Nieświęty Mikołaj

Obecnie św. Mikołaj kojarzony jest z dobrotliwym starcem rozdającym podarki. Od tego prawdziwego, zmarłego w IV w., można było dostać… po mordzie. Wiele wskazuje, że jego kult, w tym mikołajki, stał się zasłoną prastarych pogańskich wierzeń.

Św. Mikołaj, ulubieniec dzieci i handlowców, pozostaje jedną z najbardziej zmitologizowanych i tajemniczych postaci chrześcijaństwa. Długobrody dziadek z reklam, będący amerykańskim wymysłem, ma z nim niewiele wspólnego. Chodzi o prawdziwego świętego, greckiego biskupa, który choć kojarzony ze szczodrością i cudami, miał na koncie kilka wybryków. Za napaść na antytrynitarza Ariusza w czasie soboru nicejskiego trafił do kozy. Legendy przypisują mu również niszczenie świątyń Artemidy, której z jakichś powodów szczególnie nienawidził. Uczeni do dziś nie są pewni, dlaczego zyskał taką popularność w Europie, choć niewykluczone, że jego kult przejął wiele pogańskich wątków, których Kościół nie był w stanie wykorzenić z umysłów i mentalności świeżo upieczonych chrześcijan.
(…) Św. Mikołaj miał przygody nawet po śmierci. Jego ciało złożono w krypcie kościoła w Mirze, która w ostatnim ćwierćwieczu XI stulecia znalazła się pod panowaniem Turków seldżuckich. Śmiała wyprawa kupców z włoskiego Bari wykradła kości świętego i w maju 1087 r. umieściła je w klasztorze benedyktynów, a potem w bazylice, która do dziś jest najsłynniejszym ośrodkiem jego kultu. Jakiś czas później resztę kości wywieźli Wenecjanie. Popularność relikwii wiązała się z pogłoską, że miały one emitować wonną „mirrę”, a nawet „mannę”. Rozczłonkowane z czasem rozproszyły się po całej Europie wraz z kultem świętego…

Autor Michał Kostur
Więcej efaktyimity.eu

Atrakcyjne strony armii

Duda i Błaszczak chwalą się gdzie mogą, że Polska jako jeden z nielicznych krajów NATO wydaje na obronę 2 proc. PKB. Tylko po co?

Naród polski kocha polskie wojsko. I jest dumny z naszych żołnierzy. No chyba, że jest w KFC między Grójcem i Warszawą i spożywa kawałki kurczaka pod lufami karabinów. Wtedy naród polski rękami swoich przedstawicieli śle do internetu fotki, w których umundurowanych jegomości z bronią w knajpie odsądza od należnej im czci i wiary w zwycięstwo.

„Kuchnie polowe diabli wiedzą gdzie”*
Oczywiście sprawą głodnego wojska szybko zajęły się media, a tuż potem kadra oficerska naszych sił zbrojnych. A właściwie jej piątego koła, czyli Wojsk Obrony Terytorialnej. Albowiem to reprezentujący jej barwy wojacy wpadli na szybkie jedzenie. Kadra w osobie rzecznika WOT stwierdziła, że zgłodnienie żołnierzy jest naturalne i wymagało zaspokojenia. W związku z czym ich wizyta w KFC była rzeczą normalną. Zaś fakt niepozostawienia przez nich broni w samochodzie, którym jechali, jak też jej przewieszenie przez ramiona z lufą skierowaną w dół, jest wyrazem przestrzegania przez weekendowe wojsko prawa i obowiązujących standardów. Szczególnie, że byli w podróży służbowej w związku z braniem udziału w zmianie warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

O takie drobiazgi, jak to po co ciągać ludzi w celu nieistotnej celebry wiele kilometrów, nikt rzecznika nie spytał. Tak samo jak o to, dlaczego w wojsku nie zadziałały stosowne procedury aprowizacyjne, które winny spowodować, żeby wojacy nie byli cały dzień o suchym pysku…
Autor Stefan Płonicki
Więcej efaktyimity.eu

