Pogłoski o bogactwie Watykanu są mocno przesadzone – twierdzi dziennikarz Mimmo Muolo, który w książce „Pieniądze Kościoła” rozprawia się z kilkoma „mitami” o zasobności Stolicy Apostolskiej. Jej publikacja zbiegła się z ujawnieniem nowych informacji o aferze wokół Fundacji Papieskiej, uderzającej w dobre imię Franciszka.

– Ludzie uważają, że Watykan skrywa nieprzebrane bogactwa. To nieprawda – stwierdza Mimmo Muolo, dziennikarz dziennika „Avvenire”, organu prasowego Konferencji Episkopatu Włoch. W nowej książce „Pieniądze Kościoła: bajkowe bogactwo i ewangeliczne ubóstwo” tłumaczy, że papież nie śpi na złocie, a organizacje i jednostki kościelne miewają deficyty budżetowe. Czy Kościół naprawdę ledwo wiąże koniec z końcem?

Jak mysz papieska

Muolo przyznaje, że do napisania książki skłoniły go ataki medialne, dotyczące rzekomego żerowania Kościoła na zasiłkach wypłacanych imigrantom przez państwo włoskie. Jako właściciel przytułków, jadłodajni i ośrodków opieki, Kościół miał zgarniać ich lwią część. Dyskusja na ten temat pogorszyła i tak złą prasę Watykanu, związaną z aferą pedofilsko-rozporkową, której ogniska od sierpnia ubiegłego roku wybuchają w kolejnych krajach.
Muolo twierdzi, że zalewa go krew, kiedy słyszy o nieprzebranych bogactwach Stolicy Apostolskiej. Mówi, że to szkodliwy mit, biorący się z niewiedzy katolików na temat instytucji, do której przynależą.
– W zbiorowej wyobraźni Kościół jest utożsamiany z Watykanem. Wszyscy odwołują się do papieża, kardynałów. W rzeczywistości to, co nazywamy Watykanem (który obejmuje zarówno terytorium miasta-państwa, jak i Stolicę Apostolską – oddzielne jednostki, choć połączone pod względem funkcjonalnym) jest tylko częścią Kościoła, i to względnie niewielką – podkreśla dziennikarz.
W książce podejmuje się on karkołomnego zadania, jakim jest wyjaśnienie laikom, w jaki sposób finansowany jest Kościół i jakie zasoby posiada Watykan. Rozprawia się też z kilkoma mitami. Jak przyznaje, odkrył z zaskoczeniem, że wielu ludzi jest przekonanych, iż szeregowi księża otrzymują „wypłatę” ze Stolicy Apostolskiej. W rzeczywistości jest niejako na odwrót i to procent pieniędzy z parafii, poprzez diecezje, zasila papieski skarbiec.
– To nieprawda, że Watykan jest superbogaty i finansuje podlegające mu jednostki. Nie! Watykan jest biedny (sic!) i utrzymywany przez konferencje episkopatów z całego świata – mówi Muolo, podkreślając, że w 2018 r. składka włoskich biskupów z tego tytułu wyniosła ok. 4 mln euro. – Watykan prawie nic nie produkuje. Nie ma tam rolnictwa, przemysłu, a ilość świadczonych usług jest ograniczona. Utrzymuje się więc dzięki dotacjom z diecezji, datkom wiernych oraz sprzedaży biletów do muzeów czy ogrodów. Kolejna forma zarobku to błogosławieństwa udzielane przez papieża, jednak zysk z nich trafia do biednych – dodaje autor.
Wyrazem owej watykańskiej skromności, opartej na ewangelicznym nakazie dystansowania się od wartości materialnych, jest niepobieranie przez papieża wynagrodzenia za pełnioną funkcję. Jest on de facto monarchą absolutnym, do którego należy wszystko w państwie, ale który nie posiada nic na własność – tłumaczy Muolo. Mimo to Ojcu Świętemu zapewniane są wszystkie niezbędne środki do życia i działalności. Ich dostarczanie to jedno z zadań APSA (Administracji Dóbr Stolicy Apostolskiej) – urzędu łączącego funkcje skarbca i banku centralnego, zapewniającego fundusze dla Kurii Rzymskiej.

