On jest dzieckiem, nie rośliną…

Takie dzieci jak Filip nazywa się roślinkami. Jedni patrzą na nie z litością, inni starają się w ogóle nie patrzeć. Żyją często dzięki datkom i 1 procentowi podatku, o który konkurują z innymi chorymi dziećmi, ale i z psami, kotami oraz lisami ocalonymi z futrzarskich obozów zagłady. Wszyscy potrzebują go tak samo… bardzo.
– Ten procent naprawdę ratuje życie. Gdyby nie on, Filipek nie miałby nic… nic – mówi Monika Bohdziun, mama 11-letniego Filipa. (…)

Ciąża pani Moniki przebiegała książkowo, kobieta czuła się świetnie i z niecierpliwością czekała na rozwiązanie. Po czterech latach pracy w szkockim Edynburgu Monika Bohdziun wraz z mężem stwierdziła, że najwyższy czas na dziecko. 30 maja 2008 r., po sześciu godzinach porodu, lekarze podjęli decyzję o podaniu znieczulenia. Zanim jednak to zrobili, podali zastrzyk z ranitydyny. To lek, który ma zapobiegać przedostaniu się treści żołądka do płuc.
– To standardowa procedura w Szkocji – mówi pani Monika, która wtedy nie wiedziała jeszcze, że jest na ten lek uczulona. – W sekundzie dostałam czerwonych plam na całym ciele, zrobiło mi się duszno, nie mogłam oddychać i przestałam czuć skurcze. Doznałam wstrząsu anafilaktycznego i straciłam przytomność – opowiada.
Chłopiec był przez 40 minut niedotleniony. Lekarze musieli wyciągać go kleszczami. Nie mogli zrobić cesarskiego cięcia, bo zagrażałoby to życiu matki.
– Jego serduszko biło, ale nie oddychał. Kiedy się obudziłam, najpierw usłyszałam, że syn ma znaczne uszkodzenie mózgu oraz narządów wewnętrznych i w każdej chwili może umrzeć. To była dla mnie abstrakcja, nic do mnie nie docierało – mówi ze łzami w oczach. Tak zaczęła się walka o Filipa, która trwa do dzisiaj.
– Przez trzy tygodnie w szpitalu lekarze stabilizowali jego stan. Był pięknym i dużym bobasem, ważył 3,6 kg. Po rezonansie okazało się, że wszystkie narządy pracują prawidłowo, ale każdego dnia wychodziły nowe dolegliwości. Lekarze mówili, że nigdy nie będzie chodził, bawił się z innymi dziećmi, mówił, ani nawet siedział. Pamiętam, że wtedy nie za bardzo wiedziałam, co znaczy porażenie mózgowe – wspomina. – Potem jeszcze okazało się, że ma padaczkę lekooporną. Przez osiem miesięcy codziennie płakałam. Mąż musiał wrócić do pracy, a ja zostałam sama z niemowlęciem. Po trzech miesiącach od porodu pani Monika postanowiła wrócić do Polski.

30 maja Filipek skończy 11 lat. Przez ten czas pani Monika przekonała się, że Polska to nie jest kraj dla ludzi przewlekle chorych. Żadna państwowa instytucja nie kieruje rodzicem, który znajdzie się w nowej, tak trudnej sytuacji. Nie wskazuje, do jakich przepisów trzeba sięgnąć, by cokolwiek uzyskać, leczyć lub chociażby poprawić komfort życia chorego dziecka. (…)

– Wiemy, że jest bardzo wielu potrzebujących, może nawet
bardziej niż my. Jednak jako matka proszę, żebyście
spojrzeli na Filipka nie jak na roślinę, ale jak na dziecko,
dziecko, które niczym nie zawiniło. Nie wyleczę go, to niestety
niemożliwe, ale będzie mi łatwiej zapewnić mu komfort
życia, na jaki zasługuje – mówi Monika Bohdziun.

Fundacja Gajusz:
KRS 0000 109 866
Numer konta Pekao 80 1240 1545 1111 0010 6257 1028
1% tylko dla Filipa:
Fundacja „Zdążyć z pomocą”
krs 0000037904
Cel szczegółowy 1% – 9422 Filip Bohdziun

Autor Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej efaktyimity.eu

Uczciwość księdza

Kapelan DPS na Mazurach nie pracuje, bo jest chory. Choroba nie przeszkadza mu jednak w odprawianiu mszy i wykonywaniu obowiązków proboszcza.
Ksiądz Mirosław Lango, oprócz probostwa w parafii pw. Matki Boskiej Nieustającej Pomocy w Spychowie (woj. warmińsko-mazurskie), jest także kapelanem spychowskiej filii Domu Pomocy Społecznej w Szczytnie. Ksiądz od kilku miesięcy przebywa na zwolnieniu lekarskim i do pracy w DPS nie przychodzi. Nie przeszkadza mu to jednak wykonywać drugą pracę zarobkową.
– Ksiądz na L4 normalnie pracuje. Chodził po kolędzie, odprawia msze, udziela ślubów i chrztów, za co oczywiście bierze pieniądze, i to niemałe – mówi jeden z mieszkańców Spychowa. – Nóż się w kieszeni otwiera. Zwykłemu człowiekowi już by ZUS na plecach siedział, a tu ksiądz bezkarnie oszukuje państwo. Wstyd i brak godności – denerwuje się…
Autor: Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Du-dzicz

Tworzymy galerię prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu.

Zajmiemy się Jarosławem Dudziczem. To kolejna postać w naszej galerii prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu. Budujemy tę galerię, aby za kilka miesięcy, kiedy Polacy pogonią złodziejską szajkę rządzącą Polską, móc łatwo zbudować listy osób podlegających usunięciu z zawodów prawniczych. A więc przed państwem Jarosław Dudzicz.
Obecnie podaje się za członka Krajowej Rady Sądownictwa. Jeżeli ktoś wierzy, że ten złożony z politycznych nominatów organ istotnie realizuje konstytucyjną funkcję KRS, to w porządku, dla niego Dudzicz jest członkiem KRS. Dla nas jest to tylko druga sylaba jego nazwiska, bezprawnie opanowująca konstytucyjne organy państwa, żadna tam KRS. Rozwalenie prawowitej KRS było zamachem na porządek konstytucyjny i nikt z wykształceniem prawniczym nie powinien był w tym partycypować. Ale dla Dudzicza była to chyba jedyna szansa na zaistnienie. Mimo to nie rozumiemy Dudzicza. Przecież z jego fizjonomią mógł dorabiać jako miś na Krupówkach, wystarczyło tylko dodać trochę futra na ciele. No i intelektualnie świetnie by się do tej pracy nadawał, a przy tym zarobki większe niż w organie udającym KRS. Po co mu więc było to „koryto+”? Przyjemność krótka, a wstyd i ból na całe życie, jak po randce z Jankowskim (…)
(…) ostatnio Dudzicz przebił w swoim internetowym lansie dno szamba, które sam wykopał. Otóż ten „sędzia”, ten „członek KRS”, publicznie zameldował posłuszeństwo posłance PiS Krystynie Pawłowicz (kłamliwie nazywając ją przy tym „profesorem” – ona przy profesorze co najwyżej stała, a jest doktorem habilitowanym bez etatu profesorskiego). Napisał na Twitterze, że „melduje się na rozkaz” i że chce jej „służyć”. Napisał to na koncie, na którym przedstawia się – też kłamliwie – jako „zastępca rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa”. Po zamieszczeniu tego „meldunku” Dudzicz tłumaczył się, że takie ma poczucie humoru i zdawał się kompletnie nie rozumieć, dlaczego nikt poważny nie uznał jego wpisu za zabawny…
Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Festiwal fałszu

Rząd szykuje się do starcia z nauczycielami i zamierza tę bitwę wygrać.

Mamy w Polsce ponad 700 tys. nauczycieli. Zarabiają nędznie, zazwyczaj w okolicach 3 tys. zł miesięcznie (w dużym uśrednieniu). Ich roczna pensja jest kilkanaście razy mniejsza od pensji Pani Blandyny z NBP. Jest trzy razy mniejsza od diety poselskiej. Nie przeszkadza to jednak posłowi PiS Markowi Suskiemu, szefowi Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów, twierdzić, że są to wielkości porównywalne. Suski ma prawo nienawidzić nauczycieli – ilekroć otworzy buzię, udowadnia, że prawie niczego nie wyniósł ze szkoły. Czy jego nienawiść do nauczycieli wzięła się z awersji do nauki, czy też odpuścił sobie edukację z powodu awersji do nauczycieli – tego nie wiemy. Faktem jednak jest, że nie sposób w tym ministrze dostrzec śladu Seneki. Pewnie zresztą nie wie, kto to Seneka, podobnie jak nie słyszał o carycy Katarzynie.

Typem niewątpliwie mądrzejszym od Suskiego jest szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski. Ten z kolei, odnosząc się do roszczeń nauczycieli, był uprzejmy zauważyć, że są oni beneficjentami programu 500+. Zasugerował więc – tak przynajmniej zostało to odebrane – że jeśli chcą więcej zarabiać, powinni się rozmnażać. 700 tys. osób poczuło na swoich twarzach brudną ślinę, zmieszaną z jadem i arogancją. Prezydent usprawiedliwiał swojego ministra, tłumacząc, że była to wypowiedź „niefortunna”.
Organ prasowy najbardziej wspierający PiS, czyli „Gazeta Polska” Tomasza Sakiewicza, na okładce najnowszego numeru umieścił fotografię przewodniczącego Związku Nauczycielstwa Polskiego (ZNP) Sławomira Broniarza. Stoi on przed szkolną tablicą z ruskim karabinem maszynowym. Całość wieńczy tytuł: „ZNP bierze dzieci na zakładników”. Identycznie jak czeczeńscy terroryści Szamila Basajewa, którzy 1 września 2004 r. w Biesłanie sterroryzowali dzieci w szkole, biorąc 1181 zakładników (zginęły 334 osoby, 785 zostało rannych)…

Autor: Dariusz Cychol
Więcej: efaktyimity.eu

Anioł Pański na uroki

Katolicyzm niemal doszczętnie zmiażdżył religię Słowian i wywodzące się z niej ludowe rytuały. Zepchnięta na margines bogata tradycja czarów, guseł i uroków jest wyśmiewana, ale nadal żywa.
Choć to Podlasie kojarzy się z szeptuchami, w okolicach Radgoszczy (powiat tarnowski) to profesja nie mniej popularna. Tu każdy zna lub pamięta kogoś, kto zajmował się urokami. Szeptuchy, szeptunki, wiedźmy, czarownice, w zależności od tego, w jakim rejonie Polski się znajdują, potrafią pomóc, ale mogą też zaszkodzić. Zazwyczaj są to starsze kobiety, którym przypisuje się różne moce. Jedne potrafią uzdrawiać, inne rozmawiać ze zmarłymi, ściągać klątwy, a jeszcze inne rzucać uroki. Mocy nie da się nauczyć, trzeba ją mieć i umieć wykorzystywać. Najczęściej przechodzi ona z pokolenia na pokolenie. Wbrew pozorom po pomoc do szeptuchy przychodzą nie tylko najbliżsi sąsiedzi z małych, odciętych od świata wsi. Szeptuchy można znaleźć także w Warszawie czy Poznaniu. Niektóre prowadzą nawet własne strony internetowe. Po pomoc do nich przyjeżdżają różni ludzie: prości i wykształceni, z dużych miast, malutkich wiosek; często tacy, którym nie zdołała pomóc współczesna medycyna.

Szept, który leczy

Szeptucha z Radgoszczy mieszka nieopodal kościoła. Z każdej ściany domu 81-letniej kobiety patrzy na mnie Jezus albo inni święci.
– Po co o tym pisać? Kto ma mnie znaleźć, to i tak znajdzie – mówi spokojnie pani
Jadwiga i zarzeka się, że ostatni raz „odprawiała” siedem lat temu.
Choć nie mówi tego wprost, boi się reakcji ludzi…
Aut. Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Bezdomność śmierdząca statystycznie

To żadne odkrycie, że na pomaganiu najlepiej wychodzi pomagający.

Od dobrych paru lat zimą w każdym roku nieparzystym ministerstwo od polityki społecznej liczy bezdomnych. Spisują ich strażnicy miejscy, policjanci, pracownicy ośrodków pomocy społecznej i centrów zarządzania kryzysowego, a także pracownicy organizacji pozarządowych i wolontariusze.

Kontener zbliża

W tym roku inwentaryzacja odbywała się w noc przed walentynkami. Dlatego następnego wieczoru, kiedy w altance na śmieci spotkałem dwóch jegomości segregujących to, co wyrzucili mający gdzie mieszkać, pozwoliłem sobie zagaić:
– Daliście się wczoraj panowie spisać?
– A dlaczego?
– Bo spisywali bezdomnych?
– Ale my nie jesteśmy bezdomni. Mamy domek na przedmieściu.
– A, to przepraszam.
– No dobra, jesteśmy. Ale poczęstuj pan fajką. Mieszkamy we czterech w opuszczonej chałupie. Psy i straż o nas nie wiedzą. I dobrze.
– A o tym spisywaniu słyszeliście?
– Waldek coś kiedyś wspominał, bo raz go wypytywali. Ale może pan z nim pogadać, bo teraz z kolegą robią tamte kontenery.
„Tamte kontenery” były na drugim końcu osiedla. Pan Waldek właśnie analizował zawartość pojemnika z napisem „Szkło”.
– Ze dwa lata temu strażnik prosił, żebym skrzyknął kolegów i żebyśmy byli w takim domku na działkach, bo chcieli nas pospisywać. Jakiś rozkaz taki dostali. I obiecywali, że jak będziemy i wypełnimy im tabelki, to miasto dostanie więcej na bezdomnych.
– To fajnie chyba?
– Chuj tam fajnie, niech spierdalają. My tu mamy wszystko. Z kontenerów mamy na fajki, flaszkę i jedzenie. Na gaz do butli też mamy. A psy i inni lepiej jak są daleko…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Morderczynie swoich dzieci

Matka zabija dziecko! Każda tego typu informacja jeży włos na głowie. To przestępstwo przeciw naturze, tak niezgodne z panującym obecnie sielskim obrazem macierzyństwa. Kwalifikacje prawne tych czynów bywają różne, zawsze jednak budzą społeczne oburzenie.

„Zaraz cię zamorduję, jeśli tego nie zrobisz” – takie słowa padają na co dzień. Nie zdajemy sobie sprawy z ich wagi. W mieszkaniu przy ul. Piotrkowskiej w Łodzi kilka dni temu doszło do tragedii. Podczas awantury domowej matka zaatakowała córkę nożem. Policja ustaliła, że poszło o porządki. 47-letnia kobieta piła alkohol razem ze znajomym. Gdy mężczyzna wyszedł, kazała 19-letniej córce posprzątać mieszkanie. Dziewczyna odmówiła, wtedy matka zaczęła ją okładać pięściami. Potem chwyciła nóż myśliwski i wbiła go córce w plecy.
19-latka uciekła przez okno na ulicę. Przechodzień wezwał karetkę. W szpitalu okazało się, że dziewczyna doznała poważnych obrażeń w obrębie klatki piersiowej. Jej matkę zatrzymano. Podczas przesłuchania twierdziła, że nie jest niczemu winna, bo córka ją sprowokowała swoim aroganckim zachowaniem i z niechęcią wywiązywała się z domowych obowiązków…

Gdańsk – miasto wolnego wyboru

Wybory prezydenckie w Gdańsku odbędą się 3 marca. Udział w pojedynku weźmie zaledwie trzech kandydatów. Największe partie, zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, nie wystawiły swoich przedstawicieli.

(…) mieszkańcy zdecydują, czy chcą podtrzymać wizję Adamowicza. Niekwestionowaną faworytką wyborów jest Aleksandra Dulkiewicz, zastępczyni Adamowicza w latach 2017–2019 i obecna komisarz miasta. Kandydatka wystawiona przez KWW „Wszystko dla Gdańska” przez lata była związana z Platformą Obywatelską, jednak od czasu sporu między PO a Adamowiczem jest bezpartyjna. Aleksandrę Dulkiewicz poparła niemal cała opozycja, w tym Koalicja Obywatelska i SLD.
Najbardziej liczącym się przeciwnikiem Dulkiewicz jest Marek Skiba z KWW „Odpowiedzialni – Gdańsk”, działacz katolicki i przedsiębiorca budowlany. Skiba stawia na rodzinę, tradycyjne wartości i liberalizm gospodarczy. O ekonomii mówi niewiele. Zamiast tego potępia „Model na rzecz równego traktowania” i zarzuca miejskim włodarzom promocję rozwiązłości. Seks jest zresztą w centrum kampanii Skiby. Złote myśli kandydata budzą skojarzenia z tezami stawianymi przez ks. Oko i ojca inkasenta.…

Aut. Norman Tabor
Więcej: efaktyimity.eu

Obrażalscy

Żeby dochodzić ochrony dobrego imienia, trzeba je mieć!

Właściciele Polski – PiS, Rydzyk, NBP i Telewizja Polska – złożyli albo pogrozili złożeniem pozwów przeciwko osobom, które jakoby ubliżają ich dobremu imieniu. W przypadku PiS chodzi o opinię dziennikarza Wojciecha Czuchnowskiego z „Gazety Wyborczej” o „mafii z PiS”, w przypadku Rydzyka – o określenie nowej partii politycznej mianem „partii Rydzyka”, w przypadku NBP o sugestie udziału Glapińskiego, prezesa NBP, w aferze KNF, zaś w przypadku TVP o opinie dotyczące roli reżimowej telewizji w kreowaniu nienawiści, która doprowadziła do zamordowania prezydenta Pawła Adamowicza.
Refleksję nad tymi doniesieniami należy zacząć od uwagi natury ogólnej. Otóż aby dochodzić ochrony dobrego imienia, najpierw trzeba je mieć. Nie wydaje się słuszne aprioryczne przyjmowanie, że – niezależnie od zachowań osoby dochodzącej ochrony swojego dobrego imienia – cieszy się ona poważaniem opinii publicznej. Ocena danej osoby przez opinię publiczną to nic innego, jak właśnie „dobre imię”, które czasem się ma, a czasem się je traci. Czy pan Rydzyk albo TVP Kurskiego cieszą się w Polsce „dobrym imieniem”? Wyznam, że nie spotkałem dotąd nikogo, kto miałby o nich dobrą opinię. Ale może to kwestia środowiska, w którym funkcjonuję…
Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Kukułcze gniazdo

Pracownicy ośrodka w Gostyninie prawdopodobnie prowokują osadzonych do agresji. Mają w ten sposób udowodnić, że ustawa Gowina, pozwalająca na umieszczanie w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie, jest potrzebna.

Jarosław Gowin był dumny ze swojego pomysłu, umożliwiającego umieszczanie sprawców poważnych przestępstw w ośrodku odosobnienia. Wielokrotnie powtarzał, że chodzi o ochronę społeczeństwa przed najgroźniejszymi przestępcami, którzy po odbyciu kary wychodzą na wolność. W jego wypowiedziach jak mantra wracało słowo „bestia”.
Już wtedy, w 2013 r., gdy ustawa wchodziła w życie, środowiska prawnicze biły na alarm. Mówiono, że to bezprawie, że nie wolno karać człowieka tylko za to, że opuszcza więzienie. Bezskutecznie: Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie zaczął się szybko zapełniać. Dyrektorzy więzień, często na wszelki wypadek, kierowali do sądów wnioski o umieszczenie tam byłego już więźnia. Zgodnie z ustawą trafiał na badanie do biegłego psychiatry, ten zaś miał za zadanie stwierdzić, że ów badany na pewno nie popełni w przyszłości żadnego przestępstwa.
– Psychiatra to nie wróżka. Nikt nie wyda takiej opinii – mówi prof. Janusz Heitzman, dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie oraz kierownik Kliniki Psychiatrii Sądowej.
Osadzeni w Gostyninie przebywają tu latami. Bez wyroku. Często jedynie w formie zabezpieczenia, kierowani przez sądy. (…)

W Gostyninie przebywa aktualnie kilku byłych więźniów, którzy zostali tam skierowani w ramach zabezpieczenia, choć żaden przepis tego nie reguluje, a SN określił jasno, że takie postępowanie jest niedopuszczalne. Są tam też osoby, wobec których SN cofnął decyzję o umieszczeniu ich w ośrodku w Gostyninie i skierował do ponownego rozpatrzenia. Siedzą tam więc wbrew woli Sądu Najwyższego. Czy decyzje SN skłonią ministerstwo do zmian w ustawie Gowina?…
Aut. Anna Durka
Więcej: efaktyimity.eu