Tak, też boję się chińskiego wirusa. Myślę tylko, że to głupie.

Nasza cywilizacja jest cywilizacją śmierci. Rodzimy się po to, by umrzeć, a każdy kolejny dzień życia przybliża nas do tego, co nieuchronne. Czasami świadomie przyspieszamy tę chwilę, nie mogąc sobie poradzić z „kosmicznym bólem Ziemi”.

Śmierć jest częścią nas samych. Zabijamy zwierzęta, by zdobyć pożywienie. Te, żyjąc zgodnie z naturą, zabijają inne organizmy żywe, aby przeżyć. Procesy te zachodzą na naszej planecie w sposób „naturalny”, ale wraz z rozwojem technologii największy szkodnik tej planety – człowiek – zabija ją samą. Udowadnia to chyba tezę, że – czy nam się to podoba, czy nie – tworzymy cywilizację śmierci; jesteśmy jej częścią.

Przed wieloma laty, w innym wcieleniu swojego życia zawodowego, robiłem reportaż z bardzo nietypowego miejsca. Byłem w hodowli szczurów i myszy. Mówimy tu o miejscu narodzin i życia setek tysięcy tych stworzeń. Wszystkie żyły w supersterylnych warunkach – w czystości, cieple, pojone krystalicznie czystą wodą i karmione najzdrowszym dla nich pożywieniem, jakie człowiek potrafił stworzyć. Wiecie co cechowało wszystkie te istoty? Kompletny brak agresji. Można było wsadzić rękę do klatki z myszkami, by dosłownie w kilka sekund pokryła się ona dziesiątkami tych sympatycznych gryzoni. Nie przejawiały agresji i strachu przed człowiekiem. Nie drapały, nie gryzły. W identyczny sposób zachowywały się względem siebie. Były po prostu szczęśliwe. Według Arystotelesa, czemu dał dowód w „Zoologii”, to właśnie głód (rozumiany jako potrzeba zaspokojenia swojej podstawowej potrzeby) jest tym, co powoduje agresję, czyli swoiste wynaturzenie. Ale czy na pewno jest to wynaturzenie? Przecież opisane przeze mnie myszy żyły w warunkach dalekich od normalnych. Egzystując „w naturze” też zaczęłyby mordować, bo bez tego padłyby z głodu. Znowu dowód na cywilizację śmierci, której częścią jesteśmy.

Czas zakłócić tę gryzoniową sielankę i wyjaśnić, po co ktoś hodował setki tysięcy szczurów i myszy. Robił to oczywiście dla pieniędzy (by zaspokoić swoje daleko „niepodstawowe” potrzeby), a zarabiał na ich śmierci. Żywe zwierzaczki trafiały do ogrodów zoologicznych, żeby być pokarmem dla drapieżników, które nie mogą żywić się padliną (niektóre gatunki węży i ptaków). Cóż, żyły tylko po to, aby umrzeć zgodnie z logiką cywilizacji śmierci… Czy w kontekście tych obserwacji przykazanie „nie zabijaj” nie wydaje się po prostu głupie?

Kłam tym wątpliwościom powinna przynieść filozofia, opierająca się na pojęciach dobroci i miłości. Koncepcje takie, które z czasem zyskały tak wielką popularność, że przerodziły się w religie, opierają się jednak na strachu. I nie jest to strach przed śmiercią, lecz przed tym, co po niej może nastąpić. Celnie zdefiniował to prof. Leszek Kołakowski w „Odwet sacrum w kulturze świeckiej”: „Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę”.

Wędrówkę człowieka po „wieczności” religie dzielą na dwa okresy – ziemski i pozaziemski, gdzie momentem kluczowym jest śmierć. I nie dziwi to nikogo, prócz takich, którzy znów powiedzą swoje: tworzymy cywilizację śmierci. Żeby było przewrotniej, najwięcej ofiar śmiertelnych mają na sumieniach wyznawcy i piewcy wyższości jednej religii nad drugą. „Zorganizowana religia jest głównym źródłem zła na świecie: jest pełna przemocy, nielogiczna, nietolerancyjna, nierozerwalnie związana z takimi pojęciami, jak rasizm, ustrój plemienny czy bigoteria; zakorzeniona w ignorancji i wrogo nastawiona do wszelkich prób poznawczych, pogardliwa wobec kobiet i narzucana dzieciom” – uważa jeden z najwybitniejszych przedstawicieli tzw. nowego ateizmu Christopher Hitchens (w książce „Bóg nie jest wielki”). A jednak, zdając sobie sprawę ze zła, które płynie ze strony zorganizowanych systemów religijnych – z ich śmiercionośnego potencjału, nie tylko pozwalamy im trwać, ale pozwalamy się rozwijać, a nawet podporządkowywać im całe państwa. Czy nie jest to kolejnym dowodem na to, że żyjąc w cywilizacji śmierci, wszyscy jesteśmy niejako „zaprogramowani” na jej budowanie?

Jeśli mam w tych rozważaniach rację, dlaczego dziwi nas, że ludzkość trzebi jakiś koronawirus? Dlaczego zastanawiamy się nad tym, skąd się wziął? Jest i już. W jakimś stopniu ma naturę podobną do natury człowieka – jak może, to zabija. Po to żyje. Jest takim samym elementem składowym cywilizacji śmierci jak my.

Zakładając, że śmierć tworzy nasz świat i jest w nim tak naturalna jak ciemność nocy, ciepło Słońca, czy pazerność polskiego kleru, dlaczego boimy się konfrontacji z wirusem? Myślę, że nie z odpowiedzialności za bliskich czy innych podobnych powodów ze „sfery uczuć wyższych”. Strach przed nim podyktowany jest najprostszą z zakodowanych w nas cech – instynktem. Ten powoduje, że bezwiednie wykonujemy czynności niezbędne do życia. Kiedy jednak nie wiemy, co robić, bo nie widzimy zagrożenia, choć przeczuwamy, że ono istnieje – pojawia się strach. I ten właśnie strach stał się motorem naszej aktualnej aktywności. Nie twierdzę, że nie powinno go być – sam chętnie jeszcze pożyję. Ale z punktu widzenia logiki cywilizacji, jaką tworzymy, jest on irracjonalny.

Co więc zrobić, aby się go pozbyć lub chociaż go zminimalizować? Polecam powrócić to fragmentu powyżej, opowiadającego o szczęśliwym życiu myszy. Żyły w swoim raju, bo miały zaspokojone swoje główne potrzeby, przede wszystkim zaś potrzebę bezpieczeństwa. Może przedłużająca się bierność i izolacja każdego z nas to dobry czas na weryfikację naszych rzeczywistych potrzeb? Może powtórzenie sobie kilku pytań sprawi, że zapanujemy nad nim? Może spokój doda nam sił? Może przydadzą się one w konfrontacji z wirusem?

Pomyślcie o możliwości życia na innej planecie. Kogo chcielibyście na nią zabrać, jeśli mogłaby to być tylko jedna osoba? Jaki przedmiot zabralibyście ze sobą, lecąc w nieznane? I jakie wydarzenie w swoim życiu chcielibyście przed tą podróżą zmienić, jeśli dysponowalibyście taką mocą? A teraz znów pomyślcie: czy zmiana wydarzenia miałaby jakikolwiek sens? Czy ta niezbędna rzecz byłaby Wam na nowej planecie naprawdę potrzebna? No, to czego nam naprawdę brakuje, żeby przestać się bać…? Może tylko właściwego dystansu do świata?
Skoro jesteśmy elementem cywilizacji śmierci, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że nieustannie mutując, koronawirus zabije sam siebie. I bardzo szczerze życzę tego Państwu i sobie na tę długą majówkę.

Facebook Comments
Poprzedni artykułMagiczny stoicyzm
Następny artykułSekretarka Chrystusa
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).