„Małpka” w roku Szczura

Pamiętacie tamto fundamentalne pytanie, dramatycznie brzmiące: „Jak żyć, panie premierze?”. Zadane w 2011 r. ówczesnemu premierowi Donaldowi Tuskowi przez rolnika z gminy Przysucha. Nazwanego potem przez media Paprykarzem.
Pytanie o sens życia hodowcy papryki, któremu wichura właśnie zniszczyła uprawy i zamiast obiecanych mu od rządu pieniędzy, doczekał się jedynie gospodarskiej wizyty premiera.
Mamy rok 2020. Rok nowych żywiołów i nowych oczekiwań od starego nowego rządu. I nowych oczekiwań tegoż rządu również. Ambitnych i zaskakujących obywateli nierzadko. Właśnie w końcówce starego 2019 r., siadając do świątecznych stołów, dowiedzieliśmy się o nich.
Przynajmniej pół miliarda złotych oczekuje od nas pan premier Mateusz Morawiecki. Nie oczekuje tego bezczynnie, siedząc tylko z założonymi rękami. Jego rząd pracuje nader aktywnie i już od początku nowego roku od każdej sprzedanej w Polsce butelki alkoholu w opakowaniu o pojemności do 0,3 litra, popularnie „małpką” zwanej, będzie pobierana specjalna, dodatkowa opłata w wysokości jednego złotego.
Wpływy z nowej opłaty będą dzielone sprawiedliwie. Połowa z tak pozyskanej połówki miliarda ma zasilić budżety gminne. Druga połowa połówki, czyli ćwiartka, trafić może do Narodowego Funduszu Zdrowia.
Jak pić, panie premierze?
Choć tegoroczny budżet nie został jeszcze przez Sejm RP uchwalony, to już pan premier Mateusz Morawiecki pochwalił go wielce. Po raz pierwszy w historii III RP będzie to budżet zrównoważony. Czyli bez tradycyjnego deficytu, choć z wszystkimi obiecywanymi w czasie kampanii wyborczej wydatkami.
Budżet bezdeficytowy mają mieć w Europie jedynie Niemcy. No i teraz jeszcze Polska, już w 2020 r. To może oznaczać, że właśnie teraz doganiamy tych najbogatszych Europejczyków.
Ale aby Polska była Polską, aby Polacy mieli wreszcie niemiecki budżet, wcale nie musimy jeszcze pracować tak wydajnie, jak choćby Szwedzi czy Francuzi. Musimy za to pić więcej. A nawet jeszcze więcej. Choć może jeszcze nie tak jak Ruscy. Przynajmniej w nadchodzącym roku.
Zrównoważenie budżetu oparte jest bowiem na solidnych, acz płynnych fundamentach. Na trwałych, widocznych przynajmniej od kilku lat stałych tendencjach wzrostowych. Przede wszystkim stałego wzrostu spożycia alkoholu w Polsce, odnotowywanego od czasu przejęcia rządów przez „dobrą zmianę”.
Nic zatem dziwnego, że – szukając sposobów równoważenia budżetu – rząd technokraty Morawieckiego oparł go na stosowanych już wcześniej w świecie podwyżkach akcyzy od napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych. Skoro Polacy pod rządami Prawa i Sprawiedliwości wstali już z kolan i pozbyli się krępującej ich „pedagogiki wstydu”, to nic dziwnego, że śmiało też sięgnęli po tradycyjne narodowe trunki.
Jednak jeszcze w połowie minionego roku można było usłyszeć w narodowo-katolickich, czyli sprzyjających władzy mediach, że wzrost spożycia alkoholu w Polsce świadczy o narastaniu niepokojących, być może nawet patologicznych zjawisk. Symbolem takiej patologii miała być „małpka”, czyli wódka, lub wyrób wódkopodobny, sprzedawany w popularnych, poręcznych buteleczkach. W cenach nader przystępnych dla wszystkich obywateli naszego kraju. Niezależnie od płci, koloru skóry, wyznania, orientacji seksualnej i politycznej.
Teraz rząd Morawieckiego postanowił przekuć „patologię” w patriotyczną cnotę. Wprowadził nie tylko większą akcyzę na wszystkie sprzedawane alkohole, co doprowadzi do wzrostu ceny każdej butelki wódki, win, piwa i cydru przynajmniej o kilkadziesiąt, a może i kilkaset groszy. Dążąc do uzyskania solidnych fundamentów równowagi budżetowej, wprowadził dodatkową daninę solidarnościową od wspomnianych już „małpek”. Złotówkę od każdej „małpki”, niezależnie od tego, czy mieści się w niej żubrówka, żytnia, żołądkowa gorzka czy przesłodzona malinówka.
Do tej pory każdy świadomy konsument napojów alkoholowych wiedział, że kupując je, wspomaga też budżet państwa polskiego. Dokłada się do obrony narodowej, innowacyjnych start-upów, opery i baletu narodowego. Bo w cenie każdej butelki był podatek akcyzowy.
Niestety, niski poziom wiedzy ekonomicznej społeczeństwa polskiego sprawiał, że nie wszyscy mieli tego świadomość. Konsumowali oni zakupiony alkohol bezrefleksyjnie. Niegodnie wręcz.
Teraz podwyżka akcyzy na napoje alkoholowe została poprzedzona szeroką kampanią edukacji narodowej. Każdy, nawet dziecko w wieku szkolnym, już wie, że każda zakupiona legalnie flaszka to cegiełka w wielkim dziele zrównoważenia budżetu państwa polskiego.
A każda zakupiona „małpka” to, oprócz podatku akcyzowego, jeszcze dodatkowa złotówka solidarnościowej daniny na rzecz przyszłego zrównoważonego rozwoju.
Tym sposobem na pytanie: „Jak pić, panie premierze”, pan Morawiecki dał jednoznaczną odpowiedź. Liczy się każda flaszka, ale „małpka” to dodatkowa złotówka. A każda dobra gospodyni wie, że złotówka dodawana do złotówki może i miliard złotych dać. Trzeba tylko pobudzić aktywność społeczną.
Na małpich nogach
W admirowanej, ukochanej przez elity PiS przedwojennej II Rzeczypospolitej urządzano wiele zbiórek społecznych. Z tak pozyskanych funduszy zbudowano okręt podwodny „Orzeł”, fundowano wojsku polskiemu karabiny maszynowe i maski przeciwgazowe. Były to jednak akcje okolicznościowe, odwołujące się do patriotycznych postaw ubogiego ówczesnego społeczeństwa.
W IV Rzeczypospolitej, w Polsce „dobrej zmiany”, pojawiła się wreszcie szansa stworzenia stałego, systemowego rozwiązania problemu patriotycznej dobroczynności. Powiązania zrównoważonego budżetu z systematyczną konsumpcją produktów zawartych w popularnych „małpkach”.
Skoro każda zakupiona „małpka” to dodatkowo jeden złoty, to czemu nie stworzyć systemu popularnych zbiórek opartych na małpkowym przeliczniku?
Wspierać zakupywanymi „małpkami” sieroty, ubogie wdowy, ratować najbiedniejsze gminy?
Można tradycyjnie dawać na Orkiestrę Świątecznej Pomocy, można nawet na Caritas, ale można też – nie czekając na kolejne jednorazowe akcje – systematycznie wspierać potrzebujących, zakupując regularnie „małpki”.
W Polsce Ludowej istniał ruch przodowników pracy. Górników i budowlańców, którzy zachęcali swoich kolegów do zwiększania wydobycia węgla, oddawania izb mieszkalnych.
Dzisiaj odchodzimy już od gospodarki opartej na węglu. Nie oznacza to, że nie może powstać patriotyczny ruch konsumencki, który będzie apelował do pozostałych, nieuświadomionych narodowo konsumentów, aby zwiększali konsumpcję „małpek”.
Świętujemy imprezy noworoczne i te ponoworoczne.
Wznieśmy uroczyste toasty bateriami „małpek”!
Nadszedł nasz nowy rok, a 25 stycznia rozpocznie się azjatycki rok pod znakiem Szczura.
Rok prezydenckich wyborów, kolejnych wojen polsko-ruskich, polsko-żydowskich, polsko-europejskich.
Bez „małpek” przeżyć się nie da!
Piotr Gadzinowski

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity

Piotr Gadzinowski

Poseł na Sejm RP w latach 1997–2007. Redaktor i felietonista w: „itd”, „Trybunie”, „NIE”, Lewica24. Publikował też w „Przeglądzie Tygodniowym”, „Sztandarze Młodych”, „Przeglądzie”, „Dziś”, Onecie, Strajku, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, mediach chińskich. Publicysta, komentator radiowy i telewizyjny, scenarzysta, wykładowca akademicki. Autor i współautor ośmiu książek poświęconych kulturze i polityce. Odznaczony medalem Zasłużony dla Kultury „Gloria Artis” oraz „Tęczowym Laurem”, „Srebrnymi Ustami” i „Złotą Odznaką” Stowarzyszenia Filmowców Polskich. (Wielbiciel i znawca orientalnych potraw, w tym trunków – przyp. red).