„Antykomunistyczny” rząd PiS marzy o współpracy z chińskimi „komunistami”.

Jeszcze w 1820 r. cesarstwo chińskie dominowało politycznie w Azji, a chińska gospodarka była największa w ówczesnym świecie. Chińczycy od zawsze uważali się za cywilizowane centrum. Środek świata otoczony gorzej zorganizowanymi, mniej kulturalnymi, czasem niestety wielce wojowniczymi, „barbarzyńskimi” narodami.

To przekonanie o wyższości wszystkiego co chińskie doprowadziło w końcu XVIII w. do zamknięcia granic państwa chińskiego dla dorobku innych cywilizacji. Minimalizowania kontaktów wielkiej, samowystarczalnej, lecz nadal feudalnej gospodarki z rozpychającym się na świecie kapitalistycznym Zachodem. Wzmocnionym nowymi zdobyczami rewolucji naukowo-technicznej.
Ponieważ administracja cesarstwa chińskiego hamowała handel z Zachodem, rządy europejskie sięgnęły po „dyplomację kanonierek”. Najpierw Wielka Brytania, potem Francja, Niemcy i Rosja, a w końcu nawet Japonia najechały zbrojnie zapatrzone w przeszłość Chiny. Wymuszały na słabnącym, skorumpowanym cesarstwie upokarzające traktaty, czyniące zeń swą gospodarczą kolonię. Zabierały państwu chińskiemu atrakcyjne porty i nadmorskie terytoria, ograniczając suwerenność niedawnego supermocarstwa.

Panoszenie się zagranicznych kolonizatorów, zbrodnie dokonywane przez ich wojska podburzały patriotycznych Chińczyków. Wybuchały ludowe powstania, formowały się stronnictwa dążące do unowocześnienia społeczeństwa i państwa chińskiego.

Po XIX w., czasie „hańby i poniżających traktatów”, nastał okres upadku cesarstwa, powstania republiki i nieprzerwanych wojen domowych rujnujących gospodarkę. W latach 30. XX w. doszła jeszcze japońska okupacja najbogatszych prowincji chińskich.
Ale państwo chińskie przetrwało te katastrofy. Zachowało ciągłość, uczestniczyło w dwóch wojnach światowych. W tej drugiej Republika Chińska należała do zwycięskiej koalicji antyfaszystowskiej.

Czas chińskiej hańby skończył się w 1949 r. wraz z końcem wojen domowych. Kiedy przewodniczący Mao ogłaszał na placu Tiananmen powstanie Chińskiej Republiki Ludowej, zapewnił jednocześnie, że od tej chwili żaden Chińczyk nie będzie już upokarzany i poniżany. Bo wreszcie Chiny wstały z kolan.

Nowa dynastia

„Przewodniczący Mao mylił się w 30 proc., w 70 proc. miał rację”. Taką opinię najczęściej usłyszycie w Chinach, pytając o ocenę jego działalności. Te 30 proc. to nieudane próby przyśpieszenia rozwoju. Błędne programy gospodarcze, okresy wielkiego głodu. Ale pozostaje na liście jego zasług stały wzrost znaczenia i rangi państwa chińskiego. Powrót do grona światowych mocarstw. Status stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ i państwa dysponującego bronią jądrową.
Po śmierci Mao jego następca Deng Xiaoping przeforsował program komercyjnej gospodarki prywatno-państwowej. Kontynuowany przez kolejne kierownictwa Komunistycznej Partii Chiń. Nazwanej „nową, zbiorową dynastią panującą”. Nastało 30 lat nieustannego wzrostu gospodarczego. Przez pierwsze ćwierć wieku w tempie kilkunastu procent co roku, w ostatnich latach wyhamowanego do poziomu ośmiu procent rocznie.

Początkowo zachodni politycy i media nie wierzyli w chiński skok cywilizacyjny. Dobre wyniki gospodarki tłumaczono fałszowaniem statystyk, a wielkie inwestycje drogowe czy kolejowe uznawano za propagandowe „potiomkinowskie wioski”.

Dzisiaj nikt już nie kwestionuje chińskiej potęgi. Miliardy światowych konsumentów uzależniło się od tanich, chińskich produktów sprzedawanych w amerykańskich supermarketach i na afrykańskich bazarach. Miliony światowych producentów marzą o masowej sprzedaży swych produktów na chińskich rynkach. Tysiącom to się czasem udaje. Setki rządów zabiegają teraz o chińskie kredyty na rozwój infrastruktury komunikacyjnej. Wśród nich jest rząd polski, planujący wybudowanie Centralnego Portu Lotniczego.
I co ciekawe, ten stale akcentujący swój ideologiczny, programowy „antykomunizm” rząd PiS nie waha się przed współpracą z chińskimi „komunistami”. Nie brzydzi się ich pieniędzmi. A nawołujący teraz do „dekomunizacji” polskich sądów pan prezydent Andrzej Duda przygotowuje się do kwietniowej wizyty w „komunistycznych” Chinach. Liczy, że gospodarze znowu zapewnią mu widowiskową oprawę wizyty, co wykorzysta w swojej kampanii wyborczej.

„Przewodniczący Mao przywrócił Chińczykom godność, Deng Xiaoping bogactwo i dobrobyt, a teraz prezydent Xi Jinping przywraca nam światowe przywództwo”. Taką opinię często usłyszycie w Chinach. Zwłaszcza w nadchodzącym nowym roku. Roku Szczura. Pomyślnego, wedle horoskopów, dla śmiałych, dalekosiężnych planów.

Tajemnica sukcesu

Skąd u Chińczyków takie sukcesy? – warto nieprzerwanie o to pytać. Zwłaszcza w Polsce rządzonej przez PiS, partii programowo antykomunistycznej. Aby zrozumieć chiński fenomen, trzeba odrzucić propagowaną przez elity PiS, prymitywną, retorykę antykomunistyczną. Potem też zachodnie stereotypy polityczne. Wtedy okaże się, że „komuniści” chińscy są mistrzami pragmatyzmu.
Zachodni politolodzy spierają się o poziom kapitalizmu w obecnej, państwowo-prywatnej gospodarce Chin. Oficjalnie zwanej „socjalizmem z chińskim charakterem”. W praktyce bowiem chińska gospodarka eklektycznie łączy najlepsze cechy socjalistycznego długoletniego planowania i aktywności państwa w tworzeniu infrastruktury komunikacyjnej z komercyjnym, kapitalistycznym zarządzaniem. Często nawet z wyzyskiem zatrudnionych. Chińskie „komunistyczne” państwo dopuszcza, nawet preferuje, kapitalistyczną własność prywatną w handlu, usługach, turystyce. Nawet w przemyśle ciężkim. Są w Chinach prywatne kopalnie węgla kamiennego i huty.

Jednocześnie państwo stara się kontrolować strategiczne gałęzie przemysłu: firmy zbrojeniowe, energetyczne, wydobycie surowców, ale też sektor najnowszych technologii. Też uznany za strategiczny. Czasem trudno jest określić wielkość sektora państwowego. Koncern telekomunikacyjny ZTE jest formalnie publiczną spółką z udziałem kapitału państwowego. Huawei to formalnie pracownicza korporacja. Obie firmy, oprócz codziennej komercyjnej działalności, realizują też propaństwową politykę gospodarczą.

Trzydzieści lat nieustannego wzrostu gospodarczego zanegowały głoszony przez zachodnie rządy dogmat, że tylko system demokracji parlamentarnej plus liberalna gospodarka rynkowa gwarantują postęp cywilizacyjny.

W Chinach nie ma zachodniego trójpodziału władz. Nie ma wolnych, powszechnych wyborów. Państwem zarządza partia na wzór wielkiej korporacji. Kadra kierownicza wybierana jest w drodze merytorycznej selekcji. Decyzje podejmowane są po licznych konsultacjach. Wiele późniejszych rozwiązań ogólnopaństwowych najpierw pilotażowo sprawdza się na poziomie miast czy prowincji. Potem, po analizie doświadczeń, upowszechnia się je w całym państwie albo szuka innych. Partia- korporacja wybiera swój zarząd na dwie pięcioletnie kadencje. Ustępujące władze wskazują wcześniej następców. To czyni chiński system przewidywalnym i atrakcyjnym dla długofalowej współpracy. Sprawia, że pragmatyczne Chiny, łączące państwowy nacjonalizm i protekcjonizm gospodarczy z zasadami wolnego rynku, wygrywają rywalizację w warunkach globalizacji i wolnego handlu.

Czy wrócą w Roku Szczura na „należne im miejsce”, czyli zostaną pierwszą gospodarką świata?
Nie lekceważcie Chin. Uczcie się ich.

Facebook Comments
Poprzedni artykułMonż stanu
Następny artykułTeraz, kur*a, my!
Piotr Gadzinowski
Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).