Wczoraj Smoleńsk, dziś zboczeńcy

Antoni Macierewicz nie zasypia gruszek w popiele. Skoro paliwo smoleńskie już się wyczerpało, wiceprezes PiS znalazł sobie inny napęd do działania i wskazał prawdziwym Polakom kolejnego wroga.
Według Macierewicza, zdrową tkankę naszego katolickiego narodu niszczą dziś wszelkiej maści „zboczeńcy” spod znaku LGBT+ i zwolennicy nowej fazy rewolucji komunistycznej.
Na spotkanie z wyborcami szeregowy poseł przyjechał służbowym samochodem w towarzystwie osobistego ochroniarza. Od razu zabrał się do wskazywania wrogów ojczyzny. Oczywiście nie mógł nie wspomnieć o tym, co stało się dziewięć lat temu pod Smoleńskiem.

– Jeżeli ta sprawa nie zostanie doprowadzona do końca, to „oni” wrócą. To „oni” będą decydowali o Polsce. Będą mówili nam, co to jest patriotyzm, człowieczeństwo, rodzina, moralność i europejskość – straszył.
Kim są tajemniczy „oni”, tego Macierewicz (jak to ma w zwyczaju) nie sprecyzował, ale można się domyślić, że są to ci sami ludzie, o których mówił później.
– Te środowiska nie zrezygnowały z walki. Widzimy to codziennie w ich propagandzie, w tej nowej formule nowej lewicy, która czerpie z manifestu Engelsa. Oni przechodzą do następnej fazy rewolucji komunistycznej, teraz nastawionej na zdeprawowanie, zdemoralizowanie i zniszczenie rodziny, dzieci i tożsamości ludzkiej – powiedział.
Kartę LGBT+ nazwał manifestem, a jej ewentualne wprowadzenie do warszawskich szkół przestępstwem…
Aut. Artur Kulikowski
Więcej: efaktyimity.eu

Czy tabloidy to miejsce dla polityków

Ludzie z show-biznesu pchają się do polityki. Czy jest ruch w drugą stronę? Oczywiście, że tak – tańczą, śpiewają, czasem zagrają w filmie.

Najchętniej jednak opowiadają publicznie o życiu prywatnym i przez to lądują na czołówkach plotkarskich serwisów. Od lat ulubieńcem mediów jest były premier Kazimierz Marcinkiewicz. Ostatnio dużo mówiło się o żonie Ryszarda Kalisza. A jedną z najbardziej spektakularnych metamorfoz ostatnich lat przeszła była minister pracy Anna Kalata.

„Polityka to rozrywka” – powiedziała kiedyś prof. Jadwiga Staniszkis, politolog. Obserwacja trafna, bo wielu polityków wykorzystało swoją pozycję, by stać się gwiazdami. Weszli do paszczy lwa, czyli zawarli diabelski pakt z plotkarskimi mediami. Zapomnieli, że z tego układu trudno się wyrwać.
„Kaziu, Kaziu, Kaziu, zakochaj się…”

Marcinkiewicz przez lata był statecznym mężem i nauczycielem fizyki, zakładał w Gorzowie Wielkopolskim struktury ZChN, bronił wartości chrześcijańskich i sprzeciwiał się lekcjom wychowania seksualnego w szkołach. Kariera jednak ludzi zmienia. Marcinkiewicz zaszedł wysoko, był premierem – od października 2005 r. do lipca 2006 r., a w 2008 r. poleciał do Londynu pracować w Goldman Sachs, gdzie zarabiał świetne pieniądze.

Na pewno czuł się tam samotny, bo żonę i czworo dzieci zostawił w Polsce. Wtedy poznał mieszkającą w Londynie 22 lata młodszą Izabelę Olchowicz. Ich miłość wybuchła z wielką siłą. Były premier wziął w 2009 r. rozwód i poślubił Izabelę. Zaczął się medialny spektakl. Para „Kaz” i „Isabel” wszędzie opowiadała o „niesamowitej chemii” i udanym seksie, bo „całymi dniami nie wychodzili z sypialni”. Gościli w telewizjach śniadaniowych i prasie. Sielanka skończyła się, gdy wrócili z Londynu do Polski na przełomie 2012/2013 r. W 2018 r., po wielu rozprawach i publicznym praniu brudów, dostali rozwód.

To jednak nie koniec. Izabela jakiś czas temu miała wypadek i ma niesprawną rękę. W 2016 r. sąd przyznał jej pięć tysięcy złotych, a w 2018 r. obniżył tę kwotę do czterech tysięcy złotych alimentów na życie i rehabilitację. „Kaz” nie płaci, a „Isabel” niszczy go w mediach…
Autor Marianna Rolla
Więcej efaktyimity.pl

Szkoły przyszłości

Jesteście ciekawi, jak w przyszłości będzie wyglądać polska szkoła? Nie męczcie się dywagacjami. My już wiemy…

Gdyby podobna konferencja odbyła się w normalnej szkole publicznej, jej dyrektor następnego dnia straciłby pracę, a prelegenci mieliby kłopoty z prawem. Żyjemy w kraju, gdzie funkcjonariuszom i wyznawcom Kościoła katolickiego wolno wszystko. Pozwalają sobie na obrażanie drugiego człowieka, innych religii i mniejszości, a zebrani biją im brawo.

chociaż wejście kosztowało 30 zł, w szkolnej auli zebrało się ponad sto osób. Są profesorowie, nauczyciele z innych placówek dydaktycznych, młodzież w różnym wieku, rodzice z maleńkimi dziećmi i siostry zakonne. Wszyscy z niecierpliwością czekają, by w końcu dowiedzieć się od specjalistów, jak powinna wyglądać w Polsce „edukacja bez indoktrynacji” – zagadnienie jak najbardziej na czasie. Spotkanie zorganizowało Kolegium Świętej Rodziny w Łomiankach, czyli szkoła z uprawnieniami placówki publicznej, skupiająca podstawówkę, gimnazjum i liceum. Podtytuł konferencji „Rodzina i szkoła miejscem wolności chrześcijańskiej” budzi wśród zgromadzonych niewielkie wątpliwości. Ale po chwili pryskają i wszystko staje się jasne.

(…) – Pan Bóg jest najlepszym dydaktykiem – tymi słowami, tuż po wspólnej modlitwie, przemawia do zgromadzonych dyrektor szkoły Andrzej Mazan. Po chwili dodaje: – Wolność chrześcijańska jest pełniejsza niż zwykła wolność, ta normalna. Sublimujemy ją. Człowiek o prawym, chrześcijańskim rozumie jest najpiękniejszym stworzeniem świata – mówi.

Według dyrektora, dziecko nie musi się uczyć wszystkiego, wystarczy, że będzie czerpało wiedzę strumyczkami. Po chwili dyrektor zaczyna reklamować własną placówkę:
– Mamy znakomitą kadrę, cierpliwość, wiedzę i potencjał opisywania rzeczywistości. By jeszcze bardziej przekonać do siebie rodziców i potencjalnych uczniów, dyrektor Kolegium Świętej Rodziny snuje plany na przyszłość:

– Obecny system przekazywania wiedzy w Polsce jest dezinformujący, albo dezintegrujący. My robimy to inaczej. Zmieniamy system oświaty…
Autor: Artur Kulikowski

Ołówki na sztorc!

Wbrew opinii, którą PiS na swój temat kreuje, partia ta jest nieczuła na potrzeby grup o słabszej pozycji materialnej. Programy socjalne – jej znak rozpoznawczy – są tylko narzędziem utrzymania władzy.

Co więcej, w DNA Prawa i Sprawiedliwości wbudowana jest niezdolność rozpoznania potrzeb dużych grup społecznych i nieumiejętność reagowania na sytuacje kryzysowe. Formacja Kaczyńskiego jest dobra tylko w rozdawaniu pieniędzy na własnych warunkach – w robieniu podarków, jak przedwyborczą trzynastą emeryturę określiła Beata Szydło („Wspaniała wiadomość, prezent od Jarosława Kaczyńskiego dla wszystkich emerytów”). Kiedy ktoś zaczyna się czegoś na serio domagać, gdy pojawia się groźba poważnego protestu, PiS się gubi.

(…) PiS tymczasem potraktowało 700-tysięczną armię nauczycieli jak wrogów. Od początku chaosu spowodowanego sposobem likwidacji gimnazjów ostentacyjnie ignorowało to środowisko. Nie oglądając się na nie, minister Zalewska wprowadziła też nowe podstawy programowe i programy nauczania, mające ukształtować nowego człowieka, nieufnego wobec świata, wierzącego w wielkość Lecha Kaczyńskiego i wyznającego kult „żołnierzy wyklętych”. To część planu stworzenia własnych elit IV RP (na uniwersytetach zajmuje się tym wicepremier Gowin).

Obecna władza konsekwentnie lekceważyła rosnące niezadowolenie z powodu relatywnie malejących uposażeń nauczycielskich. Wynagrodzenie wszystkich dookoła rosło, podnoszono płacę minimalną, wprowadzono minimalną płacę godzinową – a w oświacie podwyżek nie było przez cały okres globalnej koniunktury i związanej z nią pisowskiej prosperity. Do tego jeszcze części tego środowiska faktycznie pogorszyły się warunki pracy. Choćby tym, którzy po „reformie” mają kawałki etatu w kilku szkołach i dzień po dniu peregrynują po nich, aby uzbierać swą skromną pensję. Ogłaszając hucznie „piątkę Kaczyńskiego”, całkowicie pominięto pracowników oświaty, będących w tym czasie w sporze zbiorowym z rządem. Oliwy do ognia dolali politycy PiS serią lekceważących wypowiedzi:…
Aut. Adrian Ziemiński
Więcej: efaktyimity.eu

Trąd w pałacu władzy

Ostatnie miesiące przyniosły w Polsce dwa procesy o fundamentalnym znaczeniu dla kształtowania poglądów społeczeństwa.

Pierwszy z nich to aferalno-korupcyjno-nepotystyczna erozja rządzącego obozu skrajnej prawicy. Otóż okazało się, że obóz władzy jest potwornie umoczony w serię niebywałych, również z historycznej perspektywy, afer. Jest ich tak dużo, że jedna wręcz „przykrywa” w świadomości społecznej drugą. Każda z osobna nie ma natomiast precedensu we współczesnej historii Polski.

Spirala afer

Szef rządzącej partii umoczony w aferę z budową wieżowców. Na to nakłada się skandaliczne działanie prokuratury, która nie tylko utrudnia śledztwo, ale wręcz próbuje postawić sfingowane zarzuty pokrzywdzonemu, po drodze wymyślając kretynizmy, takie jak żądanie od pokrzywdzonego, bez żadnej podstawy prawnej, aby ten przetłumaczył sobie sam z niemieckiego dokumenty, co będzie kosztowało około miliona złotych, a zarazem wyznacza mu na to tydzień. Takie działanie prokuratury, samo w sobie, jest niebywałym skandalem. Afera ta przykrywa wcześniejszą aferę z niebotycznymi wynagrodzeniami partyjnych sługusów w banku centralnym, co z kolei przykrywa jeszcze wcześniejszą aferę z milionami złotych nagród, które wypłacili sobie pisowscy partyjniacy z rządu i nigdy nie przedstawili dowodów, że zwrócili je do budżetu, pomimo zapowiedzi. Ta z kolei afera przykrywa kolejną, która dotyczy korupcyjnych uwikłań szefostwa służb specjalnych w wyłudzanie nieruchomości. Ta afera przykrywa kolejną, dotyczącą kradzieży darów dla PCK na partyjne cele władzy. To z kolei przykrywa aferę związaną z odkryciami Tomasza Piątka, dotyczącymi esbeckich kontaktów Macierewicza. Ta afera pojawia się równolegle z odkryciem tłumu byłych esbeków i komunistycznych funkcjonariuszy w najbliższym otoczeniu Kaczyńskiego. Zostaje to poprzedzone…

Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

PiS – czyściciel kamienic

Polityka mieszkaniowa PiS nadaje się tylko do radia Erewań. Mieli mieszkania rozdawać, a będą odbierać.
Kilka tygodni temu pisaliśmy, że „Mieszkanie plus”, zanim zdechło, zdążyło zaowocować zalewanymi parterami w Jarocinie i wynajmowaniem „gotowych pod klucz” mieszkań w Białej Podlaskiej, bez podłóg, drzwi i oczywiście urządzeń kuchennych czy łazienkowych. W jednym i w drugim przypadku, zamiast obiecywanej ceny wynajmu lokalu na poziomie 70–80 proc. tego, czego żąda wolny rynek, skończyło się na czynszach wyższych niż w okolicy. Obiecywana opcja dochodzenia do własności okazała się bajką, a regulamin najmu jest taki, że jak ktoś zachoruje albo straci pracę i nie zapłaci, to wylatuje z mieszkania na bruk.
Afera z warszawskimi bonifikatami na wykup gruntów z dzierżawy wieczystej wykazała, że i w tak nieskomplikowanej dziedzinie PiS jest w stanie wprowadzić chaos. Wystarczyło, że zastosowali 60-proc. stawkę zniżki dla gruntów państwowych i możliwość 90-proc. bonifikaty dla ziemi należącej do samorządu, żeby wszyscy wszystkim skoczyli do gardeł.
Mieszkasz, to pokazuj
Od 21 kwietnia zacznie obowiązywać prawo klepnięte bez rozgłosu rok temu. Mówi ono, że osoby mieszkające w lokalach komunalnych mogą za nie płacić czynsz w wysokości 40 zł za metr kwadratowy. Lub więcej.
Ustawa każe gminom kontrolować dochody każdego, komu przyzna mieszkanie. Raz na 2,5 roku lokator mieszkania komunalnego ma zatem zaopatrzyć administrację w deklarację zarobków wszystkich pomieszkujących z nim osób za poprzednie trzy miesiące. I gdyby najemca zarabiał więcej niż wynosi ustalony przez gminę limit, to wtedy gmina podniesie mu czynsz nawet do 8 proc. „wartości odtworzeniowej lokalu” (czyli ceny rynkowej).
A nie daj Boże, żeby taka czteroosobowa rodzina z mieszkania komunalnego dostała w spadku jakąś kawalerkę. Wtedy gmina wywali taką familię do jej odziedziczonej posiadłości już po miesięcznym wypowiedzeniu.…
Autor: Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu



Trzy cnoty Prezesa

Na początku była komuna. I tylko Duch Wyklętych unosił się nad wodami. Wyszedł Prezes z tych wód i stworzył Brata Swego i Matkę swoją – Trójcę Wielką. Powiedział tedy Prezes: Niech się stanie światło! I stało się światło. I widział Prezes, że światło było dobre. Wtedy oddzielił światło od ciemności. I nazwał ciemność – opozycją.

Na koniec przemówił:
– Jam jest Prezes twój, który cię wywiódł z niewoli i podniósł z kolan na chwałę swoją.
Potem ściągnął z chmury plik z zaleceniami dla swoich wiernych i zapisał go na twardym kamiennym dysku. Nazwał go „10 x P2” i udostępnił na fejsie:
10 przykazań Prezesa (10 x P2).
1. Będę dla ciebie jedynym autorytetem.
2. Nie będziesz wzywał imienia autorytetu swego nadaremnie, ani posługiwał się nim inaczej niż poprzez oddawanie mu hołdu.
3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił, a jaki to dzień dowiesz się z TV.
4. Czcij brata mego i matkę moją. Ojca nie czcij, jeśli nie chcesz, chyba że ojciec pochodzi z Torunia. Wtedy go czcij i wspieraj.
5. Nie zabijaj, chyba że będę to wyznawcy religii innej niż nasza.
6. Nie cudzołóż, chyba że po cichu, chyba że w ramach naszej wspólnoty, chyba że za pieniądze niewiernych. Cudzołóstwo z kapłanem nie jest grzechem, lecz dowodem na uwielbienie Prezesa.
7. Nie kradnij, tylko bierz, na co masz ochotę, tłumacząc, że czynisz tak z woli Prezesa i na wieczną jego pamiątkę – bo to ci się należy. Ale nie zapominaj przy tym dzielić się tym, co zajumałeś.
8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu, pamiętając, że wyznawca innej religii niż nasza nie jest naszym bliźnim.
9. Nie pożądaj żony bliźniego swego, lecz dąż do rozwoju własnego kapłaństwa, a wtedy cudza żona sama do ciebie przyjdzie.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest, bo i tak Prezes sprawi, że trafi do ciebie, bo ci się należy.

