Atrakcyjne strony armii

Duda i Błaszczak chwalą się gdzie mogą, że Polska jako jeden z nielicznych krajów NATO wydaje na obronę 2 proc. PKB. Tylko po co?

Naród polski kocha polskie wojsko. I jest dumny z naszych żołnierzy. No chyba, że jest w KFC między Grójcem i Warszawą i spożywa kawałki kurczaka pod lufami karabinów. Wtedy naród polski rękami swoich przedstawicieli śle do internetu fotki, w których umundurowanych jegomości z bronią w knajpie odsądza od należnej im czci i wiary w zwycięstwo.

„Kuchnie polowe diabli wiedzą gdzie”*
Oczywiście sprawą głodnego wojska szybko zajęły się media, a tuż potem kadra oficerska naszych sił zbrojnych. A właściwie jej piątego koła, czyli Wojsk Obrony Terytorialnej. Albowiem to reprezentujący jej barwy wojacy wpadli na szybkie jedzenie. Kadra w osobie rzecznika WOT stwierdziła, że zgłodnienie żołnierzy jest naturalne i wymagało zaspokojenia. W związku z czym ich wizyta w KFC była rzeczą normalną. Zaś fakt niepozostawienia przez nich broni w samochodzie, którym jechali, jak też jej przewieszenie przez ramiona z lufą skierowaną w dół, jest wyrazem przestrzegania przez weekendowe wojsko prawa i obowiązujących standardów. Szczególnie, że byli w podróży służbowej w związku z braniem udziału w zmianie warty przy Grobie Nieznanego Żołnierza.

O takie drobiazgi, jak to po co ciągać ludzi w celu nieistotnej celebry wiele kilometrów, nikt rzecznika nie spytał. Tak samo jak o to, dlaczego w wojsku nie zadziałały stosowne procedury aprowizacyjne, które winny spowodować, żeby wojacy nie byli cały dzień o suchym pysku…
Autor Stefan Płonicki
Więcej efaktyimity.eu

#Halo, tu Kuba Wątły

Rada Języka Polskiego stanęła po stronie normalności. Cóż to oznacza? Oznacza to, że żeńskie końcówki można tworzyć bez opamiętania od rana do wieczora, a argumenty przeciwko ich powstawaniu są „pozbawione podstaw”. I tu Rada sama się podłożyła. Otóż podstawą wszystkiego w Polsce są Bóg Honor i Ojczyzna, a najprzód Kościół święty. I końcówki żeńskie nie mieszczą się ani w ramach Boga, ani Honoru, ani nawet Ojczyzny. O Kościele świętym to nawet nie wspomnę, bo tam mają znaczenie jedynie końcówki męskie, najczęściej w ustach lub odbytach dzieci.
***
Były premier Leszek Miller, obecnie europoseł, a wcześniej specjalista od torturowania ludzi w tajnych więzieniach CIA i spec od praw człowieka, stwierdził, że jest przeciwny temu, by osoby LGBT mogły adoptować dzieci. Opinia ze środowiska PZPR-SdRP-SLD-Samoobrono-Obecnego jakoś specjalnie nas nie interesuje. Znacznie bardziej interesuje nas wciąż przeciągane śledztwo w sprawie tajnych więzień. Pytanie, co na to szef SLD Włodzimierz Czarzasty bądź jego koalicyjni partnerzy? Pewnie nic. Przecież są już w Sejmie. A tylko o to chodziło.
***
Cały felieton dostępny: efaktyimity.pl

Szmaty z „Lewackiej Szmaty”

„Polonia Christiana” próbuje zastraszyć sklep odzieżowy. Wszystko przez to, że wydał linię produktów krytykujących Kościół katolicki.
„Lewacka Szmata” jest internetowym sklepem z odzieżą i gadżetami. Firma specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i sprzedaży ciuchów opatrzonych lewicowymi hasłami i symbolami. W kolekcji możemy znaleźć odzież z motywami odwołującymi się do ruchu socjalistycznego i jego bohaterów (m.in. Karol Marks, Stefan Okrzeja i Kazimierz Pużak) oraz związane z aktualnymi wydarzeniami i trendami (wsparcie dla osób LGBT, feminizm, ekologia). Sklepowe nowości – koszulki, kubki i torby – opatrzone hasłem „La unica iglesia que ilumina es la que arde” (jedyny kościół, który oświeca to ten, który się pali – przyp. red.) i motywem z płonącą świątynią wywołały u redaktorów „Polonii Christiania” napad szału. Katoliccy dziennikarze zasugerowali, że działalnością sklepu powinna zająć się prokuratura.

O komentarz poprosiliśmy Doro z Kolektywu Lewacka Szmata. Zdementowała informacje, że – jak sugerowała „Polonia Christiana” – nowa linia produktów gloryfikuje ataki na katolickie świątynie we Francji i w Chile.

– Wspomniane produkty nie są związane z ostatnimi wydarzeniami. Hasło na koszulkach jest starym hiszpańskim sloganem, który odnosił się do współpracy reżimu gen. Franco i Kościoła katolickiego. Tak się składa, że hasło jest dalej aktualne i dlatego je publikujemy…
Autor Norman Tabor

Andrzejkowe disco pod Świętym Krzyżem

Podobno Kościół katolicki w Polsce zakazuje obchodzenia pogańskiego zwyczaju andrzejek. Mieszkańcy Śródmieścia w Warszawie mają na ten temat zupełnie inne zdanie.
(…) Kościół dolny bazyliki mniejszej przy Krakowskim Przedmieściu jest pełen ludzi, jednak nikt się nie bawi. Wszyscy są nad wyraz skupieni i poważni. Myślę – trafiłem idealnie, ale mimo wszystko dziwi mnie aż tak patriotyczny nastrój andrzejek. W zaproszeniu napisano przecież, że czeka nas wyśmienita, chrześcijańska i roztańczona impreza. Tu nikt nie podryguje w takt muzyki, ba nawet nie tupie zmarzniętą nogą w bucie. Atmosfera jest grobowa i trochę przygnębiająca, choć w sumie idealna na wieczór wróżb i lanie wosku.

– To są andrzejki? – nieśmiało pytam szeptem zasłuchaną, stojącą pod ścianą siostrę miłosierdzia. – Nie, balanga jest z tyłu – zrozumiałem z ruchu warg i szerokiego gestu ręką wskazującego drogę. Balanga? – zdziwiłem się.

Wewnętrznymi schodami wchodzę na zakrystię. Akurat kończy się koncert chóru Sursum Corda, którego w kościele głównym słucha garstka melomanów muzyki pasyjnej. Gdyby nie otwierane co chwila ciężkie, dębowe drzwi na parking, krążyłbym po bazylice jeszcze przez kilka minut w poszukiwaniu właściwego adresu. Właśnie przez uchylane drzwi dociera do mnie muzyka, która zupełnie nie pasuje do miejsca i sytuacji. To dźwięki disco, czyli impra andrzejkowa! Zakonnica miała rację – faktycznie, balanga odbywa się z tyłu kościoła. Bezbłędnie trafiam na miejsce.
Z otwartych okien budynku Zgromadzenia Księży Misjonarzy dudni na całą okolicę muza w stylu „umpa, umpa”. Pod napisem „Domus Congregationis Missionis Fundata A.D. 1651” kłębi się tłumek ludzi. W większości to studenci Duszpasterstwa Akademickiego. W torbach dostrzegam ciasta, sałatki, paluszki, ale także słyszę dzwoniące o siebie butelki zmrożonego, złocistego płynu. Sprawdzana jest lista obecności i pobierana opłata w wysokości 10 zł od osoby.

Andrzejkowiczów wita z otwartymi ramionami ksiądz Artur. Patrzy także na mnie i z chrześcijańską wrażliwością, bez ogródek pyta:
– Co pan tu robi i czego chce?…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Lot nad smoleńskim gniazdem

W telewizji obchody miesięcznic smoleńskich wyglądają imponująco. Są uroczyste msze, marsz pamięci, przemowy i składanie kwiatków przed pomnikami. 10 listopada postanowiłem sprawdzić, jak miesięcznica wygląda tak naprawdę, od środka.
Wszystko przypomina pobyt w zakładzie psychiatrycznym, kreślonym ręką reżysera Miloša Formana, z którego co prawda każdy pacjent zawsze może wyjść, ale zostaje, bo tylko wśród swoich czuje się bezpiecznie. Postanowiłem na chwilę zostać Jackiem Nicholsonem z filmu „Lot nad kukułczym gniazdem”. Z wyznawcami spiskowych teorii rozwoju świata spędziłem cały dzień. Tylko i aż.
Wszystko rozpoczęło się o 8 rano w kościele seminaryjnym pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Do świątyni może wejść każdy. No to wchodzi. Nikt nikogo nie sprawdza, choć w pierwszych ławach, tuż przed ołtarzem, zasiadają premier, wicepremierzy, najważniejsi ministrowie, Jarosław Kaczyński i Bóg wie kto jeszcze. Brakuje tylko prezydenta, choć ma najbliżej. W kościele przesadnego tłumu nie ma, ale duża część zgromadzonych została tu zwieziona specjalnymi autokarami.
Prezes PiS przyjeżdża tuż przed 8. Kaczyński lekko utyka, ale dzielnie się przedziera nawą główną. Chwilę później zjawia się Mateusz Morawiecki. Obaj panowie musieli zwrócić uwagę na niecodzienne postacie, które mijali idąc w stronę prezbiterium. Ci ludzie normalnie nie wyglądają. Młody mężczyzna – z zaciętą ze złości twarzą – cały czas macha przed głową ogromnym portretem Lecha i Marii Kaczyńskich. Inny, starszy pan w zdezelowany statyw do kamery wbił wysoki biało-czerwony krzyż z napisem „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Dużych krzyży trzymanych w dłoniach wiernych jest kilkanaście. Starsza kobieta ma transparent w kształcie naszego kraju z napisem „Tu jest Polska”. Wszędzie w kościele powiewają (mniejsze lub większe) flagi narodowe…
Autor Artur Kulikowski
Więcej efaktyimiy.eu

Narodowy Dzień Nienawiści

Obchody urzędowo-samorządowe święta 11 listopada mają przewidywalny charakter: dzieci poprzebierane za ułanów i wąsatego Marszałka, rodzice fałszujący o tym, co „z ziemi włoskiej do Polski” i politycy celebrujący święto upamiętniające niby rok 1918, acz zadekretowane w 1937 r. – po to, by dopiec narodowej prawicy.
Ironią losu to narodowa prawica zawłaszczyła dziś uliczne obchody 11 listopada. Tu również jest przewidywalnie – antysemici, homofobiczni nienawistnicy, tropiciele „antypolskości” i „banderowców” występują w dwóch podstawowych wcieleniach: jako kibole i skini oraz tzw. zwykli ludzie. Tych ostatnich jest jakby więcej.
Co roku obiektywy kamer śledzą „marsze niepodległości” w dwóch miastach: Warszawie i Wrocławiu. Warszawa, wiadomo – stolica. Marsz stołeczny jeszcze w ubiegłym roku cieszył się patronatem prezydenta A. Dudy. Wprawdzie patronatu już nie ma, ale odorek oficjalnej pieczątki pozostał. To wciąż ogromna, wielotysięczna impreza, pokazywana w czołowych media świata. Morze czerwonych rac jest równie fotogeniczne jak tegoroczne logo imprezy: różaniec z krzyżem w formie kastetu.
Impreza warszawska organizowana jest profesjonalnie, z dużym wyczuciem potrzeb mediów. We Wrocławiu z kolei marsz niepodległości (duże litery byłyby tu nieprzyzwoitością) to coroczna jawnie antysemicka i neonaziolska zadyma uliczna. Stolica Dolnego Śląska jest od dekad stolicą polskiego radykalizmu. Ale we Wrocławiu zmieniła się władza, czego efekty widać. Naśladownictwo w innych miastach wskazane.

Więcej efaktyimiy.eu

Tata Ryś

„Jak budować relacje w rodzinie” to temat wykładu, który dla członków i sympatyków łódzkiego Klubu Ojca wygłosił arcybiskup Grzegorz Ryś.

„Tato.net” to, jak czytamy na jego stronie internetowej, „inicjatywa inspirująca mężczyzn do przeżywania ojcostwa jako pasji oraz najważniejszej kariery życia”. To właśnie oni zorganizowali w Zespole Szkół Salezjańskich w Łodzi spotkanie z metropolitą łódzkim Grzegorzem Rysiem. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ksiądz pouczał zebranych „Jak być ojcem dorosłych dzieci? Jak być dorosłym dzieckiem swoich rodziców? Jak budować piękne i trwałe relacje rodzicielskie? Co robić, by kiedyś nie zadawać sobie pytania: „Co zrobiłem nie tak?”. Złotych myśli biskupa na temat ojcostwa przybyło posłuchać ponad 100 mężczyzn w różnym wieku oraz ja, jedyna na spotkaniu kobieta.

Niestety, nie dowiedziałam się od biskupa niczego o rodzicielstwie. Biskup również sprawiał wrażenie, jakby nie do końca czuł się uprawniony, by poruszać ten temat. Ale robił co mógł, nazywając siebie od czasu do czasu „ojcem, ale w innym wymiarze”. Podczas wykładu metropolita łódzki uciekł się więc do tego, co księża potrafią najlepiej: wygłosił kazanie, przybliżając słuchaczom cztery postacie: biblijnego Tobiasza, św. Teresę Benedyktę od Krzyża, św. Tomasza Morusa oraz Hermasa z II wieku. Opowiedział o ich relacjach rodzinnych i wierze w Boga. Żeby nie było nudno, przez półtorej godziny wykładu pochwalił się znajomością hebrajskiego, opowiedział kilka anegdot ze swojego prywatnego życia i rzucił kilka „sucharów”:..
Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimiy.eu

Wampiry polskie – Kaczyński i biskupi

Rozmowa z prof. Zbigniewem Mikołejką, filozofem i historykiem religii.

Czy Kaczyński idzie za tą myślą Marksa, dekretując sojusz państwa i Kościoła?

Tak uważam. Kaczyński, wychowany na wulgarnym, siermiężnym marksizmie lat 60., uznał, że do swoich celów może użyć religii jako opium. Uczynił to na zimno, cynicznie, bo myślę, że nie jest człowiekiem wierzącym, ale zdał sobie sprawę, że trzeba ludzi zaczarować czy otumanić. Użył do tego, z wprawą starego, cynicznego „aparatczyka”, odmiany słynnej niemieckiej triady: Kinder, Küche und Kirche (dzieci, kuchnia i kościół – przyp. red.), czyli trzech swoich „k”: kłamstwo, kościół, kasa. Weźmy więc Kościół katolicki, który się do budzenia tego gniewu świetnie strukturalnie nadaje. Przecież tacy organizatorzy nienawiści, jak biskupi Jędraszewski, Mering czy Depo mają się doskonale, a nienawiść krzewią wszem i wobec, nieustannie wskazując wroga, jakąś „zarazę”. Na tym tle właśnie dokonuje się ścisła współpraca PiS z Kościołem: można by nawet sparafrazować znane hasło minionego systemu: „Mówimy Kościół, a myślimy Partia, mówimy Partia, a myślimy Kościół”. Polską mentalnością rządzą też, współgrając ze sobą, dwa inne jeszcze zasobniki wzorców i języka wyrazu: skarlały, szczątkowy, zdeformowany katechizm katolicki i tandeta popkulturowa. Najpierw więc mieliśmy tu tandetę „ducha”, a potem tandetne „ciało”, rodem z prasy kolorowej…
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński
Więcej efaktyimity.eu

Parada kuriozów

Nie musimy składać oświadczeń o „wypisaniu” dziecka z lekcji religii.

Dlatego tym bardziej odświeżająco brzmi niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (z 31 października 2019 r.) w sprawie „Papageorgiou i inni przeciwko Grecji”. Skarżący to mieszkańcy uroczych wysepek Milos i Sifnos w archipelagu Cykladów, którym nie podobało się, że greckie prawo zmusza ich do wypisywania dziecka z lekcji religii. Napisałem „prawo”, a tak naprawdę, podobnie jak w Polsce, „obowiązek” składania oświadczeń o rezygnacji z „nauczania” religii wynikał nawet nie z przepisów prawa, lecz z okólnika ministra edukacji, czyli czegoś o znaczeniu prawnym zbliżonym do papieru toaletowego.

Skarżący uważali, że zmuszanie ich do składanie oświadczeń o tym, że nie chcą, aby ich dziecko uczęszczało na zajęcia określane szumnie mianem „nauki” religii, stanowi naruszenie art. 8 i 9 EKPC oraz art. 2 Protokołu nr 1 do Konwencji. Trybunał rozpoznał skargę w zakresie naruszenia tego ostatniego przepisu i stwierdził jego naruszenie, nadto zaś nakazał Grecji, żeby zapłaciła każdej z rodzin po 8 tys. euro zadośćuczynienia za moralną krzywdę plus ponad 6,5 tys. euro kosztów postępowania…
Autor Jerzy Dolnicki
Więcej efaktyimity.eu

Kuba Wątły w „Faktach i Mitach”

Tygodnik „Fakty i Mity” rozpoczął współpracę z Kubą Wątłym. Znany z bezkompromisowości i krytyki kościoła dziennikarz i publicysta, w stałej rubryce „#Halo, tu Kuba Wątły” komentować będzie aktualne wydarzenia społeczne i polityczne.

Wątły przygodę dziennikarską rozpoczął w 1994 r. w Radiu Radom, następnie związany był m.in. z Radiem Zet, Radiem Plus i Polskim Radiem BIS. Od 2009 r. do lipca 2019 r. był dziennikarzem Superstacji, gdzie prowadził dwa programy: „Krzywe zwierciadło” i „Suma tygodnia”. Od kilku lat Wątły aktywnie działa w mediach społecznościowych stworzył m.in. Kuba Wątły TV na portalu Youtube i Kuba Wątły TV3 na Facebooku. W ramach Fundacji Obywatelskiej realizuje projekt dostępnego w sieci Medium Obywatelskiego – Halo.Radio. Utworzone przez Kubę Wątłego radio rozpoczęło nadawać 1 października br.

Tygodnik „Fakty i Mity” (wydawca – Błaja News), jest ogólnopolskim tygodnikiem opinii o charakterze „nieklerykalnym”. Pismo istnieje na rynku od marca 2000 r. Według informacji wydawcy, średnia cotygodniowa sprzedaż „FiM” wynosi ok. 25 400 egzemplarzy.