fot. Artur Kulikowski
W Ossowie z okazji 99. rocznicy Bitwy Warszawskiej urządzono… szopkę. Kłamstwa i agitacje, jakie towarzyszyły wydarzeniu, zamieniły pamięć o bohaterach we wspominkową karykaturę.

15 sierpnia to ważna data w historii polskiego oręża. Tego dnia w 1920 r. wojsko polskie odwróciło losy wojny z bolszewikami. Najbardziej zacięte walki miały miejsce na północny wschód od Warszawy: pod Radzyminem, Zielonką i Ossowem. Czy był to niekwestionowany triumf polskiej armii? Okazuje się, że dla dzisiejszej prawicy i Kościoła katolickiego ówczesne zwycięstwo nie było wynikiem heroizmu walczących ani taktyki wojskowej, wspartej najnowszymi zdobyczami techniki tamtych czasów, ale efektem działania Matki Boskiej oraz Ignacego Skorupki. To ten duet przesądził o wygranej Polski z bolszewicką nawałą. Czerwoną zarazę powstrzymała pod Ossowem Maryja objawiona wyłącznie Rosjanom i ateistom oraz niezłomny młody ksiądz, który chwilę po objawieniu zginął. Taką właśnie wersję historii przez cały dzień przedstawiał przybyłym na uroczystości w Ossowie ordynariusz diecezji warszawsko–praskiej bp Romuald Kamiński.
Przy okazji rocznicy Bitwy Warszawskiej uczczono w Ossowie również pamięć żołnierzy zamordowanych w Katyniu oraz „poległych” w katastrofie pod Smoleńskiem. Tu, oprócz wspomnianego już biskupa, pierwsze skrzypce grali lokalni działacze PiS, wspomagani przez prawicowych ministrów, marszałka, posłów oraz senatorów z ul. Wiejskiej.
Można by się zastanawiać, dlaczego do konkretnej, rocznicowej imprezy dołącza się świętowanie zupełnie innych wydarzeń. Według pokrętnej logiki prawicy istnieje wspólny mianownik, pozwalający wrzucić wszystkie te wydarzenia do jednego patriotycznego worka. Jeden wróg, wspólny i parszywy. Wszak przecież i w Bitwie Warszawskiej, i w Katyniu, i pod Smoleńskiem wszyscy wspominani bohaterowie polegli z rąk… Rosjan.

Cud cudem cuda pogania

Przygotowując się do obchodów cudu nad Wisłą, obszedłem cały Ossów. Mieszkańcy tej maleńkiej wsi nazywają ją „najświętszą polską ziemią”. Faktycznie, ziemia ta świętą być musi, skoro na jednym kilometrze kwadratowym naliczyłem 34 poświęcone pomniki i popiersia, pięć tablic okolicznościowych, jedno sanktuarium narodowe, trzy wolno stojące drewniane krzyże, dwie przydrożne kapliczki oraz 96 uświęconych dębów pamięci, a wszystko to we wsi, w której mieszka kilkaset osób. Taka ziemia zobowiązuje, dlatego też w ciągu kilkunastu godzin spędzonych w Ossowie miałem okazję doliczyć się także wielu imprez rytualnych: czterech apeli poległych, dwóch mszy św., procesji, rekonstrukcji zwycięskiej bitwy nad Armią Czerwoną z udziałem 200 żołnierzy i czołgu Twardy, pikniku patriotycznego, podpisywania list poparcia dla kandydatów PiS do Sejmu i Senatu, koncertu disco polo, a także wystawnego obiadu, złożonego z dwóch dań i deseru, dla 700 polityków prawicy w remizie strażackiej.

Pod osłoną nocy

Już 14 sierpnia, czyli w wigilię cudu nad Wisłą, do Ossowa przyjechał Mariusz Błaszczak. Wieczorową porą, w blasku pochodni trzymanych przez harcerzy, szef MON oddał hołd „obrońcom Polski z 1920 r., zamordowanym w Katyniu w roku 1940 i tym, którzy oddali swoje życie w tragedii smoleńskiej w 2010 r.”.
Przyjazd tak ważnej persony do Ossowa trzymany był w tajemnicy. Nie wiedzieć czemu informacja o tym, że „pan Błaszczak” będzie na miejscu tak szybko zniknęła z internetu, jak się pojawiła. Być może chodziło o względy bezpieczeństwa i defiladę wojskową w Katowicach, na której dnia następnego ministra resortu obrony zabraknąć nie mogło. Przecież gdyby coś złego stało się w międzyczasie…
Tak czy inaczej Ossów postawiony został w stan najwyższej gotowości. Już pół godziny przed przyjazdem szefa MON porucznicy i generałowie stali karnie w rządku przed pomnikiem ks. Skorupki. Policja kierowała ruchem, a funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa wydawali ostatnie wskazówki czy blokować drogę, czy też nie. Gdy minister w końcu nadjechał, najpierw złożył kwiaty przed pomnikiem ks. Skorupki, a następnie pomknął autem kilkaset metrów dalej pod krzyż ks. Skorupki, oczywiście z kwiatkami. Generałowie ruszyli w ślad za nim. Na polanie, na którą prowadziła długa, kamienna ścieżka, czekała już kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego. Były przemówienia, salwy z karabinów, było narodowo i patriotycznie. Wszystko do czasu, póki głosu nie zabrali Ormianie, którzy za pomoc Polakom w wojnie z bolszewikami doczekali się w Ossowie tablicy dziękczynnej. Ich wystąpienie osłabiło jednak wybitnie nacjonalistyczny charakter imprezy, więc zaraz potem minister Błaszczak odwrócił się na pięcie i udał na sen do Chotomowa.

Antoni całuje rączki

Nazajutrz uroczystości zaplanowano na godzinę 10.
40 minut przed rozpoczęciem przed krzyżem ks. Skorupki pojawił się jednak niezniszczalny i uśmiechnięty Antoni Macierewicz w towarzystwie dwóch ochroniarzy i wielkiego wieńca. Na odcinku między autem, którym przybył, a krzyżem szarmancko całował rączki napotkanych kobiet, wylewnie witał się z przechodniami. Po modlitwie i złożeniu wieńca do swojego wozu zaprosił pełnomocnika rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotra Naimskiego, po czym odjechał z piskiem opon w stronę Warszawy.
Dlaczego przewodniczący podkomisji smoleńskiej złożył kwiaty wcześniej, przed wszystkimi? Czyżby prawdą było, że Macierewicz ma zakaz uczestniczenia w oficjalnych uroczystościach państwowych na czas kampanii wyborczej? Ale przecież niecałe cztery godziny później widziany był w Katowicach na defiladzie z okazji Święta Wojska Polskiego. Jak dostał się tam tak szybko? Czyżby samolotem?

To tylko mała kropka

Gdy uroczystości w Ossowie wystartowały, podniecenie opanowało zwłaszcza gości zmierzających do sanktuarium narodowego. Na teren parafii Matki Bożej Zwycięskiej, gdzie uroczystą mszę celebrować miał bp Kamiński, wstęp mieli jedynie goście z zaproszeniami. Wcześniej, w Dolince Smoleńskiej, tuż obok Polanki Dębów Pamięci miały zostać odsłonięte kolejne dwa popiersia ofiar katastrofy smoleńskiej: ks. Romana Indrzejczyka i kapitana samolotu Arkadiusza Protasiuka. Przybyli oficjele, pojawiły się żołnierskie werble oraz poczty sztandarowe z całej Polski. List od Jarosława Kaczyńskiego odczytał do psującego się mikrofonu lokalny działacz PiS, starosta wołomiński Adam Lubiak.
– Każda z 96 osób poległych pod Smoleńskiem zostawiła po sobie niezatarty ślad w naszym życiu – czytał łamiącym się głosem słowa szefa swojej partii. – O księdzu Romanie mógłbym opowiadać bardzo długo przede wszystkim dlatego, że był zaprzyjaźniony z naszą świętej pamięci mamą i bywał u nas w domu. Arkadiusz Protasiuk poległ, mając zaledwie 36 lat. Mógł, dzięki otrzymanym od Pana Boga darom, śmiało mówić, że świat stał przed nim otworem.
Atmosfera w panteonie bohaterów stała się tak podniosła, że nikt nawet nie zauważył błędu ortograficznego na cokole popiersia majora Protasiuka. Gdy publicznie zwróciłem uwagę, że skrót mjr pisze się bez kropki, a na czarnym marmurze wyryto go z kropką, od starszego pana z kościelnych służb porządkowych usłyszałem:
– Panie, to tylko kropka, komu to przeszkadza?!
– Proszę pana, uzasadniałem, to jest pomnik ku czci człowieka, który zginął tragicznie w katastrofie lotniczej, nie klepsydra na nagrobku jakiejś łajzy, napisana ręką pijanego kamieniarza.
– Pierdol się, lewacki dziennikarzyno i wypierdalaj, chuju, z naszej świętej ziemi – odpowiedział mi pełen chrześcijańskiego miłosierdzia. – Gówno cię obchodzi, co tam jest napisane!
Zgodnie z uprzejmą prośbą oddaliłem się za płot. Mszę, kolejne składania wieńców i apele poległych oglądałem z dalszej perspektywy, by nie przeszkadzać rozmodlonym katolikom w nabożnych uroczystościach na świętej ziemi. Za wiele się nie działo. Biskup znów opowiadał o objawionej Maryi, przed którą uciekali w popłochu z ossowskich pól czerwonoarmiejcy, a Jan Grabiec, kandydujący w tym okręgu do Sejmu z „jedynki” listy Koalicji Obywatelskiej, wykazywał mową biskupa tak głębokie zainteresowanie, że oczu nie mógł odkleić od Facebooka w swoim smartfonie. Co więcej, nawet nie pokwapił się przyjąć komunii świętej. Grzesznik!

Rekonstrukcja z Twardym w tle

Kulminacyjnym punktem obchodów było widowisko plenerowe „Rekonstrukcja Bitwy Warszawskiej 1920 r.”. Na ogromnej polanie ustawiono kilka drewnianych
baraczków, zwieziono rekonstruktorów poprzebieranych za żołnierzy obu armii, dzieci, konie i ks. Skorupkę. Był także „Piłsudski”, który swoim zachrypniętym jak u Himilsbacha głosem wydawał przez mikrofon rozkazy podwładnym. W ogóle „Piłsudskich” pod Ossowem było kilkunastu i to oni skupiali na sobie największą uwagę gawiedzi, „przypisując sobie zaszczyty za zwycięstwo”, choć wiadomo, że to nie naczelny wódz, a Tadeusz Rozwadowski, Władysław Sikorski i Maxime Weygand byli głównymi strategami i architektami wygranej w Bitwie Warszawskiej.
Mimo że rekonstrukcja w Ossowie odbywała się już po raz 15., była widowiskiem żenującym. Narracja płynąca z głośników miała się nijak do tego, co działo się na polu bitwy. „Aktorzy” (zwłaszcza ks. Skorupka) zapominali tekstu, a wybuchy ładunków pirotechnicznych powodowały, że momentami nic nie było widać. Ładunki wybuchowe eksplodowały dosłownie kilka metrów od publiczności, siedzącej nad rzeczką Czarna Struga, więc chyba tylko cudem nikomu nic się nie stało.
Objawy znużenia i irytacji dało się zaobserwować nie tylko wśród pięciotysięcznej publiki, ale i na trybunie VIP. Biskup nie klaskał i zachowywał się tak, jakby przyszedł tu za karę. Minimalną aktywność wykazał tylko dwa razy. Pierwszy, gdy zobaczył padającego od kuli ks. Skorupkę, drugi, kiedy starosta wołomiński rozciągnął nad nim parasol, chroniąc go przed chmurą dymu po wybuchu granatu.
Na trybunie VIP, pełnej polityków PiS, nikomu nie przeszkadzała aktywna obecność przedstawiciela Ruchu Narodowego, który dumnie obnosił się ze swoim brunatnym strojem, wzorowanym na ubiorze bojówki NSDAP, oraz wpiętym w czarny berecik mieczykiem Chrobrego. Nikogo nie oburzało, że narodowiec siedział tuż przed głowami dwóch oficerów Wojska Polskiego i byłej europosłanki PiS Beaty Gosiewskiej.
Finałem tej patriotycznej żenady był przejazd czołgu Twardy. Twardy spóźnił się na „defiladę zwycięstwa”, bo… zakopał się w lesie. Zresztą po oficjalnym zakończeniu imprezy wpadł do rzeczki i też nie mógł wyjechać, więc ostatecznie został ewakuowany „środkami ewakuacyjnymi będącymi w dyspozycji Wojska Polskiego”.
W przyszłym roku obchodzić będziemy setną rocznicę Bitwy Warszawskiej. Lokalne władze już zapowiadają, że będzie jeszcze bardziej wzniośle i patriotycznie. W Ossowie powstanie wielkie muzeum, odsłoniętych zostanie kilka dodatkowych tablic, krzyży i brakujących 70 pomników ofiar katastrofy smoleńskiej.
Z imprezy tegorocznej refleksję wyniosłem jedną: jeżeli tuż pod Warszawą, zaledwie 23 km od ścisłego centrum politycznego, społecznego i kulturalnego naszego kraju, odbywają się takie wystawne i kłamliwe imprezy patriotyczne, to co politycy prawicy z plebanami pod rękę wyczyniają w Polsce B lub C?