Kapłani Prezesa przygotowali pięć własnych przykazań:

1. Nakazuje się codziennie oglądać programy informacyjne w prezesowej TV i powstrzymywać się przy tym od prac niezwiązanych z uwielbieniem Prezesa.
2. Przynajmniej raz w miesiącu przystąpić do sakramentu pokuty i nazywać go miesięcznicą.
3. Przynajmniej raz w roku wysłać Prezesowi – lub ojcu Jego – przekaz.
4. Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów wegańskich, jako skażonych niekoszernym lewactwem.
5. Troszczyć się o potrzeby Prezesa i kapłanów Jego.

Gdy nauki Prezesa podbiły świat, kapłani Jego wyodrębnili trzy cnoty Prezesa:

1. Pewność.
2. Gwarancja.
3. Nienawiść.
Później zaś stworzyli spis siedmiu przestępstw zasadniczych:
1. Brak szacunku dla Prezesa.
2. Złodziejstwo bez odpalania prowizji.
3. Seks bez dzielenia się nim.
4. Złośliwość w stosunku do kapłanów.
5. Picie na krzywy ryj.
6. Donosicielstwo na swoich.
7. Absencja na wyborach.

Gdy świat wartości został już uporządkowany, o swoim widzeniu opowiedział Mateusz:

„Podniosłem oczy i patrzałem: oto stał mały człowiek. Jego oblicze podobne było do blasku błyskawicy, oczy jego były jak pochodnie ogniste, jego ramiona i nogi jak błysk polerowanej miedzi, a jego głos jak głos tłumu. Oglądałem to widzenie sam. Ludzie, którzy byli ze mną, nie widzieli, bo ogarnęło ich tak wielkie przerażenie, że uciekli, by się ukryć. Pozostałem sam, patrzyłem, lecz nie miałem siły, zmieniłem się na twarzy, opuściła mnie moc. Wtedy usłyszałem dźwięk jego słów i padłem oszołomiony na ziemię, widząc swą małość. Ale oto dotknęła mnie ręka i wprawiła w drżenie moje kolana i dłonie. I głos rzekł do mnie: Uważaj na słowa, które mówię, i wstań, ponieważ teraz wysłano mnie do ciebie. I powstałem”.

Na koniec Prezes pochwalił swoich kapłanów, co odnotował Joachim:

„Ukazał mi rzekę wody życia, lśniącą jak kryształ, wypływającą z dwóch wieżowców. Pomiędzy rzeką i hotelem Sobieski. Dla wiernych nic godnego klątwy i cierpień już nie będzie, jeśli słudzy Jego cześć Mu oddadzą. I nocy już nie będzie, bo Jego oblicze rozwieje ciemności. Bez światła lampy i bez słońca, Prezes będzie świecił i będzie im królować. Doczekał On bowiem tej pociechy, że słowa jego trafiły pod strzechy. Na wieki wieków”.
***

Po przebudzeniu sięgnąłem po ulotkę z piguły, którą pożarłem: „Możliwe skutki uboczne: mogą występować reakcje paradoksalne (stany pobudzenia psychoruchowego, bezsenność, drażliwość, urojenia, koszmary senne, omamy, psychozy, zmiana zachowania) – prawdopodobieństwo wystąpienia tych reakcji jest większe u osób w podeszłym wieku”.
Pamiętajcie: w IV RP zawsze warto pogadać z psychiatrą…
Dariusz Cychol

Precz z 212!

Artykuł 212 kodeksu karnego dawno temu powinien zostać zniesiony. Powodów, aby ten kuriozalny przepis zniknął z polskiego prawa, jest aż nadto.

Przepis ten dotyczy przestępstwa zniesławienia i stanowi, że karze grzywny albo ograniczenia wolności podlega ten, kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. Jeżeli sprawca działa „za pomocą środków masowego komunikowania” (np. prasa, internet itd.), wówczas grożąca kara sięga już roku pozbawienia wolności. Dlaczego ten przepis powinien stracić rację bytu?

Po pierwsze

Służy on różnego rodzaju pieniaczom chorym na nadmierną miłość własną do zamęczania ludzi, którzy korzystają z wolności słowa. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że po artykuł 212 kk sięgnął Jarosław Kaczyński i złożył doniesienie o przestępstwie przeciwko dziennikarzom „Gazety Wyborczej”, którzy opisali biznesową aktywność Kaczyńskiego, mającą równocześnie kryminalny posmak, za sprawą doniesienia złożonego przez austriackiego architekta. Kaczyński poczuł się – jak twierdzi – pomówiony przez dziennikarzy, chociaż zrelacjonowali oni tylko nagrania z tajnych rozmów Kaczyńskiego o jego kolejnym biznesie. Wychodzi więc na to, że Kaczyński właściwie pomówił się sam. Ta sprawa pokazuje jednak, do czego jest używany ten idiotyczny przepis. Przecież absolutnym kabaretem jest sięganie po represję karną przez polityka kontrolującego – za pośrednictwem swoich politycznych podwładnych – prokuraturę, aby wycelować ostrze tej represji przeciwko resztkom wolnej prasy w Polsce. Jeszcze większym kabaretem jest to, że Kaczyński próbuje zaprząc do ochrony swojego „dobrego imienia” (na marginesie: nie wydaje się ono ostatnio najlepsze, biorąc pod uwagę ogrom niechęci i nieufności społecznej wobec tego polityka) prokuraturę. Przypomnijmy, że zniesławienie jest ścigane z oskarżenia prywatnego, a więc wymaga złożenia przez pomówionego prywatnego aktu oskarżenia. Sam pomysł, żeby za Kaczyńskiego pracowała utrzymywana z naszych podatków prokuratura, kierując się rzekomym „interesem społecznym” w represjonowaniu dziennikarzy, pokazuje dno moralne, na którym kula się Polska i jej chwilowa władza…
Autor: Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Święta gmina i nieświęty wójt

Marek Lupa, wójt gminy Radgoszcz, inwestuje w nieruchomości należące do Kościoła. Kilkaset tysięcy złotych publicznych pieniędzy włożonych w pomnażanie majątku parafii tłumaczy „zaspokajaniem zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy”.

(…) Wiele można zarzucić władzom gminy Radgoszcz, ale na pewno nie to, że nie oddają czci świętym swojej wiary. Plac św. Krzyża, św. Kazimierza, ulice: Kościelna, Matki Boskiej Bolesnej, ks. Ignacego Piwowarskiego, ks. Henryka Florka – to tylko niektóre ze „świętych” nazw w Radgoszczy. Gdyby na takim okazywaniu przychylności Kościołowi władze gminy poprzestały, nie byłoby jeszcze problemu. Źle zaczęło się robić w 2015 r., kiedy wójt Lupa postanowił za publiczne pieniądze kupić przychylność księdza Andrzeja Nowaka, proboszcza parafii z ul. Kościelnej.
Obchodząc granice rozsądku i prawa, wziął w użyczenie na 25 lat działkę należącą do parafii. Działka nr 376 o powierzchni 0,26 ha leży w zasadzie w szczerym polu. W najbliższej okolicy nie ma niczego oprócz kilku domów jednorodzinnych. Nie ma banku, sklepu, przychodni, szkoły. Nie ma żadnej instytucji publicznej. Jest za to kościół.
Na przełomie lipca i sierpnia 2017 r. gmina za ponad 150 tys. zł wyłożyła tę działkę kostką brukową, położyła chodniki prowadzące prosto do kościoła i zainstalowała ozdobne lampy uliczne. Widok na ten teren wywołuje mieszane uczucia: na całej ulicy Kościelnej w Radgoszczy nie ma nawet centymetra chodnika, przed kościołem jest.
– Na działce znajduje się parking na około 80 samochodów osobowych. Cel inwestycji: zaspokojenie zbiorowych potrzeb mieszkańców gminy – informuje w lakonicznym piśmie urzędowym Wiesław Żurawski.
Argumentu tego nie rozumieją nawet radgoszczanie.
– Pani, samochody podjeżdżają tu tylko w niedziele na czas mszy. Cały tydzień parking świeci pustkami – relacjonuje mi jeden z mieszkańców.
Tak więc gmina poczyniła na kościelnej działce inwestycje służące Kościołowi, będzie ponosić koszty utrzymania, a po upływie 25 lat działka nadal będzie własnością parafii, a dokładniej diecezji tarnowskiej. Ale wówczas będzie o wiele cenniejsza…
Aut. Katarzyna Wilk-Wojtczak
Więcej: efaktyimity.eu

Fundusz krojony pod wybory

Nie dajcie się oszukać reklamie Funduszu Sprawiedliwości!

W TVP co kilka minut hulają reklamy, w których starsza pani opowiada, jak została skrzywdzona przez lichwiarzy, a młodsza, że pozbyła się bijającego męża. Na końcu pojawia się plansza, z której wynika, że to dzięki Funduszowi Sprawiedliwości, który ma coś wspólnego z Ministerstwem Sprawiedliwości. I tylko ta tablica nie kłamie.
Chyba że panie ze spotów to ucharakteryzowany Tadeusz Rydzyk. On faktycznie łapie się na „sprawiedliwą” kasę od lat. W 2017 r. jego firmy dostały z resortu Ziobry niemal 800 tys. zł, a w 2018 r. ponad 600 tys. Gdyby panie z reklamy były członkami Ochotniczych Straży Pożarnych, też miałyby prawo być szczęśliwe. Na strażaków ochotników poszło rok temu około 100 mln „sprawiedliwych” złotówek. Nikt nie podważałby wiarygodności słów obu pań nawet wtedy, gdyby wylegitymowały się jako funkcjonariuszki CBA. Bo i ta instytucja została przez Fundusz wsparta 25 mln zł. (…)

Szefem Najwyższej Izby Kontroli jest były minister sprawiedliwości, który co nieco o Funduszu wiedział. NIK zrobiła kontrolę. To co zobaczyli inspektorzy, w normalnym kraju spowodowałoby wymianę szefostwa resortu. Ale nie w Polsce! Mimo że NIK uznała, iż: „Ministerstwo Sprawiedliwości nie zapewniło należytej realizacji przez Fundusz zadań w zakresie pomocy osobom pokrzywdzonym, a tym samym adekwatnej i skutecznej pomocy ofiarom przestępstw”, nikomu nie spadł włos z głowy.
Kontrolerzy dogrzebali się do tego, że „resort nie dysponował podstawowymi danymi m.in. o liczbie pokrzywdzonych, liczbie postępowań karnych, w których występowali pokrzywdzeni, czy liczbie przestępstw uprawniających do ubiegania się o kompensatę”. I nic. Bez odzewu pozostało stwierdzenie, że na „rzeczywistą pomoc z Funduszu trafiały stosunkowo niewielkie sumy – z 385 mln zł, które wpłynęły na Fundusz w 2016 r., na bezpośrednią pomoc ofiarom przestępstw wydano jedynie 16 mln zł”…

Aut. Stefan Płonicki
Więcej: efaktyimity.eu