Polska i Kościół – droga, którą przeszliśmy

Pojawienie się w publicznej przestrzeni, w relatywnie niewielkim odstępie czasu, „Kleru” Wojtka Smarzowskiego, a następnie telewizyjnego dokumentu Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”, wyzwoliło procesy społeczno–psychologiczno-medialne, które dalece przekroczyły horyzont i znaczenie zwykłej premiery filmowej.

(…) Niespełna dziewięć lat temu, w nocy z 9 na 10 sierpnia 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie doszło do zdarzeń, których znaczenie trudno było wtedy odczytać. Jeszcze żyły echa deklaracji o „pokoleniu JP2”, przekonanie o niewzruszonej religijności młodego pokolenia. Jeszcze nie zostały przeprowadzone badania ośrodka Pew Research Center, które ujawniły, że młode pokolenie Polaków jest rekordzistą w światowym procesie laicyzacji. Dziś, z perspektywy upływu dziewięciu lat, tamte wydarzenia nabrały innej wymowy jako prefiguracja, czyli zapowiedź procesów społecznych, które dokonają się w nieodległej już przyszłości. Jako znak zmian, zachodzących w polskim „narodzie katolickim”, w Polaku-katoliku. (…)
Latem 2010 r. cała ta spuścizna, mocą międzypokoleniowego przekazu, dostała się w ręce generacji dzieci nie tylko antyklerykałów lat 90. i pierwszej dekady XXI w., ale także tej części wierzących, którzy mimo deklarowanej przynależności do Kościoła katolickiego nie chcieli i nie chcą w Polsce państwa wyznaniowego.
Ta młodzież, wolna od osobistej, wynikającej z autopsji pamięci uwarunkowań PRL-owskich, wolna od „postkomunistycznych” kompleksów, od dziedzicznego, historycznie wdrukowanego, bezwarunkowego, charakterystycznego dla tradycyjnej polskiej obyczajowości szacunku dla Kościoła i sutanny, wychowana w świecie zhomogenizowanej popkultury, internetu i nowych treści medialnych – zareagowała za pomocą języka sobie właściwego. Atmosfera okraszonej śpiewem i tańcem zabawy, zgrywy, radości, żartu, happeningu, drwiny, okazała się właściwą formą oporu przeciw namaszczonym, nadętym, uroczystym, religijnym formom działania obrońców krzyża, przeciwko radykalnej dewocji. Jest to bunt także estetyczny. Laicka treść została pomieszczona w nowej formie estetycznej. Już nie skądinąd znana, tradycyjna, ostra frazeologia antyklerykalna, lecz język młodzieżowego luzu i dezynwoltury stał się językiem demonstracji. Polski laicyzm, polski sekularyzm wyszedł z niszy wiecznej mniejszości i stał się własnością młodej ulicy, trafił „pod strzechy”…
Autor Krzysztof Lubczyński
Więcej efaktyimity.eu

Zmierzch Ciumkacza

Chudy 67-latek o szczurzej twarzy, prokurator stanu wojennego, został frontmanem pisowskiej rewolucji ustrojowej. Ale ostatnio nawet mocodawcy mają go dosyć.
Stanisław Piotrowicz jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, podobnie jak Duda czy Ziobro. Odbył aplikację i w 1978 r. zdał egzamin prokuratorski. Od tego czasu wspinał się po kolejnych szczeblach w prokuraturze: Dębica, Krosno, Rzeszów.

W 1978 r. wstąpił do PZPR i na tym nie poprzestał. Był członkiem egzekutywy PZPR w Prokuraturze Rejonowej i Wojewódzkiej w Krośnie, a także… kierownikiem szkolenia partyjnego. Partia doceniła jego osiągnięcia. W 1984 r. zwierzchnicy uznali, że „jest pracownikiem pilnym i zdyscyplinowanym, ambitnym i wydajnym. Powierzone mu obowiązki wykonuje prawidłowo”. Młody Piotrowicz dostał Brązowy Krzyż Zasługi „za zasługi w pracy zawodowej i działalności społecznej”. (…)

Do polityki wszedł z klucza kościelnego, jako zaufany arcybiskupa Michalika. Od 2005 r. senator PiS, od 2011 r. poseł, Stanisław Piotrowicz tkwił w tylnych rzędach i nie wychylał się. Od czasu do czasu dziennikarze wypominali mu przeszłość, mocno kontrastującą z oficjalną retoryką jego partii. Dopiero po wyborach 2015 r. spadła mu z nieba życiowa szansa: wybrany na przewodniczącego sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, dostał superważne zadanie przepychania przez Sejm w szaleńczym tempie pisowskich ustaw, z pogwałceniem konstytucji, sejmowego regulaminu lub dobrych obyczajów parlamentarnych, albo i jednego, i drugiego, i trzeciego. Żonglując prawniczymi formułkami, miał sprawiać wrażenie, że wszystko to odbywa się lege artis.
Kto inny potrafiłby tak skutecznie pacyfikować oponentów, nie dopuszczać do głosu, wyłączać mikrofon, skracać czas wypowiedzi do 30 sekund? Kto odważyłby się powiedzieć posłowi opozycji: „Pana głos i tak nic nie znaczy”?…
Autor Dorota Wróblewska
Więcej efaktyimity.eu

Koloratka ponad prawem

Prokuratura w Świebodzinie umorzyła sprawę znieważenia zwłok i miejsca pochówku, którego miał dopuścić się ksiądz.

O sprawie ks. Andrzeja Kugielskiego, byłego proboszcza z Dąbrówki Wlkp. (woj. lubuskie), pisaliśmy w nr 10 „FiM”. Zdaniem pani Jadwigi z Zielonej Góry, ksiądz dopuścił się znieważenia miejsca pochówku jej ojca, który od 50 lat spoczywał na cmentarzu w tej małej miejscowości. Na początku 2017 r. kobieta postanowiła przenieść szczątki ojca do grobu matki w Rogozińcu. W kwietniu 2017 r. firma ze Świebodzina przystąpiła do ekshumacji. Jej pracownicy zdjęli nagrobek i rozkopali mogiłę. Pod nagrobkiem nie było nie tylko szczątków, ale nawet najmniejszego śladu po pochówku. Prowadzący ekshumację natrafili jedynie na kość ramieniową w grobie obok, przyciśniętą trumnami rodziców byłego księdza Andrzeja, obecnie proboszcza parafii w Bobowicku koło Międzyrzecza w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej…
Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu

Niegodny kościelnego pochówku

Państwo Lucyna i Jan Zbożeniowie zapewnili dom i godne życie 14 sierotom i dzieciom z trudnych domów. Kiedy po ciężkiej chorobie pan Jan zmarł, miejscowy ksiądz nie zgodził się pochować go w rodzinnym grobowcu, bo stwierdził, że żył on „bez Chrystusa”. (…)

Państwo Zbożeniowie stworzyli niezawodową rodzinę zastępczą dla siedmiorga siostrzeńców (niezawodowa oznacza, że za opiekę nad dziećmi nie pobierali wynagrodzenia – przyp. red.). Na przestrzeni lat do rodziny trafiło kolejnych pięcioro, niespokrewnionych z nimi, dzieci. Jedne były z rodziną Zbożeniów kilka miesięcy, dopóki biologiczni rodzice nie odzyskiwali praw do opieki nad nimi, inne w ich domu dorosły i poszły na swoje. (…)

Trudno więc szukać bardziej miłosiernej i godnej podziwu postawy. Ksiądz Dariusz Firszt, proboszcz parafii pw. Macierzyństwa Najświętszej Marii Panny w Dziekanowicach, do której należeli państwo Zbożeniowie, nie podziela jednak tej opinii. Kiedy pan Jan po ciężkiej chorobie zmarł, ksiądz odmówił mu pochówku, twierdząc, że pan Jan po prostu na pochówek nie zasłużył. (…)
Wygląda więc na to, że ks. Firszt urządził sobie z parafii prywatny folwark, a prawo kanoniczne traktuje jak szwedzki stół, z którego bierze tylko to, co mu pasuje. A jego przełożeni stosują swoją starą sprawdzoną metodę – milczenie. Oczywiście „w imię Boże”…
Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu

Świeckie państwo!!

31 maja i 1 czerwca zbieramy podpisy pod obywatelskim projektem ustawy o jawności finansów Kościoła i związków wyznaniowych #ProjektŚwieckiePaństwo, #KongresŚwieckości
Jeśli masz dość uprzywilejowanej pozycji Kościoła, przyjdź i nam pomóż!

Będziemy naprzeciwko „OFF Piotrkowska” w najbliższy piątek i sobotę w godzinach 14-19.

POMÓŻ WALCZYĆ O ŚWIECKIE PAŃSTWO!

Pokazówka Hosera

Henryk Hoser ma świetne samopoczucie. Choć nazwisko emerytowanego arcybiskupa pada w związku z aferą pedofilską w polskim Kościele, przez wiernych jest przyjmowany jak kapłan o nieposzlakowanej opinii i wzór cnót. Nie inaczej było w parafii Dobrego Pasterza w Miedzeszynie.

Były flagi papieskie, ksiądz z gitarą, dwa chóry, w tym jeden dziecięcy, oraz blisko 20 małoletnich ministrantów. By nadać jeszcze większej wyjątkowości zgromadzeniu, podczas mszy odbył się sakrament chrztu, którego udzielił oczywiście bohater dnia. Na zakończenie uroczystości padły podziękowania od proboszcza, wręczono kapłanowi w biskupiej mitrze białe róże od wiernych i życzenia „dla ekscelencji za przyniesienie Maryjnego tchnienia modlitwy, wyciszenia i zawierzenia, które jak płaszczem otacza każdego człowieka”. Egzaltacja zgromadzonych zakończyła się dopiero w momencie, gdy jego eminencja opuścił swoim luksusowym samochodem teren parafii.

Arcybiskupa nie opuszczało bardzo dobre samopoczucie.
– Zbliżam się do 45. rocznicy święceń kapłańskich, a więc jestem już staruszkiem zgrzybiałym, ale jeszcze Pan Bóg mi daje okazje, żeby głosić Słowo Boże i siły, by budować ten Kościół – mówił wzruszony do łez Henryk Hoser.

Podczas homilii 76-letni kapłan spokojnym głosem twierdził, że nie należy się niczego obawiać.
– Czytałem takie artykuły, że to co się teraz dzieje jest zwiastowaniem śmierci Kościoła. Tak nie będzie, ponieważ Jezus jest nieśmiertelny. On obiecał nam, że tego Kościoła nikt nie powali, nikt nie unicestwi. Kościół jest drogą ludzi do nieba i ta droga nigdy nie przestanie istnieć. Na tym polega wiara, nie wiara w grzeszników, którzy ten Kościół opuścili, czy też splamili swoimi grzechami. On jest jeden, święty, powszechny i apostolski.

Arcybiskup Hoser wskazywał także winnych zamieszania związanego z pedofilią w polskim Kościele, podpierając się wyjątkowym autorytetem.
– Jezus jest realistą, gdy mówi, że przyjdą zgorszenia, bo piekło przecież działa, szatani działają. Zło w człowieku działa, lecz biada temu człowiekowi, przez którego te zgorszenia przyjdą – dodał na zakończenie człowiek, którego decyzje, a w zasadzie ich brak, doprowadziły do sytuacji, w której znalazła się instytucja polskiego Kościoła katolickiego.
Nazwisko Hosera znajduje się w raporcie Fundacji „Nie lękajcie się” na temat naruszeń prawa przez biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci. To za jego rządów podległy mu ksiądz Grzegorz K., mimo ciążącego na nim wyroku za molestowanie małoletniego, był proboszczem w jednej z parafii, gdzie opiekował się grupą 32 ministrantów. Hoser, ówczesny arcybiskup warszawsko-praski, usunął księdza z tej funkcji dopiero po emisji głośnego reportażu w telewizji TVN24 w 2014 r. Do momentu emisji filmu braci Sekielskich sprawa Grzegorza K. była jedną z najgłośniejszych afer pedofilskich w polskim Kościele.
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Piskorski: święty Mateusz

16 maja, po blisko trzech latach zamknięcia, areszt śledczy opuścił podejrzewany o szpiegostwo na rzecz Rosji Mateusz Piskorski.

(…) Uważam, że jego sprawa to hańba polskiego wymiaru sprawiedliwości, prokuratury i blamaż służb specjalnych, porównywalny z oskarżeniem byłego premiera Józefa Oleksego o pracę na rzecz wywiadu rosyjskiego. Ani myślę zapewniać kogokolwiek o winie lub niewinności Mateusza Piskorskiego. Nie mam dostatecznej wiedzy, by występować tu jako wyrocznia lub strona. Ale jak każdy normalny człowiek mam nos i czuję potworny smród. Mam też mózg, z którego czasem korzystam. Korzystając z niego i idąc za smrodem, dochodzimy do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, polskiej policji politycznej.

Kiedy Piskorskiego zatrzymywano (maj 2016 r.), światek warszawskich dziennikarzy śledczych roił się od plotek. Razem z dwoma kolegami zebraliśmy ich kilka i spróbowaliśmy usystematyzować. Okoliczności zatrzymania polskiego polityka i byłego posła mniej więcej się pokrywały. Pokrywały się też informacje o znalezieniu „ogromnej sumy pieniędzy” (choć nikt nie słyszał o konkretnej sumie). Informacje te różniło miejsce zabezpieczenia owej fortuny. Jedni słyszeli o pieniądzach („całe zafoliowane paczki”) w bagażniku jego samochodu, inni o dolarach w jego warszawskim mieszkaniu, jeszcze inni o paczkach „zielonych” w domu jego rodziców pod Warszawą. Ale pod Warszawą (i to wcale nie tak blisko) mieszka była żona Mateusza, a jego rodzice mieszkają w zupełnie innej, odległej części Polski. Wszystkie te informacje miały to samo – „ogólne” – źródło: ABW.

Dzień później pojawiły się plotki, dla kogo M. Piskorski pracował lub miał pracować: dla Iraku, Rosji i Chin. Każdego kto myśli zszokowała informacja o Iraku, bo to tak, jakby pracował dla Amerykanów… Toteż dzień później Irak zamieniono na Iran. Czyli trzy kraje, z którymi USA bardzo się nie lubią. Później przestano mówić o Iranie, więc pozostały Rosja i Chiny. I znowu „źródło” tych rewelacji było to samo – polska policja polityczna (ABW). Wniosek z pobieżnej analizy przecieków jest prosty: Agencji zależało na przekazaniu informacji, że Mateusz Piskorski to szpieg i zdrajca, który za ciężkie pieniądze sprzedał ojczyznę. Skoro „ABWera” (jak pieszczotliwie nazywa się tę służbę) tak była pewna tego co ma, dlaczego zdecydowała się na puszczanie niedoprecyzowanych plotek, a nie na publikację solidnego komunikatu? Jakoś wszystko to logiki nie miało…

(…) Cóż więc takiego zrobił były poseł Samoobrony, że na trzy lata zamknięto go w areszcie…
Autor Dariusz Cychol
Więcej efaktyimity.eu

Komisja prawdy

Dostęp do kościelnych archiwów, zadośćuczynienie dla ofiar kościelnej pedofilii, sankcje dla biskupów za brak współpracy – to tylko niektóre założenia obywatelskiego projektu komisji ds. pedofilii w Kościele.

Po pół roku prac prawników, psychologów, seksuologów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, 20 maja w Sejmie posłanka Joanna Scheuring-Wielgus i Fundacja „Nie lękajcie się” przedstawiły najważniejsze założenia projektu ustawy obywatelskiej o powołaniu niezależnej od rządu i Kościoła Komisji Prawdy i Zadośćuczynienia. Mimo wielu zapowiedzi i nagłego zainteresowania walką o sprawiedliwość dla ofiar kościelnej pedofilii, spowodowanego filmem braci Sekielskich, na piątej już konferencji poświęconej temu tematowi nie pojawili się politycy PiS ani PO, Kukiz ’15 czy PSL. Jedynymi obecnymi parlamentarzystami byli posłowie Nowoczesnej: Monika Rosa i Adam Szłapka, którzy już wcześniej interesowali się sprawą.

Jaki jest cel mającej powstać komisji ds. kościelnej pedofilii?

– Dogłębne wyjaśnienie przypadków nadużyć seksualnych, popełnionych przez osoby duchowne, w tym zaniechań oraz zaniedbań władz kościelnych, a także organów ścigania oraz sądów w ściganiu i skutecznym karaniu sprawców tych nadużyć, podejmowanie działań umożliwiających pociągnięcie do odpowiedzialności osób winnych tych nadużyć i ich tuszowania, a także zadośćuczynienie wyrządzonych szkód – mówiła Jolanta Banach, prezeska Stowarzyszenia „Lepszy Gdańsk”, koordynatorka projektu.

Zespół J. Banach sprawdził, jak działały takie komisje w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Niemczech i Australii. Wybrano rozwiązanie z Australii ze względu na niezależność komisji od episkopatu i rządu.

– Komisja ma być wybierana przez trzy piąte Sejmu i z poparciem Senatu. W jej skład wejdzie 15 osób: siedmiu prawników, trzech psychologów i psychiatrów, trzy osoby rekomendowane przez doświadczone organizacje pozarządowe, zajmujące się pomocą ofiarom przestępstw seksualnych oraz po jednej osobie wskazanej przez premiera i prezydenta RP – tłumaczyła prof. Monika Płatek.
Działalność komisji miałaby być finansowana z budżetu państwa, planowane jest utworzenie biura z dyżurującymi psychologami, seksuologami i prawnikami. Przewodniczący komisji, przy zgodzie jej większości, mógłby zapraszać na posiedzenia przedstawicieli Kościoła, ale tylko w charakterze obserwatorów, bez prawa głosu.

Według zapowiedzi, komisja będzie miała szerokie kompetencje, będzie mogła m.in. żądać udostępnienia związanych ze sprawą dokumentów, pism, korespondencji oraz archiwów, które są w posiadaniu Kościoła. W przypadku odmowy współpracy komisja będzie mogła zwrócić się do prokuratora okręgowego o wydanie przez niego zarządzenia o przeszukaniu przez policję budynku danej kurii.
Do uprawnień komisji będzie należeć również wnioskowanie o powiadomienie, co dzieje się ze skazanym księdzem po wyroku za pedofilię (by mimo zakazu pracy z dziećmi nie zostawali proboszczami i nie mieli kontaktu np. z ministrantami). Komisja byłaby także uprawniona do pośredniczenia w polubownym rozwiązaniu sprawy zadośćuczynienia. Kuria miałaby 30 dni na przedstawienie propozycji formy zadośćuczynienia. W przypadku odmowy, Komisja mogłaby występować z powództwem o odszkodowanie.
Projekt ustawy przewiduje ponadto zawieszenie przedawnienia w odniesieniu do ścigania nadużyć seksualnych popełnianych przez duchownych oraz ochronę osób pokrzywdzonych, które ukończyły 15. rok życia.

Przedstawiony projekt rozwiązań został już przekazany legislatorom, którzy stworzą z niego projekt ustawy. Kiedy będzie gotowy, rozpocznie się zbiórka 100 tysięcy podpisów, wymaganych pod projektem obywatelskim.
Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu