Strona główna Felietony Czy na podstawie RODO możemy wypisać się z Kościoła?

Czy na podstawie RODO możemy wypisać się z Kościoła?

121


Od 25 maja 2018 r. stosujemy rozporządzenie ogólne w sprawie ochrony danych osobowych (RODO). Jego art. 91 wskazuje, że „jeżeli w państwie członkowskim w momencie wejścia w życie niniejszego rozporządzenia kościoły i związki lub wspólnoty wyznaniowe stosują kompleksowe zasady ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem, zasady takie mogą być nadal stosowane, pod warunkiem że zostaną dostosowane do niniejszego rozporządzenia”. Kościół katolicki w Polsce natychmiast ogłosił w związku z tym przepisem, że RODO go nie dotyczy, a to oznacza m.in., że może przetwarzać dane osobowe swoich „wiernych”, bez pytania ich, czy sobie tego życzą. Oznacza to również, że Kościół nie musiałby przestrzegać wynikającego z art. 17 RODO tzw. „prawa do bycia zapomnianym”, czyli żądania od administratora niezwłocznego usunięcia naszych danych osobowych. Prawo to w przypadku Kościoła jest najprostszym instrumentem służącym apostazji. PiS-owe Ministerstwo Cyfryzacji ochoczo poparło stanowisko kleru. I wszystko byłoby super, gdyby nie to, że Kościół opowiada bzdury, a rewelacje PiS-owych ministrów to pełne zakłamania bzdety.

Dwa lata spóźnienia

Zacznijmy od analizy art. 91 RODO. Wynika z niego, że kościoły i związki wyznaniowe mogą uzyskać swego rodzaju autonomię, uwalniającą je od stosowania wprost RODO, jeżeli, po pierwsze, miały kompleksowe regulacje chroniące dane osobowe w dniu wejścia w życie RODO, a po drugie, dostosowały je do RODO. Oznacza to, że „kompleksowe regulacje” musiałyby istnieć już dwa lata temu! Co
więcej, nie chodzi o jakiekolwiek regulacje, ale takie, które zapewniałyby ochronę danych na poziomie zasadniczo zbieżnym z RODO.
I tu na scenę wkracza polski kler. Otóż 13 marca 2018 r. Epidiaskop wydał z siebie „dekret ogólny w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim”, którego celem jest „uszczegółowienie” już obowiązujących w Kościele katolickim zasad. Wydanie tego dekretu jest najlepszym dowodem na to, że Kościół nie posiadał w dniu wejścia w życie RODO (czyli w maju 2016 r.) „kompleksowych zasad”, o których mowa w art. 91. Zwróćmy uwagę zwłaszcza na to, że dekret ten nie uchyla ani nie zmienia żadnych dotąd obowiązujących regulacji. A zatem jest całkowicie nowym zbiorem reguł. Kościół, chcąc uniknąć poddania się RODO, głupio i kontrskutecznie odsłonił wstydliwy fakt, że dane osobowe katolików nie były chronione w odpowiedni sposób. A więc – RODO w pełni obowiązuje kler. Zwrócili na to uwagę prawnicy w komentarzu do RODO pod redakcją dr Edyty Bielak-Jomaa, czyli obecnej generalnej inspektorki ochrony danych osobowych, w którym czytamy: „…w aktualnym stanie prawnym ani Konkordat i ustawy regulujące stosunek państwa i kościołów, ani ustawa o ochronie danych osobowych z 1997 r. nie przewidują alternatywnych mechanizmów ochrony danych osobowych […]. W szczególności brak jest kompleksowego systemu ochrony danych osobowych […]. Wytyczne co do zasad przetwarzania danych w Kościele katolickim zawiera Instrukcja opracowana przez GIODO […] w 2009 r. przy udziale Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski. Dokument ten […] nie może być uznany za alternatywną regulację zasad ochrony danych osób fizycznych”. W konsekwencji „kościoły oraz związki i wspólnoty wyznaniowe w Polsce – przy poszanowaniu ich autonomii – powinny bezpośrednio stosować przepisy [RODO]” (autorką tego fragmentu komentarza jest mec. N. Zawadzka).

Ministerstwo robi unik

Próbujący bez sukcesu zachować pozory naukowej rzeczowości dyrektor Kawecki z Ministerstwa Cyfryzacji nieśmiało zapiszczał, że „jeśli chodzi o Kościół katolicki w Polsce, to w 2009 roku […] przyjęta została instrukcja w zakresie ochrony danych osobowych […]. Kościół katolicki uznał, że była to kompleksowa regulacja”, a „jako Ministerstwo Cyfryzacji nie czujemy się do końca właściwym organem do oceny wewnętrznej instrukcji Kościoła i stwierdzenia, czy ma i miała ona, czy też nie kompleksowy charakter”. Dyrektorze Kawecki, jeśli ministerstwo cyfryzacji „nie czuje się do końca właściwe”, to pojawia się gryzące pytanie: za co wam płaci polski podatnik? A kto niby ma ocenić „kompleksowość” wspomnianej instrukcji, jeśli nie pan? Do Świętego Mikołaja Polacy mają się zwrócić? Pan Kawecki zgrabnie lawiruje, próbując nie zauważyć prostego faktu: instrukcja z 2009 r. nie była żadną „kompleksową regulacją”. To tylko krótki dokument o niejasnym statusie prawnym, obejmujący w kilkunastu punktach zreferowanie tego, co wynika z ustawy oraz przepisów kościelnych. Dopiero dokument z 2018 r. („dekret ogólny”) jest „kompleksową regulacją”, problem jednak (dla kleru) w tym, że jest on spóźniony o ponad dwa lata. Co to oznacza? Ano tyle, że Kościół jest w pełni związany RODO i już od piątku 25 maja 2018 r. ma pełne obowiązki wynikające z tego rozporządzenia, w tym także obowiązek usuwania danych o chrzcie, jeśli ktoś sobie tego zażyczy. Można zatem dokonywać apostazji w trybie „administracyjnym”, czyli na podstawie RODO!

Bogobojny NSA

Rzecz jasna, kler katolicki tak łatwo nie odpuści. Cóż za przypadek – oto na cztery dni przed rozpoczęciem stosowania RODO Naczelny Sąd Administracyjny odmówił (postanowieniem o sygn. I OPS 6/17) podjęcia uchwały na wniosek rzecznika praw obywatelskich, który domagał się wyjaśnienia, czy GIODO ma obowiązek stosować prawo kościelne, czy też może powinien odważnie (jak organ normalnego państwa) zastosować przepisy ustawy. Zdaniem składu siedmiu sędziów NSA, „kwestia przynależności do Kościoła Katolickiego i wystąpienia z niego jest wewnętrzną sprawą Kościoła i podlega regulacji prawa kościelnego”. Co zabawne, skład siedmiu sędziów był uprzejmy „nie zauważyć”, że orzeka już w zmienionym stanie prawnym, bo chociaż RODO nie miało jeszcze zastosowania w dniu 21 maja 2018 r., to jednak od dwóch lat przecież obowiązywało. NSA miał więc obowiązek rozstrzygnąć w taki sposób, aby zapewnić pełną skuteczność RODO. Jednak, dowodząc swego lekceważenia wobec unijnego prawa, Naczelny Sąd Administracyjny zignorował RODO. Gdyby go nie zignorował, to musiałby potwierdzić – jeśli prawo jeszcze w ogóle coś w tym upadłym państwie znaczy – że owszem, Kościół katolicki w pełni podlega RODO, a więc opowieści o „wewnętrznych sprawach Kościoła” są stekiem bzdur.

Co się będzie działo dalej? No cóż, skoro NSA wydał postanowienie, to wszyscy sędziowie administracyjni w Polsce poczują się zwolnieni z samodzielnego myślenia. Kiedy więc apostaci, którym proboszcz odmówi wykreślenia z księgi chrztów, będą próbowali się odwoływać do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych (organ ten zastąpi dotychczasowego GIODO, kiedy wejdzie w końcu w życie nowa ustawa o ochronie danych osobowych, uchwalona przez ten ośmieszający się na każdym kroku „parlament” ze skandalicznym opóźnieniem!), prezes będzie im oczywiście odmawiał interwencji na podstawie art. 58 RODO (przepis ten pozwala organowi nakazywać m.in. usunięcie danych osobowych). Kiedy zaś apostaci odwołają się do sądu administracyjnego, ten – zapewne z równą bogobojnością co skład siedmiu sędziów orzekający w sprawie I OPS 6/17 – niezawodnie uzna, że przecież kler nie podlega RODO, bo tak uznał już NSA…

Usłyszałem ostatnio, że łódzka prokuratura ściga satyryka Antoniego Szpaka za „znieważenie narodu” poprzez użycie w felietonie zwrotu „durny, kołtuński kraj”. Pozdrawiając Pana Redaktora Szpaka, uprzejmie proszę pomagierów pana Ziobry, żeby pod adresem redakcji zechcieli nadesłać wskazówki, jakiego zwrotu mam użyć, żeby dobrze opisać to, co myślę o państwie, którego organy działają w opisany w niniejszym felietonie sposób, a zarazem nie narazić się na ich ataki. Niestety, mnie nie przychodzi do głowy żadne określenie, które nie narażałoby mnie na zarzut „znieważenia narodu”.