Bezdomność śmierdząca statystycznie

To żadne odkrycie, że na pomaganiu najlepiej wychodzi pomagający.

Od dobrych paru lat zimą w każdym roku nieparzystym ministerstwo od polityki społecznej liczy bezdomnych. Spisują ich strażnicy miejscy, policjanci, pracownicy ośrodków pomocy społecznej i centrów zarządzania kryzysowego, a także pracownicy organizacji pozarządowych i wolontariusze.

Kontener zbliża

W tym roku inwentaryzacja odbywała się w noc przed walentynkami. Dlatego następnego wieczoru, kiedy w altance na śmieci spotkałem dwóch jegomości segregujących to, co wyrzucili mający gdzie mieszkać, pozwoliłem sobie zagaić:
– Daliście się wczoraj panowie spisać?
– A dlaczego?
– Bo spisywali bezdomnych?
– Ale my nie jesteśmy bezdomni. Mamy domek na przedmieściu.
– A, to przepraszam.
– No dobra, jesteśmy. Ale poczęstuj pan fajką. Mieszkamy we czterech w opuszczonej chałupie. Psy i straż o nas nie wiedzą. I dobrze.
– A o tym spisywaniu słyszeliście?
– Waldek coś kiedyś wspominał, bo raz go wypytywali. Ale może pan z nim pogadać, bo teraz z kolegą robią tamte kontenery.
„Tamte kontenery” były na drugim końcu osiedla. Pan Waldek właśnie analizował zawartość pojemnika z napisem „Szkło”.
– Ze dwa lata temu strażnik prosił, żebym skrzyknął kolegów i żebyśmy byli w takim domku na działkach, bo chcieli nas pospisywać. Jakiś rozkaz taki dostali. I obiecywali, że jak będziemy i wypełnimy im tabelki, to miasto dostanie więcej na bezdomnych.
– To fajnie chyba?
– Chuj tam fajnie, niech spierdalają. My tu mamy wszystko. Z kontenerów mamy na fajki, flaszkę i jedzenie. Na gaz do butli też mamy. A psy i inni lepiej jak są daleko…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 9/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *