Ekstremalna Noc Konfesjonałów

Ten, kto wymyślił Noc Konfesjonałów powinien dostać medal z kartofla od samego papieża. To wielkie polskie przedsięwzięcie ekumeniczne jest zwykłym nieporozumieniem.
Wystarczy spróbować wziąć w nim udział. W założeniu Noc Konfesjonałów polega na późnowieczornej spowiedzi wiernych, którzy w natłoku codziennych spraw chcieliby przystąpić do przedwielkanocnego wyznania grzechów. W tym roku akcja odbyła się po raz dziesiąty, a więc parafie powinny już mieć pewne doświadczenie w jej organizowaniu. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej w Warszawie.

W Wielki Piątek postanowiłem jako penitent wyznać swoje przewiny spowiednikowi, by oczyszczony i natchniony Duchem Świętym usiąść przy świątecznym stole i… od nowa zacząć ciężko grzeszyć. Jak sama nazwa wskazuje, Noc Konfesjonałów powinna rozpoczynać się wieczorem. Po zachodzie słońca udałem się więc do parafii katedralnej św. Jana Chrzciciela, czyli bazyliki na warszawskiej Starówce. Z oporami i strachem (jak przed wizytą u stomatologa) przekroczyłem drzwi słynnej świątyni. Niepewnym krokiem udałem się w stronę zabudowanego krzesła z klęcznikami. Niestety, okazało się, że księdza spowiednika tam nie ma.

– W konfesjonałach siedziało ich nawet kilku, ale spowiadali tylko do godziny 17 – usłyszałem od przechodzącej obok siostry zakonnej.
Spojrzałem na zegarek: 17.53. Poczułem najpierw ulgę, potem złość, ale nie dawałem za wygraną. Skoro byłem na Starówce, gdzie kościołów jest więcej niż dobrych restauracji, udałem się do nie mniej znanego Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. U jezuitów z całą pewnością oczyszczę swoją grzeszną duszę – pomyślałem. I co? Znowu nic.
– Jezuici w Wielki Piątek obsługiwali wiernych tylko do godziny 15 – poinformowała mnie rozmodlona starsza pani…
Autor: Artur Kulikowski
Więcej efaktyimity.eu

Artykuł pochodzi z numeru 17/2019 tygodnika Fakty i Mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *