Święta gmina i nieświęty wójt

Marek Lupa, wójt gminy Radgoszcz, inwestuje w nieruchomości należące do Kościoła. Kilkaset tysięcy złotych publicznych pieniędzy włożonych w pomnażanie majątku parafii tłumaczy „zaspokajaniem zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy”.

(…) Wiele można zarzucić władzom gminy Radgoszcz, ale na pewno nie to, że nie oddają czci świętym swojej wiary. Plac św. Krzyża, św. Kazimierza, ulice: Kościelna, Matki Boskiej Bolesnej, ks. Ignacego Piwowarskiego, ks. Henryka Florka – to tylko niektóre ze „świętych” nazw w Radgoszczy. Gdyby na takim okazywaniu przychylności Kościołowi władze gminy poprzestały, nie byłoby jeszcze problemu. Źle zaczęło się robić w 2015 r., kiedy wójt Lupa postanowił za publiczne pieniądze kupić przychylność księdza Andrzeja Nowaka, proboszcza parafii z ul. Kościelnej.
Obchodząc granice rozsądku i prawa, wziął w użyczenie na 25 lat działkę należącą do parafii. Działka nr 376 o powierzchni 0,26 ha leży w zasadzie w szczerym polu. W najbliższej okolicy nie ma niczego oprócz kilku domów jednorodzinnych. Nie ma banku, sklepu, przychodni, szkoły. Nie ma żadnej instytucji publicznej. Jest za to kościół.
Na przełomie lipca i sierpnia 2017 r. gmina za ponad 150 tys. zł wyłożyła tę działkę kostką brukową, położyła chodniki prowadzące prosto do kościoła i zainstalowała ozdobne lampy uliczne. Widok na ten teren wywołuje mieszane uczucia: na całej ulicy Kościelnej w Radgoszczy nie ma nawet centymetra chodnika, przed kościołem jest.
– Na działce znajduje się parking na około 80 samochodów osobowych. Cel inwestycji: zaspokojenie zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy – informuje w lakonicznym piśmie urzędowym Wiesław Żurawski.
Argumentu tego nie rozumieją nawet radgoszczanie.
– Pani, samochody podjeżdżają tu tylko w niedziele na czas mszy. Cały tydzień parking świeci pustkami – relacjonuje mi jeden z mieszkańców.
Tak więc gmina poczyniła na kościelnej działce inwestycje służące Kościołowi, będzie ponosić koszty utrzymania, a po upływie 25 lat działka nadal będzie własnością parafii, a dokładniej diecezji tarnowskiej. Ale wówczas będzie o wiele cenniejsza…
Aut. Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Fundusz krojony pod wybory

Nie dajcie się oszukać reklamie Funduszu Sprawiedliwości!

W TVP co kilka minut hulają reklamy, w których starsza pani opowiada, jak została skrzywdzona przez lichwiarzy, a młodsza, że pozbyła się bijającego męża. Na końcu pojawia się plansza, z której wynika, że to dzięki Funduszowi Sprawiedliwości, który ma coś wspólnego z Ministerstwem Sprawiedliwości. I tylko ta tablica nie kłamie.
Chyba że panie ze spotów to ucharakteryzowany Tadeusz Rydzyk. On faktycznie łapie się na „sprawiedliwą” kasę od lat. W 2017 r. jego firmy dostały z resortu Ziobry niemal 800 tys. zł, a w 2018 r. ponad 600 tys. Gdyby panie z reklamy były członkami Ochotniczych Straży Pożarnych, też miałyby prawo być szczęśliwe. Na strażaków ochotników poszło rok temu około 100 mln „sprawiedliwych” złotówek. Nikt nie podważałby wiarygodności słów obu pań nawet wtedy, gdyby wylegitymowały się jako funkcjonariuszki CBA. Bo i ta instytucja została przez Fundusz wsparta 25 mln zł. (…)

Szefem Najwyższej Izby Kontroli jest były minister sprawiedliwości, który co nieco o Funduszu wiedział. NIK zrobiła kontrolę. To co zobaczyli inspektorzy, w normalnym kraju spowodowałoby wymianę szefostwa resortu. Ale nie w Polsce! Mimo że NIK uznała, iż: „Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapewniło należytej realizacji przez Fundusz zadań w zakresie pomocy osobom pokrzywdzonym, a tym samym adekwatnej i skutecznej pomocy ofiarom przestępstw”, nikomu nie spadł włos z głowy.
Kontrolerzy dogrzebali się do tego, że „resort nie dysponował podstawowymi danymi m.in. o liczbie pokrzywdzonych, liczbie postępowań karnych, w których występowali pokrzywdzeni, czy liczbie przestępstw uprawniających do ubiegania się o kompensatę”. I nic. Bez odzewu pozostało stwierdzenie, że na „rzeczywistą pomoc z Funduszu trafiały stosunkowo niewielkie sumy – z 385 mln zł, które wpłynęły na Fundusz w 2016 r., na bezpośrednią pomoc ofiarom przestępstw wydano jedynie 16 mln zł”…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Utrwalacze

Gdy PiS trafi na śmietnik historii, pamiętajmy o prawnikach, którzy tę partię wspomagali.
Również w naszym prawniczym środowisku odnajdujemy osoby, które kładą fundamenty pod rewolucję realizowaną przez PiS. Jest ich niewiele, ale zasługują na to, żeby je docenić. (…)

Mam na myśli cichych, szeregowych funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości pisowskiego państwa, tych wytrwałych utrwalaczy nowej „władzy ludowej”, których skromne imiona nie powinny jednak zostać zapomniane. Przywołajmy kilka z tych postaci, aby pamiętać już za kilka miesięcy, po wyborach, które władza przegra (niestety nie z powodu permanentnego brutalnego gwałcenia konstytucji, ale przez nieudolność i afery, w tym takie, które budzą podejrzenia kryminalne), kto winien zostać doceniony przez komisję weryfikacyjną, jeżeli nowa władza taką powoła.
Wspomnijmy zatem panią Justynę Domagałę-Szlagę. Awansowana na kierownicze stanowisko prokuratorskie w czasach PiS (2016 rok), pani Justyna to osoba, która wyczuwa wiatr historii. Pielgrzymuje na św. Krzyż i działa we Wspólnocie Prawników Jana Pawła II w Radomiu. Nie widzi niczego niestosownego w publicznym udzielaniu się prokuratora w ruchach religijnych. Z pewnością też zapewni nas, że gdyby np. przyszło jej ścigać za prześladowanie ateistów, to zrobi to z morderczą wręcz bezstronnością. Uprzednio publicznie się rozmodliwszy. Rozumie także, że jeśli kilku „patriotów” z Młodzieży Wszechpolskiej bije i kopie działacza KOD, to zarzuty karne za udział w bójce musi dostać tenże działacz KOD, który bestialsko nadstawił twarz pod kopniaki…
Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Rydzyk żąda pieniędzy

Media katolickie w Polsce ledwo zipią. Telewizji Trwam nikt nie chce oglądać, Radia Maryja słucha garstka fanatyków, prasa katolicka cierpi na intelektualny uwiąd, a o istnieniu chrześcijańskiego internetu społeczeństwo nie ma pojęcia.

(…) W Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu odbyło się sympozjum naukowe pod tytułem „Oblicza kolonizacji mediów”. Spotkanie przeszło bez echa, a szkoda, bo ze słów, które tam padły, wynika, że media katolickie szykują się do ataku.
Najjaśniejsza kolonia
Zdaniem prelegentów, polskie media są kolonizowane przez wrogi kapitał. Kolonizacja postępuje w sposób niekontrolowany i gwałtowny.
– My, Polacy, nie uświadamiamy sobie tego, ponieważ media dalej przemawiają do nas w ich języku. Choć są polskojęzyczne, realizują obcą politykę – stwierdziła specjalistka od egzorcyzmów Hanna Karp.
Tadeusz Rydzyk, by wzmocnić przekaz swojej podwładnej, tłumaczył to dosadniej:
– Chodzi o skolonizowanie naszych umysłów. Żeby podbijać narody, nie trzeba dziś mieć broni, czołgów. Wystarczy mieć media. Czy oni reprezentują polskie interesy? Czy to jest dobre dla społeczeństwa, które jest katolickie? Te media to jest niewyobrażalny walec, który niszczy nasze umysły, nasz system wartości.
Barbara Bubula z PiS do firm kolonizujących polskie media zaliczyła światowych gigantów teleinformatycznych, takich jak Google, Facebook, Netflix czy Amazon.
– Mamy do czynienia z modelowaniem nowego człowieka, pozbawionego fundamentu tradycji katolickiej, rodziny. Trzeba temu przeciwdziałać – mówiła wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii. Jeszcze dalej poszedł Janusz Kawecki. Członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) pytał i publicznie nakazywał:..
Autor: Artur Kulikowki
Więcej: efaktyimity.eu

Sędziowie życia i śmierci

Niedocenianą rolą sędziów jest, że to oni – a nie psychiatrzy – decydują, kto jest psycholem.
Krzycho, choć wyglądał jak niedźwiedź, wedle powszechnej opinii robił za psa. Pracował w komisariacie na wrocławskim Ołbinie, był policjantem. Robotę miał stresującą, a na dodatek odległą od domu o 40 kilometrów, bowiem mieszkał w Oleśnicy.

Zawodowy podejrzliwiec

Średnio cztery godziny dziennie na przemieszczanie się nie robiły Krzychowi dobrze. Miał czas myśleć o swoich najbliższych – żonie i dwójce przychówku. A jego procesy intelektualne obciążone były charakterystyczną dla każdego policjanta podejrzliwością.
Jako przedstawiciel organów ścigania znał zasady popełniania występków i wiedział, że tym, czego potrzeba ich sprawcom, jest przede wszystko czas. Wykoncypował zatem, że jeśli pozbawi żonę czasu na pozamałżeńskie amory, to uchroni się od zostania rogaczem.
Dlatego Estera, czyli żona Krzycha, musiała raportować każdy dzień co do minuty. Żeby nie mataczyła, ustalił dzienną stawkę pieniędzy przeznaczonych na wydatki. Nieprzychylni policjantowi znajomi twierdzą, że nie miała prawa samorzutnie wybrać się nawet do fryzjera. Do tego dochodziła kontrola internetu i telefonu. (…)

Pewnie dlatego rodziców Krzycha nie zdziwiło, gdy w środku tygodnia podrzucił im dzieciaki na noc. Zupełnie inaczej niż siostrę Estery – Żuliettę, którą o godzinie 3.41 obudził telefon. Usłyszała Krzycha, wypowiadającego następujące słowa: „Zajebałem, zabiłem twoją siostrę”…
Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu

Jak to działa

Żeby być republiką bananową, trzeba mieć banany. Niektóre państwa stają się więc republikami kartoflanymi z uwagi na klimat i naturalne predyspozycje.

