Dzień po premierze filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” na Uniwersytecie Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie miała miejsce projekcja dokumentu pt. „Fatima, orędzie wciąż aktualne”. Po filmie przewidziana była dyskusja. Miało być kulturalnie, tymczasem ledwo uszedłem z życiem.

Od początku miałem pod górkę. By dostać się do „Dobrego Miejsca”, czyli placówki promującej wartości chrześcijańskie, musiałem przejść od tramwaju ponad kilometr. To tu, w Lasku Bielańskim, na terenie katolickiego uniwersytetu, znajduje się sala kinowa, gdzie wyświetlano „Fatimę”.

Antychryst

Jakież było moje szczęście, gdy po przejściu zaledwie 200 metrów zatrzymał się samochód, a kierowca zaproponował podwózkę. Starszy mężczyzna też jechał obejrzeć „Fatimę”. Korzystając z okazji zapytałem, czy widział już dokument Sekielskich i czy teraz powinny nastąpić zmiany w polskim Kościele katolickim. Zamiast odpowiedzi usłyszałem pisk opon i krzyk:
– Wynocha z mojego samochodu! Obrażasz pan Boga!
Przed wejściem do kina też nie było łatwo. Kierowca najwyraźniej opowiedział czekającym na projekcję o naszym spotkaniu, bowiem z ust krzątającej się cały czas wokół mnie zakonnicy usłyszałem krótkie: „Antychryst”. By nie napędzać spirali nienawiści i nie rzucać się nikomu w oczy, usiadłem w ostatnim, pustawym rzędzie kina. Gdy wyjąłem telefon, by zrobić zdjęcie reżyserowi, od razu pojawiła się obok mnie kobieta, która pouczyła, iż za moment zostanę wyproszony, ponieważ „takie zachowanie w świętym miejscu jest zabronione”. Struchlałem. Nastawiłem się więc wyłącznie na odbiór dzieła nagrodzonego na Międzynarodowym Festiwalu Filmów i Multimediów „Niepokalana” w kategorii „dokument” oraz nagrodą specjalną za walory patriotyczno-edukacyjne.

Przesłanie

Po godzinie zrozumiałem, dlaczego „Fatima, orędzie wciąż aktualne” wyświetlana jest wyłącznie na zamkniętych pokazach, w prowincjonalnych salkach i dostaje nagrody tylko na katolickich festiwalach filmowych. Treść poraża. Oprócz dokładnego opisu objawień Matki Bożej trojgu portugalskim pastuszkom w 1917 r., widz może się też dowiedzieć, że świat czeka zagłada. Za wszystko odpowiedzialni będą wyznawcy islamu. Według włoskiego profesora Roberto de Mattei „obecnie następuje inwazja imigracyjna, która chce podbić i zislamizować Europę”. Historykowi kościoła wtóruje francuski pisarz Guy Pages, który z ekranu krzyczy do widzów: „Już od dawna Iran i islamski fanatyzm przygotowują się do końcowej bitwy! Rozpoczęli ostateczny atak. Państwo islamskie ostrzy broń. Islam pojawił się, aby zająć miejsce chrześcijaństwa!”. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, co nas czeka, fatimolog Antonio Borelii rozwiewa je w mig: „Droga, którą idzie Europa Zachodnia, doprowadzi do zagłady całej ludzkości. Kraje, które się nawrócą, przeżyją, ale państwa, które się nie nawrócą, czeka zagłada”. Gwóźdź do trumny wszystkich heretyków i innowierców wbija Słowak, abp Jan Babjak. Według metropolity preszowskiego „Wkrada się do nas sekularyzm i hedonizm. Tylko ludzie, którzy zawierzą się Matce Bożej Fatimskiej mogą mieć nadzieję. Inni zostaną zmieceni jak trawa i liście na wszystkie strony świata”.

Znaki

Półtorej godziny permanentnego straszenia zagładą ludzkości minęło, ale reżyser filmu Jarosław Mańka nie przestał niepokoić zebranych. Podczas dyskusji przypomniał przerażające i niewytłumaczalne zdarzenia, związane z powstawaniem tego dokumentu. Otóż, gdy kręcił zdjęcia w Rosji, pierwszym obrazem, który zobaczył w tamtejszej telewizji był Szatan. Akurat w trakcie jego wizyty w Moskwie zamknięto Kreml, do którego chciał wejść z kamerą.
– Przecież to nie mogły być przypadki – mówił z pasją w głosie reżyser. Nie tylko w Rosji Mańka miał do czynienia ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. Po drugiej stronie świata, w kanadyjskim Ontario, natknął się na toalety z „trzema logami”: dla mężczyzn, kobiet i „czegoś pośrodku”. Na ulicach zauważył samochody z masońskimi znakami. To jeszcze nie wszystko. Spacerując po Londynie, którego nie znał, trafił przypadkowo przed masońską świątynię.
– To są znaki od Matki Bożej oraz pokłosie marksizmu i komunizmu, który zalewa świat – stwierdził z przejęciem reżyser Mańka.
Na moje nieśmiałe pytanie, czy on, wybitny dokumentalista katolicki, widział już film braci Sekielskich, opowiedział krótko: „Nie. Nie miałem czasu”. Już zadając to pytanie stałem w drzwiach kina gotowy do ucieczki. Wiedziałem, czym to się może skończyć. Biegiem opuściłem „Dobre Miejsce”. Na szczęście nikt mnie nie gonił. „Horror się skończył” – pomyślałem.

Strażnicy Maryi

Nic bardziej mylnego. Gdy wracałem krętą asfaltową drogą do tramwaju, nagle, zza rogu, na kogutach nadjechał policyjny radiowóz. Zatrzymał się w zasadzie na moich stopach. Funkcjonariusze pojawili się na miejscu „po wezwaniu”. Czyim? Tego nie zdradzili. Zostałem wylegitymowany i pouczony, że nie wolno „chodzić po ulicy”. Nie interesowało ich tłumaczenie, że nie chcę łazić leśną ścieżką, gdzie roi się od kleszczy. Mandatu nie dostałem, ale musiałem wykonać polecenie. Pożegnali mnie tradycyjnym pozdrowieniem polskich policjantów „z Bogiem”.

fot. Artur Kulikowski
Facebook Comments