Kaczyński w irlandzkim kosmosie

Budowaliśmy już wspólnotę państw socjalistycznych, pragnącą być drugim ZSRR. Budowaliśmy już drugą Japonię, którą obiecywał nam prezydent Wałęsa, teraz pan prezes Kaczyński zaproponował nam kopiowanie Irlandii.

„Jest takie pytanie. Czy to jest program jednej partii, jednej formacji, czy też to jest program dla całego społeczeństwa, dla całego narodu? Czy warto może w tym momencie odwołać się do dobrych przykładów? Na przykład Irlandii. Tam dla programu rozwoju, który przyniósł fantastyczne wyniki, porozumiały się siły, partie polityczne, które kiedyś do siebie wzajemnie strzelały i rozstrzeliwały się nawzajem. Wszystko jest możliwe, tylko potrzebny jest patriotyzm i wspólnota, a nie partykularne interesy” – mówił na wiecu w mazowieckiej miejscowości Kuczki-Kolonia, a potem powtórzył po expose premiera, pana Morawieckiego. I dodał, że Irlandia była, jak na zachód Europy, biedna. Dzisiaj jest dużo bogatsza niż Niemcy. Nie trochę bogatsza, tylko dużo bogatsza. Dużo bogatsza niż Anglia, a zawsze była dużo biedniejsza. Czyli dał nadzieję ludowi pisowskiemu, że i nasz naród może być nawet od Niemców bogatszy.
Pomimo apelu o zgodę narodową, już pierwsze komentarze oceniające apel pana prezesa dalekie od zgody były. Potem głos zabrali najwybitniejsi polscy medialni ekonomiści. I przypomnieli, że jeśli za miarę bogactwa uznamy wskaźnik PKB, produkt krajowy brutto, to twarde dane Eurostatu za 2018 rok są takie: PKB Irlandii wynosi 324 mld 82 mln euro, PKB Niemiec to 3 biliony 386 mld euro, PKB Zjednoczonego Królestwa to 2 biliony 393 mld 693 mln euro, PKB Polski to prawie 500 mld euro.
Wynika z tego, że pod względem wielkości gospodarki Irlandia wcale od Niemiec bogatsza nie jest. Jest za to biedniejsza od Polski! Czy to oznacza, że naśladując Irlandię będziemy teraz ubożeć?
Ale są na tym świecie inne wskaźniki, szacujące bogactwo narodów. Jeśli spojrzymy na PKB per capita, czyli ile tego dobrobytu przypada rocznie na każdego mieszkańca, to otrzymamy: Irlandia – 58 tys. euro, Niemcy 35 tys. 900 euro, Zjednoczone Królestwo 32 tys. 400 euro, Polska 12 tys. 400 euro.
I wtedy okaże się, że pan prezes Kaczyński jednocześnie miał rację i nie miał jej. Wszystko zależy od tego, którym wskaźnikiem będziemy się posługiwać. To tak, jak przy głosowaniu w obecnym polskim Sejmie. Nieważne, kto jak głosuje. Ważne, kto liczy głosy.

Ucz się, prezesie, ucz
Irlandia rzeczywiście jeszcze w latach sześćdziesiątych XX w. była jednym z najbiedniejszych państw Europy. A ściślej Republika Irlandii, zwana potocznie Irlandią Południową.
Bo druga część wyspy, zwana Ulsterem albo Irlandią Północną, nadal należy do Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii. Formalnie od 1800 roku. Ale wcześniej, już od XII wieku, cała Irlandia była przez sąsiednią Anglię kolonizowana. Ostatecznie w roku 1937 Irlandczycy zamieszkujący obecną Republikę Irlandii uzyskali, po wielu powstaniach, niepodległość. Wojny irlandzko-irlandzkie, o których zapewne myślał pan prezes Kaczyński, toczyły się w latach dwudziestych XX w. w całej Irlandii. A potem w Irlandii Północnej, od końca lat sześćdziesiątych do podpisania porozumienia wielkopiątkowego w Belfaście w 1998 roku.

Zatem to nie zakończenie wojny irlandzko-irlandzkiej przyniosło wzrost bogactwa w Republice Irlandii, bo walki zbrojne skończyły się tam prawie sto lat temu. Przeciwnie, zakończenie wojny irlandzko-irlandzkiej w Irlandii Północnej, czyli w Wielkiej Brytanii też, było efektem wzrostu bogactwa Republiki Irlandii.

Jak być bogatym?
Początek wielkiego bogacenia się mieszkańców państwa irlandzkiego przypadł na rok 1973. Kiedy Republika Irlandii została członkiem Unii Europejskiej. Tej tak nielubianej przez elity PiS organizacji międzynarodowej. To właśnie pomoc Unii Europejskiej przez lata stymulowała szybki rozwój gospodarki Irlandii.
Ale nie tylko. Ponadtrzymilionowa wtedy Irlandia potrafiła wykorzystać swoje atuty. Niektóre z nich uważane były przez Irlandczyków za problemy, nawet przekleństwa rzucone na nich przez zły los.

Po wejściu do wspólnoty europejskiej atutem stało się położenie państwa irlandzkiego. Jeszcze w XIX wieku sąsiedztwo z Wielką Brytanią gwarantowało kolonialną zależność od niej. Grabieże i głód. Po wejściu Republiki Irlandii do Unii Europejskiej Zielona Wyspa stała się siedzibą tysięcy firm z USA, które chciały działać w Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej. Wybierały Republikę Irlandii, bo była już częścią europejskiej wspólnoty gospodarczej, ale miała znacznie niższe podatki dla firm zagranicznych niż Wielka Brytania i kraje skandynawskie.
Wszyscy Irlandczycy mówią po angielsku. Czyli nie po irlandzku. Znają angielską kulturę. To efekt angielskiej kolonizacji. Zatem amerykańskie, japońskie, koreańskie firmy mogły tam zatrudniać anglojęzycznych irlandzkich pracowników. Dobrze wykształconych i przez dziesiątki lat relatywnie tanich. To sprawiło, że Republika Irlandii stała się siedzibą filii wielu globalnych światowych firm, zwykle tych korzystających z najnowocześniejszych technologii.

Gdyby Polacy poszli drogą Irlandczyków i przyjęli języki swych kolonizatorów, czyli rosyjski lub niemiecki, to też mieliby dzisiaj podobne atuty. Ale politycy, tacy jak pan prezes Kaczyński, przez lata zachęcali Polaków, aby nie przyjmowali rosyjskiej i niemieckiej kultury. Nie uczyli się zbytnio obcych języków. A teraz dziwią się, że głupi Polacy są biedni.
Ważnym atutem rozwoju irlandzkiej gospodarki była i jest irlandzka diaspora w USA. Mieszkający tam potomkowie irlandzkich emigrantów, którzy napędzali amerykańskich inwestorów do ojczyzny swych przodków. Polska ma liczną Polonię za granicą. Nową, ponadmilionową emigrację. Ale pan premier Morawiecki nie zachęca jej do inwestowania w Polsce, tylko do powrotu do kraju. Bo wtedy wzrośnie mu populacja Polaków w Polsce.

Pan prezes Kaczyński i jego premier proponują teraz Polakom „polski model państwa dobrobytu”. Jego podstawą mają być „normalna”, narodowo-katolicka rodzina i państwowa pomoc socjalna.
W Irlandii też kiedyś społeczeństwo oparte było na katolickich rodzinach, zdominowane przez wszechobecny Kościół katolicki. Ale tak było w biednej Irlandii. Dzisiaj ponad dwie trzecie Irlandczyków uważa, że Kościół zawiódł i utracił autorytet moralny. W ciągu ostatnich lat zamknięto prawie wszystkie seminaria duchowne, zostało tylko jedno. Najbardziej widocznym przejawem kryzysu zaufania do Kościoła jest spadek uczestnictwa w mszach niedzielnych z 90 proc. w latach siedemdziesiątych XX w. do 35 proc. w roku 2012.
Pójdźmy irlandzką drogą, panie prezesie!
Piotr Gadzinowski

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Piotr Gadzinowski

Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).