Strona główna Polityka Czas trudnych decyzji

Czas trudnych decyzji

99
grafika: Tor
Czy dokonane przez USA zabójstwo irańskiego generała na pewno nie dotyczy Polski? Nie do końca; przed nami czas podejmowania decyzji, mogących być kluczowymi dla przyszłości Polski.

Ponad siedem lat temu napisałem w jednym z artykułów oceniających sytuację polityczną na Bliskim Wschodzie, będącą konsekwencją Arabskiej Wiosny: „Zagrożenie wybuchem nowej wojny, obejmującej cały obszar GME, stało się w ostatnich miesiącach tak wielkie i realne, że zaczęto je traktować w świecie jako swoistego rodzaju paradygmat bieżącej polityki międzynarodowej. To już właściwie nie jest owo za pięć dwunasta. Polityczny zegar wskazuje, że do katastrofy pozostały zaledwie trzy minuty”. Obszar GME w tej analizie oznaczał Większy Bliski Wschód (Greater Middle East), dla odróżnienia od używanego powszechnie i znanego wszystkim pojęcia Bliski Wschód (Middle East). GME obejmuje nie tylko bliskowschodnie państwa arabskie i Izrael, ale również cały Maghreb (od Maroka), Turcję, Iran, aż po Afganistan i Pakistan. Wówczas prognoza nie spełniła się, ale dziś można ją powtórzyć.

W Syrii trwa wojna domowa. Trwa również w Libii. Amerykanie chwalą się, że pokonali Państwo Islamskie, ale to nieprawda, bo ISIS nadal skupia około 30 tys. bojowników. Do walk (zamachów) dochodzi w Iraku, Jemenie, Arabii Saudyjskiej, Strefie Gazy i Izraelu, Afganistanie. Napięte stosunki panują na linii Waszyngton-Teheran, podsycane przez buńczuczne wypowiedzi polityków amerykańskich i irańskich. Ten brak stabilności w regionie pogłębiają działania zarówno Turcji, jak i Rosji. Wszystko to powoduje, że w ocenie wielu analityków może w każdej chwili dojść do jakiegoś zdarzenia, które będzie zaczynem trudnego do opanowania otwartego konfliktu zbrojnego.

Zabójstwo generała

Z dużą dozą prawdopodobieństwa za takie można uznać zabicie 3 stycznia przez amerykańską armię jednego z najważniejszych generałów irańskich Kasima Sulejmaniego. Generał Sulejmani był od 22 lat dowódcą sił Al Kuds, jednostki specjalnej w strukturach Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, odpowiedzialnej za operacje zagraniczne. Razem z nim zginął bliski współpracownik Dżamal Dżafar Mohammed, znany jako Abu Mahdi al-Muhandis, pół-Irakijczyk i pół-Irańczyk, dowódca irackich Sił Mobilizacji Ludowej. Trzecią ofiarą ataku miał być Nijam Ghasem (zastępca dowódcy Hezbollahu). Stany Zjednoczone oskarżały go o planowanie i przeprowadzanie wielu akcji terrorystycznych, w których miałyby zginąć setki Amerykanów. Sulejmani w ostatnich latach odgrywał kluczową rolę w konflikcie w Syrii i Iraku oraz rozprzestrzenieniu wpływów Iranu w regionie, co oczywiście denerwowało polityków amerykańskich i izraelskich.

Władze Iranu (najwyższy przywódca duchowy Ali Chamenei, prezydent Hasan Rowhani) zapowiedziały zemstę za zabicie Sulejmaniego. Jeden z dowódców Irańskiej Gwardii Rewolucyjnej Gholamali Abuhamzeh oświadczył, że Teheran ukarze Amerykanów, gdziekolwiek są w jego zasięgu. Podobnie wypowiedział się przywódca libańskiego Hezbollahu Hasan Nasrallah: „Wymierzyć sprawiedliwą karę zbrodniczym zabójcom (…) będzie odpowiedzialnością i wspólnym celem bojowników ruchu oporu na całym świecie”.

Nie można też abstrahować od sytuacji wewnętrznej USA: trwającej prezydenckiej kampanii wyborczej, w której Donald Trump będzie ubiegał się o reelekcję, przebiegającej w cieniu jego impeachmentu. Być może zabicie Sulejmaniego w zamyśle Trumpa miało przysporzyć mu popularności. Tak jak Barackowi Obamie likwidacja Osamy bin Ladena (zachowując oczywiście proporcje, bo bin Laden znany był wszystkim, zaś Sulejman wyłącznie wąskiemu gronu specjalistów).

Co z Polską?

Oczywiście można pytanie zbagatelizować. Uznać, że nas to nie dotyczy, że zdarzenia mają miejsce daleko, na Bliskim Wschodzie, że „nasza chata z kraja”. Tylko że takie postawienie sprawy świadczyłoby wyłącznie o głupocie rządzących dzisiaj Polską polityków. To nie jest tak, że Polska jest tworem samoistniejącym i niezależnym od procesów globalnych. Jesteśmy jako państwo członkiem różnych wspólnot międzynarodowych (Unii Europejskiej, NATO, ONZ), wiążą nas umowy z innymi państwami, a wszystko to ma wpływ na politykę wewnętrzną i zagraniczną. Bzdurą jest powtarzanie jak mantrę, zarówno przez rządzących, jak i opozycję, że jedynym wrogiem Polski jest Rosja i cały wysiłek państwa powinien iść w kierunku zagwarantowania bezpieczeństwa przed atakiem (w skrajnej postaci) militarnym z jej strony. Przy braku od 30 lat strategii polityki wschodniej i bezkrytycznego stosunku (wręcz bałwochwalczego uwielbienia) do Stanów Zjednoczonych faktycznie jesteśmy pozbawieni jakiegokolwiek pola manewru.

Jednym z dowodów na podporządkowanie polskiej racji stanu interesom amerykańskim (i izraelskim) było nie tylko ponowne angażowanie się od 2016 r. w działania tzw. koalicji antyterrorystycznej, wymierzone przeciwko Państwu Islamskiemu, ale i przeprowadzenie 13–14 lutego 2019 r. konferencji, nazywanej eufemistycznie bliskowschodnią, mającej ewidentnie antyirański wydźwięk. Żadne inne
państwo nie wyraziło zgody na to, by być gospodarzem takiej konferencji. Decyzja o organizacji konferencji została podjęta w Waszyngtonie, a nie w Warszawie, a zakomunikowano ją mediom 11 stycznia ustami sekretarza stanu USA Mike’a Pompeo. Przedstawiciele władz polskich starali się wybrnąć z tej trudnej sytuacji wmawiając, że rozmowy na ten temat prowadzone były wiele miesięcy i są wspólną decyzją polsko-amerykańską. Analizując przebieg obrad, wystąpienia wielu polityków, nie można było się oprzeć wrażeniu, że miała jednoznacznie antyirański charakter. Tak oceniona została również przez Iran, i to zarówno przez polityków, jak i media (np. anglojęzyczny „The Teheran Times”: „Choć połączenie Waszyngton – Warszawa przeciwko irańskiemu narodowi prowadzi donikąd, wielka zdrada tego europejskiego kraju nie zostanie wymazana z umysłów Irańczyków”).

Czas decyzji

Dziś pojawiły się nowe elementy w stosunkach polsko-irańskich. Zapytany o reakcję na zabójstwo generała Sulejmaniego rzecznik prezydenta Dudy Błażej Spychalski stwierdził jedynie: „Co jest najważniejsze, to bezpieczeństwo Polski i Polaków. Nie mamy żadnych informacji, że w tym zakresie występują zagrożenia”. I dodał: „Prezydent nawołuje i prosi, by nie następowała eskalacja tego konfliktu. Jesteśmy sojusznikami USA, członkiem NATO i w tych formatach będziemy podejmowali odpowiednie decyzje”. A przecież już pojawiły się nawoływania do wycofania polskich żołnierzy z Iraku, co prawda ze środowisk lekceważonych przez główne siły polityczne w Polsce, bo związanych z Konfederacją, ale mających trudną do zdefiniowania grupę zwolenników. Trzeba przy tym pamiętać, że zgodnie z postanowieniem prezydenta RP z 27 grudnia 2019 r. o przedłużeniu naszej obecności wojskowej w regionie: „W okresie od dnia 1 stycznia 2020 r. do dnia 30 czerwca 2020 r. zostanie użyty polski kontyngent wojskowy o liczebności do 350 żołnierzy i pracowników w Republice Iraku, Jordańskim Królestwie Haszymidzkim, państwie Katar oraz państwie Kuwejt”.

Pojawia się również pytanie, jak władze zachowają się w wypadku zażądania od nas przez USA konkretnych działań? Na przykład zwiększenia obecności wojskowej w Iraku? Nikt w tej chwili co prawda nie zakłada wybuchu klasycznej wojny, ale również nikt nie jest w stanie przewidzieć działań Iranu oraz rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Najważniejsze dziś pytania nie brzmią: „Jak zareaguje Iran” i „Co zrobią Stany Zjednoczone w wypadku np. zmasowanych ataków na cele amerykańskie w Iraku (lub w jakiejkolwiek innej części świata)”? Ważniejsze jest: „Czego będzie oczekiwał Waszyngton od swoich sojuszników?”. Sekretarz stanu Pompeo już zdążył skrytykować reakcje państw Europy na amerykański zamach. Uznał, że nie były „tak pomocne, jak na to liczył”. A jeśli teraz zażąda od Polski nie tylko werbalnego poparcia, ale czynnego udziału w antyirańskiej krucjacie? Czy Kaczyński zachowa się tak jak Kwaśniewski przed 19 laty? Sytuacja jest odmienna niż w 2001 czy 2003 r. (najpierw wojna z Al-Kaidą, a następnie agresja na Irak), bo jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, której interesy są w wielu dziedzinach rozbieżne od amerykańskich. Wybór „idziemy ze Stanami Zjednoczonymi czy z Unią Europejską” w kwestii irańskiej może stać się w najbliższej przyszłości podstawowym, przed jakim staną rządzący Polską.

Facebook Comments
Poprzedni artykułKomu bije dzwon
Następny artykułNowe elity
dr. Krzysztof Karolczak
Urodził się w głębokim PRL, kiedy I sekretarzem rządzącej PZPR był Władysław Gomułka. Studia zaczął za kolejnego I sekretarza – Edwarda Gierka. Potem był stan wojenny, zakończenie studiów, pozostanie na Uniwersytecie Warszawskim na asystenturze, po czterech latach doktorat i w zasadzie na tym można by zakończyć jego życiorys. Ale może jeszcze coś o pasjach. Pierwszą pasją jest terroryzm (udało mu się napisać pierwszą i jedyną – pomijając tłumaczenia – „Encyklopedię terroryzmu”). Drugą pasją, a w zasadzie miłością, jest Japonia, bo „Japonia jest jak kobieta, z którą nie można wytrzymać, ale bez której nie da się żyć”. (O terrorystach wie więcej niż CIA – przyp. red).