Burzyć pomniki wolno tylko władzy.
Stawiać – każdemu.

Do gdańskiego sądu wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom, które przed rokiem (21 lutego) obaliły pomnik dość podłej persony, ks. prałata Henryka Jankowskiego. Sprawcom tego – według prokuratury – „występku o charakterze chuligańskim” grozi do pięciu lat odsiadki. Wszyscy przyznają się do popełnienia zarzucanego im czynu, lecz nie do winy. Liczą, że ich proces przerodzi się w sprawiedliwy sąd nad Jankowskim.

Czy zastanawialiście się kiedyś nad sensem budowy pomników? Myślę, że nie. Większość z nas zastanawia się co najwyżej nad sensem burzenia tych „niewłaściwych”. Rzecz w tym, że o tym, które są „właściwe”, a które „niewłaściwe”, decydują ci, którzy na pomniki nie zasługują. Czym kierują się w swoich osądach? Przede wszystkim dość podłym, prymitywnym interesem politycznym. Kiedy rodzą się totalitaryzmy, ich twórcy zaczynają od razu budować pomniki własnej, chorej ideologii. Stawiają więc cokoły tak piękne, że same już pomniki osób na nie trafiających stają się sprawą drugorzędną. Jako że nowe monumenty rosną za sprawą ludzi podłych, ci, którzy trafiają na cokoły, by być symbolami ich tam lokujących, zazwyczaj też muszą być podli. Rosną więc, by kiedyś upaść i stać się przykładem narodzin nowej ideologii – też zazwyczaj podłej i opartej na politycznym wyrachowaniu. „Im mniej wielkich ludzi, tym więcej pomników i medali” – pisał w 1880 r. w „Zapiskach starucha” Aleksander Fredro. Myśl tę rozwijał: „Ideolog chce z swojej gliny nowego człowieka zlepić i zawsze zrobi tylko błoto”. Uzupełnił ją pół wieku później niemiecki filozof Walter Benjamin: „Nie ma takiego pomnika ludzkiej kultury, który nie byłby zarazem świadectwem barbarzyństwa” („Pasaże”, 1935 r.).

Dorastamy w kulturze pomników. Stają się częścią nie tylko naszych krajobrazów, ale naszej świadomości. Jeśli już na jakieś reagujemy, to zazwyczaj na pomniki tych, których życie pokrywało się z naszym i stać nas na własny osąd. Te stare, odwołujące się do historii sprzed 100 i więcej lat, nie wzbudzają naszych emocji. Widniejące na nich postacie są dla nas abstrakcją na równi z dinozaurami. Tkwiąc w otoczeniu fałszywych symboli i godząc się na ich istnienie, chłoniemy niejako ich przekaz i aurę. Przestają nas dziwić i w jakimś stopniu – czy tego chcemy, czy nie, czy się z tym godzimy, czy nie – stają się cząstką nas samych, my zaś (nawet bezwolnie) samą swoją obecnością w ich pobliżu w jakiś sposób je legitymizujemy.

Pomnik Byka Ilona we Wschowie ma upamiętniać legendę, najwydajniejszego reproduktora Ośrodka Hodowli Zarodowej w Osowej Sieni. We wsi Biesiekierz znajduje się Pomnik Ziemniaka (pięciometrowy cokół z czterometrową bulwą). Stanął, aby uczcić wyhodowanie nowej odmiany tej rośliny w Hodowli Ziemniaka w Biesiekierzu. Piesek Reksio stoi i cieszy w Bielsku-Białej. Koziołek Matołek raduje oczy oczywiście w Pacanowie. We Wrocławiu skłania do refleksji Pomnik Anonimowego Przechodnia, a w pobliżu Gdyni Pomnik Dyrygenta Fal. Wszystkie te monumenty stoją, bo rządzący nie wpadli jeszcze na pomysł ich dekomunizacji. Absolutnie nie znaczy to, że mają zagwarantowany żywot wieczny, bo podłość władzy – która pomniki niszczy – rodzi się w głowach ludzi chorobliwie wręcz zakompleksionych. Ludzi, którzy wyhodowali ją w sobie, przechodząc z etapu głębokich zmian charakterologicznych do regularnego zajoba. Wielokrotnie powtarzałem, że jestem przeciwnikiem analizy czegoś, co jest głupie, bo sama myśl o tym już jest głupia. Nie wolno więc wykluczyć, że w IPN odnajdą się teczki nie tylko Reksia i Matołka, ale i byka Ilona.

Zanim kat. Kościół wpadł na pomysł dostosowania 10 przykazań do celów komercyjnych, ludzie studiujący Biblię wierni byli zaleceniom Pana: „Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie. Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu – tych, którzy Mnie nienawidzą, a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują i strzegą moich przykazań. Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy” (Pwt 5,6–21).

Słowa te pozostają w sprzeczności z potrzebami marketingowymi katolicyzmu. Każdy ich świadom powinien natychmiast wyrzucić z domu krzyże z wizerunkiem rozpostartego na nich Chrystusa, obrazy i medaliki z Jego podobizną, kupić traktor i burzyć Jego pomniki – zgodnie z nauką Pana i Jego wolą. Tymczasem nie tylko nie dzieje się nic takiego, ale codziennie powstają nowe pomniki pychy wiernych. Rośnie lista kolejnych matek Jezusa (zawsze dziewic!); rośnie liczba świętych i błogosławionych (liczonych w tysiącach), a za każdą z tych postaci idą jej kolejne portrety i statuy. W swoim intelektualnym upodleniu ojcowie kościelnego marketingu doszli już do tego, że stawiają pomniki ludziom ze swojej kasty – duchownym. Mamy więc pomniki i Wyszyńskiego, i Popiełuszki, nie wspominając o tych JP2, który dorobił się ich jeszcze za życia. Jeszcze większym symbolem upodlenia dusz marketingowców kat. Kościoła jest handel „relikwiami”. Upiłem się kiedyś (i bardzo miło to wspominam!) z jednym błogosławionym. Chłopak trafił na misję w dzikim kraju, gdzie padł z rąk rebeliantów. Z klucza został błogosławionym, a w charakterze relikwii do jego rodzimej parafii trafił… jego but. Miejscowi mają teraz szansę modlić się do niego.
Jak muchy padły w Polsce pomniki bohaterów Armii Czerwonej, padają pomniki bohaterów Ludowego Wojska Polskiego. Ich miejsca zajmują nowe – morderców spod znaku „wyklętych”. Symbole bohaterów powstania warszawskiego trafiają na koszulki faszyzujących bojówek narodowców, którym nie przeszkadza, że „ich bohaterowie” walczyli z ich ideologią. Rzeczywistość wydaje się coraz głupsza…
Czy jestem za burzeniem tych pomników, które ludzie w swym zakłamaniu postawili? Nie! Twierdzę, że powinny stać. Dotyczy to również postaci, którymi szczerze gardzę, jak Dzierżyński, Stalin i inni oprawcy. Dotyczy to postaci tak żałosnych, jak Lech Kaczyński. Powinny stać jako symbol i przestroga dla kolejnych pokoleń. Stać też powinien pomnik Jankowskiego w Gdańsku, jako pomnik wstydu całego polskiego establishmentu. Jeśli jednak runął z czyichś rąk, trzeba mieć w sobie sporo podłości, by zakwalifikować jego obalenie jako czyn chuligański.

Tekst pochodzi z numeru 9/2020 tygodnika „Fakty i Mity”

Facebook Comments
Poprzedni artykułEpidemia epidemii
Następny artykułZniewolony
Dariusz Cychol
Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).