Artykuły

Precz z 212!

Artykuł 212 kodeksu karnego dawno temu powinien zostać zniesiony. Powodów, aby ten kuriozalny przepis zniknął z polskiego prawa, jest aż nadto.

Przepis ten dotyczy przestępstwa zniesławienia i stanowi, że karze grzywny albo ograniczenia wolności podlega ten, kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jeżeli sprawca działa „za pomocą środków masowego komunikowania” (np. prasa, internet itd.), wówczas grożąca kara sięga już roku pozbawienia wolności. Dlaczego ten przepis powinien stracić rację bytu?

Po pierwsze

Służy on różnego rodzaju pieniaczom chorym na nadmierną miłość własną do zamęczania ludzi, którzy korzystają z wolności słowa. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że po artykuł 212 kk sięgnął Jarosław Kaczyński i złożył doniesienie o przestępstwie przeciwko dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, którzy opisali biznesową aktywność Kaczyńskiego, mającą równocześnie kryminalny posmak, za sprawą doniesienia złożonego przez austriackiego architekta. Kaczyński poczuł się – jak twierdzi – pomówiony przez dziennikarzy, chociaż zrelacjonowali oni tylko nagrania z tajnych rozmów Kaczyńskiego o jego kolejnym biznesie. Wychodzi więc na to, że Kaczyński właściwie pomówił się sam. Ta sprawa pokazuje jednak, do czego jest używany ten idiotyczny przepis. Przecież absolutnym kabaretem jest sięganie po represję karną przez polityka kontrolującego – za pośrednictwem swoich politycznych podwładnych – prokuraturę, aby wycelować ostrze tej represji przeciwko resztkom wolnej prasy w Polsce. Jeszcze większym kabaretem jest to, że Kaczyński próbuje zaprząc do ochrony swojego „dobrego imienia” (na marginesie: nie wydaje się ono ostatnio najlepsze, biorąc pod uwagę ogrom niechęci i nieufności społecznej wobec tego polityka) prokuraturę. Przypomnijmy, że zniesławienie jest ścigane z oskarżenia prywatnego, a więc wymaga złożenia przez pomówionego prywatnego aktu oskarżenia. Sam pomysł, żeby za Kaczyńskiego pracowała utrzymywana z naszych podatków prokuratura, kierując się rzekomym „interesem społecznym” w represjonowaniu dziennikarzy, pokazuje dno moralne, na którym kula się Polska i jej chwilowa władza…
Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Bezdomność śmierdząca statystycznie

To żadne odkrycie, że na pomaganiu najlepiej wychodzi pomagający.

Od dobrych paru lat zimą w każdym roku nieparzystym ministerstwo od polityki społecznej liczy bezdomnych. Spisują ich strażnicy miejscy, policjanci, pracownicy ośrodków pomocy społecznej i centrów zarządzania kryzysowego, a także pracownicy organizacji pozarządowych i wolontariusze.

Kontener zbliża

W tym roku inwentaryzacja odbywała się w noc przed walentynkami. Dlatego następnego wieczoru, kiedy w altance na śmieci spotkałem dwóch jegomości segregujących to, co wyrzucili mający gdzie mieszkać, pozwoliłem sobie zagaić:
– Daliście się wczoraj panowie spisać?
– A dlaczego?
– Bo spisywali bezdomnych?
– Ale my nie jesteśmy bezdomni. Mamy domek na przedmieściu.
– A, to przepraszam.
– No dobra, jesteśmy. Ale poczęstuj pan fajką. Mieszkamy we czterech w opuszczonej chałupie. Psy i straż o nas nie wiedzą. I dobrze.
– A o tym spisywaniu słyszeliście?
– Waldek coś kiedyś wspominał, bo raz go wypytywali. Ale może pan z nim pogadać, bo teraz z kolegą robią tamte kontenery.
„Tamte kontenery” były na drugim końcu osiedla. Pan Waldek właśnie analizował zawartość pojemnika z napisem „Szkło”.
– Ze dwa lata temu strażnik prosił, żebym skrzyknął kolegów i żebyśmy byli w takim domku na działkach, bo chcieli nas pospisywać. Jakiś rozkaz taki dostali. I obiecywali, że jak będziemy i wypełnimy im tabelki, to miasto dostanie więcej na bezdomnych.
– To fajnie chyba?
– Chuj tam fajnie, niech spierdalają. My tu mamy wszystko. Z kontenerów mamy na fajki, flaszkę i jedzenie. Na gaz do butli też mamy. A psy i inni lepiej jak są daleko…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Święta gmina i nieświęty wójt

