Krowa ich mać!

Przyznacie, że trzeba mieć polot, żeby wpaść na pomysł zwiększenia w Polsce pogłowia bydła i trzody poprzez wydojenie nauczycieli. Nawet Orwell na to nie wpadł, a Jarkacz i owszem.
Analizy sposobu myślenia liderów PiS zwykle się nie podejmuję, bo nie da się analizować czegoś, co w moim przekonaniu jest sprzeczne z rozumem. Ale szaleńczy geniusz tego tworu zaczynam doceniać, gdy ten już coś zrobi. Krótko mówiąc: zazwyczaj nie wiem, co pisowcy zrobią (choć mam przekonanie, że będzie to głupie i podłe), ale jak już patrzę na ich dzieło, szczęka z wrażenia opada mi do poziomu chodnika.

Z ich ostatniego pomysłu wynika, że jeśli nauczyciele chcieliby zarabiać o tysiąc złotych więcej, powinni wyposażyć się w dwie krowy na głowę. Mają też prawo do następnego tysiaka, dorzucając do wyposażenia 10 tuczników. Co więcej, sprawiając sobie dodatkowo dwoje dzieci, które za jakiś czas też wyposażą się w 10 świń, dwie krowy i dwoje własnych dzieci, w zasadzie będą ustawieni, i to wielopokoleniowo. Bo zwyczaj „wyposażania się” przejdzie przecież na kolejne generacje.
Perspektywiczna wizja tej koncepcji zachwyca. Analizując jej wpływ na inne komórki społeczne, można dokładnie przewidzieć, jak to będzie wyglądać.
Rozwój rogacizny i trzody chlewnej wpłynie pozytywnie na budżet samorządów. Te nie będą musiały chociażby dbać o zieleń miejską, wszak zwierzyny będzie tyle, że z powodzeniem zastąpi kosiarki. Z czasem, kiedy w miastach nie będzie już co kosić, a głód zajrzy zwierzakom w oczy, spragnieni pieniędzy nauczyciele wraz ze swoim inwentarzem (tzn. z dziećmi i zwierzętami) przeniosą się na wieś.

Problemem może stać się kwestia nabycia przez nich ziemi rolnej. Ale i tu kroi się dogodne dla PiS rozwiązanie – zaangażowanie w sprawę kleru. Ten, mając wszak ustawowe prawo do handlu gruntami, będzie mógł pośredniczyć w ich nabywaniu przez nauczycieli. W zamian za zyski z posiadania świń i krów wydzierżawi im ziemię. Chłopi i nauczyciele staną się tym samym stworzeniami dojnymi na wieki, ale system będzie się kręcił.

Co więcej, liczba świńskiego i krowiego pogłowia zacznie rosnąć na tyle szybko, że z czasem w ogóle niepotrzebne staną się szkoły. Zresztą, po co komu szkoły? Przykłady Misiewicza czy Suskiego wyraźnie pokazują, że nie trzeba być „wykształciuchem”, by rządzić armią czy gabinetem politycznym premiera.
Tym samym państwowy budżet zaoszczędzi na oświacie. Podstawówki i licea zamienią się w obory. Skoncentrowany na płodzeniu dzieci i rozmnażaniu hodowli naród nie będzie zainteresowany innymi rozrywkami, więc przy okazji da się jeszcze zaoszczędzić na kulturze.

Śmiem twierdzić, że w systemie tym odrodzi się też to, co w Polsce cenimy najbardziej – tradycja. Myślę tu zwłaszcza o naturalnej, tradycyjnej wiejskiej medycynie, z użyciem relikwii, egzorcyzmów czy też podpiekania (patrz Rozalka z „Antka” Prusa). W końcu będzie zdrowo i ekologicznie. I Ojciec Dyrektor nie straci.
Należy też przypuszczać, że z każdym miotem świń (ciąża trwa średnio 112 dni, czyli 3 miesiące, 3 tygodnie i 3 dni, a w miocie jest od 8 do 14 prosiąt) oraz krów (282 dni, zazwyczaj 1 cielę) będzie się zwiększać poparcie dla partii rządzącej. Wszak niećwiczony w szkole rozum stanie się zjawiskiem zanikającym i społecznie źle widzianym.
Z większych wydatków czeka nas tylko uszczelnienie granic. Należy się bowiem spodziewać masowej migracji bydła z innych krajów (chociażby z biednych Indii z pogłowiem na poziomie 250 mln sztuk) oraz świń z całej Europy. Jako że obcych nie lubimy, bo tu jest nasza ojcowizna, wierzba, zamulony stawik, brzoza, krzyż przy drodze, kapliczka przy płocie – zamknięcie granic stanie się absolutną koniecznością!

Program PiS jest czytelny i niezwykle prosty w wykonaniu. Wystarczy przedłożyć świnie nad nauczycieli.
Geniusz PiS objawia się tu w pełnej okazałości. Widać bowiem jasno, że o ześwinieniu narodu myślało ono już od dawna. Przypomnijmy sobie wojnę, jaką jakiś czas temu wypowiedziało dzikom. Dzik – świnia dzika, nieposłuszna, wyklęta, niezłomna, gotowa po lasach uprawiać partyzantkę i dawać zły przykład potulnym świniom hodowanym przez byłych intelektualistów, mogłaby zepsuć cały misterny plan. Czy zatem pozbycie się takich jednostek nie jest genialnym strategicznym posunięciem Jarkaczowego ugrupowania?
Osobiście widzę niedoskonałości niniejszego planu w jednym jego elemencie, ale jak sądzę i on jest do dopracowania. Na razie nie powiedziano jasno, czy wielkość świni decyduje o wysokości dopłaty do niej. Jeżeli nie, to oczywiście ucieszy się moja redakcyjna Koleżanka, namiętnie hodująca świnki morskie i zapewne, jeśli na każdą z nich będzie dostawać po 100 zł, gotowa rozszerzyć hodowlę z obecnych trzech nawet do kilkunastu. Ale czy w jej ślady nie pójdą wówczas inni Polacy? A to zatrzymałoby migrację „wykształciuchów” na wieś i całą resztę zacnych reform. Poza tym mógłby to być przyczynek do powstania nowych podziałów społecznych. Dzielenie świnek na te lepszego i gorszego sortu. Podobnie może się mieć sprawa z krówkami bożymi, czyli biedronkami. Sam jestem gotów w nie zainwestować, jeśli za każdą z nich Jarkacz odpali mi 500 zł. Myśląc jednak o dobru narodu, uważam, że kwestię tę należy zawczasu uregulować. Może się bowiem okazać, że w tym rzadkim przypadku… wielkość ma znaczenie.

Podsumowując. Mamy programy: dziecko+, rodzina+, mieszkanie+, inwalidzi+, emeryci+, świnia+, krowa+ i oczywiście największy – kościół+. Pojawiają się jednak pytania, co z programami: owca+, koza+, koniu+, kot+, pies+ (sam mam dwa), złota rybka+, kura+, kaczka+, dżdżownica+ i oczywiście pluszak+? Mniemam, że geniusze z Nowogrodzkiej już na to wpadli i będą je ogłaszać przy okazji kolejnych wyborów. Ale jeśli nie… Proponuję to wszystko jeszcze bardziej uprościć lub (jak to mówią w bankach) skonsolidować do jednego wspólnego programu: piwo+. Zasada jego działania jest banalna: idziesz do sklepu po czteropak i dostajesz 10 zł. Za dwa czteropaki masz 20 zł. Kasę możesz oficjalnie przekazać plebanowi w ramach pokuty za grzech pijaństwa, lecz co wypijesz, to twoje. Zapewniam, że inwestycja w ten program zwróci się z nawiązką – gwarantowany narodowy drenaż mózgów. I co najważniejsze: naturalna eliminacja nauczycieli. Wszak w takich okolicznościach nie mieliby z kim pracować. Wilk syty i świnia (krowa) cała. Czyż i ja nie bywam genialny?!
Dariusz Cychol

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Dariusz Cychol

Młody, zdolny, dobrze zapowiadający się. Od 35 lat w dziennikarstwie. Dziennikarz agencyjny (PA INTERPRESS, PAP), prasowy (m.in. tygodnik „NIE” – zastępca redaktora naczelnego), telewizyjny (TVP INFO, TVP Regionalna), internetowy (tvp.info, regionalna.tvp.pl, tvpparlament.pl), krótko wykładowca akademicki (socjologia mediów). Wielbiciel nietypowych podróży, zakręconych ludzi i piesków wszelkiej maści. Wróg chamstwa, głupoty i nietolerancji. Bardziej ceni polską wódkę czystą (pod boczek lub słoninkę) niż whisky (pod orzeszki), a jeszcze bardziej niż wódkę lubi wytrawne, zrównoważone wina czerwone; w sporej ilości. (Jak ojciec: wymagający, ale wyrozumiały – przyp. red.).