Koniec z ojcem dyrektorem

Długiego i otwartego wywiadu o różnych aspektach swojego kapłaństwa udzielił KAI biskup Adrian Galbas ze stowarzyszenia pallotynów. Może niepotrzebnie się męczył. Nas z tego wywodu zainteresował jeden fragment: „W kapłaństwie zawsze ważne były dla mnie dwa wymiary: pierwszy to sakramenty. Nie wyobrażałem sobie nigdy, że mógłbym być księdzem, który nie sprawowałby sakramentów albo robił to przy okazji. Nie wiem, po co są ci wszyscy księża dyrektorzy, którzy zasadniczo robią rzeczy, które nie wymagają święceń, a które kompetentniej robiliby ludzie świeccy. Mam nadzieję, że czas księży dyrektorów będzie się w Kościele w Polsce już kończył, także dlatego, że księży jest coraz mniej. Będzie to zdrowsze i dla tego księdza dyrektora, i dla instytucji, którą kieruje. (…) A drugi ważny wymiar w moim kapłaństwie to ludzie, zwłaszcza świeccy. Czasem żartuję, że jestem antyklerykalny, bo źle się czuję bez ludzi świeckich. Podziwiam często wysiłek, jaki wkładają w pielęgnowanie swojej wiary. Tu życie rodzinne, tu praca zawodowa, a jeszcze tyle siły, determinacji, by się modlić, spowiadać, rozwijać się duchowo. Księża mogą się uczyć. Ale znam i lubię nie tylko tych z pierwszych ławek. Pan Bóg dał mi też poznać wiele osób, które mają z Nim pod górkę, którzy są albo wprost niewierzący, albo definiują się jako poszukujący. Czasem poobrażani na Boga. Ciągnie mnie do nich, bo są bardzo ciekawi i jeśli tylko nie mają w sobie jakiejś antyklerykalnej zadry, która utrudnia dialog, to spotkania z nimi są super. Bardzo pomagają, bo pokazują inne punkty widzenia”.

Kurski rozwód

Karkołomnego zadania, wytłumaczenia ciemnemu ludowi sprawy rozwodu i ponownego ślubu kościelnego Jacka Kurskiego, szefa TVP, podjęła się dziennikarka „Gościa Niedzielnego” Milena Kindziuk. Z typową dla katolików obłudą napisała m.in.: „Po pierwsze, rozwód w Kościele nie istnieje. Są natomiast procedury mające udowodnić, że małżeństwo zostało
zawarte nieważnie. To zasadnicza różnica. Kodeks prawa kanonicznego uznaje pewne okoliczności, które mogą wpłynąć na ważność sakramentu. Ostateczną decyzję podejmuje sąd: kolegium, czyli przynajmniej trzech sędziów. Dochodzi do tego możliwość odwołania się do kolejnego sądu, drugiej instancji, czy nawet do Stolicy Apostolskiej. (…) Nie robi tego pojedynczy biskup czy ksiądz, chyba że chodzi o tzw. proces skrócony, niedawno wprowadzony w Kościele przez papieża Franciszka, ale to sytuacje absolutnie wyjątkowe. W trybunale kościelnym toczy się proces, sprawa jest dokładnie badana i dopiero na końcu wydawane jest orzeczenie. I tak zdarza się, że wyrok stwierdzający nieważność dotyczy małżeństwa, które trwało nawet 20 lat i z którego zrodziły się dzieci. Inną sprawą jest, czy ten kolejny ślub nie powinien być wzięty bez przepychu i z zachowaniem skromności, oraz to, jakie okoliczności towarzyszyły powtórnemu mariażowi Jacka Kurskiego. Co do samego zaś faktu jego zawarcia wszystkim zgorszonym polecałabym raczej zgłębienie wiedzy na ten temat i więcej modlitwy zamiast zaglądania komuś w sumienie”.

Facebook Comments
Poprzedni artykułCo tam, panie w Watykanie (24)
Następny artykułJan Stapiński – chłopski radykał i antyklerykał
Waldemar Janiec
Obiecujący 63-latek. Internauta. Uczestnik zakładów bukmacherskich. Prenumerator prasy krajowej i zagranicznej. Członek byłego Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Nihilista i abnegat, od czterdziestu lat pod cierpliwą opieką żony Danuty, której pomaga dwoje dorosłych dzieci. Bonapartysta i doktor nauk humanistycznych. Dziennikarz. Pracował w Polskim Radiu i w PAP na odpowiedzialnym stanowisku korespondenta w Watykanie przy osobie św. Jana Pawła II. W pamiętnikach napisze, że papież go cenił (co nie będzie prawdą). Nieodznaczony żadnym wysokim orderem państwowym. (Co z pewnością kiedyś się zmieni – przyp. red.).