Strona główna Kościół Faszystowski Kościół

Faszystowski Kościół

1420
fot. Wikimedia
Państwo Kościelne zniknęło z mapy politycznej świata w 1870 r. Teokratyczna monarchia została wówczas zajęta i wchłonięta przez jednoczące się Królestwo Włoch. Kolejni papieże nigdy nie pogodzili się ze stratą i dążyli do reaktywowania tysiącletniego imperium. Ich marzenia zrealizowali dopiero Pius XI i dyktator Benito Mussolini. Jak do tego doszło?
Więźniowie Watykanu

Kościół był pozbawiony swojego państwa przez 59 lat. W tym czasie papieże uznawali się za ofiary „antyklerykalnego” i „ateistycznego” rządu włoskiego, który skutecznie uniemożliwiał im kolejne ingerencje w system polityczno-gospodarczy Półwyspu Apenińskiego. Sytuacja zaczęła się zmieniać dopiero wraz z zakończeniem I wojny światowej oraz narodzinami ugrupowań skrajnie prawicowych.

Kościół i jego świeccy rywale zaczęli dostrzegać wspólne interesy, zwłaszcza związane ze zwalczaniem grup lewicowo-liberalnych, wolnomularstwa i Żydów. Głównym rzecznikiem współpracy papiestwa z rodzącym się faszyzmem był kard. Achille Ratti (1857–1939). Hierarcha kilka lat swojego życia spędził w II RP jako emisariusz Benedykta XV. Pobyt kardynała nad Wisłą zbiegł się z inwazją Armii Czerwonej, pogromami antysemickimi oraz klerykalizacją państwa. W takich warunkach Ratti został nacjonalistą, skrajnym konserwatystą i antykomunistą.

Już od początku lat 20. Ratti zabiegał o poparcie ruchu faszystowskiego, mającego obronić Rzym przed rzekomo zbliżającą się nawałą bolszewicką. Zagorzały tradycjonalista był nawet w stanie wybaczyć liderowi nacjonalistów flirt z antyklerykalizmem i ateizmem. „Mussolini czyni szybkie postępy i z siłą żywiołu zmiecie wszystko, co stanie mu na drodze. Mussolini to wspaniały człowiek. Słyszycie? Wspaniały człowiek! Niedawno się nawrócił” – obwieścił w 1921 r.

Miłość duchownego została odwzajemniona przez brunatnych. W lutym 1922 r. nie kryli entuzjazmu na wieść o wyborze kard. Rattiego na papieża – Piusa XI. Uradowany Duce przekazał Watykanowi łapówkę w wysokości 1,5 miliarda lirów. Prezent musiał się spodobać, bo już wkrótce rozpoczęły się tajne faszystowsko-kościelne negocjacje ws. zawarcia konkordatu i rozwiązania „kwestii rzymskiej”.

Zdrajcy i pedofile

Papieskim negocjatorem został paranoiczny antysemita o. Pietro Tacchi Venturi. Zakonnik szybko zawiązał z Mussolinim nić przyjaźni. Amerykański historyk David I. Kertzer uważa, że Tacchi Venturi zaraził autokratę bakcylem rasizmu i… zasugerował mu utworzenie służb, które miałyby likwidować komunistów i Żydów.

Negocjacje z prawicowymi ekstremistami nie spodobały się katolickim modernistom; niektórzy uznali papieża za kolaboranta. Zdeterminowany Pius postanowił zamknąć krytykom usta: zakazał księżom angażowania się w politykę oraz zlikwidował centrowo-chadecką Włoską Partię Ludową (ugrupowanie uchodziło wcześniej za oficjalnego reprezentanta interesów Watykanu). Ostatnią próbą przerwania kolaboracji był desperacki zamach na papieskiego emisariusza; lewicowy jezuita wbiegł do jego gabinetu i próbował poderżnąć mu gardło. Atak nie powiódł się i nawet w najmniejszym stopniu nie przerwał intryg Piusa XI i jego stronników. Reżim wykorzystał okazję do eliminacji ostatnich niepokornych.

Infiltracją kleru zajęła się niesławna OVRA (Organizacja Ochotnicza do Zwalczania Antyfaszyzmu). Największym sukcesem agentów i tajnych współpracowników było złamanie stosunkowo niezależnego ks. Camillo Caccia Dominioniego, prefekta Domu Papieskiego i najbliższego współpracownika urzędującego Ojca Świętego. Funkcjonariusze „włoskiego gestapo” weszli do jego apartamentu w chwili, kiedy gwałcił kilkuletniego chłopca. Zastraszony pedofil nigdy więcej nie postawił się rządowi i przystał na współpracę, otrzymując za to przyzwolenie na kolejne ekscesy.

Do końca lat 20. Kościół katolicki zupełnie się skompromitował i przybrał rolę „pożytecznego idioty”. Było to szczególnie widoczne po tym, gdy oprawcy reżimu skrytobójczo zamordowali Giacomo Matteottiego, lidera demokratycznej opozycji. Chrześcijańskie media stanęły wtedy w obronie totalitarystów i ogłosiły, że prawdziwymi zabójcami są… członkowie działającej w podziemiu loży masońskiej.

Traktaty laterańskie

Watykańska kolaboracja opłaciła się. W lutym 1929 r. rząd włoski i papiestwo wstrząsnęły światem, zawierając tzw. traktaty laterańskie – konkordat i zestaw dokumentów regulujących rozwiązanie istniejącej od 1870 r. „kwestii rzymskiej”.

Faszyści zgodzili się na szereg ustępstw, w tym: zagwarantowanie katolicyzmowi pozycji religii państwowej, delegalizację rozwodów, wprowadzenie obowiązkowych lekcji religii, likwidację gazet i wydawnictw ateistycznych oraz ustawowy zakaz krytyki Kościoła. Papież, oprócz tego, otrzymał pełnię władzy nad obszarem Città del Vaticano, gwarancję całkowitej nietykalności oraz zwolnienie z podatków i ceł importowych. Rząd zgodził się ponadto wypłacać trybut na rzecz mikropaństwa oraz – jak podał K. Deschner – przekazał jednorazowo „niesłychaną sumę miliarda lirów w obligacjach państwowych i 750 milionów lirów w gotówce”.

Zainwestowanie tak niebagatelnych kwot w Watykan może się dziś wydawać śmieszne. Należy jednak pamiętać, że faszyści nie byli popularni, co zmieniło się dopiero po ich legitymizacji przez papieża. Pius wezwał Włochów do odmawiania codziennej modlitwy w intencji satrapy („Pro rege et Duce”) i zorganizował „patriotyczne” msze dziękczynne. Przez kolejne miesiące „faszystowskie i kościelne sztandary powiewały obok siebie, orkiestry wygrywały hymn narodowy i kościelne pieśni, zaś biskupi wygłaszali kazania gloryfikujące papieża i Mussoliniego”.

Klerykalna ekstaza

Zawarcie traktatów laterańskich z radością przyjęli katolicy na całym globie. Sojusz ołtarza i tronu najbardziej spodobał się w zaczadzonej szowinizmem Republice Weimarskiej, dziennikarze rzymskokatolickich i konserwatywnych periodyków uznali, że Pius jawnie opowiedział się przeciwko liberalizmowi i parlamentaryzmowi.

Zachwytu nie kryli również przedstawiciele tamtejszej narodowo-konserwatywnej prawicy: Konrad Adenauer, Franz von Papen oraz Adolf Hitler.
„Wszystko, co dzisiaj umacnia Włochy, wychodzi nam na dobre. Toteż jak najserdeczniej witamy obecną regulację stosunków we Włoszech” – zauważył ostatni z wymienionych polityków. „Skoro jednak dzisiaj kuria zawiera pokój z faszyzmem, dowodzi to, iż Watykan ma do tego systemu polityczne zaufanie”.

Podobne nastroje panowały wśród prawicowych katolików w Polsce. Media kościelne i narodowo-demokratyczne gloryfikowały architektów traktatów laterańskich. Ksiądz Jan Piwowarczyk napisał nawet na łamach chadeckiego „Prądu”, że faszyzm stanowi „przejaw odrodzenia katolickiego” w Europie Południowej. Nie były to zresztą jedyne peany tego kapłana ku czci obcych nacjonalizmów; kilka lat później chwalił nazizm).

Neokolonialny wyzysk

Kościół popierał faszyzm niemal do ostatecznej klęski tej doktryny wiosną 1945 r. Pius XI wyraził swoje poparcie m.in. dla przyjęcia reichskonkordatu z III Rzeszą, inwazji Włoch na prawosławną Etiopię oraz frankistowskiego puczu w Hiszpanii.

Po II wojnie światowej włoscy politycy godzili się na dalszy wyzysk swojego państwa przez Stolicę Apostolską. W 1947 r., na wniosek duchownych i konserwatystów, traktaty laterańskie zostały nawet wpisane do demokratycznej konstytucji nowo powstałej Republiki Włoskiej. Reformy nastąpiły dopiero w pierwszej połowie lat 80. Lewica i „radykałowie” (socjalliberałowie) doprowadzili wtedy do renegocjacji kuriozalnych umów: zrezygnowano z wypłacania papieżowi trybutu oraz przywrócono świeckość państwa.

Finansowe i polityczne straty poniesione przez Włochów są jednak nie do ocenienia. Na początku XXI wieku watykanista Marino Guarino wydał książkę „Bank Boga i bankierzy papieża”, rozprawiając się w niej z traktatami sprzed półwiecza. Według jego wyliczeń, sojusz tronu i ołtarza kosztował podatników… 2000 miliardów lirów.


Wykorzystane źródła: David I. Kertzer „Papież i Mussolini”, Karlheinz Deschner, „Z Bogiem i faszystami”, Karlheinz Deschner, „Polityka papieska w XX wieku”, Mario Guarino „Bank Boga i bankierzy papieża”.

Facebook Comments
Poprzedni artykułOpiekun. Zawód czy misja?
Następny artykułProwincjałki (1)
Norman Tabor
Urodziłem się w 1996 roku. Pochodzę z Wybrzeża i przez całe życie mieszkam w województwie zachodniopomorskim. Obecnie kończę studia licencjackie na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Szczecińskiego. (Głęboko wierzy w to, że zdoła poprawić świat, ale młody wiek usprawiedliwia tę naiwność - przy. red.).