Mniej niż Zero

Odkąd Leszek Miller nazwał publicznie Zbigniewa Ziobrę „zerem”, ten ostatni robi co może, by dowieść, że zasługuje na ten przydomek.
Kiedy Vera Jourova, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej i zarazem komisarz odpowiedzialna za wartości UE skierowała do trzech kaczych marionetek (Dudy, Witkowej i Morawieckiego) oraz do marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego list wzywający do zaniechania przyjmowania stalinowskiej w formie i treści ustawy autorstwa Zbigniewa Z. i jego koleżków od trollingu dotyczącej zablokowania stosowania w Polsce prawa UE, Zero odparło publicznie, że wypomni Jourovej, jak się powołuje sędziów w jej ojczyźnie, czyli w Czechach. Cytuję: „W liście do komisarz Very Jourovej spytam ją, czy wie, jak powoływani są sędziowie w jej kraju”.
Był to pierdyliardowy już dowód na nieuctwo tego człowieka i jego skrajną nieumiejętność naukowej analizy prawa, a takoż i na jego niebywałą arogancję. Cechy te występują u Ziobry w takim natężeniu, że uprawnia to określanie go mianem prawniczego „Zera” właśnie, a także dyskwalifikuje jako dumnego posiadacza tytułu zawodowego magistra prawa i uczestnika debaty publicznej. Panie Zero, zamknij się Pan w końcu, bo Polskę Pan ośmieszasz każdym swoim publicznym piśnięciem na temat prawa!

Czechy: prawda i fałsz
Można się domyślać, że kiedy Zero odszczekiwało się swoim śmiesznym i mocno niemęskim piskiem komisarz Jourovej, to bazowało na Wikipedii. Tamże, w wersji angielskiej, możemy bowiem przeczytać, iż kandydaci na sędziów są powoływani przez prezydenta na wniosek ministra sprawiedliwości, kontrasygnowany przez premiera.
Przyłapanie na sięganiu do Wikipedii powinno być samoistną podstawą wykluczenia z życia publicznego, w tym wygaśnięcia mandatu posła i odwołania ze stanowiska ministra. To kompromitacja, nie tylko zresztą samego Ziobry, ale też jego współpracowników, Kalet i Kanthaków, którzy par excellence są warci „mniej niż Zero”. Cytowanie rewelacji z Wikipedii bez pogłębionych samodzielnych studiów dotyczących zagadnienia kończy się tragicznie dla cytującego. Tak jest i w tym wypadku. Zero wygłupiło się potwornie, sięgając akurat do czeskich przepisów (swoją drogą rzeczywiście nieidealnych, jeżeli chodzi o niezależność sądownictwa).

Skoro już Zero powołało się na przykład czeski, to może warto było najpierw zauważyć, że w Czechach sędziowie pełnią swoją służbę do 70. roku życia (par. 94 czeskiej ustawy o sądach i sędziach z 2001 r.) i nikomu nie przychodzi do głowy, żeby ich „wygaszać” (jak to się zalęgło w czaszkach potiomkinowców politycznych z watahy Zera). Może też warto było odnotować, że kandydatów na sędziów danego sądu opiniuje rada złożona ze wszystkich sędziów tego sądu (np. w zakresie sądów rejonowych – zob. par. 53 czeskiej ustawy o sądach i sędziach). Może Zero powinno było także zauważyć par. 80 czeskiej ustawy, zgodnie z którym sędziowie są zobowiązani promować i bronić niezależności sądownictwa i jego reputacji, odmawiać wszelkiej ingerencji, przymusu, wpływów, życzeń lub wniosków, które mogłyby zagrozić niezawisłości sądownictwa, a także traktować strony bez uprzedzeń motywowanych względami ekonomicznymi, społecznymi, rasowymi, etnicznymi, związanymi z orientacją seksualną, religijnymi lub innymi. Może wreszcie Zero powinno było, zanim się odezwało, zapytać kogoś, kto ma pojęcie o prawie i dowiedzieć się odeń, że w 2002 r. czeski Sąd Najwyższy skosił, jako niekonstytucyjne, m.in. przepisy przewidujące kary dyscyplinarne dla sędziów, w tym odwołanie z urzędu np. za nieuczestniczenie w szkoleniach zawodowych, a także przewidujące okresowe ocenianie sędziów, którego negatywny wynik mógłby stanowić podstawę odwołania sędziego. Powodem takiej decyzji czeskiego SN były zasady praworządności i trójpodziału władzy. Zrozumiało Zero, o które zasady chodziło, ja się pytam?!

Zatem wymachiwanie komisarz Jourovej przez polskiego nieuka przykładem jej własnego państwa nie było, delikatnie rzecz ujmując, najlepszym pomysłem.
Zero zapowiedziało też w swojej buńczucznej a głupkowatej słownej szarży, że zapyta Jourovą „o wyrok Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych SN, która – powołując się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE z 19 listopada 2019 r. – uznała m.in., że polska KRS nie daje wystarczających gwarancji niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej, a Izba Dyscyplinarna SN nie jest sądem w rozumieniu prawa UE i prawa krajowego”. Uprzedzam oczekiwania Zera: otóż komisarz Jourová nie skomentuje tego wyroku, bo – w przeciwieństwie do polskich troglodytów politycznych i pseudoprawników – wie, że politykom nie wypada publicznie komentować wyroków sądów. Politycy demokratyczni wiedzą bowiem, iż to oni tworzą prawo, a sądy je tylko stosują, więc atakowanie sądów za to, jak stosują prawo, jest niedorzeczne, stanowi próbę upudrowania przez polityków własnej nieudolności. Zrozumiało Zero, czy namalować?

Przykład Niemiec i Francji
Zero nadmieniło również, że zamierza zapytać komisarz Jourovą, czy ona wie, iż w Niemczech „decyzję o powołaniu ostatecznie kogoś do sądu federalnego podejmuje na skutek opinii przegłosowanej w komisji (złożonej z polityków) minister sprawiedliwości Niemiec?”. Otóż i tu mogę uprzedzić od razu wątpliwości manipulanta i notorycznego oszusta politycznego, czyli Zera. Panie Zero, w wyroku z 19 listopada 2019 r. w sprawie C-585/18 Trybunał Sprawiedliwości UE wyraźnie Panu wyjaśnił, licząc naiwnie, że umie Pan czytać, iż każdy z elementów składających się na funkcjonowanie wyprodukowanego przez Pana systemu politycznych nacisków na sądy, gdyby go oceniać z osobna, mógłby nie budzić wątpliwości. Dopiero złożenie tych elementów w całość i podlanie tego sosem okoliczności, w jakich wprowadzał Pan swój burdel w sądownictwie, daje rzeczywisty obraz sytuacji.
Wyjaśniam to Panu po raz enty, nie mając wszakże nadziei, że swoim móżdżkiem niedouczonego magistra, który oblał egzamin na aplikację prokuratorską w Krakowie, cokolwiek Pan zrozumie. Gdyby analizował Pan konstytucję PRL z 1952 r., czytając każdy z jej przepisów z osobna, to zapewne również odniósłby Pan wrażenie, że oto ma Pan przed sobą prawny fundament demokratycznego państwa prawnego. Dopiero lektura całości, plus deser w postaci znajomości praktyki, dawały rzeczywisty obraz: państwa niemającego właściwie nic wspólnego z demokracją. Czy jest Pan w stanie ogarnąć, Panie Zero, że gdyby rozłożyć Pana na części, oglądający te części widz mógłby mieć wrażenie, że oto ogląda kawałki porządnego i inteligentnego człowieka, ale dopiero złożenie ich w całość i wprawienie w ruch Pańskiego aparatu mowy uświadamia, z jakim pozbawionym zasad manipulantem politycznym i kompletnym nieukiem mamy do czynienia? Jak Panu to wytłumaczyć albo narysować, żeby Pan to pojął?

Czytelnikom wyjaśniam, że manipulacje Zera i jego podwładnych, dotyczące powoływania sędziów w Niemczech, były już prostowane m.in. przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”. Na kolejne kłamstwa Zera, dotyczące tym razem odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów we Francji, zareagowali prawnicy francuscy. Marie Aimée Peyron, dziekanka paryskiej adwokatury, określiła te wynurzenia mianem „niedopuszczalnych nieprawd”.
Jest czymś okropnym, że ministrem sprawiedliwości w Polsce został człowiek dotknięty głębokim nieuctwem, natrętną manią manipulowania oraz głosem jak z gejowskiego pornola dla ubogich. Jak bardzo Kaczyński musi nienawidzić Polaków, że doświadcza ich tym monstrum?
Lepszego roku życzę wszystkim Czytelnikom „FiM”!
Jerzy Dolnicki

Artykuł pochodzi z numeru tygodnika Fakty i Mity