Skazana na religię

Czy w Polsce można sądownie zmuszać kogoś do praktyk religijnych? Ależ oczywiście!

Pan Adam W. i jego partnerka Ewa mieszkają w Grodzisku Mazowieckim. Wspólnie wychowują troje dzieci, w tym córkę pana Adama, dziewięcioletnią Wiktorię. Matką Wiktorii jest jego była żona.

Pan Adam jest ateistą od 13. roku życia. Jak mówi, wierzy w naukę, nie w gusła. Nie dyskutował, kiedy żona i jej matka postanowiły ochrzcić Wiktorię, urodzoną jako wcześniak – miał ważniejsze sprawy na głowie. Kiedy córka miała sześć lat, małżeństwo się rozpadło. Zgodnie z wyrokiem rozwodowym, Wiktoria zamieszkała z tatą, a władzę rodzicielską sprawowali oboje rodzice.

Kiedy dziewczynka poszła do zerówki, matka – wówczas za zgodą ojca – zapisała ją na religię. Wkrótce Wiktoria powiedziała ojcu, że nie chce chodzić na te lekcje. Pan Adam wypisał córkę. Matka ponownie ją zapisała. I tak kilka razy. Chodząc pod przymusem, dziewczynka odmawiała uczenia się religii i przynosiła z niej same jedynki (choć nie wiedzieć czemu na koniec roku wyszła jej piątka). Na początku III klasy ojciec poinformował szkołę, że nie wyraża zgody, aby Wiktoria chodziła na te zajęcia. Dołączył podpisane przez córkę oświadczenie, że jest niewierząca i zgodnie z art. 194 kodeksu karnego (dotyczącym wolności sumienia i wyznania) nie wolno jej zmuszać do uczestnictwa w religii.

„Szczerze, to ja mam gdzieś komunie i inne gusła. Gdyby córka chciała chodzić, tobym ją zaprowadzał do plusika [kościoła – przyp. red.]. Cały biznes polega na tym, że Wikusia nie wierzy i nie chce chodzić na religię” – pisze pan Adam na Facebooku.

Matka nie odpuściła. Twierdzi, że Wiktoria musi chodzić na katechezę, żeby mogła pójść do komunii. Zwróciła się do sądu o ustalenie opieki naprzemiennej, wnosząc przy tym o „rozstrzygnięcie w istotnych sprawach dziecka”. 28 listopada br. sędzia Sądu Rejonowego w Grodzisku Mazowieckim Agnieszka Banaszczyk wydała postanowienie w trybie zabezpieczenia, w którym upoważniła matkę Wiktorii do posłania jej na religię i do komunii bez zgody ojca. W uzasadnieniu sędzia argumentuje, że wiek i stopień rozwoju Wiktorii nie pozwalają jej podjąć autonomicznej decyzji w kwestiach religijnych. Na zdrowy rozum, powinno to być raczej argumentem za trzymaniem dziewczynki z dala od kościelnej machiny propagandowej. Niestety, decyzje pani sędzi Banaszczyk nie mają nic wspólnego z takim tokiem rozumowania. Jest ona za to piewczynią konformizmu: „W ocenie Sądu małoletnia wobec Jej trudności interpersonalnych z rówieśnikami nie powinna być stawiana w sytuacji bycia odmienną. Uczęszczanie na lekcje religii może pomóc Jej w integracji z pozostałymi dziećmi w klasie, a w konsekwencji podnieść umiejętności interpersonalne z rówieśnikami”. Nieważne, że w rozmowie z sędzią dziewczynka powtórzyła swoje stanowisko, a przez dwa lata nie nauczyła się ani jednej modlitwy; nie umie się nawet przeżegnać.

Decyzja sądu dziwi także dr. hab. Pawła Boreckiego z Zakładu Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa i Administracji UW. Uważa on, że w tej sytuacji sędzia powinna postąpić zgodnie z wolą dziecka, nawet jeśli ma ono dziewięć lat:

– Dziwię się sądowi, że nie kierował się dobrem dziecka. Zgodnie z konwencją praw dziecka, powinien uwzględnić to, że dziewczynka nie chce chodzić na religię i byłaby do tego przymuszana. W istocie rzeczy, zdecydował głos matki, niemniej decyzja sądu jest wiążąca. Problem polega na tym, że nie uregulowano jednoznacznie zasad rozstrzygania sporów w takiej sytuacji. W mojej opinii w momencie, kiedy rodzice nie mogą dojść do porozumienia, głos dziecka powinien być decydujący. Droga, którą wybrała matka, z formalnego punktu widzenia jest prawidłowa, natomiast jest to katastrofa pod względem wychowawczym. Nie wiem, na jakiej podstawie sąd uznał, że opinia Wiktorii nie jest wyrazem jej przekonań, moim zdaniem ojciec powinien się odwoływać do sądu wyższej instancji – powiedział nam dr Borecki.

Ciekawym aspektem sprawy jest to, że matka Wiktorii nie jest bynajmniej zagorzałą katoliczką, zalicza się do „wierzących niepraktykujących”. Gdy widuje się z córką, nigdy nie zabierała jej do kościoła – teraz też dziewczynka miałaby tam chodzić z babcią. Na komunizacji małej zależy natomiast ciotce Wiktorii, która jest jej matką chrzestną.

Batalia sądowa trwa dalej. Pan Adam jest zdecydowany walczyć o wolność religijną dla córki.

Joanna Zaleska

Łaska dla niewierzących

Jest w roku jedna godzina, podczas której spływają na nas z nieba wszelkie łaski.

Choć wiadomo dokładnie, kiedy przypada, nie można w tym czasie skreślić szóstki w totka. Trzeba bite 60 minut się modlić i wtedy… „ateiści, którzy nie potrafią kochać” się nawrócą. Coraz modniejsza wśród katolików robi się „godzina łaski”, która przypada zawsze 8 grudnia między godz. 12 a 13. Wtedy to „niebo otwiera się szeroko dla każdego człowieka. Przez 60 minut na świat wylewają się fale łask. W tej godzinie nawrócić się może nawet najbardziej zatwardziały grzesznik. Ta godzina to wyjątkowy prezent dla ludzkości od Niepokalanej” – twierdzą katolicy, biorący wówczas udział w modłach.

„Godzina łaski” wiąże się z wydarzeniami z 8 grudnia 1947 r. Wtedy w Montichiari we Włoszech Maryja miała objawić się pielęgniarce Pierinie Gilli i powiedzieć: „Życzę sobie, aby każdego roku w dniu 8 grudnia w południe obchodzono Godzinę Łaski dla całego świata. Dzięki modlitwie w tej godzinie ześlę wiele łask dla duszy i ciała. Będą masowe nawrócenia. Dusze zatwardziałe i zimne jak marmur poruszone będą łaską Bożą i znów staną się wierne i miłujące Boga. Pan, mój Boski Syn Jezus, okaże wielkie miłosierdzie, jeżeli dobrzy ludzie będą się modlić za bliźnich. Jest moim życzeniem, aby ta Godzina była rozpowszechniona. Wkrótce ludzie poznają wielkość tej Godziny Łaski. Jeśli ktoś nie może w tym czasie przyjść do kościoła, niech modli się w domu”. Z tej okazji w kościołach, a nawet w internecie, powstały grupy modlitewne. Wierni przez 60 minut klepali różaniec w intencji niewierzących. Dlaczego katolikom tak zależy na nawróceniach? Z odpowiedzią spieszy ks. Marek Dziewiecki, doktor psychologii, ale też ekspert Ministerstwa Edukacji, którego słowa w ostatnim czasie oburzyły opinię publiczną.

– Jeśli nie wierzysz w Boga, nie masz żadnych intelektualnych nawet możliwości, żeby wierzyć w miłość – ogłosił ksiądz podczas jednej z mszy w Pabianicach (woj. łódzkie). Ksiądz swój pogląd rozpowszechniał już w 1999 r. w książce „Odpowiedzialna pomoc wychowawcza”. Złożenie zawiadomienia do prokuratury w tej sprawie zapowiada Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych (OMZRiK). – Ksiądz Dziewiecki sprowadza ważne kwestie humanistyczne do prostych zasad korporacji: albo wyznajesz nasze wartości, albo jesteś mniej wart. Wręcz twierdzi, że ateista nie jest w pełni człowiekiem, zachowuje się jak nierozumne zwierzę podporządkowane instynktom. Trudno ocenić, czy wypowiedź księdza jest złamaniem art. 257 kk, czyli znieważeniem z racji bezwyznaniowości. Z reguły prokuratury unikają takich spraw. Ale mimo wszystko zgłosimy ją, niech prokurator sam oceni, czy doszło do złamania prawa. My uważamy, że księża katoliccy nie mają prawa znieważać ludzi tylko z tego powodu, że nie podzielają ich wiary – informuje OMZRiK.
Katarzyna Wilk-Wojtczak