Czerwony koń trojański

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jedziecie tramwajem. Staje on na przystanku, wchodzą nowi pasażerowie, a gdy drzwi pojazdu zamykają się, trzech dobrze zbudowanych panów wyciąga legitymacje i nakazuje: „Komórki do kontroli!”.

Tramwaj rusza, a wśród pasażerów następuje nerwowe poruszenie. Kilka osób szarpiąc, próbuje otworzyć okna. Młody, energiczny mężczyzna wybija szybę ratunkową, więc kilku najbliżej stojących pasażerów szybko celuje w kierunku powstałego otworu telefonem. Każdy posiadacz komórki stara się jej jak najszybciej pozbyć. Na próżno. Motorniczy gwałtownie hamuje, a przerażeni pasażerowie dostrzegają kroczącą wzdłuż torów ekipę mundurowych, którzy odzianymi w gumowe rękawiczki dłońmi zbierają wyrzucone aparaty. Druga umundurowana ekipa aresztuje wskazanych przez kontrolerów ludzi, którzy trafiają do ekspresowo podstawionego busa z zaciemnionymi szybami.

„Kły czerwonego smoka”
Dwa tygodnie temu w Nowym Jorku odbyła się premiera kanadyjskiego filmu pod jednoznacznie antychińskim tytułem. Opowiada o zeszłorocznym aresztowaniu Meng Wanzhou, dyrektorki finansowej i wykonawczej kanadyjskiego przedstawicielstwa chińskiej firmy telekomunikacyjnej Huawei. Aresztu dokonano na wniosek władz USA, bo służby specjalne tego kanadyjskiego sąsiada oskarżyły ją o zakazaną sankcjami współpracę z Iranem. Zrobiono to także po to, aby wzmocnić oskarżenie o malwersacje finansowe.
Wybuchł międzynarodowy skandal. Areszt, który początkowo potraktowano jako rozgrywkę administracji prezydenta USA Trumpa z niepokornym Iranem, wywołał wojnę dyplomatyczno-handlową Kanady z Chinami i rozgrzał prowadzoną już wojnę handlową USA – Chiny. Również kwestia ekstradycji pani Meng do USA wywołała wojenkę dyplomatyczną między USA i Kanadą. Obecnie Wanzhou przebywa w areszcie domowym.

Czym jest chińska firma Huawei, która potrafi skonfliktować najważniejsze państwa świata? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć wspomniany już tu kanadyjski film, który trudno nazwać jednoznacznie „dokumentem”. Promuje go w Kanadzie i w USA Steve Bannon, były główny strateg administracji Białego Domu, zaufany doradca prezydenta Donalda Trumpa i ideolog nowej, globalnej „zimnej wojny”. Bannon uważa, że Stany Zjednoczone muszą jak najszybciej rozpocząć wojnę technologiczną, gospodarczą i informacyjną z Chinami, z firmami takimi jak Huawei, z „technologicznym koniem trojańskim”, którego władze chińskie podstępnie wprowadzają do wielu państw na świecie.

Świat wedle Bannona
W XXI wieku mamy konflikt cywilizacyjno-ekonomiczny. Po jednej stronie są Chiny, Iran, Turcja – czyli „konsolidacja Euroazji pod jarzmem dyktatur”. Po drugiej „państwa demokratyczne”: Japonię, Koreę, Tajwan, Filipiny, Indie, Izrael i Brazylię pod przewodem USA. Dla Bannona nadzieją jest Rosja, kooperująca obecnie z „dyktaturami”, ale może w przyszłości zdemokratyzowana i przynależna do obozu USA. Według niego przyszłej wojny między państwami „dyktatur” pod przewodem Komunistycznej Partii Chin a „demokracjami” pod przewodem prezydenta USA nie rozstrzygną czołgi, lotniskowce, bomby atomowe. Wygra ją ten, kto zapanuje nad infrastrukturą telekomunikacyjną, cyberprzestrzenią.
Współcześnie żyjącym ludziom coraz trudniej wyobrazić sobie życie bez telefonu komórkowego. Ten zresztą już dawno przestał być tylko telefonem. To coraz bardziej skomplikowane urządzenie, które w prosty sposób ułatwia nam codzienne funkcjonowanie. Oferuje dostęp do konta bankowego, pozwala dokonywać rozmaitych transakcji, umożliwia zakup biletu na komunikację miejską, wezwanie taksówki, rezerwację stolika w restauracji, zamówienie jedzenia do domu, dokonanie zakupów, umówienie wizyty u lekarza, znalezienie pani do towarzystwa i zaspokojenie wielu innych potrzeb. Przez komórkę ludzie kłócą się z bliskimi, flirtują, a niektórzy nawet uprawiają seks. Kiedyś zmarłym wkładano do grobu najpotrzebniejsze w zaświatach przedmioty: broń, ozdoby, zaprzyjaźnione zwierzęta, w XXI w. będą ich chować razem z telefonem komórkowym.

Chińczycy pierwsi całościowo pojęli społeczeństwo wprzęgnięte w internetowe sieci. Zdaniem Bannona chińscy generałowie i politycy nie myślą już o konwencjonalnej wojnie z Zachodem. W udzielonym prawicowemu, prorządowemu tygodnikowi „Do Rzeczy” wywiadzie doradca prezydenta Trumpa następująco wyjaśnia chińską strategię opanowania świata:
„Ta wojna ma być wygrana przez czas, demografię i przewagę technologiczną w postaci centralnego sterowania państwem i jego zasobami. Dlaczego Chińczycy tak bardzo interesują się kluczową infrastrukturą, chcą budować lotnika? (…) Projekty Pekinu, takie jak „Jeden pas i jedna droga”, czy „Made in China 2025” to wszystko pasy startowe dla rozwoju Huawei, który ma być oczami i uszami tamtejszych komunistów”. (…) Fakt, że to się nigdy nie kończy na drodze i moście. Z czasem Chińczycy naciskają na zakup infrastruktury telekomunikacyjnej, telefonów, sprzętu elektronicznego, który ma wbudowane na twardo wyłączniki, pozwalające zdalnie odcinać np. całe sieci modemów”.

W XIX w. przedstawiciele demokratycznego Zachodu uzależnili Chińczyków od sprzedawanego im opium. Zachód skolonizował część Chin, a pozostała część gospodarczo i politycznie upadła. Teraz Chiny biorą rewanż. Najpierw uzależniły świat od swoich smartfonów, potem wprzęgną go w zaprojektowany przez nich system 5G, który z kolei zaanektuje internet. Cały świat będzie żył w tym systemie i dzięki temu systemowi. W końcu nadejdzie dzień, kiedy przywódca Chin da znak i jego Tajna Globalna Sterownia wyłączy nam wszystkie komórki, całą sieć i wszystkie telewizje na globie. Z Pekinu nadejdzie ultimatum: „Poddajcie się, bo inaczej nie włączymy wam ponownie Netfliksa!”. Tak chiński komunizm zapanuje nad światem.
Huawei a sprawa polska

Chińskie telefony marki Huawei są bardzo popularne w Polsce. Celebryci reklamują je, a polscy politycy, jak choćby pisowski minister Marek Suski, chwalą się nimi. Reklamy firmy Huawei można znaleźć nawet w prorządowym tygodniku „Sieci”. Tymczasem doradca prezydenta Trumpa mówi jednoznacznie: „Z komunistami nie robi się interesów. Nie ma państw pośrednich. Polska musi wybrać: albo współpraca z Ameryką, albo z Chinami” i radzi przeprowadzającemu z nim wywiad redaktorowi Marcinowi Makowskiemu, aby ten od razu wyrzucił chiński aparat.
Wygląda na to, że Polska będzie musiała zdecydować: chiński telefon czy amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Ile warte są takie gwarancje, właśnie przekonali się Kurdowie, sprzedani przez Trumpa Turkom i Rosjanom. W tej sytuacji proponuję trzecią drogę. Zbudujmy sobie życie wolne od komórkowego dyktatu. Wyjdźmy z tej pajęczej internetowej sieci. A nasze narodowe bezpieczeństwo budujmy na Unii Europejskiej, a nie kaprysach amerykańskich prezydentów.
Piotr Gadzinowski

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Piotr Gadzinowski

Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).