Duma narodowa to balon; łatwo go napompować, trudniej przekłuć.

Zwłaszcza jeśli dzierży go jedna z osób, które niemiecki filozof Artur Schopenhauer miał na myśli, mówiąc, że jak ktoś nie ma powodów, by być z siebie dumnym, to zawsze pozostaje mu duma narodowa. Więc jeśli ów balon, nadmuchany demagogicznym patriotyzmem, za którym chowa się nacjonalizm, zaczyna flaczeć, nie ma powodów do lamentu.

Amerykański balon dumy narodowej był zawsze napompowany do kresu wytrzymałości materiału. Rodzimi szydercy mówią, że polską dumę nakręcają narodowe klęski, nieszczęścia i porażki. Jeśli tak, to nie jesteśmy wyjątkiem! Duma narodowa w USA wystrzeliła po islamskim zamachu 11 września 2001 r. Jeszcze w lipcu owego roku „ekstremalną dumę” z tytułu bycia Amerykaninem deklarowało 55 proc. społeczeństwa. W następnych latach aż 65–70 proc. W 2005 r., gdy nastroje żałobne oklapły, a jednocześnie stawało się jasne, że bezpodstawny napad na Irak był poronionym pomysłem, duma skurczyła się do 54 proc. i taka pozostała przez sześć następnych lat.

Dalsza część artykułu dostępna dla posiadaczy prenumeraty cyfrowej. Wykup dostęp już za 4 zł!
Zaloguj się lub Wykup
Sprawdź Wykup
Anuluj
Pełny dostęp do treści na 7 dni za 4 zł.
Pełny dostęp do treści na 30 dni za 15 zł.
Pełny dostęp do treści na 90 dni za 40 zł.
Pełny dostęp do treści na 180 dni za 70 zł.
Odblokuj na 7 dni
Odblokuj na 30 dni
Sprawdź
Odblokuj na 90 dni
Odblokuj na 180 dni
Odblokuj
Anuluj

Facebook Comments