sobie ufają, tak jak było w pierwszych wiekach; to też będzie Kościół, może prawdziwszy od dzisiejszego…”.

„Może Kościół zacznie przemawiać do wiernych innym językiem, nie roszczeniowym, jurydycznym, tylko językiem Ewangelii” – rozmarza się ks. Lemański. „Wówczas Kościół może się nawet rozwinąć. Nie trzeba nic wielkiego, tylko szanować ludzi”.

W nowym Kościele nie byłoby celibatu, bo jak mówi Obirek: „to właśnie wyparta, zepchnięta seksualność owocuje takimi dewiacjami, jak pedofilia” i nie byłoby mariażu Kościoła z państwem, bo Kościół nie miałby takiej władzy jak obecnie.

„Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni są w swych decyzjach od opinii biskupów. (…) Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia” – mówi Bartoś.

Gdyby o losach Polski decydowali tacy ludzie, jak powyżsi katolicy… żylibyśmy w zupełnie innym kraju – w Polsce postkatolickiej, postśredniowiecznej. Podoba Wam się?

Blanka Florczyk

Muppet Show Kurskiego

Główne wydanie „Wiadomości” TVP zapędziło się w kozi róg. Robione przez pseudofachowców i wspomagane pseudoautorytetami jest po prostu beznadziejnie słabe merytorycznie.

Wystarczył tydzień szczegółowej obserwacji, by utwierdzić się w przekonaniu o słuszności powyższych wniosków. Analiza jest bolesna dla nadawcy, a oferta ciężkostrawna dla widzów. Grozi zaparciem u jednych lub rozwolnieniem u drugich. Tego się nie da przełknąć. Od samego patrzenia zbiera się na wymioty.

Abecadło wiadomości

Niepisaną zasadą każdego telewizyjnego serwisu informacyjnego jest, aby za wszelką cenę unikać sond ulicznych i wypowiedzi przypadkowych ludzi. Nic nie wnoszą do treści, a wprowadzają zamieszanie. Każda użyta w materiale tzw. setka (drobna forma telewizyjna, najczęściej wypowiedź – przyp. red.) ma być zwięzła. Najlepiej ostra. Oczywiście musi być powiedziana przez kogoś ważnego, koniecznie pod nazwiskiem. Powinna też być jak najbardziej aktualna. W końcu przekazujemy newsy dnia, a nie robimy tygodnik czy miesięcznik. Ponadto obowiązkiem dziennikarza jest przedstawienie opinii wszystkich stron, których omawiana sprawa dotyczy – materiał ma być jak najbardziej obiektywny. To widz powinien wyrobić sobie pogląd w sprawie, którą się zajmujemy.
Najważniejsze newsy podajemy zawsze na początku serwisu, aby przyciągnąć uwagę odbiorcy. Na końcu programu informacyjnego możemy dorzucić „michałka”, czyli materiał opisujący zdarzenie śmieszne, dziwne lub zaskakujące. Tak dla rozluźnienia. Później prowadzący mówi wszystkim…

Aut. A.Kulikowski

Więcej: efaktyimity.eu

FiM 1/2019

Nowy Rok warto zacząć od pasjonującel lektury, dlatego polecamy Wam pierwszy w Nowym Roku numer Faktów i MItów! Co w nim?! Jak zwykle intrygujnące, interesujące i sprawdzone informacje!

– Wierni gorszego sortu
– LewoSkrętni
– Zmierzch elit
– Życie ze snu
– Sataniści piłują
– Ryś z Betlejem
– Starość z Madonnami

Międzynarodówka oszołomów

Wydaje ci się, że świat w ostatnich latach cofa się do średniowiecza? Że wzmożenie ruchów antyaborcyjnych i anty-LGBT nie daje się ogarnąć? Dobrze ci się wydaje. Stoi za tym kilka organizacji, które mutują i pączkują, tworzą klony i filie. Uzyskują wielki wpływ na naszą rzeczywistość” – pisała Klementyna Suchanow w marcu w „Gazecie Wyborczej”. Obecnie pracuje nad książką poświęconą skrajnie konserwatywnym organizacjom na świecie i powiązaniom między nimi.

