Każdy początek to tylko ciąg dalszy

„Tęczowy piątek” to inicjatywa, która ma przypominać, że w społecznościach szkolnych są też uczniowie LGBT. Reakcji pisowskiej władzy na ową inicjatywę pojąć nie potrafię.

Osoby LGBT są we wszystkich środowiskach, tylko nie mają na głowie pióropuszy i najczęściej starają się ukrywać swoją tożsamość w obawie przed prześladowaniem.
W szkołach uczniów LGBT nie jest dużo. Statystycznie jakieś 5–10 proc. Od dwóch do trzech osób w klasie, co oznacza, że siedzą w każdym albo w co drugim rzędzie ławek. Tak czy inaczej, są ich setki tysięcy i na co dzień oglądają homofobiczne malunki w toaletach, wysłuchują homofobicznych dowcipów, czasem są ofiarami szkolnego bullyingu, a jeśli chodzą na religię (w mniejszych miejscowościach to jeszcze się zdarza), nierzadko wysłuchują też regularnego potoku jadu i nienawiści. Wiele z tych dzieci ginie wskutek samobójstw. Inne mają „tylko” stany depresyjne i myśli samobójcze.

Księga zdarzeń
Scena w wielkomiejskiej kwiaciarni: gdy starsza pani siedzi i cierpliwie czeka na swój bukiet przygotowywany przez młodą kwiaciarkę, do środka wchodzi matka z dwuletnią córeczką. Starsza pani zachwyca się dzieckiem i mówi, że ma wnuka, który jest trochę starszy od dziewczynki. Wyciąga zdjęcie, pokazuje. Nadmienia, że jej sześcioletni wnuk byłby w przyszłości idealnym mężem dla córeczki kobiety. Opowiada, że uwielbia on bawić się z dziewczynkami, za to unika chłopców, gdyż jest bardzo delikatny. Na zdjęciu widać ślicznego, uśmiechniętego i bardzo podobnego do babci chłopca. Matka dziewczynki mówi w końcu: „Ja mam nadzieję, że moja córka będzie miała żonę, a nie męża, i że w Polsce to też kiedyś będzie możliwe”. Starsza pani wydyma usta i szepcze: „Ćśśś, po co mówić takie rzeczy”. Nie wie, że siostra indagowanej kobiety jest lesbijką i ma żonę oraz dwóch synów. Mieszkają w Hiszpanii, musiały uciec z Polski, żeby móc normalnie żyć. Nie wie też (albo wypiera jakoś tę myśl), że jej delikatny, śliczny jak panienka i kochający się bawić z dziewczynkami wnuczek już za parę lat zrozumie, że jest gejem. Za lat 20, już po emigracji do Francji, znajdzie mężczyznę swojego życia i założą rodzinę. Adoptują dwie dziewczynki, bliźniaczki. Będą to córki kwiaciarki, która zginie w wypadku na francuskiej autostradzie i je osieroci.

Tylko początek tej sceny jest autentyczny. Zdarzenia z przyszłości to już moja wyobraźnia – oby kwiaciarka żyła jak najdłużej. Ale podobnych i w pełni prawdziwych historii znam wiele. Jak pisała nieodżałowana Wisława Szymborska „każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie”.

Dziwy nad dziwami
Przyznam, że nie rozumiem reakcji pisowskiej władzy na „Tęczowy piątek”. Jak doniosła „Wyborcza”, na młodzież organizującą to wydarzenie w jednym z łódzkich liceów „nasłano” kontrolę z kuratorium. Panie urzędniczki miały sprawdzać, czy młodzież nie jest, cytuję, „dziwnie ubrana”. Co to znaczy „dziwnie się ubierać”? Czy dziwnym ubraniem jest koszulka z napisem „śmierć wrogom ojczyzny”? Czy raczej tęczowa chustka zawiązana na szyi? A może dziwna jest bluza z nieco ofensywnym napisem „Jezus jest twoją drogą”?
Dlaczego urzędniczki, a tak to odebrała młodzież, próbowały przeszkodzić w „Tęczowym piątku”? Czyżby w łódzkim kuratorium nie zauważono ustawy – Prawo oświatowe, której preambuła głosi, że „szkoła winna zapewnić każdemu (a nie tylko heteroseksualnemu – przyp. JD) uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju (zgodnego z własną tożsamością i orientacją płciową – przyp. JD), przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych (w takiej rodzinie, do jakiej powołała go jego natura – przyp. JD) i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności (całego społeczeństwa, a nie tylko heteroseksualnej większości – przyp. JD), demokracji, tolerancji (chyba nie wymaga to komentarza – przyp. JD), sprawiedliwości i wolności (czyli m.in. prawa do życia zgodnie z własną orientacją lub tożsamością płciową – przyp. JD)? Czyżby też nie zauważono podstawy programowej dla liceów (co ciekawe, jest to rozporządzenie z 2018 r. wydane jeszcze przez wiecznie niepokojąco wyszczerzoną p. Zalewską, główną autorkę cywilizacyjnej katastrofy polskiej oświaty), w którym słowa „tolerancja” odmienia się przez przypadki aż 31 razy? Czyżby wreszcie w łódzkim kuratorium nie obowiązywała Konwencja ONZ o prawach dziecka z 1989 r., której inicjatorami byli polscy pedagodzy, i która w art. 29 zobowiązuje państwa-strony do zapewnienia, że nauka w szkołach będzie ukierunkowana na „przygotowanie dziecka do odpowiedniego życia w wolnym społeczeństwie, w duchu (…) tolerancji”? Czy urzędnicy łódzkiego kuratorium nie rozumieją znaczenia tych przepisów i powinności, które na nich ciążą, i nie mają świadomości, że tępienie „Tęczowego piątku” (bo niby jak inaczej mielibyśmy rozumieć „przypadkową” wizytę i relacjonowane przez dzieci dopytywanie, czy nie są „dziwnie ubrane”?) to działanie sprzeczne z obowiązującymi przepisami, które wywiera realnie szkodliwy wpływ na realizację obowiązku zapewnienia szkolnego wychowania w duchu tolerancji i bezpieczeństwa każdego dziecka?
Zastanawiam się też, czy organy ścigania zamierzają jakoś na takie doniesienia zareagować i sprawdzić, czy aby nie doszło do przekroczenia uprawnień. Ja oczywiście tego nie wiem, bo w tej szkole nie byłem. Ale przecież obowiązkiem prokuratury jest reagowanie z urzędu na publicznie dostępne informacje, wskazujące na możliwość popełnienia przestępstwa. Po to są organy ścigania, nawet w ich zadziwiającej i patologicznej postaci, którą „cieszymy się” obecnie (vide: skandaliczne umorzenie postępowania w sprawie podejrzenia popełnienia oszustwa i korupcji, którego zdaniem zawiadamiającego austriackiego architekta miał się dopuścić p. J. Kaczyński), żeby sprawdzać takie informacje. Może by się koledzy i koleżanki ruszyli i zrobili coś pożytecznego dla polskich dzieci? A może świadomość, że przez takie zachowania któreś z tych dzieci może poczuć się odrzuconym i prześladowanym, i np. popełnić samobójstwo, nie jest wystarczającą zachętą do działania?

Ciąg dalszy
Nie rozumiem takiej postawy. Nie rozumiem też działań kleru katolickiego, który obdarzył opinię publiczną kolejnym potokiem rynsztokowego jadu z okazji „Tęczowego piątku”? Poznański ksiądz miał podobno nawet zerwać plakat wywieszony przez dzieci z tej okazji. Czyżby do Polski nie docierał głos papieża Franciszka, który kilka tygodni temu przyjął ojca Jamesa Martina, kapelana katolików LGBT? Czyżby nie znano tu popularnego zdania papieża, który pytał: „Kimże jestem, aby ich oceniać?”? Czyżby nie rozumiano, że jest rok 2019 i era ciemnoty oraz prześladowań ze strony kleru powinna się skończyć, choćby dlatego, że tego właśnie chce papież, któremu księża winni są posłuszeństwo?

Wreszcie, zupełnie nie rozumiem pana o nazwisku Pawlak, wynagradzanego przez podatników na stanowisku Rzecznika Praw Dziecka. Popełnił on publicznie wypowiedź o treści: „Szkoła musi być wolna od ideologii, która skrywa się za tolerancją. Dyrektorzy muszą tego pilnować, MEN ich kontrolować. Rodzice mogą żądać przestrzegania prawa do wychowania. Adam Bodnar ma strzec praw wszystkich obywateli, a nie tylko wybiórczo określonych”. Co to znaczy „ideologia skrywająca się za tolerancją”? Jak w ogóle tolerancja może ukrywać jakąkolwiek ideologię? Za dobrem nie kryje się nic, poza samym dobrem, panie rzeczniku. RPO nie może „strzec praw (…) wybiórczo określonych obywateli”? To niby od czego jest, niedouczony ideologu, rzecznik praw obywatelskich? Jego głównym zadaniem jest ochrona praw mniejszości, bo – jeśli umyka to twojej inteligencji, człowieku – większość na ogół radzi sobie sama. Co to za jakiś partyjny bełkot? Panie Pawlak, za co bierze pan pieniądze, ja się pytam? Czy dzieci LGBT mają dalej popełniać samobójstwa, bo jakiś ideologiczny partyjniak tak uważa? Dzieci giną, a pan bluzgasz partyjnym przekazem? To ma być rzecznik praw wszystkich polskich dzieci?
***
Polska pod rządami PiS i kleru katolickiego stała się krajem, którego pojąć nie umiem. Prawo nie ma tu znaczenia, tolerancja jest „ideologią”, a urzędnicy uważają, że pobierają pensje za realizację jakichś chorych partyjnych wymysłów. Oby ten czas ciemnoty jak najszybciej się skończył. Na szczęście, każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy.
Jerzy Dolnicki

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity