Pokazówka Hosera

Henryk Hoser ma świetne samopoczucie. Choć nazwisko emerytowanego arcybiskupa pada w związku z aferą pedofilską w polskim Kościele, przez wiernych jest przyjmowany jak kapłan o nieposzlakowanej opinii i wzór cnót. Nie inaczej było w parafii Dobrego Pasterza w Miedzeszynie.

Były flagi papieskie, ksiądz z gitarą, dwa chóry, w tym jeden dziecięcy, oraz blisko 20 małoletnich ministrantów. By nadać jeszcze większej wyjątkowości zgromadzeniu, podczas mszy odbył się sakrament chrztu, którego udzielił oczywiście bohater dnia. Na zakończenie uroczystości padły podziękowania od proboszcza, wręczono kapłanowi w biskupiej mitrze białe róże od wiernych i życzenia „dla ekscelencji za przyniesienie Maryjnego tchnienia modlitwy, wyciszenia i zawierzenia, które jak płaszczem otacza każdego człowieka”. Egzaltacja zgromadzonych zakończyła się dopiero w momencie, gdy jego eminencja opuścił swoim luksusowym samochodem teren parafii.

Arcybiskupa nie opuszczało bardzo dobre samopoczucie.
– Zbliżam się do 45. rocznicy święceń kapłańskich, a więc jestem już staruszkiem zgrzybiałym, ale jeszcze Pan Bóg mi daje okazje, żeby głosić Słowo Boże i siły, by budować ten Kościół – mówił wzruszony do łez Henryk Hoser.

Podczas homilii 76-letni kapłan spokojnym głosem twierdził, że nie należy się niczego obawiać.
– Czytałem takie artykuły, że to co się teraz dzieje jest zwiastowaniem śmierci Kościoła. Tak nie będzie, ponieważ Jezus jest nieśmiertelny. On obiecał nam, że tego Kościoła nikt nie powali, nikt nie unicestwi. Kościół jest drogą ludzi do nieba i ta droga nigdy nie przestanie istnieć. Na tym polega wiara, nie wiara w grzeszników, którzy ten Kościół opuścili, czy też splamili swoimi grzechami. On jest jeden, święty, powszechny i apostolski.

Arcybiskup Hoser wskazywał także winnych zamieszania związanego z pedofilią w polskim Kościele, podpierając się wyjątkowym autorytetem.
– Jezus jest realistą, gdy mówi, że przyjdą zgorszenia, bo piekło przecież działa, szatani działają. Zło w człowieku działa, lecz biada temu człowiekowi, przez którego te zgorszenia przyjdą – dodał na zakończenie człowiek, którego decyzje, a w zasadzie ich brak, doprowadziły do sytuacji, w której znalazła się instytucja polskiego Kościoła katolickiego.
Nazwisko Hosera znajduje się w raporcie Fundacji „Nie lękajcie się” na temat naruszeń prawa przez biskupów w kontekście księży sprawców przemocy seksualnej wobec dzieci. To za jego rządów podległy mu ksiądz Grzegorz K., mimo ciążącego na nim wyroku za molestowanie małoletniego, był proboszczem w jednej z parafii, gdzie opiekował się grupą 32 ministrantów. Hoser, ówczesny arcybiskup warszawsko-praski, usunął księdza z tej funkcji dopiero po emisji głośnego reportażu w telewizji TVN24 w 2014 r. Do momentu emisji filmu braci Sekielskich sprawa Grzegorza K. była jedną z najgłośniejszych afer pedofilskich w polskim Kościele.
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Fatimscy policjanci

Dzień po premierze filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie miała miejsce projekcja dokumentu pt. „Fatima, orędzie wciąż aktualne”. Po filmie przewidziana była dyskusja. Miało być kulturalnie, tymczasem ledwo uszedłem z życiem.

Od początku miałem pod górkę. By dostać się do „Dobrego Miejsca”, czyli placówki promującej wartości chrześcijańskie, musiałem przejść od tramwaju ponad kilometr. To tu, w Lasku Bielańskim, na terenie katolickiego uniwersytetu, znajduje się sala kinowa, gdzie wyświetlano „Fatimę”.

Jakież było moje szczęście, gdy po przejściu zaledwie 200 metrów zatrzymał się samochód, a kierowca zaproponował podwózkę. Starszy mężczyzna też jechał obejrzeć „Fatimę”. Korzystając z okazji zapytałem, czy widział już dokument Sekielskich i czy teraz powinny nastąpić zmiany w polskim Kościele katolickim. Zamiast odpowiedzi usłyszałem pisk opon i krzyk:
– Wynocha z mojego samochodu! Obrażasz pan Boga!

Przed wejściem do kina też nie było łatwo. Kierowca najwyraźniej opowiedział czekającym na projekcję o naszym spotkaniu, bowiem z ust krzątającej się cały czas wokół mnie zakonnicy usłyszałem krótkie: „Antychryst”. By nie napędzać spirali nienawiści i nie rzucać się nikomu w oczy, usiadłem w ostatnim, pustawym rzędzie kina. Gdy wyjąłem telefon, by zrobić zdjęcie reżyserowi, od razu pojawiła się obok mnie kobieta, która pouczyła, iż za moment zostanę wyproszony, ponieważ „takie zachowanie w świętym miejscu jest zabronione”. Struchlałem. Nastawiłem się więc wyłącznie na odbiór dzieła nagrodzonego na Międzynarodowym Festiwalu Filmów i Multimediów „Niepokalana” w kategorii „dokument” oraz nagrodą specjalną za walory patriotyczno-edukacyjne…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Od Jana Pawła II do Franciszka

Od wyboru Karola Wojtyły na biskupa Rzymu do pontyfikatu Jorge Bergoglia wiele zmieniło się na świecie. Ale czy zmieniło się również oblicze Kościoła papieskiego?

Pozornie tak. Wielu szczerych katolików uważa nawet, że zmiany te zapoczątkował już II sobór watykański, który stawiał sobie za cel odnowę Kościoła poprzez powrót do chrześcijańskich korzeni, jedność z chrześcijanami niekatolikami i dążenie do porozumienia z religiami niechrześcijańskimi oraz niewierzącymi. Prawda jednak jest taka, że chociaż Jan XXIII zapoczątkował pewne pozytywne zmiany, m.in. zabiegał o pojednanie z Żydami i zwracał się do wszystkich ludzi dobrej woli o zachowanie pokoju między narodami, to jednak sobór ten rozpoczął się nie tylko uroczystą procesją i mszą pontyfikalną, ale także wyznaniem wiary, które zawierało m.in. nicejskie credo, doktrynę o siedmiu sakramentach, wiarę w czyściec, w zasługi i pośrednictwoMarii i świętych oraz w prymat i nieomylność biskupa Rzymu. Wyznanie to zresztą wygłosił sam papież.
Jan Paweł II (1978–2005)

A Jan Paweł II? Chociaż polski papież jeszcze jako arcybiskup brał czynny udział w pracach II soboru watykańskiego, mającego doprowadzić do odnowy życia kościelnego, to jednak w żadnym stopniu nie przyczynił się do tej odnowy. Nawet jeśli po II soborze nastąpiło pewne wewnątrzkościelne i społeczne otwarcie oraz dostosowanie do współczesności, to zasadniczo papiestwo…

Aut. Bolesław Parma

Bez happy endu

Z Moniką Płatek, prawniczką i nauczycielką akademicką, doktor habilitowaną nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i feministką, rozmawia Anna Durka.
Tysiąc numerów tygodnika „Fakty i Mity”, czyli ponad 19 lat. Lat psucia tego kraju…

Mój mąż, filozof, najbardziej mnie wkurza, gdy mówi „to jest zdecydowanie bardziej skomplikowane”. Rzecz jednak w tym, że to jest naprawdę bardziej skomplikowane. Nie wszystko zostało zepsute. Wiele naprawiono. Wcześniej to jednak nie był kraj ani zbytnio demokratyczny, ani zbyt równościowy. Pamiętam czasy, gdy nie rozumiałam, jak może być getto ławkowe. A jednak było. Polska to kraj z bagażem II wojny światowej. Trzeba było wielu lat, żeby ten bagaż rozładować i zrozumieć. Jesteśmy młodą, niedoświadczoną demokracją. Dopiero się uczymy.
Demokracją? Ależ w kraju, w którym choć jedna grupa społeczna jest uprzywilejowana, jak u nas Kościół katolicki, nie ma demokracji.

Wchodząc w sposób niezwykle nowoczesny, bo pokojowy, w nowy ustrój, popełniliśmy na samym wstępie, jak mi się wydaje, trzy kardynalne błędy. Wprowadziliśmy religię do szkół i zrobiliśmy to ze złamaniem prawa. Pokazaliśmy tym samym, że zmiana jest zaledwie pozorna. Dawniej ponad prawem byli „czerwoni”, dzisiaj „czarni”. Kiedyś mieliśmy w szkole pierwszego sekretarza, teraz mamy księdza lub katechetkę…
Więcej: efaktyimity.eu

Uwolnić Polskę

28 lipca 1993 r. Polska zawarła konkordat. Jak się okazało, podpisała cyrograf. Dopiero co odzyskaną od czerwonych niepodległość oddała czarnym, i to dobrowolnie. A oni, na wzór innych zaborców, kantują nasz kraj i terroryzują nas, przy pobożnej akceptacji zindoktrynowanych mas.

Chyba mało kto w Polsce ma świadomość rozmiaru grabieży i bezprawia, jakie dokonały się od podpisania przez Rzeczpospolitą Polską umowy ze Stolicą Apostolską. Podejmowane od czasu do czasu przez media próby analizy kosztów tejże umowy kończą się niepowodzeniem, ponieważ Kościół katolicki strzeże rzeczywistego obrazu wyzysku, dokonywanego na państwie polskim. Ogólnopolski raport finansowy Kościół ujawnił tylko raz: w 2012 r. Katolicka Agencja Informacyjna w porozumieniu z episkopatem wydała dokument o stanie finansów Kościoła i zarobkach duchownych. Trudno to nazwać dokumentem obiektywnym, ukazującym faktyczny stan posiadania polskiego Kościoła. Wydźwięk tego raportu jest taki, że sytuacja materialna polskich parafii jest coraz trudniejsza, Kościół i duchowni klepią biedę, bo kryzys gospodarczy, bo wierni mniej zaangażowani, bo nie sypią groszem, a przecież parafie utrzymują się głównie z niedzielnych tac. Krótko mówiąc, głód zagląda polskiemu duchowieństwu w oczy. Tymczasem kwoty, jakie z budżetu państwa płyną do Kościoła wartkim strumieniem wydają się temu „dramatycznemu” stanowi KK wyraźnie przeczyć lub każą mniemać, że polski Kościół, niczym czarna dziura, potrafi wchłonąć dosłownie wszystko, co do niego wpadnie i śladu po tym nie będzie… Oprócz dziury oczywiście… W dodatku czarnej. (…)

Oprócz specjalnych praw, jakie otrzymał KK na mocy konkordatu oraz obowiązków, w jakie wobec Kościoła wpakowała się Polska, sprawy finansowe na linii państwo – Kościół regulowały ponadto zapisy ustawy z 20 marca 1950 r. „o przejęciu przez państwo dóbr martwej ręki, poręczeniu proboszczom posiadania gospodarstw rolnych i utworzeniu Funduszu Kościelnego”. Na mocy tej ustawy od 1989 r. przy MSWiA działały komisje majątkowe, które przez wiele lat przekazywały KK grunty, odkupując je od właścicieli po zaniżonych cenach. Jak w 2008 r. stwierdził Klub Lewicy, zgłaszając sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, summa summarum komisje majątkowe przekazały Kościołowi więcej gruntów, niż państwo przejęło od niego w okresie PRL. W efekcie szacuje się, że majątek polskiego Kościoła w gruntach wynosi aż 160 tys. hektarów!

Co do Funduszu Kościelnego, od 1990 r. dotowanego wyłącznie z budżetu państwa, większa część pieniędzy z tego funduszu idzie właśnie na KK. Z FK finansowane jest 80 proc. składek na ubezpieczenie społeczne, rentowe i wypadkowe osób duchowych oraz 100 proc. składek za członków zakonów kontemplacyjnych klauzurowych i misjonarzy w okresie pracy na terenach misyjnych. Dodatkowo od 2016 r. pieniądze z Funduszu mogą również dotować konserwację i remonty obiektów sakralnych oraz kościelnych o wartości zabytkowej. W efekcie z 2 mln zł, które w 1990 r. ramach FK otrzymał Kościół z budżetu państwa, rozmiar dotacji w ramach tego instrumentu wzrósł do blisko 157 mln zł w 2018 r. W ciągu 28 lat państwo dało KK, tylko i wyłącznie w ramach FK, 1 838 067 000 zł…

V kolumna

Niewierni atakują
Sława Ojca Inkasenta dociera w coraz dalsze zakątki globu, reportaż o nim nadała telewizja Al Jazeera. Bohater i jego podwładni odmówili rozmowy z arabskimi dziennikarzami i nie pozwolili sfilmować siedziby Radia Maryja. Wypowiadają się więc jego krytycy, i to ostro (np. Marcin Kącki z „GW” mówi, że to poniżające, gdy premier z ministrami jadą jak szaleni na drugi koniec Polski, żeby się stawić przed Rydzykiem). Konkluzja: toruńska rozgłośnia polaryzuje społeczeństwo, a Rydzyk stał się „obiektem kultu”. Gdy Arabowie uderzyli w stół, odezwały się nożyce, czyli oburzeni politycy PiS. „Muzułmańska Al Jazeera opłacana przez Saudów recenzuje o. Tadeusza. Tak chcą zniszczyć chrześcijańską Europę. Wiedzą, że majowe wybory będą końcem hidżry!” – ekscytuje się poseł Dominik Tarczyński. Biednemu Jenotowi wszystko się pozajączkowało: Al Jazeerę finansuje Katar, Saudowie zaś ją zwalczają. Ale jak tu się połapać w tym skomplikowanym świecie, w którym muzułmanie mogą być oświeceni i liberalni, a katolicy ciemni jak tabaka w rogu?
Bezbożna Unia

„Przywódcy Unii Europejskiej gardzą wartościami chrześcijańskimi i Chrystusa chcą wyrzucić na margines życia, a może nawet na śmietnik historii” – powiedział biskup świdnicki Ignacy Dec. Ciekawe, jak głosował w referendum w sprawie wejścia Polski do Unii w roku 2003? Ówczesny papież Wojtyła popierał wtedy naszą akcesję do UE (słynne hasło „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”), myśląc, że przyspieszy to rozwój Polski, ale zyska także Kościół, wprowadzając do wspólnoty 38 mln gorliwych katolików, gotowych do „rechrystianizacji” Europy. Po 15 latach od akcesji widać, że te nadzieje się nie spełniły, bo polski model katolicyzmu, nacjonalistyczny i obskurancki, nie jest atrakcyjny dla Europejczyków. Za to Kościół w Polsce dużo zyskał: jako największy po skarbie państwa właściciel ziemski zgarnia rekordowe dotacje unijne. A mimo to hierarchowie, tacy jak Dec, gryzą rękę, która ich karmi.

Biskup żydożerca
Tradycji nakazującej rytualnie bić kukłę Żyda Judasza bronił biskup Andrzej Jeż w tarnowskiej katedrze. Zasugerował mianowicie, że Żydzi nie mogą mieć do nas pretensji, bo sami od lat knują, żeby zniszczyć Kościół. Ma tego dowodzić „wypowiedź wygłoszona podczas jednego z kongresów pewnej nacji, nie mogę powiedzieć jakiej, bo byłbym tutaj zaraz zaszczuty ze wszystkich stron”. Po tym wstępie Jeż zacytował… prymitywną antysemicką fałszywkę z początku XX w., rzekomą mowę rabina (podobnym fejkiem, spreparowanym przez carską ochranę, były osławione Protokoły Mędrców Syjonu). Publicyści „Tygodnika Powszechnego” okazali się jednak lepiej wykształceni niż biskup i fałszywkę szybko rozpoznali. Teraz się oburzają i zarzucają Jeżowi lekceważenie spuścizny JP2, który zabiegał o poprawę relacji katolicko-żydowskich. A przecież biskup mówił tylko to, co wierni pragnęli usłyszeć.

Rączka rączkę myje
„Bardzo bym chciał, panie premierze, żeby czuł się pan tu, między nami, człowiekiem nie tylko akceptowanym, ale i podziwianym”. To wyznanie miłosne, adresowane do Jarosława Kaczyńskiego, wyszło z ust biskupa Wiesława Meringa na konferencji we Włocławku „Być Polakiem – duma i powinność”. „Jesteśmy wdzięczni za wszystko, co pan robi i robił dla Polski razem ze swoim bratem prof. Lechem Kaczyńskim. Pańskie sukcesy są naszymi sukcesami” – podlizywał się hierarcha. Nieboszczyk Lech jako prezydent zablokował kiedyś nominację abp. Stanisława Wielgusa na metropolitę warszawskiego, ponieważ wyszła na jaw jego 20-letnia współpraca z SB. Brat i czciciel Lecha trwa w miłosnym uścisku z Meringiem, tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Lucjan”.

Zemsta na katechetce?
Internetową armię pisowskich trolli, wynajętych do dyskredytowania nauczycieli, zasilił jezuita o. Andrzej Batorski pisząc: „W jednej ze szczecińskich szkół podczas egzaminów strajkujący nauczyciele siostrze zakonnej katechetce dosypali do kawy środek przeczyszczający. Taki belfrowski żarcik. Kto to naprawi: towarzysz Broniarz czy kochany pan Grzegorz?”. Nie ma zatem żadnego znaczenia, że 600 tys. ludzi w referendach wybrało strajk, dla jezuity to i tak ciemna masa, sterowana przez Broniarza i Schetynę. Mimo poszukiwań z pomocą mediów i internautów nie znaleziono szkoły, w której miało dojść do podtrucia katechetki. Zresztą na salę egzaminacyjną nie wolno, także egzaminatorom, wnosić jedzenia i picia. A więc ewidentny fake news! Proszony o konkrety, o. Batorski wyniośle milczy. Typowe dla czarnych: jak już cię przyłapią na kłamstwie, upieraj się przy swoim, zawsze jakaś część owieczek da się nabrać.

Dzieci rodzą dzieci
Policja w Suwałkach znalazła zakopane zwłoki noworodka. Okazało się, że urodziła go 14-latka. Śledztwo objęło też domniemanego ojca dziecka, który ma 16 lat i jest podejrzewany o to, że zakopał dziecko, nie wiadomo, żywe czy martwe. Jeśli było żywe, prokuratura zwróci się do Sądu Rodzinnego i Nieletnich o opinię, czy 16-latek może odpowiadać karnie jak dorosły. Odpowiadać zapewne może, może też trafić do więzienia. Ale według rządzących tym krajem katoli zarówno on, jak i jego małoletnia dziewczyna są za młodzi, żeby otrzymać w szkole konkretne informacje o zapobieganiu ciąży. Wszelkie próby wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej wraz z wiedzą o antykoncepcji uznawane są przez tychże katoli za „seksualizację dzieci”. W zamian karmi się uczniów bajkami o świętości rodziny i małżeństwa, ze skutkiem jak wyżej.

Parodia
Wpłynął donos do prokuratora generalnego, że Stefan Niesiołowski znieważył dyrektora Radia Maryja. Poseł miał się tego dopuścić w programie „#RZECZoPOLITYCE”: najpierw nazwał Rydzyka „panem”, a na uwagę dziennikarza, że redemptorysta jest duchownym, odpowiedział: „Nie, nie jest żadnym księdzem, jest parodią księdza. Powinien być wyrzucony z Kościoła”. Donos złożył Ryszard Nowak, szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami i Przemocą. Na falach Radia Maryja Nowak grzmi: „Takich zawiadomień ws. posła Niesiołowskiego składaliśmy w ostatnim czasie pięć lub sześć. Mimo że prokuratura prowadzi te postępowania, poseł w dalszym ciągu zieje nienawiścią do o. Tadeusza”. Szef koncernu multimedialnego i wpływowy polityk, przed którym pląsają premier z ministrami, nie potrzebuje Nowaka, żeby się bronić przed Niesiołowskim. To Nowak, ongiś poseł lewicowej Unii Pracy, od lat żyje z donosów na polityków i celebrytów, którzy „obrażają uczucia religijne” lub „znieważają” księży. A mentalne mohery w organach państwa te absurdalne śledztwa prowadzą, ponieważ mamy parodię prokuratury.

Monstrualna manipulacja
Sporo szumu w mediach wywołało odkrycie w książce Krzysztofa Szczerskiego pt. „Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy” propozycji wydawania obywatelom RP paszportu, który będzie zawierał „informację o wspólnotach katolickich, duszpasterstwach czy o polskich misjach działających w zachodniej Europie”. Miałoby to chronić polskich emigrantów przed odejściem od wiary przodków. Pomysł katolickiego paszportu został wyśmiany, bo Polska nie jest państwem wyznaniowym. Szczerski, dziś szef gabinetu Dudy, w radiowej Trójce oskarża krytyków o „monstrualną manipulację”. Zapewnia, że chodziło mu wyłącznie o informacje, które Kościół zapewniałby polskim emigrantom, np. adresy polskich misji katolickich. Na czym więc polega „monstrualna manipulacja”?! Monstrualne jest to, że szef gabinetu prezydenta RP nie odróżnia państwa od Kościoła i olewa art. 25 ust. 2 konstytucji.

7 grzechów głównych polskiego Kościoła

Siedem grzechów głównych to zachowania, które prowadzą do popełniania innych grzechów. Ich liczba jest jednak stanowczo za mała, by podsumować działalność polskiego Kościoła w czasie, kiedy wydajemy „Fakty i Mity”.

„Chrystus dał Apostołom władzę rządzenia, nauczania oraz uświęcania, której wszyscy muszą się podporządkować…” – czytamy w piśmie z 1956 r. hiszpańskiego jezuity o. Joachima Salaverriego.
Hierarchowie kościelni, czyli współcześni apostołowie, aż nadto wzięli sobie te słowa do serca. Przekonani, że wszyscy bez wyjątku muszą się im podporządkowywać, żyją w naszym kraju jak feudalni monarchowie. W Polsce, krainie egzorcyzmów, z mieszkańcami miłującymi się w rytuałach, obrzędach i pokropku, utożsamiającymi księży z Bogiem, nie wymaga to zbytniej finezji. Wszystkich grzechów Kościoła, wypierającego się instytucjonalnej odpowiedzialności za pedofilię podwładnych, wspierającego faszystów, niestającego w obronie pokrzywdzonych, zajętego wymyślaniem coraz to nowych powodów, by piętnować każdego, kto nie podporządkuje się jego władzy, szczującego i zohydzającego wiarę, budującego społeczne podziały, nie sposób wyliczyć. Dlatego zniekształcone twarze hierarchów jak w lustrze odbijają się w polskim Kościele, trawionym grzechami, które sam wymyślił…
Autor: Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

„Tylko nie mów nikomu”

Tomasz Sekielski dopiął swego – stworzył dokument o pedofilii w polskim kościele. Jeśli byliście na „Klerze” i pocieszaliście się, że to w dużej mierze fikcja, teraz to samo, dostajecie w faktach.

Dokument braci Tomasza i Marka Sekielskich mieliśmy okazję obejrzeć jako jedni z pierwszych, podczas pokazu prasowego 9 maja w Warszawie. Dla nas w „FiM” nic, co pojawia się w tym filmie nie jest żadną nowością ani zaskoczeniem. Pedofili w sutannach tropimy i opisujemy od blisko dwóch dekad. Mamy świadomość rozmiaru procederu, piętna jakie pozostawia on na ofiarach i kościelnego bagna systemowego, które chrani patologię, mnożącą się w jego strukturach. Jednak wartość produkcji Sekielskich (dostępna dla wszystkich widzów od 11 maja na stronie youtube.com/sekielski) zawiera się w dokumentacji tejże patologii. Przed kamerą stają nie tylko ofiary molestowane w dzieciństwie przez księży, ale twórcom udaje się także pokazać i skonfrontować z ich uczynkami samych oprawców. Nie jest to widok przyjemny. Wielu z nich jest już starych, wielu już wita się ze śmiercią. Czy jednak rozumieją, czego tak naprawdę się dopuścili? Czy ich skrucha wobec ofiar i żal za grzechy są szczere? Czy może jedynie boją się kary, która może ich spotkać jeszcze tu, za życia lub za chwilę w zaświatach?

Świadectwo ofiar
Dziecko zapamiętuje zmysłami. Że ksiądz miał skórzane mokasyny, które pozwalały mu poruszać się bezszelestnie. Że woził chłopców żółtym maluchem. Że śmierdział mlekiem. Że miał wahadełko, że za szafą trzymał papier toaletowy. Dla ofiar molestowania z „Tylko nie mów nikomu” kontakty z księżmi były ich pierwszym doświadczeniem seksualnym i naznaczyły je na całe życie. Nie trudno odgadnąć, że życie to pełne było strachu i nocnych koszmarów, wstydu i poczucia winy, zaowocowało nieumiejętnością stworzenia zdrowej relacji z drugim dorosłym, kompulsjami, uzależnieniami, które buforując dawną traumę, jednocześnie nieustannie popychały ich ku autodestrukcji. Nierzadko ofiary pedofilów targają się na własne życie, niektóre… nad wyraz skutecznie…

– Tylko nie mów nikomu – grożą molestowanym dzieciom oprawcy. I dzieci milczą. Milczą latami, również jako dorośli. Milczą ze strachu, ze wstydu. Milczą, bo nikt ich nie słucha, bo nikt nie chce usłyszeć. Te, które zdecydowały się „zdradzić”, przełamać zmowę milczenia, są odrzucane przez najbliższych, lekceważone przez Kościół i nawet w majestacie prawa nie mają co szukać sprawiedliwości, bo na to już za późno, bo zbrodnia się przedawniła. Poza tym słyszą przecież ze wszystkich stron, że… „podnosząc rękę na Kościół, podnoszą rękę na Polskę”, na wartości, społeczność, rodzinę.

Winowajcy
W filmie Sekielskich występują zarówno duchowni już znani z mediów, oskarżeni i/lub skazani przez sądy za molestowanie nieletnich prawomocnymi wyrokami, m.in. ks. Dariusz Olejniczak, ks. Andrzej Srebrzyński czy ks. Paweł Kania. Ale pojawiają się także postacie nowe jak ks. Jan A., ks. Franciszek Cybula (kapelan L.Wałęsy) czy ks. Eugeniusz M. (kustosz sanktuarium maryjnego w Licheniu). O ich chorych praktykach, o „zabawianiu się” z dziećmi wiedzą najwyżsi hierarchowie polskiego KK, ale za ich niewinność poręczają własnoręcznymi podpisami. Szerzących zgorszenie duchownych współbraci przerzucają z parafii do parafii. Akceptują ich obecność we wspólnocie, umożliwiają dalsze pełnienie posługi kapłańskiej, a nawet pracę z dziećmi. Ci co wiedzę i nic z tym nie robią, choć powinni, choć mogliby wiele, są tak samo winni, jak ci, którzy bezpośrednio dopuścili się pedofilii. W przeciwieństwie jednak do tych ostatnich, o których nieraz upomni się prawo, ci na wyższych stołkach, są w Polsce całkowicie nietykalni. Tu w systemie ręka, rękę myje. Rzekome kościelne procedury i wewnętrzne reguły, stanowią wygodną zasłonę i zamykają usta poszczególnym członkom polskiego duchowieństwa. W imię zasady, że im mniej się będzie o tym wszystkim mówiło, tym lepiej.

Oglądając dokument Sekielskich, trudno się oprzeć wrażeniu, że pedofilia jest częścią systemu KK i to od wieków. Jest w tym systemie dobrze znana, zasiedziana, wręcz swojska. Właściwie nikogo z duchowieństwa nie oburza, nikogo nawet nie dziwi. Gdy kamera śledzi wypowiadających się biskupów i arcybiskupów na poświęconej pedofilii konferencji KEP, z ich postawy nie trudno odczytać właściwy komunikat. Ich usta mówią jedno, a reszta ciała oznajmia: „Ale o co tyle szumu? Że jakiś ksiądz pomacał trochę bachora? Że się z nim trochę pobawił? Przecież księdzu też się coś od życia należy, a bachorowi źle nie było. Toż i on miał orgazm. I jemu dobrze było. Ksiądz go zabrał na Kanary, poprzytulał, dał buzi. Wielkie mi halo!”.

Drążenie przez Sekielskich tematu, księża podciągają pod „tanie gonienie za sensacją”, „rozdmuchiwanie spraw niewartych zachodu”, „szczucie na Kościół”, „niszczenie ludzi”. Dorosłe ofiary księży to „pieniacze”, właściwie nawet „niewdzięcznicy”, bo przecież kiedyś przez księży wybrani, upatrzeni, wyróżnieni intymną relacją, a teraz tylko „paszczą”, „skamlą” i skarżą się w mediach.

I tylko dziwne, że po 32 latach, od wykorzystania przez księdza w wieku lat 7, Anka nadal budzi się w nocy z krzykiem. Dziwne, że Andrzej po księżowskich macankach, przestaje jeść i prawie umiera z głodu, że dorosły już Marek, począwszy od 12 roku życia wieloletni księżowski „zaspokajacz”, nie potrafi kochać się z żoną. Najdziwniejszy zaś jest Przemek, który zamiast dalszego miłego miziania w parafialnych zakątkach, wybiera sznur. Ludzie są dziwni.

Blanka Florczyk

Tajemnice księdza Grzegorza

Mieszkańcy Woli Zaradzyńskiej są podzieleni w ocenie oskarżonego o pedofilię księdza Grzegorza A. Wśród byłych parafian wciąż ma zagorzałych obrońców.
Proces księdza Grzegorza A., byłego proboszcza parafii Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy w Woli Zaradzyńskiej pod Pabianicami (woj. łódzkie), prowadzi od 1 czerwca 2018 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia.

– Sprawa prowadzona jest z wyłączeniem jawności, a zatem ewentualne informacje we wskazanym zakresie mogą być udzielone jedynie przez sąd – unika odpowiedzi na moje pytania Tomasz Szczepanek z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

(…) Według prokuratury, ofiarami księdza padło dwóch ministrantów, a do molestowania dochodziło w latach 2003–2009, kiedy był wikarym w parafii pw. Najświętszego Serca Jezusowego na łódzkim osiedlu Retkinia oraz w pierwszym roku probostwa w Woli Zaradzyńskiej, gdzie trafił w 2008 r. 27 czerwca 2008 r. abp Władysław Ziółek, metropolita łódzki, podpisał dekret erygujący nową parafię. Tego samego dnia ks. Grzegorz A. został jej proboszczem. Pierwsze msze ksiądz odprawiał w salce katechetycznej, potem w kaplicy. Później rozpoczął budowę kościoła. Mimo wielu obowiązków z tym związanych nie zapominał o ministrantach z Retkini. W parafialnych archiwach są zdjęcia chłopców, którzy do Woli przyjeżdżali na zaproszenie księdza.
Przez osiem lat posługi w Woli Zaradzyńskiej Grzegorz A. dał się poznać jako „ludzki ksiądz” i „dobry gospodarz”.
Nagle pod koniec lipca 2016 r. na wieczornej mszy wikary powiedział zebranym, że proboszcz właśnie złożył rezygnację ze stanowiska. Oprócz probostwa stracił też tytuł kanonika, dostał zakaz odprawiania mszy i udzielania sakramentów. Część parafian przyjęła to z oburzeniem. Niektórzy przeczuwali, że musiało stać się coś bardzo złego.
– Ludzie mówili, że chodziło o jakieś przekręty finansowe przy budowie kościoła. Inni, że o niespłacanie kredytów, a jeszcze inni, że trafił do Domu Księży Emerytów. Ale w tak młodym wieku nie trafia się tam za nic – wspomina jedna z mieszkanek wsi i prosi o anonimowość. – Wie pani, to wieś, po co się narażać. Jak to się mówi: o księdzu można tylko dobrze albo wcale – wyjaśnia.
Odejście księdza wzburzyło i podzieliło wieś…
Autor: Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Ekstremalna Noc Konfesjonałów

Ten, kto wymyślił Noc Konfesjonałów powinien dostać medal z kartofla od samego papieża. To wielkie polskie przedsięwzięcie ekumeniczne jest zwykłym nieporozumieniem.
Wystarczy spróbować wziąć w nim udział. W założeniu Noc Konfesjonałów polega na późnowieczornej spowiedzi wiernych, którzy w natłoku codziennych spraw chcieliby przystąpić do przedwielkanocnego wyznania grzechów. W tym roku akcja odbyła się po raz dziesiąty, a więc parafie powinny już mieć pewne doświadczenie w jej organizowaniu. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej w Warszawie.

W Wielki Piątek postanowiłem jako penitent wyznać swoje przewiny spowiednikowi, by oczyszczony i natchniony Duchem Świętym usiąść przy świątecznym stole i… od nowa zacząć ciężko grzeszyć. Jak sama nazwa wskazuje, Noc Konfesjonałów powinna rozpoczynać się wieczorem. Po zachodzie słońca udałem się więc do parafii katedralnej św. Jana Chrzciciela, czyli bazyliki na warszawskiej Starówce. Z oporami i strachem (jak przed wizytą u stomatologa) przekroczyłem drzwi słynnej świątyni. Niepewnym krokiem udałem się w stronę zabudowanego krzesła z klęcznikami. Niestety, okazało się, że księdza spowiednika tam nie ma.

– W konfesjonałach siedziało ich nawet kilku, ale spowiadali tylko do godziny 17 – usłyszałem od przechodzącej obok siostry zakonnej.
Spojrzałem na zegarek: 17.53. Poczułem najpierw ulgę, potem złość, ale nie dawałem za wygraną. Skoro byłem na Starówce, gdzie kościołów jest więcej niż dobrych restauracji, udałem się do nie mniej znanego Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. U jezuitów z całą pewnością oczyszczę swoją grzeszną duszę – pomyślałem. I co? Znowu nic.
– Jezuici w Wielki Piątek obsługiwali wiernych tylko do godziny 15 – poinformowała mnie rozmodlona starsza pani…
Autor: Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu