Kultura i cenzura

Prawicowa władza uważa, że jest wszechmogąca. System zakazów i nakazów ma regulować wszystko, także kulturę. To, co „nieprawomyślne”, musi znikać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Takie życzeniowe myślenie zaprezentował wicepremier Jarosław Gowin, który za pośrednictwem Twittera zażądał, by Netflix usunął ze swojej platformy „bluźnierczy” film brazylijskiej grupy satyrycznej Porta dos Fundos.
Ręce cenzury najczęściej sięgają po treści z odniesieniami religijnymi. Sztuka potrafi przecież rozbijać totalitarne narracje. A moment, gdy ktoś zaczyna mówić, co można, a czego nie można oglądać, słuchać i czytać, jest zawsze niebezpieczny.
W internecie jest petycja, pod którą wirtualny podpis złożyło już prawie 1,5 mln osób. „Każdego roku brazylijska grupa komediowa Porta dos Fundos (Tylne drzwi) produkuje na święta Bożego Narodzenia film, którego celem jest atakowanie chrześcijan i chrześcijaństwa. Cykl ukazuje się pod tytułem: Pierwsze kuszenie Chrystusa. Można uznać, że produkcje te mają jeden jedyny cel – bluźnierstwo. Rzecz jasna obiektem tego bluźnierstwa jest tylko jedna jedyna religia – chrześcijaństwo” – napisano na stronie, gdzie zbierane są podpisy. „Kolejny raz możemy przekonać się, że chodzi im wyłącznie o chrześcijaństwo, bo nic podobnego nie miało miejsca w stosunku do islamu” – grzmią organizatorzy obywatelskiego protestu. Nieprawda w tym oświadczeniu goni nieprawdę…
Autor Marianna Rolla
Więcej efaktyimity.eu

Taniec z czystymi gwiazdami

Kościół katolicki potrafi potępić, a nawet zohydzić wszystko i wszystkich: papieża, Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, seks, ruchy LGBT, Olgę Tokarczuk, ewolucję czy wegetarianizm. Ostatnio na cenzurowanym znalazło się coś, co człowiekowi towarzyszy od zawsze – taniec.
Według ogólnie przyjętej definicji taniec to układ rytmicznych ruchów ciała, powstających spontanicznie pod wpływem bodźców emocjonalnych lub świadomie wyrażających pewne stany psychiczne. Można tańczyć solo, w parach lub w grupie. Tymczasem dla polskiego Kościoła katolickiego, piszącego historię świata na nowo, taniec jest formą oddania się Bogu, w której nie możemy przekraczać granic „złej seksualności”.
Dawno „od tańczenia” nie bolał mnie tak tyłek, jak podczas 150-minutowego spotkania w Domu Słowa Bożego Arka. Na przygotowanie do szaleńczych imprez karnawałowych pod hasłem „Bóg – taniec – powołanie” zaprosiła mnie Diakonia Wyzwolenia Diecezji Warszawsko-Praskiej i Ruch Światło-Życie, a konkretnie tancerz sportowy i oazowicz Michał Cieślak. Wybierając się na spotkanie, zrobiłem nawet kilka przysiadów, założyłem wygodne buty i od rana nie jarałem szlugów, by mieć choć trochę kondycji na ewentualne pląsy z pięknymi kobietami. Miałem nadzieję, że w końcu zatańczę z prawdziwymi katolickimi gwiazdami.
Na miejscu zawiodłem się okrutnie. Siedziałem na niewygodnym szkolnym krześle, patrząc tylko na wymalowane dziewczyny, które – także rozgoryczone przebiegiem mityngu – pokornie notowały w swoich kajetach rady wszechwiedzącego tancerza oazowicza. Nauka tańca do złudzenia przypominała nudne spotkanie spikerskie anonimowych alkoholików, podczas którego głos zabiera i rację ma jedynie mentor, a osoby szukające pomocy mogą tylko przytakiwać…
Autor Artur K. Lis
Więcej efaktyimity.eu

Rolnik szuka Boga

W 2018 r. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydało ponad milion złotych na reklamę i marketing w katolickich mediach. Warto było?
Zestawienie wydatków na reklamę, marketing, promocję i działania informacyjne MRiRW zostało opublikowane pod koniec ub.r. Dopiero teraz wzbudziło jednak zainteresowanie mediów, które zwróciły uwagę na kolosalne środki przeznaczane przez resort na lansowanie się w Telewizji Polskiej. Postanowiliśmy przyjrzeć się tabelce i odkryliśmy, że równie duże kwoty zostały przetransferowane do mediów chrześcijańsko-prawicowych i bezpośrednio związanych z Kościołem. Ministrowie Krzysztof Jurgiel i Jan Krzysztof Ardanowski tylko w roku 2018 sprezentowali swoim kościelnym sprzymierzeńcom 1 188 576,60 zł.
Pieniądz płynął wartko, co można prześledzić na wybranych przykładach. Najwięcej pieniędzy trafiło do rozgłośni radiowych, w tym do Radia Warszawa Diecezji Warszawsko-Praskiej na audycję „Polska smakuje” (78 879 zł) i nakręcenie spotu (25 092 zł), Radia Podlasie Diecezji Siedleckiej na „Poznaj dobrą żywność – radiowy poradnik kulinarny” (97 416 zł), Katolickiej Rozgłośni Radiowej Fiat Archidiecezji Częstochowskiej na programy „Poznaj dobrą żywność, pokochaj dobre smaki” i „Polska Wigilia – polskie tradycje – polski stół” (74 968,50 zł) oraz materiał informacyjny dot. aplikacji eWniosekPlus (3 321 zł), Katolickiego Radia Podlasie na program „Kwadrans z ministrem rolnictwa” (92 250 zł), Radia Nadzieja Diecezji Łomżyńskiej na „Rolniczy kwadrans” (106 641 zł)…
Autor Norman Tabor
Więcej efaktyimity.eu

Zziobrowana niezawisłość

Wolność jest wartością najcenniejszą. Warta jest niecałe 5 tys. zł miesięcznie.
(…) Z aresztami tymczasowymi Polska miała problem od zawsze. I dlatego w 2009 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Adamowi Kauczorowi, który spędził w areszcie rekordowych 7 lat i 10 miesięcy, należy się zadośćuczynienie w wysokości 10 tys. zł. Kwota śmieszna, ale znacznie ciekawsze było to, że przy okazji ETPC zakomunikował Polsce istnienie w tym kraju strukturalnego problemu nadużywania tymczasowego aresztowania. I przy okazji trybunał zobowiązał polskie władze „do przeciwdziałania w sposób spójny i długofalowy temu zjawisku”.
Polska posłuchała. Dzięki temu liczba postanowień o zastosowaniu tymczasowego aresztu z 24 755 w 2009 r. spadła do 12 580 w roku 2015. O ile w 2009 r. za kratami było 9 460 aresztowanych, to na koniec 2015 r. było ich 4 162. Komitet Ministrów Rady Europy pochwalił Polskę za dostosowywanie się do standardów europejskich i zakończył nadzór nad kwestią nadmiernej długości i liczby tymczasowych aresztowań.
Jednak w 2016 r. wszystko się zmieniło. Ziobro kazał prokuratorom żądać aresztu za co się da. I żądają. Ale żeby trafić za kratki, wniosek musi dostać błogosławieństwo sądu. Bo to przecież niezależne i niepoddające się presji pisowskiej sądownictwo decyduje, czy ktoś idzie siedzieć, czy nie…
Autor Stefan Płonicki
Więcej efaktyimity.eu

#Halo, tu Kuba Wątły

No to już wiemy! Robert Biedroń został namaszczony na kandydata sejmowej lewicy na strażnika żyrandola.

Na szczęście ten zaszczyt mu nie zagraża (12 proc. w badaniach zamówionych przez Lewicę), w związku z czym brukselski spokój i pieniądze nie są zagrożone. Dużo na ten temat pisałem tydzień temu, więc dziś wspomnę jedynie, że Andrzej Duda idzie po drugą kadencję i tak mu chyba zostanie. Wiem, że trochę lub nawet bardzo się to państwu nie podoba, ale w Polsce 2020 r. nadal rządzi Kościół i jego trochę tępawi wierni.

Co do Kościoła, szczególnie tego katolickiego, to kolejny już raz czytałem, że jego rwandyjska wersja przeprasza za to, że „brała udział w ludobójstwie”. Zaraz, chwila: jeśli jakakolwiek organizacja brała udział w ludobójstwie, to wystarczy swoiste „sorry” i sprawa będzie załatwiona? Nikt nie zadaje tego pytania i nikt nie rozkłada tych przeprosin na czynniki pierwsze, że oto ludobójstwa nie dokonał kościół w sensie „budynek”, ale Kościół w sensie „ludzie” – wspólnota… Bardzo często ludzie bardzo konkretni, którzy mając na sobie sutanny, czyli ciesząc się zaufaniem ludu, otwierali drzwi kościoła, gdzie jedni chcieli się schronić, po czym je zamykali i wskazywali drugim, kogo mogą mordować. Kobiety, dzieci, starcy – klasyka tamtejszego Kościoła katolickiego z maczetami w świętych dłoniach. Gdzie jest zdrowy rozsądek? Gdzie jest logika, która nakazuje bezwzględnie pociągnąć do odpowiedzialności księży, biskupów, czy cywili, którzy dziś rzucają słowo „przepraszam”?

Nieprawdopodobne jest, że gdy Kościół morduje, to magiczne słowo wystarczy. Jednak gdy morduje jakiś Kowalski czy Nowak, to normą jest proces. Ten patologiczny schemat braku odpowiedzialności przerabiamy od lat nad Wisłą, nad którą dzieci można właściwie gwałcić do woli, o ile zawodowo nosi się sutannę. Jedyne, co grozi facetowi w sukience na 33 guziki, to nowy teren łowów w miejscu, gdzie jego poprzednik na parafii był jakiś popieprzony i dzieci nie gwałcił. Kiedy ksiądz rozdziewiczy Wam już dziecko, to, niejako przy okazji, pokropi Wam mieszkanie zatęchłą wodą, która może mieć w sobie liczne bakterie coli czy innej czerwonki. Nie za darmo oczywiście ksiądz będzie Wam to mieszkanie kropić, tylko za minimum kilka stów. Potem powinniście całować księdza po rękach, które są właściwie „dłońmi Chrystusa” – jak twierdzi dyżurny sutannik Telewizji Republika, bo święcenia załatwiają sprawę i z rąk zwykłego Polaka robią ręce Chrystusa Króla Polski.
Z pewnością ów Król Polski natchnął niedawno jednobrewego Krzysztofa Bosaka, który „otwiera Ruch Narodowy na społeczność LGBT”, o ile przedstawiciele tej społeczności nie będą „czynni”. Oznacza to tyle, że będą zamknięci, z czego część chrystusowych Polaków byłaby pewnie zadowolona. Radość taka bierze się zazwyczaj z własnych ograniczeń, które nie wiedzieć czemu wśród polskich nacków i szurofoliarzy skupiają się na kwestii łóżka i tego, co w nim można robić, wyłączając spanie, jedzenie, umieranie i oglądanie Netfliksa. Przykładem takiego właśnie postrzegania świata jest redaktor Stanisław Janecki, który Marsz Tysiąca Tóg widział jako „wielką masturbację na ulicach Warszawy. I jak to w onanizmie, chodziło o samozaspokojenie”. Koniec cytatu. Ha! Że też ręka nie drgnęła redaktorowi, gdy pisał te słowa. A właściwie nie drgała – jeśli mam być nieco bardziej złośliwy, bo biorąc pod uwagę jego fizis i fakt, że tylko ślepa desperatka mogłaby na niej zawiesić swoje niewidzące oko, owo samozaspokajanie się pewnie mu od dawna pozostaje.

Cóż… skoro jestem już złośliwy, to jako bonus dorzucę jeszcze małostkowość. Cecha ta ujawniła się we mnie podczas ostatniego Finału WOŚP. I zaprawdę napiszę Wam, że nie ma w niej chyba niczego zdrożnego, bo okazuje się, że ta moja małostkowość jest może jednym z tych czynników, które będą nas trzymać przy zdrowych zmysłach pomiędzy poszczególnymi finałami Orkiestry. Pewnie to bardzo małostkowe, ale to w sumie dobrze, że choć raz w roku, choćby przez moment, nawet w marnym procencie, ale jednak, najbardziej nienawistni wyznawcy polskiego Kościoła katolickiego, a wraz z nimi różne inne intelektualne męty, które na co dzień mają gęby wypchane frazesami o miłości i miłosierdziu, czują się tak, jak ja czuję się przez pozostałe dni w roku, żyjąc wśród nich, w chlewni, którą nie dość, że sami tworzą, to jeszcze uparcie nazywają perfumerią.

Chwilo trwaj! A teraz na koniec: minął nam właśnie rok od mordu politycznego dokonanego na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu. Zbrodnia ta od początku była inspirowana zarówno przez część polityków, jak i część mediów. Ani jedni, ani drudzy nie wzięli za nią odpowiedzialności. I pewnie nie wezmą, bo tak jak Kościół katolicki może mordować ludzi i przepraszać lub nie, tak media i politycy mogli zamordować człowieka, bo ten, który miał nóż w dłoni był jedynie cynglem pociągającym za spust. To nie była ostatnia śmiertelna ofiara słów w Polsce. Im bliżej będzie PiS do czasu, w którym ono będzie sądzone, im bliżej będzie większości skompromitowanych polityków wszystkich opcji do politycznego niebytu, tym więcej łez, krwi i żałoby zagości nad Wisłą. Najgorsze emocje wyzwoli w nas rozkręcający się kryzys ekonomiczny i ci, którzy będą chcieli na nim najwięcej skorzystać.
Kuba Wątły

Marsz konfederatów

Chcą rządzić Polską i, niestety, może im się to udać. Tymczasem w dalszym ciągu traktowani są jak jednorazowy wybryk wyborczy, który tylko przypadkiem dostał się do Sejmu. Niesłusznie. Konfederacja, bo o niej mowa, to ugrupowanie, które doskonale wie, czego chce i nawet po trupach swoich sympatyków prze do celu, jakim jest władza.

(…) To, co mają do zaoferowania konfederaci trafia na podatny grunt, a ich przekaz jest jak kula narodowo-radykalnego błota, która z dnia na dzień skutecznie oblepia coraz większą liczbę wkurzonych na wszystko Polaków. Przewagą konfederatów nad innymi pretendentami do najważniejszego urzędu w kraju jest także liczba kandydatów na kandydata na prezydenta. To dziewięć osób, całkowicie od siebie różnych i niekiedy głoszących poglądy sprzeczne. Ale kto będzie o tym pamiętał w maju, przy urnie wyborczej, kiedy będziemy wybierać głowę państwa? Wówczas ten różnorodny dziś chór konfederatów zleje się w jeden silny głos totalnego kontestatora obecnego porządku. To może wybebeszyć, nie od pociągnięcia skalpela, a raczej machnięcia tępą siekierą, dotychczasowy układ sił politycznych w naszym kraju, a już na pewno zmieni jego chorą i skostniałą od lat strukturę. Skąd takie wnioski? Wystarczyło wybrać się na spotkanie prawyborcze Konfederacji w Krakowie.
Przed jednym z hoteli tuż obok Centrum Kongresowego stoi grupka młodych ludzi ubranych w ciemne garnitury i pospiesznie gasi łapczywie palone papierosy. Skąd u nich taka nerwowość? Wszystko wyjaśnia się za moment. Najważniejsze, że krakowskie spotkanie konfederatów zorganizowano w reprezentacyjnym przecież miejscu, a nie jak przed wyborami parlamentarnymi w obskurnej ciasnej klitce na ostatnim piętrze zdewastowanej kamienicy obok placu Inwalidów. Wchodząc na pierwsze piętro eleganckiego hotelu rozumiem, dlaczego ludzie są spoceni i podnieceni. Do rozpoczęcia prawyborów pozostało pół godziny, a w ogromnym holu widzę nieprzebrany tłum, który tak jak ja wpłacił 30 złotych darowizny i teraz chce zagłosować w prawyborach na swojego kandydata. By tak się stało, każdy elektor musi tylko potwierdzić swoje przybycie, otrzymać specjalną niebieską opaskę na rękę, uprawniającą do głosowania, i różową kartę wyborczą.
Łatwo powiedzieć! Wokół mnie ponad tysiąc osób, które – co w tej sytuacji jest niesamowite – karnie czekają w dwóch zaledwie kolejkach do rejestracji. Wejść do dużej sali konferencyjnej, gdzie odbędzie się spotkanie, strzegą ochroniarze. Wpuszczają tylko osoby z opaskami na nadgarstku. W niekończącym się ogonku staję więc i ja.
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Nowe elity

Plan wyhodowania warstwy intelektualnych liderów IV RP się nie powiedzie.

(…)Prawo i Sprawiedliwość, choć powstało jako nieco bardziej konserwatywna wersja liberalnej partii zagospodarowującej centrum sceny politycznej, po połknięciu radykalnie prawicowej Ligi Polskich Rodzin i ludowej Samoobrony, stało się ugrupowaniem par excellence populistycznym. Jeśli był tam kiedyś, na początku, ktoś, komu od biedy można by przykleić etykietkę intelektualisty (Dorn? Ujazdowski?), to dawno został wypchnięty. Przez długi czas żadna z najlepiej wykształconych i cieszących się publicznym szacunkiem postaci nie chciała nawet zbliżyć się do PiS. Pamiętają państwo zaskoczenie, jakie wywołał profesor Piotr Gliński, gdy zgodził się być twarzą tej formacji? Partia musiała się posiłkować takimi osobami, jak Krystyna Pawłowicz czy Ryszard Legutko.

Dziś oczywiście jest łatwiej. Cztery lata rządów i możliwość dzielenia wielorakich apanaży zrobiły swoje. Może nie są to naprawdę wybitne persony, ale jacyś prawdziwi profesorowie zasilili szeregi. Choćby Zdzisław Krasnodębski czy Jacek Czaputowicz.
PiS potrzebna jednak jest masa, z której będą rekrutować się kolejni przywódcy intelektualni i duchowi. Jej „ugniecenie” jest możliwe – pokazali to na przykład komuniści w latach 40. czy 50. ubiegłego stulecia. Kaczyński wie, skąd czerpać wzorce…
Autor Adrian Ziemiński
Więcej efaktyimity.eu

Kościelne drogowskazy

Wspólną cechą drogowskazów jest to, że nie podążają w kierunku, który wskazują. Wszelkiej maści tzw. autorytety moralne są tak zajęte posłannictwem pouczania ludzkości, że nie wykazują nawet najmniejszej chęci, by osobiście stosować się do tworzonych przez siebie zakazów i nakazów. A może po prostu mają świadomość ich absurdalności i bezsensu?

Zwłaszcza chrześcijańskie drogowskazy są bardzo odległe od głoszonych przez Kościół, rzekomych prawd objawionych. Nie bez powodu z trzech prawd wyodrębnionych przez ks. Tischnera największą estymą cieszy się gówno-prawda. Nie tylko wśród pasterzy, ale i w stadzie owieczek. Może dlatego, że jest codzienna, prosta i bliska. Papieże, święci, biskupi, księża, jeśli tylko mogli, z rozkoszą nurzali się w rozpuście, zbrodni, grzechach. Równocześnie wiernych pouczali, jak żyć i co robić, by zasłużyć na zbawienie.

Pod tym względem przez wieki nic się nie zmieniło. Wciąż za swoje posłannictwo uważają nakazywanie, zabranianie, strofowanie, przywoływanie do porządku, karanie… I oczywiście branie dużej kasy za te przybliżające świętość posługi…
Autor prof. Joanna Senyszyn
Więcej efaktyimity.eu

Wujek Dobra Rada

Jest gwiazdą katolickiego internetu. Prywatnie lubi chodzić po górach, piec ciasta, jeść lody i tańczyć. Publicznie: wypowiada się na wszystkie tematy.
(…) – Jak wyjść z długów? – pyta księdza załamana Ania. – W tej intencji odmówiłam już kilka nowenn do Matki Boskiej Pompejańskiej. Moje intencje ojciec Szustak zanosił nawet do Jerozolimy, a Bóg mi nie pomaga! – tłumaczy bezradna dziewczyna.
Odpowiedź wykształconego księdza jest (delikatnie mówiąc) niezrozumiała. Nie znając kompletnie szczegółów sytuacji życiowej Ani, Wujek Dobra Rada mówi, że postępuje ona nieroztropnie i porównuje jej zachowanie do cudzołóstwa, zdrady małżeńskiej, a nawet decyzji rodziców, czy zabić niechciane dziecko, które się ma urodzić, czy pozostawić łaskawie przy życiu. Ojciec Remi radzi Ani drogę nawrócenia, aby nie miała myśli samobójczych! By jeszcze bardziej wbić kobietę w poczucie winy, rzecze, iż dług będzie spłacała całe życie, bo musi ponieść konsekwencje swoich decyzji.
– Czasem popełnisz błąd i stracisz rękę, potrącisz samochodem człowieka na pasach i idziesz do więzienia – ksiądz wkopuje kobietę w ziemię i dalej macha nad nią chrześcijańską łopatą. – Konsekwencje nieroztropnych decyzji mogą boleć, co nie znaczy, że Boga w tym nie ma, że nas zostawia. On nas nie zostawia. To jednak nie jest czarodziej, natomiast prowadzi nas do tego, że możesz kochać i pomimo problemów możesz być człowiekiem szczęśliwym. A może coś się wydarzy systemowo, że będą jakieś umorzenia? Ponadto nie ma takiego funkcjonowania w prawie, że ci wszystko zostanie zabrane, tylko będziesz żyć na najniższej stopie do końca swoich dni – kończy radę dla Ani ojciec Remi.
Gdybym ja był Anią, po takiej radzie poszukałbym raczej sznura albo żyletki, a nie lepiej płatnej pracy oraz banku z kredytem konsolidacyjnym…

Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu