Wróg na wybory

Wróg i zagrożenie konsolidują społeczeństwo wokół partii rządzącej, bo tylko ona ma siłę, by je obronić w razie ewentualnego ataku. Wiedzą o tym politycy i bezwzględnie to wykorzystują; zwłaszcza przed wyborami.

(…) Przez długie lata polskim biskupom udawało się sprawiać wrażenie ludzi z klasą, a w zasadzie nadludzi, którym należą się szczególne przywileje. Oszustwo było trudne do wykrycia, bo bliski kontakt wiernych z kościelnymi hierarchami w ogóle nie istniał, jeśli nie liczyć rzadkiego zaszczytu ucałowania ich pierścienia. Choć tylko kardynałowie są nazywani książętami Kościoła, wszyscy biskupi czują się królami czy wręcz bogami i tak są traktowani. Także przez władze państwowe i samorządowe. Toteż ich rozbestwienie sięga zenitu. Oni nie siedzą, tylko zasiadają, nie chodzą, lecz kroczą, a przede wszystkim nie mówią, ale wygłaszają prawdy objawione. Żyją w swoistych wieżach z kości słoniowej, bez kontaktu z rzeczywistością. Wprawdzie zdarzało się, że któryś coś chlapnął na trzeźwo lub w stanie wskazującym, ale dopiero teraz stanęli z politykami PiS do wyścigu o tytuł największego homofoba Kaczystanu.

(…) Społeczność LGBT jest oskarżana o deptanie świętości, bluźnienie Bogu i deprawację człowieka (abp Gądecki), diabelskie działanie mające na celu deprawację dzieci (abp Depo), promocję moralnego nihilizmu i społecznej arogancji, akceptację największych wynaturzeń, niszczenie narodowych tradycji, podważanie istoty rodziny, małżeństwa, świętości życia (abp Głódź), a nawet brak umiejętności normalnego grzeszenia (bp Zawitkowski). Swoistą kropkę nad i postawił abp Jędraszewski, mówiąc o tęczowej zarazie…
Autor prof. Joanna Senyszyn
Więcej efaktyimity.eu

Dziki kraj

Kiedy „samobójstwo” popełnił Kostecki, Ziobro nie podał się do dymisji. Nawet nie raczył się w tej sprawie wypowiedzieć.

(…)W zakładzie karnym podległym pisowskiemu ministrowi Ziobrze samobójstwo miał popełnić Dawid „Cygan” Kostecki, który ujawnił aferę podkarpacką w 2012 r. Jest to trzecie „samobójstwo” świadka w tej sprawie. Na dodatek Kostecki miał się powiesić… na leżąco, a na jego szyi ujawniono ślady po wkłuciu. Jest oczywiste, że w takim przypadku minister sprawiedliwości składa dymisję. Tak postąpił w 2009 r. prof. Ćwiąkalski, ostatni minister sprawiedliwości, który miał pojęcie o resorcie, którym przyszło mu kierować. Po samobójstwie osadzonego Roberta Pazika, skazanego na dożywocie za udział w zabójstwie Krzysztofa Olewnika, Ćwiąkalski złożył dymisję, a premier Tusk ją przyjął. Takie są standardy w cywilizowanych państwach.

Kiedy „samobójstwo” popełnił Kostecki, Ziobro nawet nie raczył się w tej sprawie wypowiedzieć (może to zresztą i lepiej, bo pewnie usłyszelibyśmy, że śmierć Kosteckiego to wina LGBT albo Tuska), a jego zastępca Wójcik jął opowiadać pierdoły o tym, że ludzie w zakładach karnych umierają. Wyjaśniam Wójcikowi: facet, przestań z ludzi robić kretynów. Idiotyzmem jest twierdzenie, że śmierć kluczowego świadka (trzeciego już!) w aferze, która może wysadzić twój rząd w powietrze, to po prostu jedna z wielu śmierci w zakładzie karnym. Wójciku, ludzie umierają również od zatrucia gazem, ale chyba dostrzegasz różnicę pomiędzy zatruciem gazem i komorami gazowymi? Skandalem jest opowiadanie społeczeństwu takich bzdur. Jest to taki sam skandal, jak wmawianie społeczeństwu, że Tusk latający rejsowym samolotem w klasie ekonomicznej do Gdańska to taki sam przypadek, jak „Penelopa” latająca z całą rodziną i znajomkami luksusowym, państwowym gulfstreamem na partyjne spotkania i weekendy. Tego rodzaju propaganda nie jest już nadużyciem, lecz zwyczajną paszą dla półdebilów…

Autor Jerzy Dolnicki
Więcej efaktyimity.eu

Od oazy do niewoli

Rodziny katolickie się organizują i radykalizują. Są bardziej papieskie niż sam papież i bronią religijnych przesądów silniej niż polski episkopat.

Kościół Domowy, zwany także Oazą Rodzin, bo o nim mowa, to formacja będąca częścią Ruchu Światło-Życie, czyli tzw. nurtu odnowy w Kościele rzymskokatolickim. Co oferuje swoim członkom? Modlitwę i posłuszeństwo. Rodzina jest najważniejsza, oczywiście wielodzietna, z matką, która zajmuje się tylko i wyłącznie rosnącą gromadką pociech. W zasadzie ideał pisowskiego państwa. Członkowie Kościoła Domowego są posłuszni, zdyscyplinowani i podporządkowani. Nie dyskutują, rozmnażają się i już. Jest tylko jeden problem – bywają niepokorni, jeśli czują, że narusza ich „boską suwerenność”.

(…) Małżeństwa należące do Kościoła Domowego wybierają życie w posłuszeństwie doktrynie. „Duchowość małżeńska proponowana w ramach Domowego Kościoła jest realizowana poprzez przyjęcie elementów formacyjnych nazywanych zobowiązaniami – darami. Są to codzienna modlitwa osobista połączona z lekturą Pisma Świętego, regularne spotkanie ze słowem Bożym, codzienna modlitwa małżeńska jako wspólne stawanie przed Panem, codzienna modlitwa rodziny jako wspólnoty zanurzonej w Bogu, comiesięczny dialog małżeński i wynikająca z niego reguła życia (systematyczna praca nad sobą), uczestnictwo przynajmniej raz w roku w rekolekcjach formacyjnych. Nie są one celem samym w sobie, ale środkiem do celu. Ich realizowanie odbywa się w małżeństwie poprzez codzienny wspólny wysiłek małżonków, podejmujących i realizujących poszczególne zobowiązania oraz poprzez wzajemną pomoc małżeństw w kręgu w dążeniu do Chrystusa (idea małej grupy jako środowiska koniecznego do wzrostu wiary)” – czytamy na stronie www.dk.oaza.pl.

Wspólnota chroni, pomaga i pilnuje. Na wątpliwości nie ma miejsca, a uciec – jeśli mąż okaże się „zbyt surowy” – nie ma dokąd, zwłaszcza z gromadką dzieci…
Autor Marianna Rolla
Więcej efaktyimity.eu

„Kapłani rzezi wołyńskiej

Rzeź wołyńska należała do najbrutalniejszych ludobójstw w historii XX-wiecznej Europy. Współcześnie niewiele osób pamięta, że jednym z prowodyrów zbrodni był grekokatolicki kler.
(…) Do zbrodniczego zaangażowania duchowieństwa doszło w naszej części Europy jeszcze w latach 40. Kiedy w Chorwacji szaleli ultrakatoliccy ustasze, a Słowację terroryzował reżim księdza Jozefa Tiso, na Ukrainie wpływy zdobywała faszystowska Ukraińska Powstańcza Armia. W gronie sympatyków ruchu znalazła się śmietanka grekokatolickiego kleru. Księża nie tylko popierali działania UPA, wymierzone w ZSRR i Niemców, ale również wspierali antypolskie czystki etniczne…
Autor Norman Tabor
Więcej efaktyimity.eu

Śmierć w cudzej sutannie

Trwa śledztwo w sprawie przyczyn samobójstwa diakona w łomżyńskim seminarium. Badane są stosunki rodzinne i koleżeńskie niedoszłego duchownego.

18 maja br. około godz. 23.12 Prokuratura Rejonowa w Łomży została powiadomiona przez dyżurnego Komendy Miejskiej Policji w Łomży o nagłym zgonie diakona z łomżyńskiego Wyższego Seminarium Duchownego (WSD). Ciało ubrane w sutannę znaleziono na strychu w jednym z budynków należących do uczelni. Zwłoki diakona, pilnowane przez policjanta, wisiały całą noc w oczekiwaniu na pojawienie się prokuratora. Dopiero rankiem ruszyło śledztwo.

(…) Desperacki krok diakona zbiegł się w czasie z falą społecznego poruszenia, jaką wywołał film braci Sekielskich. Poruszany w dokumencie problem molestowania seksualnego w Kościele oraz zła sława, jaką okrył łomżyńskie seminarium były ordynariusz tamtejszej diecezji i późniejszy arcybiskup poznański Juliusz Paetz skłaniały do spekulacji. Szybko pojawiły się plotki o konflikcie pomiędzy współmieszkańcami internatu działającego przy seminarium, o swoistej „fali”, bardziej drastyczne pogłoski o wykorzystaniu seksualnym kleryków, a nawet próbie gwałtu, do której miało dojść dwa–trzy tygodnie przed samobójstwem Marcina. Jedna z nich – najpopularniejsza – mówiła o stosunkach seksualnych, które denat miał odbyć krótko przed popełnieniem desperackiego czynu. Nie potwierdziliśmy jej prawdziwości w ramach naszego redakcyjnego śledztwa…
Autor Renata Byżycka
Więcej efaktyimity.eu

Zlustrowany po siedmiokroć

Jacek Piechota udowadnia, że polskie sądy jak chcą, to mogą. Lustrować do końca świata.

W ciągu niecałych pięciu lat lustrowany były minister SLD doczekał się siedmiu werdyktów. I, co ciekawe, w żadnym nie stwierdzono, że Piechota był szpiclem SB. Najśmieszniejsze, że IPN dobrał się do parokrotnego ministra i faceta, który w Sejmie pierwszy raz zasiadł w 1985 r., dopiero gdy Piechota zupełnie odpuścił sobie politykę. Pierwszy proces lustracyjny IPN zgotował mu w 2014 r. Trzy lata po tym, jak kandydując do Senatu Piechota napisał, że nie był tajnym współpracownikiem służb PRL. Tymczasem każdy prokurator IPN-owski zna na wyrywki listy Macierewicza i Milczanowskiego, więc na takie plewy nabrać się nie da. Zwłaszcza że w archiwach jest teczka tajnego współpracownika o ksywie „Robert”, a w niej notatka z 3 maja 1984 r. o zarejestrowaniu pod tym pseudonimem Jacka Piechoty.

Stanął zatem Piechota przed sądem we wrześniu 2014 r. i oświadczył:

– Nie prowadziłem żadnej tajnej działalności. Rozmawiamy o czasach, w których pełniłem funkcję komendanta hufca, a potem komendanta chorągwi ZHP. Wtedy każdy zakład pracy i każda organizacja miała swojego „opiekuna” z ramienia SB. Panowie ci przychodzili do mnie i np. mówili, że jakaś drużyna poszła do kościoła…
Autor Stefan Płonicki
Więcej efaktyimity.eu

Koszmar wspomnień

Zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś zamknięty w małym mieszkaniu na ósmym piętrze, kompletnie sam. W oknach nie ma klamek. To czy dzisiaj cokolwiek zjesz, zależy od twojego kata, który oprócz tego, że cię więzi, to bije i gwałci. Wołasz o pomoc. Nikt nie reaguje. To pułapka. A teraz wyobraź sobie, że w tej pułapce jest dziecko.

Któregoś dnia powiedział: Nawet nie wiesz, jak o tym marzyłem. O czym, proszę księdza? – zapytałam. Zaraz zobaczysz, moje słoneczko – zasunął zasłony, mocno chwycił mnie za ręce. Nie krzycz, bo wtedy będzie bolało bardziej – powtarzał. Zaczął zdzierać ze mnie ubranie. To był taki strach, że nie możesz oddychać. Był silny, ważył sto kilogramów. Krzyczałam, błagałam, by przestał.

Gdy skończył, owinęłam się w koc, położyłam przy ścianie i płakałam. Jadę. Mam mszę wieczorną w Stargardzie – rzucił. Kazał mi wziąć jakieś dziwne tabletki. Otworzył usta i sprawdził, czy na pewno je połknęłam. Krew spływała mi po nogach. Weszłam do wanny. Zaczęłam ją spłukiwać, ale było jej więcej i więcej. Miałam rozciętą wargę, na udach siniaki. Zaczęłam powtarzać: Mamusiu, gdzie jesteś? Pomóż mi. W tej chwili oddałabym wszystko, aby była przy mnie (…)”…

Opr. Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu

Szczepionka na głupotę

Przez ostatnie dni prawicowo-katolickie media roztrząsały śmierć 11-miesięcznego Szymonka z Radomia. Śmierć chłopczyka w perfidny sposób wykorzystali tzw. antyszczepionkowcy.

Szymon został odłączony od respiratora po blisko sześciu miesiącach walki o jego życie. Dramatyczną decyzję podjęli bezradni lekarze z warszawskiego szpitala dziecięcego przy ulicy Niekłańskiej, którzy stwierdzili śmierć mózgu pacjenta. Chłopiec został przyjęty do stołecznej placówki z nieodwracalnym uszkodzeniem centralnego układu nerwowego. Tu też zmarł. Właśnie na terenie szpitala antyszczepionkowcy postanowili pożegnać Szymonka, puszczając do nieba baloniki i zapalając mu lampki. Ceremonia była bardzo wzruszająca, ale dopiero po jej zakończeniu antyszczepionkowcy pokazali prawdziwe oblicze i cel, jaki im przyświecał. Nie chodziło wcale o pamięć o tym biednym dziecku, a o zrobienie szumu wokół siebie i swojej ideologii.
Prym wiodło osiem młodych aktywistek, które teren szpitala potraktowały jak własną przydomową zagrodę. Nieistotni byli ludzie, chcący dostać się do szpitala jedyną, zablokowaną przez antyszczepionkowców, drogą. Nieważni byli mali pacjenci i ich rodzice, którzy korzystając z pięknej pogody tłumnie wylegli ze szpitalnych sal na znajdujący się obok plac zabaw. Zamiast wytchnienia od codziennych badań i bolesnych zabiegów, chore dzieci i ich troskliwi opiekunowie oglądali nagrobkowe świece, czarno-białe zdjęcia „zabitego” Szymonka wśród położonych na chodniku misiów, lalek i krzyży. Jakby tego było mało, przeciwniczki szczepienia dzieci na głos wyrażały swoje opinie o szpitalu, mówiąc, iż jest to cmentarz, a lekarze tam pracujący są zwykłymi mordercami.

Chorzy i zapłakani mali pacjenci tej placówki słysząc to, zaczęli pytać swoich rodziców, czy oni także umrą jak Szymon. Reakcją opiekunów była ucieczka do budynku. Na antyszczepionkowcach nie robiło to wrażenia…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Wyrok na kościelną

– Czuję się oszukana i bezradna – mówi pani Halina Dziurawiec, była kościelna parafii w Katowicach-Szopienicach, która po 30 latach pracy została z głodową emeryturą. Teraz ma również opuścić służbowe mieszkanie.

– Siedzimy tu jak na rozżarzonych węglach. Po nocach nie śpimy. Chcielibyśmy stąd odejść, zakończyć ten rozdział raz na zawsze, ale nie mamy dokąd – mówi przez łzy Halina Dziurawiec, w 2016 r. postanowiła przejść na emeryturę. Wtedy okazało się, że szopienicka parafia, w której przez 17 lat na stanowisku kościelnej pracowała pani Halina, nie zapłaciła za nią ani jednej składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Kobieta otrzymuje tylko 571 zł emerytury, ponieważ ZUS uwzględnił jedynie 13 lat pracy, którą wykonywała, zanim została kościelną.

– Do kościoła przestaliśmy chodzić. Nie możemy słuchać, jak ksiądz na kazaniach o rzetelności i uczciwości mówi. Szkoda, że w swoim życiu tego nie stosuje. Czuję się oszukana i bezradna – mówi załamana.

Tymczasem polscy luteranie nie widzą żadnej swojej winy. W tym przekonaniu utwierdził ich Sąd Apelacyjny, który unieważnił korzystną dla byłej kościelnej decyzję ZUS i Sądu Okręgowego w tej sprawie.

„Pani Dziurawiec nigdy nie była pracownicą parafii i miała wiedzę na ten temat. Nigdy ani proboszcz, ani ona, ani jej mąż, ani żaden członek Rady Parafialnej nie uważał, że z parafią łączy panią Dziurawiec jakikolwiek stosunek prawny, który można byłoby nazwać umową o pracę albo umową zlecenia” – twierdzi w piśmie przesłanym „FiM” Agnieszka Godfrejów-Tarnogórska, rzecznik Kościoła ewangelicko-augsburskiego w RP. (…)

Pani Halina pracę w parafii w Szopienicach rozpoczęła 10 września 1999 r. Na dowód tego wręcza mi „Umowę o pełnieniu obowiązków kościelnego”, pod która widnieje podpis pani Haliny, jej męża Edwarda oraz proboszcza parafii ks. Adama Maliny, który (jak w każdej parafii ewangelicko-augsburskiej) z urzędu jest członkiem rady parafialnej.

– W tej umowie wymieniono szeroki zakres obowiązków, które od tej pory miały do mnie należeć. Wszystkie przez kolejne lata wypełniałam sumiennie…
Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu

Mówili o nich Ciemnogród

O Godziszowie, lubelskiej wsi na południu województwa, zrobiło się głośno w 2003 r., po referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Złożyły się na to wysoka, 71-procentowa frekwencja i rekordowy eurosceptycyzm. Aż 88 procent mieszkańców powiedziało Unii „nie”.
Dziennikarze najechali wieś i nadali jej miano Ciemnogrodu. Wieś zawsze głosowała na PiS. W majowych wyborach do europarlamentu było tak samo. Chociaż frekwencja spadła do poziomu ok. 57 proc., wynik pozostał ten sam. Kandydaci PiS zdeklasowali konkurentów.
– U nas od wielu już lat frekwencja jest bardzo wysoka. To wynika z historii i przywiązania do ojczyzny. Mieszkańcy postawili na PiS. Utożsamiają się z głoszonymi wartościami, z silnymi u nas tradycjami chrześcijańskimi i wiarą. Ludzi przekonuje też opiekuńczość obecnie rządzących. Tego wcześniej nie było. Czy teraz zagłosowali za PiS, czy za Unią lub za PiS, a przeciw Unii? Zagłosowali za PiS, ale nie przeciw Unii – mówi wójt Józef Zbytniewski. (…)

Eurosceptycyzm Godziszowa nie powstrzymał Polski od wejścia do Unii. Pojawiła się grupa, która, unosząc się honorem i ambicjami, postanowiła nie składać wniosków o dopłaty. Pomogły słowa proboszcza. Wytłumaczył, że brać pieniądze z Unii to nie grzech.
Ludzie święcie wierzą w słowa księży i szybko nauczyli się korzystać z unijnych dobrodziejstw. Obawy, które mieli, nie potwierdziły się, ale euroentuzjastami nie zostali. Już wcześniej wiedzieli, co to jest ten Zachód, bo jeździli tam dorobić. Nie wszystko im się podobało. W Unii nic nie ma po bożemu, a bez Boga nikt nie wygrał. Dopłaty z UE są zastrzykiem pieniędzy, ale niewystarczającym.

– Ludziom zmieniło się na lepsze. Niestety, nie widzę, aby to była jakaś zasługa Unii. To Kaczyński zrobił… – przekonuje jeden z rolników, stojący przy nowoczesnym traktorze. To, że wyprodukowany w Unii i kupiony za unijne pieniądze w niczym mu nie przeszkadza…
Autor Zbigniew J. Nita
Więcej efaktyimity.eu