O ile XVI wiek był określany mianem „złotego wieku” polskiej tolerancji, to XXI ma szansę przejść do historii jako czas nienawiści i prześladowań.

Choć pamiętamy o pogromach Żydów i getcie ławkowym, nie znaczy to, że obecnie jesteśmy narodem tolerancyjnym. Sytuacja jest naprawdę przerażająca.

Jedną z najbardziej znienawidzonych w Polsce grup są wyznawcy islamu. Według sondażu IBRiS przygotowanego na zlecenie „Rzeczpospolitej”, aż 35,5 proc. Polaków byłoby niezadowolonych, gdyby w ich sąsiedztwie zamieszkała rodzina muzułmańska. To jednak nie wszystko – aż 39 proc. respondentów uznało, że nie zaakceptowałoby związku córki/syna z muzułmaninem/muzułmanką. Islamofobia nad Wisłą jest o tyle niezrozumiała, że przeciętny Polak nigdy nie miał styczności z wyznawcą religii proroka; dane GUS z 2011 r. wskazują, że muzułmanie stanowią 0,013 proc. populacji Polski. Paradoksalnie, śladowa obecność muzułmanów jest być może jednym z czynników potęgujących islamofobię. Polacy, nie mając do czynienia z przybyszami z innych krajów, nie rozumieją ich zwyczajów i ich dehumanizują. W oczach wielu są „ciapatymi”, „kozojebcami” i „terrorystami” – negatywny stosunek do nich deklaruje 44 proc. społeczeństwa.

Niewierni „ciapaci”

Sporo o skali nienawiści w Polsce mówi „Brunatna księga” Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”. Dla prymitywnych rasistów muzułmaninem jest każda osoba o ciemniejszym kolorze skóry. 31 grudnia 2016 r. neonaziści zdemolowali indyjską restaurację w Lubinie; na ścianach budynku pojawiły się napisy: „Fuck islam” i „Fuck Allah”. Sprawcy nie zdawali sobie sprawy, że osoby prowadzące restaurację, nie mają z islamem nic wspólnego. Islamofobia stanowiła tu zasłonę rasizmu, który jest poglądem bardziej ukrywanym. Kilka dni po tym ataku nieznany sprawca wybił szybę w witrynie wrocławskiego lokalu prowadzonego przez Kurda. Atak miał islamofobiczne podłoże, choć właściciel znowu nie był muzułmaninem.

Troglodyci nie mają skrupułów, żeby atakować kobiety i niemowlęta. Na początku sierpnia br. oszołom zaatakował w Rzeszowie 22-letnią muzułmankę i jej trzymiesięczne dziecko. Pokazywał gest „Sieg Heil” i wykrzykiwał „White power”, choć napastowana przez niego kobieta była białą Polką. Napastnik wulgarnie lżył dziewczynę i groził śmiercią jej dziecku. Żaden ze świadków nie zareagował i nie stanął w obronie rodziny. Do zdarzenia doszło w biały dzień…

Islamofobia jest tak powszechna, że stała się naszym towarem eksportowym. W 2017 r. angielska policja zatrzymała Marka Z., który w specyficzny sposób świętował rocznicę referendum brexitowego. Zwolennik „Britain First”, najpierw pobił swoją żonę, następnie zabrał z domu nóż i ruszył do centrum handlowego. Po przybyciu na miejsce wykrzykiwał „White Power” i wykonywał saluty rzymskie. Po krótkim występie wsiadł do samochodu i usiłował rozjechać pracownika azjatyckiej restauracji. „Akcja” się nie powiodła – Polak był tak pijany, że zamiast w Azjatę, trafił w ścianę lokalu. Zamroczony alkoholem narodowiec tłumaczył policjantom, że chciał dojechać do meczetu i zaatakować modlących się tam ludzi.

Wiele o zdolnościach intelektualnych islamofobów mówi także incydent z Krasnegostawu, gdzie napadnięto egipskiego chrześcijanina. „Byli bardzo agresywni. Powiedzieli, że jestem islamistą, Arabem. Pokazałem im krzyż, który noszę, i powiedziałem, że jestem chrześcijaninem, wtedy jeden z mężczyzn go opluł i rzucił się na mnie z pięściami” – opowiadał Kopt.

Naród Maryi i Jezusa

Polakom przeszkadza nie tylko religijna odmienność, część jest również uprzedzona do innych narodów. Poziom sympatii wobec innych nacji został zbadany przez CBOS na początku ubiegłego roku. Okazało się, że Polacy coraz mniej lubią… wszystkich. Najmniej lubianymi narodami są Arabowie (62 proc. niechęci), Romowie (59 proc.), Rosjanie (49 proc.), Niemcy (36 proc.) i Żydzi (33 proc.). Efekty przynosi nacjonalistyczna propaganda rządu wymierzona w uchodźców, „Rusków” i „Szkopów”. Należy przy tym zaznaczyć, że ataki na osoby pochodzenia rosyjskiego i niemieckiego stanowią zdecydowaną mniejszość incydentów na tle ksenofobicznym. O wiele bardziej narażone są osoby o innym kolorze skóry (określane przez rasistów mianem „czarnuchów”, „asfaltów” i „bambusów”), które nigdy nie są uwzględniane w tego typu badaniach.

W kwietniu br. w centrum Warszawy został pobity 51-letni Kongijczyk. Sprawcami byli 21- i 22-latek; starszy był wcześniej karany za propagowanie faszyzmu – mężczyzna miał wykonywać gest „Heil Hitler”. W listopadzie 2018 r. w jednym z wrocławskich klubów fitness zaatakowany został czarnoskóry obywatel Angoli; rasista najpierw zwyzywał go od „czarnuchów”, a następnie kilkukrotnie uderzył pięścią w twarz. „Ty czarna małpo wracaj do Afryki” – wrzeszczał. Niebywałe pokłady agresji wzbudziła w nim prośba Afrykańczyka, który poprosił go o zwolnienie miejsca na ławeczce do ćwiczeń.

Rasistowskie napaści często są efektem… pomyłki. We Wrocławiu został pobity trzydziestokilkuletni Chilijczyk, którego agresor wziął za Syryjczyka; napad był efektem antyuchodźczej polityki PiS i nienawistnej indoktrynacji ze strony organizacji skrajnie prawicowych. Pobity Latynos miał ciemne oczy i oliwkowy kolor skóry; to wystarczyło, żeby uznać go za przybysza z Bliskiego Wschodu.
Z „uchodźcami” często mylone są również osoby pochodzące z Indii. Na początku tegorocznych wakacji w jednym z trójmiejskich pociągów pobito 24-letniego Subhankara, studenta Politechniki Gdańskiej. Miesiąc wcześniej do podobnego napadu doszło w parku w Aleksandrowie Łódzkim; ksenofob zaatakował 26-letniego Hindusa, skatowany mężczyzna stracił przytomność. Równie tragicznie zakończył się wieczór trzech obywateli Indii, którzy szli do hostelu położonego na jednym z łódzkich osiedli. Drogę zagrodziło im czworo dwudziestokilkulatków, którzy napadli na nich z okrzykiem „Jebać ciapatych!”. „Patrioci” dosłownie zmasakrowali cudzoziemców. Dostało się również świadkowi zdarzenia, który stanął w obronie obcokrajowców. Zdarzenie miało miejsce na początku kwietnia tego roku.

Wiele wskazuje na to, że stolicą polskiego faszyzmu jest Białystok. Pełną parą działają tam neonazistowsko-kibolskie bojówki, atakujące mniejszości narodowe. Skini upodobali sobie w szczególności osoby o czeczeńskich korzeniach. W 2013 r. przez miasto przeszła fala rasistowskich ataków, wymierzonych w imigrantów z Kaukazu. W jednym z nich ucierpiało 7-letnie dziecko – 23-letni Polak uderzył chłopca w twarz, a następnie groził jego matce śmiercią. W tym samym roku rasiści podpalili drzwi mieszkania zajmowanego przez pochodzącą z Kaukazu rodzinę. Innym razem wybili szybę w mieszkaniu Czeczenów, szkło nieomal zabiło będącego w lokalu niemowlaka.

Otwarci inaczej

Co ciekawe, według badań jesteśmy otwarci na Ukraińców. Aż 52 proc. Polaków wyraża sympatię wobec przybyszów zza wschodniej granicy, podczas gdy 12 proc. jest im niechętna. Czy rzeczywiście tak jest? Trudno powiedzieć, zważywszy na ogrom ukrainofobicznych treści udostępnianych w internecie. Bracia Słowianie są w nich określani mianem „UPAińców”, „banderowców”, „bandersynów” i „kacapów”. W antyukraińską propagandę angażują się organizacje nacjonalistyczne, uważające imigrantów za zagrożenie dla monoetnicznego, monokulturowego i monoreligijnego charakteru Polski. Prym w ukrainofobii wiedzie Falanga, która – zdaniem swoich krytyków – znajduje się „na smyczy Kremla”. Bojówkarze organizacji wiązani są z podpaleniem siedziby Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej w ukraińskim Użhorodzie; atak miał doprowadzić do skłócenia Ukrainy z sąsiadami i podsycenia wzajemnych uprzedzeń.

We wrześniu 2018 r. ONR-owcy zorganizowali we Wrocławiu pikietę „informacyjną” poświęconą Ukraińcom w Polsce. W jej trakcie skandowano m.in. „Ukraińcy, won z Polski”, „Nikt was w Polsce i we Wrocławiu nie chce” i „Polska dla Polaków”. Prawicowi radykałowie twierdzili potem, że zgromadzenie nie miało na celu nawoływania do nienawiści…

Propaganda ultraprawicy bez wątpienia przyczynia się do bezpośrednich ataków fizycznych. W lipcu br. na ul. Wolskiej w Warszawie bandyci wrzucili butelkę z benzyną do mieszkania zamieszkanego przez gości ze Wschodu – na szczęście obyło się bez tragedii. Lokatorzy mieszkania po wyjściu na klatkę schodową ujrzeli napisy „Won z Polski”, „Bydlaki” i obelżywe określenia, które miały jednoznacznie ukrainofobiczny charakter. W narodzie żywe jest przekonanie o polskości zachodnich ziem Ukrainy; na Facebooku roi się od stron, takich jak „Lwów Zawsze Polski” (11 tys. polubień), „Polski Lwów” (8 tys.) czy „Lwów Znów Polski” (1,6 tys.).
Megalomania i chęć budowy tzw. Wielkiej Polski są wszechobecne wśród prawicowych internautów.

Sentyment do dawnych Kresów Wschodnich wiąże się również z niechęcią do Litwinów. Kilka lat temu popularność zdobył niszowy projekt „Wileńska Republika Ludowa”, jawnie odwołujący się do prorosyjskich ruchów separatystycznych na Ukrainie. Dużym zainteresowaniem cieszą się na Facebooku portale antylitewskie i mocarstwowe, do których zaliczyć można „Wilno jest Polskie” (15 tys. lajków), „Polskie Wilno” (2,5 tys.), „Odzyskać Kresy Wschodnie” (2,4 tys.) czy „Kresy Wschodnie” (13 tys.). Przywołane serwisy popularnością ustępują jedynie swoim islamofobicznym odpowiednikom, z których największy grupuje ponad 300 tys. fanów („Nie dla islamizacji Europy”).

Jezus – TAK, Żydzi – NIE!

Narodowość żydowską deklaruje w Polsce 2 488 osób (ok. 0,007 proc. obywateli). Mimo to wielu Polaków uważa, że Żydzi sprawują w naszym kraju realną władzę i obsadzają większość kierowniczych stanowisk w największych przedsiębiorstwach i bankach. W internecie możemy znaleźć m.in. „Listę prawdziwych żydowskich nazwisk tzw. polskiej elity”, „Listę Żydów w Polsce” i „Listę żydów podszywających się pod Polaków”.

W prawicowej sieci popularnością cieszy się teoria spiskowa zakładająca, że w Polsce jest tak naprawdę sześć milionów „ukrytych Żydów”, sterujących resztą współobywateli. Z lektury treści tych portali możemy się również dowiedzieć o żydowskich planach eksterminacji białych, których autorem jest finansista George Soros (ten sam, który rzekomo sponsoruje antypisowską opozycję). Przeglądając nacjonalistyczne strony internetowe, można odnieść wrażenie, że przenieśliśmy się w czasie i czytamy właśnie polskojęzyczną edycję „Der Stürmera” (niemieckie pismo faszystowskie, propagujące chorobliwy antysemityzm).

Antysemityzm w wielu kręgach nie budzi zgorszenia. Jednym z miejsc, gdzie jest on tolerowany, jest podkarpacki Pruchnik – w miejscowości tej kilka miesięcy temu urządzono publiczny festyn, w którego trakcie bito, a następnie spalono kukłę Żyda. W ksenofobicznym i prymitywnym spektaklu uczestniczyły dzieci. Doświadczenie z paleniem podobizn Żydów ma również Wrocław. W listopadzie 2015 r. grupa Piotra Rybaka spaliła kukłę Żyda trzymającego flagę Unii Europejskiej. Antysemici wykrzykiwali przy tym buńczuczne frazesy, takie jak: „Polska dla Polaków” i „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Rybak otrzymał wyrok, ale nie zraziło go to do kontynuowania nienawistnej działalności. W styczniu br. wygolony na łyso narodowiec poprowadził do Auschwitz grupę około 50 nacjonalistów; banda zorganizowała antysemicką pikietę pod… bramą byłego obozu, wykrzykując m.in.: „Czas uwolnić Polskę od żydostwa”. Zdjęcia z demonstracji obiegły media na całym świecie.

Rosnący antysemityzm prowokuje do aktów agresji. We wrześniu ubiegłego roku agresorzy wybili szybę w gdańskiej synagodze; tylko przypadek sprawił, że kamień nie uderzył żadnego z wiernych. W poszukiwaniu kolejnych przykładów antysemityzmu nie trzeba wybiegać daleko, wiele z nich miejsce miało w tegoroczne wakacje. W sierpniu w Tarnowie pojawiły się napisy informujące przechodniów o tym, że „Żydzi jedzą dzieci”, w Łodzi z kolei powstało „monumentalne” graffiti z hasłem „ŁKS Łowcy Żydów”. O ile w pierwszym przypadku bohomaz zamalowali mieszkańcy, to w drugim kibole nie chcieli dać za wygraną – grupa osiłków próbowała zastraszyć robotników, pracujących przy usuwaniu szkód.

Seksualne kompleksy

Nienawiść do gejów i lesbijek jest podsycana przez Kościół katolicki, partię rządzącą i narodowców (oraz sprzymierzonych z nimi kiboli). Walkę z „gender” i „homopropagandą” rozpoczęli prawicowi duchowni, których nienawistne poglądy głoszone były za pośrednictwem nominalnie chrześcijańskich mediów, takich jak Radio Maryja czy „Nasz Dziennik”. Wśród czołowych homofobów znaleźli się ks. Dariusz Oko, Tadeusz Rydzyk, ks. prałat Roman Kneblewski, abp Marek Jędraszewski i Jacek Międlar, nacjonalista i były ksiądz.
Skalę homofobii dobitnie pokazały dwie sytuacje, których świadkami byliśmy w minionych miesiącach – brutalne ataki na uczestników Marszu Równości w Białymstoku i nienawistna homilia abpa Jędraszewskiego. 20 lipca br. mieszkańcy stolicy Podlasia stali się obserwatorami wydarzenia, określanego przez wielu mianem „pogromu”. Nie ma tu przesady: gdyby nie obstawa policji, mielibyśmy co najmniej kilka trupów. Napastnicy atakowali „innych” z niespotykaną furią, przypominającą najgorsze czasy faszystowskiego totalitaryzmu. Bandy chuliganów posłużyły się metodami i hasłami, których nie powstydziliby się bojówkarze SA i SS. Wkrótce potem swoistego gestu poparcia udzielił im Jędraszewski, mówiący o „tęczowej zarazie” i zrównujący mniejszości z wojskami bolszewickimi, które w 1920 r. zaatakowały Rzeczpospolitą.

Homofobiczni bandyci zyskali również błogosławieństwo Jarosława Kaczyńskiego. Prezes, w trakcie sierpniowego pikniku PiS w Zbuczynie, wyjawił sympatykom swoje marzenie – całkowity zakaz organizowania parad równości. Równocześnie podkreślił, że na drodze nowym regulacjom mogą stanąć sądy (są – według niego – pod wpływem „ideologii LGBT”) i Unia Europejska. Nienawistna agitacja padła na podatny grunt – badania wykazują, że jesteśmy jednym z najbardziej homofobicznych społeczeństw Europy. 55 proc. Polaków uważa homoseksualizm za odstępstwo od normy; nieco mniej, bo 24 proc., twierdzi, że mniejszości seksualne nie powinny być tolerowane. Naklejki „strefa wolna od LGBT” i zalew nienawistnych komentarzy to, zdaje się, zaledwie początek koszmaru, który może spotkać homoseksualistów, jeżeli narodowo-katolicka prawica utrzyma się u steru władzy.

***

O komentarz poprosiliśmy Jakuba Kocjana, współzałożyciela Studenckiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Ta grupa dała się poznać jako organizator wielu inicjatyw skierowanych przeciwko rasizmowi, homofobii i skrajnemu nacjonalizmowi. W ubiegłym roku aktywiści zorganizowali na Uniwersytecie Warszawskim obchody upamiętniające ofiary getta ławkowego. Akcja spotkała się z odzewem skrajnej prawicy, która rozrzuciła na wydziałach ulotki chwalące prześladowania Żydów. Kocjan – podobnie jak my – uważa, że za wzrost tendencji nacjonalistycznych odpowiada „dobra zmiana”.

– Rządzący dają znać, że mają podobne poglądy co skrajna prawica. Odnoszą się do podobnej symboliki, do podobnych wartości, które są w zasadzie antywartościami. Wszystko to powoduje, że skrajna prawica czuje się bardziej bezkarna, jest jeszcze bardziej gotowa do głoszenia swoich treści, swoich nienawistnych haseł. Widzimy to na co dzień – i na uczelniach, i poza nimi. Ostatnio policjant, zupełnie się z tym nie kryjąc, podczas spisywania uczestników demonstracji antyfaszystowskiej Obywateli RP, miał faszystowski symbol na swoim mundurze (mieczyk Chrobrego – przyp. aut.). To jest bardzo jasna deklaracja polityczna, deklaracja ideowa, że państwo stoi po stronie skrajnej prawicy. Skrajna prawica skrzętnie z tego korzysta, forsując swoich ludzi w spółkach skarbu państwa czy w mediach. Są potwierdzone informacje o osobach działających wokół neonazistowskiej organizacji Szturmowcy, w jej radykalnych pismach wzywających do „deratyzacji” (pisząc o ludziach), które potem odnalazły się na listach partii rządzącej – mówi w rozmowie z „FiM” J. Kocjan.
Nienawiść dotarła już nawet na uniwersytety. Dotyczy ona – jak się okazuje – zarówno studentów o prawicowych poglądach, jak i niektórych wykładowców.

– Nienawiść zeszła na społeczeństwo, na nas wszystkich. W internetowej grupie studentów prawa UW pojawiały się wpisy mówiące o tym, że homoseksualizm to choroba. O ile większość studentów i studentek sprzeciwia się nienawiści, to niektóre wydziały są szczególnie narażone na działalność skrajnej prawicy. Mówiąc o Uniwersytecie Warszawskim, mam na myśli przede wszystkim Wydział Historii, Wydział Prawa i Administracji, Studium Europy Wschodniej. Na nich widoczna jest działalność ruchów skrajnie prawicowych, także tych o charakterze fundamentalizmu religijnego. Część wykładowców, a co za tym idzie część studentów, związana jest ze skrajnymi ruchami, do których zaliczyć można Ordo Iuris. W jednym z budynków UW natknąłem się na antysemickie hasła na tablicach i nalepki neonazistów. Na uniwersytecie jest problem z organizacją Szturmowcy, która ma neonazistowskie konotacje i rozpowszechnia ulotki „Faszyzm nie był wrogiem Polski”. Uczelnia woli ignorować tę sprawę – twierdzi antyfaszysta.

Przedstawione w artykule historie przerażają. Musimy liczyć się z tym, że jeżeli partia rządząca utrzyma się u władzy, to będzie jeszcze gorzej. Na szczęście istnieje pokaźne grono zapaleńców, którzy nie godzą się na nacjonalizm. Dajmy im szansę w zbliżających się wyborach.

Podczas przygotowywania raportu wykorzystałem materiały opublikowane przez Stowarzyszenie „Nigdy Więcej” i Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Facebook Comments
Poprzedni artykułJeden Kościół, jedna partia
Następny artykułZakończyć wojnę polsko-polską
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).