Pandemia uczy, że nie jesteśmy jedynymi i wszechwładnymi panami tego świata.

Trudno uciec od tematu COVID-19. Wywołuje on również refleksje niezwiązane bezpośrednio z chorobą. Zaczęliśmy zwracać baczniejszą uwagę na to, co dzieje się wokół nas – co nas otacza i jak to się zmienia. I ogarnęło nas zdziwienie wobec dziwnych sytuacji, które wydawały nam się zwyczajną częścią otaczającej nas rzeczywistości.

Zadziwił nas pusty plac w centrum Watykanu, który wpisał się w naszą normalność, mimo że ta część świata była daleka od jakiegokolwiek racjonalizmu. Przywykliśmy do obrazu tłumów wiwatujących na cześć religijnego przywódcy, a ich brak uznaliśmy za nienormalność. I nagle dziwne nam się wydało, że obok pana ubranego w tradycyjny biały strój nie gromadzą się jego wierni, chcący wypowiadać nieustannie te same modlitewne formułki do pozaziemskich istot i przepraszać za domniemane grzechy. Brak podobnych obrazków wydaje nam się czymś szokującym, gdyż przywykliśmy do rzeczy dziwnych, nie zdając sobie sprawy z ich dziwności. Do okadzania obrazów, produkowania świętej wody czy też kawałkowania zwłok i wystawiania ich w szklanych pojemnikach. To właśnie była ta „normalność”, która nas otaczała. A dzisiaj, kiedy widzimy w mediach, że woda w kanałach weneckich staje się czystsza, że jelenie chodzą po centrach miast i że powietrze stało się bardziej przezroczyste, uważamy to za coś odbiegającego od normy.

Czas pandemii pokazał, że przyroda nie koncentruje się tylko na ludzkim gatunku, pomimo religijnych przekonań, że jako ludzie jesteśmy wyjątkowi i jedyni, a natura sobie bez nas nie poradzi. Tymczasem okazuje się, że jednak jest inaczej. Dzięki lub raczej za pomocą zbiorowej bezczynności ludzi i „zamrożenia” gospodarki okazało się, że natura może funkcjonować dobrze, a nawet lepiej bez ludzkiej ingerencji. Można dziś zweryfikować religijny pogląd, że to człowiek jest panem przyrody, gdyż ponoć został „stworzony na boskie podobieństwo”, a w książce, którą ponad miliard ludzi uważa za świętą księgę, jest napisane: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”.

Dla wielu wierzących słowa te oznaczają, że można ziemię zadeptać, a zwierzęta bezkarnie mordować. I to nawet w sposób, który pasuje do morderców, a nie do przepełnionych miłością wyznawców Boga. To człowiek w imię swoich nienormalnych idei wprowadził „ubój rytualny”, który jest sprzeczny nie tylko z szeroko pojętymi prawami zwierząt do humanitarnej i bezbolesnej śmierci. Nadał sobie sam lub uznał, że istoty nie z tego świata nadały mu prawo torturowania zwierząt. I to też uznaliśmy jako ludzie za normalność.

Jeszcze niedawno pan biskup Jędraszewski zechciał wypowiedzieć swoje „złote myśli” na temat ekologii, co zrobił w przerwach między tradycyjnymi atakami na gender i LGBT: „Ekologizm to zjawisko bardzo niebezpieczne. To jest sprzeczne z tym wszystkim, co jest zapisane w Biblii począwszy od Księgi Rodzaju, gdzie jest wyraźnie mowa o cudzie stworzenia świata przez Boga”.

Nie były to jedynie przemyślenia jednego z wielu hierarchów, gdyż inni mu wtórowali: „Jako biskupi zgromadzeni na spotkaniu świątecznym solidaryzujemy się z Tobą wobec krzywdzących ataków, jakie musi znosić obrońca prawdy ewangelicznej. Zawsze godną chwały jest rzeczą opowiadanie się po stronie antropologii chrześcijańskiej, która w człowieku widzi obraz samego Boga”.

I nagle się okazało, że pandemia spowodowała strach przed naturą, która była ludziom ponoć dana. Do współczesnego odbiorcy przebiły się informacje, że to nie my, ludzie, jesteśmy jedynymi panami tego świata. Koronawirusa powiązano z nietoperzami, poprzednia epidemia, SARS, miała związek z cywetami. WHO ostrzegała, że nawet 70 proc. spośród odkrytych w ciągu ostatnich 50 lat groźnych chorób zakaźnych przeniosło się na człowieka od zwierząt. Wliczając w to nie tylko ptasią czy świńską grypę, ale chociażby wirusa HIV.

Kolejną korzyścią, jaką spowodował przyjęty w Chinach zakaz handlu i spożywania dzikich zwierząt, jest wprowadzenie zakazu polowania na te zwierzęta i surowych sankcji wobec kłusowników. A to przecież kłusownicy są odpowiedzialni w dużym stopniu za trzebienie zagrożonych gatunków.

I o ile w dalekich Chinach państwo doceniło zagrożenie związane z dzikimi zwierzętami, o tyle w bliższej nam Hiszpanii obywatele sami docenili znaczenie zwierząt… tym razem domowych.

W ramach ograniczeń związanych z epidemią wprowadzono tam zakaz wychodzenia z domów, poza uzasadnionymi przypadkami, do których należał… spacer z psem. I oto na portalach internetowych pojawiły się… oferty wypożyczania psów na godziny. W cenie od 5 do 25 euro można znaleźć „grzeczne” psy, duże, małe i średnie, z dowozem do domu, aby legalnie wyjść na codzienny spacer. „Możesz obejść nakaz zamknięcia i wyjść na ulicę, nie narażając się na kary” – jak czytamy w jednym z ogłoszeń. Pewien Hiszpan wyszedł na spacer z… pluszowym psem, co rozbawiło nawet policję.

Kiedy na jednym z katolickich portali czytam, że „choć jedna z chrześcijańskich legend o św. Rochu przekonuje, że wszedł on do nieba wraz ze swoim ukochanym psem, to trzeba powiedzieć, że w niebie nie będą nam potrzebne już żadne stworzenia, także nasi czworonożni przyjaciele. Niczego nie będzie nam brakowało, ani niczego nie będziemy potrzebować, bo otrzymamy zbawienie od Boga”, to mam wrażenie, że katolicy nie wiedzą nawet, jak szybko mogą przenieść się do swojego nieba za ignorowanie natury. Wierząc w tak zwaną duszę, powinni zadać sobie pytanie, kto tak naprawdę ją posiada.

Facebook Comments
Poprzedni artykułOstrzeżenie z Paragwaju
Następny artykułŁódzka kuria znowu w akcji
Dariusz Kędziora
Jest dziennikarzem i tłumaczem. Zajmuje się przede wszystkim sprawami światopoglądowymi – komentując i oceniając je z ateistycznego punktu widzenia, co w kraju zdominowanym przez religijną większość nie jest częste. Jest prezesem Koalicji Ateistycznej – organizacji, która zabiega o prawa osób niewierzących, a także członkiem założycielem Kongresu Świeckości, grupującym większość organizacji, które stawiają sobie za cel realizację postulatów budowy świeckiego państwa. Jest absolwentem Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie i jej byłym wykładowcą (Otwarty na długie dyskusje światopoglądowe, nawet jeśli nie uda się ich zakończyć konsensem – przyp. red.).