Judenfrei Polska 2019

Propagowanie naklejek „strefa wolna od LGBT” jest publicznym propagowaniem faszyzmu.
Czym jest „faszystowski” czy „totalitarny” ustrój państwa”? Pojęcia te pojawiają się w art. 256 par. 1 kodeksu karnego, zgodnie z którym karze do dwóch lat pozbawienia wolności podlega ten, kto „publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa”. Komentatorzy wyjaśniają, że chodzi tu o „system rządów wraz ze wspierającą go ideologią, charakterystyczny dla dwudziestowiecznych państw, uważany za skrajną i specyficzną postać rządów autorytarnych. Jego cechami są: oficjalna, obowiązująca wszystkich ideologia, głosząca radykalne zerwanie z przeszłością, permanentna rewolucja i tworzenie człowieka nowego typu, cenzura i centralnie kierowana propaganda, całkowite podporządkowanie sobie przez państwo zatomizowanego społeczeństwa poddawanego nieustannej mobilizacji, rządy monopartii, terror na ogromną skalę przy pomocy tajnej policji, wyraźnie zdefiniowany wróg wewnętrzny i zewnętrzny, sterowane poparcie społeczne, monumentalizm w sztuce połączony z wrogością do form uznanych za zdegenerowane i z nihilistycznym lub bardzo wybiórczym stosunkiem do tradycji”. W odmianie faszystowskiej chodziło o ustrój, który dokonywał „niebywałego poniżenia prawa, a kult państwa łączył z zasadą wodzostwa” (obydwa cytaty za: Z. Ćwiąkalski [w:] W. Wróbel, A. Zoll, Kodeks karny. Komentarz, 2017, w tezie 10 i 11 do art. 256 kk).

Propagowanie faszystowskiego czy totalitarnego ustroju nie musi polegać na pochwalaniu wszystkich jego elementów – nie chodzi tu o odczyt naukowy na temat totalitaryzmu, ale o pochwalanie tego, co jest jego istotą, czy też nawet tylko propagowanie jego elementów symbolicznych. Wobec sposobu zredagowania art. 256 kk budziło to początkowo wątpliwości, które jednak rozwiał Sąd Najwyższy, mówiąc, że chodzi o „każde zachowanie polegające na publicznym prezentowaniu faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa, w zamiarze przekonania do niego”, dodając, że w takim ujęciu mieści się również „wystawienie na widok publiczny symboli takiego państwa czy też wykonywanie określonych gestów identyfikowanych z takim ustrojem” (uchwała SN z 28 marca 2002 r., sygn. I KZP 5/02).

A zatem art. 256 kk nie wymaga, do zrealizowania znamion określonego w nim przestępstwa, aby propagujący publicznie omawiał, w pochwalnej narracji, całokształt ustroju państwa faszystowskiego czy totalitarnego. Wystarczy publiczna prezentacja tego, co jest charakterystyczne dla ustroju faszystowskiego. Na przykład, „propagowaniem faszyzmu” będzie pochwalanie obozów koncentracyjnych i obozów zagłady, gett, prawa odczłowieczającego, na faszystowską modłę, Żydów, Polaków czy innych grup społecznych, a także obnoszenie się z nazistowską symboliką.
Oczyszczanie z LGBT

I tu pora przejść do największego skandalu ostatnich dni, czyli ogłoszenia przez „Gazetę Polską” (w tłumaczeniu na niemiecki będzie to bodaj „Polnischer Beobachter”, ale nie znam dobrze tego języka) zamiaru kolportowania naklejek, których wzór ten organ prasowy PiS opublikował już w internecie. Używam określenia „organ prasowy PiS” nie tylko ze względu na totalnie pisowską propagandę, jakiej sianiem zajmuje się to czasopismo, ale również ze względu na powiązania osobowe (np. prokurentką spółki wydającej ten tytuł jest p. Beata Dróżdż, kandydatka PiS do Parlamentu Europejskiego).

Na naklejkach miałaby się znaleźć przekreślona krzyżem (przypadek?) tęczowa flaga opatrzona napisem „strefa wolna od LGBT”. Jest to oczywista parafraza nazistowskiego terminu „judenfrei” (dosłownie: „wolny od Żydów”), używanego do określenia terenu „oczyszczonego z Żydów”. „Oczyszczenia” naziści dokonywali poprzez wyrzucanie z domów i pozbawianie własności, umieszczanie w zamkniętych dzielnicach (gettach), a następnie wywożenie do obozów zagłady w celu wymordowania. Miastami „judenfrei” były np. Bydgoszcz i Tarnów. Używano również terminu „judenrei”, czyli „oczyszczony z Żydów”.

Zwrot „strefa wolna od LGBT” oznacza literalnie tyle, co strefa oczyszczona z osób nieheteroseksualnych (lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych), a więc taka, z której „jakoś” te osoby usunięto.

Propagując nalepkę o takiej treści, osoby odpowiedzialne za ten szokujący pomysł nawołują, po pierwsze, do „oczyszczania” określonych stref z osób LGBT (chodzi więc o ich wymordowanie, względnie wyrzucenie z takich stref, bo jakże by inaczej uzyskać efekt „wolności od LGBT”), na wzór nazistowskiej machiny śmierci, wskutek której zginęły tysiące osób LGBT z powodu swojej orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej (podaję te dane za Alex Shashkevich z Uniwersytetu Stanforda), a także do chwalenia się tymi aktami bestialstwa, również na wzór nazistowskiej propagandy. Nie jest jasne, czy „Gazeta Polska” pragnie również badań prenatalnych pod kątem nieheteroseksualności (jest to możliwe) i abortowania płodów, których testy wypadną „pozytywnie” (z treści naklejki to wprost nie wynika). Natomiast, niewątpliwie, uczynienie np. miasta „wolnym od LGBT” wymaga fizycznej eliminacji osób LGBT, czyli ich ujęcia i wymordowania. Takiego celu nie da się osiągnąć inaczej.

Trzeba zresztą dodać, że nazistowskie naklejki „Gazety Polskiej” wpisują się w szerszą kampanię, prowadzoną przez polityków PiS i kler katolicki, która zmierza do wywołania aktów fizycznej przemocy (linczu) na osobach LGBT, co pozwoli zamienić Polskę w jedną wielką „strefę wolną od LGBT”. Biorąc pod uwagę wypowiedzi np. wojewody lubelskiego, można uznać, że jest to właściwie polityka władz państwowych w Polsce. Kreuje się obraz osób LGBT jako „wroga”, który czyha (na dzieci, na polskość, na tradycję, na wiarę etc.) i z którym trzeba walczyć. Dokładnie takiej samej narracji używali naziści wobec – przede wszystkim – Żydów.

Równia pochyła

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że propagowanie naklejek „strefa wolna od LGBT” jest, w świetle wypowiedzi, doktryny i orzecznictwa, „publicznym propagowaniem faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju państwa”, czyli przestępstwem z art. 256 kk. Skoro jest takim przestępstwem publiczna prezentacja swastyki, to tym bardziej jest nim rozpowszechnianie nalepki (czy jej wzoru), która propaguje, w sposób świadomy, nazistowską ideologię stref oczyszczonych z „gorszej rasy” (czyli osób LGBT).

Nie przyjmuję oczywiście koślawych tłumaczeń pisowców, że nie chodzi o wymordowanie osób LGBT, tylko o „zwalczanie ideologii LGBT”. Nie ma czegoś takiego, jak „ideologia LGBT”, bo ludzie LGBT są różni i wyznają różne ideologie: prawicowe, lewicowe i liberalne. Tak samo, jak nie ma „ideologii blondynów”. Jest to manipulacyjny wymysł rządzącej partii, który ma usprawiedliwiać terror wobec osób LGBT (także w nazistowskich Niemczech „usprawiedliwiano” wymordowanie Żydów licznymi przewinami, których ci mieli się rzekomo dopuścić).
Oczywiście nie mam wątpliwości, że sterowana przez PiS prokuratura nie zareaguje na publiczne doniesienia o tym przestępstwie, chociaż powinna to zrobić z urzędu. Nie po to PiS – zresztą też na totalitarną modłę – przejął kontrolę nad prokuraturą, aby pozwolić jej na ściganie „dziennikarzy” realizujących się w codziennej propagandowej młócce na rzecz rządzącej partii. „Gazeta Polska” jest też zresztą biorcą hojnych zleceń reklamowych od spółek skarbu państwa, którymi zarządzają partyjni funkcjonariusze.
Zastanawiam się nad inną kwestią. OK, skoro Polacy wybierają sobie partię, która pragnie uczynić Polskę „strefą wolną od LGBT” (za śmieszne uznaję przy tym wypowiedzi polityków PiS, jakoby „nie mieli wpływu” na to, co wyprawia ich – de facto – organ prasowy), to może rzeczywiście kilka milionów Polaków LGBT powinno z Polski uciekać, zanim bojówkarze zaczną ich tłuc jak w Białymstoku, a później władza uruchomi getta? Przecież nie można tego wykluczyć, bo historia uczy, że w nazistowskich Niemczech też zaczynało się „tylko” od stref „judenfrei” i wrogiej Żydom propagandy.

I kolejne pytanie, które publicznie kieruję do nowej szefowej Komisji Europejskiej p. Ursuli von der Leyen: czy osoby LGBT z Polski mogą liczyć na status uchodźców w demokratycznych państwach członkowskich Unii? Czy udzielenie im pomocy będzie możliwe dopiero po uruchomieniu pierwszych polskich obozów koncentracyjnych dla mniejszości seksualnych? Czy może Europa zamierza bezczynnie się przyglądać ich dyskryminowaniu i prześladowaniu, tak jak demokratyczny świat nie reagował na Zagładę? Nie bez powodu adresatką pytania czynię akurat szefową Komisji, w końcu obywatelkę Niemiec. Czy czuje Pani historyczną odpowiedzialność i zamierza zareagować?
Jerzy Dolnicki

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity