Diecezja Buffalo przechodziła w minionym roku trzęsienie ziemi.

Biskup Malone bronił jak lew oskarżonych o przestępstwa seksualne księży, a potem bronił siebie samego przed oburzonymi wiernymi, którzy chcieli go wysiudać. Papież przysłał na inspekcję biskupa Brooklynu Di Marzio, który wkrótce potem sam został oskarżony o molestowanie… W końcu Franciszek miał tego cyrku po dziurki w nosie i oznajmił Malone, że wysyła go na emeryturę. Zwierzchnikiem diecezji mianowany został biskup Edward Scharfenberger. Wydawało się, że nadchodzi czas spokoju.

Lecz spokój w Kościele może być tylko pośmiertny. Świeżo upieczony zwierzchnik diecezji od początku wprawił wiernych we wściekłość, której poziom każe podziwiać jego kwalifikacje do prowokowania. Otóż Scharfenberger urządził mszę, do udziału w odprawianiu której zaprosił wyrzuconych wcześniej pedofilów. Zorganizowanie mszy biskup zlecił prałatowi Robertowi Zapfelowi z parafii św. Leona w Amherst. Jednym z zaproszonych gości był seryjny pedofil ks. Thomas Gresock. Ks. Zapfel prowadził wcześniej dochodzenie w sprawie jego przestępstw i uznał zarzuty za wiarygodne. (Nawiasem pisząc, wśród zaproszonych były znajomo brzmiące nazwiska: wielebni Mark Wolski i Fabian Maryanski). Owczarnia dowiedziała się o mszy i dostała piany. Szczególnie ofiary kapłańskich zabaw.

Początkowo purpurat grał zdumienie. Jak to? O co chodzi? Przecież msza była prywatna. Ponadto „Kościół ze swej natury jest kościołem grzeszników”. W końcu biskup wystąpił z przeprosinami. Ale – jak przystało na kościelnego funkcjonariusza – były to przeprosiny umowne. Hierarcha zaraz bowiem dodał, że pedofile są wciąż członkami kościelnej rodziny. „Głęboko ubolewam nad bólem ofiar, ale księża, którzy nie cieszą się w diecezji dobrą opinią, w myśl prawa kanonicznego mają prawo odprawiać msze prywatnie”. Trzeba by się bardzo starać, by mocniej wkurzyć poszkodowanych…

Przyczyniły się do tego i inne decyzje biskupie. By wywinąć się od płacenia wysokich odszkodowań, Scharfenberger ogłosił bankructwo, więc ofiarom wypłaci się grosze. Biskup zapowiedział w styczniu, że wszyscy molestowani przez księży będą mieli wgląd w archiwa kościelne, w zapisy dotyczące ich ciemiężycieli. Kiedy pierwsi chętni zgłosili się, by z tej łaskawości biskupiej skorzystać, zderzyli się z murem. Kościelni urzędnicy mieli najwyraźniej przykazane, by studiowanie akt maksymalnie utrudnić. Żeby się ludziom odechciało tropić diecezjalne sekrety. Indagowany przez reportera, dlaczego poszkodowani nie mogą po prostu przyjść do diecezji i przeczytać, co ich interesuje, dlaczego pogłębiać ich stres emocjonalny, Scharfenberger odpowiedział w swoim stylu: „Musimy mieć pewność, że to są ludzie, którzy mają prawo dostępu do akt, że nie przeczytają czegoś o innych ofiarach, które sobie tego nie życzą. Niektóre z tych akt są poufne i prawnie nie możemy ich udostępnić”.

Kościelny torreador tak zręcznie wywija czerwoną płachtą, że owieczki mają darmową corridę. Szkoda, że zamiast siedzieć na trybunach, występują w roli byków.

Facebook Comments