Przyjrzyjmy się przez chwilę działaniu takiej oligarchokracji, która niegdyś miewała demokratyczne ambicje. Przed Państwem – voilà! – tydzień z życia Republiki Kartoflanej.
Niedziela, 27 stycznia
Rządząca partia dostaje przeciek, że niebawem główny dziennik niezduszonej jeszcze do końca opozycji opublikuje nagrania z tajnych rozmów prezesa rządzącej partii. Prezes dotychczas podobał się wyborcom rządzącej partii, bo był ulepiony na ich wzór i podobieństwo: zepsute zęby, brudne znoszone buty, łupież na kołnierzu i brak konta bankowego. Wręcz symbol życiowego nieudacznika, ssącego zapomogi socjalne. Mało kto z wyborców wiedział (dzięki blokadzie informacyjnej założonej przez rządowe media), że ten ich pocieszny safanduła to przecież cwaniak, który już na początku demokratycznej transformacji przytulił dla siebie i swojego środowiska politycznego wartościowe nieruchomości, a też i umiał doskonale ustawić się na koszt podatnika: partia kupowała mu garnitury, krawaty – nieodmiennie czarne w związku z demonstracyjnie noszoną na użytek elektoratu żałobą – i fundowała limuzyny oraz tłum ochroniarzy, a kiedy zabolała go nóżka czy dupka, natychmiast stawiał się tłum lekarzy, do których prezes nigdy nie musiał miesiącami czekać w kolejce. Ale tego wszystkiego jego wyborcy nie wiedzieli, otumanieni propagandą pokazującą prezesa karmiącego się tylko hymnami za umęczoną ojczyznę. I oto okazało się, że główna gazeta opozycyjna (tu prezes przeklął własny brak wyobraźni: „A trzeba było tego sepleniącego guru liberastów zamknąć w pierwszej kolejności, niech to kaczki rozdziobią!”) posiada 160 godzin nagrań poufnych rozmów biznesowych prezesa. Prezes miał bowiem plan. Był to plan wzbogacenia partii – a przecież partia to prezes! – miliardami dochodów z inwestycji w wielki biurowiec w centrum stolicy Kartoflandii, poprzez spółkę należącą do fundacji finansującej partyjne akcje. Prezes, przez podstawione słupy, miał atrakcyjną działkę w stolicy, a uzyskanie kredytu nie było problemem, odkąd wszystkie największe banki przejął rząd, czyli sam prezes. Prezes śmiał się wiele razy, że stada kretynów wierzyły w bajki o gospodarczym patriotyzmie, kiedy prezes kupował od zagranicznego kapitału akcje banków za pieniądze tych kretynów, wpłacane gorliwie w podatkach. W umiejętnościach biznesowych prezes był lepszy niż Wielki Kapłan, czyli ubrany w sutannę biznesmen z Piernikowa…

Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Ojciec Chrzestny

Co łączy starą aferę Telegrafu z ujawnioną ostatnio aferą Srebrna Tower?

Przede wszystkim postać szefa partii, wtedy PC, dziś PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Ale także mechanizm działania: „podpieranie się” kredytem z państwowych banków, wykorzystywanie wpływów politycznych w biznesie, który ma wzbogacić partię i zapewnić synekury jej zaufanym ludziom, na wypadek gdyby w polityce powinęła im się noga.
Przypomnijmy: spółka Telegraf powstała w 1990 r. W jej radzie nadzorczej zasiedli: obaj bracia Kaczyńscy, Maciej Zalewski, Andrzej Urbański, Krzysztof Czabański. Miała zajmować się właściwie wszystkim: wydawaniem czasopisma „Telegraf”, budową stacji telewizyjnych, stacji benzynowych, centrów handlowych, usługami itd. Była to typowa spółka krzak z symbolicznym, śmiesznym kapitałem założycielskim 250 mln starych złotych (25 tys. PLN). A jednak w ciągu 10 miesięcy istnienia jej kapitał wzrósł do 50 mln PLN!
Zrzutka
Czy twórcy Telegrafu zawdzięczają to swoim talentom ekonomicznym? Czy zaczęli produkować jakiś rynkowy hit lub świadczyć usługi, dzięki którym byli rozchwytywani? Nic z tych rzeczy. Ich firemka wyspecjalizowała się w zdobywaniu pieniędzy. Kasę spółki zasilił m.in. państwowy Bank Przemysłowo-Handlowy (11 mld starych złotych kredytu), państwowy Kredyt Bank (15 mld), państwowy Bank Rozwoju Energetyki (18 mld), a centrala handlu zagranicznego Budimex, również państwowa, wykupiła udziały za 9 mld zł. Dorzuciły się też przedsiębiorstwa prywatne: Pol-Kaufring, RDS Bankier, a przede wszystkim sławna wtedy Art-B, której twórcy Bogusław Bagsik i Andrzej Gąsiorowski uchodzili za geniuszy przedsiębiorczości, by wkrótce stać się bohaterami najgłośniejszej afery lat 90. Poważne firmy wręcz pchały się, żeby powierzyć grube pieniądze grupce młodych polityków bez grosza przy duszy i doświadczenia biznesowego.
Dlaczego?…
Aut. Dorota Wróblewska
Więcej: efaktyimity.eu

Teoria spisku

Gwałtowna śmierć osoby publicznej uruchamia lawinę spekulacji. Interpretacyjna gorączka rozpala teraz Polaków po zamordowaniu prezydenta Gdańska.

Podobnie było przed laty w przypadku śmierci szefa NIK Waleriana Pańki, zabójstw szefa Policji Marka Papały i ministra Jacka Dębskiego czy samobójczych śmierci Ireneusza Sekuły i Andrzeja Leppera. Skąd ta skłonność do mnożenia różnych – prawdopodobnych lub nie – wersji scenariusza? (…)
Każda katastrofa, zamach natychmiast generują serię teorii spiskowych. Doświadczamy tego na swojej skórze od lat, vide np. katastrofa smoleńska. Dla ludzi jest to sposób na „oswojenie”, próba zrozumienia skomplikowanego świata polityki. Bywa, że plotki i teorie spiskowe są wypuszczane w świat przez polityków…

Aut. Marianna Rolla
Więcej: efaktyimity.eu

Oskarżam

Po politycznym mordzie na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu odezwały się nożyce. Osoba o nazwisku Mazurek zapowiedziała, że PiS zacznie ścigać wszystkich, którzy będą „pomawiać” jej partię o polityczną odpowiedzialność za tę tragiczną śmierć. Pozwolą państwo, że ustawię się w kolejce.

(…) Przypomnę na wstępie, że to PiS sprawuje w Polsce całkowitą władzę nad prokuraturą, więziennictwem, służbami specjalnymi, a w dużym stopniu również sądami. Nie ma więc prawa wypierać się jakiejkolwiek odpowiedzialności za to, co się w Polsce dzieje. Taki jest urok autorytarnych rządów, szanowni państwo. Przypomnę dalej, że kiedy dwa lata temu faszystowscy bojówkarze zaatakowali działaczy KOD, pokojowo demonstrujących przeciwko władzy, to właśnie osoba o nazwisku Mazurek publicznie ogłosiła, że chociaż nie pochwala bandytów, to ich rozumie, gdyż „każda akcja wywołuje reakcję”. Osoba o nazwisku Mazurek demonstracyjnie i publicznie popełniła przestępstwo z art. 126a kodeksu karnego, czyli publicznie pochwaliła popełnienie czynu określonego w art. 119 par. 1 kk, za co należało jej się do pięciu lat odsiadki. Czynem z art. 119 par. 1 kk jest stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec grupy osób lub osoby z powodu jej przynależności m.in. politycznej. Osoba o nazwisku Mazurek deklarując, że „nie pochwala, ale rozumie” napaść na działaczy KOD, w istocie pochwalała ten czyn. (…)
To również PiS sfinansowało, za pomocą powołanej przez siebie fundacji, billboardy szczujące przeciwko sędziom. To także PiS, za pomocą swojej gadzinówki zwanej dla zmyłki „nadawcą publicznym”, od trzech lat prowadzi systematyczną politykę szczucia opinii publicznej przeciwko swoim rywalom i wybranym przez siebie wrogom politycznym. Nawet transmisja z pogrzebu prezydenta Adamowicza została przez prawicę wykorzystana do ordynarnej manipulacji zohydzającej opozycję. To PiS ustami Pawłowiczówny, Piotrowicza, Ziobry, Jakiego, Suskiego i Morawieckiego pomawiało polskich sędziów o nieuczciwość…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Femmes fatales

PiS nie ma szczęścia do kobiet.

1. Przypadek Emilewicz

Dziennik „Fakt” ujawnił, że mąż minister przedsiębiorczości pani Emilewicz (przedstawicielka satelickiej wobec PiS partii pana Gowina, który budzi moje wyjątkowe obrzydzenie, po tym jak spektakularnie „odciął się” od PO, mimo że był przez lata jej działaczem i wyjątkowo nieudanym ministrem) korzysta z „użyczenia” mercedesa zakupionego przez ministerstwo z naszych podatków. Ministerstwo „wyjaśniło”, że „kwestia użytkowania samochodu służbowego przez ministra przedsiębiorczości i technologii jest uregulowana umową użyczenia samochodu służbowego. Zgodnie z umową, osoba biorąca w użyczenie samochód może wykorzystywać samochód w celach prywatnych, ponosząc koszty korzystania z samochodu”. Otóż jest to wyjątkowy tupet w rozkradaniu naszych pieniędzy. Niezorientowanym wyjaśniam, że użyczenie to uregulowana kodeksem cywilnym umowa, polegająca na nieodpłatnym oddaniu rzeczy w używanie. Oznacza to, że pani Emilewicz zadysponowała państwowym samochodem, zakupionym i utrzymywanym z naszych podatków, jakby był jej prywatną własnością. Jednostka sektora finansów publicznych nie ma prawa oddać samochodu w użyczenie, bo osoba za to odpowiedzialna popełnia przestępstwo z art. 296 kodeksu karnego (niegospodarność). (…)

2. Przypadek Szydło

Inna ogromnie zadowolona z siebie osoba to niejaka Szydło. Ona również nie ma prokuratorskich zarzutów, po tym jak ujawniono, że państwową limuzyną i w obstawie państwowej ochrony, z „dyskoteką” na dachu, woziła mamusię do lekarza na badania. Tymczasem takie zachowanie to przekroczenie uprawnień i okradanie podatnika z jego pieniędzy.
Ostatnio okazało się, że ABW zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Chin faceta, który – jak podały media – był konsultantem Beaty Szydło w rządzie. Pani Szydło, która ostatnio zajmuje się wyłącznie lansowaniem swojej żenującej osoby po wiochach (gdzie bywa niekiedy i nie wiadomo dlaczego szanowana), natychmiast „wyjaśniła”, że podejrzany o szpiegostwo „nie pracował” dla niej, tylko dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej, a także był „przedstawicielem UKE w zespole przygotowującym wizytę papieża na Światowych Dniach Młodzieży”. Zarzuciła też mediom manipulację. Znów trzeba wyjaśnić niezorientowanym, że to pani Szydło manipuluje, zatajając przed opinią publiczną kilka prostych faktów. Otóż prezesa UKE powołuje Sejm na wniosek premiera, a jego zastępców powołuje minister ds. informatyzacji. Zatem rząd, a na jego czele stała w 2016 r. (tj. kiedy podejrzany o szpiegostwo pracował dla UKE) pani Szydło, miał ogromny wpływ personalny na tę instytucję. Udawanie zatem, że pani Szydło nie jest za tę sytuację odpowiedzialna, to jest dopiero manipulacja.
Manipulacją jest też udawanie, że pani Szydło nie miała nic wspólnego z człowiekiem podejrzanym o szpiegostwo, skoro „jedynie” pracował on w zespole przygotowującym ŚDM. Otóż zespół ten był powołany przez premier zarządzeniem. Pierwsze takie zarządzenie wydano jeszcze w 2015 r. za czasów premier Kopacz, ale to pani Szydło w styczniu 2016 r. zmieniła skład zespołu, na czele stawiając niejaką Kempę. Co ciekawe, weszli doń przedstawiciele 11 ministerstw, skazany (i dwuznacznie ułaskawiony) Mariusz Kamiński, szef ABW, wojewoda małopolski, a także wiceprzewodniczący i sekretarz – obaj powołani również przez premiera. W składzie zespołu nie było żadnego „przedstawiciela UKE”. Stawiam zatem pytanie: czy podejrzany o szpiegostwo człowiek został powołany przez panią Szydło do tego zespołu? A jeżeli tak, z jakich powodów powołała ona człowieka, który był chińskim szpiegiem, jak twierdzi obecnie ABW?…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu