Jak to działa

Żeby być republiką bananową, trzeba mieć banany. Niektóre państwa stają się więc republikami kartoflanymi z uwagi na klimat i naturalne predyspozycje.

Przyjrzyjmy się przez chwilę działaniu takiej oligarchokracji, która niegdyś miewała demokratyczne ambicje. Przed Państwem – voilà! – tydzień z życia Republiki Kartoflanej.
Niedziela, 27 stycznia
Rządząca partia dostaje przeciek, że niebawem główny dziennik niezduszonej jeszcze do końca opozycji opublikuje nagrania z tajnych rozmów prezesa rządzącej partii. Prezes dotychczas podobał się wyborcom rządzącej partii, bo był ulepiony na ich wzór i podobieństwo: zepsute zęby, brudne znoszone buty, łupież na kołnierzu i brak konta bankowego. Wręcz symbol życiowego nieudacznika, ssącego zapomogi socjalne. Mało kto z wyborców wiedział (dzięki blokadzie informacyjnej założonej przez rządowe media), że ten ich pocieszny safanduła to przecież cwaniak, który już na początku demokratycznej transformacji przytulił dla siebie i swojego środowiska politycznego wartościowe nieruchomości, a też i umiał doskonale ustawić się na koszt podatnika: partia kupowała mu garnitury, krawaty – nieodmiennie czarne w związku z demonstracyjnie noszoną na użytek elektoratu żałobą – i fundowała limuzyny oraz tłum ochroniarzy, a kiedy zabolała go nóżka czy dupka, natychmiast stawiał się tłum lekarzy, do których prezes nigdy nie musiał miesiącami czekać w kolejce. Ale tego wszystkiego jego wyborcy nie wiedzieli, otumanieni propagandą pokazującą prezesa karmiącego się tylko hymnami za umęczoną ojczyznę. I oto okazało się, że główna gazeta opozycyjna (tu prezes przeklął własny brak wyobraźni: „A trzeba było tego sepleniącego guru liberastów zamknąć w pierwszej kolejności, niech to kaczki rozdziobią!”) posiada 160 godzin nagrań poufnych rozmów biznesowych prezesa. Prezes miał bowiem plan. Był to plan wzbogacenia partii – a przecież partia to prezes! – miliardami dochodów z inwestycji w wielki biurowiec w centrum stolicy Kartoflandii, poprzez spółkę należącą do fundacji finansującej partyjne akcje. Prezes, przez podstawione słupy, miał atrakcyjną działkę w stolicy, a uzyskanie kredytu nie było problemem, odkąd wszystkie największe banki przejął rząd, czyli sam prezes. Prezes śmiał się wiele razy, że stada kretynów wierzyły w bajki o gospodarczym patriotyzmie, kiedy prezes kupował od zagranicznego kapitału akcje banków za pieniądze tych kretynów, wpłacane gorliwie w podatkach. W umiejętnościach biznesowych prezes był lepszy niż Wielki Kapłan, czyli ubrany w sutannę biznesmen z Piernikowa…

Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Srebrne rozwody

– Rozwodzimy się – mówi mi znajoma. Widujemy się rzadko, raz na kilka miesięcy. W ubiegłym roku opowiadała, że razem z mężem chcą kupić camper i na emeryturze jeździć nim po Europie. Plany uległy jednak zmianie.

Elżbieta i jej mąż dołączyli do stale rosnącej grupy Polaków, którzy w okolicach sześćdziesiątki lub siedemdziesiątki postanawiają rozpocząć życie od nowa. To drugie małżeństwo Elżbiety. Dla męża przeprowadziła się do Warszawy. Przez kilkanaście lat byli szczęśliwi, wychowali razem dzieci z poprzednich małżeństw. On już jest na emeryturze, ona będzie za rok. Okazało się, że mąż, który ma mnóstwo wolnego czasu i spędza go w domu, przed telewizorem lub komputerem, na co dzień jest nieznośny: wymaga, zrzędzi. Doszedł też element zdrady, jakże łatwej w czasach, gdy jest mnóstwo portali randkowych. Mąż Elżbiety nie zdradza jej z jedną kobietą, ma kilka nowych „narzeczonych”. Sprawa wyszła przypadkiem, Elżbieta nie chce się wdawać w szczegóły.
Każdy rozwód boli. Taka decyzja w dojrzałym wieku bywa jednak bardzo przemyślana. Elżbieta wie, czego chce i – co ważne – czego nie chce. Razem z mężem porozmawiali szczerze i boleśnie, zastanowili się nad terapią, ale w końcu doszli do wniosku, że najlepszym lekarstwem na małżeńskie cierpienie będzie rozstanie. (…)
O kłopotach, które masowo pojawiają się w pożyciu małżeńskim na emeryturze, świat po raz pierwszy usłyszał ładnych parę lat temu za sprawą Japończyków. Do lekarzy w Japonii masowo zgłaszały się panie po sześćdziesiątce, które skarżyły się na chroniczne bóle głowy, duszności, rozdrażnienie i bezsenność. Lekarze przyjrzeli się temu zjawisku i przedstawili diagnozę. To syndrom męża na emeryturze, czyli retired husband syndrome (RHS) i boryka się z nim ponad połowa Japonek, których mężowie przestali pracować…
Autor: Marianna Rolla
Więcej: efaktyimity.eu

Ojciec Chrzestny

Co łączy starą aferę Telegrafu z ujawnioną ostatnio aferą Srebrna Tower?

Przede wszystkim postać szefa partii, wtedy PC, dziś PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Ale także mechanizm działania: „podpieranie się” kredytem z państwowych banków, wykorzystywanie wpływów politycznych w biznesie, który ma wzbogacić partię i zapewnić synekury jej zaufanym ludziom, na wypadek gdyby w polityce powinęła im się noga.
Przypomnijmy: spółka Telegraf powstała w 1990 r. W jej radzie nadzorczej zasiedli: obaj bracia Kaczyńscy, Maciej Zalewski, Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański. Miała zajmować się właściwie wszystkim: wydawaniem czasopisma „Telegraf”, budową stacji telewizyjnych, stacji benzynowych, centrów handlowych, usługami itd. Była to typowa spółka krzak z symbolicznym, śmiesznym kapitałem założycielskim 250 mln starych złotych (25 tys. PLN). A jednak w ciągu 10 miesięcy istnienia jej kapitał wzrósł do 50 mln PLN!
Zrzutka
Czy twórcy Telegrafu zawdzięczają to swoim talentom ekonomicznym? Czy zaczęli produkować jakiś rynkowy hit lub świadczyć usługi, dzięki którym byli rozchwytywani? Nic z tych rzeczy. Ich firemka wyspecjalizowała się w zdobywaniu pieniędzy. Kasę spółki zasilił m.in. państwowy Bank Przemysłowo-Handlowy (11 mld starych złotych kredytu), państwowy Kredyt Bank (15 mld), państwowy Bank Rozwoju Energetyki (18 mld), a centrala handlu zagranicznego Budimex, również państwowa, wykupiła udziały za 9 mld zł. Dorzuciły się też przedsiębiorstwa prywatne: Pol-Kaufring, RDS Bankier, a przede wszystkim sławna wtedy Art-B, której twórcy Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski uchodzili za geniuszy przedsiębiorczości, by wkrótce stać się bohaterami najgłośniejszej afery lat 90. Poważne firmy wręcz pchały się, żeby powierzyć grube pieniądze grupce młodych polityków bez grosza przy duszy i doświadczenia biznesowego.
Dlaczego?…
Aut. Dorota Wróblewska
Więcej: efaktyimity.eu

Jego Ruch

Jako redakcja „Faktów i Mitów” podpisujemy się pod większością haseł ideowych partii Roberta Biedronia. Nie znaczy to jednak, że wróżymy jej spektakularny sukces.

(…) Dwa dni po konwencji nowej partii Kantar Millward Brown przeprowadził sondaż na temat preferencji wyborczych Polaków. Nowe ugrupowanie uzyskało w nim 14-proc. poparcie. To dobry wynik, ale nie jest zaskakujący – typowy po nagłośnieniu wydarzenia. Sondaż upubliczniony przez portal Onet w przeddzień startu nowej inicjatywy dał jej 6,4 proc. (SLD 6,1 proc.). (…). Po odsłonięciu rąbka tajemnicy śmiem twierdzić, że nowy ruch zmarnuje ten potencjał. Za kilka tygodni z konwencji Roberta Biedronia na warszawskim Torwarze będziemy pamiętać tylko czerwone światła, czerwone baloniki i czerwony krawat eksprezydenta Słupska.
Rozczarowanie
Trzeba docenić sprawność marketingową, pokazaną podczas tworzenia tej inicjatywy. Byliśmy trzymani w niepewności, zapowiedzi cedzono – co w naturalny sposób rozbudzało ciekawość. Twórcy (poza samym Biedroniem właściwie anonimowi) przedsięwzięcia zwrócili się do młodszej generacji, uciekając się do zrozumiałych dla niej instrumentów: sprzedaż gadżetów, prośby o wsparcie finansowe (crowdfunding). Na koniec lider okazał się udanym showmanem, wodzącym rej na dynamicznej i nowoczesnej konwencji.
Jednak lepiej dla siebie by zrobił, gdyby nic nie mówił o programie i swojej wizji Polski. Okazało się bowiem, że Wiosna nie będzie partią poważną. Tylko taka zaś może realnie uczestniczyć w grze politycznej i aspirować do wzięcia odpowiedzialności za losy państwa. Biedroń obiecał wszystkim, czego tylko mogliby zapragnąć: kobietom liberalne prawo do aborcji, emerytom minimum 1 600 zł, zarabiającym płacę minimalną jej szybkie windowanie do pokaźnych wysokości, gejom i lesbijkom małżeństwa, ateistom renegocjację konkordatu, wycofanie religii ze szkół i radykalne obcięcie wydatków na Kościół z państwowej kasy, chorym lekarza specjalistę w ciągu maksymalnie 30 dni… I tak dalej, i temu podobne. Wszystkie te postulaty są ważne. Ale deklarowanie, że się je zrealizuje naraz i natychmiast, trąci populizmem. I brakiem realizmu. Powiedziałbym, że świadczy o niedoświadczeniu politycznym, gdyby nie to, że słyszeliśmy to od byłego posła Ruchu Palikota, który przecież te same kwestie wypisał na swoich sztandarach. O wiele z nich zabiegał sam Biedroń, więc jak mało kto wie, że chcieć to nie zawsze móc.
Żeby wykonać podjęte zobowiązania, musiałby uzyskać większość konstytucyjną w parlamencie – dwie trzecie posłów i 51 senatorów. Wtedy rzeczywiście mógłby zmienić ustawę zasadniczą i wprowadzić zapowiadane zmiany. W innym przypadku może być pewien, że Trybunał Konstytucyjny uzna za sprzeczną dopuszczalność przerywania ciąży z powodów społecznych (tak jak zrobił to w 1997 r., po uchwaleniu przez Sejm zdominowany przez SLD liberalnej nowelizacji prawa w tej materii), albo prawo do związków homoseksualnych. Nie mówię, że to powód, aby odstąpić od tego postulatu – ale trzeba powiedzieć, w jaki sposób chce się ominąć tę przeszkodę. Twórcy programu nowej partii twierdzą, że jego koszty są…

Aut. Adrian Ziemiński
Więcej: efaktyimity.eu

Słowo na niedzielę

Papież kontra PiS
Zła wiadomość dla Kaczyńskiego, Terleckiego, Pawłowicz, Cejrowskiego, propagandystów TVP i całej armii rydzykopodobnych księży! Do żony i matki Pawła Adamowicza zadzwonił z Rzymu kardynał Konrad Krajewski, piastujący urząd jałmużnika papieskiego. Przekazał im w imieniu papieża, że „Ojciec Święty przytula je do serca i modli się za nie”. Podczas mszy pogrzebowej było jeszcze gorzej – abp Głódź wręczył każdemu z najbliższych Adamowicza po różańcu w prezencie od papieża. Franciszek znowu się naraża najbardziej katolickim z polskich katolików i grozi mu pisowska ekskomunika.

Miara zasług
Wybuchła dyskusja w mediach społecznościowych, czy Paweł Adamowicz zasłużył na pochówek w bazylice Mariackiej. Ci, którzy twierdzą stanowczo, że nie zasłużył, to zwykle ci sami, którzy parę lat temu gorąco oklaskiwali decyzję o pochowaniu Lecha Kaczyńskiego z małżonką na Wawelu, wśród królów i bohaterów narodowych, po sąsiedzku z marszałkiem Piłsudskim, choć w bardziej okazałym sarkofagu. Różnice są dwie. Po pierwsze, rządzone przez Adamowicza miasto Gdańsk od lat dokłada do remontów bazyliki Mariackiej (którą my, antyklerykałowie, prywatnie uważamy za najpiękniejszy kościół w Polsce) oraz innych zabytków sakralnych, podczas gdy „poległy” prezydent RP katedry wawelskiej nie wyremontował i z Krakowem niewiele miał wspólnego. Po drugie zaś, Adamowicza naprawdę zamordowano.

Przepychanki na pogrzebie
Abp Sławoj Leszek Głódź nie zgodził się, aby homilię na mszy pogrzebowej wygłosił krytyczny wobec Kościoła instytucjonalnego dominikanin o. Ludwik Wiśniewski, związany z Ruchem Młodej Polski, z którego wywodził się Paweł Adamowicz, rodzina zaś nie życzyła sobie przemówienia Andrzeja Dudy. Bliski zmarłemu o. Wiśniewski mógł zabrać głos dopiero w pożegnaniach pod koniec sobotniej mszy i wywołał huragan oklasków. Homilię w piątek – banalną, lecz niekontrowersyjną – wygłosił biskup pomocniczy Zbigniew Zieliński, w sobotę zaś przemówił sam Głódź. Sypiąc jak z rękawa sloganami o miłości, solidarności i pojednaniu, nie omieszkał podkreślić, że niektórzy chcą „wypłukiwania roli Kościoła”, co przecież grozi ogólnym armagedonem. Ten sam hierarcha niedawno przyznał Jackowi Kurskiemu, szefowi propagandowej szczujni TVP, nagrodę nazwaną Pierścieniem „Inki”, deklamując: „Panie prezesie, otworzył pan oczy wielu Polakom”. Tak to jest z uroczystościami kościelnymi – mają one efektowną oprawę, ale niejednej bredni trzeba wysłuchać.

Ratujcie dzieci
Katolicka ekstrema sprzeciwia się zajęciom w szkołach pod hasłem „Stop mowie nienawiści”, które po zamordowaniu Pawła Adamowicza organizują m.in. Wrocław, Warszawa i Toruń. Chodzi o to, że w materiałach dla nauczycieli, np. w publikacji Rady Europy, jako osoby szczególnie narażone na hejt wymienia się muzułmanów, uchodźców, gejów i lesbijki, których katole pragną bez przeszkód zwalczać i dyskryminować. „Uwaga! Pod płaszczykiem walki z przemocą prezydent Warszawy chce indoktrynować dzieci w szkołach. Piszcie dzieciakom zwolnienie z tych zajęć albo zostawcie je w domu” – agituje na Twitterze Kaja Godek. Według mec. Jerzego Kwaśniewskiego, prezesa Ordo Iuris, pojęcie „mowy nienawiści” jest subiektywne i nieostre, i służy ono „radykalnej lewicy” do… cenzurowania dyskusji (jakby dyskusja nie mogła się obejść bez poniżania i obrażania ludzi). Tak oto religia miłości bliźniego zamienia się we własną karykaturę.

Rydzyk z Żabką
Ojciec Dyrektor podjął współpracę biznesową z siecią sklepów Żabka. Ściśle mówiąc, jego uczelnia ma współpracować z funduszem CVC Polska, do którego należy Żabka. Tadeusz Rydzyk i Krzysztof Krawczyk, prezes CVC, podpisali list intencyjny w tej sprawie. Wcześniej sieć obchodziła zakaz handlu w niedzielę pod pretekstem, że w jej sklepach działają punkty pocztowe. Nie podobało się to Solidarności i pisowskiej władzy. Powstał projekt uszczelnienia zakazu, który uderzał w Żabkę, lecz nagle zdjęto go z porządku obrad w Sejmie. Z błogosławieństwem Rydzyka sklepy tej sieci będą czynne siedem dni w tygodniu i jakoś nikt się nie martwi, że ich biedni, wyzyskiwani pracownicy nie spędzą świętej niedzieli w kościele i z rodziną w domu. Biedronka czy Lidl mogą tylko żałować, że nie wpadły na pomysł dogadania się z Ojcem Inkasentem. Patronat Rydzyka nad Żabką nie wszystkich jednak zachęca do odwiedzania placówek tej sieci: coraz więcej zwolenników ma pomysł, żeby przechrzcić Żabkę na Ropuchę.

Krzyż w gabinecie
„Nie mam krzyża w gabinecie, bo nigdy go tam nie było. Hanna Gronkiewicz-Waltz nigdy nie demonstrowała swojej religijności publicznie w miejscach, w których sprawowała urząd” – mówi Konradowi Piaseckiemu w TVN24 Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy. To, trzeba przyznać, niespodzianka dla antyklerykałów – HGW kojarzono wszak z Kościołem kat. i Ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Nie miała krzyża w gabinecie? Czyżby jako profesor prawa poważnie traktowała art. 25 ust. 2 Konstytucji RP, ten o bezstronności władz publicznych RP w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych? Jakkolwiek jednak ocenimy HGW, jej następcą jest Trzaskowski, a on deklaruje: „Nie powiesiłem krzyża dlatego, że uważam, że urząd i prezydent powinien być niezależny, nie pokazywać swoich poglądów publicznie. Sam urząd powinien być neutralny”. Jak na polskie standardy to rewolucja.

Kościelne RODO
W Białopolu, powiat chełmski, na niedzielnych nabożeństwach proboszcz wyczytuje z ambony, kto ile dał po kolędzie. „Osobiście uważam, że ksiądz nie powinien upubliczniać, kto ile włożył do koperty. Znam osoby, które ledwo było stać na wysupłanie 20 zł” – żali się „Dziennikowi Wschodniemu” jeden z mieszkańców Białopola. Zapytany o to przez dziennikarza „DW”, ks. Henryk Borzęcki nie widzi problemu, bo ujawnianie wysokości datków ma w jego parafii 30-letnią tradycję. Mimo to część parafian szemrze, że jest to sprzeczne z unijnymi przepisami o ochronie danych osobowych, czyli RODO. Sutannowi mają jednak własnego Kościelnego Inspektora Ochrony Danych w osobie ks. Piotra Kroczka. I właśnie ks. Kroczek, czyli KIODO, orzekł, że proboszcz z Białopola nie łamie prawa, gdyż „przetwarzanie danych osobowych miało miejsce podczas sprawowania mszy świętej i w związku z czynnościami duszpasterskimi”. A ponieważ wszystko, co robi Kościół, ma związek z czynnościami duszpasterskimi, RODO można zawiesić na kołku.

Cyberkonferencja
My tu sobie buszujemy w internecie, a tatko Rydzyk zadbał o nas i zorganizował na swojej uczelni konferencję „Wyzwania XXI wieku, sojusz polsko-amerykański – cyberbezpieczeństwo”. Amerykańskich sojuszników reprezentowały trzy osoby, których nazwiska nic nam nie mówią, a kwalifikacje wydają się skromne. Za to ze strony polskiej wystąpił sam kwiat ekspertów, czyli Macierewicz (przedstawiony jako nauczyciel akademicki) z Bączkiem, do niedawna szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, który skarżył się kiedyś, że tajemniczy wróg podrzucił mu martwą wiewiórkę. Byli też minister Tchórzewski i prof. Ryba z KUL, który zna się na wszystkim, więc na cyberbezpieczeństwie też. „Pytanie nie brzmi, czy nastąpi skoordynowany wielowektorowy atak na polski system energetyczny, tylko kiedy to nastąpi?” – straszył pan Bryła z PKP Energetyka. Co za szczęście, że Macierewicz z kolegami wiedzą, jak się przed takim atakiem obronić.

Teoria spisku

Gwałtowna śmierć osoby publicznej uruchamia lawinę spekulacji. Interpretacyjna gorączka rozpala teraz Polaków po zamordowaniu prezydenta Gdańska.

Podobnie było przed laty w przypadku śmierci szefa NIK Waleriana Pańki, zabójstw szefa Policji Marka Papały i ministra Jacka Dębskiego czy samobójczych śmierci Ireneusza Sekuły i Andrzeja Leppera. Skąd ta skłonność do mnożenia różnych – prawdopodobnych lub nie – wersji scenariusza? (…)
Każda katastrofa, zamach natychmiast generują serię teorii spiskowych. Doświadczamy tego na swojej skórze od lat, vide np. katastrofa smoleńska. Dla ludzi jest to sposób na „oswojenie”, próba zrozumienia skomplikowanego świata polityki. Bywa, że plotki i teorie spiskowe są wypuszczane w świat przez polityków…

Aut. Marianna Rolla
Więcej: efaktyimity.eu

Mieszkanie plus padło

„Mieszkania plus” nie było, nie ma i nie będzie.

W czerwcu 2016 r. premier Szydło objawia program „Mieszkanie plus”. Mieszkanie miało być państwowe – na wynajem, ale z możliwością wykupienia go po iluś tam latach użytkowania. Założono też, że cena budowy takich mieszkań, dzięki wniesionym przez państwo gruntom, nie będzie wyższa niż 3,5 tys. zł za mkw., natomiast za czynsz będziemy płacili 10–20 zł z metra.(…)

PiS przez resztę 2016 r. rozpisywało program, aby w styczniu 2017 r. Beata Szydło mogła w Katowicach wyjęczeć: „Wreszcie polskie rodziny będą mogły mieć pewność, że stać je będzie na posiadanie własnego, taniego mieszkania i że każda polska rodzina będzie miała szansę, żeby stać się właścicielem takiego mieszkania. Żeby młodzi ludzie mogli bezpiecznie planować przyszłość”.
Napisano odpowiednie ustawy i powołano spółkę. Nosiła nazwę BGK Nieruchomości. (…)
Gdy „Mieszkanie plus” startowało, Mateusz Morawiecki był wicepremierem. Nie przeszkadzało mu to jednak opowiadać, że ma na 2017 r. odłożone na ten program 5 mld zł. Oprócz tego rząd miał ustawę o Krajowym Zasobie Nieruchomości, dzięki której tanie lokale na wynajem mogły stać na ziemi za darmo. (…)

O tym, że tanie mieszkania to rządowy kit, samorządowcy mogli się przekonać już kilka miesięcy po zgłoszeniu akcesu do programu. Dostawali wtedy takie odmowy jak Jarosław. Pisano im, że „Mieszkania plus” u nich nie będzie, bo czynsze w okolicy są za niskie. To pokazuje, w co wyewoluował projekt dla mas – w komercję…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Oskarżam

Po politycznym mordzie na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu odezwały się nożyce. Osoba o nazwisku Mazurek zapowiedziała, że PiS zacznie ścigać wszystkich, którzy będą „pomawiać” jej partię o polityczną odpowiedzialność za tę tragiczną śmierć. Pozwolą państwo, że ustawię się w kolejce.

(…) Przypomnę na wstępie, że to PiS sprawuje w Polsce całkowitą władzę nad prokuraturą, więziennictwem, służbami specjalnymi, a w dużym stopniu również sądami. Nie ma więc prawa wypierać się jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się w Polsce dzieje. Taki jest urok autorytarnych rządów, szanowni państwo. Przypomnę dalej, że kiedy dwa lata temu faszystowscy bojówkarze zaatakowali działaczy KOD, pokojowo demonstrujących przeciwko władzy, to właśnie osoba o nazwisku Mazurek publicznie ogłosiła, że chociaż nie pochwala bandytów, to ich rozumie, gdyż „każda akcja wywołuje reakcję”. Osoba o nazwisku Mazurek demonstracyjnie i publicznie popełniła przestępstwo z art. 126a kodeksu karnego, czyli publicznie pochwaliła popełnienie czynu określonego w art. 119 par. 1 kk, za co należało jej się do pięciu lat odsiadki. Czynem z art. 119 par. 1 kk jest stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności m.in. politycznej. Osoba o nazwisku Mazurek deklarując, że „nie pochwala, ale rozumie” napaść na działaczy KOD, w istocie pochwalała ten czyn. (…)
To również PiS sfinansowało, za pomocą powołanej przez siebie fundacji, billboardy szczujące przeciwko sędziom. To także PiS, za pomocą swojej gadzinówki zwanej dla zmyłki „nadawcą publicznym”, od trzech lat prowadzi systematyczną politykę szczucia opinii publicznej przeciwko swoim rywalom i wybranym przez siebie wrogom politycznym. Nawet transmisja z pogrzebu prezydenta Adamowicza została przez prawicę wykorzystana do ordynarnej manipulacji zohydzającej opozycję. To PiS ustami Pawłowiczówny, Piotrowicza, Ziobry, Jakiego, Suskiego i Morawieckiego pomawiało polskich sędziów o nieuczciwość…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu