Kobiety stanowią ponad połowę ludzkości, wykonują trzy czwarte ludzkiej pracy, ale dostają za to zaledwie 10 proc. światowego wynagrodzenia. Stanowią ponad 90 proc. ofiar przemocy seksualnej, trzy czwarte ofiar klęsk żywiołowych i dwie trzecie analfabetów.

Każdego dnia kobiety i dziewczęta poświęcają 12,5 mld godzin na bezpłatną pracę domową – gotowanie, sprzątanie, opiekę nad dziećmi i osobami starszymi. Ten pomijany w statystykach wkład w globalną gospodarkę jest wart 11 bln dolarów rocznie, czyli ponad trzy razy więcej, niż daje światowy przemysł technologiczny. Czy trzeba jeszcze jakichś dowodów na to, że żyjemy w patriarchalnym, seksistowskim świecie, w którym równość jest tylko deklaratywna, a i to nie wszędzie?

Wbrew pozorom, o dyskryminacji ze względu na płeć świadczy nawet ustanowiony w 1910 r. na 8 marca Międzynarodowy Dzień Kobiet, bo podkreśla, że mamy zaledwie jeden taki dzień w roku. Pozostałe 364 to dni mężczyzn (a co cztery lata nawet 365). Oczywiście dobrze, że jest kobiece święto. Nie dlatego, choć to miłe, że dostajemy kwiatki i kiedyś jeszcze obowiązkowo rajstopy, a dziś nawet nie wiem co, bo handel, chyba z bezdennej głupoty, ale z ekologiczną korzyścią dla planety, nie wywołał szału prezencików, jak choćby na walentynki. To dlatego, że utrwaliła się tradycja manifestowania 8 marca walki o rzeczywistą realizację zapisanej w konstytucji równości bez względu na płeć. Walka tego dnia została ochrzczona „Manifą” i przyjęła się jako werbalny symbol kobiecego protestu.

Pierwsza Manifa przeszła przez Warszawę w 2000 r. Została zorganizowana w proteście przeciwko przemocy państwa wobec kobiety podejrzanej o dokonywanie aborcji. Policjanci wtargnęli do gabinetu ginekologicznego w Lublińcu, gdzie rzekomo był przeprowadzany zabieg przerwania ciąży. Pacjentka została przewieziona do innego lekarza i zmuszona do poddania się ginekologicznemu badaniu kryminalistycznemu. Nie poinformowano o przysługujących jej prawach i pozbawiono możliwości skorzystania z pomocy prawnika. To było bezprawie, które przelało czarę goryczy.

Feministki uznały, że nie można dłużej tolerować instytucjonalnej przemocy wobec kobiet ze strony klerykalnego, katoprawicowego państwa. Ruszył bunt, który trwa do dzisiaj i rokrocznie od 21 lat materializuje się w postaci warszawskiej, centralnej Manify. Z czasem dołączały inne miasta (pierwszy był Gdańsk w 2003 r.), a walka rozszerzała na różne aspekty dyskryminacji i łamania praw, nie tylko kobiet.
Hasło tegorocznego marszu „Feminizm dla klimatu. Klimat na antykapitalizm” wykracza daleko poza kwestie feministyczne. Nacisk został położony na katastrofę klimatyczną, która dotyczy wszystkich bez względu na płeć i inne cechy demograficzne, społeczne, polityczne, kulturowe. Winą słusznie obciążono system kapitalistyczny, który nakręca konsumpcjonizm i doprowadził do absurdu podział na bogatych i biednych.

Z badań humanitarnej organizacji Oxfam International wynika, że 82 proc. majątku wygenerowanego na świecie w 2017 r. zagarnął 1 proc. najbogatszych. Oznacza to, że z każdych 100 dolarów 82 trafiły na konta najbogatszego procenta ludzkości, podczas gdy 4 mld biednych w ogóle nie powiększyło swoich majątków. Ale nawet wśród krezusów są ogromne różnice poziomu zamożności. Osiem najbogatszych osób na świecie ma tyle majątku, ile biedniejsza połowa ludzkości, a 2153 miliarderów – więcej niż 60 proc. populacji. Według Oxfam, dwie trzecie majątku najbogatszych to wynik dziedziczenia, monopolu, kumoterstwa i unikania płacenia podatków. Mitem jest, że do bogactwa dochodzi się ciężką pracą i talentem. W ciągu najbliższych 20 lat, 500 najbogatszych ludzi świata zostawi w spadku ponad 2,4 bln dolarów, czyli więcej niż PKB Indii, gdzie żyje 1,3 mld ludzi. Rozwarstwienie społeczne ma płeć: 22 najbogatszych mężczyzn na świecie ma więcej bogactwa niż wszystkie kobiety w Afryce. Jest na to prosta rada. Gdyby wprowadzić coroczny podatek od majątku miliarderów, nawet by tego nie zauważyli na swoich kontach, a płynące z tego ponad 400 mld dolarów wystarczyłoby na posłanie wszystkich nieuczących się dzieci do szkoły.

Korporacje, które są potężniejsze niż większość rządów, przy ich milczącej zgodzie zawłaszczają dobra wspólne, niszczą Ziemię i zatruwają nas wszystkich. Dlatego manifestantki i manifestanci nieśli hasła antykapitalistyczne i proekologiczne, z nawoływaniem do rewolucji włącznie:

  • Feminizm szczepionką na wirusa kapitalizmu;
  • Równość istot, a nie rynków;
  • Najbardziej niedorzeczna jest krytyka ze strony dobrze ubranych i najedzonych;
  • Kapitalizm gotuje herbatę w wodzie po pierogach;
  • Zmiana społeczna, a nie klimatyczna;
  • Feminizm tak, kapitalizm nie;
  • Węgiel stop!;
  • Ziemia jest kobietą, więc szanuj ją! Każda kobieta to Matka Ziemia;
  • Klimat sprzyja rewolucji;
  • Klimat dla bab;
  • Bez powietrza zginiemy;
  • Don’t keep calm riot for earth;
  • Nie jedz zwierząt;
  • Na martwej planecie nie ma feministek;
  • Nikt nie jest nielegalny;
  • Solidarne ponad granicami;
  • Jest opresja jest opór;
  • Zróbmy sobie rewolucję;
  • Umiem gotować, gotuję wam rewolucję.

Jednak najwięcej było, jak zwykle, transparentów wzywających do liberalizacji restrykcyjnego prawa antyaborcyjnego, które od 1993 r. ogranicza prawa kobiet i stanowi wymuszoną przez Kościół, seksistowską, instytucjonalną formę przemocy państwa:

  • Prawo do aborcji prawem człowieka;
  • 25 lat hipokryzji. Dość!;
  • Wasze – kaplice, nasze – macice;
  • Żądamy prawa do decydowania;
  • „Kompromis” się nie obroni;
  • Łączy nas aborcja;
  • Aborcyjne siostrzeństwo;
  • Antyfaszystowska proaborcjonistka;
  • Przeciwna aborcji? To jej nie rób;
  • Aborcja ratuje życie;
  • Aborcja w obronie życia;
  • Sama wiesz najlepiej;
  • Aborcja – decyzja należy do kobiety;
  • Make abortion happy again;
  • Aborcja dla każdej z nas;
  • Aborcja jest spoko;
  • „Niemy krzyk” oglądałam jako instrukcję, a nie przestrogę;
  • Wolność, równość, aborcja na żądanie;
  • Kwiaty – łąkom, prawa – kobietom;
  • Prawa kobiet prawami człowieka;
  • Edukacja w szkołach, religia w kościołach;
  • Trzymam stronę kobiet;
  • Seks – tak, seksizm – nie;
  • Wszystkich nas nie spalicie;
  • Jesteśmy wnuczkami czarownic, których nie udało się wam spalić;
  • Nie będzie rodzenia bez zatrudnienia;
  • Wagina świat zaczyna. Szanuj!

Było też hasło wskazujące, co należy robić, aby Manify mogły się wreszcie skończyć: Tłuczmy dzbany!, bo jak zapewne wszyscy pamiętają, „dzban” to młodzieżowe słowo roku 2018, które jest niewulgarnym określeniem kretyna, idioty, cymbała, osoby pustej, bezmyślnej, ulegającej propagandzie. Wśród katoprawicy same dzbany, więc roboty huk.

Facebook Comments
Poprzedni artykułLepszy Wróbel w garści niż 100 000 000 w budżecie
Następny artykułMiędzy nami LEWAKAMI (5)
prof. Joanna Senyszyn
Kobieta, która się Kościołowi nie kłania, ateistka, feministka, profesorka, rektorka, dziekanka, promotorka, posłanka, europosłanka, działaczka społeczna, obrończyni uciśnionych, felietonistka, blogerka, autorka aforyzmów i limeryków, matka terminów: „kaczyzm”, „Rzeczpospolita Obojga Kaczorów”, „katole”, „kaczoprawica”, „PiSokrzyżowcy”, stara komuszyca i wczesna solidaruszyca. Dwukrotna laureatka „Lustra Szkła Kontaktowego” (TVN24) dla najbardziej lubianego polityka. W „Faktach i Mitach” pisze felietony ku pokrzepieniu serc w czasach kaczystowskiej zarazy. (Szanowana przez współpracowników za inteligencję, poczucie humoru oraz celną ripostę – przyp. red.).