– Ta historia zaczyna się w zasadzie od upadku komunistycznego bloku wschodniego. Skończyła się zimna wojna, a zaczęło coś, co niektórzy nazywają „gorącym pokojem” lub wojną kultur. Zachodnie organizacje konserwatywno-religijne, zresztą nie tylko katolickie, rzuciły się, aby zagospodarować swoimi ideami nową przestrzeń, zapełniając pustkę ideologiczną, która powstała – mówiła 9 grudnia w Łodzi.

Nadzwyczaj wdzięcznym gruntem dla konserwatywnych idei okazała się Rosja. Wielu oligarchów – spadkobierców upadłego ZSRR, którzy jeszcze parę lat wcześniej przedstawiali się jako zdeklarowani komuniści – teraz odkrywało w sobie głęboką religijność i przywiązanie do tradycyjnych wartości, które gotowi byli wspierać nie tylko słowem, ale również czynem i majątkiem. Amerykańsko-rosyjska współpraca zaowocowała powstaniem Światowego Kongresu Rodzin – inicjatywy promującej dzietność pod hasłem „ratowania ginącej Europy”. Kongres odbywał się początkowo co kilka lat (pierwszy raz w 1997 r. w Pradze), obecnie co roku. W 2007 r. miał miejsce w Warszawie; odbył się z wielką pompą w Pałacu Kultury i Nauki.

Od naciągaczy do lobbystów

Polską komórką Światowego Kongresu Rodzin jest Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi, z którego wywodzi się Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Krucjata Młodych i kilka innych organizacji. Powstało w 1999 r. i na początku wydawało się mało znaczące. Zaczynało od naciągania emerytów na książki i „cudowne” medaliki. „Moja babcia od dłuższego czasu dostaje książki z jakiegoś wydawnictwa Ks. Piotra Skargi, chociaż nigdy nic nie zamawiała. Książki…

Aut. Joanna Zaleska
Więcej: efaktyimity.eu

Kontr-kordat

Konkordat trzeba uznać za wygasły, ponieważ Kościół systematycznie go narusza.

Nasilająca się afera pedofilska polskiego kleru i nieudolne próby jej tuszowania przez egzekutywę kościelną wespół z pisowskim reżimem prowokują pytania o konieczność posiadania przez Polskę konkordatu. Temat może się okazać aktualny, jeżeli Polacy w końcu otrzeźwieją i odsuną od władzy rządzącą od 13 lat prawicę, występującą w dwóch odmianach: nacjonalistyczno-katolickiej i liberalno-katolickiej (jeżeli będziemy mieli do wyboru listę PiS i listę obozu demokratycznego, to wystarczy na tej ostatniej postawić krzyżyk przy nazwisku kogoś, kto kompulsywnie nie pada na kolana na widok czarnej sukienki). Skoro więc temat może okazać się aktualny, to wyjaśnijmy sobie parę kwestii.

Po pierwsze, z Konstytucji RP nie wynika wcale, że musimy mieć zawarty konkordat. Art. 25 ust. 4 Konstytucji wskazuje jedynie, że „stosunki między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem Katolickim określają umowa międzynarodowa zawarta ze Stolicą Apostolską i ustawy”.

Żeby zawrzeć umowę międzynarodową, trzeba chęci suwerennych państw, Polska zaś lubi za takie uchodzić. Jeśli więc nie będzie umowy ze Stolicą Apostolską, bo strony się nie dogadają co do jej kształtu, nie będzie to oznaczało naruszenia Konstytucji, a tylko brak realizacji normy konstytucyjnej wskutek obiektywnego braku możliwości uzgodnienia takiego kształtu umowy, który odpowiadałby polskim interesom. To podobnie jak z prawem do zabezpieczenia społecznego – Polska ma je wpisane w Konstytucji, ale w praktyce oznacza ono wegetację milionów emerytów na głodowych jałmużnach, bo „takie są budżetowe realia” bankstera Morawieckiego. No więc w sprawie konkordatu też mogą być „realia”…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Tłusta katastrofa

To już nie epidemia, to pandemia – mówią naukowcy, bo otyłość i nadwaga dotykają ludzi we wszystkich krajach świata. (…)
(…)W Polsce otyłych jest już 25,2 proc. ludzi. Znaleźliśmy się w pierwszej piątce najbardziej otyłych narodów w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat odsetek osób otyłych w naszym kraju powiększył się o 2,1 pkt proc.

Najbardziej niepokoi szybko postępujący wzrost wagi dzieci i młodzieży. W latach 1980–2013 częstość występowania nadwagi lub otyłości w grupie młodych ludzi wzrosła prawie o 50 proc. Na całym świecie jedna na 10 młodych osób (od 5 do 17 lat) boryka się z nadwagą lub otyłością (10-krotny wzrost w tej grupie na przestrzeni czterech dekad). W Polsce otyłość lub nadwaga dotyka 31–35 proc. Polaków do 11. roku życia.

Świat naukowy nie ma wątpliwości, że głównymi czynnikami epidemii otyłości na świecie są nieprawidłowa dieta i niska aktywność fizyczna.
„17 proc. 8-latków nie je śniadań codziennie, co najmniej 4 dni w tygodniu 30 proc. dzieci pije słodkie napoje, 8 proc. spożywa słodycze, 27 proc. sięga po słodkie przekąski, a 4 proc. spożywa produkty typu fast food. W tym wszystkim 76 proc. nie spożywa codziennie warzyw, a 65 proc. owoców” – wymieniają źródła rodzimego problemu specjaliści z Instytutu Matki i Dziecka oraz Instytutu Kardiologii.

Te wszystkie tendencje utrwalają się i nasilają z wiekiem. W efekcie liczba dorosłych ludzi z nadwagą bądź otyłością zarówno w Polsce, jak i na świecie stale wzrasta, a wraz z otyłością rodzą się kolejne „zwyżki”. Między innymi wzrost osób z cukrzycą typu 2, z chorobami układu krążenia, takimi jak udar mózgu czy nadciśnienie tętnicze, z astmą, z nowotworami złośliwymi (rak jelita grubego, sutka, gruczołu krokowego), z kamicą żółciową, niealkoholowym stłuszczeniem wątroby, chorobami ortopedycznymi, a także innymi problemami: z nauką, niską samooceną, zaburzeniami emocjonalnymi etc. i w końcu z przedwczesną śmiercią…

Aut. Blanka Florczyk
Więcej: efaktyimity.eu

Solidarność topi Polskę!

Związek Piotra Dudy ogłosił nawiązanie współpracy z The Heartland Institute. Amerykański think tank zajmuje się promowaniem antynaukowej teorii, mówiącej, że globalne zmiany klimatyczne nie mają nic wspólnego z działalnością człowieka. Teraz będą przekonywać o tym Polaków.

„Wyrażamy sceptycyzm wobec zapewnień Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu przy ONZ, że świat stoi na krawędzi katastrofy klimatycznej. Podkreślamy, że nie ma naukowego konsensusu co do powodów i konsekwencji zmian klimatycznych” – ogłosił na początku grudnia Region Śląsko-Dąbrowski NSZZ „Solidarność”. Stanowisko to zostało poparte przez centralę związku.
Solidarność w ostatnich latach występowała przeciwko prawu do aborcji, w obronie zarodków, kibicowała rządowi podczas zamachu na sądownictwo, a nawet jawnie sabotowała walkę pracowników LOT o podstawowe prawa pracownicze. Ostatnio stanęła okoniem w sprawie likwidacji pomnika pewnego gdańskiego pedofila. Przy okazji szczytu klimatycznego organizacja Piotra Dudy zainaugurowała nowy rozdział w historii działalności – otwarcie wystąpiła przeciw nauce…
Aut. Piotr Nowak
Więcej: efaktyimity.eu

Jezus z afro

W ruinach kościoła pod Beer Szewą izraelscy archeolodzy natrafili na najstarszy wizerunek Chrystusa w tym kraju. Jezus nie wygląda na nim tak, jak dziś go sobie wyobrażamy. Ma długi nos, brak mu zarostu, nosi bujne loki. (…)

Archeolodzy prowadzili tam wykopaliska już w 1870 r. Ciekawostką jest, że przed I wojną światową badał to miejsce Thomas E. Lawrence, który zasłynął potem jako Lawrence z Arabii – legendarny uczestnik arabskiego powstania przeciwko Imperium Osmańskiemu. W Sziwcie istniały trzy kościoły (po jednym dla każdej dzielnicy). Swojego odkrycia dr Maayan-Fanar dokonała w świątyni wysuniętej najdalej na północ, stanowiącej część dużego kompleksu klasztornego. Był luty ubiegłego roku, kiedy uczona trafiła podczas badań terenowych pod fragment zachowanego sklepienia w baptysterium kościoła, gdzie zauważyła parę ledwie widocznych oczu. Okazało się, że należą do wizerunku Jezusa, przedstawionego podczas chrztu nad Jordanem. Odkryto to dopiero dzięki zastosowaniu czułego sprzętu fotograficznego, gdyż gołym okiem niczego tam nie widać – wyjaśnia.

– Wszyscy uważali to za cud. Ja też – powiedziała badaczka w rozmowie z portalem Livescience.com. Dodała, że jej znalezisko, liczące około 15 wieków, to najstarszy ze znanych wizerunków Chrystusa w Izraelu.

Jego unikatowość wiąże się ponadto z tym, że na malowidle widać w miarę dokładnie twarz Jezusa, który wyglądem mocno odbiega od współczesnego wizerunku długowłosego brodacza o szlachetnych rysach. Chrystus z Sziwty ma pociągłą twarz, długi nos oraz charakterystyczne bujne, kręcone włosy. Obok niego stoi wysoki Jan Chrzciciel – opisuje dr Maayan-Fanar.

Wizerunek z baptysterium to drugie wyobrażenie Syna Bożego znalezione w opuszczonym mieście. To odkryte przed kilkoma laty przedstawiało go podczas wniebowstąpienia, jednak jest ono zniszczone i nieczytelne.

„Odkrycie nowego wizerunku twarzy Chrystusa ma duże znaczenie” – pisze izraelska historyk sztuki w artykule w „Antiquity”. „Należy on do grupy przedstawień ikonograficznych krótkowłosego Jezusa, rozpowszechnionych szczególnie w Egipcie i Syro-Palestynie, które zniknęły ze sztuki bizantyjskiej. W tekstach z początku VI w. można nawet znaleźć polemiki dotyczące autentyczności przedstawień Jezusa, w tym również jego fryzury” – wyjaśnia uczona, której zdaniem malunek odkryty w Sziwcie bardziej niż o realnym wyglądzie Syna Bożego mówi nam, jakie wyobrażenia na jego temat panowały w V stuleciu…

Aut. Michał Kostur
Więcej: efaktyimity.eu

Parada oszustów

Fałszywy ksiądz, który chodzi po kolędzie, to zwykły chciwy oszust. Ale emeryt, który udaje majora Żandarmerii Wojskowej, kucharz udający rabina czy weterynarz adwokata to już wirtuozi na miarę powieściowego Nikodema Dyzmy.

Fałszywy rabin z Poznania

Rabin Jakoob ben Nistell był przez kilka lat znanym i robiącym błyskotliwą karierę członkiem poznańskiej gminy żydowskiej. Brał czynny udział w uroczystościach religijnych, na których wygłaszał kwieciste mowy, nauczał Talmudu, odmawiał kadisz. Kiedy wyszło na jaw, że „rabin z Hajfy” to kucharz Jacek N. z Ciechanowa, ślad po nim zaginął. Jego kariera rozpoczęła się w małej żydowskiej gminie w Poznaniu, do której trafił w 2009 r. Udzielając się najpierw jako wolontariusz, przechodził kolejne stopnie poznawania judaizmu, aż wreszcie zrobił karierę jako „rabin”. Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, miał o nim bardzo dobre zdanie:

– Poznałem go, to był cichy, spokojny człowiek. Na początku ubierał się normalnie. Ostatnio, kilka miesięcy temu, może rok, zapuścił pejsy. To był taki krok za krokiem – opisywał kontakt z oszustem Schudrich.

Nie było więc nic dziwnego w tym, że w ramach programu tolerancji i wielokulturowości wspólnie z imamem i księdzem co roku prowadził rekolekcje dla młodzieży. W 2014 r. uczestniczył w otwarciu lapidarium we Wronkach, na którym obecna była ambasador Izraela. W obecności notabli odmawiał nawet kadisz, czyli tradycyjną modlitwę za zmarłych, w której trakcie odczytywał tekst nabożeństwa niby po hebrajsku. Dopiero po latach hebraista z UAM stwierdza, że „mężczyzna z pewnością nie zna tego języka. Całe to nagranie to był zlepek bezsensownych, wypowiadanych bez ładu i składu sylab. Udało mi się wyłowić jedno czy dwa słowa w całej tej modlitwie, które mniej więcej odpowiadały temu, co być powinno”. Kucharz przebrany za Żyda, z ufarbowaną brodą i pejsami, oprowadzał po Poznaniu wycieczki diaspory żydowskiej z całego świata, prowadził prelekcje dla studentów, inaugurował wystawy. Został nawet poproszony o komentarz do kazania wygłoszonego na Dniach Judaizmu przez przewodniczącego Episkopatu Polski arcybiskupa Stanisława Gądeckiego.

Jacek N. został twarzą polskiego żydostwa, pojawiając się na plakatach, wizytówkach i ulotkach zapowiadających wydarzenia związane z judaizmem. Błyskotliwą karierę rzekomego rabina zakończyły rekolekcje w jednym z poznańskich kościołów, które odbywały się pod koniec marca 2016 r…
Aut. Renata Byżycka
Więcej: efaktyimity.eu

Seks, molestowanie, gwałty, pedofilia, defraudacje – taki był Kościół w mijającym roku

Pogrom i rezerwat
Rok 2018 upłynął Kościołowi światowemu pod znakiem bicia się w piersi i prób ratowania resztek reputacji za sprawą masowo ujawnianych skandali pedofilskich. W Polsce Kościół ma się świetnie, zamierza się mieć jeszcze lepiej, a ujawniane skandale spływają po nim jak po kaczce – na skutek afer lecą co najwyżej szeregowi księża.

• STYCZEŃ
Świat. Raport Królewskiej Komisji ujawnia, że przez kilkadziesiąt lat ofiarą australijskich księży pedofilów padły tysiące dzieci. Arcybiskup Melbourne Denis Hart odmawia złagodzenia wymogu dochowania tajemnicy spowiedzi (co ułatwiłoby ściganie sprawców przestępstw), a księżom, którzy go złamią, grozi ekskomuniką. Abp Maradiaga z Tegucigalpy (Honduras) jest podejrzewany o potężne malwersacje finansowe i przyjmowanie olbrzymich pieniędzy z budżetu jednego z najbiedniejszych krajów Ameryki Łacińskiej. Upada peruwiańska organizacja Sodalicja Życia Chrześcijańskiego (Sodalitium Christianae Vitae), która posiadała w Peru wielkie wpływy i majątek, a skończyła w atmosferze skandali seksualnych i finansowych. W Chile wybuchają zamieszki i protesty przeciwko wizycie papieża Franciszka, któremu w podróży towarzyszy bp Juan Barros Madrid, oskarżany o tuszowanie pedofilii. Franciszek twierdzi, że „nie przedstawiono mu żadnych wiarygodnych dowodów winy biskupa”. (…)
• LUTY
Polska. Konferencja Episkopatu Polski (KEP) składa życzenia urodzinowe abp. Juliuszowi Paetzowi. KEP organizuje konferencję na temat przeciwdziałania pedofilii w Kościele. Udziału w niej odmówiono fundacji „Nie lękajcie się”, pomagającej ofiarom zboków w sutannach. Ks. prof. Tadeusz Guz z KUL apeluje o „wyzwolenie polityki polskiej z pęt ateistycznych ideologii”. Ukazuje się książka Małgorzaty Szewczyk-Nowak i Artura Nowaka „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”…

Aut. Joanna Zaleska
Więcej: efaktyimity.eu