Wiele radosnych wydarzeń ma miejsce w Sejmie RP.

Każdy dzień przynosi zdarzenia wywołujące uśmiech na twarzach bardziej świadomych przedstawicieli opinii publicznej (nie, nie do was mówię, elektorzy PiS-u). To miłe, gdyż ostatnie wydarzenia w Polsce (wybór Du*y na prezydenta, kryzys gospodarczy, 70 mln zł wyrąbane przez Sasina-Kaczyńskiego-Moradzieckiego na „nieodbyte” wybory, kolejne doniesienia o aktach kryształowej uczciwości p. Szumowskiego – ostatnio już na kwotę 370 mln zł) raczej przygnębiają. A Sejm na tym tle jawi się jako istny dom uciech: tyle uciechy wszak nam przynosi.

Marszałkinią Sejmu (czyli szefową rzeczonego domu uciech) jest Elżbieta Witek, z domu Zbanuch. Jest to osoba o wyglądzie, manierach i intelekcie prowincjonalnej działaczki klubu sportowego, którą zresztą jest. Zanim bowiem zajęła się spożytkowywaniem odzieży z PCK, pani Witek była otóż wiceprezeską zarządu Klubu Sportowego „Olimpia” w Jaworze (w latach 2004–2008). Odniosła szereg sukcesów w tej roli. Na stronie klubu czytamy, że „w sezonie 2007/08 (…) wobec poważnych kłopotów finansowych zarząd postanowił sprzedać miejsce w II lidze”. Ktoś złośliwie mógłby powiedzieć, że nie najlepiej świadczy to o zarządzie – ale tak mogą twierdzić tylko ludzie nieprzychylni Elżbiecie Witek (z d. Zbanuch), nie rozumiejący, że te doświadczenia przygotowały p. Elę do współżycia politycznego z postaciami tej klasy, co Banaś, Morawiecki i Dubaj-Kaczyński. Zresztą, na tym nie koniec sukcesów pani Eli, której wysublimowane maniery i wytworne kreacje godne chrzcin na Podkarpaciu możemy podziwiać. Pani Ela była też nauczycielką historii, a nawet dyrektorką szkoły w Jaworze. Na pewno odniosła w tej roli szereg sukcesów dydaktycznych, m.in. opowiadając młodzieży o tym, jak to z przedwojennych książek dowiedziała się wiele o Katyniu. Na liście sukcesów jest jeszcze przegrana w wyborach na burmistrza Jawora w 2002 r. Ta przegrana, niestety, wyzwoliła w p. Eli żądzę kariery politycznej na skalę ogólnopolską. No cóż, mecz Polska – Jawor zakończył się wynikiem 0:1.

Rechot z ofiar

Ale wracajmy do naszego domu uciech. Otóż w środę, 15 lipca, Sejm głosował powołanie członków komisji, której oficjalnym zadaniem jest wyjaśnianie przypadków pedofilii. Oczywiście w skład komisji nie wszedł nikt spoza ścisłego grona osób związanych z PiS, Ordo Iuris (to ci, których nie finansuje Kreml i którzy nie są fundamentalistami religijnymi) i klerem. Nie ma więc powodu, by sądzić, iż komisja zrobi cokolwiek poza wieloletnim „procedowaniem” sprawy seksualnego bestialstwa wobec dzieci i trwającego dekadami procederu ukrywania sprawców. Temat, jak z tego wynika, jest niesłychanie lekki i frywolny. Zapewne dlatego pani Ela dwie minuty zanosiła się śmiechem w trakcie głosowania. Może ktoś zbędnie przejęty losem krzywdzonych dzieci mógłby uznać takie zachowanie w trakcie tego akurat głosowania za dowód braku jakichkolwiek ludzkich uczuć, taktu i kultury (wszak tę debatę mogły oglądać osoby skrzywdzone przez pedofilów). Ale przecież p. Ela jest człowiekiem o wysokiej kulturze i na pewno nie można poczytywać jej rechotu w trakcie tego akurat głosowania za dowód poziomu empatii właściwego dla aligatorów. Ot, po prostu, coś ją rozbawiło. Bodajże słowo „członek”, ale do końca nie wiadomo (coś mętnie tłumaczyła w mediach, że długo pracowała). No to się śmiała. A że jakieś dziecko w tym czasie płakało, upokorzone jej zachowaniem? No cóż, żyjemy w czasach półfaszystowskiej półdyktaturki, zatem należy się przyzwyczaić, że kiedy władza sra nam na głowę, to mamy przeprosić za to, że nie dość żwawo podtarliśmy jej językiem zadek.

W domu uciech przy Wiejskiej nadano też bieg petycji w sprawie uchwalenia ustawy umożliwiającej karanie aresztem za świętowanie Halloween (dokładniej: za proszenie o cukierka, grożenie psikusem oraz przebranie się za dynię czy czarownicę). Petycja taka wpłynęła do Sejmu 30 kwietnia. Jak podaje TVP Info, petycja była anonimowa. Zgodnie z art. 4 ust. 2 pkt 1 ustawy o petycjach, „petycja powinna zawierać oznaczenie podmiotu wnoszącego petycję”. Jeśli jest anonimowa, pozostawia się ją bez rozpoznania. Zatem marszałek Sejmu winien był pozostawić „petycję” bez rozpoznania, zawiadamiając o tym autora na adres mailowy, z którego przyszła. Zamiast tego, 5 czerwca petycja została skierowana do prac w sejmowej Komisji ds. Petycji. Ktoś nadmiernie dociekliwy pomyślałby pewnie, że pomysł karania za udział w Halloween raczej nie wyszedł z okolic PO czy SLD, a wręcz przeciwnie, więc wypieranie się przez PiS związków politycznych z tym projektem jest po prostu chamskie. Już w zeszłej kadencji Sejmu pisowscy parlamentarzyści pp. Masłowska i Piontkowski dzielnie walczyli z Halloween, a p. Masłowska chciała nawet za udział w nim karać. Kurator oświaty Gralik (woj. kujawsko-pomorskie) rozsyłał za publiczne pieniądze (oczywiście bez jakiejkolwiek reakcji prokuratury) pisma do szkół, grożąc nauczycielom, że udział w Halloween to szkodzenie dzieciom. Krucjatę przeciwko amerykańskiej wersji naszych dziadów prowadzili też funkcjonariusze PiS w sutannach, a p. Pieronek wyznał nawet, że „widział przy tej okazji ekscesy satanistyczne” (jak wiadomo, to kler katolicki ustala w Polsce, co jest religią, a co „ekscesem”). Ktoś bardziej podejrzliwy mógłby z kolei sądzić, że PiS montuje w ten sposób „gównoburzę” medialną, żeby przykryć tym kolejne afery czy nieudolności. Ale przecież my wiemy, że nie o to chodzi. Po prostu pani Ela po raz kolejny postanowiła nas rozbawić. Taka z niej śmieszka.

Fałszywe hołdy

W domu uciech działo się też wiele innych, jakże zabawnych rzeczy. Przyjęto uchwałę w sprawie upamiętnienia 80. rocznicy pierwszego transportu więźniów do obozu koncentracyjnego Auschwitz, z której publiczność dowiaduje się, że obóz zagłady był miejscem „eksterminacji Polaków”, ale – w drugiej kolejności – również „Żydów, Romów oraz przedstawicieli wielu innych narodów”. Czepliwy czytelnik uznałby, że to podłość, bo – po pierwsze – wśród wymordowanych w obozie byli przede wszystkim Żydzi (ponad milion), a Polaków niebędących Żydami wymordowano tam ponad 10 razy mniej. Tenże czepialski stwierdziłby może, iż pisanie o „Polakach” oraz „Żydach i innych narodach” to kolejna podłość, bo wielu zamordowanych Żydów było członkami polskiego narodu, gdyż byli to polscy obywatele. Maruda zapewne przyczepiłby się i do tego, że z nieznanych przyczyn domowi uciech umknęły „przypadkiem” także inne kategorie „podludzi” skazanych na zagładę w Auschwitz, jak np. więźniowie polityczni czy osoby LGBT. Wreszcie, tenże czepialski zadałby pewnie pytanie, dlaczego dom uciech pani Eli czci pamięć „pierwszego transportu więźniów”. Wszak na stronie państwowego Muzeum Historii Polski, którego dyrektorem jest p. Kostro (to ten, co odpowiadał za wystawę w Bundestagu o stosunkach polsko-niemieckich, na której nie było postaci Wałęsy, za to była Szydło, bo jego zdaniem Wałęsa „nie odegrał żadnej znaczącej roli w tych relacjach”), czytamy, że pierwsza grupa trzydziestu więźniów, która przybyła do  Auschwitz, to kryminaliści. „Stanowili oni zaczątek kadry funkcyjnej obozu – zostali pierwszymi kapo i blokowymi”. Serio więc, czcimy 30 niemieckich kryminalistów, obsadzonych w funkcyjnych rolach w obozie? Cóż, po wypowiedziach polityków prawicy o „podludziach” z LGBT i „pięknej Polsce bez LGBT”, w sumie nie powinniśmy się dziwić. No, ale na szczęście przypominamy sobie, że to po prostu kolejny wesoły akord w działalności domu uciech pani Eli Witek (z d. Zbanuch). A to ci śmieszka.

Dom uciech podjął też uchwałę, w której uczcił 30-lecie samorządu terytorialnego w Polsce. Z treści tego wesołego aktu wynika, że w 1990 r. „wspólnoty lokalne uzyskały (…) podmiotowość prawną, polityczną i ekonomiczną. Monopol państwowej własności i system centralnej władzy zostały złamane”. Krótko po podjęciu tej uchwały bezzębne wcielenie Gomułki ogłosiło zamiar rozprawienia się po wyborach z samorządami (potem to samo jeszcze dobitniej ogłosił jakiś kretyn w randze wiceministra). Dom uciech dodał też, że z okazji 30-lecia samorządu wyraża „uznanie i podziękowania za ten wysiłek”, ale zapomniał dodać komu. Pod uchwałą podpisała się niezawodna Ela Witek, pierwsza w historii marszałkini Sejmu, nad którą laska marszałkowska góruje nie tylko wzrostem.

Zaprawdę, warto wydać z naszych podatków skromne 557,5 mln zł rocznie na utrzymanie tego domu uciech. Kwota niewielka, a tyle radości!

Facebook Comments