Marek Lupa, wójt gminy Radgoszcz, inwestuje w nieruchomości należące do Kościoła. Kilkaset tysięcy złotych publicznych pieniędzy włożonych w pomnażanie majątku parafii tłumaczy „zaspokajaniem zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy”.

(…) Wiele można zarzucić władzom gminy Radgoszcz, ale na pewno nie to, że nie oddają czci świętym swojej wiary. Plac św. Krzyża, św. Kazimierza, ulice: Kościelna, Matki Boskiej Bolesnej, ks. Ignacego Piwowarskiego, ks. Henryka Florka – to tylko niektóre ze „świętych” nazw w Radgoszczy. Gdyby na takim okazywaniu przychylności Kościołowi władze gminy poprzestały, nie byłoby jeszcze problemu. Źle zaczęło się robić w 2015 r., kiedy wójt Lupa postanowił za publiczne pieniądze kupić przychylność księdza Andrzeja Nowaka, proboszcza parafii z ul. Kościelnej.
Obchodząc granice rozsądku i prawa, wziął w użyczenie na 25 lat działkę należącą do parafii. Działka nr 376 o powierzchni 0,26 ha leży w zasadzie w szczerym polu. W najbliższej okolicy nie ma niczego oprócz kilku domów jednorodzinnych. Nie ma banku, sklepu, przychodni, szkoły. Nie ma żadnej instytucji publicznej. Jest za to kościół.
Na przełomie lipca i sierpnia 2017 r. gmina za ponad 150 tys. zł wyłożyła tę działkę kostką brukową, położyła chodniki prowadzące prosto do kościoła i zainstalowała ozdobne lampy uliczne. Widok na ten teren wywołuje mieszane uczucia: na całej ulicy Kościelnej w Radgoszczy nie ma nawet centymetra chodnika, przed kościołem jest.
– Na działce znajduje się parking na około 80 samochodów osobowych. Cel inwestycji: zaspokojenie zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy – informuje w lakonicznym piśmie urzędowym Wiesław Żurawski.
Argumentu tego nie rozumieją nawet radgoszczanie.
– Pani, samochody podjeżdżają tu tylko w niedziele na czas mszy. Cały tydzień parking świeci pustkami – relacjonuje mi jeden z mieszkańców.
Tak więc gmina poczyniła na kościelnej działce inwestycje służące Kościołowi, będzie ponosić koszty utrzymania, a po upływie 25 lat działka nadal będzie własnością parafii, a dokładniej diecezji tarnowskiej. Ale wówczas będzie o wiele cenniejsza…
Aut. Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

V kolumna

W dżinsach u papieża
Prawoskrętne media trzęsą się z oburzenia: Franciszek przyjął delegację, która przywiozła raport o pedofilii kleru w Polsce. Były w tej grupie warszawska radna Agata Diduszko-Zyglewska, ta sama, która „rozpaczała, że na spotkanie wigilijne do ratusza przyszedł ksiądz”, a także posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. Ta pierwsza przynajmniej ubrała się „przyzwoicie”, na czarno (choć nie owinęła sobie głowy koronką, jak kiedyś Szydło i Kempa), ale Scheuring-Wielgus prowokacyjnie wystąpiła w czerwonym płaszczu i dżinsach! „Ubrana jakby wychodziła po bułki do sklepu. Albo nawet gorzej” – pomstują pisowcy. Nieoceniona posłanka Pawłowicz pyta na Twitterze: „A kto im w ogóle umożliwił przestąpienie progów papieskich?”. Świat się zmienia, pani Krysiu, i to chyba na lepsze.

Ostatni taki biskup
W wieku 90 lat zmarł emerytowany biskup Alojzy Orszulik, swego czasu mocno zaangażowany w politykę. Bliski współpracownik prymasa Wyszyńskiego, podobnie jak jego szef przyjął Sierpień ’80 z obawą, że dojdzie do powtórki krwawego Grudnia ’70. Z czasem zaczął dyskretnie popierać Solidarność, w stanie wojennym zabiegał o uwolnienie internowanych i aresztowanych. Miał udział w porozumieniu Okrągłego Stołu. Gdy obóz postsolidarnościowy pogrążył się w „wojnie na górze”, Orszulik zachował dobre relacje zarówno z Wałęsą, jak i z Mazowieckim. Jako delegat Stolicy Apostolskiej negocjował z polskim rządem konkordat – sądząc po rezultatach, skutecznie. Jako biskup łowicki przeniósł do innej parafii wikarego z Witoni, winnego molestowania seksualnego ministrantów, i nakłonił rodziców ofiar do wycofania zeznań. „Często reprezentował twardą ortodoksję, ale zawsze był skłonny do rozmowy i wysłuchania cudzych rad” – pisze o nim Adam Michnik. Taka piękna kościelna kariera i takie paskudne zakończenie: biskup trafił na czarną listę hierarchów, którzy chronili księży pedofilów.
Alarm dla miasta Warszawy
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski podpisał „Deklarację LGBT+”, przewidującą m.in., że miasto wprowadzi edukację antydyskryminacyjną w szkołach i otworzy hostel, w którym znajdą schronienie osoby LGBT w krytycznych sytuacjach życiowych, np. wyrzucone przez rodziców z domu, co wciąż się zdarza. Zaatakowała go za to małopolska kurator oświaty Barbara Nowak, pisząc na Twitterze: „Czy Rafał Trzaskowski poinformował, czym LGBT jest naprawdę? Czy wspominał, że to propagowanie między innymi pedofilii? Sprzedaje się ludziom kłamstwa, że to walka o równe prawa dla homoseksualistów. Warszawiacy, dlaczego godzicie się na krzywdzenie waszych dzieci?!”. Gdyby te bezeceństwa działy się w Krakowie, kurator Nowak zasłoniłaby niewinne dzieci własną piersią. Kłopot z pisowcami nie polega na tym, że wierzą w Boga i święty Kościół powszechny. Kłopot tkwi w tym, że do religii katolickiej dokładają ślepą wiarę w masę bredni i udają, że to wiedza naukowa.

Pecunia non olet
„Kto dziś wejdzie do kościoła Ojców Franciszkanów w Kaliszu, nie pozna odnowionej świątyni” – zachwyca się „Gazeta Wyborcza”. Na ten remont Unia Europejska dała 8,8 mln zł, miasto Kalisz 2,1 mln, a franciszkanie tylko 940 tys. Unijnych prezentów dla Kościoła w Wielkopolsce jest więcej. Kaliska parafia ordynariatu polowego łyknęła 5,2 mln zł na renowację zabytkowej świątyni jezuickiej. Na konserwację Sanktuarium Matki Bożej Ucieczki Grzeszników w Wieleniu Zaobrzańskim k. Wolsztyna poszło 2,2 mln zł, dla pustelników z Kongregacji Eremitów Kamedułów Góry Koronnej 2,8 mln zł na budynki w Bieniszewie, Zgromadzenie Misjonarzy św. Rodziny dostało prawie 3 mln zł na ośrodek w Kazimierzu Biskupim, a parafia św. Pawła w Kraszewicach 870 tys. zł na remont kościoła. Mniejsze kwoty chapną parafie w Trzemesznie i Wytomyślu. Obdarowani i tak będą oskarżać Unię, że chce wyrugować chrześcijaństwo, aby oddać pole islamowi. Dlatego na każdym z wymienionych obiektów sakralnych powinna zawisnąć tablica: SFINANSOWANO ZE ŚRODKÓW UE.

Watchdog kontra Rydzyk
Uczelnia Rydzyka przegrała w sądzie z siecią obywatelską Watchdog Polska. Ta ostatnia w 2016 r. wystąpiła do WSKSiM z wnioskiem o udostępnienie wyników wszystkich kontroli, wewnętrznych i zewnętrznych, oraz statutu uczelni. Ludzie Rydzyka olali wniosek, twierdząc, że dokumenty pokontrolne nie są informacją publiczną i nie muszą ich udostępniać. Watchdog złożył skargę do NSA w Bydgoszczy i wreszcie doczekał się wyroku. Według sądu, WSKSiM dopuściła się „bezczynności z rażącym naruszeniem prawa”, musi ujawnić dokumenty i zapłacić 100 zł tytułem zwrotu kosztów postępowania (mało…). Szkółka Rydzyka chce być traktowana na równi z uczelniami publicznymi, kiedy bierze kasę z budżetu państwa, ale gdy w grę wchodzą typowe dla uczelni publicznych obowiązki, np. transparentność finansów, nagle okazuje się placówką prywatną, od której wara obcym.

Gwałciciel parafialny
Jak informuje Polsat News, co najmniej trzy lata więzienia grożą księdzu katechecie z małej miejscowości w Podlaskiem, który miał trzykrotnie zgwałcić nastolatkę. Akt oskarżenia w tej sprawie skierowała do Sądu Okręgowego w Białymstoku Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce. Z jej ustaleń wynika, że 28-letni wikary Marcin Ł., katecheta w szkole podstawowej i gimnazjum, w maju i czerwcu ubiegłego roku podstępem zwabiał dziewczynkę na plebanię, zamykał drzwi na klucz i wykorzystywał ją seksualnie. Prokuratura nie podaje nazwy miejscowości ani innych szczegółów sprawy ze względu na dobro pokrzywdzonej, która ma mniej niż 15 lat. Internauci jednak błyskawicznie wytropili wszystkie detale: nazwę parafii, nazwisko oskarżonego, a nawet datę jego wyświęcenia, i dość gwałtownie wskazują, co należy temu reprezentantowi Chrystusa obciąć. Choć jest też złośliwy komentarz: „Pewnikiem postawią mu pomnik”.
Kazanie Ziobry
„Nie istnieją rozwody, które nie zostawiałyby negatywnych skutków u osób rozwodzących się, a przede wszystkim u ich dzieci. Jeden rodzic nie zastąpi dziecku drugiego, dziecko potrzebuje ich obojga. Utrata pełnej rodziny wskutek rozwodu powoduje u dziecka poczucie zagrożenia”. Rozwód to także „dotkliwy psychologicznie podział wspólnego majątku” oraz „obniżenie standardu życia”. Kto straszy pary, które chcą się rozstać – jakiś biskup, ksiądz czy wojujący katol typu Terlikowski? Nie tym razem. To fragment projektu nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, przepychanego właśnie kolanem przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Te głodne kawałki będą odtąd obowiązkowo serwowane dorosłym ludziom, którzy chcą się rozwieść i mają dzieci. Ale czy tę formułkę ma odklepywać sędzia? Lepiej puszczać nagranie z aksamitnym głosem ministra Ziobry, który jest przecież autorytetem. Małżonkowie posłuchają i pukną się w czoło: „Cholera, jednak rozwód nie jest fajny! Kochanie, wracamy do domu!”.

Ordo Iuris w natarciu
Prezydent Andrzej Duda powołał na sędziego SN Aleksandra Stępkowskiego, założyciela ultrakatolickiego Instytutu Ordo Iuris (organizacji z podejrzanymi powiązaniami zagranicznymi), byłego wiceministra spraw zagranicznych. To fundamentalista religijny, zwolennik całkowitego zakazu aborcji, doktor habilitowany i uczelniany profesor. Stępkowski nigdy nie pracował jako sędzia, ale skoro już nabrał ochoty na tę robotę, musiał od razu dostać stołek w Sądzie Najwyższym. Co prawda były przeszkody formalne. Gdy w ubiegłym roku zgłosił swoją kandydaturę, to pisowska, niekonstytucyjna Krajowa Rada Sądownictwa zauważyła, że kandydat ma obywatelstwo brytyjskie. Dziś Stępkowski poprzestaje na obywatelstwie polskim, bo inaczej przecież Duda by go nie powołał. To drugi przedstawiciel Ordo Iuris w Sądzie Najwyższym, wcześniej trafił tam prof. Krzysztof Wiak, prawnik z KUL. Gdy odzyskamy państwo, trzeba będzie wymyślić sposób na to, żeby tych pseudosędziów w zgodzie z prawem wyautować.

Przewał „na brata”

Charyzmatyczny zakonnik, znani politycy, koncert Antoniny Krzysztoń, fundacja i szczytny cel wybudowania klasztoru jako centrum pomocy dla niedoszłych samobójców. Cudowna wizja zaczęła się chwiać kilka dni po konferencji założycielskiej. Później okazało się, że duchowny… nie jest duchownym.
Konferencja założycielska Fundacji „Brat dla Brata” odbyła się 7 lutego br. w pałacowych wnętrzach Zajazdu Europejskiego w Szadowie Księżym nieopodal Turku. Brali w niej udział znamienici goście. W pierwszym rzędzie zasiadali wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska, poseł PO Rafał Grupiński, poseł PiS Ryszard Bartosik i starosta Dariusz Kałużny. W entourage’u wielkiego wydarzenia ks. Robert Bińkowski, prezes fundacji, informował, że już za kilka lat w Tarnowej (gm. Brudzew) powstanie klasztor, w którym schronienie znajdą osoby z problemami osobowościowymi. (…)
Kuria w szoku!
Wydarzenie znalazło oddźwięk w prasie lokalnej. Po publikacji w tygodniku „Echo Turku” sprawą zainteresowała się Kuria Metropolitalna w Poznaniu. Według niej działania Roberta Bińkowskiego mogą „nosić znamiona mistyfikacji”. Stanowisko to potwierdziliśmy u źródła: kuria z całą stanowczością stwierdza, że „brat” Bińkowski nie jest ani księdzem, ani bratem zakonnym…
Autor: Renata Byżycka
Więcej: efaktyimity.eu

„Wyklęci” popyt i podaż

Na przestrzeni lat stanowisko hierarchów Kościoła w kwestii powojennej partyzantki obróciło się o 180 stopni: od jednoznacznego potępienia aż po uwielbienie.
Współczesna propaganda polityczno-pseudohistoryczna Instytutu Pamięci Narodowej skutecznie wbiła do głowy całemu pokoleniu Polaków hagiograficzne opowiastki. Prawicowi ideolodzy w swoich opracowaniach pomijają fakt potępienia podziemia przez całą rzeszę ówcześnie żyjących. Negatywnie nastawieni do partyzantki byli nie tylko komunistyczni kacykowie, ale również masy chłopskie, którym część „wyklętych” chciała odebrać ziemię pochodzącą z reformy rolnej. Przeciwnikami zbrojnego oporu byli także: wielkomiejska inteligencja, rząd londyński, politycy opozycji i… hierarchowie Kościoła katolickiego.
Precz z podziemiem!
Najbardziej znanym aktem wrogości Kościoła kat. Względem „wyklętych” było słynne Porozumienie Państwo – Kościół z 14 kwietnia 1950 r. Umowa, najogólniej ujmując, regulowała działalność Kościoła w socjalistycznej Polsce. Inicjatorem „zawieszenia broni” był prymas Stefan Wyszyński, a treść umowy została poparta przez zdecydowaną większość członków Episkopatu. Jedynym przeciwnikiem porozumienia był znany z dogmatycznego antykomunizmu biskup kielecki Czesław Kaczmarek. Jeden z punktów kwietniowego porozumienia został w całości poświęcony krytyce podziemia niepodległościowego. „Kościół katolicki, potępiając zgodnie ze swymi założeniami każdą zbrodnię, zwalczać będzie również zbrodniczą działalność band podziemia oraz będzie piętnował i karał konsekwencjami kanonicznymi duchownych, winnych udziału w jakiejkolwiek akcji podziemnej i antypaństwowej” – zakomunikowano w punkcie ósmym dokumentu. (…)

Mordy w imię Boga
O ile kościelni liderzy byli przeciwni walce zbrojnej, to zgoła odmiennie kreowały się postawy „szeregowych” księży. Niektórzy, szczególnie we wschodniej Polsce, na Mazowszu i w Małopolsce, popierali zbrojną walkę z komunistami. 27 maja 1945 r. ksiądz z Jedwabnego poprowadził pogrzeb Jana Kościelewskiego, zabitego członka poakowskiego podziemia. Według raportów Urzędu Bezpieczeństwa pogrzeb przekształcił się w demonstrację z udziałem tysiąca osób, w tym bojowców antykomunistycznej Armii Krajowej Obywatelskiej. Ten sam ksiądz miał odmówić udziału w pogrzebach zabitych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej…
Autor: Norman Tabor
Więcej: efaktyimity.eu

Synod hańby

Ziemia zatrzęsła się w Watykanie. Lekko, ale odczuwalnie.
24 lutego w Stolicy Piotrowej zakończył się czterodniowy szczyt na temat „Ochrony małoletnich w Kościele”, w którym uczestniczyło prawie 200 hierarchów z całego świata. Do Rzymu przyjechało też ponad 20 przedstawicieli Ending Clergy Abuse (ECA) – międzynarodowej organizacji, zrzeszającej aktywistów walczących o prawa ofiar wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księży. Wśród nich znalazła się delegacja z Polski, a w niej m.in.: Marek Lisiński, Anna Frankowska, Mariusz Milewski z Fundacji „Nie lękajcie się” oraz Agata Diduszko-Zyglewska i posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, współtwórczynie „Mapy kościelnej pedofilii”. Ocaleni, jak same o sobie mówią ofiary księży pedofilów, nie zostali zaproszeni na watykański szczyt, dlatego zorganizowali równoległy do niego cykl konferencji i manifestacji.
Polskę zamiast szefa episkopatu bp. Stanisława Gądeckiego, który nagle zapadł na chorobę płuc, reprezentował abp M. Jędraszewski. Ten sam, który chronił abp. Juliusza Paetza, oskarżanego o molestowanie seksualne kleryków. (…)

1 lutego komitet organizacyjny szczytu zaprosił do rozmowy dwanaścioro członków ECA. Nie podał jednak miejsca ani czasu tego spotkania, rzekomo po to, by „zapewnić im spokój”. W rzeczywistości przyczyną dyskrecji była próba uniknięcia mediów, a nie troska o „spokój” ocalonych. Franciszek na spotkanie nie przyszedł. Reprezentowali go członkowie komitetu organizacyjnego szczytu, czyli abp Charles Scicluna, specjalny delegat papieża do spraw pedofilii w Kościele, kard. Blase Cupich, kard. Oswald Gracias i jezuici Hans Zollner i Federico Lombardi. Spotkanie nie przyniosło jednak żadnych rezultatów. Jak mówili później przedstawiciele ECA, organizatorzy szczytu nie byli przygotowani do odpowiedzi na żadne pytania, chcieli jedynie wysłuchać ich historii i oczekiwań.
ECA domaga się, by papież zmienił kościelne prawo tak, aby ze stanu duchownego musiał być wykluczony każdy duchowny, który wykorzystywał seksualnie nieletniego, oraz każdy biskup, który to ukrywał. (…)

Kościół w Polsce – niewinny!
„W raporcie na temat naruszeń prawa świeckiego lub kanonicznego w działaniach polskich biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci i osób zależnych z dnia 19 lutego 2019 roku zostały przekazane nieprawdziwe i zmanipulowane informacje” – oświadczyła diecezja krakowska.…
Autor: Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Morderczynie swoich dzieci

Matka zabija dziecko! Każda tego typu informacja jeży włos na głowie. To przestępstwo przeciw naturze, tak niezgodne z panującym obecnie sielskim obrazem macierzyństwa. Kwalifikacje prawne tych czynów bywają różne, zawsze jednak budzą społeczne oburzenie.

„Zaraz cię zamorduję, jeśli tego nie zrobisz” – takie słowa padają na co dzień. Nie zdajemy sobie sprawy z ich wagi. W mieszkaniu przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi kilka dni temu doszło do tragedii. Podczas awantury domowej matka zaatakowała córkę nożem. Policja ustaliła, że poszło o porządki. 47-letnia kobieta piła alkohol razem ze znajomym. Gdy mężczyzna wyszedł, kazała 19-letniej córce posprzątać mieszkanie. Dziewczyna odmówiła, wtedy matka zaczęła ją okładać pięściami. Potem chwyciła nóż myśliwski i wbiła go córce w plecy.
19-latka uciekła przez okno na ulicę. Przechodzień wezwał karetkę. W szpitalu okazało się, że dziewczyna doznała poważnych obrażeń w obrębie klatki piersiowej. Jej matkę zatrzymano. Podczas przesłuchania twierdziła, że nie jest niczemu winna, bo córka ją sprowokowała swoim aroganckim zachowaniem i z niechęcią wywiązywała się z domowych obowiązków…

Stolica gejowsko-apostolska

Czy 80 proc. personelu kurii rzymskiej to homoseksualiści? Tak twierdzi autor książki „W szafie Watykanu”.

(…) Przez cztery lata jeden tydzień w miesiącu Martel spędzał w Watykanie; mieszkał w kościelnych apartamentach. Przeprowadził 1500 wywiadów. Z 41 kardynałami, 52 biskupami, 45 ambasadorami i dyplomatami Stolicy Apostolskiej, 11 funkcjonariuszami Gwardii Szwajcarskiej, z ponad 200 księżmi i seminarzystami. Jak wynika z książki powstałej na kanwie tych wywiadów i badań, Watykan to stolica bardziej gejowska niż apostolska. Martel w ogóle nie zajmuje się molestowaniem seksualnym dzieci, twierdzi natomiast, że 80 proc. członków watykańskiej kurii stanowią homoseksualiści. Dzieli ich na kilka grup. Część akceptuje swą orientację seksualną i żyje w trwałych, dyskretnych związkach z partnerami. Inni korzystają z usług męskich prostytutek, a jeszcze inni nie przyjmują do wiadomości ukierunkowania swego popędu seksualnego. Wszystkie wewnątrzkościelne antagonizmy i kontrowersje mają gejowskie podłoże.

Autor w najostrzejszych słowach krytykuje tych hierarchów, którzy zajadle atakują homoseksualistów, a jednocześnie prowadzą homoseksualne pożycie seksualne. Im kto bardziej piętnuje gejów, tym więcej hipokryzji w jego życiu seksualnym – stwierdza Martel. Jako że kardynałowie i biskupi prowadzą życie jaskrawo sprzeczne z zasadami wiary, z namaszczeniem wpajanymi wiernym, nie na rękę jest im ściganie pedofilów. Franciszek usiłował z tym walczyć, wiele razy oględnie oskarżał purpuratów i księży o „prowadzenie podwójnego życia”. Czyniąc to, papież podważał ich status w Kościele, co sprawiało, że czuli się niepewnie. Tak Martel tłumaczy coraz bardziej jawną opozycję części kurii wobec Franciszka…

Autor: Janusz Zawodny
Więcej: efaktyimity.eu