#Halo, tu Kuba Wątły

Rada Języka Polskiego stanęła po stronie normalności. Cóż to oznacza? Oznacza to, że żeńskie końcówki można tworzyć bez opamiętania od rana do wieczora, a argumenty przeciwko ich powstawaniu są „pozbawione podstaw”. I tu Rada sama się podłożyła. Otóż podstawą wszystkiego w Polsce są Bóg Honor i Ojczyzna, a najprzód Kościół święty. I końcówki żeńskie nie mieszczą się ani w ramach Boga, ani Honoru, ani nawet Ojczyzny. O Kościele świętym to nawet nie wspomnę, bo tam mają znaczenie jedynie końcówki męskie, najczęściej w ustach lub odbytach dzieci.
***
Były premier Leszek Miller, obecnie europoseł, a wcześniej specjalista od torturowania ludzi w tajnych więzieniach CIA i spec od praw człowieka, stwierdził, że jest przeciwny temu, by osoby LGBT mogły adoptować dzieci. Opinia ze środowiska PZPR-SdRP-SLD-Samoobrono-Obecnego jakoś specjalnie nas nie interesuje. Znacznie bardziej interesuje nas wciąż przeciągane śledztwo w sprawie tajnych więzień. Pytanie, co na to szef SLD Włodzimierz Czarzasty bądź jego koalicyjni partnerzy? Pewnie nic. Przecież są już w Sejmie. A tylko o to chodziło.
***
Cały felieton dostępny: efaktyimity.pl

FiM 48/2019

– „Waga kupy z 10 kremówek” – To nie żart: Jan Paweł II staje się patronem …polskiej matematyki!;
– „Konsulat polsko – kościelny” – jesteś prawosławny i starasz się o Kartę Polaka? Zapomnij…;
– „Diabły w Chrystusowym królestwie” – wiecie jak rozmawiać z duchami i jak odróżnić dusze czyścowe od mamienia piekielnego? Jeśli nie – szkodzicie Polsce;
– „Atrakcyjne strony armii” – w czym tkwi potęga polskich sił zbrojnych? Podobno w ich stronach internetowych…;
– „Kłopotliwt sukces Cyganki” – sukces 12-letniej Viki w konkursie Eurowizji obnażył to co najpodlejsze – polską ksenofobię;
– „Armia Boga w polskiej werscji” – nowe twarze Episkopatu gadają starymi ustami.
Poza tym: Bardzo nieświęte było życie prawdziwego Św. Mikołaja; „Kościół rodzinny biznes” – kościelne urzędy przekazywane z ojca na syna; „wiara czyni czuba”, czyli historia duchownego, który w ramach pokutnej głodówki – zagłodził się na śmierć… I nie śmiejcie się z niego! – przynajmniej nie oszukiwał.
„Fakty i Mity” znajdziecie w kioskach, salonikach prasowych i na efaktyimity.eu.

Szmaty z „Lewackiej Szmaty”

„Polonia Christiana” próbuje zastraszyć sklep odzieżowy. Wszystko przez to, że wydał linię produktów krytykujących Kościół katolicki.
„Lewacka Szmata” jest internetowym sklepem z odzieżą i gadżetami. Firma specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i sprzedaży ciuchów opatrzonych lewicowymi hasłami i symbolami. W kolekcji możemy znaleźć odzież z motywami odwołującymi się do ruchu socjalistycznego i jego bohaterów (m.in. Karol Marks, Stefan Okrzeja i Kazimierz Pużak) oraz związane z aktualnymi wydarzeniami i trendami (wsparcie dla osób LGBT, feminizm, ekologia). Sklepowe nowości – koszulki, kubki i torby – opatrzone hasłem „La unica iglesia que ilumina es la que arde” (jedyny kościół, który oświeca to ten, który się pali – przyp. red.) i motywem z płonącą świątynią wywołały u redaktorów „Polonii Christiania” napad szału. Katoliccy dziennikarze zasugerowali, że działalnością sklepu powinna zająć się prokuratura.

O komentarz poprosiliśmy Doro z Kolektywu Lewacka Szmata. Zdementowała informacje, że – jak sugerowała „Polonia Christiana” – nowa linia produktów gloryfikuje ataki na katolickie świątynie we Francji i w Chile.

– Wspomniane produkty nie są związane z ostatnimi wydarzeniami. Hasło na koszulkach jest starym hiszpańskim sloganem, który odnosił się do współpracy reżimu gen. Franco i Kościoła katolickiego. Tak się składa, że hasło jest dalej aktualne i dlatego je publikujemy…
Autor Norman Tabor

Andrzejkowe disco pod Świętym Krzyżem

Podobno Kościół katolicki w Polsce zakazuje obchodzenia pogańskiego zwyczaju andrzejek. Mieszkańcy Śródmieścia w Warszawie mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
(…) Kościół dolny bazyliki mniejszej przy Krakowskim Przedmieściu jest pełen ludzi, jednak nikt się nie bawi. Wszyscy są nad wyraz skupieni i poważni. Myślę – trafiłem idealnie, ale mimo wszystko dziwi mnie aż tak patriotyczny nastrój andrzejek. W zaproszeniu napisano przecież, że czeka nas wyśmienita, chrześcijańska i roztańczona impreza. Tu nikt nie podryguje w takt muzyki, ba nawet nie tupie zmarzniętą nogą w bucie. Atmosfera jest grobowa i trochę przygnębiająca, choć w sumie idealna na wieczór wróżb i lanie wosku.

– To są andrzejki? – nieśmiało pytam szeptem zasłuchaną, stojącą pod ścianą siostrę miłosierdzia. – Nie, balanga jest z tyłu – zrozumiałem z ruchu warg i szerokiego gestu ręką wskazującego drogę. Balanga? – zdziwiłem się.

Wewnętrznymi schodami wchodzę na zakrystię. Akurat kończy się koncert chóru Sursum Corda, którego w kościele głównym słucha garstka melomanów muzyki pasyjnej. Gdyby nie otwierane co chwila ciężkie, dębowe drzwi na parking, krążyłbym po bazylice jeszcze przez kilka minut w poszukiwaniu właściwego adresu. Właśnie przez uchylane drzwi dociera do mnie muzyka, która zupełnie nie pasuje do miejsca i sytuacji. To dźwięki disco, czyli impra andrzejkowa! Zakonnica miała rację – faktycznie, balanga odbywa się z tyłu kościoła. Bezbłędnie trafiam na miejsce.
Z otwartych okien budynku Zgromadzenia Księży Misjonarzy dudni na całą okolicę muza w stylu „umpa, umpa”. Pod napisem „Domus Congregationis Missionis Fundata A.D. 1651” kłębi się tłumek ludzi. W większości to studenci Duszpasterstwa Akademickiego. W torbach dostrzegam ciasta, sałatki, paluszki, ale także słyszę dzwoniące o siebie butelki zmrożonego, złocistego płynu. Sprawdzana jest lista obecności i pobierana opłata w wysokości 10 zł od osoby.

Andrzejkowiczów wita z otwartymi ramionami ksiądz Artur. Patrzy także na mnie i z chrześcijańską wrażliwością, bez ogródek pyta:
– Co pan tu robi i czego chce?…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Precz z andrzejkami!

Andrzejki są kolejnym świętem wyklętym przez Kościół katolicki. Księża nie pozostawiają złudzeń – katolik nie może ich obchodzić.

(…) Wielu katolickich „specjalistów” wskazuje na pogańskie pochodzenie święta, które jest rozpowszechnione niemal w całej Europie Środkowo-Wschodniej (m.in. w Niemczech, Austrii, Polsce, Słowacji i Rumunii) i – ich zdaniem – wywodzi się od kultu Frejra, bóstwa fallicznego z wierzeń starogermańskich. Czciciele bożków mieli przeniknąć do czasów chrześcijańskich i po prostu dostosować pierwotne święto do obchodzonego przez katolików dnia św. Andrzeja. Elementy magiczne i „okultystyczne” praktykowane tego dnia przeniknęły więc prosto z religii politeistycznych i stanowią przejaw oddawania czci demonom.

Tego zdania jest m.in. o. prof. Aleksander Posacki SJ, który uważa, że andrzejkowe wróżby są zwykłymi czarami. Ojciec Posacki wie, co mówi – od lat tropi wszelkie demony nad Wisłą i w całej Europie. Zakonnik jest m.in. autorem publikacji „Harry Potter i okultyzm”, w której dowodzi, że J.K. Rowling napisała książkę o charakterze „satanistycznym”, „ezoterycznym”, „inicjacyjnym” i „okultystycznym”. Posacki o andrzejkach pisał w felietonach często publikowanych w katolickiej prasie.
„Kultywacja andrzejek oznaczałaby także jakąś reaktywację pogaństwa, którego odradzanie się widzimy – zwykle w kontekście antychrześcijańskim – na całym świecie” – stwierdził w listopadzie 2008 r. na łamach rydzykowego „Naszego Dziennika”. To jednak nie wszystko: duchowny wskazuje, że andrzejki są przejawem „propagandy wróżbiarstwa”, wspieranej przez „instytucje państwowe” i „międzynarodowe organizacje”.

Andrzejki – jak wskazuje o. Posacki – propagują ponadto grzech bałwochwalstwa i są najlepszą drogą do spętania naszych dusz w okowy szatańskiego zniewolenia. „Wróżbiarstwo jest zawsze związane ze spirytyzmem oraz reklamuje błędną ideologię fatalizmu opartą o koncepcję przeznaczenia. Oprócz grzechu idolatrii, mamy tu więc ryzyko otwarcia na opętanie przez duchy, połączone z uzależnieniem psychologicznym. Cały problem Harry’ego Pottera, święta Halloween oraz obyczaju andrzejek polega na niezrozumieniu zagrożenia grzechem idolatrii oraz niebezpieczeństwa mediumizmu, który jest istotą wszelkich praktyk okultystycznych i może prowadzić do opętania demonicznego” – opowiedział w Radiu Maryja, jednym tchem porównując andrzejki do całej plejady innych „czarodziejskich zagrożeń”…

Autor Norman Tabor
Więcej efaktyimity.eu

Lot nad smoleńskim gniazdem

W telewizji obchody miesięcznic smoleńskich wyglądają imponująco. Są uroczyste msze, marsz pamięci, przemowy i składanie kwiatków przed pomnikami. 10 listopada postanowiłem sprawdzić, jak miesięcznica wygląda tak naprawdę, od środka.
Wszystko przypomina pobyt w zakładzie psychiatrycznym, kreślonym ręką reżysera Miloša Formana, z którego co prawda każdy pacjent zawsze może wyjść, ale zostaje, bo tylko wśród swoich czuje się bezpiecznie. Postanowiłem na chwilę zostać Jackiem Nicholsonem z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. Z wyznawcami spiskowych teorii rozwoju świata spędziłem cały dzień. Tylko i aż.
Wszystko rozpoczęło się o 8 rano w kościele seminaryjnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Do świątyni może wejść każdy. No to wchodzi. Nikt nikogo nie sprawdza, choć w pierwszych ławach, tuż przed ołtarzem, zasiadają premier, wicepremierzy, najważniejsi ministrowie, Jarosław Kaczyński i Bóg wie kto jeszcze. Brakuje tylko prezydenta, choć ma najbliżej. W kościele przesadnego tłumu nie ma, ale duża część zgromadzonych została tu zwieziona specjalnymi autokarami.
Prezes PiS przyjeżdża tuż przed 8. Kaczyński lekko utyka, ale dzielnie się przedziera nawą główną. Chwilę później zjawia się Mateusz Morawiecki. Obaj panowie musieli zwrócić uwagę na niecodzienne postacie, które mijali idąc w stronę prezbiterium. Ci ludzie normalnie nie wyglądają. Młody mężczyzna – z zaciętą ze złości twarzą – cały czas macha przed głową ogromnym portretem Lecha i Marii Kaczyńskich. Inny, starszy pan w zdezelowany statyw do kamery wbił wysoki biało-czerwony krzyż z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Dużych krzyży trzymanych w dłoniach wiernych jest kilkanaście. Starsza kobieta ma transparent w kształcie naszego kraju z napisem „Tu jest Polska”. Wszędzie w kościele powiewają (mniejsze lub większe) flagi narodowe…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu