Du-dzicz

Tworzymy galerię prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu.

Zajmiemy się Jarosławem Dudziczem. To kolejna postać w naszej galerii prawników-kolaborantów pisowskiego reżimu. Budujemy tę galerię, aby za kilka miesięcy, kiedy Polacy pogonią złodziejską szajkę rządzącą Polską, móc łatwo zbudować listy osób podlegających usunięciu z zawodów prawniczych. A więc przed państwem Jarosław Dudzicz.
Obecnie podaje się za członka Krajowej Rady Sądownictwa. Jeżeli ktoś wierzy, że ten złożony z politycznych nominatów organ istotnie realizuje konstytucyjną funkcję KRS, to w porządku, dla niego Dudzicz jest członkiem KRS. Dla nas jest to tylko druga sylaba jego nazwiska, bezprawnie opanowująca konstytucyjne organy państwa, żadna tam KRS. Rozwalenie prawowitej KRS było zamachem na porządek konstytucyjny i nikt z wykształceniem prawniczym nie powinien był w tym partycypować. Ale dla Dudzicza była to chyba jedyna szansa na zaistnienie. Mimo to nie rozumiemy Dudzicza. Przecież z jego fizjonomią mógł dorabiać jako miś na Krupówkach, wystarczyło tylko dodać trochę futra na ciele. No i intelektualnie świetnie by się do tej pracy nadawał, a przy tym zarobki większe niż w organie udającym KRS. Po co mu więc było to „koryto+”? Przyjemność krótka, a wstyd i ból na całe życie, jak po randce z Jankowskim (…)
(…) ostatnio Dudzicz przebił w swoim internetowym lansie dno szamba, które sam wykopał. Otóż ten „sędzia”, ten „członek KRS”, publicznie zameldował posłuszeństwo posłance PiS Krystynie Pawłowicz (kłamliwie nazywając ją przy tym „profesorem” – ona przy profesorze co najwyżej stała, a jest doktorem habilitowanym bez etatu profesorskiego). Napisał na Twitterze, że „melduje się na rozkaz” i że chce jej „służyć”. Napisał to na koncie, na którym przedstawia się – też kłamliwie – jako „zastępca rzecznika prasowego Krajowej Rady Sądownictwa”. Po zamieszczeniu tego „meldunku” Dudzicz tłumaczył się, że takie ma poczucie humoru i zdawał się kompletnie nie rozumieć, dlaczego nikt poważny nie uznał jego wpisu za zabawny…
Aut. Jerzy Dolnicki
Więcej: efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 0 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *