Tworzymy galerię prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu.

Nie, nie będziemy się zajmować wynurzeniami Kaczyńskiego na temat karty LGBT i „obrony rodzin” przed przeciwdziałaniem samobójstwom wśród zaszczutych nastolatków. Jesteśmy ambitni i snobistyczni, zatem interesuje nas zawsze tylko oryginał, a nie podróbki. Ścierwojadztwo polityczne, polegające na zbijaniu kapitału poparcia na upodabnianiu się w propagandzie do NSDAP, leży poza kręgiem naszych zainteresowań. To NSDAP wpadła na to, że szczując przeciwko kolejnym grupom mniejszościowym (Żydom, gejom, Romom itd.) można zyskać poparcie większości – bo większość jest zwykle dosyć głupawa i daje się złapać na takie tanie chwyty. A więc Kaczyński nie jest oryginalny. Kaczyński brzydził nas, odkąd tylko wychynął ze swojej nory kilkadziesiąt lat temu, i kolejny jego wybryk jest już tylko nudny. OK, teraz będzie próbował nabić sobie wszawe procenciki, szczując przeciwko osobom LGBT, bo musi jakoś się odbić od dna po tym, jak własna rodzina nagrała go na jakichś podejrzanych machinacjach. Tak, to jest nazistowski chwyt propagandowy. Tak, jest to obrzydliwe. Tak, gówno z tego wyjdzie, jak ze wszystkiego, do czego brał się ten śmieszny mały człowiek. Poprzednio upodabniał się już do Leppera, Orbána, a czasami do Misia Uszatka w sweterku. Kij mu w oko, niech już wreszcie biologia załatwi za nas to, na co wielu z nas czeka, tylko nikt nie ma dość odwagi, żeby to głośno powiedzieć – Darwinie, dopomóż!

Biegunka celebrycka

Zajmiemy się za to Jarosławem Dudziczem. To kolejna postać w naszej galerii prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu. Budujemy tę galerię, aby za kilka miesięcy, kiedy Polacy pogonią złodziejską szajkę rządzącą Polską, móc łatwo zbudować listy osób podlegających usunięciu z zawodów prawniczych. A więc przed państwem Jarosław Dudzicz.
Obecnie podaje się za członka Krajowej Rady Sądownictwa. Jeżeli ktoś wierzy, że ten złożony z politycznych nominatów organ istotnie realizuje konstytucyjną funkcję KRS, to w porządku, dla niego Dudzicz jest członkiem KRS. Dla nas jest to tylko druga sylaba jego nazwiska, bezprawnie opanowująca konstytucyjne organy państwa, żadna tam KRS. Rozwalenie prawowitej KRS było zamachem na porządek konstytucyjny i nikt z wykształceniem prawniczym nie powinien był w tym partycypować. Ale dla Dudzicza była to chyba jedyna szansa na zaistnienie. Mimo to nie rozumiemy Dudzicza. Przecież z jego fizjonomią mógł dorabiać jako miś na Krupówkach, wystarczyło tylko dodać trochę futra na ciele. No i intelektualnie świetnie by się do tej pracy nadawał, a przy tym zarobki większe niż w organie udającym KRS. Po co mu więc było to
„koryto+”? Przyjemność krótka, a wstyd i ból na całe życie, jak po randce z Jankowskim.
Dotychczas Dudzicz nie odnotował większych sukcesów zawodowych. Dotychczas, czyli przed PiS. Sądził sobie w Sądzie Rejonowym w Słubicach, jak umiał (a jak umiał, to widać po jego obecnej aktywności). Ziobro awansował go od razu na prezesa Sądu Okręgowego w Gorzowie. Jaki minister, taki prezes. D. nie jest znany jako autor prawniczych rozpraw naukowych. Nie jest też znany jako szczególnie sprawny sędzia. Ot, just nobody, jak mówią Anglicy.
Jarosław Dudzicz realizuje się na Twitterze. To taki komunikator internetowy dla celebrytów i polityków pokroju Donalda Trumpa. Wyznam, że sam pomysł, żeby sędzia lansował się na Twitterze, jest dla mnie egzotyczny. Czekam, kiedy sędzia Dudzicz zechce dla poklasku pokazać np. swoje nagie pośladki (to takie dwie półkule w dolnej części Dudzicza, w odróżnieniu od twarzy). Czy nie ma już dzisiaj żadnych ograniczeń? Przecież sędzia powinien zachowywać niezawisłość, a głos zabierać publicznie tylko w obliczu spraw wagi najwyższej, takich jak obrona niezależności sądownictwa. Tymczasem Dudzicz produkuje się na Twitterze nieustająco i w każdej sprawie. Jednoznacznie demonstruje też swoje odpychające poglądy. Nie wiem, co powinno być w pierwszym rzędzie powodem usunięcia tego człowieka ze stanu sędziowskiego: objawy biegunki celebryckiej, jaką zanieczyszcza internet, czy też namolne demonstrowanie poglądów politycznych?
Jarosław Dudzicz popisuje się na Twitterze notkami, które są pisane skandaliczną angielszczyzną (wygląda to trochę tak, jakby używał opcji „tłumacz” w wyszukiwarce internetowej) i polszczyzną (np. pisze o „ilości uchwał” – Dudzicz, ilość dotyczy rzeczy niepoliczalnych, na przykład w odniesieniu do przekrętów obecnej władzy można mówić o ilości, zaś w przypadku rzeczy policzalnych mówimy o liczbie, np. liczba szarych komórek Dudzicza). Dudzicz sławi „żołnierzy wyklętych”, demonstrując przynależność do określonej opcji politycznej, która na przekór prawdzie usiłuje wylansować własną wersję historii. Dudzicz popisuje się też skandaliczną nieznajomością podstaw prawa, na przykład porównując pytania prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości UE z listami kolaborantów do Katarzyny Wielkiej. Taki numer w wykonaniu osoby uważającej się za sędziego – ja go już nie uważam za sędziego, bo sędzia musi mieć godność, a nie tylko nieodpartą chęć kariery – to kompletny rynsztok. Dudziczowi to nie przeszkadza.

Sługa Pawłowicz

Dudzicz jest specjalistą w cynicznym drwieniu sobie ze społeczeństwa. Kiedy szkółka pana Rydzyka wygrała konkurs Ministerstwa bezmiaru Sprawiedliwości pod kierunkiem magistra Ziobry na szkolenia dla sędziów, opłacane przez podatnika, Dudzicz napisał, że to nic nadzwyczajnego, bo pewnie miała najlepszą ofertę. Trzeba być wyjątkowo cynicznym…, hm – tu się pohamuję przed użyciem określenia, które samo się ciśnie – żeby coś takiego napisać. To są kpiny z ludzi. Przypomina to twierdzenie, że Wyszyński nie był wcale internowany, tylko się w łazience chyba zatrzasnął.
Ale ostatnio Dudzicz przebił w swoim internetowym lansie dno szamba, które sam wykopał. Otóż ten „sędzia”, ten „członek KRS”, publicznie zameldował posłuszeństwo posłance PiS Krystynie Pawłowicz (kłamliwie nazywając ją przy tym „profesorem” – ona przy profesorze co najwyżej stała, a jest doktorem habilitowanym bez etatu profesorskiego). Napisał na Twitterze, że „melduje się na rozkaz” i że chce jej „służyć”. Napisał to na koncie, na którym przedstawia się – też kłamliwie – jako „zastępca rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa”. Po zamieszczeniu tego „meldunku” Dudzicz tłumaczył się, że takie ma poczucie humoru i zdawał się kompletnie nie rozumieć, dlaczego nikt poważny nie uznał jego wpisu za zabawny. Nie mam nadziei, że do Dudzicza cokolwiek dotrze. Betonowi przedstawiciele reżimów nigdy nie bywali szczególnie inteligentni, więc Dudzicz nie jest jakiś wyjątkowy. Ale przyznam, że niebywały jest ośli upór, z jakim Dudzicz ryje coraz głębiej pod dnem i coraz bardziej się pogrąża.
Oczywiście, żaden sędzia, w żadnych okolicznościach, nie ma prawa „meldować się na rozkaz” jakiemukolwiek politykowi. Nie ma tu znaczenia, czy jest to polityk o pewnym wymiarze, czy też ktoś tak zupełnie nieistotny i wręcz kabaretowy jak Krysia Pawłowicz, pełniąca rolę groteskowego wabika dla najbardziej ześwirowanego elektoratu PiS. Żaden też sędzia nie ma prawa „służyć” jakiemukolwiek politykowi, niezależnie od okoliczności. Dudzicz swój wpis traktuje jako zabawny, ale przecież on wcale nie żartował. Ten człowiek naprawdę całą swoją aktywnością w okresie panowania pisowskiego reżimu służy temu reżimowi i publicznie się z tym wiernopoddaństwem obnosi. Jak mało który prawnik, Dudzicz zasługuje na to, żeby dostać od demokratycznego sądu w odrodzonej Rzeczypospolitej solidny wyrok, opiewający także na dożywotni zakaz pełnienia jakichkolwiek funkcji i wykonywania jakichkolwiek zawodów związanych z wymiarem sprawiedliwości. Łącznie z funkcją bufetowej w sądzie w Słubicach.
W nieodżałowanym kabarecie Olgi Lipińskiej usłyszałem przed laty frazę: „W czasie wichury śmieci do góry”.
Dedykuję je Dudziczowi. Oraz zwracam uwagę, że wiatr się uspokaja, bo ponoć Wiosna idzie.

Facebook Comments