Pietą nikt się nie naje

Muolo pisze również, że nieprawdziwe są pogłoski o liczbie lokali i nieruchomości posiadanych przez Watykan. Co prawda na terenie miasta oraz w Castel Gandolfo mieści się około 1 800 mieszkań, jednak są wynajmowane pracownikom administracji papieskiej za niewielkie pieniądze. Druga sprawa to zgromadzone w Watykanie dzieła sztuki, które, chociaż bezcenne, nie składają przecież złotych jaj.
– Dzięki nim Watykan jest w stanie pomagać biednym. Duża część jego budżetu pochodzi od ludzi odwiedzających muzea albo bazylikę św. Piotra. Pieta watykańska Michała Anioła, czy inne arcydzieła, generują zysk w dłuższych okresach, jeżeli udostępnia się je zwiedzającym. To lepsze rozwiązanie niż sprzedawanie dzieł i przekazywanie pieniędzy biednym – tłumaczy.
Skoro Watykan „cienko przędzie”, skąd wzięły się pogłoski o jego skarbach? I co z księżmi, pławiącymi się w luksusach?
– Rzeczywiście, jeżeli spojrzymy na Kościół jako całość, może się wydawać, że to ogromny organizm, wypełniony dobrami i pieniędzmi. Gdy przeprowadzimy dogłębniejsze analizy, okaże się jednak, że wiele nieruchomości (np. miejsca kultu) jest nieproduktywnych pod względem ekonomicznym, bowiem jedynie pochłaniają środki, np. na konserwację i utrzymanie – tłumaczy dziennikarz.
Jego książka omija jednak wiele niejasnych i niewyjaśnionych kwestii, jak np. watykańskie inwestycje oraz rzeczywista liczba nieruchomości posiadanych przez Kościół i podległe mu instytucje, które (według szacunków Business Insider) czynią z papieża trzeciego właściciela ziemskiego na świecie, po Elżbiecie II i królu Arabii Saudyjskiej. Ich wynajem i dzierżawa przynoszą krocie. Oprócz tego budżet Stolicy Apostolskiej zasilany jest bezpośrednimi wpłatami od wiernych w postaci świętopietrza, rocznie przynoszącego kilkadziesiąt milionów dolarów (w rekordowym 2002 r. wierni wpłacili w ten sposób ponad 100 mln dolarów).
Zdecentralizowanie finansów Kościoła utrudnia oszacowanie jego dochodów. Dodatkowo diecezje i archidiecezje cieszą się dużą swobodą ekonomiczną. Niektóre, jak kolońska czy chicagowska, wyrosły na prawdziwych krezusów. Wartość majątku tej pierwszej w postaci papierów wartościowych była szacowana w 2013 r. na 2,3 mld euro, zaś nieruchomości (w tym m.in. szkół i centrów konferencyjnych) na 650 mln euro.

Haracz dla papy

Książka Muolo nie ukazała się przypadkowo. W czerwcu br. portal Catholic Herald opublikował artykuł „Następną aferą kościelną będą pieniądze”, sugerując, że po aferze pedofilskiej Kościół będzie musiał zmierzyć się z krytyką, związaną z niejasnym stanem finansów i defraudacjami, jakich dopuścili się niektórzy księża. Jeden z najgorętszych obecnie wątków dotyczy Michaela J. Bransfielda, byłego biskupa Wheeling-Charleston, przywłaszczającego fundusze, jakie diecezja czerpała m.in. z pól roponośnych. Nie tylko prowadził on wystawny tryb życia i zamawiał codziennie świeże kwiaty do swojego gabinetu, ale również wspierał znajomych księży wysokimi datkami. Jednym z nich był abp William Lori, którego (co najzabawniejsze) Watykan wyznaczył do zbadania sprawy bp. Bransfielda. Po nagłośnieniu afery obdarowani zobowiązali się, że pieniądze zwrócą.
– Bp Bransfield to doskonały przykład na istnienie czegoś, co nazywam „skorumpowaną mafią gejowską” rządzącą Kościołem – powiedział największy wróg Franciszka kard. Carlo Maria Viganò.
Lubiący luksus hierarcha okazał się czubkiem góry lodowej. Zarówno on, jak i oskarżony o pedofilię i usunięty z kolegium kardynałów w otoczce wielkiego skandalu Theodore McCarrick byli głównymi graczami w amerykańskiej Fundacji Papieskiej – założonej w 1988 r. w celu wspierania inicjatyw Ojca Świętego. Wśród różnego rodzaju niejasności związanych z jej funkcjonowaniem wyszła na jaw sytuacja z 2017 r., kiedy kard. Donald Wuerl, przewodniczący fundacji, zlecił przekazanie 25 mln dolarów (największej z wypłaconych dotąd kwot) na szpital Istituto Dermopatico dell’Immacolata w Rzymie. Okazuje się, że zadłużona na miliard dolarów placówka, prowadzona przez zgromadzenie koncepcjonistów, znana była z marnotrawienia publicznych środków oraz oszustw podatkowych, za które w 2013 r. aresztowano trzech kierujących nią duchownych. Od tego czasu instytut znajduje się pod bezpośrednią kuratelą Stolicy Apostolskiej. Wuerl, były metropolita waszyngtoński, miał przekonać do wpompowania w nią funduszy radę fundacji, rzekomo na osobistą prośbę papieża Franciszka. W rzeczywistości – jak sugeruje Catholic Herald – był to rodzaj haraczu dla Watykanu za pobłażliwsze potraktowanie pedofila McCarricka i niewtykanie nosa w inne śmierdzące sprawy amerykańskiego Kościoła.
Przekazanie 25 mln dolarów źle zarządzanemu szpitalowi wywołało skandal, tym bardziej że Fundacja Papieska odmówiła wcześniej wsparcia Instytutu Badań Medycznych im. JP2 w Iowa City kwotą 150 tys. dolarów (pieniądze miały być przeznaczone na rozwój badań nad chorobą Alzheimera). Sprawa nadal jest w toku, jednak kładzie się głębokim cieniem na autorytecie Franciszka, który – jak podkreśla Muolo – daje żywy przykład na chęć powrotu do skromnego Kościoła.

Facebook Comments