Bezczelność katolickich duchownych obserwujemy na co dzień, jednak w dobie pandemii sięgnęła ona zenitu.

Codziennie jakaś parafia albo klasztor zwracają się o pomoc finansową. Dorośli mężczyźni i kobiety zazwyczaj w sile wieku jakoś nie mogą wpaść na pomysł by najzwyklej w świecie wziąć się do roboty. Wolą żebrać. W tym celu Opactwo Benedyktynów w Tyńcu (woj. małopolskie) założyło nawet specjalną stronę „wsparcie.benedyktyni.com”.

Opat tyniecki Szymon Hiżycki zwrócił się tam z prośbą o wsparcie finansowe klasztoru.
– Nasze przychody spadły niemal do zera. Tymczasem w dalszym ciągu jesteśmy obowiązani do wypłacenia pensji naszym pracownikom i regulowania rachunków – pisze duchowny, nie zdając sobie chyba sprawy z tego, że musi to robić każdy przedsiębiorca w naszym kraju. – My w Opactwie staramy się prowadzić normalne życie: nieprzerwanie modlimy się, pracujemy i studiujemy; sprawujemy Mszę Świętą i Liturgię godzin. Mimo to obecna sytuacja negatywnie odbija się na naszej (choć nie tylko naszej) płynności finansowej – pisze mnich.

Do końca kwietnia opactwo potrzebuje 80 tysięcy złotych! Zaś do końca czerwca – 240 tys. zł. Niezwyczajni do dzielenia się z owieczkami swoimi sprawami finansowymi duchowni tym razem uchylili rąbka tajemnicy. W „deklaracji wsparcia” zamieszczonej na stronie czytamy jakież to pilne cele benedyktyni dzięki przelewom 100, 50, 30 lub 20 zł zrealizują:
„Opactwo tynieckie przygotowuje się do swojego tysiąclecia w roku 2044. Do tego roku pragniemy:
– dokończyć rozpoczętą w roku 1947 odbudowę klasztoru
– udostępnić do zwiedzania najstarsze części opactwa
– utworzyć nowe muzeum ukazujące relikty i zabytki kultury z czasów początków państwa polskiego
– odtworzyć 300-letni ogród, herbarium z plantacją ziół leczniczych i klasztorną pasiekę
– powołać do życia Instytut Sztuki Sakralnej, którego misją będzie troska o piękno architektury i sztuki kościelnej” – czytamy przecierając oczy ze zdumienia.

Jak się okazuje mnisi zebrali już 33 tys. zł. Tak więc „proście a będzie Wam dane” sprawdza się w polskim Kościele jak zawsze.

Facebook Comments
Poprzedni artykułKwarantanna nieliczona
Następny artykułPell uniewinniony
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).