fot. PAP/Radek Pietruszka
„Dobrozmianowy” skład Sądu Najwyższego rozpatrzy kasację w sprawie milionowego odszkodowania od zakonu chrystusowców na rzecz ofiary księdza pedofila. Chyba że wkroczy Unia Europejska.

20 grudnia br. o godzinie 11.15 Sąd Najwyższy zajmie się słynną sprawą milionowego odszkodowania dla ofiary księdza pedofila Romana B. z zakonu chrystusowców. Katarzyna jako 13-latka trafiła pod opiekę zakonnika, który przez wiele miesięcy gwałcił ją, bił, zastraszał, więził i odurzał, a także doprowadził do aborcji. Został za to skazany na osiem lat więzienia. Odsiedział cztery. Po raz pierwszy w historii polskiego sądownictwa, sądy – I i II instancji – uznały, że Kościół odpowiada za czyny swoich funkcjonariuszy, jeśli były związane z pełnioną przez nich funkcją i nakazały zakonowi wypłatę milionowego odszkodowania oraz wypłacanie Katarzynie dożywotniej renty.
Kościół sprzeciwia się jednak ponoszeniu jakiejkolwiek odpowiedzialności za swoich funkcjonariuszy. Stoi na stanowisku, że odszkodowania należy zasądzać od sprawców jako osób prywatnych. Chrystusowcy złożyli więc w Sądzie Najwyższym wniosek o kasację obciążającego wyroku.

– W dniu 4 września 2019 r. na posiedzeniu niejawnym Sąd Najwyższy zadecydował o przyjęciu skargi kasacyjnej pozwanych do rozpoznania – informuje Martyna Łuczak z zespołu prasowego SN.
Wygrana jest dla Kościoła bardzo ważna, bo orzeczenie SN będzie wskazówką dla wszystkich sądów w Polsce, czy uznawać odpowiedzialność Kościoła za ich funkcjonariuszy, czy nie. W skład sędziów, którzy mieli precedensową sprawę Katarzyny rozpatrzyć, jeszcze kilka dni temu wchodzili: przewodnicząca Beata Janiszewska, która w maju br. orzekała na rzecz jednej z parafii w sprawie o zasiedzenie, sprawozdawca Joanna Misztal-Konecka, sędzia od 2007 r., powołana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wykładowca na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz Marcin Krajewski, który jako radca prawny w 2014 r. reprezentował diecezję koszalińsko-kołobrzeską i jedną z parafii w sprawie księdza pedofila o zadośćuczynienie dla ofiary.
– Jak zobaczyłam, jaki jest skład sędziowski, to się całkowicie załamałam – mówi nam Katarzyna. – Trwające kilka lat procesy w tej sprawie były dla mnie bardzo wyniszczające. Teraz okazuje się, że mogę przegrać, ponieważ skład sędziowski jest cały „dobrozmianowy”. Mam podstawy, aby nie wierzyć w to, że wyrok będzie sprawiedliwy, ponieważ wszyscy sędziowie mają jakieś połączenia z Kościołem – mówi. – Jak może orzekać w mojej sprawie sędzia, który był przeciwko ofierze w innym procesie i bronił Kościoła? To jest niewiarygodne, jak w naszym państwie traktowana jest ofiara, która odważyła się o siebie zawalczyć – zastanawia się pokrzywdzona przez ks. Romana B.
– Bardzo się boję – dodaje.

Zgodnie z wprowadzonym przez PiS regulaminem w Sądzie Najwyższym sprawy przydzielane są sędziom według kolejności alfabetycznej nazwisk na liście sędziów danej Izby. Tak wybierany jest sprawozdawca. Do niego prezes danej izby, w tym przypadku Izby Cywilnej, dobiera resztę składu. Ze względu na wątpliwości co do legalności wyboru sędziów tzw. neo-KRS (powołanych po nowelizacji ustawy o KRS z 2017 r.), w SN unika się sytuacji, kiedy orzekaliby oni razem z sędziami powołanymi wcześniej. Dlatego w tej sprawie mamy skład całkowicie „dobrozmianowy”.
– Zmiany w składzie orzekającym mogą zaistnieć, zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego, w przypadku wniosku o wyłączenie sędziego – tłumaczy M. Łuczak.

Jak się dowiedzieliśmy, taki wniosek złożył sędzia Marcin Krajewski.
– 24 października Sąd Najwyższy wyłączył od orzekania w niniejszej sprawie na skutek zawiadomienia sędziego Sądu Najwyższego Marcina Krajewskiego o zachodzącej podstawie jego wyłączenia – informuje pracownica biura prasowego SN.
Teraz prezes Izby Cywilnej sędzia Dariusz Zawistowski wyznaczy nowego sędziego. Jakiego? Nie wiadomo. Nie ma tu jednak wielkiego pola do popisu. Być może nie będzie musiał, bo sprawę rozstrzygnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który do 19 listopada ma orzec w sprawie legalności powołania neo-KRS i nominowanych przez nią „dobrozmianowych” sędziów. Jeśli TSUE uzna, że nie mogą oni orzekać do czasu prawidłowego powołania, sprawą odszkodowania od zakonu zajmą się inni sędziowie. Tak więc los Katarzyny zależny jest od 
polityki…

– Zmiany w składzie orzekającym mogą zaistnieć, zgodnie z Kodeksem postępowania cywilnego, w przypadku wniosku o wyłączenie sędziego – tłumaczy M. Łuczak.
Jak się dowiedzieliśmy, taki wniosek złożył sędzia Marcin Krajewski.
– 24 października Sąd Najwyższy wyłączył od orzekania w niniejszej sprawie na skutek zawiadomienia sędziego Sądu Najwyższego Marcina Krajewskiego o zachodzącej podstawie jego wyłączenia – informuje pracownica biura prasowego SN.
Teraz prezes Izby Cywilnej sędzia Dariusz Zawistowski wyznaczy nowego sędziego. Jakiego? Nie wiadomo. Nie ma tu jednak wielkiego pola do popisu. Być może nie będzie musiał, bo sprawę rozstrzygnie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który do 19 listopada ma orzec w sprawie legalności powołania neo-KRS i nominowanych przez nią „dobrozmianowych” sędziów. Jeśli TSUE uzna, że nie mogą oni orzekać do czasu prawidłowego powołania, sprawą odszkodowania od zakonu zajmą się inni sędziowie. Tak więc los Katarzyny zależny jest od 
polityki…

Poprzedni artykułMy zygotarianie
Następny artykułPodkarpackie Zagłębie Penitencjarne
Katarzyna Wilk-Wojtczak
Od czterech lat niezmiennie 30-latka. Absolwentka filologii polskiej; z mediami związana od 2012 r. Debiut dziennikarski w gazecie lokalnej „Nowy Tydzień” (woj. lubelskie), gdzie zajmowała się tzw. kryminałką. Okazało się to jednak za mało hardcorowe. Zaliczyła epizody w łódzkim radiu (Parada) i lokalnym dzienniku („Express Ilustrowany”), a od 2016 r. ostrzy pazury na księżach. Chowa je po przekroczeniu progu domu, gdzie zmienia się w troskliwą mamę bliźniaków. Miłośniczka zwierząt i sportu ekstremalnego – ciuchlandy, secondhandy i szmateksy. Lepiej odnajduje się w internecie niż w kuchni, co przyprawia jej męża o kolejne siwe włosy. (Jest prawdziwą Wilczycą, walczącą do końca o swoje, choć zdarza się, że nie ma racji – przyp. red).